Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasztany. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kasztany. Pokaż wszystkie posty

środa, 7 października 2020

Zotter Sweet Chestnut + Cranberry mleczna kasztanowa 40% nadziewana praliną z orzechów włoskich i ganaszem żurawinowym


Bliskość końca lata znosi się o wiele lżej, gdy już wiadomo, iż dostępne są nowe Zottery! Dwie paczki przyszły do mnie z biokredens.pl, a w niej same rarytasy. Do dziś opisywanej tabliczki - Sweet Chestnut + Cranberry - pochodziłam jednak sceptycznie, dlatego wrzuciłam ją na ruszt jako pierwszą. Wprawdzie moja pierwsza mleczna kasztanowa czekolada od Zottera była doznaniem bardzo smacznym (A Piece of Forest; notabene bardzo podobna do Sweet Chestnut + Cranberry, o czym za chwilę), jednak kolejne: Kandierte Preiselbeeren oraz Chestnut + Organic Rum wiążą się z wręcz wstrząsającymi i obrzydliwymi wspomnieniami.

Sweet Chestnut + Cranberry wydawała się jednak pod względem składu po prostu mocniej rozbudowaną A Piece of Forest, co pozwoliło spojrzeć mi na nią nieco przyjaźniej. Obie mleczne kasztanowe czekolady skrywały bowiem w sobie nadzienia z żurawiny oraz orzechów włoskich, jednak w najnowszej propozycji więcej mamy wypełniaczy roślinnych (soja, ryż, kokos) oraz przypraw. Co można dostrzec z łatwością na fotografiach, nowość ma zdecydowanie żywszy udział warstwy żurawinowej.


W zapachu czuć przede wszystkim orzechy włoskie, z bardzo niewielką domieszką czegoś, co można by zidentyfikować jako kasztany w mlecznej czekoladzie. Generalnie jest leśnie i przytulnie. W przekroju dostrzegamy kontrast kolorów, które mimo wszystko pozostają stonowane. Ciepła i gładka kasztanowa czekolada otula ziemistą, choć bardzo gładką pralinę z orzechów włoskich oraz różowiutki ganasz żurawinowy.


Pierwsze doznania smakowe mówią wyraźnie - orzech włoski bierze wszystko! Chwilę trwało, nim przebiłam się do reszty smaków przez królestwo orzecha, bosko ziemiste i intensywne, jesiennie aromatyczne. Było mi to na rękę, bowiem uwielbiam orzechy włoskie; tu za sprawą w przemyślany sposób dobranych składników praliny ich smak został podbity do absurdu. Z czasem do głosu dochodzi dolna warstwa zawierająca w sobie także drobinki owoców żurawiny. W tej kompozycji żurawina zaprezentowała przede wszystkim owocową świeżość, nie zaś wyjątkową cierpkość. Nakręcała słodycz, która okazała się dość znaczna. Kasztanowa mleczna czekolada przy tym wszystko stanowi jedynie tło dla smakowitego aksamitu dwóch warstw nadzienia. Jest lekko ziemista, przez co spójnie zgrywa się z orzechami włoskimi. Chciałabym w końcu poczuć kasztany jako składnik nadzienia w Handscooped, nie zaś wyłącznie w kuwerturze.

Bezpodstawnie obawiałam się tej czekolady. Sweet Chestnut + Cranberry to czekolada, która może być idealną towarzyszką rześkich jesiennych poranków, w całym swym bogatym aromacie i miękkiej przytulności. Wyraziste, choć proste smaki - w najlepszym wydaniu.


Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, orzechy włoskie, pełne mleko w proszku, żurawiny, mleko, kasztany w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, syrop skrobiowy, koncentrat żurawinowy, masło, suszone żurawiny, proszek kokosowy (pasta kokosowa, mleko kokosowe, mąka kokosowa), proszek sojowy (soja, maltodekstryna, syrop kukurydziany), napój ryżowy w proszku (ryż, olej słonecznikowy, sól), koncentrat soku cytrynowego, słodka serwatka w proszku, wiórki kokosowe, lecytyna sojowa, pełny cukier trzcinowy, sól, wanilia, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), cynamon, lecytyna słonecznikowa, anyż.
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 498 kcal.
BTW: 5,3/34/42.

