Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bonnat. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bonnat. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 lipca 2021

Bonnat El Castillero Nicaragua ciemna 75%


Jak wspominałam w ostatnich recenzjach czekolad z francuskiej manufaktury Bonnat, coś się w moim odczuciu zmieniło w ich tabliczkach na lepsze. Gdzieś odeszło piętno nader tłustych czekolad, a tłustość ta częstokroć przyćmiewały walory danego kakao. Dziś, za sprawą sklepu Sekretów Czekolady, przedstawiam Wam czekoladę wykonaną z ziaren uprawianych na maleńkiej planacji w Nikaragui, w okolicach rezerwatu Indio Maiz. Tak jak opakowanie - sama czekolada mieni się czerwonymi przebłyskami, zaś pachnie czerwonymi owocami, bakaliami i drewnem. Według producenta, ma reprezentować przede wszystkim nuty kokosa, miodu, rodzynek, daktyli i lukrecji.


W ustach rozlewa się gęstą gładkością i od samego początku wydaje się mocno palona, esencjonalna - przywodząc na myśl espresso. Znów prędko odkrywamy, iż ponownie Bonnat utracił na tłustości, choć nadal wyczuwamy pewien charakterystyczny dla marki masywny akcent. Falujemy pomiędzy delikatnymi w swej słodyczy rodzynkami, a przydymionymi daktylami w pieprzu. Raczymy się mlekiem kokosowym wlanym do mocnej kawy. Na tej bazie, rysuje się subtelna mleczność, rozjaśniająca się w stronę dojrzałych brzoskwiń, wymieszanych z czerwonymi porzeczkami, zanurzonych w jogurcie. Nadal mamy tu wiele paloności: wafle kakaowe przekładane grubo czekoladową masą, gofry z przypalonym dżemem. Balansujemy między mrokiem paloności i przypraw, a radosnymi nutami owoców. 

Całą El Castillero można by podsumować jako różnorakie owoce zatopione w gęstej polewie, torfowej i smolistej. To kolejny bardzo kompleksowy Bonnat - takie doznania serwowane przez markę niezwykle mnie cieszą.


Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 603 kcal.
BTW: 8,8/46/42,6.

wtorek, 2 lutego 2021

Bonnat Cacao Real Del Xoconuzco Mexique ciemna 75%

Dobrze pamiętam, jaki zawód sprawiła mi meksykańska Selva Maya z francuskiej manufaktury Bonnat. Z drugiej strony, pamiętam również radość z degustacji ciemnej mlecznej meksykańskiej Morenity, również od Bonnata. W końcu przyszedł czas na trzecią czekoladę od Bonnat wykonaną z ziaren z Meksyku. Real Del Xoconuzco to ciemna czekolada o 75% zawartości kakao pochodzącego z Soconusco, czyli rejonu, gdzie od niepamiętnych wręcz czasów uprawia się kakaowce. Soconusco, jak pisałam przy okazji recenzji Georgia Ramon Mexico Soconusco Criollo, "leży na południowym zachodzie stanu Chiapas, w pobliżu granicy z Gwatemalą. Blisko stąd zarówno do gór Sierra Madre de Ciapas, jak i do Pacyfiku. Wilgotne wulkaniczne gleby od wieków stwarzają doskonałe warunku dla plantacji kakaowca."

Wszystkie moje Bonnaty kupiłam dzięki sklepowi Sekretów Czekolady.

 Cudownie masywna tabliczka pachniała prażonymi jabłkami zanurzonymi w czekoladowym budyniu. W ustach prędko ukazała przyjemnie zalepiającą tłustość, choć nie wydawała się ona występować na przesadzonym poziomie, a być może przywykłam już do charakteru Bonnata? Nie zostaliśmy uderzeni bogactwem przypraw, jak to czasem bywało w przypadku czekolad z meksykańskiego kakao. Tu wszystko poszło w jedną, konkretną stronę - mocno czekoladową w klasyczny sposób. Była to maniera wręcz przerysowana, przypominająca chrupki Chocapic, świeżo zalane ciepłym mlekiem. Daleko gdzieś przebrzmiewał posmak czegoś na kształt gruszki, lecz generalnie zapowiedź owoców ze sfery zapachu odeszła tu w siną dal. Raczej poruszaliśmy się wśród zbożowości - vide rzeczone płatki, a także solidnie zaparzona kawa zbożowa.

Absolutnie nie było to spełnienie meksykańskiego marzenia, nie mniej jednak Real Del Xoconuzco sprawiła mi więcej radości, niż Selva Maya.

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 603 kcal.
BTW: 8,8/46/42,6.

czwartek, 21 stycznia 2021

Bonnat Chocolat au Lait et aux Noisettes mleczna 55% z orzechami laskowymi

Był jeden z listopadowych długich wieczorów; akurat tego dnia praktycznie cały czas trzymał mróz. Chciałam otaczać się samymi przytulnościami: kojącą muzyką, miękkim swetrem, ulubioną herbatą, ciepłym kocem oraz oczywiście... ukochanym Mężem. Do dopełnienia ideału brakowało jeszcze jakiejś niezbyt zobowiązującej czekolady. Wybór padł na mleczny blend z francuskiej manufaktury Bonnat, o 55% zawartości kakao, uświetniony zatopioną w tafli kruszonką z orzechów laskowych (10% całości). Bonnat Chocolat au Lait et aux Noisettes kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

 Tak naprawdę, dopóki nie rozpakowałam czekolady, nie wiedziałam, w jakiej formie zastosowano tutaj orzechy. Całych raczej się nie spodziewałam - można by je było wyczuć przez opakowanie. Czułabym się nieco zawiedziona, gdyby wpleciono je w tabliczkę w formie nugatu (w zasadzie nie wiem, dlaczego byłby to zawód). Bonnat postanowił włącząć tu orzechy laskowe w formie kruszonki: nie za drobnej i nie za grubej zarazem, co dobrze widać na fotografiach.

