Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Willie's Cocoa. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Willie's Cocoa. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 6 lipca 2020

Willie's Cacao Cuban Baracoa Ginger Lime ciemna 70% z imbirem i limonką


 Dotąd z kubańskim kakao miałam do czynienia jedynie dwukrotnie - w czystych ciemnych czekoladach z manufaktur Morin oraz Pralus. Obie te czekolady zaserwowały mi wyjątkowe doznania, pozwalając sugerować, że każda następna tabliczka z tego kakao okaże się równie godna uwagi. Gdy w sklepie Sekretów Czekolady pojawiła się dziś opisywana pozycja, zamówiłam ją bez wahania. Lubię eksplorować asortyment brytyjskiej manufaktury Willie's Cacao i nie widziałam powodu, by prócz czekolad z 100% zawartością kakao pomijać pozostałe jej propozycje. Cuban Baracoa Ginger Lime jest ciemną czekoladą o 70% zawartości kubańskiego kakao, zebranego na plantacjach w okolicach miasta Baracoa. Baracoa to pierwsze miasto, jakie zostało założone na Kubie. Położone jest we wschodniej części wyspy, a jego rejon stanowi najbardziej wilgotny obszar Kuby - z tytułu buzujących życiem lasów tropikalnych.


 Niestety miałam świadomość, iż dodatek tak intensywnych składników jak kandyzowany imbir oraz olejek limonkowy całkowicie odmienią oblicze czekolady i być może zupełnie zniwelują kakaowy bukiet. Nie mniej jednak, Cuban Baracoa Ginger Lime przyciągała mnie swoją barwnością.

W przekroju wiśniowo-brązowej tabliczki wyraźnie odznaczały się kawałki kandyzowanego imbiru. Zapach czekolady był przede wszystkim imbirowy, co w gruncie rzeczy mnie cieszyło, gdyż jest to dla mnie składnik o wiele bardziej atrakcyjny od limonki. Kakao, choćby nie wiem jak było bogate, umknęło jako mało ważne tło jeśli chodzi o sferę aromatu.


Według opisu na opakowaniu, kakao z Baracoa ma cechować się delikatnymi miodowymi nutami. Nie dane było mi ich doświadczyć. Dość słodka czekolada wydaje się być jedynie spoiwem dla kandyzowanego imbiru. Pysznego, wciągającego, soczystego, nieco niczym twardsze galaretki - ale nadal głównie imbiru. Układ imbiru we wnętrzu tabliczki prowokował do tego, by ją chrupać, zamiast prawdziwie rozpuszczać w ustach, niespiesznie. Gdzieś tam udało mi się wyłapać iluzję malin i specyficzną perfumowość, ale jeśli chodzi o tą ostatnią, prawdopodobnie była to suma oddziaływań kakao, imbiru i limonki. Sam olejek limonkowy manewrował w tle, maszerując w jednej linii z imbirem jako mniej silny towarzysz.


 Czekoladę wciągnęliśmy w tempie ekspresowym, bo po prostu imbir stworzył ją niesamowicie przystępną. Moim zdaniem, można było użyć tu jakiegokolwiek innego kakao od Willie's Cacao, gdyż szkoda tej utraconej kubańskości. Cuban Baracoa Ginger Lime okazała się być dokładnie tym, czego się po niej spodziewałam. Gdyby kakao miało okazję dać tutaj większy popis, byłabym bardzo pozytywnie zaskoczona. Tymczasem było smacznie, ale przede wszystkim dlatego, iż po prostu uwielbiam imbir.

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, kandyzowany imbir 12% (imbir, cukier), tłuszcz kakaowy, olejek limonkowy 0,1%.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 502 kcal.
BTW: 7/26,4/56,2.

wtorek, 20 sierpnia 2019

Willie's Cacao Venezuelan El Blanco Matcha biała 36% z zieloną herbatą


Kultowa dla mnie wenezuelska El Blanco od Willie's Cocoa jeszcze niedawno w Górach Kaczawskich zaprezentowała nam się w wersji z malinami - Raspberries & Cream - która również przypadła nam do gustu. Gdy tylko w sklepie Sekretów Czekolady pojawiła się kolejna wariacja na temat El Blanco, bez zastanowienia zakupiłam ją. Tak oto w pewną lipcową niedzielę, na szczycie sudeckiego Trójgarbu zrobiło nam się baaardzo zielono. Tym razem bowiem, do białej czekolady dodano 0,1% japońskiej zielonej herbaty matcha Kotobuki.


Prześlicznie prezentująca się tabliczka o dziwo pachniała mocno orzechowo, przeplatając w sobie nuty orzechów włoskich i pistacji (skojarzenie potęgowane przez kolor!). Podążały one w stronę akcentów ziemistych oraz maślanych, by finalnie dać nam do zrozumienia, że rzeczywiście mamy do czynienia z dodatkiem zielonej herbaty (choć o ile pamiętam, w zapachu nie zdawał się on tak oczywisty jak w Domori Te Matcha, która już w sferze woni był bardziej herbaciano-ziołowa. Zresztą, Domori była od Willie's nieco ciemniejsza).


