Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michel Cluizel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Michel Cluizel. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 28 września 2021

Michel Cluizel Grand Ivoire biała 36%


Parę lat temu miałam już okazję skosztować białej tabliczki od Michel Cluizel, którą opisałam w dość wybujały sposób jak na białą czekoladę. Jakiś czas temu, spostrzegłam nową szatę graficzną białego smakołyku z tej francuskiej manufaktury. Poza tym, jej nazwa zmieniła się z Ivoire na Grand Ivoire; określono też zawartość masła kakaowego - na 36%. Choć wiedziałam, że po tak długim czasie bardzo trudno będzie mi stwierdzić, czy i czym obie wersje różnią się od siebie (lista składników jest teoretycznie taka sama) - postanowiłam zamówić nowość w sklepie Sekretów Czekolady i zabrać ze sobą na wędrówkę po Górach Bialskich.


Tabliczka pachnie bardzo słodko - niczym masło z miodem, przełamane wanilią i... iluzją kokosa. Ostatnio często próbowałam kokosowych czekolad; może owa nuta mocno mi się już wbiła w głowę. Tak sobie pomyślałam jedząc Grand Ivoire, nie pamiętając zupełnie, jak opisałam kokosowe wrażenia smakowe w dawnej Ivoire.

W konsystencji czekolada zdaje się bardziej kleista niż aksamitna, przez co jakby jeszcze inwazyjniej wdziera się w kubki smakowe. Wysoki poziom słodyczy, wyrazista mleczność, skojarzenia z bezą, skondensowanym mlekiem z tubki, waniliowym ptasim mleczkiem, karmelowo-miodowym syropem - oraz, co znamienite - z kokosem - wszystko to jest podobne z moimi odczuciami zanotowanymi lata wstecz. Wielce prawdopodobne, że to dwie takie same czekolady.


Skład: cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, lecytyna rzepakowa, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 36%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 586,7 kcal.
BTW: 4,79/38,73/54,64.

czwartek, 18 marca 2021

Michel Cluizel Grand Lait 45% Christmas Praline mleczna 45% z kandyzowaną skórką pomarańczy, migdałami, orzechami laskowymi, waflami, cynamonem, anyżem, imbirem i wanilią



Wprawdzie święta Bożego Narodzenia już dawno za nami i o wiele bliżej jest do Wielkanocy, jednak na czekolady podobne do tej mam chętkę niezależnie od pory roku. Dziś przed Wami Christmas Praline z francuskiej manufaktury Michel Cluizel, zakupiona w sklepie Sekretów Czekolady. Mleczna czekolada o 45% zawartości kakao kryje w sobie mnóstwo dobroci - dodatków jest na tyle dużo, iż odrobinę obawiałam się przeciążenia. Kandyzowana skórka pomarańczy (to składnik, który już naprawdę przeróżnie potrafi wypaść), migdały, orzechy laskowe, wafle oraz moc przypraw: cynamon, anyż, imbir, wanilia - zapowiadało się intensywnie!

Jak to u Michel Cluizel bywa, zdobiona tabliczka prezentowała się przepięknie, w przekroju ukazując moc dodatków. W zapachu spodobało mi się, iż aromat pomarańczy nie uderzał od samego początku - prym wiodły mleko, orzechy, ciepłe kakao z korzeniami.

Miękka i masywna czekolada urzekała umiarkowaną słodyczą, jakże przyjemnym połączeniem jakby drzewnego kakao z mlekiem oraz kompozycją przypraw, co czyniło ten smakołyk głębokim i kojącym. Drobinek kandyzowanej skórki pomarańczy jest całkiem sporo, ale okazały się całkiem leciutkie, wysokiej jakości, aromatyczne i nieprzesadzone w swym bukiecie. Ocieplały i orzeźwiały zarazem całą kompozycję, posiadały też nienarzucającą się konsystencję - naprawdę dały radę!

  Kawałeczki wafli delikatnie chrupały, zaś orzechy zdawały się być niemal wtopione w kakaową masę - czuć je było przede wszystkim w smaku, nie w strukturze. Wafelki zaś nadały całości takiej przytulności, iż skojarzyły się nam z... goframi podanymi z mięciutkimi bananami.


 Całość wypadła tak, jak tylko mogła najlepiej - żaden składnik nie przeszkadzał drugiemu, wszystko płynęło razem, a także obok siebie. Bardzo sympatyczna i bogata mleczna czekolada.

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, ziarna kakao, kandyzowana skórka pomarańczy (kandyzowana skórka pomarańczy, cukier, syrop glukozowy), migdały, orzechy laskowe, wafle (mąka pszenna, cukier, masło, odtłuszczone mleko w proszku, słód jęczmienny, sól), cynamon, anyż, imbir, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 548 kcal.
BTW: 6/35/52.

czwartek, 4 lutego 2021

Michel Cluizel Boost De Plaisir mleczna 45% z pastą z orzechów laskowych, rodzynkami i migdałami

Wśród oferty francuskiej manufaktury Michel Cluizel znajduje się 30-gramowy batonik o wdzięcznej nazwie Boost De Plaisir ("zwiększenie przyjemności"), który w 2020 roku został nagrodzony brązem Akademii Czekolady. Ta łatwo dzieląca się na mniejsze porcje mleczna czekolada zawiera 45% kakao, pastę z orzechów laskowych, całe rodzynki sułtańskie oraz kawałki migdałów. W sam raz na zaspokojenie małego głodu na coś słodkiego, pysznego i pożywnego zarazem. Boost De Plaisir kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

