Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wedel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wedel. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Wedel Jedyna ciemna 50%


Szok i niedowierzanie. Na moim blogu pojawia się czekolada Wedla! Wprawdzie bardzo polubiłam ich kolekcję Karmellove (tu możecie poczytać o wersjach z orzeszkami i wafelkami), ale pozostałe próbowane ostatnimi czasy wedlowskie czekolady były dla mnie istnym koszmarem. Nadziewaną czekoladę od Wedla zjadłabym chyba tylko podczas tortur, a pełne są poza obiektem moich zainteresowań. Co więc się wydarzyło, że do Magicznej Szuflady trafiła pełna deserowa czekolada Wedla? Nie, nie dostałam jej w prezencie. Sama zakupiłam. Nie do wiary!

Dawno temu, jakiś anonim w komentarzu pod którymś wpisem, poprosił mnie o porównanie dwóch czekolad Wedla: Jedynej oraz deserowej w popularnym granatowym opakowaniu. Ciekawiło go to, czy te dwie tabliczki w ogóle się czymkolwiek różnią - mając praktycznie identyczny skład przy 50% zawartości masy kakaowej. Ta prośba czytelnika przypomniała mi się, gdy stałam przed półką z czekoladami w Żabce w Kościelisku na początku czerwca. Wyjechałam wtedy służbowo na konferencję, ale nie byłabym sobą, gdybym nie wykorzystała paru godzin czasu wolnego na małą górską przechadzkę. A że podczas górskiego spacerku zawsze warto mieć ze sobą coś słodkiego, postanowiłam zakupić na szybko jakąś popularną tabliczkę. Porównania z deserową w granatowym opakowaniu wprawdzie nie będzie, ale za to dziś możecie poczytać o Jedynej.

Nim przejdę do jej opisu, wtrącę parę zdań górskich historii. Podczas konferencji czasu starczyło mi jedynie na dwa małe wyskoki w zabójczym tempie marszu: Butorowy Wierch i Gubałówka (widoki piękne, ale nigdy więcej! Mojego Ukochanego tam nie zabiorę, wieś tańczy i śpiewa... Tak nie wygląda klimat gór, który kocham) oraz Wielka Polana Małołącka. Podczas tak krótkich wypadów czekolada była mi niepotrzebna, więc Jedyna wróciła ze mną do domu. Kolejny raz zapakowałam ją do torby, gdy parę dni później wyjeżdżałam na szkolenie, tym razem do Karpacza. Darzę Karkonosze ogromnym sentymentem i tutaj na szczęście znalazło się nieco więcej czasu na górskie wyprawy. Raz przegoniłam kolegów z pracy Sowią Doliną na Śnieżkę, wracając Doliną Łomniczki; a kolejnego dnia w mniejszym gronie zaliczyłam spacerek do Samotni i Białego Jaru. Podczas tego wyjazdu Jedyna mimo stałej obecności w plecaku również okazała się niepotrzebna. Ponownie wróciła ze mną do domu. Zaplanowałam, iż i tak czy siak zostanie skonsumowana w górach, ale już podczas urlopu w drugiej połowie sierpnia. Jakież było moje zdziwienie, gdy pewnego razu przyjrzałam się opakowaniu mojej Jedynej i zauważyłam, że... jest już przeterminowana. Jej termin ważności minął już podczas pobytu w Karkonoszach. Podejmując szybką decyzję, zabrałam połowę tabliczki następnego dnia do pracy. Drugą połowę jak zawsze zostawiłam dla mojego Ukochanego.



 Jedyna jest przez Wedla promowana jako klasyk o wieloletniej tradycji, duma marki o recepturze niezmiennej od lat (jakoś ciężko mi w to uwierzyć). Dlatego też, czekolada ta nadal pakowana jest w takie samo sreberko i papierek, jak dawniej. Swoją drogą, prostota etykiety Jedynej zawsze mi się podobała. Mniej podoba mi się jej skład, czego zresztą po Wedlu mogłam się spodziewać. To z definicji czekolada deserowa, więc 50% zawartości masy kakaowej nie mam zamiaru się czepiać. Szkoda tylko, że przyoszczędzono na miazdze kakaowej, stosując sporą ilość odtłuszczonego kakao w proszku, znajdującego się w składzie jeszcze przed tłuszczem kakaowym. Tłuszcz mleczny mi nie przeszkadza, w końcu często dodaje uroku słodkościom - w przeciwieństwie do tłuszczu palmowego, którego na szczęście w Jedynej nie ma. Za to stosowanie polirycynooleinianu poliglicerolu jako drugiego emulgatora obok lecytyny sojowej jest stałą praktyką Wedla, która wcale nie poprawia mojego nastawienia do tej marki.

Po rozdarciu sreberka moim oczom ukazała się tabliczka podzielona na liczne małe kostki (na szczęście nie ma tutaj tych dziwnych zdobień jak w wedlowskich nadziewanych nowościach), na której odciśnięty już został ząb czasu. Wizualna prezentacja Jedynej na moim blogu będzie więc kiepska zwłaszcza, że zdjęcia robiłam na szybko i wyszły bardzo kiepskie. Cóż, jaka czekolada, takie zdjęcia. Nie ma się czym napawać i nad czym rozwodzić.

Zapach Jedynej zaskoczył mnie, ponieważ wyczułam w niej woń zapełnionej drewnianej popielniczki. Był to dla mnie całkiem pozytywny akcent, bowiem dał mi nadzieję, iż Jedyna dostarczy mi choćby odrobinę bogactwa kakao, czegoś nietypowego. Dym i tytoń to przecież nuty, które mogą pojawić się w najwykwintniejszych czekoladach. Co pojawiło się dalej?



