Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stewia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą stewia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 listopada 2019

Beskid Peru 98% ciemna z liśćmi stewii

 Źródło: https://www.slodkiprzystanek.pl/sklep/czekolada-ciemna-bez-cukru-peru-71-z-liscmi-stewi-50gr

Jakiś czas temu dostałam od Kimiko przesyłkę z jej, hmm... niedojedzonymi czekoladami, z której to bardzo się ucieszyłam, bowiem w moim domu z każdą kostką czekolady zrobimy pożytek. Wśród nich była jedna z niewielu czekolad naszej rodzimej marki Beskid z Węgierskiej Górki, której świadomie zdecydowałam się nie kupić. Podarowaną jednak chętnie wypróbowałam. Mowa o ciemnej tabliczce z aż 98% zawartością kakao z Peru, słodzoną liśćmi stewii (stanowiącymi pozostałe 2%).


Mój Mąż skosztował raptem kawalątek tej czekolady i podziękował. Ja natomiast wciągnęłam całą resztę zaskakująco szybko. Nie, żeby ów wynalazek jakoś szczególnie mi smakował. Trudno nazwać go smakołykiem, jest bardzo specyficzny. Przede wszystkim - stewia tak mocno modyfikuje smak całej czekolady, że w życiu bym nie powiedziała, iż ma aż 98% kakao. Smakuje o wiele łagodniej, lżej. Stewia nadaje całości sporej świeżości, pewnej ziołowej słodyczy. Choć to tylko 2% całości, całkowicie zakrywa ono kakao. Absurd - mam 98% kakao, które powinno krzyczeć do mnie swą mocą, a tymczasem niemal nic nie mogę o nim powiedzieć!


Ten eksperyment od Beskidu nazwać mogę tylko i wyłącznie żywnością funkcjonalną, nie zaś dobrą czekoladą, nad którą można się pozastanawiać, dać płynąć myślom. Gdybym jednak musiała wystrzegać się cukru w diecie, wolałabym sięgnąć po standardową czekoladę 100% kakao lub propozycje od Beskidu z maltitolem i erytrytolem.

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, liście stewii 2%.
Masa kakaowa min. 98%.
Masa netto: 50 g.

czwartek, 21 kwietnia 2016

Klingele Chocolade Balance ciemna 48,9% z jagodami i truskawkami, słodzona maltitolem i stewią


Dziś, nim przejdę do opisu kolejnej czekolady, zakończę relację z naszej górskiej wyprawy wielkopiątkowej, jaką rozpoczęłam w tym wpisie. Kolejnym punktem wędrówki przez Pasmo Cietnia w Beskidzie Wyspowym był szczyt Grodzisko 618 m n.p.m. - mimo niewielkiej wysokości n.p.m. wyróżniający się wybitnością. W całym Paśmie Cietnia odznaczał się jako stercząca kopuła. Nie tylko specyficzny wygląd tego szczytu stanowi o jego wyjątkowości. Zdobywając go, musieliśmy pokonywać liczne spiętrzenia terenu, które są śladami murów obronnych dawnego grodu. Znaleziono tam ślady działalności ludzkiej sprzed kilkuset lat przed naszą erą! Grodzisko funkcjonowało do drugiej połowy XIII w. - zostało wtedy spalone przez Tatarów i nigdy nie odbudowane.


Współczesna historia również zapisała swój ślad na szczycie Grodziska. Podczas II Wojny Światowej partyzanci mieli tu swój schron. Poległych chowano właśnie tam. Po wojnie zostali ekshumowani, lecz na szczycie do dziś znajduje się ich symboliczny grób.

  
Schodząc z powrotem na Przełęcz pod Grodziskiem zboczyliśmy na chwilę na szlak czarny, który miał wieść przez szczyt Klasztorówka. Można odnaleźć na nim ślady średniowiecznego klasztoru benedyktynów. Jego umiejscowienie nie było jednak dokładnie oznakowane i możemy tylko przypuszczać, iż rzeczywiście udało się nam odnaleźć jego trop.


