wtorek, 28 września 2021
Michel Cluizel Grand Ivoire biała 36%
czwartek, 18 marca 2021
Michel Cluizel Grand Lait 45% Christmas Praline mleczna 45% z kandyzowaną skórką pomarańczy, migdałami, orzechami laskowymi, waflami, cynamonem, anyżem, imbirem i wanilią
Jak to u Michel Cluizel bywa, zdobiona tabliczka prezentowała się przepięknie, w przekroju ukazując moc dodatków. W zapachu spodobało mi się, iż aromat pomarańczy nie uderzał od samego początku - prym wiodły mleko, orzechy, ciepłe kakao z korzeniami.
Miękka i masywna czekolada urzekała umiarkowaną słodyczą, jakże przyjemnym połączeniem jakby drzewnego kakao z mlekiem oraz kompozycją przypraw, co czyniło ten smakołyk głębokim i kojącym. Drobinek kandyzowanej skórki pomarańczy jest całkiem sporo, ale okazały się całkiem leciutkie, wysokiej jakości, aromatyczne i nieprzesadzone w swym bukiecie. Ocieplały i orzeźwiały zarazem całą kompozycję, posiadały też nienarzucającą się konsystencję - naprawdę dały radę!
Kawałeczki wafli delikatnie chrupały, zaś orzechy zdawały się być niemal wtopione w kakaową masę - czuć je było przede wszystkim w smaku, nie w strukturze. Wafelki zaś nadały całości takiej przytulności, iż skojarzyły się nam z... goframi podanymi z mięciutkimi bananami.
Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, ziarna kakao, kandyzowana skórka pomarańczy (kandyzowana skórka pomarańczy, cukier, syrop glukozowy), migdały, orzechy laskowe, wafle (mąka pszenna, cukier, masło, odtłuszczone mleko w proszku, słód jęczmienny, sól), cynamon, anyż, imbir, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 548 kcal.
BTW: 6/35/52.
czwartek, 4 lutego 2021
Michel Cluizel Boost De Plaisir mleczna 45% z pastą z orzechów laskowych, rodzynkami i migdałami
Wśród oferty francuskiej manufaktury Michel Cluizel znajduje się 30-gramowy batonik o wdzięcznej nazwie Boost De Plaisir ("zwiększenie przyjemności"), który w 2020 roku został nagrodzony brązem Akademii Czekolady. Ta łatwo dzieląca się na mniejsze porcje mleczna czekolada zawiera 45% kakao, pastę z orzechów laskowych, całe rodzynki sułtańskie oraz kawałki migdałów. W sam raz na zaspokojenie małego głodu na coś słodkiego, pysznego i pożywnego zarazem. Boost De Plaisir kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.
Robiąc notatki podczas degustacji tego smakołyku, namolnie powtarzałam słowo "mega". Tak, dużo rzeczy było w nim przyjemnie intensywnych. Po pierwsze - mleczność. Po drugie - orzechowość - także bosko zgrywająca się z mlekiem i kakao! Wyraźnie wyczuwalny posmak pasty z orzechów laskowych wtopionych w czekoladową masę uwodził, a jednocześnie nie pozwolił dać się zwieść - nadal czułam bowiem, że jem dobrej jakości mleczną czekoladę jedynie z dodatkiem orzechowej pasty, nie zaś nugat. Sama czekolada błogo i miękko rozpuszczała się w ustach, zaś kawałki migdałów świeżutko chrupały, były jak marzenie i smakowały cudnie.
Nawet rodzynki okazały się wyjątkowe i przemyślanie dobrane - malutkie, jasne, słodkie, bardzo soczyste i intensywne w swym winnym posmaku. Podsumowując, jak dla mnie, tylko takie batony mogłyby istnieć... Rzeczywiście, to był 100% zastrzyk przyjemności!
Skład: orzechy laskowe (23%), cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, ziarna kakao, rodzynki sułtańskie (7%), migdały (2%), wanilia.
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 30 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 590,2 kcal.
BTW: 8,5/44,9/38,2.
niedziela, 6 września 2020
Michel Cluizel Plantation Mokaya ciemna 66% Meksyk
Matowa tabliczka (niestety, zapewne część owego matu powstała z winy letnich temperatur) pachniała świeżością i słodkimi wiśniami. W ustach momentalnie uraczyła nas gęstością, a przy tym iluzją delikatnego rozwodnienia (bardzo słaba kawa?). Poczułam się otulona. Wgryzałam się w miękką, jeszcze ciepłą czekoladową drożdżówkę z węgierkami. Nieśmiało narastać chce niby ziołowa goryczka, ale bardzo harmonijna i spokojna słodycz wygrywa - koktajl z truskawek, malin i wiśni podany z rzemieślniczymi lodami waniliowymi.