Jedyna okazała się być dość twardą tabliczką, choć oczywiście nie łamała się z trzaskiem. Przy rozpuszczaniu kęsa w ustach nie była mocno zalepiająca - to, co tworzyła w ustach na pewno nie można nazwać aksamitnym błotkiem. Nieco zalepiała, ale kojarzyło się to bardziej z suchym mułem. To tak, jakby próbować rozpuścić zwykłe odtłuszczone kakao w proszku w szklance wody. Nic ciekawego.

Tak duży udział odpadowego sproszkowanego kakao o obniżonej zawartości tłuszczu musiał odcisnąć swoje piętno. Przez to czekolada zostawia na podniebieniu ordynarny i gorzkawy pyłek, mając w sobie naprawdę niewiele gładkości. Z drugiej strony, Jedyna miała też w sobie parę prostych nut, które pozwalają ją traktować jako wyrób mimo wszystko nieco wciągający. Po kolejną kostkę chce się sięgać ze względu na wyważoną słodycz o mlecznym charakterze (to zapewne efekt zastosowania dodatku masła), a także przez pewien specyficzny orzechowy posmak. Ten charakterystyczny akcent wydał mi się identyczny jak ten, który stanowi o wyjątkowości mlecznej Goplany, tak lubianej przez tłumy. Odnoszę wrażenie, że ten trudny do zidentyfikowania niby-orzechowy posmak ma w sobie coś narkotycznego.



 

Zgodnie z moimi przypuszczeniami - Jedyna szału nie zrobiła, ale wielkiej tragedii również nie było. Ba, przypuszczam, że sięgnęłabym po nią ponownie, mając wybrać awaryjnie jakąś czekoladę w sklepie z małym asortymentem. Na pewno jest to wariant bezpieczniejszy, niż roztapiające się mleczne zasładzacze, białe tabliczki o smaku stęchłego mleka, nadziewańce pełne chemii i margaryny, lub "gorzkie" kwasiory nie mające nic wspólnego z dobrą ciemną czekoladą. Jedyna wydaje się być najbardziej autentyczna wśród tego całego tragikomicznego towarzystwa. Nie zachwycałam się nią i nie delektowałam jak te wszystkie pokolenia wspomniane na odwrocie opakowania, ale nie zapłaczę też łzami obrzydzenia i żalu nad tą "dumą" Wedla. Niech każdy będzie dumny z tego, na co go stać...

Skład: cukier, miazga kakaowa, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglicerolu, sól, aromat.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 501 kcal.
BTW: 6/28,1/51,5

poniedziałek, 17 listopada 2014

Wedel KarmelLove biała karmelowa z wafelkami



Znacie ten ból, kiedy macie gotową niemal całą notkę, a nagle magicznym sposobem wszystko Wam się kasuje i zapisuje? Tak właśnie stało się w przypadku dziś publikowanej recenzji... Trudno, trzeba było przysiąść i próbować odtworzyć to, co już raz zostało napisane.

Pewnie dziwicie się, że karmelowy Wedel ponownie pojawia się na moim blogu. Myślicie, ah, znowu Baśka dostała ataku irracjonalnego czeko-zakupoholizmu. Otóż tym razem nie! W tym przypadku mam dla siebie usprawiedliwienie :). Wszystkiemu winien jest mój Facet! Po niezwykle udanej degustacji karmelowego Wedla z solonymi orzechami ziemnymi, mój Mężczyzna nie szczędził sobie KarmelLove. Wszystkie trzy dostępne w sklepach warianty często gęsto gościły jako towarzysz do jego porannych kaw w pracy. No halo! Nie mogłam tak tego zostawić. Musiałam spróbować chociaż jeszcze jednej karmelowej propozycji Wedla, weryfikując opinię Ukochanego :). I co, dobre mam wytłumaczenie? ;)

Miałam obawy, czy karmelowa biała czekolada, pozbawiona przełamania smaku solą i orzechami – nie okaże się za nadto mdła. Czy dam radę przebrnąć przez taką dawkę słodyczy? Całe szczęście, już po pierwszej kostce moje obawy zostały w dużej mierze rozwiane. Zapach tabliczki jest tak jak w przypadku wersji z orzechami obezwładniająco karmelowy. Mleczna krówka, ulubiona. Zapowiadająca dużą dawkę słodyczy, ale podaną w sposób inny niż zazwyczaj. To nie cukierniczka, margaryna i stare mleko w proszku – o nie. Ta biała czekolada do takich nie należy. To cukierek-krówka w formie czekolady i za ten produkt naprawdę Wedlowi należą się brawa.

Smak samej czekolady nie różni się niczym od wersji z orzechami, toteż odsyłam Was do jej recenzji. Dodatek wafelków nie wnosi praktycznie żadnych szczególnych wrażeń smakowych. Nie dość, że są one bardzo cienkie, to na dodatek drobno pokruszone. Pomimo braku smakowych efektów specjalnych, jakie mogłyby fundować dodatki w czekoladzie – dostrzegłam zalety wafelków zatopionych w KarmelLove. Tylko i wyłącznie przez to, że otwierając w biegu tą czekoladę, pozwoliłam sobie na moment zwolnić…

Najlepiej ugryźć pół kostki. Zostawić ten kawałeczek na języku i delikatnie ssać. Karmelowa słodycz powoli zacznie rozpościerać swoją kołderkę na całym podniebieniu, aby koniec końców dojść do tych wafelkowych drobinek. Lekko chrupiących, lecz delikatnych – nie są kłujące, nie przeszkadzają, pasują.  To naprawdę fajne uczucie, że tak tania i łatwo dostępna czekolada może podczas wieczornej bieganiny po chłodnym jesiennym mieście przenieść nas w ustronne miejsce, w tak samo rozbieganym jak ja tłumie. Dodajmy do tego cynamonowe cappuccino kupione na wynos i mamy szansę na relaks pomimo tego, że nadal pędzimy.