Robiąc notatki podczas degustacji tego smakołyku, namolnie powtarzałam słowo "mega". Tak, dużo rzeczy było w nim przyjemnie intensywnych. Po pierwsze - mleczność. Po drugie - orzechowość - także bosko zgrywająca się z mlekiem i kakao! Wyraźnie wyczuwalny posmak pasty z orzechów laskowych wtopionych w czekoladową masę uwodził, a jednocześnie nie pozwolił dać się zwieść - nadal czułam bowiem, że jem dobrej jakości mleczną czekoladę jedynie z dodatkiem orzechowej pasty, nie zaś nugat. Sama czekolada błogo i miękko rozpuszczała się w ustach, zaś kawałki migdałów świeżutko chrupały, były jak marzenie i smakowały cudnie.

Nawet rodzynki okazały się wyjątkowe i przemyślanie dobrane - malutkie, jasne, słodkie, bardzo soczyste i intensywne w swym winnym posmaku. Podsumowując, jak dla mnie, tylko takie batony mogłyby istnieć... Rzeczywiście, to był 100% zastrzyk przyjemności!

Skład: orzechy laskowe (23%), cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, ziarna kakao, rodzynki sułtańskie (7%), migdały (2%), wanilia.
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 30 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 590,2 kcal.
BTW: 8,5/44,9/38,2.

niedziela, 6 września 2020

Michel Cluizel Plantation Mokaya ciemna 66% Meksyk


 Niemal pięć lat temu miałam okazję próbować meksykańską Mokayę od Michel Cluizel w formie neapolitanek. Pamiętam, jak bardzo mnie wówczas urzekła, zaś czekolady innych marek stworzone z kakao z Meksyku nie raz podbiły moje serce w kolejnych latach trwania czekoladowej przygody. Podczas składania jednego z zamówień w sklepie Sekretów Czekolady pomyślałam, że świetnie by było poczuć Mokayę po latach w pełnym wymiarze - to samo uczyniłam wszak z Pralus Venezuela (recenzja neapolitanek i wersji pełnowymiarowej). W upalne sierpniowe przedpołudnie zasiedliśmy do degustacji...

 Umyślnie nie czytałam przed degustacją dawnej recenzji. Po pierwsze, nie chciałam się niczym sugerować, zaś po drugie - jakże wiele mogło się zmienić przez tyle lat w rzemieślniczej czekoladzie! Mimo wszystko, miałam świadomość, że trudno będzie obie wersje Mokayi porównywać. Słuszniej będzie potraktować je jako dwie odrębne historie.


 Matowa tabliczka (niestety, zapewne część owego matu powstała z winy letnich temperatur) pachniała świeżością i słodkimi wiśniami. W ustach momentalnie uraczyła nas gęstością, a przy tym iluzją delikatnego rozwodnienia (bardzo słaba kawa?). Poczułam się otulona. Wgryzałam się w miękką, jeszcze ciepłą czekoladową drożdżówkę z węgierkami. Nieśmiało narastać chce niby ziołowa goryczka, ale bardzo harmonijna i spokojna słodycz wygrywa - koktajl z truskawek, malin i wiśni podany z rzemieślniczymi lodami waniliowymi.

Dalej rzeczywiście do głosu dochodziła odrobina ziół (stewia?), może szczypta lukrecji. Pojawił się również orzech laskowy. Z czasem w czekoladzie odczułam coraz więcej soczystości: słodkiego mango oraz dojrzałej papai, odrobinę przyprószonych delikatnym pieprzem.



 Pełnowymiarowa Mokaya okazała się doskonałą propozycją na lato; o wiele lżejszą, niż zapamiętałam ją w formie neapolitanek. Pełna, lecz nie zapychająca. Esencjonalna, ale nie przytłaczająca. Świeża, lekka, słodka, z egzotycznymi niuansami - całkiem spokojna jak na Meksyk. To było ciekawe doświadczenie - nie spodziewałam się, iż meksykańskie ziarna w interpretacji Michel Cluizel ukażą aż tak przyjazną twarz.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 66%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 572,9 kcal.
BTW: 6,5/41,7/46,6.

środa, 19 sierpnia 2020

Michel Cluizel Plantation La Laguna ciemna 70% Gwatemala


 Po wypróbowaniu pysznej mlecznej Michel Cluizel Plantation La Laguna 47% z gwatemalskiego kakao, zorientowałam się, że nie mam w swych zapasach analogicznej wersji ciemnej (o 70% zawartości kakao) od Michel Cluizel, która znajduje się przecież w ofercie sklepu Sekretów Czekolady. Przy najbliższej okazji nadrobiłam tą zakupową zaległość. Według producenta, czekolada ma cechować się nutami śliwek, prażonego kakao oraz pieczonych jabłek.


 Dość jasna w swej barwie jak na 70% kakao, pachniała słodkim mlekiem i budyniem - aż zdawało mi się, że ponownie mam do czynienia z mleczną tabliczką. W ustach aksamitna i gładka, również budziła silne skojarzenia z budyniem, ciepłym i kojącym. Jej wysoka słodycz w pierwszym wrażeniu zaskakiwała, ale po chwili nieco spuściła w tonu. Plantation La Laguna miała w sobie jakiś akcent znany mi z innej ciemnej tabliczki od Michel Cluizel, chyba związany z ziemistością.