Dalej rzeczywiście do głosu dochodziła odrobina ziół (stewia?), może szczypta lukrecji. Pojawił się również orzech laskowy. Z czasem w czekoladzie odczułam coraz więcej soczystości: słodkiego mango oraz dojrzałej papai, odrobinę przyprószonych delikatnym pieprzem.
Pełnowymiarowa Mokaya okazała się doskonałą propozycją na lato; o wiele lżejszą, niż zapamiętałam ją w formie neapolitanek. Pełna, lecz nie zapychająca. Esencjonalna, ale nie przytłaczająca. Świeża, lekka, słodka, z egzotycznymi niuansami - całkiem spokojna jak na Meksyk. To było ciekawe doświadczenie - nie spodziewałam się, iż meksykańskie ziarna w interpretacji Michel Cluizel ukażą aż tak przyjazną twarz.
Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, wanilia burbońska.
środa, 19 sierpnia 2020
Michel Cluizel Plantation La Laguna ciemna 70% Gwatemala
Dość jasna w swej barwie jak na 70% kakao, pachniała słodkim mlekiem i budyniem - aż zdawało mi się, że ponownie mam do czynienia z mleczną tabliczką. W ustach aksamitna i gładka, również budziła silne skojarzenia z budyniem, ciepłym i kojącym. Jej wysoka słodycz w pierwszym wrażeniu zaskakiwała, ale po chwili nieco spuściła w tonu. Plantation La Laguna miała w sobie jakiś akcent znany mi z innej ciemnej tabliczki od Michel Cluizel, chyba związany z ziemistością.
Bo, z czasem czekolada zdawała się być coraz bardziej ziemista, błotnista, aromatycznie prażona, kojarząca się z solidnie wypieczonym ciastem pełnym jesiennych owoców. Nadal budyniowo słodka, ale z nieco mroczniejszymi elementami. Następnie uraczyła nas też odświeżająca nutka skórki grejpfruta, kwaskowa i ściągająca. Między podniebieniem a językiem rozlał się klonowy syrop, przechodzący stopniowo w uczucie przesłodzonego mocnego espresso, w którym wyśmienity surowy cukier trzcinowy nie zdążył się dobrze rozpuścić.
Chwilami wydaje się, że smaki skryte w tej czekoladzie są przyciężkawe, choć generalnie Plantation La Laguna 70% jest bardzo przyjemna, utrzymana przede wszystkim w słodkiej, przytulnej konwencji. A to, co cięższe sprawiło, iż końcowy efekt po prostu jeszcze mocniej utulał.
poniedziałek, 8 czerwca 2020
Michel Cluizel Plantation La Laguna mleczna 47% Gwatemala
niedziela, 13 października 2019
Michel Cluizel Grand Lait mleczna 45%
Podczas naszej wyprawy do Peru spróbowałam dwóch czekolad typu blend od francuskiego czekoladnika Michel Cluizel - Grand Noir 85% i Noir 63% Ecorces D'Orange - obie bardzo przypadły mi do gustu. Sięgając po Grand Lait 45% zastanawiałam się, czy nie będzie jej nazbyt blisko do Grand Lait 45% Elaits Caramel Beuree Sale - wszak nawet zawartość kakao jest taka sama. Wspomnianą czekoladę z maślanym karmelem i solą wspominam jako zbyt tłustą, ale mógł być to efekt owej karmelowości. Teraz, przy czystej Grand Lait 45% miałam okazję to zweryfikować.
Tu, gdy nad całością nie dominował maślany karmel, mieliśmy do czynienia z zupełnie inną tabliczką. Miękka, delikatna, a jednak z pełnią głębi rozpuszczająca się w
ustach, cudownie zalepiając. Słodka i mleczna na równi, błoga. Właśnie taka pyszna w swej dopracowanej prostocie mleczna czekolada przydałaby nam się po powrocie do bazy na Huascaran, o tak! Słodziutki lekko palony karmel bardzo klasycznie mieszał się tu z akcentami nugatu, truskawek w syropie, kawy ze skondensowanym mlekiem, szczyptą cynamonu i wanilii. Czasem nic więcej nie potrzeba prócz takiej mlecznej czekolady... To idealna tabliczka na słodki relaks. Szkoda, że nie była tak gruba jak wersja Elaits Caramel Beuree Sale.
niedziela, 29 września 2019
Michel Cluizel Noir 63% Ecorces D'Orange ciemna ze skórką pomarańczy
niedziela, 15 września 2019
Michel Cluizel Grand Noir 85% ciemna
Grand Noir 85% od Michel Cluizel kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady z myślą właśnie o wyjeździe do Peru. Ta ciemna tabliczka wykonana została z blendu ziaren pochodzących z centralnej Ameryki, Afryki oraz Jawy. Nagrodzona została w 2011 roku brązowym medalem Akademii Czekolady.