Z KarmelLove zdecydowanie bardziej smakowała mi wersja z solonymi orzeszkami, ale ta z wafelkami również jest niczego sobie. Wciąż ciężko mi uwierzyć, że to jest ten sam Wedel, który zrobił paskudną w mojej opinii Creme Brulee. KarmelLove jest w porządku i tylko szkoda, że do stałej oferty ma wejść jedynie wersja bez dodatków…

PS Co do mojego zapytania o częstsze dodawanie notek... Z chęcią bym tak robiła, zwłaszcza, że po naszym wyjeździe w góry na długi weekend nazbierało się sporo zjedzonych czekolad - ale sęk w tym, że nawet nie miałam czasu ich opisać :P. Muszę przysiąść przez kilka długich wieczorów i zabrać się za pisanie, obudzić czekoladowe wspomnienia :).

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, proszek karmelowy 9,6% (mleko odtłuszczone, serwatka, cukier, masło, aromat), serwatka w proszku, wafelki 3% (mąka pszenna, cukier, tłuszcz mleczny, tłuszcze roślinne: sojowy, palmowy i rzepakowy; laktoza, białka mleka, sól, mąka ze słodu jęczmiennego, wodorowęglan sodu), lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglicerolu, aromat, sól.
Masa netto: 90 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 546 kcal.

niedziela, 12 października 2014

Wedel Creme Brulee mleczna z nadzieniem creme brulee

Źródło: http://www.wedel.pl/czekolady-duze/creme-brulee

Po niezwykle udanej degustacji KarmelLove z solonymi orzeszkami, zostałam przepełniona nadzieją, że może Wedel się poprawił. Postanowiłam sięgnąć po jedną z tabliczek z innej najnowszej serii Wedla - inspirowanej włoskimi i francuskimi deserami. Miałam w ogóle nie kupować niczego z tej edycji, no ale dzięki KarmelLove Wedel złapał mnie w sidła zakupoholizmu. Ene-due-rabe i spośród Panna Cotta, Tiramisu i Creme Brulee, w moje łapki wpadł ostatni twór.

Jak głosi napis na plastikowym opakowaniu dużej 289-gramowej tabliczki "Creme Brulee to krem ze śmietanki i żółtek z warstwą chrupiącego karmelu na wierzchu. Jest klasykiem wśród wykwintnych deserów, po raz pierwszy został opisany już w 1691 r. w książce kucharskiej słynnego francuskiego szefa kuchni Francois Massialota." Możecie mi powiedzieć, jak to się stało, że NIGDY nie jadłam creme brulee? Może dlatego, że sama nie umiem zrobić, a bywając w restauracjach zawsze na deser wybieram ciasto lub lody (najlepiej dwa w jednym :D). Jeśli jednak prawdziwe creme brulee ma wzbudzać podobne wrażenia smakowe, jak wyrób Wedla - to ja podziękuję. Zdecydowanie wolę kojarzyć ów deser w interpretacji czekoladowej z Lindt Excellence Creme Brulee.

 Nie podejrzewajcie mnie o paskudne obżarstwo - historia degustacji tej tabliczki będzie długa, bowiem podejść do niej było wiele - nim opakowanie zostało całkowicie opróżnione. W moim przypadku - pierwsze podejście miało miejsce podczas jazdy autem w deszczowy i ponury dzień, gdy każda dawka cukru pochodząca z czegokolwiek czekoladowego była w stanie poprawić mi humor. Ostatnie podejście - podczas samotnych, popołudniowych rozkmin przy mocnej czarnej i gorzkiej kawie. Mój Facet miał z Creme Brulee jeszcze gorzej. Skosztował owego wynalazku w pewien niedzielny poranek, w który to planowo naszym kawowym towarzyszem miał być Zotter. Ja jednak umierałam w łóżku z grypą żołądkową i cokolwiek innego do jedzenia niż rzadka kaszka nie wchodziło w grę. Podsunęłam więc Lubemu pod nos kawałek Wedla. Biedaczysko, zwyzywał mnie - nie dość, że sam, to jeszcze takie świństwa musiał jeść... ;)

Świństwa, no właśnie, świństwa. Warstwa czekolady w Creme Brulee jest mdła i naprawdę kiepska, choć z dwojga złego chyba bardziej podeszła mi od Milki (a jednak!). Nadzienie jest urozmaicone, to fakt - choć na przykład mój Mężczyzna nie czuł żadnego urozmaicenie, a jedynie cukier i margarynę. Ja nie potraktuję sprawy aż tak jednoznacznie, mimo iż rzeczywiście cukru i margaryny tutaj nie brakowało...

Górna warstwa nadzienia to ciemna pasta karmelowa. Chwała bogu, że ma ona stałą konsystencję - w zasadzie gdyby połączyć ją z lepszą czekoladą, orzechami i solą - mogłaby dać coś całkiem przyzwoitego. Owa pasta składa się głównie z zagęszczonego słodzonego mleka, ale w swym składzie posiada również całkowicie utwardzony tłuszcz palmowy. Zaklinam Was, dodawanie takich paskudztw do czekolady powinno być karalne! Niestety, udział margarynowych wynalazków odbija się w całokształcie smakowym produktu, ale o tym za chwilę...