Już od pierwszej chwili w ustach, czekolada rozlała się cudowną błogością tak typową dla El Blanco, tak niesamowicie wciągającą i ekskluzywną. El Blanco to wszak nie jest biały słodki ulepek, lecz biała czekolada pełna równowagi i bogactwa zarazem, najczystszy skarb masła kakaowego. Od początku czuć w niej też było wyrazisty udział zielonej herbaty, co z jednej strony stanowiło pewien dysonans, a z drugiej potwornie wciągało. Dodatek zielonej herbaty nie zabijał uroku dobrej białej czekolady, lecz płynął jakby niezależnie obok niej. Czułam się tak, jakbym El Blanco popijała świetnej jakości mocnym naparem z zielonej herbaty. Pojawiło się również skojarzenie z mocną herbatą ziołową podaną z gorącym tłustym mlekiem, w towarzystwie miksu orzechów do przegryzania. Na domiar tego, kawa towarzysząca nam w degustacji cudownie przełamywała ów niebanalny czekoladowo-herbaciany duet.

Mocne zderzenie smaków, choć w samym zestawieniu białej czekolady z matchą herbaciana goryczka nie była nazbyt wysoka. Choć Domori Te Matcha jadłam już dawno temu, to ją wspominam jako bardziej natarczywą (w pozytywny sposób). El Blanco z matchą mimo wszystko niosła w sobie nutę przewodnią z dobrej białej czekolady - zielona herbata tylko (i aż) ją obmywała, nie modyfikując znacznie jej bazy. Willie's Cacao po raz kolejny nie sprawiło mi zawodu, co docenić należy szczególnie przy tak niecodziennym połączeniu.

Skład: tłuszcz kakaowy, mleko w proszku 39%, surowy cukier trzcinowy, matcha 0,1%.
Masa kakaowa min. 36%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 604 kcal.
BTW: 10,6/44,2/40,5.

czwartek, 18 lipca 2019

Willie's Cacao Surabaya Gold ciemna 69% Indonezja


Indonezyjskie kakao z Jawy Wschodniej (a dokładniej okolic miasta Surabaja) w interpretacji Willie's Cacao poznałam już w mlecznej czekoladzie Milk of the Stars. Tym razem, również dzięki sklepowi Sekretów Czekolady, miałam okazję wypróbować owe ziarna w tabliczce ciemnej (69% zawartości masy kakaowej). Surabaya Gold według producenta ma charakteryzować się delikatnymi nutami karmelu oraz toffi. W Milk of the Stars karmel zaprezentował się nam w wyjątkowo apetycznej odsłonie, toteż jego udział w ciemnej czekoladzie wydawał się naturalną koleją rzeczy - choć ciekawiło mnie, w jak odmienny sposób go odczujemy bez udziału mleka.

 Czekolada okazała się znacznie ciemna w swej barwie pomimo jedynie 69% zawartości kakao. Pachniała rześko i bogato, przede wszystkim niosąc ze sobą akcenty kwiatów, łąki, rozlicznych roślin rozgrzanych letnim słońcem. Najbardziej intensywnym skojarzeniem w sferze zapachu były główki kwiatów rzucone na patelnię i podgrzewane wraz z cukrem aż do uzyskania bardzo osobliwego karmelu.


Surabaya Gold to czekolada dzika. Zaskoczyła mnie, bo choć po Indonezji spodziewałam się solidnej dawki wulkanicznych wyziewów, otrzymałam zgoła coś innego. Przede wszystkim było kwaskowato w bardzo roślinny sposób - szczaw i rabarbar otoczone bujnym i aromatycznym kwieciem czerwcowej łąki.

Choć generalnie rozpuszczała się w ustach dobrze, podążał za tym ślad plażowego piasku. W smaku na karmelowym tle położona została roślinna feeria. Raptem przeniosłam się ponownie na francuską wyspę Reunion na Oceanie Indyjskim, gdzie długo i mozolnie schodziliśmy z wulkanu Piton de la Fournaise w stronę Basse Valle. Wulkaniczne pyły, woń ognia i siarki oraz zupełny brak roślinności stopniowo oddawały miejsce coraz to bujniejszej zieleni i tchnieniu znad oceanu. Taka właśnie była Surabaya Gold - mająca za sobą wulkan, skierowana w stronę bujnej zieleni i oceanicznej przestrzeni.


W swej roślinności była bogata i powściągliwa zarazem. Jedząc ją nie myślałam zupełnie o soczystych owocach, lecz o przepastnej gęstwinie, drapiącej i kłującej - a jednak tak uparcie zielonej. Kwasek, goryczki, niebanalne aromaty - żałowałam, że tabliczki od Willie's Cacao nie są większe, bym mogła rozebrać to wszystko na części pierwsze, miast po prostu zagłębiać się w zieleni.

