Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Madecasse. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Madecasse. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 kwietnia 2021

Madecasse Beyond Good ciemna 73% Uganda z solonym karmelem

 Od moich ostatnich doświadczeń z marką Madecasse właściwie przemianowała się ona na Beyond Good, rozszerzając tym samym swoją działalność z Madagaskaru także na Ugandę. To dobra wiadomość - ugandyjskie kakao jest wszak o wiele mniej popularne od madagaskarskiego - dotychczas zapoznałam się z nim jedynie dzięki manufakturze Raaka. Teraz, poprzez sklep Sekretów Czekolady, dostąpiłam możliwości skosztowania smaku ziaren z Ugandy w interpretacji Beyond Good. Jest to organiczna mieszanka forastero i trinitario, mająca charakteryzować się nutami karmelu, moreli oraz kwiatowej esencji. Plantacje, z których plonów korzysta Beyond Good, położone są w okolicach miasteczka Bundibugyo, zlokalizowanego we wschodniej części kraju nieopodal Gór Księżycowych.

 
Znów, podobnie jak w przypadku Raaka, nie mogę raczyć się czystym kakao z Ugandy - mamy do czynienia z ciemną czekoladą 73% wzbogaconą o karmel i sól, które perlą się wewnątrz głęboko ciemnej tabliczki, podzielonej na dość banalnie wyglądające kostki. Nad naszym smakołykiem unosi się świeża woń bryzy oraz zapowiedź kakaowej soczystej głębi z narzucającą się sugestią karmelu i soli.

Sama czekolada ma w sobie sporo zaskakujących akcentów pomarańczowych, jak i wspomnianych przez producenta morelowych - to przede wszystkim one stanowią o poczuciu świeżości płynącym z kompozycji. Mamy również tchnienie kwiatowe, które w połączeniu z subtelną i dość klasyczną kawowo-kakaową prażonością kojarzy się z kawą posłodzoną miodem.
 

 Bardzo dużą rolę w całości odgrywa solony karmel, który odczuwamy jako oddzielnie skrzypiące iskierki cukru i soli, tworzące miękkie, sypkie i intrygująco soczyste pasmo rozspostarte wewnątrz czekolady niczym konstelacja gwiazd. Intensywność tej Drogi Mlecznej naprawdę wciągała, czyniła mnie łasuchem... Trochę wpadłam w pułapkę tej czekolady i jakichś prostych instynktów żerowania, jakie uruchomiła. Zwykły cukier i zwykła sól, umieszczone w dobrej czekoladzie, potrafią mieć zaskakującą moc.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, karmel, tłuszcz kakaowy, sól morska, ekstrakt z wanilii.
Masa kakaowa min. 73%.
Masa netto: 75 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 600 kcal.
BTW: 8/40/48.

czwartek, 17 września 2020

Madecasse Pure Dark ciemna 92% Madagaskar


 Po całkiem niedawno próbowanej Madecasse Toasted Coconut 70% oraz dużo wcześniej skosztowanej czystej siedemdziesiątce tej obecnie włoskiej marki, przyszedł czas na podkręcenie pułapu kakao, oczywiście nadal madagaskarskiego. Pure Dark od Madecasse to aż 92% ziaren pochodzących z Czerwonej Wyspy. Tabliczkę zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


 Matowa czekolada o miąższystym wnętrzu, ciemna, lecz pełna czerwonawych przebłysków, pachniała cytrynowymi galaretkami przyprószonymi ziemistym pyłem, zwiastując madagaskarską moc. W istocie, jej intensywność smakowa przybliżała ją do setki. Ściągająca, goryczkowa, ale przede wszystkim jawiąca się jako całkiem jedwabiste w strukturze połączenie nie do końca dojrzałych limonek, cytryn i grejpfrutów. Ciekawa była jej tłusta aksamitność przy jednoczesnej gęstości oraz lepkości, także w kwestii smaku zrównująca ją z gliną. Dla mojego Męża zbyt ciężka, dla mnie - ciekawe i całkiem smakowite preludium do czekolady o 100% kakao, która na mój obecny gust mogłaby już być rzeczywiście zbyt mocna. Tu było w sam raz. Blisko granicy, ale w strefie komfortu.


Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 92%.
Masa netto: 75 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 645 kcal.
BTW: 12,5/52,5/30,5.

środa, 8 lipca 2020

Madecasse Toasted Coconut ciemna 70% Madagaskar z kokosem


 Obecnie produkująca we Włoszech marka Madecasse nie jest mi zbyt dobrze znana. Minęły już dwa lata odkąd próbowałam jak dotąd jedyną czekoladę ich dzieła - była to klasyczna ciemna siedemdziesiątka z madagaskarskich ziaren. Wówczas byłam też nieco rozczarowana Menakao, więc niezbyt wyrywałam się do eksploracji pozostałego asortymentu, które niegdyś z Menekao miało sporo wspólnego. Menakao zdążyło się zrehabilitować, toteż przyszedł czas także na zagłębienie się w Madecasse. Pozostając w ciągu kokosowych czekolad, sięgnęłam po Toasted Coconut, czyli ciemną tabliczkę o 70% zawartości madagaskarskiego kakao, z dodatkiem wiórków kokosowych, naturalnego aromatu kokosowego oraz ekstraktu z wanilii. Kupiłam ją w sklepie Sekretów Czekolady.

 Moja tabliczka niestety uległa połamaniu i pokruszeniu na tyle, iż ciężko było mi z niej złożyć spójną całość nawet do zdjęcia. W przekroju widoczne były liczne, żółtawo zabarwione wiórki, co sugerowało ich dość solidne uprażenie. Czekolada pachniała wilgotnym kokosem, miąższem wymieszanym z kokosowym mlekiem, a do tego ziemistą i kwaskowatą palonością. Owa woń zdawała się być wręcz lekko perfumowany (a w istocie taka była - wszak dodano tu naturalny aromat kokosowy).


 Wiórki kokosowe były przyjemnie chrupiące, twardawe i wilgotne zarazem. Przez swą mnogość nadawały czekoladzie przestrzenną strukturę. Nie odbierałam tabliczki jako wyjątkowo gęstą, była raczej powściągliwa i bez szczególnej głębi. Wiórki w dużej mierze ją definiowały, a że uwielbiam kokos i jego forma bardzo mi pasowała - smakowitość całości oceniłam jako wysoką.

Oczywiście, moc i specyfika madagaskarskiego kakao odnalazła tu swoje miejsce, niezależnie od intensywności kokosa. Sama czekolada była wyraźnie kwaskowata, cytrusowo-maślankowa, kojarząca się też z mocnym espresso z kawy o dużej kwasocie. Po pierwszej fali kwaśnych nut kokos próbował z całą siłą przejąć władzę nad kakao, budząc skojarzenia z ryżowo-kokosowym deserem na maślance. Dalej jednak, kakao wyrywając się z tego mimo wszystko obezwładniającego uścisku, ewoluowało w kierunku coraz to mocniej drewnianego i ziemistego, co paradoksalnie znów potęgowało kokosowość, nadając mu dziwnie przyjemnego słodkawego charakteru - chyba drogą kontrastu.


 Przez moją ogromną sympatię do kokosa oraz wciągającą specyfikę madagaskarskich ziaren - Madecasse Toasted Coconut byłaby dla mnie świetną czekoladą do jedzenia na co dzień, czasem niemalże bezrefleksyjnie, w poszukiwaniu odrobiny czekoladowej przyjemności, tak miło przełamanej ulubionym dodatkiem.