Dolna warstwa nadzienia ma białą barwę, no i niestety składa się przede wszystkim z tłuszczy roślinnych (tu mamy grzech połowiczny, bowiem utwardzono je częściowo, a nie całkowicie ;)). Mleczne składniki występują w składzie dopiero później, a szkoda - bo margaryna ostro je przyćmiewa. Niestety, zostaje w ustach ten obleśny posmak... 

Całe szczęście, w białej warstwie oprócz podłej margaryny mamy jeszcze coś fajnego - płatki karmelowe. Te łatwe do zauważenia brązowe przecinki przyjemnie chrupią i... ratują sytuację. Albo słodycz wypaliła mi już kubki smakowe, albo pod koniec degustacji rzeczywiście wyczułam, że momentami niosą one ze sobą nutkę goryczki palonego cukru. Wiecie, taka odrobina przyjemności w morzu męczarni ;).

Wedel Creme Brulee to jedna z tych czekolad, która jest tak podła, że podczas jej jedzenia włącza się syndrom pożeracza cukru. Pakujesz do ust kolejne kostki, zupełnie beznamiętnie, niczym w transie - a potem boli Cię od tego brzuch i przez kilka godzin odbija Ci się tłustą breją. Swoją drogą, te kostki z wybrzuszeniem w kształcie kwiatka tudzież rozety zupełnie nie trafiają w moje gusta. Generalnie, ta czekolada kojarzyła mi się z tanimi ciastkami na wagę, wypełnionymi margarynowo-kakaową masą (z naciskiem na to pierwsze). Niestety Wedlu, dałeś ciała. KarmelLove Ci się udało, ale w produkcji dobrych nadziewanych czekolad jesteś daleko za Murzynami.

Skład: czekolada mleczna 50% (cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, serwatka w proszku, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglicerolu), cukier, pasta karmelowa (mleko zagęszczone odtłuszczone słodzone, syrop glukozowo-fruktozowy, syrop cukru inwertowanego, tłuszcz palmowy całkowicie utwardzony, cukier, glicerol, tłuszcz mleczny, sól, karagen, aromat), tłuszcze roślinne częściowo utwardzone (palmowy, rzepakowy, słonecznikowy, shea), pełne mleko w proszku, serwatka w proszku, płatki karmelowe 3% (cukier, syrop glukozowy), aromaty, lecytyna sojowa, kurkumina, ekstrakt z papryki.
Masa kakaowa min. 29%.
Masa netto: 289 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 520 g.
BTW: 5,1/29,1/58,6

piątek, 3 października 2014

Wedel KarmelLove biała karmelowa z solonymi orzechami arachidowymi

 Źródło: www.wedel.pl

Ostatnie czekoladowe nowości na rynku popularnych, ogólnodostępnych czekolad wzbudziły moją ciekawość. Dlatego też na blogu pojawiła się notka o Milce z preclami. Kolejnym produktem, który chciałam przetestować, była czekolada z wedlowskiej serii KarmelLove. Wybór padł na wersję z solonymi orzeszkami. Innych opcji (bez dodatków oraz z wafelkami) nawet nie miałam zamiaru próbować. Dlaczego?

Muszę przyznać, że w ogóle podchodziłam do tych karmelowych czekolad jak pies od jeża. Jawiły mi się jako coś nieprawdopodobnie słodkiego, zalepiającego i zamulającego. Zresztą, ostatnie doświadczenia z białą czekoladę Wedla ( i ) nie sugerowały, że dostanę coś dobrego. A jednak ciekawość solonych orzeszków przeważyła... Była nadzieja, że to może zasmakować. No i też raz na jakiś czas warto dać ponownie szansę jakiejś marce, prawda? :)

 Tabliczka była kupiona z myślą, iż zjem swoją połowę gdzieś w pracy, w akcie desperacji i żądzy skoku insuliny. Resztę Ukochany również miał zawinąć do roboty. Stało się inaczej. Przed wyjazdem w Masyw Ślęży podjęliśmy szybką decyzję (jak wszystkie związane z tym wyjazdem ;)), że do plecaka oprócz Karmello pakujemy jeszcze jedną tabliczką. Bo na pewno się przyda gdzieś pod koniec trasy. Padło właśnie na Wedla. I bardzo dobrze!

Już niewiele drogi brakowało nam, aby powrócić do Sobótki, ale myśl o tym, że muszę jeszcze zasiąść za kierownicą i dowieźć Lubego bezpiecznie do domu - sprawiła, że potrzebowałam energetycznego kopa na koniec wędrówki. Przy Źródle Joanny powiedziałam: STOP, CZEKOLADA! - po czym zasiedliśmy na kamiennym murku dopijając resztki zimnej kawy z termosu. Plastikowe opakowanie Wedla zostało rozdarte. Zobaczyliśmy białą czekoladę w odcieniu o wieeeele ciemniejszym niż zazwyczaj - taki beżowy brąz, jasny karmel. Na całej swej powierzchni pokryta została kruszonką z orzeszków arachidowych. Hmm, wyglądała całkiem apetycznie.

Degustacja tej tabliczki była dla nas od początku do końca jednym wielkim SZOKIEM. Zapach momentalnie wzbudził skojarzenia z mlecznymi krówkami, za którymi mój Mężczyzna szaleje (i podkrada mi firmowe z bagażnika... ;)). Tona, tona krówek! No i nutka lekko solonych orzeszków w tle. Oj, zachęca do spróbowania!

Moi drodzy, TAK. To mi bardzo smakowało. Mojemu Ukochanemu również. Owszem, może było za mało aksamitnie jak na białą czekoladę. Owszem, nie rozpuszczała się niebiańsko w ustach. Owszem, może było odrobinę za tłusto, barrrdzo słodko, no i kawałki orzeszków mogły być większe. Ale pomiędzy tą czekoladą, a uprzednio próbowanymi przeze mnie białymi Wedla - jest po prostu olbrzymia PRZEPAŚĆ. 

