Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papaja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą papaja. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 17 września 2015

Lindt Papaya mleczna nadziewana papają i mlecznym kremem

 

 Dziś przed Wami ostatnia z trójki nowych egzotycznych nadziewańców od Lindta. Mowa o wersji z papają - o egzemplarzach z acai oraz mango i marakują pisałam już wcześniej. Opcja z papają była o tyle kusząca, że nigdy nie jadłam czekolady z jej dodatkiem - prócz świetnej Heidi Mexico, gdzie oprócz papai znalazła się guawa i chili. Ponadto, w wersji solo świeżej papai nigdy nie kosztowałam, miałam do czynienia tylko z owocem kandyzowanym. Wiem, że kiedyś Łowicz miał w swej ofercie dżem z papają i marakują, ale jego kiepski skład zawsze odstręczał mnie od kupna. Lindt Papaya miał więc być prawdziwym papajowym testem, aczkolwiek po doświadczeniach z pozostałymi czekoladami z tej serii moja nadzieja na zjedzenie czegoś naprawdę pysznego stała się nikła.

Poniżej możecie zobaczyć zdjęcia relacjonujące degustację Lindt Papaya. O jej szczegółach wspominałam już w poprzedniej notce. Fotka, na której trzymam kostkę czekolady została wykonana na tarasie naszej kwatery w Hovk, gdy mgła nie była jeszcze na tyle intensywna, by zasłaniać sąsiadujące domy. Gdy wybraliśmy się na spacer, nie było widać już nic. Lindt Papaya podzielona została pomiędzy mojego Męża, przewodnika Serza, gospodynię Wirginię i mnie. Jedząc raptem ćwierć tabliczki zostałam i tak wystarczająco zasłodzona.



Spod jak zawsze smacznej mlecznej lindtowskiej czekolady znów atakowała nas cukrowa pułapka. Mleczny zbity krem niczym mnie nie porywał - po prostu nie przepadam za takimi nadzieniami. Całe szczęście, że u Lindta było ono po prostu cukrowo-mleczne, a nie margarynowe, jak to bywa w Wedlu czy Milce. Podobna do dżemu papajowa warstwa byłaby naprawdę ciekawa, gdyby choć odrobinę bardziej ją zestalono, no i zdecydowanie mniej posłodzono... Posmak papai jest tutaj bardzo charakterystyczny i naprawdę smakowicie kuszący - cukier jednak skutecznie go tłamsi. Już nawet wybaczyłabym Lindtowi ten mleczny krem - chciałabym, aby zatopił w nim kawałki kandyzowanej papai. Po prostu zapragnęłam smaku tego owocu. Tymczasem Lindt tylko zwiódł mnie na pokuszenie i pozostawił niedosyt.

Niestety, muszę ocenić tropikalne nadziewańce Lindta jako jedną z najgorszych serii tej marki. Domyślam się, że może znajdzie się wielu fanów takiej konsystencji nadzienia i wysokiego poziomu słodyczy, ale ja nie tego oczekuję od Lindta. Płynne nadzienia u Lindta zdają egzamin tylko w alkoholowej kolekcji. I tyle. No to teraz czas na dalszy ciąg relacji z urlopu ;).



W czwartkowy poranek opuściliśmy Hovk po śniadaniu i pożegnaniu z naszymi gospodarzami. Wraz z Serzhem udaliśmy się do miasteczka Idjewan. Tam zwiedziliśmy lokalne muzeum etnograficzne, choć w sumie zwiedzanie to dużo powiedziane. Choć pracowały w nim trzy kobiety, żadna nie wykazała nami zainteresowania i nie potrafiła odpowiedzieć na żadne pytanie. Nie mówiąc już o tym, że zabrakło jakichkolwiek opisów eksponatów w innym języku niż ormiański. W sumie to popatrzyliśmy sobie co tam jest i tyle. Najciekawsze wydały mi się rozpadające schody prowadzące do muzeum.

