Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kozie mleko. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kozie mleko. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 12 grudnia 2022

Fjåk Vafler & Brunost biała karmelowa z brązowym serem kozim Brunost, goframi, truskawkami i solą morską


Dobrze jest głębiej eksplorować tereny już znane i lubiane. Fjåk zdążył mnie uraczyć swoją białą karmelową czekoladą w Caramelized White Gingerbread i zapoznać z norweskim smakołykiem w postaci brązowego koziego sera Brunost w Milk & Brown Cheese. Dziś, dzięki sklepowi Sekretów czekolady, mogłam uraczyć się limitowaną Vafler & Brunost - białą karmelową czekoladą z brązowym kozim serem Brunost, a także z posypką z gofrów na maślance doprawionych kardamonem oraz liofilizowanych truskawek. Wszystko wieńczy szczypta soli morskiej. Brzmi obłędnie, a wygląda jeszcze lepiej! Wystarczy spojrzeć - ta kompozycja jest kwintesencją błogości.


Choć gofry i truskawki robią wrażenie wizualne, w smaku nie mają wiele do powiedzenia. Połączenie białej karmelowej czekolady z serem Brunost jest bowiem potężne. Całość pachnie miodem, karmelem, goframi, owym cudnym serem, wyśmienitą białą czekoladą. Gofry, gdyby się na nich skupić, dostarczają przyjemnie chrupiących wrażeń i bardzo delikatnej zbożowości. Kawałki liofilizowanych truskawek - powiem szczerze - zapadły mi się całkiem w smaku czekolady, chyba mogłoby ich dla mnie nie być (a przecież kocham truskawki!). To czekoladowo-serowa masa dominuje i detronizuje, z całą swą błogą maślanością, ekstrawagancką karmelowością, iluzją miodu, pokładami ciepła i przytulności, zachwycającą słodyczą, masywną gładkością zalepiającą podniebienie. Subtelna nuta soli mogłaby wyłuścić to, co kozie, ale "kozie akcenty" są bardzo sprytnie zamaskowane w Brunost, o czym zdążyłam się już przekonać. 

Podsumowując - Fjåk tworząc tak bajecznie śliczną czekoladę chyba się trochę przeliczył chcąc urozmaicić jej warstwę smakową, bowiem jeden sztandar niesie tu smak... Porażającego karmelowego nieba.


Skład: tłuszcz kakaowy, nierafinowany cukier trzcinowy, mleko w proszku, brązowy ser kozi Brunost, gofry (mąka, cukier, maślanka, mleko, kardamon), liofilizowane truskawki, sól morska.
Masa netto: 53 g.

sobota, 17 września 2022

Qantu Reves De Cachemire mleczna 55% Peru z kozim mlekiem


Degustacja klasycznej ciemnej mlecznej Qantu (klasycznej, gdyż na mleku krowim) nie była tym, czego się spodziewałam, toteż z dozą niepewności sięgałam po kolejną mleczną tabliczkę tej kanadyjskiej marki (dostępnej w sklepie Sekretów Czekolady). Reves De Cachemire ("kaszmirowe sny") jest prześlicznie opakowana, ma przepiękną nazwę - za tym wszystkim kryje się czekolada z 55% peruwiańskiego kakao Bagua na mleku kozim. W Lany Poniedziałek, nad brzegiem Warty, po podziwianiu Dębów Rogalińskich - nadszedł czas na przekonanie się, co tym razem udało się wyczarować Qantu.


Sam zapach już przywołuje na myśl kozi ser (ważne: ser, nie mleko), połączony z czerwonymi, dojrzałymi owocami. Po kontakcie z podniebieniem doznajemy szoku. Wiedziałam wprawdzie, że Qantu potrafi zaszaleć z gęstością, ale nie śmiałam oczekiwać czegoś takiego. Czekolada ma dosłownie gęstość, wilgoć i zwartość koziego pełnotłustego sera, z leciuteńko wytrącającą się serwatką - zarówno sam ser, jak i serwatkę wyraźnie czuje się w smaku. Hipermasywna konsystencja wręcz zostawia w przełyku gęstą maź... Jakby tego było mało, pojawia się iluzja sera pleśniowego, a do tego aromatyczne maliny, truskawki, kolorowe kwiaty - którymi wyraża się kakao. Prawdziwa eksplozja. Reves De Cachemire jest zdecydowanie dla koneserów - może przytłoczyć. Traktuję ją jako skarb.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, kozie mleko w proszku, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 55%.
Masa netto: 50 g.

poniedziałek, 22 marca 2021

Fjåk 45% Milk & Brown Cheese mleczna 45% Haiti z brązowym serem kozim Brunost i solą morską

 Dziś przed Wami kolejna mleczna czekolada od norweskiej manufaktury Fjåk, po doskonałej 45% Milk Haiti Nibs & Oak Smoked Salt. Nadal pozostajemy przy bazie z 45% haitańskiego kakao, nadal też poruszamy się w obrębie kolekcji nordyckiej. Tym razem, dzięki sklepowi Sekretów Czekolady, mogłam raczyć się tabliczką wzbogaconą o prawdziwy norweski przysmak, a mianowicie brązowy kozi ser Brunost, podczas którego wyrobu dochodzi do krystalizacji laktozy - dzięki czemu ser przypomina karmel zarówno w wyglądzie, jak i smaku. Skorzystano z mleczarskiej twórczości Undredal Stølsysteri, produkującej w uroczej wiosce Undredal leżącej wzdłuż fiordu Aurlandsfjorde.