 Dalej skierowaliśmy swe kroki z stronę miejscowości Pogorzany. Kolejnym ważnym celem naszej wędrówki był Diabli Kamień - potężny głaz z towarzyszącą mu pustelnią (jeszcze w latach 90. rzeczywiście mieszkał tam pustelnik - zakonnik z klasztoru w Szczyrzycu). Na Diablim Kamieniu i w jego okolicach spędziliśmy nieco czasu - to bardzo urokliwe miejsce.




 Następnie udaliśmy się z powrotem do Szczyrzyca, mijając wspomniane wyżej Opactwo Cystersów. Cystersi na swoim terenie prowadzą zachowawczą hodowlę bydła polskiego czerwonego, a także browar. Niestety, restauracja i muzeum przyległe do klasztoru były w Wielki Piątek zamknięte.

 Ze Szczyrzyca udaliśmy się samochodem do naszego pensjonatu w Mszanie Dolnej. Po przebraniu się, wybraliśmy się na kolację do Starej Winiarni, położonej na terenie dawnego folwarku. Niezwykle klimatyczne miejsce! Na pewno wrócilibyśmy tam w kolejne dni, gdyby restauracja była otwarta w święta. Na zakończenie piątku lampka wina i lektura książki w ciepłym łóżeczku... Bardzo udany dzionek!




Przejdźmy teraz do opisu kolejnej czekolady od Klingere Chocolade, jaką miałam okazję próbować dzięki Oldze z livingonmyown.pl. Po zjedzeniu dwóch kostek ciemnej tabliczki z linii Green Dream na Księżej Górze, od razu sięgnęliśmy po pozostawiony nam fragment czekolady z drugiej linii produktów Klingele - Balance. W zasadzie Balance dzieli się na jeszcze trzy kategorie: słodzone maltitolem, słodzone maltitolem i stewią, ryżowe alternatywy czekolad mlecznych. Nasz egzemplarz należy do serii numer dwa.

Jak już zauważyła Olga, logo linii Balance jest pomysłowe i atrakcyjne. Rzeczywiście wskazuje na mocne powiązanie owych czekolad z naturą - przynajmniej taki był zamysł producenta. Dla mnie bardziej naturalne są czekolady słodzone cukrem, ale wykonane metodą bean-to-bar. Nie będę jednak polemizować, bo pomysł na logo i tak jest rewelacyjny.

Zastosowanie naturalnych słodzików oraz dodatku owoców leśnych od razu przypomniało mi o niegdyś próbowanej czekoladzie Torras (z erytrytolem i stewią). Naturalnie, że postanowiłam porównać obie tabliczki. Pod względem wyglądu Klingele prezentowała się atrakcyjniej - wydawała się gładsza, a drobinki owoców kusiły swoim zróżnicowanym kolorem. Jednak jeśli chodzi o zapach, Klingele odrzuciła mnie - pachniała bardzo sztucznie, jak truskawkowy szampon dla dzieci. Torras wygrał nie tylko zapachem, ale również składem - choć w obu tabliczkach zastosowano kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, to w Torras mimo wszystko pojawił się tłuszcz kakaowy.



Smak odrzucił mnie jeszcze bardziej niż zapach. Przede wszystkim, czekolada wydała się nam bardzo papierowa i mydlana zarazem. Nie byłabym w stanie zjeść więcej niż dwie kostki, przysięgam! Choć posmak słodzików nie był wyraźny, to czekolada sama w sobie była po prostu dziwaczna w swej konsystencji. Ni to proszkowa, ni to wiórowa - na pewno nie tak gładka, jak sugerował to wygląd.

Liczne drobinki owoców truskawek i jagód przypominały cukrowe kryształki i, tak jak w zapachu, sprawiały wrażenie sztucznawych. Zdecydowanie mocniej przypadły mi do gustu fragmenty suszonych (bądź liofilizowanych) owoców w Torras, które smakowały po prostu autentycznie.