Bo, z czasem czekolada zdawała się być coraz bardziej ziemista, błotnista, aromatycznie prażona, kojarząca się z solidnie wypieczonym ciastem pełnym jesiennych owoców. Nadal budyniowo słodka, ale z nieco mroczniejszymi elementami. Następnie uraczyła nas też odświeżająca nutka skórki grejpfruta, kwaskowa i ściągająca. Między podniebieniem a językiem rozlał się klonowy syrop, przechodzący stopniowo w uczucie przesłodzonego mocnego espresso, w którym wyśmienity surowy cukier trzcinowy nie zdążył się dobrze rozpuścić.



 Chwilami wydaje się, że smaki skryte w tej czekoladzie są przyciężkawe, choć generalnie Plantation La Laguna 70% jest bardzo przyjemna, utrzymana przede wszystkim w słodkiej, przytulnej konwencji. A to, co cięższe sprawiło, iż końcowy efekt po prostu jeszcze mocniej utulał.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 570 kcal.
BTW: 7/42/45.

poniedziałek, 8 czerwca 2020

Michel Cluizel Plantation La Laguna mleczna 47% Gwatemala


 Lubię Michel Cluizel. Z asortymentu tej francuskiej manufaktury, już nie raz wybitnie przypadły mi do gustu zarówno ciemne, jak i mleczne tabliczki. Dziś przed Wam kolejna czekolada spośród ich mlecznych propozycji, zawierająca 47% kakao pochodzącego z gwatemalskiej plantacji La Laguna. Według producenta, czekolada ma charakteryzować się gładką i kremową konsystencją, zrównoważonymi smakami pomiędzy słodkim cappuccino, gorącą czekoladą, orzechami laskowymi, tostami i maślanym karmelem. Co istotne, na pierwszym miejscu w składzie czekolady znajduje się pełne mleko w proszku. Moją mleczną La Laguna kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


 Mięciutka czekolada o umiarkowanie jasnym kolorze pachniała śmietankowymi słodkimi piankami, gorącą kawą oraz zsiadłym mlekiem. W ustach rozpuszczała się gęsto i gładko, co w połączeniu z niesamowicie zbalansowanymi nutami smakowymi sprawiało, że znikała bardzo szybko... Pomimo tego, iż cechowała ją wyjątkowo głęboka i pełna mleczność, kojarząc się z śmietankowymi piankami i naturalnym serkiem homogenizowanym, zdawała się być bardziej goryczkowa, niż słodka. Akcenty koziego i owczego mleka były tu umiarkowane w porównaniu do wielu innych mlecznych Prawdziwych Czekolad, a mimo tego mocno dawała o sobie znać kawa. Kawa, która znalazła się w dużej ilości w ciemnym spodzie tłustego i gładkiego sernika, z karmelową polewą i maślano-orzechową kruszonką. Jak na 47% kakao, czekolada ta zadawała mi się być bardzo kakaowa, przyjemnie palona.


 Mleczna La Laguna jest o wiele bardziej zdecydowana niż błoga Grand Lait 45%, mniej owocowa niż brazylijska Plantation Riachuelo 51%, mimo wszystko mniej kawowa od papuaskiej Maralumi 47% i totalnie odmienna od madagaskarskiej, cytrusowo-karmelowej Mangaro 50%. Każda z mlecznych czekolad od Michel Cluizel opowiada zupełnie inną historię, lecz żadnej z nich nie potrafiłam się oprzeć. Dobra mleczna czekolada zawsze jest na wagę złota.


Skład: pełne mleko w proszku, ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 47%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 594 kcal.
BTW: 10/44/40.

niedziela, 13 października 2019

Michel Cluizel Grand Lait mleczna 45%


Nasz powrót z Peru do domu był długi. Najpierw sama podróż autobusem z Huaraz do Limy, następnie oczekiwanie na lotnisku w Limie, potem lot z Limy do Toronto. W Toronto mieliśmy dziewięć godzin czasu do przesiadki, toteż wykorzystaliśmy go na długi spacer po mieście. Później już lot do Berlina, a stamtąd autem do Polski. Uff. 

Pierwszy raz byłam w takim mieście jak Toronto. Wędrując ulicami i parkami Toronto, a także nad jeziorem Ontario, przyglądaliśmy się imponującemu porządkowi (w którym jednak spokojny byt znaleźć mogli bezdomni, a przyroda w licznych parkach nie była w 100% trzymana w pedantycznych ryzach) oraz wielkiej różnorodności kulturowej. Na ławeczce nad jeziorem postanowiliśmy posilić się ostatnią czekoladą, która pozostała w mych zapasach przywiezionych z Polski.

Podczas naszej wyprawy do Peru spróbowałam dwóch czekolad typu blend od francuskiego czekoladnika Michel Cluizel - Grand Noir 85% i Noir 63% Ecorces D'Orange - obie bardzo przypadły mi do gustu. Sięgając po Grand Lait 45% zastanawiałam się, czy nie będzie jej nazbyt blisko do Grand Lait 45% Elaits Caramel Beuree Sale - wszak nawet zawartość kakao jest taka sama. Wspomnianą czekoladę z maślanym karmelem i solą wspominam jako zbyt tłustą, ale mógł być to efekt owej karmelowości. Teraz, przy czystej Grand Lait 45% miałam okazję to zweryfikować.