 
Spokojna głębia podzielonego na klasyczne kostki brązu jest od spodu delikatnie upstrzona kryształkami soli. W przekroju widać nietypowe inkluzje, zdające się być cząstkami karmelu - w istocie były to zaś właśnie kawałki Brunost. Zapach czekolady był nieco przytłumiony, budził skojarzenia z delikatnym kozim twarożkiem, słonym karmelem i przytulnością.

Błoga słodycz, mleczność, delikatność - znana już z wersji z nibsami, tutaj została jeszcze wzbogacona o lekką "kozią" goryczkę, skojarzenie ze słonymi chipsami bądź prażynkami, plackami ziemniaczanymi oraz nugat z orzechów laskowych. Najcudowniejsza była w niej wybitna karmelowość, wręcz "krówkowość", co zostało podkręcone przez niby-karmelowe grudki, które przecież były najprawdziwszym serem! Nawet ciągnął się on niczym karmel i wydawał się karmelem idealnym... A oto ser, tak niezwykły ser.


 
... i cała niezwykła czekolada. Następna cudowna mleczna czekolada od Fjåk i póki co, to właśnie mleczne propozycje z asortymentu tej marki najmocniej podbiły moje serce.

 Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku, brązowy ser kozi, sól morska.
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 53 g.

piątek, 10 lipca 2020

Beskid Wenezuela Carenero Superior mleczna 55% z kozim mlekiem


 Moją pierwszą czekoladą z manufaktury Beskid mieszczącej się w Węgierskiej Górce była mleczna tabliczka o 50% zawartości wenezuelskiego kakao z plantacji Hacienda Valdiviezo. Wywarła na mnie kolosalne wrażenie. Z zaciekawieniem sięgnęłam więc po kolejną, nową mleczną wenezuelską czekoladę z Beskidu. Zawiera ona w sobie o 5% więcej kakao niż poprzedniczka, pochodzącego z innej plantacji - z okolic Carenero nad Morzem Karaibskim. Mleko krowie zastąpione zaś zostało mlekiem kozim, a ja uwielbiam czekoladowe wariacje na temat koziego mleka! Beskid na różne mniej klasyczne sposoby rozszerza swą ofertę, co bardzo mnie cieszy. Tą, oraz inne czekolady z naszej rodzimej beskidzkiej manufaktury zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


 Kozia czekolada miała taki sam wzór, jak wyżej wspomniana klasyczna mleczna tabliczka. Pachniała przepięknie, z intensywnymi akcentami kawowej paloności. Typowe kozie sugestie były wyraźne, jednakże często pojawiają się one także w dobrych mlecznych czekoladach na krowim mleku, więc tak naprawdę zapach jedynie rozbudzał wyobraźnię, a sam w sobie niczego nie obiecywał.

w smaku w pierwszej kolejności urzekła kawą, tytoniem i tabaką. Dopiero gdy porządnie daliśmy się już opętać jej gładkiej strukturze, która powoli, masywnie i z głębią rozpuszczała się w ustach - wyraźne nuty koziego mleka dały o sobie znać, zupełnie bezsprzecznie. Siano, solidnie rozgrzane na słońcu, a do tego specyficzna, nęcąca goryczka - idealny obraz koziego mleka w czekoladzie. Generalnie, cała kompozycja okazała się dość mocno goryczkowa. Słodycz odebrałam tu jako bardzo subtelną. Zdecydowanie, prócz koziego spektrum, najważniejszymi nutami były tu kawa, prażone zboża, tytoń oraz sezam. Podczas degustacji czekolada stawała się coraz bardziej soczysta, niemalże owocowo - lecz w smaku owoce się nie pojawiały i paradoksalnie owa soczystość nadal pozostawała palona.


 Z względu na swą wyrazistość i umiarkowaną słodycz, kozia czekolada z Beskidu zasługuje na szczególną uwagę. Mocniejsza niż Georgia Ramon, Jordi's czy superdelikatna Domori, lecz słabsza od potężnej In't Veld - pod względem manifestacji koziej mocy chyba najbliżej Beskidowi było do kozich Zotterów (tu w wersji bez innych dodatków) - choć nadal należy tę tabliczkę traktować jako oryginał. Jak zresztą wszystkie dotąd próbowane przeze mnie czekolady z kozim mlekiem, gdyż każda wyrażała całkowicie coś innego.


Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, mleko kozie w proszku, cukier trzcinowy nierafinowany.
Masa kakaowa min. 55%.
Masa netto: 60 g.

piątek, 6 grudnia 2019

Georgia Ramon Goat Milk mleczna 55% z kozim mlekiem


Zawsze lubię sięgać po czekolady z alternatywnymi rodzajami mleka. Dotąd najwięcej skosztowałam czekolad z mlekiem kozim. Nie mam problemu z kozim nabiałem, a wręcz przeciwnie - specyficzne kozie akcenty są przeze mnie wręcz pożądane i przepięknie potrafią zgrywać się z kakao. Poprzednią kozią czekoladą którą wypróbowałam była doskonała In't Veld, natomiast teraz miałam się przekonać, co w kwestii koziego mleka ma do powiedzenia Georgia Ramon. Niemiecka manufaktura połączyła kozie mleko z 55% blendu ziaren kakao oraz surowym cukrem trzcinowym. Tabliczkę zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

Naszą Ziegenmilch wyjęłam z plecaka w chatynce pod karkonoskim Śmielcem, tuż po degustacji nieudanego Mango Tango od Zottera. Potrzebowałam przeciwwagi. Całe szczęście propozycja Georgii Ramon urzekła mnie, sprawiając całe mnóstwo delikatnej przyjemności.

Właśnie. Jak na czekoladę z kozim mlekiem, ta okazała się wyjątkowo delikatna. Ni to dobrze, ni to źle. Mogłabym przyjąć, że to zwykła mleczna czekolada, która przez wzgląd na specyfikę kakao przedstawia sobą charakterystyczne nuty siana i sierści. Brak miażdżącej mocy nie odebrałam tu jednak jako wadę. Po prostu oczy same z błogością się przymykały podczas rozpuszczania w ustach już pierwszej kostki. I każdej kolejnej.


Gęsta i aksamitna. Głęboka. Delikatnie słodka. Aromatyczna. Pełna wygrzanego słońcem siana, czystej koziej sierści, starej drewnianej stodoły, kwiecistej łąki, orzechowego sadu. Przytulna. Tak odmienna - zarówno w smaku, jak i konsystencji - od uwielbianej przeze mnie In't Veld, ale również przepyszna. Urokliwa prostota.

Kolekcjonerom mlecznych wynalazków polecam wypróbowanie tej tabliczki w dzień, gdy będą potrzebowali czegoś zdecydowanie spokojnego.


Skład: tłuszcz kakaowy, surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, kozie mleko w proszku 15%.
Masa kakaowa min. 55%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 604 kcal.
BTW: 9/48/37

sobota, 22 września 2018

In't Veld My Favourite Things 72% Kakao + Ziege ciemna Peru-Meksyk z kozim mlekiem


 W zasadzie dla porządku powinnam pożenić tę recenzję z opisem kolejnego dnia naszej wędrówki po magicznym Reunion. Jednakże, ta jedzona już 3 września czekolada okazała się na tyle wyjątkowa, że postanowiłam poświęcić jej indywidualny wpis. Zaprawdę, mogę ją spokojnie nazwać najbardziej spektakularną czekoladę jedzoną na Reunion, która swą intensywnością idealnie oddawała urok wyspy. A na dodatek, mogłam ją degustować na tarasie spoglądając na przepiękny widok... Rewelacja.

O czym tak naprawdę mowa? Ano, przyszedł czas na moją dopiero trzecią tabliczkę od berlińskiego In't Veld. Druga moja czekolada od ich, zakupiona również w sklepie Sekretów Czekolady - okazała się niezłym trzęsieniem ziemi - a tego właśnie można było się spodziewać po ciemnej czekoladzie stworzonej z meksykańskiego kakao. Teraz także mieliśmy skosztować Meksyku, ale w połączeniu z kakao peruwiańskim. Oba mocarne ziarna zaserwowane na poziomie 72% zostały wzbogacone 10% udziałem koziego mleka. Tyle takiego kakao i do tego jeszcze kozie mleko! Musiałam tego spróbować i nie to mogło się okazać niebanalne... jak i zresztą cała kolekcja My Favourite Thing, oferująca niebanalne połączenia w czekoladach.



 50-gramowa tabliczka podzielona na drobne kostki, niby ciemna, ale jednak z mlecznymi przebłyskami - pachniała obłędnie wyraziście. W aromacie odnaleźliśmy momentalnie specyficzne, ostre nuty koziego mleka. Efekt podkręcał kosmicznie ziołowo-ziemisty blend kakao, który doprowadzał aż do zawrotów głowy.