Nie wiem, czy to ten karmelowy proszek czyni aż tak wielką różnicę, czy po prostu Wedel popracował mocno nad recepturą całości. Koniec końców do naszych rąk trafił naprawdę oryginalny produkt z charakterem. Smak samej czekolady to również niemal kubek w kubek odzwierciedlenie smaku dobrych krówek. Oj tak, barrrdzo karmelowo, ale nie była to cukrowa inwazja sama w sobie. Było tu dużo bardzo przyjemnej mleczności - bez stęchlizny i proszkowatości. Odbiega to od mojej wizji ideału białej czekolady, ale to nieistotne - ten produkt jest po prostu inny, nowy. I udany sam w sobie, choć chyba samej tabliczki bez dodatku orzeszków nie byłabym w stanie zjeść. Zbyt bardzo by mnie zamuliła.

Orzeszki arachidowe okraszone solą, okazują się być genialnym rozwiązaniem dla przełamania wyrazistej słodyczy karmelowej czekolady. Po prostu idealna fuzja smaków. Oboje uznaliśmy, że kawałki orzeszków mogłyby być większe, ale jesteśmy fanatykami orzechów, więc należy tu wziąć poprawkę ;). Jest ich wystarczająco dużo, aby je poczuć. Sól idealnie wszystko doprawia, przełamuje słodycz, podkreśla karmelowość. Rewelacja! Wedel bardzo, ale to bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Z chęcią powróciłabym jeszcze do tej czekolady.

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, kawałki solonych orzechów arachidowych 10% (orzechy arachidowe, sól), proszek karmelowy 8,9% (mleko odtłuszczone, serwatka, cukier, masło, aromat), serwatka w proszku, lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglicerolu, aromat, sól.
Masa netto: 90 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 558 kcal.
BTW: 8,5/34/54

sobota, 8 marca 2014

Wedel Szkolny mleczna z orzechami arachidowymi, cząstkami pomarańczowymi i chrupkami zbożowymi

Źródło: http://przegladhandlowy.pl/4375/nowosc-szkolny-wedel-czekolada-z-pysznymi-dodatkami-na-nowy-rok-szkolny/

Mała, 38-gramowa tabliczka Szkolny wyfrunęła spod Wedlowskich skrzydeł przed rozpoczęciem roku szkolnego 2013/2014. Pierwsze skojarzenie jakie nasuwa się na widok tego typu produktu? Studentska! Przecież to w niepowtarzalnej Studentskiej, pochodzącej zza naszej południowej granicy, roi się od orzechów arachidowych i innych smakowitych dodatków. Nie wierzę, że Wedel nie wzorował się na dziecku czeskiego Oriona. Dobrymi pomysłami, na które wpadli producenci Szkolnego są gramatura idealna "do kieszonki" i całkiem udana szata graficzna opakowania (od razu wiadomo, do kogo kierowany jest wyrób). Ale, zaraz zaraz? Co ów produkt robi na moim blogu? Przecież tego typu czekolad miałam wystrzegać się jak ognia...

Jak się już zapewne domyślacie, Szkolnego kupiłam w wyniku przeceny. Termin przydatności do spożycia nieubłaganie się zbliżał, toteż Carrefour rzucił karton pełen tabliczek: 99 groszy za sztukę. A że wieczorem czekało mnie posiedzenie nad magisterką pomyślałam, że małe cukrowe doładowanie nie zaszkodzi - choćby i nawet miało być obleśnie, to 38 gramów jakoś przełknę. Darmo ocet słodki. Bo nawet nie łudziłam się, że Wedel da radę dorównać Studenstkiej (zresztą biała limitka z bakaliami już dowiodła tego, że nie sięga Orionowi do pięt).

 Maleńka tabliczka podzielona jest na klasyczne kostki, jak w większości Wedlowskich czekolad. Od razu widzimy zatopione w niej dodatki, ale nie jest ona nimi upstrzona niczym Studenstka. Najlepszym dowodem na to jest fakt, iż Szkolnego bez problemów można połamać na równe kostki. 

Gdy przyłożymy nos do powierzchni produktu, trudno odnaleźć w nim jakiekolwiek kakaowe aromaty. Delikatna mleczność też gdzieś przepadła. Ot, cukrowa brązowa masa. Na pierwszy plan wysuwa się sztuczny aromat pomarańczy, dobrze mi znany z Wedlowskiej mlecznej z cząstkami pomarańczowymi. Zresztą, owocowe cząstki umieszczone w Szkolnym niczym nie różnią się od tych zawartych w powyższej czekoladzie (owocowe to trochę za dużo powiedziane, spójrzcie na skład...). Nosem wyczuć można jeszcze aromat fistaszków, ale stanowi on jedynie tło.

Mleczna czekolada jest kiepska. Bardzo słodka i naprawdę nijaka. Trudno doszukiwać się tu jakichkolwiek górnolotnych doznań. Orzechów nie jest wiele, co stanowi duży minus - w końcu orzechy zawsze ratują sytuację! Niby są to połówki orzeszków, ale jakieś takie niedorobione... Przy tak małej gramaturze produktu, Wedel mógł się postarać i naprawdę solidnie zapodać orzechami. Niestety, okazał się być niezwykłym skąpcem.

O cząstkach pomarańczowych nie ma co się rozpisywać - odsyłam do linka powyżej. Wedel mógł udoskonalić ten dodatek, bo czuć od niego chemią z kilometra. Pomarańcza jest sztuczna niczym w płynie do naczyń. Na dodatek, niektóre cząstki były przesadnie potraktowane kurkuminą - ich barwa była na tyle intensywna, że mogłabym je posądzić o świecenie w ciemności...