Choć miałam ochotę na coś bezrefleksyjnie słodkiego, pojawiła się we mnie lekka obawa przed degustacją. Przypomniałam sobie mleczną siostrę bez dodatków dziś opisywanej czekolady, również o 55% zawartości kakao w blendzie, którą jedliśmy w Peru po zdobyciu Huascaran. Była dziwacznie goryczkowa, nieszablonowa, z mocnymi akcentami koziego mleka - dziś w zasadzie zastanawiam się, czy wysokość i różnice temperatur tak jej nie zmodyfikowały? A może po prostu taka była? W każdym razie, jej koleżanka z orzechami laskowymi okazała się jej zupełnym przeciwieństwem.

Była mięciutka i słodka, ze specyficznym bonnatowym posmakiem tłustości, bardzo przyjemna. Drobinki orzechów radośnie chrupały - nie były na tyle małe, by wchodziły nieproszone między zęby. Przy wyborze takiej formy orzechów, ich rozdrobnienie określam wręcz jako idealne. Jakże klasyczny smak orzechów laskowych połączony z mleczną czekoladą - bardzo delikatną, nawet jak na relatywnie wysoką zawartość kakao. Wszystko tu było takie, czego oczekiwałam tego wieczoru. Słodycz, choć znaczna, nie wyskakiwała na jakiś niebotyczny poziom; pozwalała taplać się w miękkiej mleczności , smacznych orzechach, subtelnych posmakach z rozwagą palonej kawy. Życzyłabym sobie takiej czekolady podczas każdego kocykowego wieczoru zimną porą.

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, mleko w proszku, orzechy laskowe 10%.
Masa kakaowa min. 55%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 630 kcal.
BTW: 7,9/49,4/40,5.

wtorek, 22 grudnia 2020

Bonnat Puerto Cabello Venezuela ciemna 75%

 W okolicy portowego miasta Puerto Cabello w Wenezueli znajdują się plantacje, z których kakao francuska manufaktura Bonnat użyła do wykonania dziś opisywanej, 75% ciemnej czekolady. Kupiłam ją oczywiście w sklepie Sekretów Czekolady. Moje najświeższe doświadczenia z Bonnat (Chuao Venezuela oraz Cuba) były wręcz spektakularne jak na tę markę, toteż z wyjątkowym zaciekawieniem zasiadłam do kolejnej degustacji. Jakoś nie spodziewałam się już z automatu ulepkowatego tłuścioszka, z którym drzewiej kojarzyła mi się niemal każda tabliczka od Bonnat.

Miałam rację. Coś się zmieniło - albo trafiłam ostatnimi czasy na takie czekolady, albo Bonnat rzeczywiście coś delikatnie zmodyfikował, bądź moje podniebienie nauczyło się inaczej odczuwać. Naprawdę, ostatnimi czasy Bonnaty są dla mnie mniej tłuste. Cudownie masywna i miąższysta Puerto Cabello pachniała leśnie i orzechowo, przytulnie. W ustach zaś układała się miękko, pełnie i spokojnie.

 Dominującym smakiem okazały się drobno zmielone (ową konsystencję również dało się iluzorycznie wyczuć) orzechy laskowe i włoskie, dobrze przesuszone, choć nadal pełne świeżości. Taka orzechowa baza mocno nadawała czekoladzie struktury. Jeżeli rozpatrywać tłustość, to była tu ona nieco śmietankowa, ale tak, jak w dobrej jakości orzechowo-czekoladowych lodach na bazie śmietanki. No, może udekorowanych odrobiną świeżo ubitej śmietany. Nie zabijało to jednak tego leśnego klimatu, unoszącego się nad całością. Uwodziła delikatna goryczka, budząca skojarzenia ze zmielonymi skorupami orzechów.

Zdawałoby się, że Puerto Cabello była mocno orzechowa, ale tak naprawdę owa moc została znacznie ukojona - nie przyćmiona, lecz właśnie ukojona. Pewną rześką perfumowością, ową delikatną śmietanką - czymś, co układało orzechowy zagajnik w formę ekskluzywnej, niszowej kawiarenki. Okrywanie nowych twarzy Bonnata to zdecydowanie duża przyjemność.


 Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 603 kcal.
BTW: 8,8/46/42,6.

sobota, 31 października 2020

Bonnat Cuba ciemna 75%

Dotąd próbowałam jedynie trzech czekolad z kubańskiego kakao (Morin, Pralus i Willie's Cacao), z czego ta ostatnia została całkowicie zdominowana przez dodatki. Moje doświadczenia z kakaową Kubą są więc nikłe, jednakże zarówno Morin, jak i Pralus, pokazały mi, iż ta gorąca wyspa rodzi naprawdę wyjątkowe, bogate ziarna. Teraz, dzięki sklepowi Sekretów Czekolady miałam się przekonać, jak kakao z Kuby zinterpretował Bonnat. Mówisz Bonnat - myślisz tłustość? Niby tak, ale ostatnio próbowana Chuao Venezuela z tej francuskiej manufaktury pokazała mi, że owa manufaktura potrafi pokazać o wiele więcej. Toteż z takim właśnie podejściem zasiadłam do degustacji ciemnej Bonnat Cuba 75%.

  Co ciekawe, znów doznałam podobnego złudzenia jak przy Chuao Venezuela, a mianowicie, iż czekolada jest... ciepła. Ciepło biło od niej już w sferze zapachu i naprawdę miałam wrażenie obcowania z czymś podgrzanym. Pachniała wulkanicznie, a jednocześnie owocami zalanymi świeżutkim budyniem.

 Fioletowe opakowanie zobowiązuje - sama tabliczka również mieniła się fioletowymi tonami. Dobrze rozpuszczała się w ustach, choć z woskowym filmem, co nadawało jej odrobinę powściągliwości. Dzięki temu, stopniowo zanurzałam się w popielno-skórzanej masie z kawowym akcentem, mrocznej tylko z pozoru. W kolejnym momencie potrafiła wystrzelić do góry słodyczą pieczonego jabłka, guanabany, waniliowego budyniu, gorącymi malinami, figami, kremowym jogurtem. 