To wybitnie deserowa tabliczka, bardzo udany blend. Przyznam, że to jedna z tych czekolad zabranych na urlop, której degustacja sprawiła mi najwięcej przyjemności. Lubię tego typu inwazyjność w czekoladach. Chętnie kiedyś wrócę do tego smakołyku.
niedziela, 11 sierpnia 2019
Michel Cluizel Bresil Plantation Riachuelo mleczna 51%
Żywiołowe wrażenia znane z wersji ciemnej zostały złagodzone pysznym mlekiem. Czekoladowy napój z przyprawami korzennymi zamienił się w gęsty budyń na tłustym mleku, zaś wieloowocowy sok w słodki sos na bazie owoców, który polewał ów budyń. Był to sos, w którym dominowały dojrzałe wiśnie, choć pomyślałam również o truskawkach z kompotu. Wszystko wieńczyło karmelowe, łagodne echo.
Mleczna Bresil Plantation Riachuelo podobnie jak ciemna siostra pozostawiła po sobie wrażenie dynamicznej słodyczy, buzującej energii - choć w tym przypadku mleko czyniło ją bardziej subtelną i dziewczęcą. Brazylijski duet od Michel Cluizel przysporzył mi mnóstwo prostej, a jakże smacznej czekoladowej radości.
czwartek, 8 sierpnia 2019
Michel Cluizel Bresil Plantation Riachuelo ciemna 70%
Finisz przy tym był delikatnie mleczny i karmelowy, budząc przy tym skojarzenia z jakimiś wyjątkowo udanymi landrynkami. Słodycz i kwaśność mieszały się tu w niebywale przystępny sposób, zaś typowo kakaowa goryczka stanowiła jedynie tło, budząc skojarzenie z jakimś obłędnie wciągającym czekoladowym napojem przyprószonym cynamonem, wanilią i panelą (znów coś do picia!).
Rzadko zdarza się, by ciemna czekolada wciągała aż tak bardzo, będąc jednocześnie niezbyt bogatą w dynamiczny przepływ poszczególnych nut smakowych. Moje skojarzenia były proste i jednoznaczne, a jednak tak żywe i świeże, że mogłabym się w nich wręcz tarzać, a czekoladą objadać do obrzydzenia. Zdecydowanie trafiła w mój gust. Coś czuję, że wersję mleczną wciągnę z podobnym apetytem.
niedziela, 12 maja 2019
Michel Cluizel Grand Lait 45% Elaits Caramel Beuree Sale mleczna z maślanym karmelem i solą
Grand Lait 45% Elaits Caramel Beuree Sale od francuskiego czekoladnika Michel Cluizel to 100-gramowa solidna tabliczka jaką zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady. Nie wyróżniono, z jakiego kakao została stworzona (przypuszczam, że to blend), zawiera go jednak 45% i jest to oczywiście czekolada mleczna. W swoim wnętrzu zawiera drobinki maślanego, słonego karmelu.
Szczerze powiedziawszy, podczas degustacji karmelowej Michel Cluizel marzyłam o powrocie do Sea Flakes... Dla mnie była zdecydowanie zbyt tłusta jak na mleczną czekoladę, moc kakao gdzieś w tym wszystkim ginęła. Mój Mąż był za to niezwykle zadowolony i z chęcią powróciłby do tej czekolady, lecz on jest wielkim fanem chociażby konsystencji Bonnatów, więc nie ma się mu co dziwić. Ja wybaczam temu Cluizelowi i mimo wszystko nie oceniam go zbyt surowo, gdyż w terenowych warunkach w gruncie rzeczy taka tłusto-słodka czekolada okazała się świetnym dopalaczem, ale w warunkach domowej degustacji Grand Lait 45% Elaits Caramel Beuree Sale bardzo by mnie zmęczyła.