Wszystkie czekolady Michel Cluizel kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


Tu, gdy nad całością nie dominował maślany karmel, mieliśmy do czynienia z zupełnie inną tabliczką. Miękka, delikatna, a jednak z pełnią głębi rozpuszczająca się w
ustach, cudownie zalepiając. Słodka i mleczna na równi, błoga. Właśnie taka pyszna w swej dopracowanej prostocie mleczna czekolada przydałaby nam się po powrocie do bazy na Huascaran, o tak! Słodziutki lekko palony karmel bardzo klasycznie mieszał się tu z akcentami nugatu, truskawek w syropie, kawy ze skondensowanym mlekiem, szczyptą cynamonu i wanilii. Czasem nic więcej nie potrzeba prócz takiej mlecznej czekolady... To idealna tabliczka na słodki relaks. Szkoda, że nie była tak gruba jak wersja Elaits Caramel Beuree Sale.

Skład: cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, ziarna kakao, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 595,96 kcal.
BTW: 7,93/43,23/40,75.

niedziela, 29 września 2019

Michel Cluizel Noir 63% Ecorces D'Orange ciemna ze skórką pomarańczy


Michel Cluizel Noir 63% Ecorces D'Orange to czekolada, która uświetniła nasz dzień wypoczynku w mieście Huaraz. Ów dzień miał stanowić regenerację przed kolejnym górskim wypadem, tymczasem oczywiście oprócz wciskania w siebie możliwie dużej ilości płynów i jedzenia spędziliśmy czas na pieszym zwiedzaniu miasta. Spacer zajął nam dobrych kilka godzin, podczas których odwiedziliśmy oczywiście także miejsca rzadziej odwiedzane przez turystów jak lokalne targi produktów spożywczych (ja uwielbiam takie miejsca, szczególnie w Ameryce Łacińskiej!). Choć czułam jeszcze spore zmęczenie po Tocllaraju, nie mogłam sobie odmówić wędrówki huaraskimi uliczkami. Czekolada od Michel Cluizel, kupiona oczywiście w sklepie Sekretów Czekolady, doskonale spisała się i wzmocniła nas podczas odpoczynku nad rzeką Quilcay.


Wcześniej, podczas zwiedzania Limy, posililiśmy się Michel Cluizel Grand Noir 85%, którą do dziś bardzo dobrze wspominam. Wersja ze skórką pomarańczową okazała się łagodniejszą wersją poprzedniczki, gdyż równie żywe nuty w niej odnalazłam - tu dodatkowo rozjaśnione i bardziej słodkie. Kawałki kandyzowanej skórki pomarańczy były dość liczne, lecz nie na tyle, by przeszkadzały w swobodnym rozpuszczaniu się w ustach smacznej czekolady. Były przy tym miękkie i jędrne, co oczywiście należy potraktować jako olbrzymi plus. Inaczej niż w przypadku MIA Candied Orange, tutaj pomarańcza nie zdominowała całości i stanowiła przyjemny, łagodnie przełamujący czekoladę dodatek.

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, kandyzowana skórka pomarańczy 22%, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 63%.
Masa netto: 100 g.

niedziela, 15 września 2019

Michel Cluizel Grand Noir 85% ciemna



Cały dzień spacerowania po Limie sam w sobie pozytywnie nas wymęczył, a gdy do tego dodamy przeciążenie długą podróżą oraz siedem godzin różnicy czasu... Gdy nastał wieczór zarówno mnie, jak i mojego Męża dopadł nieunikniony ból głowy. Znaleźliśmy jednak na niego skuteczne, a zarazem przepyszne lekarstwo. W kubkami gorącej kawy w dłoniach usiedliśmy w parku Kennedy'ego w dzielnicy Miraflores, otworzyłam czekoladę. Obserwując przechodniów kostka po kostce, łyk po łyku - wyleczyliśmy się z dolegliwości. Gdyby to zawsze było tak proste!

Grand Noir 85% od Michel Cluizel kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady z myślą właśnie o wyjeździe do Peru. Ta ciemna tabliczka wykonana została z blendu ziaren pochodzących z centralnej Ameryki, Afryki oraz Jawy. Nagrodzona została w 2011 roku brązowym medalem Akademii Czekolady.


Jak wspomniałam w poprzednim wpisie, moje peruwiańskie recenzje będą raczej ubogie w czekoladową esencję - moc wrażeń szczególnie mocno zaburzyła moje odbieranie próbowanych na wyjeździe czekolad. Grand Noir 85% zapamiętałam jednak jako szczególnie intensywną i to w taki bardzo przyjemny sposób. Wysoka zawartość kakao nie przeszkodziła tabliczce w byciu uroczo soczystą, a przy tym raczącą nas wyrazistymi nutami kawy, drewna, gęstych kremów deserowych, syropów z czerwonych owoców. Ponadto, czekolada ta przeidealnie komponowała się z pitą kawą, co wbrew pozorom nie jest oczywistością w przypadku wszelkich ciemnych czekolad.

To wybitnie deserowa tabliczka, bardzo udany blend. Przyznam, że to jedna z tych czekolad zabranych na urlop, której degustacja sprawiła mi najwięcej przyjemności. Lubię tego typu inwazyjność w czekoladach. Chętnie kiedyś wrócę do tego smakołyku.