Czekolada w konsystencji była dość szorstka, również budząca skojarzenia z ziemią. Jednocześnie kozie mleko nadawało całości należnej mlecznej gładkości i tłustości, co tworzyło kolejną piorunującą fuzję. Zaraz po wybadaniu konsystencji w ustach wybuchł niesamowity zestaw smaków. Kozie mleko, które zawsze samo w sobie jest wyrazistym dodatkiem, swymi nutami ziół i siana genialnie zgrało się z ziołowo-ziemistym Meksykiem. Jedno napędzało drugie. Można by rzecz - zestawienie idealne, a przy tym bardzo odważne i mocne. Zdecydowanie nie dla wszystkich.

Żeby jeszcze nie było za mało, swój istotny wkład ma też Peru. Wydaje mi się, że ziarna z Peru  wzbogacają tabliczkę w cytrusowo-popielne kwaśności, wytrawne owocowości. Nadają jeszcze głębszy wymiar kompozycji. Do tego, wszystko zwieńczone jest akcentem soli.



To było boskie, mocne doznania, nie dla mięczaków - i to w takiej scenerii!!!... In't Veld zachwyciło mnie po raz kolejny! 


Skład: ziarna kakao z Peru, ziarna kakao Trinitario z Meksyku, pełny cukier trzcinowy, kozie mleko w proszku 10%, czysty tłuszcz kakaowy, sól.
Masa kakaowa min. 72%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 606 kcal.
BTW: 12/46/32

środa, 28 lutego 2018

Jordi's Chocolate mleczna 51% z kozim mlekiem


4 lutego był dla nas dniem relaksu pomiędzy górskimi wyzwaniami. Nie oznaczało to wcale, że leżeliśmy do góry brzuchem, o nie! Wraz z Ivanem i sympatycznym kierowcom pojechaliśmy nad jezioro Quilotoa, znajdujące się w kraterze czynnego wulkanu o tej samej nazwie (mierzącego 3914 m n.p.m.). Quilotoa jest najbardziej wysuniętym na zachód wulkanem w Ekwadorze, a w jeziorze kraterowym nie żyją żadne ryby, gdyż, jak już wspomniałam - w kraterze nadal coś się dzieje. Miejscami woda jest zimna, a miejscami ciepła dzięki aktywności wulkanicznej.

W tak urokliwym miejscu jak plaża jeziora Quilotoa, otworzyłam kolejną mleczną tabliczkę czeskiej marki Jordi's Chocolate zakupioną w sklepie Sekretów Czekolady. Po czekoladzie z mlekiem owczym, przyszedł czas na opcję z mlekiem kozim.


 Z kozim mlekiem w czekoladach miałam więcej doświadczeń niż z owczym, a wszystko to za sprawą Zottera. Nie tylko raczył mnie swoją klasyczną kozią Labooko (a zachwycająco wysokim poziomie kakao - 64%), ale również wkomponował ową czekoladę w ciekawe Mitzi Blue: Overdose i Minty Goat. Domori zaś, odwrotnie niż w wersji owczej, swoją kozią czekoladę stworzyła w bardzo łagodnej odsłonie. Czy Jordi's ponownie odnajdzie równowagę gdzieś pomiędzy Zotterem a Domori?


O tak, Jordi's ponownie pokazało swoją klasę. 51% kakaowego blendu w połączeniu z kozim mlekiem w proszku i trzcinowym cukrem stworzyło cudną kompozycję zawieszoną gdzieś między wyrazistością a łagodnością. Kozie mleko było tu bardzo specyficzne, mocne, charakterne, nie do pomylenia z żadnym innym. Takie, które na pewno będzie przeszkadzać osobom nielubiącym koziego mleka. Jednocześnie zderzenie z kakao nie było aż tak spektakularne jak w Zotterze i... chyba mając wybór sięgnęłabym po Zottera. Dla samej fuzji mleko kozie plus kakao. Bo w Jordi's też pięknie wszystko gra, ale z łagodniejszym tłem w postaci kakao. Poza tym jest też aksamitnie, miękko, błogo - jeśli chodzi o konsystencję. No i umiarkowanie słodko - przez co specyficzna goryczka i aromat koziego mleka może dać doskonały popis. A jeszcze sama barwa tabliczki jest bardzo ponętna... Ojoj, Czesi z Jordi's są naprawdę mocni i ciągle zyskują w moich oczach!


A oto parę fotek znad magicznego Quilotoa...






Wracając do Machachi zatrzymaliśmy się nad kanionem rzeki Toachi, który wywarł na nas również olbrzymie wrażenie. Takie cuda...



Skład: kozie mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, ziarna kakao.
Masa kakaowa min. 51%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 577 kcal.
BTW: 11/44/42

czwartek, 21 lipca 2016

Domori mleczna 45% z koziego mleka


Zotterowskie Overdose i Minty Goat miały być preludium do eksploracji niestandardowych mlecznych czekolad od włoskiego Domori. Czwórka mlecznych eksperymentów wprost od mistrza Franzoni czekała już dość długo w Magicznej Szufladzie na swój czas. W zasadzie, to dwie z nich jeszcze czekają... Dzień po degustacji Minty Goat postanowiłam dokonać małego porównania, otwierając mleczną Domori na bazie koziego mleka. Ze względu na mały rozmiar tabliczki, wraz z Ukochanym tego samego dnia skosztowałam również owczego wariantu. Dzisiejszy wpis poświęcam jednak jedynie wersji koziej. Wszystkie Domori zakupiłam poprzez niezastąpione Sekrety Czekolady.