Nad chrupkami też nie ma sensu się rozwodzić. Jedyne, co nadają czekoladzie, to chrupkość (doprawdy, trudno było się tego spodziewać ;)). Nawet ciężko mówić tu o jakichkolwiek wrażeniach smakowych. Wtapiają się w wszechobecną słodycz i totalnie giną.

Najbardziej przeraża mnie fakt, jak prędko pochłonęłam opisywany dziś produkt. Rach ciach i pozamiatane. Rzadko zdarza mi się wciągać słodycze niczym odkurzacz, zdecydowanie wolę się nimi delektować. Tutaj jednak nie było się nad czym skupić. Przeciętność produktu włączyła we mnie tryb bezmyślnego pożeracza cukru. Żadnych uniesień, ot, chęć szybkiego podniesienia poziomu glukozy we krwi.

Podsumowując - mogło być fajnie, a wyszło jak zawsze. Pomysł na nadzianą małą tabliczkę, którą można nosić przy sobie jako koło ratunkowe jest jak najbardziej trafny. Gdyby tylko wykonanie było solidniejsze, to może sama kupowałabym regularnie taki smakołyk. Niestety, Wedel nie jest w stanie podołać zadaniu stworzenia funkcjonalnego produktu o świetnej jakości. Szkoda.

Skład: cukier, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, orzechy arachidowe 9%, cząstki pomarańczowe 5% (glicerol, syrop fruktozowo-glukozowy, zagęszczony przecier pomarańczowy 6%, błonnik z pszenicy, cukier, tłuszcz palmowy, skrobia ryżowa, pektyna, kwas cytrynowy, naturalny aromat pomarańczowy, kwas askorbinowy, kurkumina), chrupki 4% (mąka ryżowa, mąka pszenna, mąka kukurydziana, cukier, mąka owsiana, koncentrat słodu jęczmiennego, sól), serwatka w proszku, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglicerolu, aromaty.
Masa kakaowa min. 29%.
Masa netto: 38 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 520 kcal
BTW: 8,2/27,8/56,9


piątek, 10 stycznia 2014

Wedel biała z rodzynkami i orzechami arachidowymi

Źródło: http://www.bdsklep.pl/e-wedel-100g-czekolada-biala-z-bakaliami,id-49000

Tą tabliczkę kupiłam wraz z inną białą limitką Wedla - z cząstkami kakaowymi. Została ona przez nas skonsumowana już wcześniej i zebrała niezbyt pochlebne opinie... Z tego też powodu, jakoś nie kwapiłam się do próbowania dziś opisywanej czekolady. Pewnie zarosłaby kurzem w Magicznej Szufladzie, ale ze względu na zawartość bakalii, spakowałam ją do torby na wyjazd w góry. I tak czy siak, zjedliśmy ją dopiero w pociągu w drodze powrotnej - na szlaku mieliśmy większą ochotę na zakupione na miejscu Studenstkie ;).

Nie spodziewałam się rewelacji, toteż ich nie było. Nienaganny skład znów nie poszedł w parze z wyjątkowym smakiem. Tabliczka pachnie taką tłuszczową słodyczą, przez którą na szczęście wyraźnie przebijają się bakalie. Konsumpcja tej czekolady okazała się być większą przyjemnością, niż w przypadku tej z cząstkami kakaowymi. Jest to jednak zasługa bakalii - a szczególnie orzechów - powtórzę się po raz enty, że one zawsze ratują sytuację. Sama czekolada jest znów bardzo przeciętna, mało mleczna w smaku - raczej tak jak w przypadku zapachu - słodko-tłustawa. Znów kojarzy mi się ze starością... Być może dodatek śmietanki w proszku podniósł by walory tej czekolady, kto wie... Orzechy arachidowe są umieszczone w tabliczce w kawałkach mniejszych, niż w Studentskiej (żadnym usprawiedliwieniem jest dla mnie fakt, iż wedlowska czekolada jest cieńsza). Rodzynki nie są zbyt duże. Na szczęście nie są stare i wysuszone, ale dość jędrne i całkiem smaczne.

Zjeść i zapomnieć. Przeciętniak. Bakalie są zawsze ok, ale czekolada to kiepścizna - solo nie do zjedzenia... Nie wiem, jak duża ilość orzechów i rodzynek byłaby w stanie przyćmić całkowicie ten smutny posmak zwyczajności...

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, rodzynki 13%, orzechy arachidowe 10%, laktoza, lecytyna sojowa, aromat.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 550 kcal.
BTW: 6,7/34/53

sobota, 14 grudnia 2013

Wedel biała z cząstkami kakaowymi

Absurd. W Magicznej Szufladzie czekają na degustacje prawdziwe skarby, a ja sięgam po słodycze dla pospólstwa ;). Cóż, aby móc w pełni docenić coś wyjątkowego nie można nieustannie pławić się w luksusach - trzeba zafundować sobie czasem dawkę przeciętności. Z tego też powodu, póki co, na blogu pojawi się parę recenzji bardzo popularnych i ogólnodostępnych marek. W Magicznej Szufladzie znajduje się jednak kilka wyczekanych pyszności, do których konsumpcji i opisu z pewnością zasiadać będę z wypiekami na twarzy - warto więc jeszcze podsycić swój apetyt i odłożyć je na później... :) Oj, to będą dopiero recenzje! Ale tymczasem...

