Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Weinrich. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Weinrich. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 5 listopada 2015

Bellarom Milk Chocolate Meets Neo śmietankowa z ciastkami kakaowymi



19 października - nie dość, że pełnia jesieni, to jeszcze poniedziałek. Tego dnia opublikowałam na blogu recenzję neapolitanki Michel Cluizel Los Ancones i cały czas byłam myślami przy tej czekoladzie, co prędzej czy później zaowocowało apetytem na kakao. Około południa będąc u klienta nieustannie musiałam przeganiać myśli związane z wgryzieniem się w aromatyczną kostkę brązowego narkotyku. Raz, że w końcu trzeba było rzetelnie pracować, a dwa - i tak nie miałam niczego dobrego przy sobie. Nie było też szansy na pospieszne nabycie takiego czekoladowego ratunku, o jaki mi chodziło. Fatalna sytuacja.

Gdy w końcu już wyjechałam od klienta, i tak czy siak skierowałam auto ku Lidlowi. Planowałam sięgnąć po którąś z ciemnych tabliczek J.D. Gross, nawet kosztem mydlanego posmaku - po prostu byłam żądna kakao i chciałam choć w małym procencie zaspokoić moją fanaberię. Na sklepowej półce rzuciła mi się jednak w oczy nigdy wcześniej nie spotkana Bellarom, o której bardzo pochlebnie wypowiadały się Czoko, Kimiko i Czekosfera. Choć ta czekolada tym bardziej nie pasowała do wzoru tabliczki na jaką akurat miałam ochotę, to wiedząc o jej niezbyt łatwej dostępności w Lidlach postanowiłam ją zakupić. Ponadto, w pamięci miałam bardzo miłe doświadczenia związane z Bellarom Rich Chocolate. Jak już wspominałam przy recenzji ww. czekolady, producentem Bellarom jest Weinrich, odpowiedzialny również za cenioną w blogosferze markę Vivani.



Jeszcze na parkingu przed Lidlem rozpakowałam czekoladę z kartonika i grubego, poręcznego sreberka. Chyba zawsze powinnam robić zdjęcia na bloga w samochodzie, bo jakoś wyjątkowo ładnie mi wyszły... Na dzień dobry dotarł do mnie jedwabisty, śmietankowo-słodki zapach. Kojarzył mi się z płynnym kremem, aż ostentacyjnie dotknęłam tabliczki, czy aby na pewno nie jest roztopiona. Oczywiście wszystko było z nią w jak największym porządku.

Już przy Rich Chocolate marka Bellarom uwiodła mnie dużymi i grubymi kostkami, tworzącymi dwustu gramową, pięknie wyglądająca tabliczkę. Tutaj obfite i ozdobne kostki również sprawiały pozytywne wrażenie i bardzo zachęcały do konsumpcji. Od spodu tabliczki dostrzec można mnogość sporych kawałków ciemnych ciasteczek. Nigdy nie byłam fanką markiz, stąd Oreo i jego podróbki nie są dla mnie przysmakiem, aczkolwiek tego typu ciastka wyzbyte białego kremu wydają mi się o wiele bardziej przystępne. Bogactwa zatopionego w tafli dodatku nie można tej czekoladzie odmówić.



Wgryzłam się w pierwszą kostkę i już wiedziałam, że konsystencja tej czekolady będzie przyjemnością. Bardzo łatwo rozpuszczała się w ustach, w miły maślany sposób. Kawałki ciastek wcale w tym procesie nie przeszkadzały, bowiem same były dość miękkie, w minimalny sposób chrupkie. O samych ciastkach napiszę więcej za chwilę, bowiem najpierw warto skupić się na czekoladzie.

Zdecydowanie czuć w niej wysoki udział śmietanki w proszku. To ona nadaje jej jedwabistość, której prorokiem był już zapach. Całość była jednak dla mnie zbyt słodka, a wyraźnych kakaowych nut ciężko mi było się doszukać. Mimo wszystko była ona bardziej kakaowa w smaku niż mleczne warianty naszych pospolitych marek, lecz większą moc kakao wyczuwam nawet w mlecznych Lindtach (choć masy kakaowej jest w nich mniej niż tu). Pojawia się tu drobna nuta wanilii i generalnie można tą czekoladę scharakteryzować jako to, co ludzie nazywają "prawdziwą niemiecką mleczną czekoladą". Bardzo słodko, lecz nie ohydnie, z przyjemnymi smaczkami.



