Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morin. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Morin. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 10 lipca 2023

Morin Chanchamayo Basilic ciemna 63% Peru z olejkiem bazyliowym


Po wersjach laurowej, cyprysowej oraz tymiankowej z serii Senteurs De Provence od francuskiej manufaktury Morin, przyszedł czas na czekoladę z olejkiem bazyliowym. Wszystkie zastosowane w tej kolekcji olejki eteryczne pochodzą od Baume Des Anges, zaś bazą tabliczek jest 63% ciemna czekolada z peruwiańskiego kakao Chanchamayo. Wszystkie te ziołowe pyszności kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

Basilic pachnie rozgrzanymi słońcem zaroślami, pokrzywą, ziołami, dziką łąką, cytryną. Bazę smaku stanowi tak bardzo Morinowa soczystość i strukturalność, a na niej bazylia w połączeniu z peruwiańskim kakao rozpościera przed nami całe bogactwo nasłonecznionych, zarośniętych łąk... Wszystko to otoczone jest jasną cytrusową poświatą, prowadząca dalej w stronę jałowca, imbiru, a także naparu z pokrzyw oraz nalewki sosnowej. Nie wiem, czy obok cyprysowej, to nie najbardziej rozbudzająca wyobraźnię propozycja z tej kolekcji (nie próbowałam jedynie rozmarynowej i póki co jej nie posiadam).


 Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, olejek bazyliowy.
Masa kakaowa min. 63%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 590 kcal.
BTW: 7,4/41,2/45.

piątek, 30 czerwca 2023

Morin Chanchamayo Thym ciemna 63% Peru z olejkiem tymiankowym


Francuska manufaktura Morin we współpracy z Baume Des Anges stworzyła kolekcję ciemnych czekolad wzbogaconych o różnorakie olejki - Senteurs De Provence. Na blogu zaprezentowałam już wersje z laurowym i cyprysowym, dziś pora na tymiankowy. Tą kupioną w sklepie Sekretów Czekolady tabliczkę stworzoną z 63% peruwiańskiego kakao Chanchamayo skosztowałam przesiadując przy Kolorowych Jeziorkach w Rudawach Janowickich. 

Miąższysta, masywna, a przy tym pełna żywiołowości czekolada - to jest właśnie cały Morin. Choć czekolada pachnie ziołowo i sam tymianek jest dość sugestywny, podczas degustacji lawiruje gdzieś pomiędzy magią samego kakao oraz stworzonymi przez niebanalne połączenie iluzjami. Nie mogę przestać myśleć o jędrnej i soczystej skórce pomarańczowej, leciutko skarmelizowanej - jakże wyraziście ją czuć, choć przecież jest tylko wrażeniem! Jest tu też sporo delikatnych biszkoptowych ciasteczek z cytrusową galaretką, ale takich bardziej wysokojakościowych, niż najpospolitsze. Cóż, Senteurs De Provence zaskakuje - jakże różnych wrażeń mogą dostarczyć ziołowe dodatki.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, olejek tymiankowy.
Masa kakaowa min. 63%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 566 kcal.
BTW: 7/35,8/44,6.

niedziela, 4 czerwca 2023

Morin Chanchamayo Cypres ciemna 63% Peru z olejkiem cyprysowym


Z dwa lata temu skosztowałam czekolady z olejkiem laurowym z kolekcji Senteurs De Provence od francuskiej manufaktury Morin. Po czasie, w sklepie Sekretów Czekolady, udało mi się zakupić więcej tabliczek z tej serii. Dziś przed Wami wersja z olejkiem cyprysowym, stworzonym przez Baume Des Anges. Wszystkie te prowansalskie wariacje bazują na 63% kakao Peru Chanchamayo - tym łatwiej porównywać je ze sobą.

Solidna jak zawsze tabliczka od Morin pachnie pikantnie, ziołowo, iglaście, a zarazem lekowo. Charakteryzuje ją dość płaska i pudrowa, intensywna słodycz - wszak to tylko 63% kakao. W zasadzie o samym kakao nie można wiele powiedzieć - plejadę skojarzeń wywołuje jego połączenie z niebanalnym olejkiem cyprysowym. Zdaje się być żywiczno-cytrusowe, lecz czy takim nie czyni go cyprys? Myślimy o soczystej polędwiczce wieprzowej doprawionej jałowcem, kolorowym pieprzem i żurawiną, podanym z bukietem kiełków polanych sosem balsamicznym i aromatyczną, ziołową oliwą. Dalej mamy mocno aromatyzowaną herbatę earl grey, pachnący iglasty las w słoneczny dzień, odświeżający eukaliptus. 