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 69%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 559 kcal.
BTW: 8,8/38,4/39,9

poniedziałek, 20 maja 2019

Willie's Cacao Venezuelan El Blanco Raspberries & Cream biała 36% z malinami


Nigdy nie zapomnę rewolucyjnej El Blanco od Willie's Cacao, którą z czystym sumieniem mogę nazwać najbardziej charakterystyczną białą czekoladą bez dodatków, jaką kiedykolwiek wypróbowałam. Zabawne, iż obawiam się spróbować czystej El Blanco jeszcze raz, po czasie - bojąc się, że nowe doświadczenia przeinaczą dawne wspomnienia. Nie omieszkałam jednak wypróbować Raspberries & Cream od Willie's Cocoa, czyli El Blanco wzbogaconej o maliny (4% całości). Wiedziałam, że dodatek owoców i tak znacznie zmodyfikuje pierwotną wersję czekolady. Tabliczkę zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


To, jak uroczy wygląd posiada tabliczka, możecie zobaczyć na zdjęciach - prawdziwa różowa landryna, choć oczywiście całkowicie naturalna. Pachniała malinowo-śmietankowym ciastem na biszkopcie, w efekcie czego ślinianki momentalnie zaczęły intensywnie pracować. W ustach tworzyła odurzające aksamitem bagienko, zalewając je intensywnym smakiem mocno śmietankowych lodów z całym mnóstwem malin. Smak malin odnalazł tu wyważenie pomiędzy ich kwaśnością i dojrzałą słodyczą, zatopiony w niebywałej śmietankowości i umiarkowanej słodyczy.

Raspberries & Cream to absolutne niebo w porównaniu do niedawno próbowanego wegańskiego Zotter Labooko Raspberry-Coconut. Jeśli zaś mowa o analogicznej malinowej Labooko (to znaczy z dodatkiem krowiego mleka) - Raspberry - bardzo trudno przyrównać jej do malinowej Willie's Cacao, są bowiem zupełnie inne. W Raspberries & Cream mnóstwo jest aksamitu, zaś w Labooko Raspberry - sporo dzikości. Prostym porównaniem - Willie's to lody na bazie śmietanki, a Zotter - esencjonalny sorbet.


Skład: tłuszcz kakaowy, mleko w proszku 36%, surowy cukier trzcinowy, maliny 4%.
Masa kakaowa min. 36%
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 615 kcal.
BTW: 8,5/45,6/42,1

środa, 8 maja 2019

Willie's Cacao Venezuelan Rio Caribe 44% Sea Flakes mleczna z solą morską


Na Wielką Sobotę zaplanowaliśmy sobie ponad trzydziestokilometrową pętlę, którą można ze spokojem nazwać: Rudawy Janowickie w pigułce. Minęło już 7 lat od naszych ostatnich wędrówek najpopularniejszymi szlakami Rudaw, toteż niezwykle przyjemnie było nam sobie je odświeżyć przy pięknej wiosenniej pogodzie. U stóp formacji skalnej o nazwie Fajka, mając już nieco kilometrów w nogach, postanowiliśmy posilić się jedną z czekolad od brytyjskiego Willie's Cacao, którą zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

Sea Flakes to mleczna czekolada o 44% zawartości wenezuelskiego kakao, pochodzącego z upraw w okolicach miasta Rio Caribe, składająca się również z ponad 20% pełnego mleka w proszku, a oprócz tego z cukru trzcinowego oraz niezwykle istotnego dodatku soli morskiej 0,6%. Czekolady z solą niezmiernie mnie ciekawią i zawsze chętnie próbuję nowych połączeń. Każde kakao, każdy rodzaj czekolady - potrafią zupełnie inaczej łączyć się z solą. Ponadto, stosowana w czekoladach sól również różni się od siebie. To generuje całą paletę możliwości.


Znam już dobrze ziarna z Rio Caribe w interpretacji Willie's Cacao. Miałam przyjemność zapoznać się z nimi już w dwóch innych tabliczkach: Milk of the Gods (również mlecznej czekoladzie zawierającą tyle samo masy kakaowej co Sea Flakes) oraz ciemnej Rio Caribe Gold 72%. Degustując Sea Flakes nie skupiałam się jednak na wspomnieniach tamtych smakołyków, chciałam z całej siły, na nowo, chłonąć to, co miałam przed sobą. Gładziutka Sea Flakes pachniała drewnem i kokosem - jeśli chodzi o kokos, jego aromat prezentował się bardzo kompleksowo - od skorupy, przez mleczko, po miąższ.

 Czekolada cudownie miękko i gęsto rozpuszczała się w ustach, bardzo intensywnie je wypełniając - czuło się ją każdym kubkiem smakowym, każdym receptorem. Zwarta kakaowo-mleczna esencja, rozkosznie słodka (nie za mocno), ze zbożowym posmakiem idealnie przypieczonych precli zanurzanych w tłustym, aromatycznym mleku. Gdzieś krążyła kawa, drewno i kokos. Cóż, już sama Milk of the God była nieziemsko pyszna, a teraz mieliśmy jeszcze niesamowicie przełamującą wszystko sól. Wyraźnie wyczuwaliśmy jej kryształki, które rozpuszczając się wraz z czekoladą dodatkowo podkręcały jej moc. Były z nią spójne - jak dobre ciasto francuskie podane ze słonym masłem. Słoność była wyrazista, lecz fenomenalne w Sea Flakes było to, iż zupełnie nie zaburzało to bogactwa kakao i przytulności mleka - a wręcz przeciwnie. Dzieło stało się jeszcze bardziej kompleksowe - gdybym miała teraz wybierać między Sea Flakes a Milk of the God, zdecydowanie sięgnęłabym po Sea Flakes.