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, trzcinowy cukier, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 85%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 599,89 kcal.
BTW: 9,44/50,29/14,4

niedziela, 11 sierpnia 2019

Michel Cluizel Bresil Plantation Riachuelo mleczna 51%


Wyjeżdżając na weekendową wędrówkę w Góry Kamienne i Wałbrzyskie, tę czekoladę francuskiej marki Michel Cluizel dorzuciłam do plecaka w ostatniej chwili. Po niedawnej degustacji jej ciemnej siostry, miałam przeogromną ochotę jak najprędzej wypróbować mleczny wariant czekolady wykonanej z brazylijskiego kakao z plantacji Riachuelo. Wersja mleczna zawiera 51% ziaren uprawianych w regionie Bahia. Kupiłam ją oczywiście również w sklepie Sekretów Czekolady.

 Na ławce w pobliżu szczytu Waligóra schroniliśmy się w cieniu i siegnęliśmy po upragnioną czekoladę. Było upalnie, więc prędko topiła się w dłoniach. Podczas marszu jednak nic się z nią nie stało, gdyż dobrze wiem, jak przechowywać czekolady w plecaku nawet podczas wysokiej temperatury. Nasza mleczna Brazylia pachniała przytulnie śmietankowym serkiem wymieszanym z plejadą dojrzałych i słodkich czerwonych owoców. Jej barwa była cudownie ciepła.


W ustach rozpuszczała się lepko, gęsto i bardzo przyjemnie. Nie porażała zarówno tłustością ani słodyczą, była idealnie wyważona. Wyraźna śmietankowa woń przerodziła się teraz w coś na kształt skondensowanego mleka, choć nie tak słodkiego jak to zwykle bywa. Ta słodycz była raczej tchnieniem delikatnego akacjowego miodu. 

Żywiołowe wrażenia znane z wersji ciemnej zostały złagodzone pysznym mlekiem. Czekoladowy napój z przyprawami korzennymi zamienił się w gęsty budyń na tłustym mleku, zaś wieloowocowy sok w słodki sos na bazie owoców, który polewał ów budyń. Był to sos, w którym dominowały dojrzałe wiśnie, choć pomyślałam również o truskawkach z kompotu. Wszystko wieńczyło karmelowe, łagodne echo.


Mleczna Bresil Plantation Riachuelo podobnie jak ciemna siostra pozostawiła po sobie wrażenie dynamicznej słodyczy, buzującej energii - choć w tym przypadku mleko czyniło ją bardziej subtelną i dziewczęcą. Brazylijski duet od Michel Cluizel przysporzył mi mnóstwo prostej, a jakże smacznej czekoladowej radości.

Skład: pełne mleko w proszku, ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 51%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 611 kcal.
BTW: 11/48/36

czwartek, 8 sierpnia 2019

Michel Cluizel Bresil Plantation Riachuelo ciemna 70%


Cudownie jest w niedzielni letni wieczór niespiesznie popijać kawę i smakować Prawdziwą Czekoladę - a to wszystko z Ukochaną Osobą. Michel Cluizel Bresil Plantation Riachuelo 70% wprost czekała na taką okazję. Kupiłam ją już jakiś czas temu w sklepie Sekretów Czekolady wraz z mleczną siostrą (na nią przyjdzie jeszcze czas). Najpierw pragnęłam wypróbować wersji ciemnej. Plantacja Riachuelo znajduje się w brazylijskiej Bahii, a na stronie Michel Cluizel możecie zobaczyć filmik nagrany właśnie tam.

 Choć na tabliczce osiadł już leciutki nalot, po przełamaniu okazała soczyste i jednocześnie zwarte, konkretne oblicze. To wrażenie zostało spotęgowane przez zapach: jednoznacznie kojarzący się z dojrzałymi wiśniami oraz nektarem z czarnych porzeczek. Automatycznie zadziałało to pobudzająco na moje ślinianki. Po jedzonej po poranku ponurej Caicara del Orinoco z Beskidu, byłam spragniona bardziej dynamicznych wrażeń.


Na całe szczęście otrzymałam je. Bresil Plantation Riachuelo 70% należy do tego typu ciemnych czekolad, które mogę jeść bez opamiętania. Choć nie była tak bogata jak choćby Valrhona Andoa czy Zotter Ecuador Arriba Los Rios, to przez swą niesamowitą żywiołowość skojarzyła mi się właśnie z tymi propozycjami. Brazylijskie szaleństwo od Michel Cluizel wręcz prosiło się o pochłanianie kostki za kostką. Każda z nich rozlewała się miękko na języku eksplozją soczystych smaków. Dominowały owoce: przede wszystkim wiśnie, a także czereśnie, porzeczki, truskawki, soczyste jagody. Jedząc tę czekoladę czułam się trochę tak, jakbym bardzo spragniona dorwała się do schłodzonego soku z owoców jagodowych. Paradoksalnie - ta czekolada gasiła pragnienie.

Finisz przy tym był delikatnie mleczny i karmelowy, budząc przy tym skojarzenia z jakimiś wyjątkowo udanymi landrynkami. Słodycz i kwaśność mieszały się tu w niebywale przystępny sposób, zaś typowo kakaowa goryczka stanowiła jedynie tło, budząc skojarzenie z jakimś obłędnie wciągającym czekoladowym napojem przyprószonym cynamonem, wanilią i panelą (znów coś do picia!).