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, wiórki kokosowe, lecytyna sojowa, naturalny aromat kokosowy, ekstrakt z wanilii.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 75 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 566 kcal.
BTW: 8,3/40,3/42,3.

sobota, 30 czerwca 2018

Madecasse Madagascar ciemna 70%


Hala Łabowska w Beskidzie Sądeckim stała się miejscem, w którym to pierwszy raz spróbowałam czekoladę madagaskarskiej marki Madecasse. Od dawna przyglądałam się tym tabliczkom, jednakże przez moje ostatnie rozczarowanie dawniej uwielbianym Menakao, moje pożądanie wobec kolejnych tabliczek wprost z Madagaskaru zmniejszyło się. Zwłaszcza, że Menakao i Madecasse były swego czasu produkowane w tych samych fabrykach - moja sceptyczność była spora. Nie mniej jednak, zdecydowałam się zamówić reprezentatywną siedemdziesiątkę od Madecasse w niezawodnym sklepie Sekretów Czekolady.

 Ekipa Madecasse prócz tworzenia czekolady para się dystrybucją madagaskarskiej wanilii. Na ich stronie internetowej można zapoznać się z całą historią rozwoju firmy. Co ciekawe, jej założyciele znaleźli się na Madagaskarze jako wolontariusze nauczający języka angielskiego. Tam w ich głowach zakiełkowały czekoladowe marzenia, które po latach postanowili zrealizować.


75-gramowej tabliczki wydawało się być naprawdę sporo, zapewne przez podział na dość drobne kostki. Pachniała jakąś słodką, paloną zawiesiną w stylu melasy oraz mieszanką subtelnych kwaśności: maślanką, grejpfrutem, jabłkiem. Jednakże w pierwszej kolejności przez wzgląd na zapach jawiła się jako słodka. W zasadzie w smaku okazało się być podobnie... Słodycz nieustannie walczyła w niej w kwaskiem.

Delikatną szorstkością odrobinę przypominała mi dawne Menakao. Nie rozpuszczała się w ustach z wielką wylewnością, w strukturze była dość ziemista (a przy tym smakowych nut ziemistych nie odnalazłam w niej wiele). Fascynująca okazała się w niej wspomniana bitwa słodyczy z kwaskiem (iluzją goryczki była tu jedynie odrobina ziemistości). Pomyślałam o maślance z pieczonym jabłkiem i cynamonem, a także o szarlotce zrobionej z jabłek startej wraz ze skórką. I tak sobie ta czekolada balansowała, wahała się. Szalka przechylała się raz w stronę słodyczy, raz w stronę kwaśności.

Niby to był typowy Madagaskar, ale jednak nie do końca. Choć siedemdziesiątka od Madecasse nie porwała mnie jakoś szczególnie, to przekonała mnie do przetestowania pozostałego asortymentu firmy.



Gdy skierowaliśmy swe kroki z Bacówki nad Wierchomlą w stronę Runka, zaczęło solidnie zbierać się na burzę. Ostatecznie nas na szlaku minęła bokiem, ale dookoła nieźle się działo... My mieliśmy szczęście. Przez Holę do Hali Łabowskiej doszliśmy bez większych perypetii. I nawet kawałek Tatr nam się przez chwilę ukazał.

 
A tu już ponownie przy schronisku na Hali Łabowskiej - w zupełnie odmiennej aurze, niż dnia poprzedniego.


Następnie rozpoczęliśmy zejście przez Łomnicę Zdrój do Piwnicznej, lecz innym szlakiem niż uprzednio. Okazał się on również bardzo malowniczy, a prowadził grzbietem pasma obfitującego w niewielkie, urocze hale, takie jak na przykład Hala Groń.

 





W Łomnicy spróbowaliśmy wody mineralnej ze źródła Stefan - bogatej w przeróżne pierwiastki, lekko nagazowanej i co ciekawe - wyróżniającej się wysoką zawartością amoniaku. Zdecydowanie czuło się to w smaku. Dalej maszerując uliczkami Łomnicy nie ominęła nas już ulewa, która towarzyszyła nam aż do samej Piwnicznej. Na szczęście przestało padać wówczas, gdy wybraliśmy się na kilkugodzinne ucztowanie do naszej ulubionej restauracji Pod Kasztanami na piwniczańskim rynku.


Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 75 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 645 kcal.
BTW: 12,5/52,5/30,5