Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Franceschi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Franceschi. Pokaż wszystkie posty

środa, 14 lutego 2018

Franceschi Ocumare ciemna 70%


Dziś przed Wami ostatnia czekolada wenezuelskiej marki Franceschi, jaką wzięłam w swe posiadanie - tym samym ostatnia (bo trzecia) reprezentująca serię Premium 70%, wykonaną z kakao Criollo. Kolekcja ta okazała się bardziej elegancka od serii Fina (60% Trinitario) nie tylko pod względem wyglądu opakowań, ale i szlachetności smaku. Moje Franceschi zakupiłam za pośrednictwem sklepu Sekretów Czekolady. Dzisiejsza Ocumare 70% była ostatnią czekoladą jedzoną w Polsce przed wyjazdem na nasz styczniowo-lutowy urlop.

Ocumare 70% została wykonana z Criollo hodowanego w okolicy leżącego nad Morzem Karaibskim miasta Ocumare de la Costa. Owe miasto leży w regionie Aragua, tak samo jak doliny Choroní, z których pochodzi kakao użyte do wykonania recenzowanej już przede mnie Franceschi Choroní 70%. Z Ocumare de la Costa blisko jest już także do stanu Carobabo (nawet bliżej, niż z Choroní), a w Carobabo uprawiano ziarna użyte do wykonania Franceschi Canoabo 70%. Z tej geograficznej rozprawki wysnuwa się jeden wniosek - istniało duże prawdopodobieństwo, iż nasza Ocumare nutami smakowymi postawi się gdzieś pośrodku między Choroní a Canoabo).

 

Nazwę Ocumare znamy już z dwóch dzieł Domori: Ocumare 77 i Puertomar, jednakże tam związana jest ona bezpośrednio z genetyką kakao (oba rodzaje ziaren wyhodowane na potrzeby tych tabliczek pochodzą i tak z plantacji Hacienda San Jose), natomiast u Franceschi zależność jest typowo geograficzna, a co do samej genetyki - nie mam takiej wiedzy. Nie chciałam więc w żaden sposób porównywać Domori z Franceschi w tym wypadku.

Nasza Ocumare od Franceschi charakteryzowała się bodaj najciemniejszą barwą z wszystkich tabliczek z serii Premium, jednak nadaj trudno nazwać ją bardzo ciemną. Pachniała za to niezwykle delikatnie, niczym delikatne kwiaty muskane przez wiosenny ciepły wiatr, a także jak nadzwyczaj subtelny miód. Aromat wyraźnie zapowiedział nam, że to będzie słodka i beztroska degustacja.


Kęs czekolady tworzył w ustach słodką zbitą kulkę, gładziutką - co znamy już z poprzednich degustacji serii Premium. Od pierwszego kawałka Ocumare wiedziałam, że będzie to najdelikatniejsza z całej trójki Criollo. O ile w poprzednich Premium prędko przychodziły mi do głowy wyraziste nuty, tak tutaj długi czas delektowałam się samymi subtelnościami: płatki polnych kwiatów, lipowy i akacjowy miód, pszenny świeży chleb. Gdzieś dalej pojawiły się smakowite orzechy: laskowe i nieco nerkowców. Wszystko utrzymane w aurze niewinności, aksamitu, beztroski. Czekolada przywołująca wspomnienia dzieciństwa, ale myślę, że i tak nienadająca się dla dzieci. Dzieci pewnie nie potrafiły by docenić takich odczuć.

Mimo delikatności Ocumare nie nudziła mnie. Wręcz przeciwnie, ciekawe było jej porównywanie z pozostałymi Premium. I tak, jedząc Choroní myślałam o ciężkim żytnim chlebie z ziarnami posmarowanym gryczanym miodem - Ocumare była delikatnym kawiorkiem posmarowanym aromatycznym masłem i akacjowym miodem. To już Canoabo była bardziej pszenna, ale pojawiło się w niej więcej nut przyprawowych, a do tego pyszne truskawki - w Ocumare wszystko było bardziej wydelikacone i jakby rozmyte, przyprawy zamieniły się w kwiaty, a truskawki w miękką orzechową masę.

  
Trudno określić, która z Franceschi Premium smakowała mi najbardziej. Każda z nich była inna, choć można znaleźć między nimi sporo podobieństw. Na pewno wolę całą serię Premium od Fina... I zarówno Ocumare, jak i jej dwie siostry, z czystym sumieniem polecam wszystkim fanom czekolad raczej delikatnych, wyważonych, milusińskich - a jednak posiadających swój specyficzny charakter. Zapadają w pamięć swoim śniadaniowym, słonecznym klimatem, pełnym beztroski i lenistwa.

Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 60 g (2x 30 g).

czwartek, 8 lutego 2018

Franceschi Canoabo ciemna 70%


Rozochocona pyszną i bogatą Choroní, prędko sięgnęłam po kolejną tabliczkę z serii Premium, wyprodukowaną przez wenezuelską markę Franceschi. Elegancko opakowana seria trzech czekolad Premium charakteryzuje się 70% zawartością wenezuelskiego Criollo, w przeciwieństwo do serii Fina, w której reprezentujące ją trzy czekolady (Río Caribe, Sur del Lago, Carenero) zawierają 60% kakao Trinitario. Wszystkie wenezuelskie cudeńka zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

Canoabo to podgatunek Criollo, pozyskany przez Franceschi z rejonów Valle de Urama, leżącej w stanie Carabobo. Carabobo sąsiaduje ze stanem Aragua, skąd wywodzi się wcześniej recenzowana Choroní. Tym samym, również jest to region położony nad Morzem Karaibskim.


Jeśli chodzi o samo kakao Canoabo, miałam z nim wcześniej do czynienia oczywiście za sprawą niesamowitego Domori. Canoabo w wykonaniu Domori cechowało się wyjątkową słodyczą i beztroską, które popadały wręcz w przesadę. Gdy krótko przed degustacją swojej Franceschi Canoabo przeczytałam recenzję Kimiko wiedziałam już, że moje odczucia i tym razem mogą być podobne. Canoabo to słodziak i właśnie takim miało się nam zaprezentować także wykonaniu Franceschi.

Tak jak Choroní, Canoabo posiadała jasną i ciepłą barwę, zadziwiającą jak na 70% kakao (brąz czekolad z serii Fina był ciemniejszy pomimo o 10% mniejszej zawartości kakao!). Canoabo pachniała smakowicie gorącym kakao na tłustym mleku, podanym z szczyptą cynamonu i odrobiną pieprzu, słodzoną kapką miodu i panelą. Taaak! Proste pyszności. Ku mojej uciesze, w smaku odczuliśmy pełne odzwierciedlenie sfery zapachowej. Skoro już nastawiona byłam na słodziaka, miło było poczuć ową słodycz w tak przytulnej formie.


W ustach czekolada tworzyła wilgotną, miękką kulkę, powoli uwalniającą beztroski smak. Była delikatna i bardzo mokra, dzięki czemu wrażenie ciepłego kakao na mleku było jeszcze mocniej spotęgowane. Pomimo znacznej słodyczy, ani trochę nie ocierała się o bezowość znaną z linii Fina. Słodycz była tutaj lekko karmelowa, z pewną dozą soku z limonki - przez co kojarzyła mi się z panelą. Aksamitna czekoladowa kuleczka rozpuszczająca się w buzi, zawierająca drobne grudki (które chyba są po prostu typowe dla Franceschi) - miała też w sobie pewną zbożową nutę, ale o wiele łagodniejszą niż Choroní.

Tutaj zbożowość przejawiała się w lekko rozgotowanym pszennym makaronie, ewentualnie również bardzo miękką i długą gotowaną owsianką, a także jaglanką. To dziecinnie proste śniadanko podane zostało z tłustą śmietanką oraz pysznym dżemem truskawkowym domowej roboty. Słodziutkie truskawki wyraźnie odznaczały się w tej czekoladzie, i choć można by doszukiwać się tu także innych owoców, to one zdecydowanie wiodły prym.


Franceschi Canoabo to pyszna i mało skomplikowana czekolada, prezentująca owe kakao w sposób przystępniejszy niż Domori. Domori zawsze tworzy bardziej eleganckie czekolady (i chwała jej za to, bo robi to cudownie), jednak Canoabo przepięknie wypadło w prostszej kreacji, podanej w bardziej przystępnej formie. Tak jak Kimiko, podczas degustacji dziwiłam się, że w naszej Franceschi nie ma ani odrobiny mleka, bowiem mleczność była tutaj wręcz namacalna. To było w Canoabo szczególnie intrygujące. Ta czekolada utwierdziła mnie w przekonaniu, iż kolekcja Premium jest godniejsza uwagi niż Fina.

Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 60 g (2x 30 g).

czwartek, 25 stycznia 2018

Franceschi Choroní ciemna 70%


W końcu zdecydowałam się wypróbować drugą kolekcję czekolad - Premium - oferowaną przez wenezuelską markę Franceschi. Dotychczas na moim blogu pojawiła się w całości seria Fina (a więc trzy tabliczki: Río Caribe, Sur del Lago i Carenero), wykonane z wenezuelskiego Trinitario, którego zawierały 60%. Kolejna linia - Premium - pozwala nam zaznajomić się z wenezuelskim Criollo przy wyższym jego poziomie - te czekolady zawierają bowiem 70% kakao. Wszystkie smakołyki od Franceschi zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

Dziś opisywana czekolada - Choroní - wykonana została z kakao Criollo wyhodowanego na terenie stanu Aragua, położonego nad Morzem Karaibskim w centralnej części Wenezueli. Stolicą Araguy jest miasto Maracay, zaś samo kakao uprawiane jest w dolinach Choroní przecinających Wenezuelską Kordylierę Nadbrzeżną.


Już na pierwszy rzut oka producent daje nam do zrozumienia, iż Premium jest kolekcją bardziej górnolotną niż Fina. Widać to po samym opakowaniu tabliczek Premium, na które to składają się dwa kartoniki - jeden nakładany na drugi - utrzymane w bardziej eleganckich odcieniach. Poza tym, tabliczki wyglądają standardowo - w skład opakowania wchodzą dwie cieniutkie 30-gramowe tafle podzielone na duże kostki. Każda z tabliczek opakowana jest w osobne sreberko. Ta forma podania czekolad mi się u Franceschi wyjątkowo podoba.

Choroní wydała się zaskakująco jasna jak na 70% kakao - na pewno była jaśniejsza i cieplejsza w barwie od koleżanek z serii Fina (pomimo tego, iż posiada o 70% więcej kakao)! Pachniała intensywną kwaśnością nabiału, niczym serek wiejski czy domowy jogurt. W aromacie przebijały się także nieśmiało cytrusy. Dzięki temu woń Choroní kojarzyła się madagaskarsko, jednakże z bardzo dużą dozą świeżości.


W smaku od razu można wyczuć, że Premium stoją o klasę wyżej niż Fina. W Choroní od razu uderzył nas jakikolwiek brak pudrowej bezowości znanej z Finy (przez co przypominała ona czasami twory Amedei) - tutaj mamy czysty aksamit, ale barrrrdzo lepiący się. Konsystencja Choroní przypominała nam dobrą kakaową krówkę. Parę razy odnalazłam twardsze ziarnistości, ale nie zaburzały one w żaden sposób odbioru czekolady. Lubię takie inwazyjne zalepianie.

Zaskoczenie ze strony konsystencji nie było jedną niespodzianką podczas degustacji. Smak okazuje się bowiem mocno zbożowy, w bardzo specyficzny sposób. Kojarzył się z bardzo mocną kawą zbożową podaną z kapką mleka, a także z palonymi słodami jeszcze w formie całego ziarna (a nie już jako nuta w piwie). Co ciekawe, owa paloność nie wchodziła raczej w nuty karmelowe, a raczej w ziołowe - czym przywodziła na myśl także surowe ziarna kakao. Było mi jednak trudno zidentyfikować konkretne nuty ziołowe - były one raczej tłem dla zbożowego szaleństwa. Palone zboża podane w lepko-aksamitnej formie wypadły bardzo smakowicie.


W zapachu dały wyczuć się cytrusy, toteż w smaku też nie powinno ich zabraknąć. Najpierw przyszły nam do głowy po prostu pomarańcze, ale NIE! Po chwili w wyobraźni zarysował nam się dokładny obraz tego, co czujemy. W Choroní są mandarynki, te raczej mniej lubiane - mocno uwodnione, mało soczyste, z pestkami. Nawet czuć było smak wydobywający się podczas przypadkowego przegryzania mandarynkowej pestki! Jako, że owa mandarynka nie była wiodącą nutą w kompozycji, potraktowałam ją jako miłą ciekawostkę. Dalej do głosu dochodziły znów zboża - tym razem w nieco innej formie.