Potem spacerowaliśmy po ogrodzie dendrologicznym w Idjewanie, nad którym królował widoczny na zdjęciu zdezelowany diabelski młyn. Ogród w sumie wyglądał podobnie jak owa karuzela - bardzo zaniedbany, a szkoda... Widać, że mało kto z zewnątrz odwiedza to miasto.




Na ten dzień mieliśmy jeszcze zaplanowane zwiedzanie dwóch monastyrów: Sanahin i Haghpat. Leżą one w wioskach o tych samych nazwach. Te dwie miejscowości od lat konkurują ze sobą, co widoczne jest nawet w ich nazwach. W Sanahin znajduje się monastyr starszy od Haghpat o 10 lat, a "Sanahin" oznacza nie mniej i nie więcej co: "nasz jest starszy". Jakby 966 rok kontra  967 rok robiły aż tak wielką różnicę :). Powyżej dwa kadry z Sanahin. Na szczęście wzięto się za jego remont, bo wkrótce krzewy i drzewa całkowicie zajęły by dachy...


Z Sanahin zaliczyliśmy trekking do Haghpat, podziwiając odmienne już krajobrazy - nadal górskie, ale bogatsze w roślinność, bardziej zielone. Monastyr Haghpat, zostawiony na koniec - wywarł na mnie bodaj największe wrażenie. Nie swoim położeniem, ale właśnie samym sobą. Może i przez to, że mieliśmy okazję podejrzeć mszę odprawianą w ormiańskim obrządku. Kilku wiernych, śpiew, niesamowita akustyka... Ciary szły po plecach. Te mury ewidentnie mają duszę.



Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku 15%, cukier inwertowany, miazga kakaowa, papaja 3%, odtłuszczone mleko w proszku 3%, olej palmowy, koncentrat soku z papai 1%, syrop glukozowy, koncentrat soku cytrynowego, lecytyna sojowa, laktoza, naturalne aromaty, pektyna, wanilina.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 507 kcal.
BTW: 6/28/57

środa, 19 czerwca 2013

Heidi SummerVenture Mexico ciemna z guawą, papają i chili


Proszę Państwa. Ogłaszam wszem i wobec, iż Heidi tegoroczną edycją SummerVenture po prostu zmiażdżyła system. Wprawdzie nieopisana tu jeszcze tabliczka Sicilia nie zasmakowała mojemu Ukochanemu (mi owszem :)), co nie zmienia faktu, że... tak oryginalne smaki spotyka się rzadko. Tak wspaniale zrealizowane pomysły to ogromny skarb.

Mexico. Ciemna czekolada z guawą, papają i chili. Tak jak w przypadku Himalaya, znów feeria aromatów już na wstępie. Smak jest wprost rewelacyjny, bogaty. Kunszt deserowej czekolady podkreślony soczystością egzotycznych owoców i pikanterią chili. Bogactwo, w którym została zachowana idealna równowaga.

Tegoroczna seria SummerVenture, oprócz swego większego wyrafinowania, przewyższa ubiegłoroczną również ze względu na korzystniejszą formę zastosowania dodatków. W zeszłym roku kawałki owoców grzęznące między zębami nie pozwoliły w pełni czerpać przyjemności z jedzenia. Tym razem dodatki otrzymały bardzo drobną formę - w pełni skupiamy się na egzotycznych smakach głęboko wkomponowanych w kakaową bazę. Nie obchodzi mnie to, że procentowo w składzie owoce stanowią niewielki ułamek. Skoro taka ilość wystarczyła, aby uzyskać naprawdę spektakularny efekt - nie mam pytań. 

 Tak, będę w nieskończoność biła pokłony, bowiem rzadko udaje mi się natrafić na coś tak wyjątkowo pysznego!

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, kawałki guawy 3,5% (sacharoza, guawa 7%), kawałki papai 2,5% (sacharoza, papaja 20%), chili 0,15%, lecytyna sojowa, aromaty: naturalny ekstrakt waniliowy i papaja.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 556 kcal.