Ponadto, już teraz zdradzę, że była to najlepsza czekolada, jakiej przyszło nam spróbować na naszym wielkanocnym wyjeździe.

Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, mleko w proszku 20,9%, tłuszcz kakaowy, sól morska 0,6%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 581 kcal.
BTW: 8,6/40,1/45,2

niedziela, 17 marca 2019

Willie's Cacao Chulucanas Gold ciemna 70% Peru


Mając w zapasach kolejne propozycje od Willie's Cacao, będąc jakoby w ciągu - niemal odruchowo sięgnęłam po następną czekoladę tej brytyjskiej marki. Tym razem wybraliśmy się do Peru, a dokładniej w okolice miasta Chulucanas położonego w prowincji Morropón, w regionie Piura (północno-zachodnie Peru). To właśnie tam uprawia się ziarna Criollo używane do produkcji Chulucanas Gold 70%, którą zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


Dość jasna jak na siedemdziesiątkę czekolada pachniała wędzonymi śliwkami, przysmolonym drewnem w ogniska, a także, nieco jak dla kontrastu - lakierowanym drewnem gładkiego blatu stołu. W kwestii smaku robi się naprawdę gęsto, syropowo wręcz, z delikatnie proszkowym tłem. Przywodzi to na myśl strukturę gęstego i grubego ciasta naleśnikowego. Dotyka nas intensywna słodycz posklejanych ze sobą, scukrzonych bakalii: przede wszystkim jędrnych rodzynek, lecz także śliwek i moreli.

Dalej pojawia się mocna, czarna herbata z cytryną, miodem rzepakowym i kapką syropu malinowego bądź wiśniowego. Jest bardzo żywicznie, dużo tu aromatycznego drewna - z jednej strony nieco przypalonego, a z drugiej świeżego, z dopiero co ściętego drzewa. Przez intensywność nut Chulucanas Gold sprawia wrażenie mrocznej - podczas degustacji przenosimy się w głąb ciemnego lasu, którego aura całkowicie nas wysyca. To wrażenie nieco ciążyło, ale robiło to w sposób ponętny. Z tego tytułu, mogę Chulucanas Gold zaliczyć w poczet udanych Willie's Cacao (co jak na razie tyczy się wszystkich próbowanych przeze mnie czekolad tej marki).


Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 547 kcal.
BTW: 9/39,1/32,5

poniedziałek, 11 marca 2019

Willie's Cacao Rio Caribe Gold ciemna 72% Wenezuela

  
Skoro tak długo zwlekałam z eksploracją czekolad marki Willie's Cacao, w końcu z impetem rzuciłam się na nie. Rio Caribe Gold, zakupiona oczywiście poprzez sklep Sekretów Czekolady, to ciemna czekolada o 72% zawartości wenezuelskich ziaren Trinitario, uprawianych w okolicach miasta Rio Caribe leżącego na półwyspie Paria. Producent wskazuje na liczne nuty kawowe i orzechowe charakteryzujące tę tabliczkę.

 

Dzień po degustacji wenezuelskiej Idilio Origins Barlovento, stworzonej wprawdzie z ziaren Criollo, nasza Rio Caribe Gold pachniała mi dość podobnie. Czekolada roztaczała woń świeżą i chłodną, niczym lody śmietankowe i morska bryza, a także majowa łąka po przymrozku. W ustach okazała się syropowa i gęsta, atakując nas mieszaniną kawy i drewna, tak esencjonalną, iż kojarzącą się z likierem czekoladowo-kawowym. Tak bardzo gęsta i zwarta, a jednocześnie cudnie rozpuszczająca się, soczysta, jakby piankowa w środku niczym nierealnie zagęszczone marshmallows. Pomyślałam o kakaowej bezie posypanej delikatnymi wiórkami kokosa.

 

Rio Caribe Gold jest niczym gorąca czekolada do picia, z gęstymi grudkami nie do końca wymieszanymi w tłustym mleku - podana z dodatkiem espresso w zimnym glinianym kubku. Podczas degustacji coraz to mocniej zaczęły wkraczać do akcji nuty orzechowe: masła fistaszkowego i orzechów włoskich. To tabliczka, która swą deserowością naturalnie budziła skojarzenia z dopiero co próbowaną Barlovento od Idilio, jednak była od niej zdecydowanie intensywniejsza, bardziej gęsta, a także mocniejsza w swej słodyczy. Z czystym sumieniem mogę nazwać ją inwazyjną - w bardzo smakowity i wciągający sposób.