Obie belgijskie czekolady jedzone na Księżej Górze wybitnie mi nie przypasowały. Balance była jeszcze gorsza od Green Dream, bo prócz płaskiego smaku była też sztuczna, mydlana i papierowa. Jaki jest sens tworzenia na siłę niby-prozdrowotnej czekolady? Bawi mnie fakt, iż na drugim miejscu w składzie stoi tu inulina, przez co zawartość błonnika w 100 g czekolady wynosi aż 32,9 g. Nie lepiej po prostu zjeść do obiadu surówkę, a na deser pozwolić sobie na kawałek rozkosznej Prawdziwej Czekolady?

PS Totalnie rozbieżne recenzje możecie przeczytać u Olgi i Zuzanny.


Skład: miazga kakaowa, inulina, tłuszcz kakaowy, maltitol, odtłuszczone kakao w proszku, jagody 3%, truskawki 3%, lecytyna sojowa, glikozydy stewiolowe, naturalny aromat waniliowy.
Masa kakaowa min. 48,9%.
Masa netto: 85 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 452,8 kcal
BTW: 5,7/34,7/18,4

poniedziałek, 30 marca 2015

Torras ciemna z owocami leśnymi słodzona erytrytolem i stewią


Dziś opisywaną czekoladę marki Torras dostałam już parę dobrych miesięcy temu od mojej Przyjaciółki. Przywiozła mi ją z wakacji w Portugalii nie wiedząc, że jest również do kupienia w Polsce ;). Nie mniej jednak, bardzo jestem jej wdzięczna za ten prezent, bowiem sama z siebie raczej szybko bym nie zdecydowała się na zakup tej czekolady. A szkoda, bo przecież jest dość unikatowym wyrobem. Dlaczego? Hiszpańska firma Torras specjalizuje się w produkcji czekolad bez cukru, z alternatywnymi słodzikami. Mleczny wariant z dodatkiem migdałów opisywały na swoim blogu Candy Pandas. Ja uraczę Was recenzją opcji deserowej, uświetnionej owocami leśnymi.


Niestandardowej (bo 125-gramowej) wielkości tabliczka zapakowana została w nietypowo otwierający się kartonik. Jak to wygląda, możecie zobaczyć na zdjęciu powyżej. Muszę przyznać, że zastosowane rozwiązanie okazało się bardzo wygodne - można sobie produkt bez problemu wysunąć z kartonika. Szkoda, że sreberko już trzeba było brutalnie rozrywać, bo zostało zbyt pieczołowicie zgrzane.



Tabliczka jest dość cienka i podzielona na duże kostki. Od spodu zauważamy liczne wybrzuszenia, będące oznaką, że nie oszczędzono dodatku owoców. Produkt intensywnie pachnie suszem z leśnych owoców. Na myśl przychodzą głównie maliny i truskawki, z lekko pudrową nutą. Naturalny zapach suszu podkręcono dodatkiem aromatu i jest to wyczuwalne - na szczęście w stopniu akceptowalnym. Przyjemny owocowy zapach dobrze komponuje się z niezbyt bogatym, lekkim aromatem kakao. Aromatem kakao w proszku, nic ponadto.

Pochylając się nad składem produktu zauważamy, że Torras przyoszczędził na surowcach kakaowych stosując odtłuszczone kakao w proszku. Czekolada i tak czy siak nie zawiera wysokiej ilości masy kakaowej (jest to 58%), przez co rzeczywiście zapach przywodzi nic ponad najzwyklejsze w świecie kakao w proszku. No, nie licząc elementu owocowego. Nieco mnie poirytowało uogólnienie, jakim jest nazwanie dodatku w składzie "owocami leśnymi". Co to znaczy owoce leśne? Moim zdaniem, nazwy każdego z gatunku zastosowanych owoców powinny być z osobna wyszczególnione.