środa, 27 lipca 2016

Zotter Chestnut + Organic Rum mleczna kasztanowa nadziewana kasztanami, miodem, rumem i migdałami


Podczas ostatniego zamawiania czekolad Zottera z biokredens.pl niezwykle się uradowałam, gdy dostrzegłam, iż Chestnut + Organic Rum posiada status dostępny. Pamiętałam podwójnie kasztanową wariację z serii Handscooped z bloga Kimiko i koniecznie chciałam ją zdobyć. Dopiero po degustacji uśmiadomiłam sobie, że Kimiko recenzowała wprawdzie tabliczkę tam samo opakowaną, ale o innej nazwie - Chestnut in & out. Rzuciłam okiem na skład i również tutaj dostrzegłam różnice. Nieco zmieniła się kolejność występowania poszczególnych składników w liście, poza tym w nowej wersji posiadanej przeze mnie pozbyto się syropu glukozowo-fruktozowego. Schemat pozostaje podobny - w obu przypadkach mamy do czynienia z mleczną kasztanową czekoladą o 40% zawartości kakao, kryjącej w środku ganasz na bazie kasztanów, miodu, rumu i migdałow, przyprawiony na typowo zotterowską modłę (wanilia, cynamon, sól, płatki róż, cytryna).


Kiedy myślałam o kasztanowej czekoladzie, w mojej głowie pojawiał się obraz całkiem smacznej A Piece of Forest oraz mgliste (lecz miłe) wspomnienie o Pichler Maroni. Jakoś zupełnie zapomniałam o tym, iż w znienawidzonej Kandierte Preiselbeeren kasztany również pełniły ważną rolę. Nie pamiętałam o tym aż do czasu gdy rozchyliłam złotko chroniące Chestnut & Organic Rum. W tym momencie poczułam kwaśny i lekko alkoholowy niezbyt przyjemny aromat, przywodzący na myśl zepsute i skisłe jedzenie. Barwa kasztanowej kuwertury była dość jasna, o charakterystycznym odcieniu. Po przekrojeniu tabliczki dostrzegłam brązowo-beżowe nadzienie o konsystencji gęstego musu, zawierające w sobie liczne ciemnobrązowe drobinki przypominające bardzo drobno starte jabłko (lub wymiociny...). Gdzieś tam w tle majaczyła orzechowa woń w której to pokładałam całą swoją nadzieję...


Sama kasztanowa czekolada smakuje mi zupełnie tak samo jak w Kandierte Preiselbeeren. W A Piece of Forest jakimś cudem była ona dla mnie bardziej znośna (może dlatego, że znajdujące się pod nią nadzienie bardziej przypadło mi do gustu). Tutaj wykrzywiałam się przy każdym kęsie. Niestety, ale dziwny kasztanowy posmak był dla mnie nie do przejścia. Zdawał się być ziemisto-pleśniowy, jak niedogotowane ziemniaki i ponadto w irytujący sposób słodki. Zupełnie nie mogłam odnaleźć skojarzenia z pysznym konopnym nugatem, jakie odnalazłam w A Piece of Forest.

Przegryzienie się przez całość tabliczki było dla mnie jeszcze mniej znośne. Nadgniła kwaśność zalała moje usta, a miękkie drobinki zatopione w śliską masę spotęgowały pierwotne skojarzenie z wymiocinami. Poczułam posmak zjełczałego masła i obleśną słodycz lekarskiego syropu. Ponadto znajdował się tu pewien dziwaczny efekt chłodzący, jak miks mięty i schłodzonego szampana. Raz po raz, przez tą kasztanowo-rumową masakrę przebijały się migdały. Tylko dzięki nim dałam się przekonać na więcej kęsów. Nie mniej jednak, i tak większość swojego przydziału oddałam Mężowi.