Wbrew pozorom, to bogactwo skojarzeń nie było przytłaczające - kompozycji smakowało się z lekkością; jej słodycz i ziołowa świeżość sprawiały całkiem prostą przyjemność, zaś typowa dla Morin konsystencja i masywność utulały. Zobaczymy, co przyniosą kolejne propozycje z serii.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, olejek cyprysowy.
Masa kakaowa min. 63%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 590 kcal.
BTW: 7,4/41,2/45.

niedziela, 7 maja 2023

Morin Cote D'Ivoire Guémon ciemna 63%


Lata wstecz, spróbowałam mlecznej czekolady z francuskiej manufaktury Morin wykonanej z kakao z Wybrzeża Kości Słoniowej (region Guémon). Dziś przed Wami wersja ciemna, choć nie jakoś wielce bogata w kakao - mamy tu 63% masy kakaowej. Tabliczkę kupiłam w niezastąpionym sklepie Sekretów Czekolady.


Solidna i klasyczna 100-gramowa tafla pachniała owocowo i zarówno w konsystencji, jak i smaku, sprawiała urocze wrażenie... miękkich galaretek. Wydawało mi się, jakbym jadła jakąś podkręconą jakościowo Studentską! Oczywiście czekolada jest lita i nie ma tu żadnych dodatków, ale wyjątkowa orzeźwiająca landrynkowość, soczyście i miękko zalepiająca, tworzy nam taką radosną iluzję. Jest nieco miętowo, ale przede wszystkim słodko owocowo: truskawki, jagody, pomarańcze, jabłka; na końcu troszkę orzechów, o bardzo subtelnej paloności. To piękna prostota czekolady. Uwielbiam Morina, a tego dnia potrzebowałam dużo żywiołowej w smaku, wesołej czekolady - Cote D'Ivoire Guémon Noir trafiła w punkt!


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 63%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 581 kcal.
BTW: 7,2/41,6/39,7.

wtorek, 12 października 2021

Morin Chanchamayo Laurier ciemna 63% Peru z olejkiem laurowym


Dawno temu doświadczyłam czystej single-origin z peruwiańskiej prowincji Chamchamayo, które wydostała się spod skrzydeł francuskiej manufaktury Morin. Jak pisałam w tamtej recenzji, "Chanchamayo to peruwiańska prowincja o powierzchni niemal pięciu tysięcy kilometrów kwadratowych, obfita w kakaowe skarby hodowane pod szyldem kooperatywy Chanchamayo." Teraz miałam w rękach czekoladę o 63% zawartości kakao z tamtego regionu, wzbogaconą o niebanalny dodatek - olejek laurowy. Kupiłam ją w sklepie Sekretów Czekolady.


Przyszło mi ją degustować w niemiłosierny czerwcowy upał, podczas którego procesy myślowe zdecydowanie spowolniły. Zapamiętałam, że ów olejek laurowy, co do którego odbioru żywiłam obawy - nadał kompozycji dużej ziołowej świeżości, przez co w uprzykrzających się warunkach pogodowych czerpałam z degustacji większą radość. Sama czekolada zdawała się lekko ziemista, może rzeczywiście także malinowo-śmietankowa, jak opisałam ją niegdyś. Tu, siłą rzeczy, wyrazisty wpływ olejku z liści laurowych przyćmił same kakao, wywrócił je na bardzo odświeżającą stronę, bez nuty przytłaczającej ziołowości - co było cenne. Choć laurowy smak kojarzy się mięsnie, tu była to naprawdę lekka marynata do czekolady. To fajny eksperyment zafundowany przez Morin. Marka posiada bogatszą kolekcję tabliczek z olejkami ziołowymi i mam nadzieję, że uda mi się kiedyś wypróbować resztę.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, olejek laurowy.
Masa kakaowa min. 63%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 590 kcal.
BTW: 7,4/41,2/45.