Zdawała się prowadzić mnie nieustannie dwoma równoległymi drogami - wulkaniczną oraz owocową. Dzięki tym różnorodnym, wręcz skrajnym ścieżkom, Bonnat Cuba 75% nie pozwalała nam się nudzić. I choć być może, jej degustacja na łonie natury nie pozwoliła wyciągnąć z niej wszystkich walorów, ze spokojem sumienia mogę sklasyfikować ją jako bardzo udaną propozycję Bonnata. Niechybnie odmienną od kubańskich poprzedniczek, ale przy typowości czekolad Bonnat było to do przewidzenia.

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 603 kcal.
BTW: 8,8/46/42,6.

piątek, 9 października 2020

Bonnat Chuao Venezuela ciemna 75%


W końcu w pierwszej połowie września udało nam się wyruszyć na naszą drugą pętlę z pleckami i namiotem po Beskidzie Niskim. W zeszłym roku w majówkę zakręciliśmy kółeczko z Komańczy, w tym roku należało dokończyć dzieła od strony Krynicy. Pierwszy dzień wyprawy przywitał nas od rana deszczem. Gdy tylko się rozpogodziło, maszerując na szczyt Dzielec - przystanęliśmy, by posilić się pyszną czekoladą. Solidny 100-gramowy Bonnat z ziaren pochodzących z okolic słynnej, wenezuelskiej wioski Chuao zdawał się być idealną propozycją. W czekolady francuskiej manufaktury Bonnat zaopatrzyłam się jak zwykle w sklepie Sekretów Czekolady

Czekolada o ciepłej, stonowanej brawie kryła w sobie czerwonawe przebłyski. Pachniała łagodnie palonymi nutami z wiśniowymi akcentami. W ustach okazała się umiarkowanie tłusta jak na Bonnat, co od razu sprawiło, iż łatwiej się otworzyłam na serwowane przez nią doznania. Nie mogłam się zdecydować, czy ta czekolada w zasadzie jest łagodna, czy wyrazista - ciągle odkrywałam w niej coś nowego, lecz owe niuanse harmonijne przechodziły od jednego do drugiego, wypełniając uczuciem spokoju. Na pewno unikalne byłe złudzenie, iż czekolada została podgrzana. Choć jadłam Bonnat Chuao w formie stałej, czułam się trochę tak, jakbym obcowała z przytulną, lecz charakterną gorącą czekoladą.


 Podniebienie zostało dopieszczone dojrzałymi na słońcu truskawkami, które wytrawnie przeszły w porządnie wypieczone czekoladowe ciasto z wiśniami w syropie - totalnie się w nim zatopiłam. Z czasem pojawiła się nutka soku z limonek. No i paloność, magiczna wulkaniczna paloność, która narastała z każdym kęsem. Wszystko dojrzewało - do skóry, do ziemi, cały czas z iluzją podgrzania. Pomyślałam o pieczonych owocach - głównie czerwonych jagodowych z odrobiną cytrusów i orzechową kruszonką, podlane melasą - które zostały zalane gorącą wulkaniczną lawą i... w zasadzie to upiekły się pod nią.

Nie wiem, czy to nie jedna z bardziej urokliwych propozycji od manufaktury Bonnat. Pośród spokoju Beskidu Niskiego zaciągałam się nią...


Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 603 kcal.
BTW: 8,8/46/42,6.

niedziela, 9 sierpnia 2020

Bonnat Apotequil Variete Porcelana de Perou ciemna 75%



Po wypróbowaniu klasycznego, to znaczy wenezuelskiego wariantu ziaren Porcelany zaklętego w tabliczkę przez francuską manufakturę Bonnat, przyszedł czas na wariant peruwiański. Jest on w świecie Prawdziwej Czekolady unikatem - występowanie dwóch "porcelanowych" czekolad w ofercie Bonnat wzbudziło moje zainteresowanie - choć do Porcelany nie pałam generalnie wielkim uczuciem, a i sam Bonnat porafił sprawić mi zawód. Klasyczna Bonnat Porcelana 75% dała mi jednak wiele przyjemności, toteż jej porównanie z Bonnat Apotequil Variete Porcelana de Perou (również 75%) szczególnie mnie ciekawiło. Tak jak poprzedniczkę, również tę czekoladę kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady. 100-gramowa tabliczka kosztowała ponad 50 zł, plasując się tym samym wśród jednych z najdroższych czekolad marki Bonnat.


Piękna, masywna tabliczka posiadała głęboko nasyconą barwę z wiśniowymi przebłyskami. Tak jak wersja wenezuelska - pachniała przede wszystkim kawą, tym razem podaną wprost na nadmorskiej plaży. Aromat świeżo palonej kawy mieszał się ze świeżością bryzy, tworząc duet rześki i kojący zmysły.

Oczywiście, w kwestii struktury czekolady Bonnat nie spuścił z tonu jeśli chodzi o tłustość. Jednakże, tutaj ponownie odczuwaliśmy ją jako wyjątkowo zgraną ze specyfiką ziaren Porcelana. Gliniasta, tłusta, lekko gumowata, a przy tym bardzo delikatna, przy pierwszych kęsach zaprezentowała nam kwaskowate nuty tytoniowe. Dalej oczywiście pojawiła się kawa, zapowiedziana już w sferze zapachu. Owa kawa, cudownie przełamana została lodami na maślance, udoskonalonymi wyśmienitymi owocami - tu na myśl przyszła mi moja ukochana guanabana. Delikatnie próbowały dość do głosu także charakterystyczne akcenty miechunki.


Dalej czekolada uderzała w tony coraz to bardziej oleiste, taninowe i żywiczne zarazem - mniej było tu typowej śniadaniowej owocowości, ukazanej w wenezuelskiej Bonnat Porcelana 75%. Nasze skojarzenia były dziwne, jednakże wbrew pozorom - całkiem przyjemne. O ile rozmyślania o sardynkach w oleju słonecznikowym podanych z pszennym pieczywem, podczas degustacji czekolady mogą przyprawiać czytelnika o skrzywienie, to my z tytułu kilkukrotnych górskich doświadczeń z takowym jedzeniem jako najwykwintniejszym daniem pałaszowanym ze smakiem - jedynie dodatkowo oblizaliśmy się z narastającym apetytem. Choć o tybetańskiej herbacie z masłem jedynie czytałam, to jakoś też nieuchronnie przyszła mi do głowy. Specyfika czekolady kazała zatrzymać się również przy mocnym naparze z czystka, niemalże zawiesistym od licznych ok żywicy.