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 72%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 537 kcal.
BTW: 9/34,8/41,5

środa, 27 lutego 2019

Willie's Cacao Los Llanos Gold ciemna 88% Kolumbia


Kolejnego dnia po degustacji Sambirano Gold postanowiłam sięgnąć po kolejną ciemną Willie's Cacao, jakbym chciała naraz nadrobić wieloletnie braki w eksploracji asortymentu tej marki. Wybór padł na Los Llanos Gold czyli czekoladę o 88% zawartości kolumbijskich ziaren Trinitario, pochodzących z plantacji położonych w równinnym regionie Los Llanos, graniczącym z Wenezuelą. Tą, jak i inne czekolady Willie's Cacao zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


Kolumbijskie czekolady zawsze otwieram ze szczególnym namaszczeniem, toteż zachłannie zaciągnęłam się rześkim zapachem lodów waniliowych podanych z całym mnóstwem owoców, w towarzystwie espresso. W smaku uderzyło nas zestawienie owocowego kwasku z ziołową cierpkością. W kwestii owoców: pomyślałam o niesłodzonych sokach z lulo i marakui, a także o niedojrzałej, lecz wyrośniętej brzoskwini. W kwestii ziół: do głowy przyszedł mocny ziołowy napar oraz... jedzony na surowo szczaw. Zestawienie kwaśności z cierpkością aż gryzło w podniebienie.


Urzekła nas bardzo gęsta struktura czekolady, jak na 88% kakao świetna soczysta konsystencja, która miała w sobie nieco piasku, ale również spójną gładkość, której to wrażenie przeważa. Z czasem usta coraz to intensywniej pieszczone są przez kawowo-kakaową goryczkę, która zaczyna mieszać się z iluzją słodyczy (taką, która często występuje przy czekoladach bardzo bogatych w masę kakaową). Ta słodycz to dojrzałe wiśnie i śliwki, ich miąższ usmolony drobinkami kawy. Pod koniec tak wyraźna z początku kwaśność niemal całkowicie ustępuje miejsca urokliwej i głębokiej kawowości, jak na Kolumbię przystało.

Przystępność Los Llanos, jak na tak wysoką zawartość kakao, była zaskakująca. Urzekła mnie jej dynamika oraz bardzo apetyczna konsystencja. Moja chętka na Willie's Cacao wzrosła jeszcze bardziej.



Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 88%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 610 kcal.
BTW: 11/50/22,6.

czwartek, 21 lutego 2019

Willie's Cacao Sambirano Gold ciemna 71% Madagaskar


Moje dotychczasowe doświadczenia z Willie's Cacao dotyczyły tylko dwóch czekolad mlecznych i jednej białych. Wszystkie one były przepyszne i rewelacyjne pod względem jakości, toteż przy najbliższej możliwej okazji zdecydowałam się w końcu zamówić nieco ciemnych wariantów od Williego, za pośrednictwem niezastąpionego sklepu Sekretów Czekolady.

W pierwszej kolejności sięgnęłam po Sambirano Gold, czyli ciemną czekoladę o 71% zawartości madagaskarskiego kakao pochodzącego z doliny rzeki Sambirano, tak popularnej wśród tabliczek wywodzących się z Madagaskaru. Czekolada pachniała przyjemnie rześko, przywodząc na myśl niebiańską plażę o zachodzie słońca, pełną rozpalonych ognisk przy których kłębią się rozbawieni ludzie. Pomiędzy nimi znajduje się głębia oceanu oraz bujna dżungla. Bogactwo wprost biło od tej czekolady.



Od samego początku ułożyła się w ustach gęsto i cudnie je wypełniając, ukazując nam soczystą esencję Madagaskaru. Ów Madagaskar był tutaj bardzo specyficzny. Odnalazłam charakterystyczne nuty dla kakao z tej wyspy, ale podane one zostały w zaskakująco kompleksowy i syropowy sposób - tak, że jej bardzo rześka paleta smaków wypełniała moje usta jeszcze przez kilka godzin po zakończeniu degustacji. Ogniska palone na plaży pachniały nie tylko ogniem i drewnem, ale i soczystymi kawałkami mango, które ktoś próbował przypiec w tlącym się dymie. Pomyślałam również o sałatce z pieczonych warzyw, podanej z nie do końca dobrze umytą z drobinek ziemi sałatą, co było absolutnie zaskakujące. Dalej pojawiła się również marakuja, a następnie z pełnym impetem pomarańcze i grejpfruty, a cytrusy to już przecież typowo madagaskarska nuta.


Powróciliśmy do ogniska. Czułam osmolone drewno, porządnie już przesuszone, ciepłą ziemię, a także... skórzaną kurtkę. Palone nuty mieszały się z kwaskami i słodyczą, dając obraz mielonej kawy podanej z gęstą ukwaszoną śmietaną i cząstkami dojrzałych owoców. Sambirano Gold cała była tak wspaniale soczysta i dynamiczna, iż wyobraziłam ją sobie w formie płynnej czekolady do picia - musiałaby świetnie wypaść w takiej formie.

Jak już wyżej wspomniałam, podana inaczej niż zwykle madagaskarska kompleksowość bardzo długo odznaczała się swym smakiem na podniebieniu. Doskonale, że zdecydowałam się w końcu na solidną eksplorację Willie's Cacao, bowiem jest to manufaktura, która ma naprawdę wiele do powiedzenia w kwestii świetnie wykonanych czekolad.




Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 71%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 582 kcal.
BTW: 8,2/43,2/35,5.