środa, 25 sierpnia 2021

Morin Nicaragua Rugoso ciemna 70%


Minął ponad rok od wypróbowania przeze mnie dwóch czekolad z francuskiej manufaktury Morin wykonanych z kakao z Nikaragui: Chuno oraz Nicalizo, dystrybuowanego przez firmę Ingemann. Ostatnimi czasy widać na czekoladowym rynku, jak znaczny wpływ ma Ingemann na rozpropagowanie ziaren z Nikaragui. Tym razem Morin znów zabiera nas do tego kraju, prezentując kakao o nazwie Rugoso. Ingemann przedstawia je jako ziarna taninowe i słodkie zarazem, o posmaku śliwek, brandy i truskawek. Morin Nicaragua Rugoso Noir 70% kupiłam w ukochanym sklepie Sekretów Czekolady.


Widok solidnej 100-gramowej tabliczki od Morin zawsze mnie cieszy. Rugoso posiadała wyjątkowo ciemną barwę, pachnąc jednak świetliście: kwiatami, brzoskwiami i jakąś niepokojącą lekową nutą.

Od pierwszego kęsa Morin przenosi nas w swój świat: w czekoladzie jest coś typowego dla marki, taka pełna stabilność i wciągająca szorstkość. Trudno się było oswoić z akcentami oferowanymi przez Rugoso - mojemu Mężowi nie przypadła do gustu, mnie zaś intrygująco wciągnęła. Przez całą degustację przewija się coś proszkowego: niezbyt dobrze rozmieszana gorąca czekolada, dość surowy w konsystencji nugat z orzechów laskowych, lekowe pastylki: malinowe, brzoskwiniowe, pomarańczowe. Tak, chyba ta ostatnia nuta była najtrudniejsza. Można jej nie polubić. Czekolada nie mogła się zdecydować, czy iść w stronę sadu, czy też apteki. Znalazła się gdzieś po środku, racząc smakami, w których było coś sztucznego. Można by je nazwać także w przerysowany sposób kwiatowymi, jakby ktoś z jaśminu wyciągnął syrop. 

Od początku do końca czekolada jest przede wszystkim słodka, a ten kwiatowo-lekowy posmak towarzyszy nam cały czas. Wedle uznania - irytując bądź intrygując. Nieoczywista czekolada.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 584 kcal.
BTW: 8,7/43,2/34,6.

środa, 5 sierpnia 2020

Morin Vietnam Thanh Long ciemna 70%


Wspomnienie o wietnamskim Morinie długo towarzyszyło mi jako historia o czymś wyjątkowym, a przemijającym, ledwo tylko uchwytnym. Wszak od mającej miejsce ponad 5 lat temu poznańskiej degustacji czekolad Morin nastąpiła spora zmiana w moim podejściu do Prawdziwej Czekolady - o wiele śmielej się na nią otworzyłam. A to właśnie podczas niej miałam okazję wypróbować wietnamską czekoladę z francuskiej manufaktury Morin, której bezmyślnie wówczas nie zakupiłam i później nie  mogłam jej już dostać. Po latach, upolowałam ją w sklepie Sekretów Czekolady, zdając sobie sprawą, iż to na pewno już nie ta sama tabliczka. Nie mniej jednak, wypróbowane w międzyczasie wietnamskie propozycje innych marek (Erithaj, Jordi's, La Naya) nauczyły mnie, iż kakao z tego państwa jest absolutnie niezwykłe. Z tego tytułu, i tak z wielkim podekscytowaniem czekałam na degustację ciemnej Morin Vietnam Thanh Long 70%.


Tabliczka charakteryzująca się ciekawym, jakby zmatowionym brązem, pachniała czarną kawą z mocą korzennych przypraw, suchym wiatrem od pustyni oraz gęstym syropem z mango. Uhhh, sam aromat zapowiedział mi, iż dostanę moc wrażeń, której przecież tak pragnęłam, na którą tak czekałam.

Po pierwszym kęsie obudziły się we mnie skojarzenia z niedawno odkrytymi filipińskimi Auro, przede wszystkim przez wzgląd na mocną przyprawowość. Niemal namacalnie wyczuwalna sól morska również zrobiła spore wrażenie. Tuż za nią przyszedł kardamon w towarzystwie pieprzu i słodkiego cynamonu. Słodycz ta rozwinęła się w kierunku tropikalnych owoców takich jak papaja, mango i guawa, sprowadzonych wręcz do formy syropowej esencji. Przewijająca się nieustannie w tle przełamana paloność prowadziła do mocnej kawy podanej z kroplą gęstej śmietany.