Warto zaznaczyć, że cała czwórka mlecznych wariacji Domori zawiera w sobie 45% kakao odmiany Criollo, czyli tej najszlachetniejszej i tak bardzo umiłowanej przez Gianlucę Franzoni. Wszystkie tabliczki różnią się jedynie rodzajem wykorzystanego mleka, którego to zawsze w czekoladzie są 22%.

Nasza kozia tabliczka cechuje się dość ciemną barwą jak na mleczną czekoladę o powyższej zawartości kakao. W porównaniu do koziego Zottera pachniała o wiele delikatniej. Przywodziła na myśl najaksamitniejszy kozi twarożek. Gdzieś w tle przebrzmiewał aromat wędzonego mięsa, a owa wędzoność po części zdawała się płynąć z charakterystyki mleka, a po części z palonych akcentów kakao.



Od pierwszego kęsa wyczuwamy, że to mogło być tylko Domori. Czekolada jest niesamowicie gęsta, choć delikatna zarazem. Ma w sobie mnóstwo miękkości i doskonale, przeaksamitnie rozpuszcza się w ustach. Jeśli chodzi o kozi posmak, nie jest on tak wyrazisty jak w kozich Zotterach. Na przykład Overdose można by wręcz posądzić o ordynarność, zaś tutaj koza jest bezapelacyjnie wyczuwalna, ale odznacza się o wiele łagodniejszym tonem.

W tej czekoladzie odnalazłam sporo nut palonych i wędzonych, płynących jakby na równi z mleka i kakao - te dwa substraty spajały się w jedno. Podczas gdy kozie Zottery były "bardziej kozie niż koza", tu w istocie mamy więcej delikatnego i gładkiego twarożku, nadal z charakterystycznymi kozimi nutami. Rozkoszujemy się błogością czekolady i nieprawdopodobnym wyważeniem smaków.


Trudno mi wybrać, które z kozich eksperymentów bardziej mi przypadły do gustu. Z chęcią sięgnęłabym ponownie zarówno po koziego Zottera, jak i kozią Domori, lecz w zupełnie innych okolicznościach. Dla fanów prawdziwie mocnych wrażeń zdecydowanie polecam Zottera, zaś dla kogoś, kto woli coś subtelniejszego - idealne będzie Domori. Domori sprawdzi się również wspaniale dla osób, które mają obawy przed kozim mlekiem w czekoladzie. Wątpię, żeby w przypadku tak błogiej i subtelnej tabliczki doznali zawodu.


Skład: cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, mleko kozie 22%, masa kakaowa Criollo, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 25 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 609 kcal.
BTW: 8/45/42

wtorek, 19 lipca 2016

Zotter Minty Goat ciemna 65% z kozim mlekiem, dyskiem miętowym i ziołami



Jak już wspominałam przy recenzji Zotter Overdose, w tym sezonie wiosenno-letnim obrałam sobie za cel zdobycie innej koziej Mitzi Blue, a mianowicie Minty Goat. Przegapiłam ją w zeszłym roku (podobnie jak szparagową Handscooped) i tym razem nie chciałam popełnić tego samego błędu. Udało mi się ją zakupić oczywiście dzięki biokredens.pl. Dlaczego ta genialnie opakowana tabliczka (kozy w ziołowo-kwiatowymi wianku nie widuje się na co dzień) tak bardzo przykuła moja uwagę?

Dwa główne elementy składające się na Minty Goat poznałam już wcześniej. Duży dysk to ciemna czekolada z kozim mlekiem, w wersji solo występująca jako wspaniała Ziegenmilch (stanowi ona także część wspominanej już Overdose). Mały dysk to ciemna czekolada z olejkiem miętowym, którą próbowałam rok temu w duecie Labooko Contest Mint 40% & Mint 70%. Zarówno Ziegenmilch jak i Mint 70% bardzo mi smakowały, więc pragnęłam wypróbować ich odważnego połączenia. Poza tym, duży dysk został posypany mnogością ziół (mięta kędzierzawa, melisa, mięta wonna, aksamitka, koniczyna, chabry, róże), co stanowiło dodatkowe urozmaicenie.



Czekolada prezentowała się wspaniale, nawet pomimo niezbyt obfitego posypania ziołami. Jej brąz był pełen głębi, wręcz błyszczał - przez co tabliczka wydawała się być soczysta. Pachniała bardzo specyficznie - typowe dla koziego mleka słono-pikantne nuty mieszały się z orzeźwiającą miętą i mocą kakao. Mały dysk był nieco ciemniejszy od dużego. Przypuszczam, że tak jak w Ziegenmilch i Mint 70%, po prostu te dwie czekolady różniły się pomiędzy sobą zawartością masy kakaowej.


