Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Choco Museo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Choco Museo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 19 stycznia 2020

Choco Museo Peru Chulucanas ciemna 70%


Przyszedł czas na ostatnią spośród zakupionych w Limie peruwiańskich czekolad z manufaktury Choco Museo. Po ziołowo-owocowo-słodowej Tumbes, smolistej Cusco, tropikalno-kokosowej Amazonas oraz mlecznej tabliczce z liśćmi koki - sięgnęłam po czekoladę wykonaną z ziaren z regionu Chulucanas. Dystrykt Chulucanas, wraz z miastem o tej samej nazwie, położony jest w dolinie rzeki Piura, w północnym Peru. Rejon ten słynie przede wszystkim z ceramiki, z tradycjami sięgającymi czasów preinkaskich. Według Choco Museo, kakao z Chulucanas charakteryzuje się średnim poziomem kwaśności, nutami kwiatów oraz orzechów laskowych.


Tabliczka tak jak większość próbowanych egzemplarzy od Choco Museo, znów wyglądała tłusto i lśniła niczym wypolerowana. Chulucanas pachniała słodkim rozpuszczalnym kakao w proszku oraz brzoskwiniami w syropie. Ów delikatny i beztroski aromat pozwalał się spodziewać wyjątkowo bogatej w słodycz ciemnej czekolady. 

Nie było to mylne przypuszczenie. Czekolada bardzo gładko rozpuszczała się w ustach, będąc w zasadzie bardziej śliską i miękką, niż tłustą - lecz i tak pomyślałam sobie, iż masła kakaowego zapewne jest tu sporo. Pośród tej miękkości znalazło się miejsce dla szorstkich drobinek niedokładnie zmielonego kakao, które znam już z innych tabliczek od Choco Museo. Ów kakaowy piasek niósł ze sobą także nieco kwaśności szczypiącej w zęby, kojarzącej się z sokiem grejpfrutowym posłodzonym panelą oraz malinową lemoniadą. Całość odebrałam jednak przede wszystkim jako słodką. Czekolada smakowała niczym gęsty słodki żel okalający rozpadające się w ustach miękkie brzoskwinie i gruszki ze słoiczka. Zamiast wspominanych przez Choco Museo orzechów laskowych, doszukałam się tu prędzej delikatnych, słodkich nerkowców oraz makadamii.


Na koniec przygody z Choco Museo, zostaliśmy uraczeni czymś bardzo prostym, słodkim, przyjemnym. Choć... czy to aby na pewno koniec? Może jeszcze kiedyś podczas naszych podróży zawitamy do wrót Choco Museo.

Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 75 g.

piątek, 3 stycznia 2020

Choco Museo Peru Tumbes ciemna 70%


 Przyszedł czas na kolejną ciemną czekoladę od Choco Museo zakupioną w markowym sklepie w centrum Limy. Tym razem przenosimy się w okolice peruwiańskiego miasta Tumbes. Leży ono nad rzeką Tumbes, w pobliżu zatoki Guayaquil - jedynie ok. 30 km mamy stąd do granicy z Ekwadorem. Według Choco Museo, kakao z tego regionu charakteryzuje się aromatem karmelu i cytrusów, nutami suszonych owoców oraz słodu.


 Po niezwykle mrocznej Cusco 85% pragnęłam znów czegoś jaśniejszego, w stylu Amazonas 70%. Zapach naszej Tumbes 70% sugerował, że moje życzenie zostanie spełnione. Soczyście lśniąca tabliczka o czerwonawych przebłyskach pachniała palonymi ziarnami zbóż, piekarnią przyrządzającą właśnie ciężki żytni chleb na zakwasie, ewentualnie słodownią. To była wiodąca nuta. W tle mieniły się kuszące tropikalne owoce, ale dopiero w smaku miały w pełni dojść do głosu.

Masywne kostki rozpuszczały się w ustach z miłym wrażeniem, iż otoczone są z wierzchu słodkim syropem z czarnego bzu i malin. W środku zaś było odrobinę szorstko - jakby do kakaowej masy dostały się kawałki papieru i drobne kamyczki. Cały kompleks smakowy serwowany przez Tumbes to czysta przyjemność. Słodycz miesza się z palonością, dopiero gdzieś na końcu pojawia się cytrynowy kwasek. Nie ma tu mowy o żadnej wykrzywiającej goryczce, choć mogłabym opisać tę tabliczkę także jako bardzo ziołową (z dominacją szałwii).