Ukochany również przyznał, że czekolada posiada "pierwiastek obrzydliwości", lecz nie był on dla niego aż tak przytłaczający. Porównał Chestnut + Organic Rum do dębowego lasu z wilgotnym mchem smaganego zimnym wiatrem. Pomiędzy wymienionymi w poprzednim akapicie nutami królowała stara, zamulająca miodowość, która jeszcze bardziej mnie męczyła. Mąż również zwrócił na to znaczną uwagę, ale był w stanie przez nią przebrnąć - w przeciwieństwie do mnie. Alkohol i dziwaczna świeżość ciągną smaki tej czekolady w górę, zaś miód i kasztany w dół, przez co powstaje pewien dysonans. Uwielbiany przeze mnie cynamon tutaj tylko podkreślał ową starą miodowość i kwaśną stęchliznę.


Chestnut + Organic Rum zbyt mocno kojarzyła mi się z znienawidzoną Kandierte Preiselbeeren. Niestety, jest to kolejny Zotter, który stał się dla mnie nie do przejścia. Dla mojego Męża była ona o wiele lepsza od borowikowego eksperymentu, dla mnie jedynie troszkę, co nadal nie czyniło jej zjadliwą. Chyba po prostu czekolady niosące ze sobą połączenie kasztanów i alkoholu nie nadają się dla mnie.


Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, puree z kasztanów 12%, miód, miazga kakaowa, kasztany w proszku 5%, rum, odtłuszczone mleko w proszku, migdały, wanilia, lecytyna sojowa, sól, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, cynamon, płatki róż, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier).
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 482 kcal.
BTW: 5,4/31/42

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Zotter Kandierte Preiselbeeren mleczna kasztanowa nadziewana borowikowym ganaszem z kandyzowaną żurawiną, rumem, orzechami włoskimi, octem balsamicznym, soją i rozmarynem


Pojawienie się w ofercie Zottera tabliczki Kandierte Preiselbeeren podziałało na mnie jak lep na muchy. Wprawdzie sama nazwa produktu nie zdradza w pełni, co znajduje się w środku - wszak znaczy tyle co "kandyzowane owoce żurawiny", a one kontrowersyjnym dodatkiem do czekolady absolutnie nie są. Wystarczy jednak rzut oka na opakowanie by wiedzieć, że coś jest na rzeczy. Skład mówi nam wszystko. Oto mleczna kasztanowa czekolada z ukrytym w środku borowikowym ganaszem. BOROWIKOWYM. No, tego jeszcze nie grali - dotąd grzybów w czekoladzie nie próbowałam, a po eksperymentach z innymi dziwactwami od Zottera MUSIAŁAM sięgnąć również po ten wariant. Prócz borowików, w ganaszu znajdziemy również tytułowe kandyzowane owoce żurawiny, a także orzechy włoskie, jabłkowy ocet balsamiczny, rum, olejek rozmarynowy, chili, cynamon, sól i wanilię. Szaleństwo!

Zotter dotąd nie zawodził mnie w swoich nietypowych połączeniach z rybą, krwią i boczkiem, a więc nie miałam powodów do odczuwania obaw. Na dodatek, recenzja Kimiko pokazała mi, że rzeczywiście nie ma się czego bać. Gdzieś tam w głębi odczuwałam jednak pewien lęk przed degustacją tej czekolady, choć rzadko kiedy boję się sięgać po nowe. Moi drodzy, kobieca intuicja to jednak jest wielka moc... OSOBY BARDZIEJ WRAŻLIWE PROSZONE SĄ O ZAPRZESTANIE CZYTANIA RECENZJI.



Gdy przyszedł dzień degustacji, zabrałam Kandierte Preiselbeeren do pokoju ze względnie najlepszym światłem. Rozpakowałam ją i zaczęłam robić zdjęcia. Już na tym etapie coś mi nie pasowało. Sama kasztanowa kuwertura zdawała mi się dziwnie oślizgła, lecz totalnie pozamiatał mój Mąż, który nagle wszedł do pokoju przywiedziony podejrzanym zapachem. "Baśka, dlaczego tutaj śmierdzi g**nem?". Początkowo go wyśmiałam, ale po kilku sekundach zupełnie poluzowałam wyobraźnię nastawioną na bardziej wykwintne aromaty i... przyznałam mu rację.