Degustacja dostarczyła nam wielu niezapomnianych, naprawdę mocnych wrażeń. Widziałam, że to będzie nietypowa tabliczka, ale nie spodziewałam się aż tak wyrazistej kompozycji. Duży dysk wydaje się uderzać swoim kozim posmakiem jeszcze mocniej, niż robiła to klasyczna Ziegenmilch. Jest tu więcej charakterystycznej pikantności. Nie wiem, z czego to wynika - być może olejki eteryczne, które wypełniły czekoladę swymi aromatami spotęgowały jej naturalne walory. Same ziółka wydają się stanowić jedynie dodatek wizualny, choć śmiem przypuszczać, że z tymi olejkami eterycznymi jest coś na rzeczy. Ponadto, kozia czekolada zdaje się być w specyficzny sposób śliska. Wysoka zawartość dobrego kakao plus moc koziego mleka to dla mnie cały czas zabójcze połączenie, którego nigdy nie mam dość. I tutaj sprawdziło się świetnie, na dodatek w oryginalnej odsłonie.


Mały dysk jest dokładnie taki, jak zapamiętałam Mint 70%. Pyszna ciemna czekolada została wzbogacona o smak autentycznego naparu ze świeżo zerwanych liści mięty. Ponownie, jest to zupełnie odmienny smak od tego, który znamy z chamskich popularniejszych miętowych czekolad (szczególnie mam na myśli warianty nadziewane). Zotter jest dla mnie mistrzem mięty w czekoladzie, czego dowiódł nie tylko świetnym duetem Mint 40% & Mint 70%, ale także nadziewaną Chocolate Mint. Teraz po raz kolejny zaszalał z miętą, na dodatek łącząc ją z innym, również bardzo mocnym i specyficznym smakiem. 


Kozie mleko z kakao oraz mięta z kakao - przegryzane naprzemienne tworzą w ustach coś niesamowitego, bardzo mocnego. Nie każdy to zaakceptuje, ale dla fanów ostrych wrażeń będzie to nie lada gratka. Kompozycja ma w sobie sporą dozę wytrawności i zdaje się w swej intensywności wręcz balansować na granicy przesady. Ponownie kłaniam się w pas Zotterowi, bo zaskoczył mnie tą czekoladą bardziej, niż się tego spodziewałam. Bardzo się cieszę, że w końcu miałam szansę na jej wypróbowanie.

PS To nie koniec kozich wariacji na moim blogu!


Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, kozie mleko w proszku 10%, tłuszcz kakaowy, zioła 1% (mięta kędzierzawa, melisa, mięta wonna, aksamitka, koniczyna, chabry, róże), sól, olejek miętowy 0,02%.
Masa kakaowa min. 65%.
Masa netto: 65 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 601 kcal.
BTW: 12/46/33

sobota, 9 lipca 2016

Zotter Overdose karmelowo-kawowa z dyskiem z koziego mleka i żarówkami z czarnej porzeczki



Podczas wiosennego zamówienia Zotterów zwróciłam uwagę chłopakom z Czekolady Zotter Polska (biokredens.pl), iż w tym roku za nic nie mogę przegapić ziołowo-koziej Mitzi Blue o nazwie Minty Goat. Cudeńko trafiło w moje ręce, lecz zostałam uświadomiona, że Minty Goat nie jest jedynym kozim dyskiem w ofercie Zottera. Stworzył on bowiem jeszcze taki twór, jak Overdose. W zasadzie nie interesowało mnie, co na ową czekoladę się składa. Ważne, że było tam kozie mleko, a czekolady z kozim mlekiem biorę w ciemno. Próbowana niegdyś klasyczna Zotter Ziegenmilch podbiła moje serce i już na zawsze wryła się w pamięć.

 

Overdose okazała się być jedną z bardziej urozmaiconych i ciekawszych Mitzi Blue. Jakim cudem dotąd nigdy nie zwróciłam na nią uwagi? Nie mogłam się temu na dziwić, no ale koniec końców miałam ją. W środku znajduje się mały dysk wykonany z analogicznej czekolady jak Ziegenmilch. Mamy tu ciemną czekoladę wzbogaconą o kozie mleko. Baza (duży dysk) również jest bardzo ciekawa i oryginalna. To biała czekolada (a nie widać!), którą wymieszano z karmelem oraz specjalnie przygotowanym przez Zottera blendem ziaren kawy z Kolumbii, Meksyku i Indii. Znalazło się w niej miejsce na szczyptę wanilii i cynamonu.

Jeszcze za mało urozmaicenia? Proszę bardzo! Gdyby tego było mało, w dużym dysku zostało zatopionych kilka (u mnie sześć) żarówek z czekolady z czarnej porzeczki. Zapowiadała się istna bomba smaków! Zwłaszcza, iż już sama grafika na opakowaniu, niezwykle barwna i dynamiczna, sugerowała nadchodzącą eksplozję...