 Styl, w którym utrzymana jest Tumbes 70% przywołuje na myśl ekwadorskie czekolady z amazońskich ziaren (jak choćby Wao Yasumi) oraz kakao meksykańskie. Tu ziołowość surowego ziarna, otwierająca drogę ku skojarzeniom z przeróżnymi naparami, jak choćby ze wspomnianej szałwii, lecz także z rumianku i dziurawca - miesza się z urokliwie palono-słodkim słodem, melasą, czymś piwno-chlebowym. O, na przykład dosłodzonym karmelowym cukrem trzcinowym kwasem chlebowym. Prócz finiszu zakrawającego o świeży sok z cytryny, na drugim planie nieustannie przewijają się słodkie, miąższyste owoce: guawa, dojrzała papaja, karmelizowany banan.


 Kostka za kostką znikały szybko, pomimo tego, że swą gęstością czekolada rodziła poczucie sytości. Jej soczysta świeżość nadal metodycznie podbijała apetyt na więcej. Dobrze było właśnie taką czekoladą rozpocząć pełen relaksu weekend. Zaś wspomnienie o dalekiej krainie, w której zakupiłam tę tabliczkę wprost z rąk producenta, nieustannie napawa mnie dreszczem...

Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 75 g.

poniedziałek, 2 grudnia 2019

Choco Museo Peru Cusco ciemna 85%

 

Kolejną ciemną tabliczką od Choco Museo, zakupioną nieopodal Plaza de Armas w peruwiańskiej Limie, jest wykonana z ziaren z okolic inkaskiego miasta Cuzco 85-procentówka. Według producenta, kakao z Cuzco charakteryzuje się mocnym ściąganiem, niską słodyczą i migdałowymi akcentami. Dobrze pamiętam Bonnat Cacao Cusco Perou 75%, która okazała się niezwykle mroczna i tajemnicza, pomimo typowej dla Bonnat tłustości. Byłam ciekawa, jak zinterpretuje to kakao manufaktura Choco Museo.

O dziwo, czekolada jak na 85% kakao cechowała się brązem dość jasnym i bardzo soczystym, czerwonawym. Co ciekawe, w Bonnat Cacao Cusco Perou 75% było podobnie. Nasza Choco Museo pachniała niesamowicie gęstym, inwazyjnym aromatem cytrusów i prażonych gorzkich migdałów.

 

W ustach układała się miękko i jakoby nabierała objętości - była przestrzenna. Zaatakowała nas przy tym mocną cierpkością - już dawno takiej nie zaznałam podczas degustacji. Była wybitnie kakaowa, niczym zmielone i zbite na powrót w jedną masę porządnie uprażone ziarna. O tak, przeokropnie dużo w niej było mroku, zupełnie nieprzebytej dżungli nocą, tuż przed nadejściem obfitego deszczu. Sprawiała wrażenie oleistości, zaś na podniebieniu pozostawiała prawdziwą smołę. Dzikie zioła mieszały się tu z popiołem zgarniętym wprost z jeszcze żarzącego się ogniska.

Była na tyle mocna, że pochodziłam do niej kilka razy. Przy następnych podejściach okazywała więcej łagodności, lecz nadal trudno było doszukać się w niej słodyczy. Po prostu szła bardziej w stronę trochę za długo prażonych migdałów, suchych orzechów włoskich i laskowych, a także powściągliwych cytrusów.

 

Pomimo swej mocy, nie zaliczam tej tabliczki do grona faworytów. Mrok w niej zawarty był zanadto przytłaczający. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że zamiast bycia tajemniczą stała się ona wręcz depresyjna. Ot, takie to uroki peruwiańskich przygód...

Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier.
Masa kakaowa min. 85%.
Masa netto: 75 g.

środa, 20 listopada 2019

Choco Museo Peru Coca mleczna z liśćmi koki


Jak wspominałam przy okazji recenzji ciemnej Choco Museo Amazonas, kolejną tabliczką tej marki po którą sięgnęłam była jedyna czekolada mleczna spod ich skrzydeł, którą zdecydowałam się kupić. Niestety nigdzie nie podano informacji, jaką procentową zawartość kakao posiada, ani z którego regionu Peru pochodzą zastosowane w niej ziarna. Najważniejszy był jednak dla mnie użyty dodatek, a mianowicie liście koki. Zarówno w Peru, jak i w Ekwadorze oraz Kolumbii często zdarzało mi się pić napar z liści koki, który bardzo polubiłam. Smak liści koki zwykłam określać jako mieszankę czystka, miodu, siana i marihuany. 