Z początku myślałam, że to tylko jakiś żart, durne skojarzenie. Po przekrojeniu tabliczki wypełniający ją brązowy ganasz z zatopionymi solidnymi kawałkami żurawin również nie wyglądał zbyt atrakcyjnie, no ale w końcu powinien smakować, a nie wyglądać. Z trwogą wzięłam do ust pierwszy kęs tego podejrzanie wyglądającego i podejrzanie pachnącego tworu i pozwoliłam mu się w nich swobodnie rozpuścić. Kęs nie zdążył jednak całkowicie unicestwić się w mojej buzi. Nim to nastąpiło... wyplułam go.

Kasztanowa kuwertura okazuje się być bardzo słodka, wydaje się słodsza niż w A Piece of Forest. Ma wyraźny ziemniaczany posmak i sama w sobie smakowała mi o wiele mniej niż we wspomnianej wyżej czekoladzie. Mimo wszystko, solo jest jeszcze znośna, za to jedzona wraz z nadzieniem totalnie mnie odrzucała...



Specyficzna słodycz kasztanowej czekolady połączona ze smakiem nadzienia stawała się dla mnie katorgą. W nadzieniu rzeczywiście bardzo mocno odznaczają się borowiki i można je zidentyfikować od pierwszego kontaktu z kubkami smakowymi. Mój Mąż uznał, że to bardzo dobrze doprawiony krem borowikowy i... fakt, rzeczywiście tak jest, ale dla mnie to połączenie stało się nie do przejścia. Mój Ukochany zszokował mnie, bowiem naprawdę dobrze radził sobie z tą degustacją i dzielnie bawił się odkrywaniem smaków. Ja oddałam mu większość swojej części, ponieważ jedzenie Kandierte Preiselbeeren było dla mnie prawdziwą torturą.

Intensywność borowików w połączeniu ze słodką kasztanową czekoladą i lekko nadkwaśniałymi orzechami włoskimi spotęgowanymi przez dodatek jabłkowego octu balsamicznego dawało piorunujący efekt. Żeby jeszcze tego było mało, dodatkowej słodyczy i kwaskowatości nadawały spore kawałki kandyzowanej żurawiny zatopione w mazistym nadzieniu. Swoista "galaretkowatość" żurawin plus mazistość ganaszu jeszcze bardziej obrzydzały mi degustację. Totalnym gwoździem do trumny okazały się być dla mnie jeszcze dwa dodatki: olejek rozmarynowy oraz rum. Olejek rozmarynowy nadawał kompozycji lekowego posmaku, zaś rum... W połączeniu z pozostałymi smakami tworzył w mojej buzi efekt, jakbym zwymiotowała na kacu po wypiciu ogromnej ilości jakiejś podłej wódy.



Do teraz, gdy tylko przypomnę sobie smak tej czekolady robi mi się niedobrze. W życiu nie pomyślałabym, że jakiegokolwiek Zottera odbiorę w tak zły sposób - a naprawdę nie są mi straszne przeróżne smakowe eksperymenty. Jak wspomniałam wyżej, mój Mąż mający na co dzień większą blokadę wobec nowych smaków potraw, świetnie bawił się podczas degustacji i bez problemów zjadł większość tabliczki, nie mogąc się nadziwić tą szaloną kompozycją. Ja też się nadziwić nie mogłam, ale miałam spore wątpliwości, czy Zotter nie przebrał miarki. Czy dobór składników, przypraw, gry konsystencji - był wykonany z premedytacją?! Wybaczcie, ale przez cały czas kontaktu wszelkich moich zmysłów z tą czekoladą miałam ewidentne skojarzenia z ludzkimi odchodami. Z małym akcentem wymiocin. Moja akceptacja wariackich pomysłów na czekoladę napotkała w tym momencie na nieprzekraczalną granicę. Wolałabym zjeść naraz 300 g nadziewanej Milki zamiast wracać do tej czekolady... Ciężko mi uwierzyć w to, co piszę, bo za nic się nie spodziewałam takiego przebiegu degustacji - już dawno nie jadłam czegoś tak odrzucającego.


PS Jeśli mimo wszystko czujecie się skuszeni - odsyłam z pytaniami o tą tabliczkę do biokredens.pl.