środa, 23 stycznia 2019

Willie's Cacao Milk of the Stars Indonesian 54 Surabaya mleczna


 Nie ma to jak zimowego wieczoru usiąść w przytulnym cieple domu ze świeżo zaparzoną kawą i mleczną czekoladą, co do której wręcz jest pewne, że będzie idealnym dopełnieniem sielskiej atmosfery. Po Milk of the Gods od Willie's Cacao przyszedł czas na Milk of the Stars - od poprzedniczki bogatszą w kakao o 10% tabliczkę, wykonaną tym razem z ziaren indonezyjskich, a dokładniej pochodzących z Jawy, okolic miasta Surabaya. Indonezja to dla mnie niezmiennie bardzo intrygujący ląd pod względem charakterystycznych dla kakao nut, toteż moja ekscytacja przed degustacją była spora. Milk of the Stars zakupiłam w ulubionym sklepie Sekretów Czekolady.


 Od samego początku czekolada urzekła nas zapachem wyraźnie palonego karmelu i, dla odmiany, owczego mleka (w dobrych mlecznych tabliczkach częściej spotykam się z wonią koziego mleka). Zapowiadało się tłusto, rozkosznie słodko i... no cóż, byłabym zawiedziona, gdyby Jawa nie pokazała nam odrobiny wulkanicznej surowości i ognistej goryczki. W aromacie wyczułam również odrobinę pszennego chleba z miodem i masłem.

Milk of the Stars zgodnie z moimi przypuszczeniami rozpuszczała się w ustach cudownie aksamitnie, miękko. Rzeczywiście przypominała bardziej owcze mleko, z pewnymi nutami zadymionej bacówki i bujnej łąki. Dalej, była niezwykle intensywnie karmelowa, z - ku mojemu zachwytowi - wyraźnie goryczkowym zwieńczeniem tej karmelowości. Dosłownie tak, jakby przypalono doskonały mleczny karmel. Pojawiły się akcenty silnie palonych ziaren kawy, odrobina wulkanicznych wyziewów i woni spękanej gleby. Pomyśleliśmy o przypalonym spodzie gęstego ciasta i sporej ilości... soli, zatopionej w karmelowym zagęszczonym mleczku z tubki.


 Smaki te pozostawały w ustach dłuuuugo. Ciągnęły się i ciągnęły. Choć była to tak błoga mleczna czekolada, to jednocześnie miała swój pazur, tę drapieżną końcową goryczkę, na którą tak czekałam... Nie umiem powiedzieć, która z mlecznych Willie's Cacao smakowała mi bardziej. Obie były rozkoszne, choć zupełnie inne.


Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku 18%.
Masa kakaowa min. 54%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 591 kcal.
BTW: 9,1/42,5/40,5.

poniedziałek, 24 grudnia 2018

Willie's Cacao Milk of the Gods Venezuelan 44 Rio Caribe mleczna


To aż nieprawdopodobne, że dotychczas na moim blogu pojawiła się tylko jedna czekolada brytyjskiej marki Willie's Cacao! Była to wyjątkowa El Blanco - swoją szczególną pozycję zawdzięczająca nie tylko przez to, iż degustowaliśmy ją w dniu naszego ślubu. Pokazała nam bowiem, że biała czekolada może być bogatsza od niejednej ciemnej... Nie mam pojęcia dlaczego po tak spektakularnym pierwszym podejściu do Willie's Cacao, potem potraktowałam markę po macoszemu. Musiało minąć kilka lat, bym dopiero zdecydowała się na zamówienie kilku tabliczek ze sklepu Sekretów Czekolady. A i tak były to tylko tabliczki mleczne, które kupiłam z myślą o Baby Shower mojej Przyjaciółki (wzięłam egzemplarze dla niej i dla siebie).

Milk of the Gods to mleczna czekolada o 44% zawartości wenezuelskiego kakao z regionu Rio Caribe, pochodzącego z plantacji Hacienda San Augustine. Do wykonania tej czekolady użyto także masła kakaowego z Barlovento (również Wenezuela; masło stamtąd zawarte było również w ukochanej El Blanco), cukru trzcinowego z Gwadelupy oraz 21% brytyjskiego mleka. Małe partie tej czekolady wytwarzane są w manufakturze w Devonie.


Czekolada pachniała kozim mlekiem i karmelem, jak wiele dobrych mlecznych czekolad. W aromacie pojawiło się również bogactwo orientalnych przypraw. Prawdziwa przyjemność rozpoczęła się dopiero w ustach. Każdy kęs rozpuszczał się długo, intensywnie, gęsto, wilgotno. To taka doskonała fuzja mleka i kakao, w której można się błogo zatopić, nad którą można długo zawiesić myśl...

Czekolada okazała się mocno kawowa i karmelowa - cudne palone nuty przełamane łagodnością i tłustością mleka. Bardzo istotne w Milk of the Gods okazały się także akcenty nugatowe - był to przede wszystkim aksamitny nugat z bardzo drobno zmielonych orzechów laskowych. Dzieła dopełniały iluzje kardamonu, cynamonu i wanilii, tak urokliwie tańczące pomiędzy kawą, karmelem, mlekiem i orzechami. I... to właściwie wszystko.