Rzadko zdarza się, by ciemna czekolada wciągała aż tak bardzo, będąc jednocześnie niezbyt bogatą w dynamiczny przepływ poszczególnych nut smakowych. Moje skojarzenia były proste i jednoznaczne, a jednak tak żywe i świeże, że mogłabym się w nich wręcz tarzać, a czekoladą objadać do obrzydzenia. Zdecydowanie trafiła w mój gust. Coś czuję, że wersję mleczną wciągnę z podobnym apetytem.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 570 kcal.
BTW: 7/42/45

niedziela, 12 maja 2019

Michel Cluizel Grand Lait 45% Elaits Caramel Beuree Sale mleczna z maślanym karmelem i solą


W wielkanocną niedzielę ruszyliśmy od rana w znaną już z poprzednich wędrówek trasę z Wlenia do Płoszczyny przez Czernicę (ostatnio szliśmy ją jednak w drugą stronę). Główną motywacją do pokonania jeszcze raz tej trasy było wejście z okolic Płoszczynki nieoznaczoną ścieżką na szczyt Stromiec, który swą stożkową budową wyróżnia się w okolicy i już od dawna przyciągał moją uwagę. Ciekawość podsycała wiedza, iż na szczycie Stromca znajduje się szereg jaskiń, zaś na początku XX wieku znajdował się tu wspaniały punkt widokowy. Teraz wprawdzie szczyt Stromca jest gęsto porośnięty lasem, jednakże kusił on mnie, jak wiele kaczawskich tajemnic. Na szczycie rozsiedliśmy się na prowizorycznej ławeczce stworzonej ze zwalonego drzewa, by w cudnej słonecznej aurze zachwycać się Karkonoszami przebłyskującymi przez zieleniący się las oraz posilić się czekoladą od Michel Cluizel.

Grand Lait 45% Elaits Caramel Beuree Sale od francuskiego czekoladnika Michel Cluizel to 100-gramowa solidna tabliczka jaką zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady. Nie wyróżniono, z jakiego kakao została stworzona (przypuszczam, że to blend), zawiera go jednak 45% i jest to oczywiście czekolada mleczna. W swoim wnętrzu zawiera drobinki maślanego, słonego karmelu.


Pięknie zdobiona tabliczka pachniała mocno mlecznie z wyraźnym karmelowym zacięciem, a także lekko orzechowo. Od pierwszego kęsa odczułam, że jest to czekolada bardzo tłusta, a drobne kawałki karmelu momentalnie skojarzyły mi się ze skwarkami zanurzonymi w smalcu. Wiem, że to skojarzenie jest nieco paskudne, ale tak właśnie odebrałam tę czekoladę. Bardziej tłusta niż słodka, masywna, bardziej maślano-karmelowa niż kakaowa. Drobinki karmelu choć liczne i dość klejące, nie wchodziły jednak masowo między zęby, przez co były całkiem przyjemne w swej specyficznej słodyczy. Słoność czekolady była znacznie niższa niż w przypadku próbowanej dzień wcześniej Sea Flakes od Willie's Cacao.


Szczerze powiedziawszy, podczas degustacji karmelowej Michel Cluizel marzyłam o powrocie do Sea Flakes... Dla mnie była zdecydowanie zbyt tłusta jak na mleczną czekoladę, moc kakao gdzieś w tym wszystkim ginęła. Mój Mąż był za to niezwykle zadowolony i z chęcią powróciłby do tej czekolady, lecz on jest wielkim fanem chociażby konsystencji Bonnatów, więc nie ma się mu co dziwić. Ja wybaczam temu Cluizelowi i mimo wszystko nie oceniam go zbyt surowo, gdyż w terenowych warunkach w gruncie rzeczy taka tłusto-słodka czekolada okazała się świetnym dopalaczem, ale w warunkach domowej degustacji Grand Lait 45% Elaits Caramel Beuree Sale bardzo by mnie zmęczyła.

Skład: ziarna kakao, czysty tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, pełne mleko w proszku, karmel 18% (cukier trzcinowy, masło, pełne mleko, śmietana, syrop glukozowy, syrop sorbitolowy, lecytyna rzepakowa, sól morska z Guérande 0,02%).
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 565,1 kcal.
BTW: 6,8/40,2/44,6.

sobota, 1 września 2018

Michel Cluizel Colombie Plantation El Jardin ciemna 69%


Gdy tylko dowiedziałam się, że Michel Cluizel wypuścił czekoladę wykonaną z kolumbijskich ziaren - wiedziałam, iż muszę ją mieć (podobna rzecz stała się w przypadku kolumbijskiej Original Beans, której degustacja dopiero przede mną). Mój wielki sentyment do Kolumbii sprawia, iż każda czekolada z tamtejszego kakao będzie wzbudzała moje szczególne zainteresowanie. Tabliczka Colombie El Jardin trafiła w moje ręce dzięki sklepowi Sekretów Czekolady.

El Jardin to nazwa plantacji położonej w centralnej Kolumbii, na południowy wschód od Bogoty - w dolinie rzeki Ariari. Intrygowało mnie, czy odnajdę w niej pewne nuty, specyficzne dla większości dotąd próbowanych kolumbijskich czekolad. A przy tym, już nieco zapomniałam, jak dobre produkty oferuje Cluizel... To miała być ekscytująca degustacja!


70-gramowa piękna tabliczka z typowym dla marki grawerem pachniała cudowną pikantnością - zapowiedzią tego, że smak będzie prawdziwie charakterny! Kęsy rozpuszczały się w ustach gładko, lecz z zadziorną dozą subtelnej szorstkości - skojarzyło mi się to momentalnie z niektórymi nadziewanymi Zotterami. Gdy po chwili czekolada uwolniła swój bukiet, zotterowe skojarzenia jeszcze bardziej się skrystalizowały - oto pojawiła się przed nami Handscooped Tequila with Salt and Lemon. El Jardin skojarzyła się nam z tamtą tabliczką nie tylko przez wzgląd na konsystencję, ale również nuty smakowe.