Peruwiańska Porcelana w interpretacji Bonnata zdawała się być nieco bardziej charakterna i mniej subtelna od wersji wenezuelskiej. Obie jednak na tyle urokliwie i niebanalnie zaprezentowały nam specyfikę ziaren, iż z czystym sumieniem mogę je uplasować jako jedne z ulubionych "porcelanowych" czekolad, jak i dzieł marki Bonnat w ogóle. Tłusty Bonnat lubi się z Porcelaną - te ziarna są niemal stworzone do interpretowania ich właśnie w tej sposób.

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 603 kcal.
BTW: 8,8/46/42,6.

sobota, 18 lipca 2020

Bonnat Porcelana Venezuela ciemna 75%


W niedawno publikowanej recenzji Chocolate Tree Porcelana Venezuela 85% mogliście przypomnieć sobie, jakie jest generalnie moje podejście do czekolad stworzonych z rzadkiej odmiany kakao Porcelana. Nie mniej jednak, gdy w ofercie sklepu Sekretów Czekolady pojawiły się dwie tabliczki francuskiej marki Bonnat wykonane z kakao Porcelana: jedna z wenezuelskiego, a druga z peruwiańskiego - postanowiłam je kupić. Nie zraziła mnie nawet ich cena, wynosząca ponad 50 zł za 100 g tabliczkę. Po pierwsze, chciałam porównać oba porcelanowe warianty, zaś po drugie - charakter Porcelany jakoś wyjątkowo pasował mi do tłustej i masywnej specyfiki czekolad Bonnat. Uznałam, iż Porcelana opracowana przez Bonnat może mi się całkiem mocno spodobać.

W pierwszej kolejności spróbowałam klasyka, czyli Porcelany z Wenezueli (75% kakao). Przepięknie prezentująca się czekolada pachniała delikatnie i świeżo kwiatami i kawą, w sposób lekko perfumowany.


Głęboka, gęsta, tłusta - po pierwszym kęsie z łatwością można wyczuć, że to Bonnat. Najpierw, jej głębia była wręcz zaskakująca, kojarzyła się z gęstym czekoladowym stoutem, okraszonym nutami melasy, tytoniu i kawy. Miała też w sobie coś chłodnego, co w połączniu z kwiatowym tchnieniem przywodziło na myśl rześki, nawet bliski przymrozku poranek w wiosennym ogrodzie.

Dalej poszło już naprawdę bardzo klasycznie, jeśli chodzi o Porcelanę. Solidnie przypieczona grzanka posmarowana masłem i mieszaną konfiturą: śliwki, maliny, porzeczki, truskawki, sok z cytryny. Do tego mocna kawa, wyraziście palona, z kapką mleka. Przez naturalną tłustość Bonnata szczególnie wyraziste okazało się masło, przy wszystkich pozostałych akcentach stanowiło przyjemne śniadaniowe dopełnienie. To, co czasem w Bonnatach wkurza, tu okazało się być spójne z tym, co prezentują ziarna Porcelana - czyli dokładnie tak, jak się spodziewałam.


Przyznam, że to jedna z lepszych czekolad Bonnat, jakie dotąd próbowałam. Znam już trochę czekolad z ziaren Porcelana, skosztowałam też nieco innych propozycji od Bonnat i przyznam, że stylistyka tych ziaren oraz francuskiej manufaktury są jakby dla siebie stworzone. Bardzo to do siebie pasuje i w końcu nie czułam, by tłustość Bonnata mi przeszkadzała, a delikatność Porcelany nie była przy tym za nudna. To porcelanowe śniadanie było rześkie, wśród kwiecistego ogrodu, pachnące gorącą kawą, owocami i grzankami, solidnie posmarowane bonnatowskim masełkiem. Wielką zaletą czekolady okazało się również relatywnie mocne wejście.

Ciekawe, czy wersja peruwiańska sprawi mi równie dużo przyjemności i pozytywnego zaskoczenia.


Skład: ziarna kakao, masło kakaowe, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 603 kcal.
BTW: 8,8/46/42,6.

piątek, 11 października 2019

Bonnat Surabaya Indonesie ciemna mleczna 65%


Bonnat Surabaya to jedna z tych tabliczek, o której wypróbowaniu marzyłam od dawna. Po zakupieniu jej w sklepie Sekretów Czekolady zabrałam ją do Peru, jednak czekałam na odpowiedni czas ku jej degustacji. Wracając komfortowym autobusem z Huaraz do Limy, siedząc wygodnie w fotelach i mając szeroki widok na mijane krajobrazy - wyjęłam z plecaka tylko dla Męża i dla mnie opakowaną w brąz tabliczkę.

Surabaya należy do trójcy indonezyjskich ciemnych mlecznych czekolad o 65% zawartości kakao od francuskiej marki Bonnat. Najpierw zdetronizowała mnie Java, potem urzekł Asfarth, a w między czasie miałam okazję wypróbować nowość wśród ciemnych mlecznych propozycji Bonnat, a mianowicie meksykańską Morenitę. Wszystkie te czekolady zapamiętałam na długo i szczególnie ceniłam wśród wyrobów manufaktury Bonnat. Choć jak się okazało, 55% mleczna czekolada w blendzie (Chocolat au Lait) nie zaprezentowała takiej klasy jak wyżej wymienione tabliczki, od Surabaya nadal wymagałam wiele.

Surabaya to drugie po Dżakarcie największe miasto indonezyjskiej Jawy Wschodniej. Kakao użyte do wykonania dziś opisywanej czekolady pochodzi z plantacji położonych w okolicach tego miasta. Ziarna te poznałam już w interpretacji Willie's Cacao (Milk of the Stars 54%, Surabaya Gold 69%).



Nad tabliczką posiadającą stonową i ciepłą barwę unosił się zapach, który niebezpiecznie przypomniał mi o Chocolat au Lait. Ów zapach - mieszanka koziego mleka z czymś mocno palonym - zdawał się być jednak przełamany nutami kwiatowymi i orzechowymi.