Dalej jedliśmy już wilgotny i ciężki ciemny chleb na solidnym zakwasie, pełen ziaren - szczególnie słonecznika. Subtelna i poważna słodycz przebijająca się w tle stworzyła iluzję pajdy tego chleba posmarowanej miodem gryczanym (co ponownie skierowało nasze myśli w stronę niebanalnej ziołowości). Zdecydowanie sporo działo się w tej czekoladzie i były to same konkrety - wyraziste i bardzo smakowite, podane w bardziej ekskluzywnej formie niż w serii Fina. Na sam koniec odczułam delikatność podążającą w stronę mleka, a wtedy po raz kolejny zdziwiłam się, w jak piękny sposób siedemdziesiątka może łączyć w sobie siłę i delikatność. To był bardzo ciekawy debiut z serią Premium. Ze sporymi nadziejami sięgnę po kolejne tabliczki z tej kolekcji...


Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 60 g (2x 30 g).

czwartek, 28 grudnia 2017

Franceschi Carenero ciemna 60%


Ostatnią tabliczką z serii Fina od wenezuelskiej marki Franceschi, jaka została nam do wypróbowania - była opakowana w zieleń Carenero. Tak jak pozostałe reprezentantki kolekcji Fina (Río Caribe i Sur del Lago) Carenero wykonana została z wenezuelskich ziaren Trinitario, których zawiera 60%. Tym razem, kakao zostało wyhodowane w regionie Barlovento, leżącym w stanie Miranda. Miranda położona jest w centralnej części wybrzeża Wenezueli. Kakao z Barlovento znam już z Pralus Venezuela Trinitario 75% oraz unikatowej Willie's Cocoa El Blanco Venezuelan 00. Wszystkie tabliczki Franceschi zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


Spośród dwóch cienkich 30-gramowych tabliczek jedna trafiła w ręce mojego Męża, a druga w moje. Carenero pachniała słodyczą bananów przełamaną ziołowo-przyprawowym akcentem, kojarzącym się z lukrecją - a ściślej - już nawet z samymi lukrecjowymi cukierkami.

W ustach Carenero rozpuszczała się gęsto i soczyście, ale była przy tym specyficznie chrupiąca. Jej struktura była bardziej przyziemna, niźli błoga, niemniej jednak przyjemna. Miejscami konsystencja czekolady przypominała niedokładnie rozmieszaną masę, bowiem odnaleźć można było drobne grudki i piaszczystości. Od początku wiedziałam, że będzie to prosta, nieskomplikowana degustacja. Carenero mocno kojarzyła się z domową, dobrą polewą czekoladową na... marchewkowym cieście.


Czekoladowa polewa - tak samo chrupka, jak i soczysta - otaczała słodko-przyprawowe wnętrze. W pierwszej kolejności - słodkie - niczym młode marchewki i dojrzałe banany. Niedawno jadłam ponad miarę słodką Original Beans Beni Wild Harvest, ale to w Franceschi Carenero słodycz mocniej przypadła mi do gustu - była bardziej soczysta i żywiołowa. W tle wyraźnie odznaczał się akcent lukrecji, być może także innych przypraw, ale to lukrecja najdosadniej przychodziła mi na myśl. W połączeniu z rześką słodyczą - dokładniej były to nawet cukierki lukrecjowe. Słodycz czekolady przypominała bowiem landrynki, ale uderzające w stronę pomarańczy i ziół właśnie, nie zaś w stronę typowych owocowych cukierków. W kwestii lukrecji, warto zaznaczyć, iż wyraźnie czułam ją w Pralus Venezuela Trinitario 75%, wykonanej także z ziaren z Barlovento.


 Mało skomplikowana, trochę jak robiona w domowych pieleszach (przez nierównomierną, nie do końca gładką konsystencję), z jednoznacznymi nutami - Carenero nie jest bardzo wyróżniającą się czekoladą, ale jadło się ją przyjemnie. Generalnie cała kolekcja Fine to czekolady nie wymagające wielkiej refleksji, nieodznaczające się wybujałością smaków i wyjątkową szlachetnością. Były smaczne, lecz nie zawładnęły moim sercem. Ciekawa jestem, jaka okaże się seria Premium, wykonana z ziaren Criollo...

Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 60 g (2x 30 g).

wtorek, 14 listopada 2017

Franceschi Sur del Lago ciemna 60%


Po Río Caribe, następną czekoladą wenezuelskiej marki Franceschi, którą zdecydowaliśmy się wypróbować, stała się Sur del Lago. Sur del Lago, tak jak poprzedniczka, reprezentuje serię Fina. Oznacza to, iż wykonana została z wenezuelskiego Trinitario i zawiera 60% tego kakao. Obie serie wypuszczone przez Fransceschi - Fina i Premium - zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

Być może kojarzycie już z mojego bloga nazwę Sur del Lago. Otóż, z tego regionu próbowałam już czekolady od włoskiego-boskiego Domori. Degustacja Sur del Lago od Franceschi stała się więc pretekstem do porównania z Domori. Kakao użyte do wyprodukowania naszej czekolady zostało wyhodowane w stanach Zulia i Mérida, położonych w rejonie Sur del Lago de Maracaibo - czyli na południe od największej laguny świata Maracaibo.

  
Sur der Lago okazała się jaśniejsza od Río Caribe, jej barwa była mniej poważna i mniej stonowana. Ponownie zwrócę na bardzo praktyczne osobne zapakowanie dwóch 30-gramowych tabliczek podzielonych na duże kostki - wszystko zaś umieszczone jest w eleganckim kartoniku (choć te w serii Premium są jeszcze bardziej reprezentatywne). Sur del Lago również zdobyła uznanie w konkursach International Chocolate Awards - w 2014 roku zdobywając brąz w kategorii czekolad z Ameryki, zaś dwa lata wcześniej - jako uczestniczka finału.

W zapachu czekolada zaskoczyła nas pikantnością. Poczułam się tak, jakbym wąchała jedną z pieprznych Akesson's. Prócz uwodzicielskiej woni pieprzu (może różowego?), woń zwiastowała również przyjemną, typowo czekoladową słodycz i miks dojrzałych czerwonych owoców.

 Obawiałam się, czy Sur del Lago nie okaże się mieć podejrzanej, starawej konsystencji jak Río Caribe - zwłaszcza, że i ona pokryta była lekkim nalotem. Na szczęście dziś opisywana tabliczka okazała się o wiele przystępniejsza w strukturze. Wprawdzie również była dość zbita i klejąca, napotkałam też na parę lepkich grudek - jednakże nie wpływały one tak intensywnie na przebieg degustacji.


W smaku najpierw odczuliśmy słodycz nieco podobną do tej z Río Caribe, delikatnie karmelową, z zacięciem przypalonego słodkiego ciasta. Chwilę jednak przyszła do nas pikantność pieprzu, tak charakterystyczna w zapachu. Z tego powodu, od razu przyszły mi do głowy porządnie wysmażone placki ziemniaczane, mocno przyprawione, z kawałkami papryki wewnątrz, podane z gładką, kwaskowo-słodką śmietaną. Mój Mąż pomyślał przez chwilę o gofrach, ale prędko przyznał mi rację co do placków ziemniaczanych.

Później czekolada ewoluowała. Gdy już po degustacji przeczytałam swoją recenzję Domori Sur del Lago byłam zaskoczona, jak wiele pojawiło się podobieństw (choć generalizując - czekolady te były znacznie odmienne, ale kilka charakterystycznych nut bardzo je łączy - w końcu to kakao z tego samego rejonu). Nasza Franceschi zaczęła przypominać subtelnie dosłodzony miodem napar ziołowo-owocowy. W Domori skojarzyłam go sobie z herbatę lukrecjową, tutaj pomyślałam o naparze z czarnej malwy (bardzo specyficzny smak). Dalej szliśmy w kierunku naparów z hibiskusa, śliwek, wiśni, czarnej porzeczki, odrobiny agrestu. Wszystko to przełamane było nutą ziołowości, dlatego nadal myślałam o herbatach, nie zaś chociażby o konfiturach, czy po prostu świeżych owocach.


W finiszu czekolada pozostawiała lekką paloność, a przede wszystkim wyważoną owocowość. Konsystencję miała zdecydowanie mniej wykwintną niż Domori, nie mniej jednak bardzo nam smakowała. Przez brak podejrzanych oznak starości oceniam ją nieco wyżej niż Río Caribe, no i Sur del Lago posiadała więcej zawiłych nut smakowych oraz była odrobinę bardziej skomplikowana od poprzedniczki. Obie próbowane dotąd Franceschi to tak czy siak warte uwagi, porządne czekolady. Warto zainteresować się tą marką, tym bardziej, że tworzy od ziarna do tabliczki całkowicie na terenie pięknej Wenezueli, która niestety nie zaznaje dostatku i spokoju...

Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 60 g (2x 30 g).

niedziela, 29 października 2017

Franceschi Río Caribe ciemna 60%


Niedawno w sklepie Sekretów Czekolady pojawił się pełen asortyment nieznanej mi dotąd marki Franceschi. Wystarczyło, iż zauważyłam, że Franceschi jest marką tree-to-bar działającą na terenie Wenezueli, bym natychmiast zdecydowała się na zakup sześciu oferowanych czekolad. W dobie ogromnych problemów Wenezuelczyków bardzo cieszy mnie możliwość zakupu oryginalnych produktów z pięknego kraju, który mam zamiar kiedyś odwiedzić.

Czekolady Franceschi dzielą się na dwie linie: Fina stworzoną z wenezuelskiego Trinitario z trzech regionów oraz Premium stworzoną z wenezuelskiego Criollo z trzech regionów. Linia Fina charakteryzuje się skromniej wyglądającymi opakowaniami, nie mniej jednak sama formuła zapakowania czekolad Franceschi bardzo przypadła mi go gustu. Wewnątrz małego kartonika umieszczone są bowiem dwie cienkie 30-gramowe tabliczki, każda pakowania osobno. Dzięki temu możemy dłużej się cieszyć daną czekoladą, bez konieczności otwierania całej zawartości kartonika.


Sięgnęłam po pierwszą Franceschi tak prędko po zakupie nie tylko dlatego, że rozpierała mnie ciekawość. Jedna z zakupionych tabliczek przyjechała do mnie ledwo miesiąc od upłynięcia terminu ważności. A że nie miałam pojęcia, w jakich warunkach przechowywana była Río Caribe, zdecydowałam się na jej degustację na parę dni po otrzymaniu paczki od Sekretów Czekolady. W istocie, reprezentantka serii Fine pokryta była już nie takim lekkim osadem.

Río Caribe stworzona została z ziaren kakao wyhodowanych we wschodniej części Wenezueli, na półwyspie Paria (stan Sucre), stąd niedaleko już na Trynidad i Tobago. Ponadto, właśnie na półwyspie Paria leży słynna plantacja odmian Criollo należąca do Domori - Hacienda San Jose. W przypadku czekolady z Parii wyprodukowanej przez Franceschi mamy do czynienia z kakao Trinitario.
Río Caribe została w 2013 roku uhonorowana złotem na International Chocolate Awards.


Jedna 30-gramowa tabliczka trafiła w łapki mojego Męża, a druga w moje. Tabliczki Franceschi są cieniutkie niczym Domori, lecz podział na duże kostki sygnowane logo marki ułatwiają degustację. Río Caribe pachniała bardzo kusząco: mieszanką słodkich kwiatów, tropikalnych owoców, palonego cukru trzcinowego, świeżo prażonej kawy i czekoladowych słodów.

Z tropu zbiła mnie podejrzana konsystencja czekolady. Chociaż trzaskała pięknie podczas przełamywania, okazała się bardzo zbita i nieco gumowa. Odnaleźliśmy w niej liczne drobne grudki, kleiste, niczym w źle rozmieszanej czekoladzie do picia. Czy rzeczywiście porządnie nagryzł już ją ząb czasu, czy też taka jest charakterystyka czekolad Franceschi? O tym przekonam się dopiero przy pozostałych degustacjach, toteż na razie przemilczę temat.


Pomimo niezbyt przyjemnej strukury czekolady, w kwestii nut smakowych było bardzo miło. Najprościej skwitowałabym ją jednym stwierdzeniem: banan pieczony w karmelu. Tak, jakby temperatura pieczenia uwolniła w banana bukiet najsłodszych, nektarowo-kwiatowych woni, ewentualnie nieco pochodzących pod dojrzałe mango, papaję i miechunkę. Pieczony banan został otulony mocno palonym, chrupiącym karmelem z cukru trzcinowego, no i podany ze świeżo prażoną kawą, nie za mocno, na kolumbijską modłę - uwalniając z kawy pokłady nut owocowych i kwiatowych. Prosto, dosadnie, bardzo smacznie - tak, jak lubię!

To bardzo obiecujący start przygody z czekoladami Franceschi. Río Caribe ujęła mnie wyrazistością i oczywistością nut smakowych. Jestem bardzo wdzięczna Sekretom Czekolady za możliwość eksploracji Wenezueli - teraz, gdy jest w tym pięknym kraju tak bardzo ciężko, tym bardziej jest to dla mnie niezwykle cenne.


Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 60 g (2x 30 g).