Plejada wyrazistych smaków przy specyficznej, jakże wciągającej "morinowej" konsystencji czekolady, tylko powiększała urokliwość Vietnam Thanh Long 70%. Egzotyczna soczystość, owocowy azjatycki sos, wyszukanie przyprawiony deser... 100 g w przypadku Morina nigdy nie sprawia problemów z pochłonięciem na jeden raz przez dwie osoby - nawet przy takim bogactwie i intensywności, które po prostu dopieszczają zmysły...


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 562 kcal.
BTW: 12,8/39,1/35,3.

piątek, 24 lipca 2020

Morin Bolivie Ekeko ciemna 70%


 Ponad pięć lat temu, wracając z jednego z licznych górskich wyjazdów degustowaliśmy boliwijską Sauvage z francuskiej manufaktury Morin. Obecnie w ofercie tego czekoladnika znajduje się inna tabliczka stworzona z kakao z Boliwii - mowa o Bolivie Ekeko, która tak jak poprzedniczka jest klasyczną ciemną siedemdziesiątką. Kupiłam ją w sklepie Sekretów Czekolady. Ekeko to w prekolumbijskich wierzeniach mieszkańców Altiplano bóg bogactwa i dobrobytu. Czekolada ta w istocie odzwierciedla prawdziwe bogactwo tego kraju, albowiem ziarna użyte do jej wykonania pochodzą z nieuprawianych, lecz dziko rosnących kakaowców. Według producenta, ma uraczyć nas plejadą smaków takich jak: drewno, żółte owoce, konfitura z czerwonych porzeczek, suszone śliwki, miód i gorąca czekolada.


 Wspaniale masywna tabliczka, sprawiająca wrażenie soczystej i miąższystej - pachniała niczym kawa, do której ktoś zuchwale włożył bukiet świeżych, łąkowych kwiatów. Ot, eksplozja mocnych aromatów. Tak, zdecydowanie, woń zapowiadała prawdziwy czekoladowy dobrobyt...

Dominującym skojarzeniem, jakie przyniosła degustacja Ekeko, był mój ulubiony placek karaibski z Cukierni Sowa - czyli:  "ciasto czekoladowe z masą o smaku marcepanowym, śliwkami, orzechami włoskimi i kruszonką, wykończone żelem". Właśnie taka była nasza czekolada... I tak cudnie intensywna jak to ciasto. Choć w zasadzie, była od niego jeszcze bogatsza (jak widać, nazwa zobowiązuje!). Zgodnie z podpowiedzią samego Morina, wyczułam tu czerwone porzeczki, ale wymieszane z czarnymi - zaklęte w niesamowitą konfiturę połączoną z miodem. Do tego jeszcze trochę dojrzałych wiśni... i w efekcie otrzymaliśmy niesamowicie esencjonalną, upajającą owocowo-czekoladową kompozycję. Owe kwiaty, tak mocno odznaczające się w zapachu, w smaku zamieniły się w soczyste owoce, zaś kawa - spoiła w jedno z kakao.


Konsystencja czekolady nieco odbiegała od tej, którą zwę typową dla Morina. Było soczyście i odrobinę proszkowo zarazem. Pośród całej intensywności Bolivie Ekeko znalazło się też miejsce dla dość delikatnego, czerwonego wina półwytrawnego. Całość wypadła na tyle smakowicie, iż wciągałam kolejne kostki raz za razem, niczym czekoladowa narkomanka; niezmiernie ciesząc się z tego, że Morin produkuje te swoje cudowne 100-gramowe tabliczki.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 584 kcal.
BTW: 8,7/43,2/34,6.

sobota, 23 maja 2020

Morin Nicaragua Nicalizo ciemna 70%


 Niedawno sięgnęłam po czekoladę francuskiej manufaktury Morin wykonaną z kakao Chuno pochodzącego z Nikaragui. W sklepie Sekretów Czekolady zakupiłam także inną tabliczkę tej jakże lubianej przeze mnie marki, stworzoną również z ziaren z tego kraju, lecz innych - Nicalizo; także dystrybuowanych przez Ingemann. Nicalizo pochodzi z upraw z górskiej, północnej części państwa. Czekolada o 70% zawartości ziaren Nicalizo ma według Morina charakteryzować się nutami ciemnych owoców i aromatem przypraw. Według Ingemann, kakao to jest mocno czekoladowe, gładkie, kwiatowe, niosące akcenty winogron, rodzynek i drzewa. Dziś opisywana tabliczka zdobyła brąz International Chocolate Awards w 2019 roku.