W ustach Surabaya była aksamitna i ciężka zarazem, miała w sobie coś przytłaczającego. Być może ów ciężar stanowiła mocarnego kalibru paloność, sprawiająca, iż trudno tę czekoladę nazwać delikatną. Wymieszana z popiołem ziemia, palona kawa, prażone orzechy w sposób niecodzienny łączyły się z pachnącym łąkowym kwieciem oraz iluzją tłustego koziego mleka. Wszystko to zwieńczone było przytłumionym miksem orientalnych przypraw położonych na iście bonnatowskiej tłustości. Indonezyjskie kakao można było zidentyfikować tu w ciemno, a i w Chocolat au Lait pewnie sporo się go znalazło.

Surabaya nie zafundowała mi już takich fajerwerków jak Java i Asfarth. Być może to po prostu kwestia upływającego czasu i nabytych doświadczeń. To dobra, nietypowa w swej goryczce mleczna czekolada, a jednak po prostu nie porwała mnie bardziej, niż choćby Morenita. Może zbyt wiele od niej oczekiwałam?


Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, mleko w proszku.
Masa kakaowa min. 65%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 626 kcal.
BTW: 8/49/40,5.

poniedziałek, 7 października 2019

Bonnat Chocolat au Lait mleczna 55%


Ze szczytu Huascaran Sur wróciliśmy do obozu II zaskakująco szybko. Choć droga nie sprawiła większych trudności technicznych, nigdy wcześniej nie osiągnięta wysokość dała się we znaki - marzyliśmy już tylko o odpoczynku. Tymczasem, z racji wczesnej pory, Octavio zaproponował (po krótkiej regeneracji) powrót tego samego dnia aż do bazy głównej przy schronisku. Wiedziałam, że będzie to absolutnie ponad moje siły. Wiedziałam, że taka droga będzie już dla mnie tylko męką, a chciałam móc czerpać z niej przyjemność. Resztę dnia po zdobyciu najwyższego szczytu Peru spędziliśmy więc na totalnym nic nie robieniu.

Kolejnego dnia zwinęliśmy obóz drugi i ruszyliśmy w drogę powrotną. Wówczas Octavio zrozumiał, iż pozostanie poprzedniego dnia w obozie było dobrym pomysłem. O ile podchodzenie do obozu II z dwoma czekanami w dłoniach stanowiło dla mnie frajdę, o tyle w dół trzeba już było zjechać po linie. Ja niestety, nie nauczyłam się jeszcze po prostu robić to, zamiast myśleć o miliardzie niepotrzebnych rzeczy tj. głównie projektować sobie fikcyjne zagrożenia w momencie zjazdu. Przez mój stres nasze zjazdy trwały dłużej niż powinny. W miejscu po obozie I zrobiliśmy sobie przerwę na posiłek, a potem schodziliśmy już łatwiejszym terenem aż w okolice schroniska, gdzie na nowo rozbiliśmy bazę. Euforia mieszała się ze spokojem - wspaniały stan. Całe popołudnie i wieczór minęły nam na wypoczynku, z obserwacją kolejnego cudnego zachodu słońca włącznie.


Podczas niespiesznego rozbijania bazy poczęstowałam wszystkich kolejną czekoladą Bonnat, zakupioną w sklepie Sekretów Czekolady. Myślałam, że zwykła mleczna czekolada z asortymentu francuskiej manufaktury sprawi wszystkim mnóstwo prostej przyjemności. Chocolat au Lait to wszak najprostszy blend 55% kakao wzbogacony o pełnotłuste mleko. Cóż tu mogło się nie udać?

Rozdzieliłam tę wyjątkowo jasnej barwy tabliczkę wśród wszystkich członków naszej wyprawy i... gdyż już tylko powąchałam swoją część wiedziałam, że nie będzie tak łatwo. Tak specyficzny dla wielu mlecznych czekolad o wyższej zawartości kakao aromat koziego mleka tutaj był wyjątkowo ostry i mieszał się z czymś mocno goryczkowym.

W ustach czekolada rozpuszczała się aksamitnie i tu nie miałam absolutnie żadnych zastrzeżeń - było w miły sposób tłuściutko. Smak jednak był zdecydowanie zbyt gorzki. Z jednej strony zawsze chętnie sięgam po mleczne czekolady, które nie porażają słodyczą, lecz oferują coś więcej. Tu jednak w zasadzie wcale nie odnalazłam bogactwa. Specyficzna "sianowatość" i ostry posmak koziego mleka mieszał się z piołunowym posmakiem, z czymś przepalonym. O ile mi jeszcze dziwaczność owej tabliczki sprawiała pewną perwersyjną przyjemność, o tyle dla osób niewprawionych w czekolady na pewno nie było to łatwe doświadczenie - oj, widziałam skrzywione miny. Na pewno Bonnat ten wyjątkowo mnie zaskoczył, gdyż pod tak niepozorną aparycją kryje się coś mocnego i nietypowego...

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, mleko w proszku.
Masa kakaowa min. 55%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 626 kcal.
BTW: 7,8/48,9/40,5.

czwartek, 3 października 2019

Bonnat Madre de Dios Perou ciemna 75%


Czekolada Madre de Dios to jedna z nowszych propozycji francuskiej manufaktury Bonnat, którą zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady. Z początku bardzo cieszyłam się, że zabiorę czekoladę z peruwiańskiego kakao do Peru i poczęstuję nią Peruwiańczyków, lecz po niezbyt udanej Blanxart Peru Alto Piura mój entuzjazm nieco się zmniejszył. Mimo to nadal pokładałam w tabliczce od Bonnat pewne nadzieje (choćby dlatego, że kosztowała dużo więcej niż Blanxart, no cóż...). Sięgnęłam po nią po rozbiciu obozu pierwszego na lodowcu, w drodze na najwyższy szczyt Peru - Huascaran 6768 m n.p.m. i przepełniał mnie wówczas wyjątkowy entuzjazm. Kiepska czekolada nie mogła mi zepsuć humoru, o nie... Na szczęście Bonnat pokazał klasę.