Skład: surowy cukier trzcinowy, pełne mleko w proszku, borowiki, pełne mleko, miazga kakaowa, cukier puder, syrop glukozowy z cukru inwertowanego, kasztany w proszku, borowiki w proszku, rum, orzechy włoskie, odtłuszczone mleko w proszku, masło, jabłkowy ocet balsamiczny, proszek sojowy (soja, maltodekstryna, syrop kukurydziany), lecytyna sojowa, sól, wanilia, olejek rozmarynowy, cynamon, chili Bird's eye, anyż.
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 490 kcal.
BTW: 6,4/31/44

środa, 17 lutego 2016

Zotter A Piece of Forest mleczna kasztanowa nadziewana ganaszem żurawinowym i nugatem z orzechów włoskich


Jak wspomniałam już przy niedawno opisywanych Zotter Handscooped, jako ostatnie nadziewańce do wypróbowania (zakupione jesienią dzięki Czekolady Zotter Polska) zostawiłam najbardziej kuszące mnie warianty. Jednym z nich był właśnie A Piece Of Forest, który przyciągnął mnie prostymi, ale jakże wyjątkowymi smakami: kasztan, żurawina i orzech włoski. Recenzję tej czekolady mogliście już wcześniej przeczytać u Kimiko, teraz pora na moją opinię.

Największą ciekawostką w A Piece of Forest jest kuwertura wykonana z mlecznej czekolady o 40% zawartości kakao i dodatkowym udziale sproszkowanych kasztanów (3%). Nigdy w życiu nie jadłam kasztanów solo, a jedynie w potwornie słodkim kremie Bonne Maman oraz jako nadzienie w czekoladzie Pichler (ale to już było daaawno temu - moje pierwsze zakupy w sklepie R.Rajsigl w Innsbrucku w 2011 roku). Z tej też przyczyny, nie miałam specjalnego porównania i trudno mi określić, czy smak kasztanów mocno odznacza się w samej czekoladzie, jak i w całej kompozycji.



Tafla A Piece of Forest pachnie bardzo mlecznie i bardzo orzechowo, a nad wszystkim króluje bogactwo kakao. Intensywność mleka i orzechów zmienia się w zależności od miejsca, w którym wąchamy tabliczkę. Jeśli zrobimy to od spodu, zostajemy uderzeni esencją włoskich orzechów - bowiem dolną warstwę nadzienia stanowi nugat. Od góry zaś nozdrza pieści wspaniałą mleczność, gdyż to właśnie tutaj znajduje się grubsza warstwa mlecznej czekolady.

Po przełamaniu tabliczki na pół dochodzimy do wniosku, że warstwa dość jasnej kasztanowej czekolady jest wyjątkowo gruba. Łagodna pastelowa barwa żurawinowego kremu oraz obfita połać na pierwszy rzut oka jednolitego nugatu z orzechów laskowych wyglądają na zgrany duet, choć ich struktura pozwala mi przypuszczać, że kompozycja jest bardzo uładzona, bez jakichkolwiek nagłych wyskoków i spektakularnych niespodzianek.




W istocie, właśnie tak jest. Cieńsza, kremowa warstwa bardzo jasnego żurawinowego ganaszu jest bardzo delikatna, aż nieco mdła. To po prostu dobrej jakości mleczny krem, wzbogacony o żurawinowy koncentrat (nieco przypominający gładki i gęsty jogurt). Jak słusznie zauważyła Kimiko, jedynie napotykane raz po raz kawałki owoców żurawiny urozmaicają sprawę swoją naturalną kwaskowatą cierpkością. Było smacznie, lez wolałabym poczuć tutaj coś bardziej soczystego.