W smaku odkryliśmy to, co zostało zasugerowane już w zapachu - pieprzna i papryczkowa pikantność, z lekko alkoholową sugestią. Wszystko to podane na pysznej, wilgotnej kakaowej bazie - urokliwie słodkawej w sposób dość klasycznie czekoladowy (jednak 69% masy kakaowej to wcale nie kosmicznie dużo), może odrobinę karmelowy (ale był to karmel niesamowicie aromatyczny, niebanalnie doprawiony, z ziołową nutą).


Do tego wszystkiego należy dodać ogromną dozę limonki i innych fikuśnych kwaśnych nut, nietypowo cytrusowo-ziołowych, nieco przypominających także solidnie wysuszone owoce. A właśnie ta kwaśność jest tym, co tak bardzo kojarzy mi się właśnie z większością kolumbijskich czekolad, co bywa w nich tak unikalne!

W finiszu na chwilę uciekamy z intrygujących kwasków ponownie w stronę akcentów bardziej karmelowych i palonych. Wyraźnie pojawiły nam się prażone orzeszki ziemne, tłuste i pyszne. El Jardin skończyła się nam zdecydowanie za szybko... Przypomniała mi, jak cudne kakao oferuje Kolumbia... I jak świetne czekolady robi Michel Cluizel! Nie mogę zapominać o tej marce... Jakże cieszy fakt, gdy kolejna manufaktura wysokiej klasy bierze na warsztat ziarna z mej kochanej Kolumbii!


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 69%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 571,5 kcal.
BTW: 7,4/42,3/44,5.

środa, 21 grudnia 2016

Michel Cluizel Noir Infini 99% ciemna z wanilią, cynamonem i imbirem


13 listopada po powrocie z gór mieliśmy ochotę na prawdziwego kakaowego kopniaka. Ostatnio moja Magiczna Szuflada wzbogaciła się w nieco czekolad o barrrdzo wysokiej zawartości kakao (stówki, stówki, stówki!), ale jedna nieco odstawała spośród nich. W niedzielne południe postawiliśmy właśnie na tego odmieńca. Dziś przed Wami prosto z francuskiej manufaktury Michel Cluizel tajemnicza Noir Infini 99%. Skarb w moje rączki dostał się dzięki niezastąpionym Sekretom Czekolady.

Cienka 70-gramowa z charakterystycznym dla Michel Cluizel zdobieniem kostek posiada mocno nasyconą ciemną barwę mieniącą się fioletowymi przebłyskami. Nie wiadomo, z jakich ziaren kakao została wykonana Infini, ale za to jesteśmy dokładnie poinformowani, co stanowi ów 1% składu nie będący surowcem kakaowym. W jednym procencie mieszczą się cztery elementy: cukier trzcinowy, wanilia, cynamon i imbir.



W sieci znajdziemy sporo recenzji Noir Infini 99%, ale w zdecydowanej większości dotyczą one 30-gramowej wersji z dawną szatą graficzną. Są to recenzje sprzed dobrych paru lat, nie będę się więc do nich bezpośrednio odnosi - choć wydaje mi się, iż pomimo upływu czasu jest to nadal ta sama czekolada.

Infini pachnie wilgocią i tłustością, zdaje się być śliska. Jednoznacznie skojarzyła mi się z tłustym sernikiem z rodzynkami, podanym w towarzystwie mocnej kawy. Przy pierwszym kontakcie z podniebieniem przytłacza ściąganiem niczym w niezwykle esencjonalnej espresso, jednak jest pozbawiona natrętnej suchości. Ma w sobie mnóstwo tłustości, gładkości, aksamitu. Jest zupełnie inna od ostatnio próbowanych przeze mnie stówek. Mój Mąż w pierwszej chwili stwierdził, że nie będzie w stanie zjeść zbyt dużo tej czekolady, lecz... prędko zmienił zdanie.



Czekolada okazała się nie być aż tak ciężka. Wciągała coraz mocniej z każdym kęsem. Była wyważona, a pomiędzy taninowym ściąganiem i kawową goryczą, prażonym drewnem i dymem - nieustannie przewijało się uwodzicielskie muśnięcie słodyczy. Również w smaku pojawiło się wyraźne skojarzenie z sernikiem upieczonym na bardzo tłustym, niesamowicie drobno zmielonym twarogu. W serowej masie zatopione zostały jędrne rodzynki, a także... borówki amerykańskie, suszony ananas i delikatne płatki kokosa.


Cudnie gładko rozpuszczała się w ustach i to z takim efektem, jakby wraz z każdym muśnięciem języka wysysało się tę odrobinę cukru mieszczącego się w składzie. Ta iluzja słodyczy nieustannie powraca i być może to ona w dużej mierze warunkuje uzależniający charakter tej czekolady. Nieco masochistyczne ściąganie staje się niczym wobec tego usilnego poszukiwania słodyczy pośród tłustej, turbokakaowej mazi. Ah, jakże idealna byłaby ta czekolada przy 95% kakao! Mam wrażenie, że przy odrobinę większej zawartości cukru walory kakao eksplodowałyby z jeszcze większą siłą.