 Kolor Nicalizo wydawał mi się spokojniejszy i nieco jaśniejszy od Chuno - choć przecież zawartość kakao w obu tabliczkach była taka sama. Nad czekoladą unosił się intrygujący zapach kawy, jabłka z pieprzem (!) oraz suchej, lecz żyznej ziemi.

Pierwszy kęs rozlał się w ustach gładkością. Czekolada oczywiście była masywna jak na Morina przystało; nie da się uciec od typowej dla tej manufaktury konsystencji, a ja za nią przepadam. Choć przyznam, że w Nicalizo wszystko zdawało mi się głębsze, niż to najczęściej u Morina bywa.


W smaku najpierw atakuje nas goryczka. Wspaniała - kawowa, drzewna, ziemista - ze szczególnym naciskiem na kawę. Następnie przychodzą owoce. Sama nie wiem, czy bardziej słodkie, czy cierpko-kwaśne. Ten ich dualizm, balansujący na granicy niedojrzałości, jest bardzo wciągający. To cierpkie winogrona, czarne porzeczki, aronie, kwaśne odmiany jabłek, nie do końca dojrzałe wiśnie oraz agrest. Wszystkie te owoce zostały zanurzone w gęstym owocowym musie, bądź przemienione w jednolite nadzienie wypełniające jakieś ekskluzywne kawowe ciasteczka.

Było tu poważniej, mroczniej i bardziej elegancko niż w Chuno. Spośród tego duetu na dłużej zapamiętam Nicalizo - mocniej przypadła mi do gustu, szczególnie owymi pysznymi wariacjami na temat kawy.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 584 kcal.
BTW: 8,7/43,2/34,6.

poniedziałek, 11 maja 2020

Morin Nicaragua Chuno ciemna 70%


 Również darzona przeze mnie wielką sympatią francuska manufaktura Morin zdecydowała się sięgnąć po ziarna z Nikaragui oferowane przez firmę Ingemann. Ostatnimi laty widać, iż w czekoladowym światu Ingemann intensywnie rozpropagował kakao z tego państwa, co bardzo się chwali. Morin Nicaragua Chuno Noir 70% to tabliczka, która ma charakteryzować przede wszystkim znaczną owocowością (w krótkim opisie na opakowaniu wyróżnione zostały nuty grejpfrutowe), kompleksową słodyczą opierającą się także na akcentach orzechowych i kwiatowych. Czekoladę kupiłam oczywiście w sklepie Sekretów Czekolady.


 Jakże pięknie świeżą i żywą barwą charakteryzowała się nasza czekolada! Tak klasycznie wyglądająca, 100-gramowa tabliczka o prostym podziale na kostki, zawsze wywołuje u mnie uśmiech - jakiż ja mam sentyment do Morina! Czekoladowa ślicznotka pachniała skórką jabłka oraz soczystym grejpfrutem, sugerując dużo subtelnych i naturalnych słodyczy.

W ustach każda kostka rozpuszczała się miękko i gęsto, w typowy dla Morina sposób, który bardzo cenię. Sama ta konsystencja dobrze mi się kojarzy i czerpię z niej dużo przyjemności. Zaserwowała nam przede wszystkim świeże jabłka, nieprzesadnie dojrzałe pomarańcze oraz nabite wodą mandarynki. Prosta sałatka owocowa, podana na delikatnie kawowo-orzechowym tle. Bardzo charakterystycznym skojarzeniem okazała się młoda sałata w lekkiej śmietanie - zapewne przez nagromadzenie niezbyt ciężkich, roślinnych nut.