Wedel wydał ostatnio limitowaną edycję białych czekolad z dodatkami. Ponieważ zawsze miałam problem z nader entuzjastycznym reagowaniem na edycje limitowane, jakiś czas temu postanowiłam sobie, że nie skuszę się na zakup limitek Wedla (ani tym bardziej Milki). Miałam przede wszystkim na myśli tabliczki nadziewane, w których dżemowe nadzienie i posmak margaryny były dla mnie nie do zniesienia - faszerowanie się tak niesmaczną chemią było zwyczajnie stratą kasy. Limitowane białe czekolady zachęciły mnie jednak składem bez zarzutu. Dlatego postanowiłam spróbować i skonfrontować produkty Wedla z naprawdę dobrymi białymi czekoladami, jakie jadałam ostatnimi czasy. W promocji Carrefoura "kup jedno, a drugie dostaniesz za 50%" zakupiłam 2 tabliczki: z cząstkami kakaowymi oraz z bakaliami.

Po otwarciu plastikowego opakowania ukazuje się naszym oczom hmm... no nie do końca biała czekolada. Ma ona raczej żółtawy odcień, co nie wygląda zachęcająco. Upstrzona jest jednak kawałkami ziarna kakao, co umila niezbyt elegancką prezencję właściwego surowca. 

Zapach przywołuje dawne wspomnienia, nie do końca miłe. To jest zapach taniej, kiepskiej białej czekolady. Niektórzy mogą kojarzyć ten zapach z aromatem właściwym dla białej czekolady, ale ja po spróbowaniu wielu białych pyszności już nie dam się oszukać... 

Smak. Jest bardzo słodko. Nie jest to przyjemna śmietankowo-waniliowa słodycz, lekka jak obłoczek... To raczej starość, ciężkość, zwyczajność. Nie ma boskiego rozpływania się w ustach, nie ma wzruszeń. Szczerze? Gdyby w tabliczce nie były zatopione kawałki ziaren kakao, bardzo ciężko byłoby mi zjeść wydzieloną wcześniej porcję. Karmelizowane ziarna kakao ratują sytuację. Z każdym kęsem czekam tylko na nie. Goryczkowe, chrupiące, no po prostu mocno kakaowe - wprowadzają choć nutę przyjemności w jedzeniu tego przeciętniaka. Bez nich było by słabiutko.

 Mój Ukochany, dzięki któremu przekonałam się do białej czekolady sam stwierdził, że to nie jest to, co lubi najbardziej. Nawet ja w swej ocenie okazałam się bardziej łaskawa dla tego produktu niż On. Skład tabliczki jest czysty, więc skąd te przykre doznania? Jakże wiele zależy od produkcji masowej i widocznie niezbyt wysokiej jakości surowców...

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, mleko pełne w proszku, karmelizowane cząstki kakaowe 5% (ziarno kakaowe, cukier), lecytyna sojowa, aromat.
Masa netto: 100 g
Wartość energetyczna w 100 g: 585 kcal
BTW: 4,9/38/55

czwartek, 17 stycznia 2013

Wedel mleczna z cząstkami pomarańczowymi


Edycja limitowana Boże Narodzenie 2012.

Wedel leci w kulki z limitowanymi edycjami. Tej zimy jedyną nowością wśród limitowanych czekolad była mleczna z cząstkami pomarańczowymi. Całą resztę smaków znam już sprzed roku, a niektóre nawet i sprzed dwóch lat. No cóż... pomysły się kończą? A przecież jest tyle opcji nowych świątecznych smaków!

Pomarańcza. Gorzkie czekolady ze skórką pomarańczową są aromatyczne i przepyszne. Skórka pomarańczowa w bakaliowych czekoladach mlecznych również sprawdza się jako miły dodatek. Ale cząstki pomarańczowe? Cóż to jest? Pierwsza myśl przywodzi boskie wyobrażenie o soczystych kawałkach świeżej pomarańczy zatopionych w rozpływającej się w ustach czekoladzie. Oczywiście to nonsens. Czym więc są cząstki pomarańczowe w czekoladzie Wedla? Tak jest, niestety - samą chemią...

Nad samą mleczną czekoladą Wedla rozwodzić się nie będę - jest na poprawnym poziomie (jak zawsze, gdy tylko nie zostaje połączona z paskudnym "mlecznym" nadzieniem). Rzeczone cząstki pomarańczowe pomimo swego chemizmu również nie są najgorsze. Nie są ani za twarde, ani za miękkie. Nie nadają też całokształtowi sztucznego posmaku, a po prostu lekko świąteczną, owocową nutę. W miarę dają radę. Szkoda jednak, że pomarańcza to tylko kilka procent zagęszczonego soku i aromat... Cóż. Wszyscy oszczędzają na wartościowych surowcach. Kakao w czekoladzie też coraz mniej... (29%???) To smuuutne.

Rodzimy Wedlu, niestety, najnowszych czekolad z owocowym nadzieniem najprawdopodobniej nie spróbuję (no chyba, że ktoś mi je zafunduje, albo zostanę poczęstowana ;)). Szkoda kasy!!! Że niby "unikane" i "intensywne"? Że niby "nowy wymiar przyjemności"? Może i tak, ale już nie dla mnie...