 Nie umiałam więcej wyłapać z tej czekolady, ale właśnie to tworzyło ją kompletną. Boska jednostajność, zawieszenie się nad czymś, co naprawdę doskonałe i zupełnie nie musi się zmieniać. Trwanie w delektowaniu się smakiem... Przepyszna mleczna czekolada... W przyszłości nie mogę zapominać o Willie's Cacao.

Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, mleko w proszku 21%, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 44%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 560 kcal.
BTW: 9/38/46

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Willie's Cocoa El Blanco Venezuelan 00 biała 36%

 

Gdy jakiś czas temu po raz enty przeglądałam internetowy sklep Sekretów Czekolady, moją uwagę przykuły eleganckie, a przy tym proste opakowania marki Willie's Cacao. Jak się okazało, oferta tej brytyjskiej manufaktury to nie tylko kuszące czyste tabliczki single-origin, ale również rozmaite wariacje na temat czekolad z dodatkami. Zresztą, co ja się będę tutaj produkować, skoro Willie's Cacao posiada przepiękną stronę internetową. Zapoznacie się na niej nie tylko z ofertą firmy, ale i z historią pasji właściciela firmy - Willie Harcourt-Cooze. Oprócz tego: garść cennych informacji o historii i tworzeniu czekolady, świetna mapa aromatów czekolad single-origin, a także... zbiór czekoladowych przepisów. Koniecznie zajrzyjcie na tą witrynę, zaczytując się w nią można przepaść na dłuższy czas - jest naprawdę urokliwa. Polecam!

 Gdy w końcu zdecydowałam się złożyć zamówienie w Sekretach Czekolady, pomimo mojej coraz to silniejszej chęci do eksplorowania świata ciemnych czekolad single-origin - mój wybór co do Willie's Cacao był oczywisty. Zdecydowałam się na białe cacuszko, o którym wspominałam już przy recenzji Vivani z chili. Biała czekolada w ofercie tej marki to kolejny niezbity dowód na to, że traktowanie białych pereł jako NIECZEKOLADY jest dla nich bardzo krzywdzące. Zwłaszcza, gdy przyjrzymy się składowym naszego El Blanco.


 Wprawdzie El Blanco nie zawiera aż 39% tłuszczu kakaowego tak jak biała Vivani z wanilią, nad którą zachwycały się Kimiko i Czoko. Posiada go jednak jedynie o 3% mniej, co i tak sprawia, że jest bogatsza w masę kakaową (nie miazgę!) od niejednej czekolady mlecznej. I tak, masło kakaowe stoi tutaj na pierwszym miejscu w składzie. Nie jest to jednak byle jaki tłuszcz kakaowy, o nie! Właściwie można uznać, że El Blanco to biała single-origin. Tłuszcz kakaowy użyty do jej wykonania pochodzi z ziaren odmiany Trinitario wyhodowanych w wenezuelskim regionie Barlovento. Mleko w proszku występujące w składzie na drugim miejscu pozyskane zostało od krów na brytyjskich farmach, zaś plasujący się na trzecim (i ostatnim!) miejscu cukier trzcinowy pochodzi bodajże z Guadelupy. Obecnie na opakowaniach nie ma takiej informacji, jednak przeglądając dawne recenzje El Blanco w sieci doszukałam się właśnie takiej informacji. Być może dziś do produkcji El Blanco używany jest inny cukier trzcinowy, dlatego nie traktujcie tego jako pewnika.

Nie mniej jednak, El Blanco to unikat wśród bieli. To tylko trzy składniki uformowane w mały gruby kwadracik. Willie w żaden sposób nie poszedł tu na łatwiznę, ba - rzucił się na głęboką wodę. El Blanco zostało bowiem wykonane bez dodatku lecytyny sojowej. Nic tutaj nie jest na siłę emulgowane - to wręcz pierwotna biała czekolada. Kolejnym fenomenem jest brak zastosowania wanilii. Owszem, prawdziwa wanilia jest cennym i smakowitym dodatkiem w czekoladach, jednakże w tak surowej białej czekoladzie mogłaby być czynnikiem korygującym ewentualne wady produktu. Tutaj nie ma szansy na takie udogodnienie. Trio masła kakaowego, mleka oraz cukru trzcinowego musi zagrać idealnie - bez suflera, playbacku i korekcji dźwięku. I to zagrać nie z byle jakiej okazji, bo... na moim ślubie. 

 

Tak, dobrze czytacie. Upatrzyłam sobie El Blanco właśnie po to, by zdegustować ją wraz z moim Ukochanym do kawy pitej o poranku w dniu naszego ślubu. Na szczęście mogliśmy stworzyć nasz ślub takim, jaki sobie wymarzyliśmy, więc w ten dzień nie musiałam być od świtu strojona w białe falbany i zdobiona perfekcyjnym makijażem. O umówionej godzinie nie przyjeżdżała po nas biała limuzyna ani kareta zaprzężona w siwe andaluzy, aby zawieźć nas pod zabytkowy kościółek (co to by była za herezja!), z którego tłum gości dosłownie by się wylewał. Do urzędu zabraliśmy się wraz z ósemką gości dwoma samochodami, a ubrana byłam w czekoladową sukienkę kupioną dzień wcześniej w sklepie z używaną odzieżą. Nie mieliśmy obrączek, bo i tak byśmy ich nie nosili, a na kameralnym obiedzie po każdy mógł zamówić sobie co chciał z głównego menu restauracji. "Wesele" i "poprawiny" odbyły się w jeszcze bardziej kameralnym gronie w poznańskich piwnych multi-tapach. Skoro nic na naszym ślubie nie było niewinnie i czysto białe, to przed warto było chociaż zjeść białą czekoladę. Oczywiście wyjątkową.