 Morin Nicaragua Chuno Noir 70% jest opowiastką o roślinnych obliczach spokojnej, wyważonej słodyczy. Kwasków tu mało, goryczki również, zaś po degustacji na długo w ustach pozostaje poczucie czekoladowej pełni, jasnej i harmonijnej. Nie działo się tu dużo, ale to co się wydarzyło, napełniało umysł ładem. Mam w zapasach jeszcze jedną czekoladę od Morina z kakao z Nikaragui i planuję w najbliższym czasie skosztować także jej, celem porównania.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 584 kcal.
BTW: 8,7/43,2/34,6.

wtorek, 22 października 2019

Morin Perou Absolu ciemna 63%


Francuską markę Morin darzę szczególnym sentymentem - przede wszystkim ze względu na to, iż to od spotkania degustacyjnego z czekoladami Morin rozpoczęłam na dobre przygodę z Prawdziwą Czekoladą. Prowadziłam już wtedy bloga, ale owa poznańska degustacja stanowiła dla mnie pewien przełom. Do dziś lubię od czasu do czasu raczyć się tabliczkami od Morin, solidnymi 100-gramowymi przysmakami - zawsze różniącymi się od siebie w zależności od pochodzenia kakao, ale posiadającymi pewną charakterystyczną dla marki bazę (szczególnie jeśli chodzi o konsystencję).

Limitowaną edycję Perou Absolu 63% zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady. Tabliczkę tę wyróżnia fakt, iż wszystkie trzy surowce wchodzące w jej skład - ziarna kakao, cukier trzcinowy i tłuszcz kakaowy - pochodzą z Peru. O ile z cukrem rzecz nie jest zazwyczaj tak oczywista, tak z tłuszczem kakaowym, no cóż... niestety nie zawsze czekolady składają się z miazgi i masła tego samego pochodzenia, co moim zdaniem wprowadza pewien chaos. Wszak pochodzenie masła kakaowego nie jest obojętne dla smaku całej kompozycji. Kakao to kakao! Skoro dana tabliczka mianowana została peruwiańską single-origin, to dlaczego masło kakaowe w niej zawarte miałoby pochodzić z innego kraju?



Przyjemnie było znów poczuć w dłoniach masywną, słuszną tabliczkę od Morin. Pachniała przede wszystkim kwiatowo, z apetyczną nutą pieczonego banana. Konsystencja była gęsta i oblepiająca, z iluzją pewnej grudkowatości, co nieco przypominało kleik ryżowy - to takie typowe dla Morina i w jego wykonaniu naprawdę to lubię. W smaku również pojawiły się pieczone banany, oblane jakimś kwiatowym syropem. Ów aromat przywodził też na myśl słodkie i mocne czerwone wino. Generalnie słodycz tej niezbyt obfitej w kakao czekolady była wyrazista, kojarzyła się z brownie. Im dalej w las, tym jej nektarowa kwiatowość przechodziła w nieco dziki smak, uderzający w klimaty ziemiste i surowego ziarna kakao. Absolu syciła, naprawdę syciła swoją słodyczą, a owa typowo morinowa konsystencja wciągała - toteż tabliczka znikała bez problemu, lekko.

Próbowałam już peru peruwiańskich czekolad od Morina: Rio Ene, Piura Lait, Pablino, Piura. Wszystkie były inne, wciągające na swój indywidualny sposób - cóż, przecież takie właśnie jest samo Peru!


Skład: ziarna kakao z Peru, cukier trzcinowy z Peru, tłuszcz kakaowy z Peru.
Masa kakaowa min. 63%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 581 kcal.
BTW: 7,2/41,6/39,7.

piątek, 5 października 2018

Morin Colombie Sua ciemna 70%


Jakieś licho pokusiło mnie, by cenną dla mnie kolumbijską tabliczkę od tak lubianej francuskiej marki Morin - zabrać ze sobą w góry. Biję się za to po łapach, bo o ile Jamaique Marvia dzielnie zniosła wojaże, to Colombie Sua już mocniej dostała w kość... Jednakże starałam się ze wszystkich sił wyciągnąć z Colombie najwięcej, jak tylko się dało. I na szczęście okazała się na tyle łaskawa, bym mogła się ją nacieszyć. Kosteczka po kosteczce... A zdobyłam ją oczywiście dzięki sklepowi Sekretów Czekolady.