Kawałki ciastek również nie wnoszą do kompozycji wiele kakaowości, za to umiejętnie urozmaicają strukturę tabliczki, nie zaburzając przy tym jej aksamitności. Są delikatne, choć nierozlazłe - mają zbity i wilgotny charakter, miękko-kruchy. Przypominają mi raczej ciastka typu amerykanki, a nie markizy - a to przy mojej awersji do tych drugich stanowi zdecydowany plus. No i co najważniejsze - nie ma tu żadnego paskudnego kremu!

Choć odjęłabym tej czekoladzie nieco słodyczy, to jest ona po prostu smaczna. Nie zaspokoiła mojego aptetytu na głębię kakao, ale w swym przedziale cenowym stanowi ciekawy wariant, no i ma taką błogą konsystencję. Nie mówiąc już o tym, że to na pewno najlepsza ciasteczkowa czekolada (popularniejszych marek), jaką było dane mi jeść. W starciu z Rich Chocolate ciastkowy wariant Bellarom przegrywa jednak z kretesem. To tam śmietankowość wraz z kakao poczyniła naprawdę wiele dobrego - tutaj w dokończeniu dzieła przeszkodził cukier.


Całe szczęście, że tego dnia udało mi się wcześniej wrócić z pracy - to znaczy jeszcze przed zapadnięciem zmroku (to było przed zmianą czasu na zimowy). No i że po południu nie padało... Dopełnieniem jesiennej terapii był bowiem dopiero dziesięciokilometrowy marsz z kijkami po mojej ukochanej Dębinie.

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, ciastka kakaowe 18% (mąka pszenna, cukier, tłuszcz palmowy częściowo utwardzony, kakao w proszku, syrop glukozowy, odtłuszczone mleko w proszku, żółtko jaja w proszku, węglany sodu, difosforany, sól, aromat), śmietanka w proszku 13%, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku 4%, serwatka w proszku, lecytyna słonecznikowa, naturalny aromat waniliowy.
Masa kakaowa min. 33%.
Masa netto: 200 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 545 kcal.
BTW: 6,6/33,4/53,8

piątek, 1 maja 2015

Bellarom Rich Chocolate ciemna śmietankowa


Nie przez przypadek publikuję dzisiejszą recenzję w Dzień Pracy, bo w takiej tematyce będzie utrzymany dzisiejszy wpis. Dobrze wiecie, że spożywane przeze mnie czekolady dzielą się na 3 kategorie: 1) degustowane w dni wolne z Ukochanym 2) jedzone na górskim szlaku 3) zabierane do pracy jako koło ratunkowe w sytuacji, gdy cukier spada (połowę tych tabliczek zawsze odkładam dla mojego Mężczyzny, a on zjada je w późniejszym terminie). 

Po tym, co wydarzyło się pod wpływem ciepła z deserową La Speciale, postanowiłam zaprzestać zabierania czekolad do służbowego auta na czarną godzinę, przynajmniej w okresie wiosenno-letnim. Jeśli rzeczywiście znajdę się w sytuacji awaryjnej, gdy czekolada będzie mi potrzebna tu i teraz - aby uratować mi życie - po prostu podjadę do najbliższego sklepu i kupię coś, co wpadnie mi w oko. Dzięki temu co jakiś czas pojawiać się będą na moim blogu czekolady w 100% ogólnodostępne. Mam nadzieję, że nie będę nigdy postawiona w awaryjnej sytuacji wtedy, gdy jedynym sklepem w promieniu najbliższych 50 km będzie wiejska buda z dwoma Milkami i Wedlami na krzyż. W tym wypadku prędzej sięgnę po drożdżówkę ;).

W zeszły piątek chciałam dokończyć swoją robotę w firmie, aby mieć czystą głowę w weekend - trzeba było dłużej przysiąść. Wałówka zabrana z domu już się skończyła, a w brzuszku zaczynało burczeć - ewidentnie potrzebowałam czekolady, ale takiej, która nieco mnie nasyci. Z siedziby firmy w której pracuję najbliżej mam do Lidla. Niezbyt długo dumałam przy półce z czekoladami, szkoda było czasu - mimo wszystko jak najszybciej chciałam już zrobić kawę, dokończyć swoją robotę i móc rozpocząć upragniony weekend. Wybór padł na Bellarom Rich Chocolate.