Aksamit i miękkość tej czekolady w połączeniu z jej bukietem kojarzyły się nam z miękkim drewnem, świeżym i nieco żywicznym. Infini jest mocna, ale bez przesady. Jest intrygująca niczym kobieta: zdecydowana i łagodna zarazem. Trudno określić, co wnosi do kompozycji mały udział przypraw, czy pewne nuty nie płyną po prostu z bogactwa kakao. Tak, jak czasem w przypadku urodziwej kobiety trudno orzec, co wynika z naturalnej urody, a co z podkreślenia makijażem. Powtórzę się - niesamowicie pragnę tej czekolady w wersji 95%. Myślę, że wtedy rozwikłałabym wiele jej tajemnic...


Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, wanilia burbońska, imbir, cynamon.
Masa kakaowa min. 99%.
Masa netto: 70 g.

sobota, 15 października 2016

Michel Cluizel Maralumi ciemna 64%


Noc spędzona nad Lavaderos De La Reina minęła nam spokojnie, no może prócz wieczornych nieznośnych skurczy mięśni nóg mojego Męża. Na szczęście podczas kolejnych dni ta paskudna przypadłość już się nie powtarzała. Rankiem 4 września wstaliśmy wypoczęci, a przywitała nas wspaniała pogoda, wręcz oczywista tutaj o tej porze roku. Po śniadaniu i zwinięciu obozu przygotowałam do degustacji kolejną czekoladę - ot, trzeba było się doładować przed podejście, jakie czekało nas za chwilę. Po skosztowaniu poprzedniego dnia mlecznej Maralumi od Michel Cluizel chciałam jak najprędzej porównać ją z wersją ciemną (obie zakupione poprzez Sekrety Czekolady).

Nasz obóz nad Lavaderos De La Reina na ponad 2600 m n.p.m.

 Francuska czekolada o 64% zawartości kakao z Papui Nowej Gwinei cechowała się specyficznym zabarwieniem o różano-wiśniowym odcieniu. Okazała się być bardzo twarda, co zapewne zostało nasilone przez to, iż noc była dość zimna. Pachniała podobnie do swojej mlecznej siostry, choć akcenty kwiatowe przeważały tutaj nad kawowymi, mieszając się z aromatem zmurszałej gleby. Moje wrażenia były dość podobne do tych opisanych na blogu One Golden Ticket.

Gdy poddana ciepłu języka czekolada traci swoją twardość zaczyna rozpuszczać się przyjemnie bagienkowato, z dużą dozą świeżości. Powoli uwalnia swoją kwaśność odrobiny cytrusów, by dalej przejść w palono-drewnianą słodycz aż po kawowo-ziemistą goryczkę. Gorycz kawy odznacza się szczególnie na końcu, lecz czekolada jest przy tym wszystkim kwieciście orzeźwiająca.


Tak jak w wersji mlecznej istotą rolę odgrywa tutaj kawa, jednakże w wariancie ciemnym wyraźnie do głosu dochodzą także inny nuty. Większe znaczenie mają tu m.in. owoce leśne, bardzo dojrzałe, na granicy przejrzałości. Stanowią one o tym, iż czekolada gdzieś po środku degustacji wydaje się być bardzo słodka, co jest dodatkowo podkreślone przez specyficzną dusznawą paloność. Owa słodycz zdaje się być nieco perfumowana. W tym miejscu pomyślałam także o kwiatach i ziemi, które przecież dały znać o sobie wyraźnie w zapachu. Wtedy miałam w głowie pełen obraz tej czekolady, który ułożył mi się w jedną scenkę.

Przeniosłam się do kawiarni położonej w jakimś egzotycznym kraju. Nie wiem dlaczego pomyślałam akurat o Tajlandii, choć przecież mogło to by być zupełnie inne miejsce. Wnętrze jest mocno oszklone, wykonane ze starego drewna. Ktoś non stop mieli kawę, serwując świeżo wykonane napary w eleganckiej porcelanie. Wszędzie, na każdy stoliku, a również w donicach pod sufitem - rosną w pulchnej glebie dorodne kolorowe kwiaty. Są tak jędrne, iż niemal wylewają się z donic, a wzruszona gleba wysypuje się na stoły wyglądając niczym fusy z wylanej przez przypadek kawy.

 
Ziemia i kawa przypominały mi o Zotterze Papua New Guinea, zaś owoce leśne o czekoladzie Bahen & Co. wykonanej z kakao z tego odległego kraju. Dla Cluizela charakterystyczne zaś okazały się kwiaty. Chciałabym odkryć Papuę Nową Gwineę wraz czekoladą od jeszcze innego producenta. Ciekawe, co jeszcze by zaprezentowała...

Tymczasem po degustacji przyszło mi odkrywać zupełnie coś innego. Choć pierwszym szczytem zdobytym w trawersie Sierra Nevada miał być dla nas Pico de Jerez 3090 m n.p.m., to jednak spod naszego miejsca obozu wyruszyliśmy najprostszą dla nas wtedy drogą pod górę.



Tym samym, wdrapaliśmy się na zbocze Cerro Pelado 3143 m n.p.m., by bezpośrednio z niego podejść na szczyt Tajos Negros 3115 m n.p.m. Tam spotkaliśmy Hiszpana, który wybrał się na samotną wędrówkę. Nieźle zaskoczyła nas jego obecność, już przyzwyczailiśmy się do samotności w Sierra Nevada. Dalsza trasa prowadziła nas granią na kolejne trzytysięczniki, których 4 września zdobyliśmy wiele, niemalże raz za razem. Widok na otaczającą nas pustkę był niezwykle wyciszający.





Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 64%.
Masa netto: 70 g.