Colombie Sua 70% została stworzona z ziaren kakao uprawianych w departamencie Santander, leżącym w środkowo-północnej części kraju. Sporo kakao uprawia się w Santander. W Kolumbii istnieje nawet dość popularna marka Chocolate Santander, do dziś niesłusznie chlubiąca się na swej stronie internetowej mianem jedynej kolumbijskiego producenta czekolady (halo! a co z genialnymi Cacao Hunters?).


Rozpakowana gdzieś pośród górskich szczytów Sua była chłodna i nieprzystępna. Część tabliczki zjedliśmy powoli ciamkając jej fragmenty, a część po czasie, gdy ogrzaliśmy ją nieco w kieszeni kurtki, przechowując wprost przy ciele. Masywna, lecz przystępna konsystencja typowa dla Morina uwalniała nuty kawy parzonej na zimno, wykonanej z ziaren prażonych delikatnie, o lekko mdławych nutach borówki brusznicy. Mi się podobny smak kojarzy mocno kolumbijsko, nawet nie przez sam wzgląd na ziarna kakao, ale właśnie na kawę - która wprost na kolumbijskich plantacjach prażona jest subtelniej, niż na europejską, włoską modłę. Gdy po tych pierwszych doznaniach smakowych postanowiłam zaciągnąć się jej zapachem (czego zaniechałam w pierwszej kolejności przez wzgląd na warunki - chciałam najpierw wypełnić kubki smakowe), pachniała właśnie przygaszoną kawą, ulotnym zapachem jesiennych kwiatów otulonych mgłą.

Dalej pojawiło się więcej kwaśno-ściągających nut, przy tym dziwnie sucho-wilgotnych niczym przesuszone z wierzchu błoto. To gęsty dym ciągnący się wśród mgieł, okopcone przyprawy w jutowym wilgotnym worku, podwędzane bakalie. Był w tym pierwiastek "typowo kolumbijskiej" kwaśności, ale jednak nie do końca. O wiele więcej tu było powagi, stateczności. To jagody, jeżyny i borówki ukryte w runie ciemnego lasu. To leszczyna, której gałęziami niespokojnie kołysze tajemniczy wiatr.

Czy chcę podejść jeszcze raz do tej czekolady? Chyba nie. Trochę zbyt mroczna zdała mi się jak na Kolumbię, choć przecież sama Kolumbia też potrafi taka być (i to często) - zatopiona w wilgotnej mgle. Na pewno pasowała mi do otoczenia, w którym się poruszaliśmy jedząc ją... a sam ten fakt był urokliwy. O dziwo jednak, generalnie bardziej do gustu przypadła mi Jamaique Marvia.


6 września rano zostawiliśmy za sobą Cilaos w doooole, przez co mogliśmy podziwiać je z nowej perspektywy - podchodząc w stronę schroniska Caverne Dufour. Im wyżej podchodziliśmy, tym aura coraz to bardziej zmieniała się - zaczął padać deszcz, zerwał się wiatr. Do schroniska dotarliśmy przemoczeni. Na szczęście mieliśmy czas, by tam się wysuszyć, choć wcale nie oznacza to, iż zatrzymaliśmy się w nim na noc. Gdy pogoda popołudniem poprawiła się, zarzuciliśmy na grzbiety plecaki i ruszyliśmy na najwyższy szczyt całej wyspy - Piton des Neiges, mierzący 3070 m n.p.m.



Na szczycie tego wygasłego wulkanu rozstawiliśmy namiot i wybraliśmy się na rekonesans - podziwiać widoki, które rozpostarły się przed nami. Gdyby nie chmury, moglibyśmy oglądać całą wyspę jak na dłoni.






Teraz Cilaos widzieliśmy już naprawdę z góry...





Po spacerze ugotowaliśmy obiadokolację, wygrzewając się w promieniach słońca powoli chylącego się ku zachodowi.


A po posiłku, z Cote D'Or Coco w dłoniach, udaliśmy się na oglądanie zachodu słońca...









Gdy słońce zaszło, nastąpiło raptowne ochłodzenie. W bezpiecznym namiocie, w ciepłych śpiworach, czytaliśmy jeszcze długo książki przy świetle czołówek.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 584 kcal.
BTW: 8,7/43,2/34,6