Znajdujący się pod żurawinowym kremem nugat z orzechów włoskich to prawdziwa orzechowa uczta, obfita i esencjonalna. Wprawdzie jest on dość suchy, co stanowi istotny element w całej kompozycji (ponieważ dzięki temu kojarzy się z... drewnem) - ale przez to wydaje nam się, że zmielono jedynie orzechy włoskie i stworzono z nich ten oto nugat. Orzechy włoskie w tym nugacie są pyszne i bardzo naturalne, występujące zarówno pod postacią zmielonej zbitej masy, jak i licznych drobnych kawałków. Orzechowe okruchy wspaniale urozmaicają degustację, chrupią i uwodzą swoją świeżością. Wydaje mi się, że jednak bardziej smakował mi nugat z orzechów oskich w Walnuss-Marzipan, który pamiętam jako mniej suchy i jeszcze intensywniejszy.




Zaraz zaraz, a co z gwoździem programu - kasztanową czekoladą? Cóż tu o niej napisać... Przede wszystkim, jest w głęboki sposób mleczna, kakaowo poważna, a obecność kasztanów dla mnie laika odznacza się jedynie ciekawym posmakiem. Posmakiem, który wyraźnie skojarzył mi się z nieco zmienionym nugatem konopnym, znanym już z innych czekolad Zottera. Tyle tylko, że w kasztanowej czekoladzie było więcej ziemistości, niż siana charakterystycznego dla konopi.

Przegryzając się przez wszystkie warstwy A Piece of Forest stwierdzamy, że jest to kompozycja mocno poukładana, niczym bale ściętego drewna złożone na poboczu równej leśnej drogi. Jedynym przełamaniem jest kwaskowata żurawina (i to tylko ta w formie cząstek owoców). Reszta jest "drewniana", w surowy spsoób sucha, nieco goryczkowata na specyficzną modłę. Simon z Chocablog uznał, że A Piece of Forest to najsłodszy Zotter jakiego kiedykolwiek jadł. Absolutnie nie mogę się z nim zgodzić, choć rozumiem, że wyjątkowa delikatność poszczególnych warstw może doprowadzać do podobnych wniosków. Na mój gust, słodyczy nie jest tu wiele (inna kwestia, że jedzony przez Simona A Piece of Forest został stworzony w 2012 roku, więc mogła to być zupełnie inna czekolada).



Inaczej wyobrażałam sobie tą czekoladę, jako bardziej radosną i dynamiczną - niczym rześki wiatr hulający po dzikim lesie. Tym czasem otrzymałam coś odmiennego, choć również smacznego. To stary, aczkolwiek zadbany miejski las, w którym pomimo starannej pielęgnacji nieubłaganie unosi się zapach próchna. Żurawinowy podmuch wiatru wprowadza życie w stateczną, kasztanowo-orzechową kompozycję, idącą powoli słoneczną alejką w jesienny dzień. Na myśl przyszła mi moja ukochana pobliska Dębina, czyli poznański miejski las, który doskonale znam od dzieciństwa i z chęcią eksploruję do teraz. Niby uładzona i miejska, z drugiej strony pełna zakątków, gdzie mało kto zagląda. Moja ostoja niby-dzikości w poukładanym świecie.


Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, orzechy włoskie 8%, żurawina 7%, cukier puder, sproszkowane kasztany 3%, koncentrat żurawinowy 2%, syrop glukozowo-fruktozowy, odtłuszczone mleko w proszku, masło, mleko, słodka serwatka w proszku, soja w proszku, pełny cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 519 kcal.
BTW: 6,2/35/43

piątek, 17 sierpnia 2012

Pichler mleczna nadziewana kremem z kasztanów





Czekolada zakupiona w specjalistycznym sklepie w Innsbrucku (Austria). Na sklep ten natrafiłam przez zupełny przypadek. Kupiłam w nim tylko 2 czekolady, choć najchętniej zabrałabym ze sobą cały asortyment. A z pewnością - wszystkie czekolady z pracowni Pichler. Rzadko ma się okazję jeść ręcznie wykonaną czekoladę, na dodatek nadziewaną kremem z kasztanów. Wrażenia bardzo miłe. Zapraszam na stronę internetową http://www.pichler-sillian.at . Wybór smaków ogromny.

Skład: krem z kasztanów 60% (czekolada mleczna, krem z kasztanów, syrop glukozowo-fruktozowy); czekolada mleczna (cukier, miazga kakaowa, mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, wanilia).
Masa kakaowa w czekoladzie mlecznej minimum 35%.
Masa netto: 100 g