Najpierw trochę historii. Madre de Dios (Matka Boża) to jeden z departamentów Peru, graniczący z Boliwią i Brazylią, częściowo pokryty przez lasy deszczowe. W okolicach rezerwatu Tambopata znajdują się uprawy, z których ziarna o pierwotnej genetyce wykorzystał w swej czekoladzie Bonnat.


Zapamiętałam tę czekoladę jako całkiem umiarkowanie tłustą jak na Bonnat. Mnóstwo w niej było prażonych i owocowych nut, przeplatanych z kwiatowymi - skąd me skojarzenia popłynęły w stronę suszonych kwiatów łąkowych, suszonych owoców (morele, brzoskwinie, suszone mango i miechunki, rodzynki), a także mocnego naparu kawy zbożowej oraz solidnego chleba na zakwasie. Wszystko łagodziła lekka nabiałowa nuta i coś na kształt nerkowców i słodkich migdałów oblanych karmelem. Taką czekoladą dzieliłam się z dumą, przy okazji ciesząc się, że na wysokości powyżej 5000 m n.p.m. czekolada nadal mi smakuje i na dodatek potrafię ją w miarę spokojnie degustować, skupić się, delektować. To oznaczało, że moja aklimatyzacja przebiega pomyślnie. Droga zresztą sprzyjała tego dnia spokojnej aklimatyzacji - część z niej przebiegała jeszcze po skałach, zaś część już po lodowcu, który na tym odcinku nie sprawiał żadnych trudności.


Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 603 kcal.
BTW: 8,8/46/42,6.

środa, 25 września 2019

Bonnat Madagascar ciemna 75%


Po Bonnat Madagascar 75% sięgnęłam tuż po dojściu do bazy pod szczytem Tocllaraju. Dzień po zdobyciu szczytu Urus spakowaliśmy część rzeczy z naszej głównej bazy i podeszliśmy wyżej rozbić namiot w tzw. morraine camp - naszym zadaniem na kolejny dzień było bowiem zdobycie Tocllaraju 6032 m n.p.m. Przepiękne Tocllaraju (z quechua - góra pułapka) co dzień porażało nas swą urodą, spoglądało na nas w pięknej krasie. Gdy w dniu ataku wstaliśmy w nocy okazało się, że na ten jeden jedyny dzień góra sprawiła nam psikusa - widoczność była żadna, mgła spora. Na szczęście nie wiązało się to z opadami czy wyjątkowo silnym wiatrem, więc szczyt mogliśmy zaatakować i zdobyć. Dokładne wspominki ze zdobywania Tocllaraju opublikuję w kolejnym wpisie.


Teraz skupmy się na czekoladzie. Po próbowanej dzień wcześniej Blanxart, teraz jakby z rozpędu nie spodziewałam się wyjątkowo przyjemnych wrażeń - a tymczasem zostałam bardzo mile zaskoczona - myślę, że moi poczęstowani współtowarzysze również. Bonnat, który nader często raczy nas wyjątkowo wysoką tłustością swych czekolad, tym razem nie postąpił rzecz jasna diametralnie inaczej, lecz pomimo tego wręczył nam solidną porcję madagaskarskich nut. Było bardzo przyjemnie kwaskowo - ze szczególnym naciskiem na czerwone pomarańcze i grejpfruta, a przy tym ziemiście i kawowo. Cała kompozycja była przy tym delikatnie słodka, gładka i mi osobiście automatycznie kojarząca się z madagaskarskim kakao. Jedna z przyjaźniejszych ciemnych czekolad jaką było mi dane jeść podczas tego wyjazdu. Myślę też, że to jeden z bardziej charakterystycznych ciemnych Bonnatów.


Jak wszystkie moje czekolady francuskiej marki Bonnat, również Madagascar 75% kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 603 kcal.
BTW: 8,8/46/42,6.

środa, 5 czerwca 2019

Bonnat Morenita Mexique ciemna mleczna 65%


Przy okazji recenzji białej Bonnat z truskawkami wspominałam, iż w moich zapasach mam jeszcze Bonnata, którego degustacji jestem wyjątkowo ciekawa. O ciemnej mlecznej Morenita Mexique dowiedziałam się przeglądając wyniki International Chocolate Awards z 2017 roku. Choć mam mieszane odczucia wobec czekolad francuskiej marki Bonnat, to bezsprzecznie do tych najbardziej urokliwych w moim odczuciu należą ich tabliczki ciemne mleczne - jak choćby Asfarth czy Java, które wspominam przewspaniale. Gdy Morenita pojawiała się w sklepie Sekretów Czekolady bez zastanowienia po nią sięgnęłam. Gdzieś z tyłu głowy majaczyła obawa o to, czy masło kakaowe (tu dodatkowo podlane mlekiem) nie przyćmi całkowicie specyfiki meksykańskiego kakao, jak stało się to w ciemnej Selva Maya. W głowie przeważały jednak pozytywne wspomnienia związane z Asfarth i Javą, toteż do degustacji Morenity podeszłam wręcz w uroczystym nastroju. Rozsiadłam się na trawie pośród konarów drzew, z widokiem na Słowację, gdzieś pomiędzy Ożenną a Wolą Polańską w Beskidzie Niskim. Otworzyłam czekoladę i zanurzyłam się w doznaniach.


Jasna i cudownie ciepła w swej barwie Morenita, w wysyceniu brązem uplasowała się gdzieś pomiędzy Asfarth a Javą. Masywna, lecz miękka - roztaczała wokół siebie mleczny aromat przełamany w tle akcentem ziół, drewna, ziemi i dojrzałych owoców (czerwonych i tropikalnych). W ustach rozpuszczała się powoli, gęsto, tłusto, gładko - w połączeniu z mlecznością, tłustość czekolad Bonnat nabiera zupełnie nowego, o wiele przyjemniejszego wymiaru.