  

Dlaczego akurat ona? Urzekła mnie jej grubość - posiadanie 200-gramowej tabliczki za circa 5,50 zł było atrakcyjną wizją - tym bardziej, że jej skład był dobry i ciekawy. Rich Chocolate kojarzyłam jedynie z pochlebnej opinii na Love, Wining & Dinning. Choć drugą czekoladową markę własną Lidla - Fin Carre - mam już nieco rozpracowaną, to w kwestii Bellarom byłam zielona. Nigdy nie przyglądałam się uważniej tym tabliczkom - być może dlatego, że nie udało mi się trafić na ich promocję (kiedykolwiek była?).

 Będąc już w domu, weszłam na stronę producenta czekolad Bellarom - jest nim Alfred Weinrich. Gdy zapoznałam się z asortymentem tej niemieckiej firmy zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona! Okazuje się, że Weinrich jest producentem m.in. ekologicznych czekolad Vivani czy wegańskich iChoc, które możecie spotkać w sklepach ze zdrową żywnością. Spod jego skrzydeł wypuszczane są również czekolady GEPA, które jakiś czas temu urzekły mnie na blogu Mateusza Wesołowskiego. Moi drodzy, z tego wszystkiego wynika, że Bellarom dla Lidla nie robi byle kto! Pytanie brzmi - czy w ogóle czuć to w smaku?


Jak już wyżej wspomniałam, do sięgnięcia po Rich Chocolate przekonał mnie m.in. prosty i ciekawy skład. Po pełnej mlecznych akcentów Morin Sao Tome Uba Budo - w której to ani grama mleka wprawdzie nie było - nabrałam ochoty na coś prawdziwie śmietankowego z wyższą zawartością kakao niż standardowe 30%. Bellarom oferuje nam 45% masy kakaowej w fuzji z niemal 20% składników mlecznych. 

Zatopienie się w grubą i dużą kostkę tej czekolady samo w sobie sprawiło mi przyjemność. Z leciutkim chrupnięciem złamała się pod naporem zębów, by po chwili powoli rozpuszczać się w ustach, pozostawiając na podniebieniu aksamitny film. Bardzo, ale to bardzo podobało mi się w tej tabliczce, że nie była przesłodzona - co otwierało drogę do wyczuwania wielu niuansów smakowych. Na dodatek samych bardzo przyjemnych niuansów...

Kakao nieprzysłonięte, lecz jedynie doprawione cukrem, rozpościera przed nami feerię klasycznych nut kawy, palonego karmelu i prażonych orzechów. Tylko tyle (lub aż tyle!) w zupełności wystarczy, by w połączeniu z mlekiem i śmietanką stworzyć coś bardzo smacznego. Tak, ta czekolada jest zdecydowanie bardziej śmietankowa niż mleczna - wysoki udział śmietanki odznacza się charakterystycznym posmakiem, spójnie zgrywającym się z temperamentnym kakao. Odrobinka wanilii nadaje tej miksturze dodatkowego uroku. Każdy kolejny kęs zaprasza po jeszcze więcej, choć muszę przyznać, że czekolada należy do tych sycących i w przyjemny sposób zalepiających buzię - dokładnie to, na co w tamtej chwili miałam ochotę!

Bellarom Rich Chocolate to dostępna dla każdego, przystępna cenowo i dobra jakościowo harmonia pomiędzy kakao a mlekiem. Gratka dla każdego, kto lubi mleczne czekolady, a jednocześnie ma ochotę na coś więcej - bojąc się sięgać po typowe ciemne tabliczki. Tą czekoladą marka własna Lidla bardzo zachęciła mnie do siebie - już wiem, że w tym roku na pewno nabędę kolejne tabliczki z asortymentu. Zacieram ręce szczególnie ma myśl o wariantach z orzechami - takie grube i duże tabliczki z orzechowym dodatkiem genialnie sprawdzą się na górskim szlaku. 

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, śmietanka w proszku 14%, pełne mleko w proszku 5%, lecytyna słonecznikowa, naturalny aromat waniliowy.
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 200 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 577 kcal.
BTW: 7,5/40,3/43,5.