Zatrzymajmy się na chwile przy zastosowanych słodzikach. Użycie erytrytolu oraz glikozydów stewiolowych sprawiło, że produkt jest niesamowicie niskokaloryczny jak na czekoladę - to tylko 410 kcal w 100 g! Erytrytol jest nieprzyswajalnym przez organizm (a przez to praktycznie bezkalorycznym) poliolem naturalnie występującym na np. w niektórych owocach (gruszki, melony, winogrona). Do celów spożywczych uzyskuje się go drogą fermentacji glukozy przez drożdże. Jego przewaga nad ksylitolem wynika z faktu, iż nie ma on praktycznie żadnego działania drażniącego na układ pokarmowy. Jeśli zechcielibyśmy zakupić sam erytrytol, to często występuje on w połączeniu ze stewią - tak jak w czekoladzie od Torras. O magicznej roślince jaką jest stewia ostatnimi czasy jest coraz głośniej, także nie będę się tutaj nad nią rozwodzić. Odsyłam do źródeł internetowych, jeśli macie ochotę poczytać o dobroczynnych właściwościach stewii. Ponadto, do czekolady dodano również inulinę, która jest dobrym prebiotykiem.


O zapachu już co nieco napisałam, teraz czas przejść do kolejnych wrażeń zmysłowych :). Kostki odłamują się łatwo i bez trzasku. Tekstura czekolady jest miękka, ale nie rozpływająca się. Sprawia bardziej wrażenie kruchości, ale nie sypkiej. Po umieszczeniu kawałka czekolady w ustach musimy chwilę popracować językiem, aby zaczęła się rozpuszczać. Pozostawia po sobie klasyczny posmak kakao w proszku, bardzo prosty i raczej gładki. Słodycz w tej czekoladzie jest delikatna i specyficzna, kojarząca się z posłodzoną miodem wodą. To bardzo, ale to bardzo lekka czekolada.

Zdecydowanie muszę przyznać, że jest to tabliczka idealnie nadająca się na upały, bowiem każdy kęs pozostawia po sobie przyjemnie chłodzące uczucie rześkości, budzący skojarzenie z miętą. Domyślam się, że jest to efekt zastosowania stewii. Poza tym, kolejnym odświeżającym czynnikiem są owoce. Przypuszczam, że występują one tutaj w formie zliofilizowanej, ale jest to tylko mój domysł, bowiem nie zamieszczono takiej informacji na opakowaniu. Nie są to jednak sztuczne paraoowocowe kostki, ale aromatyczne i autentyczne suszki. Zatopione zostały wewnątrz tabliczki w sporej ilości. Podczas ich spożywania wychodzi na wierzch problem nieścisłości opisu składu surowcowego. Te nieszczęsne "owoce leśne"... Na mój gust, w tej czekoladzie umieszczono jedynie suszone maliny i truskawki. Wnioskuję to nie tylko po smaku, ale również po wyglądzie i barwie tego dodatku. Wszystkie suszki jakie znalazłam miały odcień czerwonawy.

Czekolada marki Torras to na pewno świetna alternatywa dla osób bardzo dbających o linię, dla których 600 kcal na 100 g nawet barrrrdzo zdrowej ciemnej czekolady z wysoką zawartością kakao będzie wartością zaporową. Ja jednak potraktuję Torras jako ciekawostkę, bo mam zamiar eksplorować bogaty świat kakao bez oglądania się na wartość energetyczną produktu. Na pewno wielką zaletą czekolady jest jej specyficzny efekt chłodzący - latem taki smakołyk sprawdzi się jak ulał. Jestem pewna, że znajdzie się grono odbiorców, którzy czekoladami Torras będą pragnęli raczyć się regularnie. Ja podziękuję, aczkolwiek było to na pewno ciekawe doświadczenie.

Skład: miazga kakaowa, słodziki (erytrytol, glikozydy stewiolowe 0,026%), tłuszcz kakaowy, inulina, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, owoce leśne 2%, lecytyna sojowa, aromat waniliowy i owoców leśnych.
Masa kakaowa min. 58%.
Masa netto: 125 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 410 kcal.
BTW: 6,5/36/33