 Po mleczną czekoladę z koką sięgnęłam w czeskich Karkonoszach, wypoczywając w okolicy Kolinskiej Boudy. Kolor tabliczki był dość jasny i ciepły, z zielonkawym odcieniem - gdy przyjrzeć się czekoladzie bliżej, widać w nim mnóstwo włókienek zmielonego suszu z liści koki. Ucieszyłam się wiedząc, że nie oszczędzono liści koki i że prawdziwie będę mogła poczuć ich smak zestawiony z czekoladą. Zapach również sugerował intensywną fuzję koki i mlecznej czekolady - przez urokliwą czekoladowo-mleczną słodycz przebijały się bowiem typowe dla koki ziołowe nuty.


Sama mleczna czekolada okazała się bardzo smaczna. Zawartość kakao w niej szacuję na ok. 45%. Była umiarkowanie słodka, rozkosznie gładka i gęsta, przyjemnie mleczna, z delikatnymi deserowymi nutami orzechów, odrobinę kwiatowa. Jedyną szorstkość w niej stanowiły drobno zmielone liście koki (podano je w przystępny sposób, a obawiałam się, że zbyt bardzo odznaczać się będą od samej czekolady). Na bazie z tak udanej mlecznej czekolady popisały się pięknie swymi walorami - przy teście w ciemno bezapelacyjnie od razu zidentyfikowałabym kokę.

Połączenie było bardzo oryginalne i dla mnie wciągające - naprawdę świetnie jadło się tę czekoladę. Zestawienie dwóch na pozór zupełnie innych smakowych gam, a także dwóch innych konsystencji - dało efekt, o którym trudno będzie zapomnieć.


Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku, cukier, liście koki.
Masa kakaowa min. ?
Masa netto: 75 g.

środa, 6 listopada 2019

Choco Museo Peru Amazonas ciemna 70%


Spacerując po Limie, kątem oka szukałam sklepu z czekoladami. Chociaż jednego. Przecież musiał gdzieś tu być! Wszak w centrum Quito bez problemu obkupiłam się w cacuszka od Pacari, Minka czy Republica del Cacao. W Limie mój Mąż jakby prorokował: "za tym rogiem głównego placu powinien być sklep z czekoladą, w Quito było podobnie". To zabawne, ale sklep z czekoladą właśnie tam był! Choć sklep to w zasadzie mało powiedziane... Zastałam tam czekoladowe królestwo pod sztandarem Choco Museo - sklep połączony z pracownią i miejscem degustacji. Można się było w nim zaopatrzyć nie tylko w czekoladę w klasycznych tabliczkach, ale także w pralinki, marmolady, czekoladowe alkohole czy kosmetyki. Można było wziąć udział w czekoladowych warsztatach czy doedukować w wielu kwestiach związanych z kakao. Ja zaś ze względu na ograniczony czas kupiłam po prostu kilka tabliczek single origin z różnych regionów Peru oraz jedną mleczną z dodatkiem zmielonych liści koki.

 Już w Polsce, rozkładając sobie w czasie delektowanie się degustacjami tabliczek od Choco Museo - w pierwszej kolejności sięgnęłam po ciemną czekoladę o 70% zawartości kakao z regionu Amazonas.


Czekolada wręcz pachniała gęstością, jakkolwiek dziwnie to nie zabrzmi. Wypełniona była intensywnym aromatem słodkiej, dojrzałej marakui. Sama tabliczka ze swymi zaokrąglonymi końcówkami i wyjątkowo mocnym połyskiem prezentowała się oryginalnie. W dotyku odczuwałam ją jako lekko śliską, choć nieprzesadnie tłustą.

 W ustach również sprawiała wrażenie śliskości, jakby można było zlizywać warstwy z każdej kostki aż do czekoladowego serca jakiejś przepysznej praliny. Przy tak specyficznym wrażeniu, które rzadko udaje mi się odczuć podczas degustacji, Choco Museo Amazonas była wyjątkowo lekka i soczysta


Dominowała w niej iluzja schłodzonego owocowego smoothie. Wyłapałam jabłko, marakuję i ukochaną guanabanę, a także mleko kokosowe. Wszystko wieńczy filuterna ziołowość przywodząca na myśl surowe ziarna kakao. Bardzo drobne szorstkości ukryte wewnątrz ślisko-soczystej czekoladowej masy tylko uwydatniają namacalność kakao. Ponadto, praktycznie nie ma tu smolistych nut - kompozycja smakowa jest niezwykle czysta, klarowna.

Degustacja Amazonas 70% była doskonałym preludium do dalszej eksploracji tabliczek od Choco Museo. Zdradzę, że na kolejny rzut poszła ichniejsza mleczne czekolada z koką - wypatrujcie recenzji, pojawi się już wkrótce.



Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, cukier.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 75 g.