O dziwo, więcej odnalazłam tu Meksyku, niż w ciemnej Selva Maya 75%. Wysoka, bo 65% zawartość meksykańskiego kakao w Morenicie, zapewniła nam solidną dawkę nut krążących wokół świeżych i suszonych ziół, surowego ziarna kakao, aromatycznie palonego drewna, żyznej ziemi oraz feerii owoców zanurzanych w maślanym karmelu. W oddali majaczył pieprz w uścisku z wanilią, pojawiła się też pewna nugatowość. Morenitę odebrałam tak, jakby tłuste mleko połączenie z masłem kakaowym stało się lepszym nośnikiem smaków meksykańskiego kakao, niż przy dominacji samego masła kakaowego. Konsumując kosteczka za kosteczką uroczą Morenitę, wpatrywałam się w przepastną zieleń rozpościerającą się przede mną, łapałam promienie wiosennego słońca. Było mi błogo. Tak błogo, iż odleciałam w sen...


Na nowo odzyskałam wiarę w Bonnat. Z pełnym przekonaniem stwierdzam, że ciemne mleczne czekolady tej marki są najlepszym, co może nam ona zaoferować i polecam je każdemu. W niesamowity, bardzo charakterystyczny sposób łączą w sobie błogość mlecznej czekolady ze specyfiką zastosowanego kakao.

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, mleko w proszku.
Masa kakaowa min. 65%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 626 kcal.
BTW: 8/49/40,5.

wtorek, 16 kwietnia 2019

Bonnat Fraize biała z truskawkami


Dawno już nie kosztowałam żaden tabliczki z asortymentu francuskiego czekoladnika Bonnat. Można powiedzieć, że nieco straciłam serce do tej marki. Mam kilku swoich ulubieńców spod bonnatowskich skrzydeł, ale czasem naprawdę dobre kakao bywało przyćmione nadmierną ilością tłuszczu kakaowego. Jedno było pewne przed degustacją, jaką zaplanowałam na odświeżenie relacji z Bonnat - w tym przypadku masło kakaowe mogło sobie wieść prym ile wlezie. Fraize jest bowiem czekoladą białą, złożoną wyłącznie z czterech składników: tłuszczu kakaowego, cukru, mleka w proszku i dodatkowo - suszonych truskawek (4% całości). Pierwszą moją białą czekoladę od Bonnat zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady, zaś skonsumowałam ją wraz z Mężem przesiadując na Kapitańskim Mostku góry Stanek położonym nad rzeką Bóbr, pomiędzy jeziorami Wrzeszczyńskim i Pilchowickim.


Od razu przyznam, że w innych warunkach niż podczas wysiłku fizycznego pewnie nie sięgnęłabym po tę czekoladę. Zbyt mocno obawiałabym się przesadnej tłustości czy słodyczy. Mało tego, do teraz trudno mi sobie wyobrazić białego Bonnata bez dodatku truskawek (czy też jakiegoś innego owocu, ewentualnie orzechów). Przy solidnym 100-gramowym formacie czysta biała czekolada od Bonnat zdawała mi się nie do przejścia (a istnieje takowa - nazywa się Ivoire). Miałabym przed takową tabliczką jakąś blokadę. Wersja z truskawkami jawiła mi się jednak jako na swój sposób atrakcyjna.

Tabliczka pachniała przede wszystkim delikatną, tłustą śmietanką, w tle zaś majaczyły naturalne truskawki. Smak samej białej czekolady okazał się mocno neutralny. Nie uderzał wyrazistością w którąkolwiek ze stron - można go by określić wręcz jako płaski i powierzchowny. Ku mojemu pozytywnemu zaskoczeniu, nie porażała nieznośną tłustością. Nie okazała się również przesadnie słodka. Nieco zgłupiałam. Zabrakło tu także jakieś wyjątkowo głębokiej mleczności, czekolada nie została też doprawiona choćby wanilią więc... dalej było nijako. Nawet nie mdło, po prostu do bólu zwyczajnie. Nawet w samej strukturze, czekolada jakoś niemrawo rozpuszcza się w ustach...


Gdyby nie truskawki, białego Bonnata jadłoby się niczym zwietrzałego wafla ryżowego. To one nadają całości choćby odrobinę charakteru. Są mięciutkie, trochę jakby napowietrzane, subtelnie aromatyczne i naturalnie słodko. W zasadzie nie pogniewałabym się, gdyby było ich trochę więcej, choć i tak mocno upstrzyły całą tabliczkę. W kolekcji Bonnat Fraize znajdują się również opcje mleczna i ciemna, ale jakoś niespecjalnie mnie ciągnie do nich, tym bardziej po degustacji wersji białej. Obecnie mam w zapasach jeszcze jednego Bonnata, i cóż, jego naprawdę jestem ciekawa... Ale o nim dopiero za jakiś czas.

Skład: tłuszcz kakaowy, cukier, mleko w proszku, suszone truskawki 4%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 596 kcal.
BTW: 5,8/40,5/52

wtorek, 20 marca 2018

Bonnat Selva Maya Mexique ciemna 75%


Choć generalnie dotąd nie psioczyłam na Bonnat (dla wielu tworzący po prostu zbyt tłuste czekolady), ostatnia degustacja ich czekolady - Surfin 65% - przysporzyła mi sporego rozczarowania. Chomikowałam w swoich zapasach wielokrotnie nagradzaną Selva Maya 75% - meksykańskie cudo od francuskiego Bonnata. I, nie ma co ukrywać, wiele od tej czekolady oczekiwałam. Nie tylko ze względu na szansę ponownego wkupienia się Bonnata w moje łaski, ale też przez wzgląd na pochodzenie kakao. Czekolady stworzone z kakao rosnącego w miejsach, które odwiedziłam - szczególnie przykuwają moją uwagę. A że kakao z Meksyku potrafi być diabelsko charakterystyczne - właśnie tego spodziewałam się po Bonnat. Swoją Bonnat Selva Maya Mexique zakupiłam oczywiście poprzez sklep Sekretów Czekolady.


Z zapachu Selva Maya jawiła się orzechowo-dymnie. Zachwycała oczywiście masywnością i wielkością tabliczki, aż chciałoby się rzec - tyyyyle dobrego... Uwodzicielsko fioletowo-granatowa w przebłyskach, kusiła Meksykiem, po prostu Meksykiem... Sam zapach jeszcze wiele nie tłumaczył, a był po prostu przyjemny.