 
Rzadziej sięgam po Mitzi Blue również dlatego, iż są to czekolady bardzo kruche, łatwo łamiące się. Rzadko kiedy mam możliwość rozkoszowania się widokiem całej tabliczki po jej rozpakowaniu. Ponadto, nietypowy kształt częstokroć utrudnia równy podział czekolady pomiędzy mnie a Męża. Na szczęście, w tym wypadku parzysta liczba porzeczkowych żarówek pozwoliła nas po równo zadowolić.

Cała czekolada pachniała bombowo. Aromaty kawy, karmelu, kakao i koziego mleka tak spójnie wymieszały się w jedną smakowitą woń, iż w głowie pojawiło się wyobrażenie jednolitej tabliczki zawierającej w sobie wszystkie te składniki. A może po prostu dobrej ciemnej czekolady o takim bogactwie? Gdy dodamy do tego przebijający się zapach czarnych porzeczek oraz wanilii, możemy sobie pomyśleć, że to rzeczywiście wszystko sprawka kakao. Po otwarciu oczu mnogość barw przypomina nam o realiach. Nie ma sprawy, taka kolorowa tabliczka to przecież świetna rzecz. Ale od czego tu zacząć?


Degustację rozpoczęliśmy od tego, czego było najwięcej, a więc od kawowo-karmelowej białej czekolady. Przyznam, że póki nie wgryzłam się w mały dysk, trudno mi było uwierzyć, że w dużym dysku nie ma ani grama koziego mleka. Mleczny karmel wymieszany z aromatyczną i mocną kawą, położony na dobrej jakości tłuszczu kakaowym - sprawiał wrażenie właśnie takich kozich posmaków, palonych i dzikich.

Dopiero wgryzienie się w mały dysk stworzony z ciemnej koziej czekolady sprowadziło mnie na ziemię. Prawdziwą kozę odnajdziemy właśnie tu. Wyraźne wspomnienie o Ziegenmilch wróciło do mnie natychmiastowo. Mały dysk to właśnie taka wyrazista, mocno kakaowa czekolada, z charakterystycznym słono-pikantnym akcentem niczym w kozim serku. Wróćcie sobie do mojej recenzji Ziegenmilch i odnieście to wszystko do małego dysku w Overdose.

Gdy powróciłam do karmelowo-kawowej czekolady po uświadomieniu sobie, że koza jest tylko w sercu naszej Mitzi Blue - doznałam szoku. Po prawdziwym kozim kopie powrót do kremowego raju z karmelu i kawy był naprawdę spektakularny. Teraz owa biała czekolada wydawała się o wiele bardziej błoga, rozkoszna niczym gładziutki karmelowo-kawowy krem. Ponadto, uwydatniły się cynamon i wanilia, tworząc iluzję wymyślnej karmelowej kawy z dobrej kawiarni, przyprawionej w przemyślany sposób. Zestawienie tej przepysznej białej czekolady z ciemną kozią czekolady było naprawdę spektakularne. Moje kubki smakowe czerpały wielką przyjemność z tej gry kontrastów.



Dopiero po oswojeniu się z tym połączeniem zdecydowałam się na wprowadzenie trzeciego elementu do zabawy. Żarówki z białej czekolady, w której część mleka w proszku zastąpiono proszkiem z czarnych porzeczek nadawały kompozycji niebywałej świeżości, czyniąc ją jeszcze bardziej dynamiczną i zaskakującą. Nie znalazłam w nich ni krzty mydlaności czy przesłodzenia - one były autentycznie porzeczkowe, naturalne aromatyczne. Przypomniałam sobie o Blackcurrants In & Out. Co ciekawe, nie było to skojarzenie z samą warstwą porzeczkowej czekolady okalającą całość, lecz z ogólnym wrażeniem, jakie pozostawiła po sobie kompozycja. A owym wrażeniem była wspaniała soczystość, żywa kwaskowatość, po prostu autentyczna, dojrzała na pełnym słońcu czarna porzeczka.

Overdose bardzo mnie zaskoczyła. Okazała się być jedną z najbardziej dynamicznych Mitzi Blue, jakie miałam okazję dotąd jeść. Zotter połączył w niej kilka bardzo wyrazistych smaków, które wzajemnie dopełniały się i przeplatały. Wspaniale bawiłam się, próbując raz po raz trzech części tabliczki, w różnych zestawieniach. Pomimo nazwy, czekolada absolutnie nie powoduje odczucia przesytu, przedawkowania czegokolwiek. Owszem, jest to mocne doznanie, ale harmonijne w swej żywiołowości i zupełnie nieprzytłaczające.


Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, kozie mleko w proszku 2%, ziarna kawy 1%, suszone czarne porzeczki 1%, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, odtłuszczone mleko w proszku, lecytyna sojowa, mielona kawa 0,1%, wanilia, sól, cynamon.
Masa netto: 65 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 579 kcal.
BTW: 7,4/40/47

piątek, 13 marca 2015

Zotter Ziegenmilch ciemna mleczna z mleka koziego


Sięgając w innsbruckim sklepie R.Rajsigl po zotterowską czekoladę opartą na owczym mleku, nie mogłam pominąć jej koziej siostry. Odległy termin ważności tych tabliczek sprawił, że długo czekały na swoją kolej do degustacji w Magicznej Szufladzie, choć w rozrzewnieniem myślałam o perspektywie porównania dwóch różniących się tylko jednym składnikiem czekolad. Tak mi się przynajmniej na początku wydawało - że Ziegenmilch i Schafmilch różnią się tylko rodzajem dodanego mleka w proszku. To zabawne, ale dopiero krótko przed degustacją wczytałam się w skład produktów. Okazało się, że te dwie czekolady różnią się czymś więcej, a mianowicie zawartością masy kakaowej. Schafmilch była modyfikacją klasycznej mlecznej tabliczki z 36% kakao, zaś Ziegenmilch to wariacja na temat ciemnej czekolady 64% wzbogaconej kozim mlekiem w proszku. Przeglądając wielkanocną ofertę Zottera, strasznie napaliłam się na ciemną kozio-ziołową Mitzi Blue - a jak się okazało, moja kozia Labooko smakowo różni się od niej jedynie brakiem dodatku ziół. Super! :)

Ten, kto choć raz miał do czynienia z mlekiem lub serem kozim wie, że nie są to wyroby dla wszystkich. Specyficzny słono-pikantny posmak "zalatujący kozą" to wynik występowania w nich znacznych ilości kwasów kapronowego, kaprylowego i kaprynowego. W zasadzie można stwierdzić, że kozie mleko albo się kocha, albo nienawidzi. Jeśli należycie do tej pierwszej grupy, koniecznie musicie wypróbować Zotter Ziegenmilch!!! Swoją drogą, kozia panna z rysunku na opakowaniu jest genialna :D.


 Dwie 35-gramowe tafle w ciemniejszym odcieniu brązu idealnie nadają się do degustacji we dwoje. Po rozwinięciu ich ze złotko-papierka, mój Ukochany i ja padamy porażeni bardzo intensywnym, bogatym i niezwykle przyjemnym dla nas zapachem. Czuć moc kakao, kozie nuty wwiercają się w nos, a to wszystko otula rozkoszna, przypominająca karmel słodycz. Oj, ta czekolada będzie charrrrakterrrna! :)

Po pierwszym kęsie od razu można odgadnąć, że mamy do czynienia z produktem z dodatkiem koziego mleka. To trochę tak, jakby wymieszać naturalne kakao z śmietankowym kozim serkiem. Bardzo wyraźnie wyczuwamy tu specyficzną kozią słoność i tą świdrującą nieustannie w tle pikantną nutę. Całość jest przy tym zaskakująco gładka i kremowa, bez tłustego posmaku, ale ma też w sobie nieco suchości. Na finiszu jest esencjonalnie gęsta. Mniam.

Wysoka zawartość dobrej jakości masy kakaowej w połączeniu z kozim mlekiem była strzałem w dziesiątkę. O ile łagodne owcze mleko bardzo dobrze zgrało się z delikatniejszą czekoladą, tak wyraziste kozie mleko potrzebowało czegoś szytego na swoją miarę. Schafmilch mogę polecić praktycznie każdemu, natomiast Ziegenmilch jest już dla odważnych. W tej czekoladzie w jedną całość łączą się ostre, mocne smaki. To, co jest najlepsze w kozim twarożku zostało zawarte w tej czekoladzie (tak, bo jakoś bardziej kozi posmak w Ziegenmilch kojarzy mi się właśnie z serkiem, a nie z samym mlekiem. Swoją drogą, najlepszym serem jaki jadłam w życiu był kozi ser pleśniowy, który śmierdział jak stara padlina kurczaka - na szczęście ta czekolada nic z takim serem nie miała wspólnego :D).

Zakochałam się w kozim mleku w czekoladzie. Czekolada z mlekiem owczym była miłym doświadczeniem, ale kozie smakołyki to jest coś, czego chciałabym spróbować jeszcze nie raz. Marzy mi się wiele konfiguracji smakowych czekolad z kozim mlekiem. To naprawdę wyjątkowy, urokliwy smak, który mocno wgryzł mi się w pamięć. Uprzejmie proszę o częstsze wykorzystywanie koziego mleka w czekoladach - tak niecodziennie współgra ono z kakao, że będę polować na każdą kolejną kozią czekoladę.

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, kozie mleko w proszku 12%, tłuszcz kakaowy, sól.
Masa kakaowa min. 64%.
Masa netto: 70 g (2x 35 g)
Wartość energetyczna w 100 g: 606 kcal.
BTW: 12/46/33.