Masa kakaowa min. 45%.
sobota, 1 września 2018
Michel Cluizel Colombie Plantation El Jardin ciemna 69%
El Jardin to nazwa plantacji położonej w centralnej Kolumbii, na południowy wschód od Bogoty - w dolinie rzeki Ariari. Intrygowało mnie, czy odnajdę w niej pewne nuty, specyficzne dla większości dotąd próbowanych kolumbijskich czekolad. A przy tym, już nieco zapomniałam, jak dobre produkty oferuje Cluizel... To miała być ekscytująca degustacja!
W smaku odkryliśmy to, co zostało zasugerowane już w zapachu - pieprzna i papryczkowa pikantność, z lekko alkoholową sugestią. Wszystko to podane na pysznej, wilgotnej kakaowej bazie - urokliwie słodkawej w sposób dość klasycznie czekoladowy (jednak 69% masy kakaowej to wcale nie kosmicznie dużo), może odrobinę karmelowy (ale był to karmel niesamowicie aromatyczny, niebanalnie doprawiony, z ziołową nutą).
W finiszu na chwilę uciekamy z intrygujących kwasków ponownie w stronę akcentów bardziej karmelowych i palonych. Wyraźnie pojawiły nam się prażone orzeszki ziemne, tłuste i pyszne. El Jardin skończyła się nam zdecydowanie za szybko... Przypomniała mi, jak cudne kakao oferuje Kolumbia... I jak świetne czekolady robi Michel Cluizel! Nie mogę zapominać o tej marce... Jakże cieszy fakt, gdy kolejna manufaktura wysokiej klasy bierze na warsztat ziarna z mej kochanej Kolumbii!
środa, 21 grudnia 2016
Michel Cluizel Noir Infini 99% ciemna z wanilią, cynamonem i imbirem
13 listopada po powrocie z gór mieliśmy ochotę na prawdziwego kakaowego kopniaka. Ostatnio moja Magiczna Szuflada wzbogaciła się w nieco czekolad o barrrdzo wysokiej zawartości kakao (stówki, stówki, stówki!), ale jedna nieco odstawała spośród nich. W niedzielne południe postawiliśmy właśnie na tego odmieńca. Dziś przed Wami prosto z francuskiej manufaktury Michel Cluizel tajemnicza Noir Infini 99%. Skarb w moje rączki dostał się dzięki niezastąpionym Sekretom Czekolady.
Cienka 70-gramowa z charakterystycznym dla Michel Cluizel zdobieniem kostek posiada mocno nasyconą ciemną barwę mieniącą się fioletowymi przebłyskami. Nie wiadomo, z jakich ziaren kakao została wykonana Infini, ale za to jesteśmy dokładnie poinformowani, co stanowi ów 1% składu nie będący surowcem kakaowym. W jednym procencie mieszczą się cztery elementy: cukier trzcinowy, wanilia, cynamon i imbir.
W sieci znajdziemy sporo recenzji Noir Infini 99%, ale w zdecydowanej większości dotyczą one 30-gramowej wersji z dawną szatą graficzną. Są to recenzje sprzed dobrych paru lat, nie będę się więc do nich bezpośrednio odnosi - choć wydaje mi się, iż pomimo upływu czasu jest to nadal ta sama czekolada.
Infini pachnie wilgocią i tłustością, zdaje się być śliska. Jednoznacznie skojarzyła mi się z tłustym sernikiem z rodzynkami, podanym w towarzystwie mocnej kawy. Przy pierwszym kontakcie z podniebieniem przytłacza ściąganiem niczym w niezwykle esencjonalnej espresso, jednak jest pozbawiona natrętnej suchości. Ma w sobie mnóstwo tłustości, gładkości, aksamitu. Jest zupełnie inna od ostatnio próbowanych przeze mnie stówek. Mój Mąż w pierwszej chwili stwierdził, że nie będzie w stanie zjeść zbyt dużo tej czekolady, lecz... prędko zmienił zdanie.
Czekolada okazała się nie być aż tak ciężka. Wciągała coraz mocniej z każdym kęsem. Była wyważona, a pomiędzy taninowym ściąganiem i kawową goryczą, prażonym drewnem i dymem - nieustannie przewijało się uwodzicielskie muśnięcie słodyczy. Również w smaku pojawiło się wyraźne skojarzenie z sernikiem upieczonym na bardzo tłustym, niesamowicie drobno zmielonym twarogu. W serowej masie zatopione zostały jędrne rodzynki, a także... borówki amerykańskie, suszony ananas i delikatne płatki kokosa.