Z początku w kontakcie z ustami nasza Bonnat wydaje się wyjątkowo twarda. Wystarczy jednak odrobina ciepła, by na podniebieniu rozlała się typowa dla Bonnata tłustość. No właśnie. Gładka tłustość. I to wszystko. Wszystko inne w tej czekoladzie stanowi jedynie marne, nikłe tło.


Tak jak w aromacie - subtelne orzechy laskowe, nienarzucający się dym... I to wszystko. Wyważona słodycz i... masło kakaowe zalewające buzię. Zbyt inwazyjne. Zacierające moc kakao. Hejże hola! W końcu wiem, jakie potrafi być meksykańskie kakao. Tu, po raz kolejny po Surfin, doznałam, jak masło kakaowe w czekoladach Bonnat potrafi irytować i maskować walory ziaren. Pytanie, czy przy wcześniejszych Bonnatach mniej na to zwracałam uwagę, czy po prostu tłuszcz był tam mniej inwazyjny?

Nie spodziewałam się, że to stwierdzę, ale... rzeczywiście doznałam przesytu czekoladami od Bonnat. Stop. Na pewno w najbliższym czasie nie zdecyduję się na żadną tabliczkę tej firmy (no może...Surabaya.. Na nią się skuszę, bo mam chętkę od dawna).


Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 603 kcal.
BTW: 8,8/46/42,6

sobota, 18 listopada 2017

Bonnat Surfin ciemna 65%


 100-gramowe Prawdziwe Czekolady to rzadkość. W tytułu wypuszczania tabliczek w takiej gramaturze szczególne miejsce w moim sercu mają Pralus, Bonnat i Morin (dziwnym trafem, wszystkie trzy to marki francuskie). Choć w przeważającej mierze degustuję czekolady tylko z Mężem, ostatnimi czasy stałam się mniej chytra w kwestii dzielenia się czekoladami. 100-gramową czekoladę po prostu najłatwiej podzielić tak, aby każdy mógł jej porządnie zasmakować. Na początku listopada goszcząc Kasię, Kornela i małą Gabrysię chciałam podać do kawy którąś z moich czekolad i wybór padł na wyrób od Bonnat - przede wszystkim przez wzgląd na solidną gramaturę.


 Surfin jawi się jako wyjątkowa propozycja spośród całego asortymentu Bonnat. Ta czekolada o 65% zawartości kakao została wykonana według dawnej receptury z, uwaga, 1884 roku, opracowanej przez Felixa Bonnata. Surfin jest blendem stworzonym z ziaren pochodzących z Wenezueli, zachodniej Afryki, Brazylii, Peru i Meksyku. Dzisiejsza Surfin powstała ku uczczeniu 130 rocznicny marki Bonnat. Surfin to po prostu kawał czekoladowej historii, a takie chwyty przyciągają mnie jak magnez. Nie ukrywam, że żywiłam wobec niej spore nadzieje, toteż nie wstydziłam się wyciągnąć ją jako godziwy poczęstunek. Tak jak pozostałe moje tabliczki Bonnat, Surfin zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


 Bonnat jak to Bonnat, jak zwykle prezentował się bardzo smakowicie, z swoją grubą czekoladową taflą, miąższystym przekrojem, a w przypadku Surfin - względnie ciepłą barwą, dość jasną jak na 65% kakao. Czekolada pachniała po prostu deserowo, z delikatnym przebłyskiem soku z cytryny. Spodziewałam się słodyczy i tłustości, jak to w Bonnatach bywa, a tymczasem....

Słodycz była, owszem. Surfin dla mnie różniła się jednak konsystencją od pozostałych Bonnatów. Nie była tak tłusta, co pewnie wielu ucieszy. Charakteryzowała się drobnoproszkową strukturą, co absolutnie nie przeszkadzało w jej gładkim rozpuszczaniu się. Powolnym, lecz gładkim. Smakowo zaś... naprawdę, nie cechowała się niczym szczególnym. Pod tym względem mocno mnie zawiodła. Chciałam moich gości naprowadzić na odkrywanie niuansów w czekoladach podczas tej degustacji, a tymczasem sama miałam problem, by wyodrębnić w niej konkretne akcenty. To była po prostu łagodna ciemna czekolada, którą równie dobrze można jeść bez głębszej refleksji.


 Lekko maślana, lekko palona, lekko cytrusowa, pod koniec coraz to bardziej orzechowa - ale nadal bez przekraczania jakiegoś asekuracyjnego poziomu. Zwyczajnie czekoladowo słodka, oczywiście nie przyrównując jej do Wedla czy Wawelu, ale jak na swoją półkę naprawdę zwykła. Zauważyłam, że dotąd próbowane Bonnaty z kolekcji Les Grands Crus Historiques (w białych opakowaniach) były zawsze łagodniejsze od tych w kolekcji Les Grands Crus d'Exception (w kolorowych opakowaniach), ale Surfin to już przesada (nie wspominając już o tym, że mleczne czekolady Les Grand Crus Lait biją ją totalnie na głowę). Być może koneser krainy łagodności zakochałby się w Surfin, ale ja spodziewałam się czegoś bardziej oryginalnego. Może większa o 10% zawartość kakao by coś zmieniła? No, ale w końcu to miało być odtworzenie dawnej receptury...


 Czasem blendy używanych przez manufakturę okazują się doskonałe (patrz 9 od Amedei), a czasem to, co tworzy charakterność z osobna, w mieszance staje się bezpłciowe i zwyczajne. Tak, Surfin od Bonnat to zupełne przeciwieństwo 9 od Amedei. Eksploracja single-origin z różnych krajów od Amedei była dla mnie nieznośnym doświadczeniem (a w blendzie zamkniętym w 9 te ziarna smakowały znakomicie). W przypadku Bonnat mamy do czynienia z całkowitym odwróceniem sytuacji. Cóż, narazie w mojej kolekcji pozostała mi jeszcze tylko jedna Bonnat - z meksykańskich ziaren - i oby moja teoria okazała się słuszna. Od wielokrotnie nagradzanej Selva Maya oczekuję wiele...

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 65%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 593 kcal.
BTW: 7,4/43,6/46,9