Skład: cukier, mleko pełne w proszku, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, serwatka w proszku, cząstki pomarańczowe 10% (glicerol, syrop glukozowo-fruktozowy, zagęszczony przecier jabłkowy, zagęszczony sok pomarańczowy 6%, błonnik pszenny, cukier, tłuszcz roślinny, skrobia ryżowa, pektyna, kwas cytrynowy, naturalny aromat pomarańczowy, kwas askorbinowy, kurkumina), tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglicerolu, aromaty.
Masa kakaowa min. 29%.
Masa netto: 100 g
Wartość energetyczna w 100 g: 517 kcal


poniedziałek, 14 stycznia 2013

Wedel Bajeczny mleczna z nadzieniem orzechowym z wafelkami i kawałkami orzechów arachidowych


W najbliższym czasie na blogu pojawią się recenzje produktów rodzimego Wedla. Dla wielu Polaków dumą narodową jest wedlowskie Ptasie Mleczko czy też Mieszanka Wedlowska. Ja mam do tego kultu sceptyczne podejście i nie uważam tych produktów jako fenomenów na rynku słodyczy. Oczywiście, zapewne jest to kwestia zapotrzebowania mas na konkretne, łatwo akceptowane produkty, ale... Nie będę doszukiwać się pozytywnych superlatyw w tym, na czym się zawiodłam, prawda? :) Tak, na przestrzeni lat Ptasie Mleczko i Mieszanka Wedlowska smakują już inaczej... Ptasie Mleczko zawsze bardziej smakowało mi z Otmuchowa. A cukierki z Mieszanki Wedlowskiej są miłym wspomnieniem dzieciństwa... Kiedy wróciłam do nich po latach, bardzo się zawiodłam. To już nie było to samo. Zdecydowanie wolę Mieszankę Teatralną z Goplany, i to ona jest dla mnie kultowa.

Wróćmy jednak do rzeczonej Mieszanki Wedlowskiej. Orzechowe cukierki Pierrot i Bajeczny to dla wielu osób zdecydowani faworyci w tej gamie. Ja również najbardziej je lubię, to samo tyczy się batoników Wedla o powyższych nazwach. Gdy jakiś czas temu, Pierrot i Bajeczny pojawiły się w formie tabliczek, zapragnęłam ich spróbować. W pierwszej kolejności próbowałam Pierrota. To była miła degustacja, przypominała mi nieco tabliczkową wersję Michałków Zamkowych (jednakże gorszą, bowiem w mlecznej czekoladzie ;)). Bajecznemu więc postawiłam dość wysokie wymagania i...

...zawiodłam się. Tabliczka przypominała mi w smaku jakieś tanie cukierki z tłuszczowo-cukrową masą okraszoną solidną dawką aromatu orzechowego... Mleczna czekolada była zupełnie bez wyrazu. Nadzienie maziste, niezbyt przyjemne w konsystencji. Kawałki orzechów i wafli zbyt małe, aby nadzienie nabrało sensownej struktury. Tłuszcz roślinny częściowo utwardzony w składzie straszy na kilometr... I niestety, czuć tą margarynę w smaku. Gdyby Wedel zamiast tego pokusił się o solidniejszy dodatek miazgi orzechowej - było by o wiele przyjemniej.

Jest kiepsko. Źle. Ta czekolada utwierdza mnie w przekonaniu, że kolekcjonerstwo każdych nowych smaków, które pojawiają się na rynku - jest tylko wyrzucaniem pieniędzy w błoto... Lepiej odłożyć te trzy złote i dokonać przemyślanego zakupu lepszej czekolady, za wyższą cenę. Wtedy i degustacja będzie bardziej przyjemna, i recenzja na blogu bardziej spektakularna... :)


Skład: czekolada mleczna 50% (cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, mleko pełne w proszku, serwatka w proszku, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglicerolu, aromat), cukier, tłuszcz roślinny częściowo utwardzony, orzechy arachidowe 7,1% (miazga i kawałki), mleko odtłuszczone w proszku, serwatka w proszku, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, listki waflowe 1,5% (mąka pszenna, mąka żytnia, olej słonecznikowy, jaja w proszku, maltodekstryna, lecytyna sojowa, sól, wodorowęglan sodu, wodorowęglan amonu, pirosiarczyn sodu), miazga z orzechów laskowych 1,4%, lecytyna sojowa, aromat.
Masa kakaowa min. 31%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 546 kcal


niedziela, 9 września 2012

Wedel gorzka z karmelizowanymi kawałkami orzechów pekan

Wraz ze zmianą szaty graficznej opakowań serii Maestria (co IMO nie jest dobrym posunięciem, dawne opakowania były bardzo eleganckie), Wedel wycofuje tą czekoladę ze swojego asortymentu. Szkoda, bowiem rzadko spotkać się można w orzechami pekan w czekoladzie. W wielu sklepach sieci Społem i Lewiatan można trafić na radykalne obniżki cen tych tabliczek. Warto skorzystać z ostatniej szansy na spróbowanie.

Skład: cukier, miazga kakaowa, karmelizowane kawałki orzechów pekan 15% (orzechy pekan 70%, cukier), tłuszcz kakaowy, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, aromat.
Masa kakaowa min. 55%.
Masa netto: 100 g
Wartość energetyczna w 100 g: 561 kcal

niedziela, 12 sierpnia 2012

Wedel Gorący Duet mleczna z nadzieniem kawa-toffi


Wedel Słodki Duet mleczna z nadzieniem kokos-orzech


Wedel Aksamitny Duet mleczna z nadzieniem czekolada-śmietanka


Wedel Ogrodowy Duet mleczna z nadzieniem porzeczka-gruszka


Wedel Słoneczny Duet mleczna z nadzieniem śliwka-jabłko


Wedel Leśny Duet mleczna z nadzieniem jagoda-poziomka


Wedel Soczysty Duet mleczna z nadzieniem brzoskwinia-żurawina


Wedel Egzotyczny Duet mleczna z nadzieniem czerwona pomarańcza-mango


Wedel Pierrot mleczna z nadzieniem orzechowym z kawałkami orzechów arachidowych


Wedel mleczna z nadzieniem o smaku pieczonego jabłka

Edycja limitowana Boże Narodzenie 2010 i 2011.