 Śliczny zgrabny kartonik kryje w sobie również bardzo ładne i proste złotko. Po jego rozcięciu naszym oczom ukazała się niepodzielona na kostki gruba biała tafla. Jedynym zdobieniem było wyrzeźbione w centralnej części tafli logo Willie's Cocoa (znajdowało się ono tylko na wierzchniej stronie). Wygląd tabliczki jest prosty i bardzo estetyczny. Małe dzieło sztuki, które swym zewnętrznym nieprzekombinowaniem skłania do głębokiej kontemplacji przy badaniu pozostałymi zmysłami.



Podzielilśmy taflę na dwie równe części, po czym z wielkim zaciekawieniem zaciągnęliśmy się zapachem El Blanco. Doznaliśmy szoku. Węch zwariował. Wszystko to, co dotąd wydawało się być zapachem dobrej białej czekolady - runęło. Gdybym dostałam El Blanco do powąchania jako zagadkę, z zawiązanymi oczami - nigdy bym nie odgadła, że to biała czekolada! Uderzył nas bardzo bogaty bukiet aromatów - kwiatowych, kawowych, lekko tytoniowych. Śmietankowe i waniliowe nuty tylko przebrzmiewały w tle. Obstawiałabym, że to dobrej jakości czekolada z zawartością kakao na poziomie ok. 60%. Naprawdę!

Tabliczka łamie się łatwo i w bardzo specyficzny sposób, niczym tafla twardego tłuszczu kakaowego - lekko topiąc się w palcach. Kęs umieszczony w ustach bardzo prędko zalepia buzię, robiąc to z ogromną mocą. Konsystencja jest zupełnie inna niż w białych czekoladach, a mianowicie mazisto-szorstka i mocno tłusta (ale jest to zdecydowanie przyjemna tłustość). Szczelnie oblepia kubki smakowe pierwotną niby-gładką mazią, atakując je szokującym jak na białą czekoladę bogactwem. Węch już zwariował, teraz szaleje zmysł smaku.

To tak, jakbyśmy wwąchiwali się w bukiet złożony z mnóstwa gatunków polnych i ogrodowych kwiatów, nasyconych słońcem i ciepłym letnim deszczykiem. Następnie do gry wchodzi tłuste, tak bardzo naturalne mleko, ze swoją specyficzną słodyczą. O tak, słodycz w tej czekoladzie jest wyraźna, bardzo miła - ale absolutnie nie można tu mówić o jakimkolwiek przesłodzeniu. Słodycz jest bardzo wyważona, delikatna, czuła. Wraz z odczuciem mlecznej słodkości przychodzi wanilia, której przecież i tak nie ma w składzie. Czujemy tłustość domowej śmietany i świeżo ubitego masła - które są tyle gładkie, ile jeszcze szorstkie i surowe.

Dalej pojawiają się jakby ciemniejsze nuty, choć w połączeniu z wszystkim tym, co odnaleźliśmy tu wcześniej - wydają się być bardzo świetliste. Czujemy las - ściółkę o przypalono-wilgotnym tytoniowym odcieniu, mech, igliwie, korę, wiatr hulający radośnie pomiędzy gałęziami pełnymi jędrnych liści. Potem znów powraca łąka pełna polnych kwiatów i nieco przesuszonej słońcem trawy - by lawirować w stronę czerwonych owoców: jarzębiny, dojrzałej czerwonej porzeczki i... a któż by nazwał, co tam jeszcze było. Ba, w końcu cukier trzcinowy też nadaje tutaj dodatkowego bogactwa, tak jakby subtelnie orzechowego.

El Blanco to niespotykana w innych białych czekoladach dzikość i świeżość. To tabliczka, którą bez problemu można degustować wraz z ciemnymi single-origin, zupełnie im nie urągając. To 100% czekolady pomimo braku miazgi kakaowej. Niezwykle naturalna, niespotykanie bogata - klasyczne białoczekoladowe nuty manewrują tutaj gdzieś w tle, dając wyjść na pierwszy plan kwiatom, liściom, owocom... 


Jednym zdaniem - El Blanco jest niezbitym dowodem na to, jak ogromne znaczenie ma jakość TŁUSZCZU KAKAOWEGO. Starannie wyselekcjonowany, odpowiednio traktowany - niesie ze sobą całe mnóstwo nut, które z pewnością odnalazłabym w ciemnej czekoladzie stworzonej z kakao z wenezuelskiego Belovento. Bez cienia wątpliwości stwierdzam, iż moje podniebienie jest dumne z tego, że poszło do ślubu ubrane w piękną suknię z El Blanco.

Skład: tłuszcz kakaowy 36%, mleko w proszku 34%, surowy cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 36%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 612 kcal.
BTW: 8,6/45,7/41,3