Cudnie gładko rozpuszczała się w ustach i to z takim efektem, jakby wraz z każdym muśnięciem języka wysysało się tę odrobinę cukru mieszczącego się w składzie. Ta iluzja słodyczy nieustannie powraca i być może to ona w dużej mierze warunkuje uzależniający charakter tej czekolady. Nieco masochistyczne ściąganie staje się niczym wobec tego usilnego poszukiwania słodyczy pośród tłustej, turbokakaowej mazi. Ah, jakże idealna byłaby ta czekolada przy 95% kakao! Mam wrażenie, że przy odrobinę większej zawartości cukru walory kakao eksplodowałyby z jeszcze większą siłą.
Aksamit i miękkość tej czekolady w połączeniu z jej bukietem kojarzyły się nam z miękkim drewnem, świeżym i nieco żywicznym. Infini jest mocna, ale bez przesady. Jest intrygująca niczym kobieta: zdecydowana i łagodna zarazem. Trudno określić, co wnosi do kompozycji mały udział przypraw, czy pewne nuty nie płyną po prostu z bogactwa kakao. Tak, jak czasem w przypadku urodziwej kobiety trudno orzec, co wynika z naturalnej urody, a co z podkreślenia makijażem. Powtórzę się - niesamowicie pragnę tej czekolady w wersji 95%. Myślę, że wtedy rozwikłałabym wiele jej tajemnic...
Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, wanilia burbońska, imbir, cynamon.
Masa netto: 70 g.
sobota, 15 października 2016
Michel Cluizel Maralumi ciemna 64%
Francuska czekolada o 64% zawartości kakao z Papui Nowej Gwinei cechowała się specyficznym zabarwieniem o różano-wiśniowym odcieniu. Okazała się być bardzo twarda, co zapewne zostało nasilone przez to, iż noc była dość zimna. Pachniała podobnie do swojej mlecznej siostry, choć akcenty kwiatowe przeważały tutaj nad kawowymi, mieszając się z aromatem zmurszałej gleby. Moje wrażenia były dość podobne do tych opisanych na blogu One Golden Ticket.
Gdy poddana ciepłu języka czekolada traci swoją twardość zaczyna rozpuszczać się przyjemnie bagienkowato, z dużą dozą świeżości. Powoli uwalnia swoją kwaśność odrobiny cytrusów, by dalej przejść w palono-drewnianą słodycz aż po kawowo-ziemistą goryczkę. Gorycz kawy odznacza się szczególnie na końcu, lecz czekolada jest przy tym wszystkim kwieciście orzeźwiająca.
Przeniosłam się do kawiarni położonej w jakimś egzotycznym kraju. Nie wiem dlaczego pomyślałam akurat o Tajlandii, choć przecież mogło to by być zupełnie inne miejsce. Wnętrze jest mocno oszklone, wykonane ze starego drewna. Ktoś non stop mieli kawę, serwując świeżo wykonane napary w eleganckiej porcelanie. Wszędzie, na każdy stoliku, a również w donicach pod sufitem - rosną w pulchnej glebie dorodne kolorowe kwiaty. Są tak jędrne, iż niemal wylewają się z donic, a wzruszona gleba wysypuje się na stoły wyglądając niczym fusy z wylanej przez przypadek kawy.
Ziemia i kawa przypominały mi o Zotterze Papua New Guinea, zaś owoce leśne o czekoladzie Bahen & Co. wykonanej z kakao z tego odległego kraju. Dla Cluizela charakterystyczne zaś okazały się kwiaty. Chciałabym odkryć Papuę Nową Gwineę wraz czekoladą od jeszcze innego producenta. Ciekawe, co jeszcze by zaprezentowała...
Tymczasem po degustacji przyszło mi odkrywać zupełnie coś innego. Choć pierwszym szczytem zdobytym w trawersie Sierra Nevada miał być dla nas Pico de Jerez 3090 m n.p.m., to jednak spod naszego miejsca obozu wyruszyliśmy najprostszą dla nas wtedy drogą pod górę.
Tym samym, wdrapaliśmy się na zbocze Cerro Pelado 3143 m n.p.m., by bezpośrednio z niego podejść na szczyt Tajos Negros 3115 m n.p.m. Tam spotkaliśmy Hiszpana, który wybrał się na samotną wędrówkę. Nieźle zaskoczyła nas jego obecność, już przyzwyczailiśmy się do samotności w Sierra Nevada. Dalsza trasa prowadziła nas granią na kolejne trzytysięczniki, których 4 września zdobyliśmy wiele, niemalże raz za razem. Widok na otaczającą nas pustkę był niezwykle wyciszający.

