Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polenta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą polenta. Pokaż wszystkie posty

piątek, 11 marca 2022

Zotter Zitronenpolenta ciemna 70% nadziewana ganaszem z kaszy kukurydzianej z cytryną, brandy z cukru trzcinowego, migdałami i przyprawami


Po raz kolejny Handscooped bazująca na cytrynowej polencie powróciła do oferty Zottera. Miałam okazję próbować takowej wariacji w 2016 roku, kiedy to Lemon Polenta występowała z ciemną kuwerturą o 60% zawartości kakao. Tym razem, nasza Zitronenpolenta okolona jest czekoladą o 70% zawartości kakao. Jeśli chodzi o skład nadzienia, nie zmieniło się praktycznie nic. W najnowsze Zottery zaopatrzyłam się oczywiście na foodieshop24.pl.


Wszystko wskazuje na to, iż najlepiej będzie mi odesłać Was do recenzji sprzed kilku lat. Również tutaj cytrynowość nadzienia przyćmiewała czekoladową kuwerturę, choć przecież dodano 10% kakao. Bardzo mocnym skojarzeniem było ptasie mleczko cytrynowe, choć piankowość nadzienia nie była tak oczywista - mokra kukurydziana kasza sprawiała wrażenie drobnych granulek, niczym wilgotne wiórki kokosowe. Mam wrażenie, że ze starszej wersji byłam w stanie wyciągnąć znacznie więcej głębi... Gdzieś umknął mi alkohol, migdały oraz przyprawy. Ale może to tylko kwestia dnia? Wszak oba egzemplarze degustowałam na górskim szlaku - warunki ku smakowaniu czekolady były podobne.


Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, sok cytrynowy, pełne mleko, syrop skrobiowy, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, polenta, koncentrat soku cytrynowego, brandy z cukru trzcinowego, migdały, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, sól, wanilia, cynamon, płatki róż, chili bird's eye, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier).
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 495 kcal.
BTW: 6,7/31/43.

niedziela, 8 grudnia 2019

Zotter Lime and Passion Fruit ciemna 70% nadziewana ganaszem marakujowo-limonkowym i ganaszem z białej czekolady, polenty, batatów, cytryny i brandy z cukru trzcinowego


Po jedzonej dzień wcześniej nieudanej Mango Tango z serii Zotter Handscooped, miałam wielkie obawy dotyczące Lime and Passion Fruit. Dlaczego? Ponieważ jest to ciemna czekolada 70% nadziewana ganaszem marakujowo-LIMONKOWYM oraz ganaszem z białej czekolady, batatów, CYTRYNY i brandy z cukru trzcinowego. Poza tym, w nader skomplikowanym składzie wysoko stoi też verjuice, czyli sok z zielonych winogron, znany już z trzech innych przekombinowanych Handscooped: Verjuice Green Grapes, Gourmet Journey to Peru i Tahini Palestine. Dwóch rzeczy więc naprawdę się obawiałam: przysłaniającej wszystko inwazji cytryny i limonki oraz przekombinowania, przytłoczenia licznymi składnikami. A tak pięknie by mogło być, gdyby nadzienie tej czekolady pozostało choćby jedynie połączeniem marakui z polentą...

Wszystkie moje nowe Zottery zakupiłam na biokredens.pl.


Nie będę udawać, iż wyłapałam wszystkie liczne niuanse zawarte w tej tabliczce. Oczywiście tak nie było. Jak zawsze pyszna ciemna czekolada od Zottera ukrywała w sobie bowiem tyle składników, że wręcz musiał zawładnąć nimi chaos. Nie starałam się odróżnić od siebie obu warstw nadzienia, raczyłam się całością naraz. W dolnej, marakujowo-limonkowej warstwie, na szczęście marakuja pokazała większy pazur niż limonka - limonka w istocie stała się tylko dodatkowo nadającej świeżości przyprawą. Mogłam delektować się jej specyficznym, wspaniałym smakiem, choć oczywiście i tak było mi jej za mało.

W górny ganasz powkładano bowiem wszystko i nic. Biała czekolada, bataty, polenta, brandy, cytryna, verjuice, migdały... Czego tam nie było! Słodka na modłę kukurydziano-migdałową, przełamana cytryną i brandy - smakowała, lecz w gruncie rzeczy obierałam ją jako nijaką, kierując cały czas swoją uwagę na marakuję. Ah, jakże żądna byłam tropikalnych owoców innych niż cytrusy po tym, co Zotter zafundował mi w Mango Tango!


Lime and Passion Fruit na szczęście okazała się lepsza od poprzedniczki, choć macham na nią ręką, gdy porównuję ją z licznymi, bardziej atrakcyjnymi nowościami z kolekcji Handscooped.

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, syrop ryżowy, verjuice (sok z zielonych winogron), słodkie ziemniaki, suszone marakuje, sok cytrynowy, pełne mleko w proszku, mleko, odtłuszczone mleko w proszku, jogurt w proszku z odtłuszczonego mleka, polenta, karmelizowane mleko w proszku (odtłuszczone mleko w proszku, cukier), brandy z cukru trzcinowego, koncentrat limonkowy, migdały, masło, koncentrat marakujowy, słodka serwatka w proszku, koncentrat soku cytrynowego, pełny cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, sól, wanilia, cynamon, olejek cytrynowy, chili, płatki róż, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier).
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 496 kcal.
BTW: 4,9/31/47

sobota, 22 grudnia 2018

Zotter Bread Break ciemna 70% nadziewana ganaszami z wódkami z białego i z ciemnego chleba


Bread Break - świetna gra słów, którą Zotter umieścił w nazwie jednej ze swych najnowszych Handscooped, zakupioną na biokredens.pl. W Old Bread Spirit Zotter po raz kolejny czerpie z wyrobów Destillerie Farthofer, którą znam już z kilku innych nadziewańców. W dziś opisywanej czekoladzie postawiono na dwa rodzaje chlebowej wódki - z chleba białego oraz ciemnego. Oba te chleby powstały z surowców organicznych, upieczone zostały tuż przy destylarni. Ową ciemną wódkę znamy już z wyśmienitej Bread and Roses.

Pewnego wieczoru umililiśmy sobie czas ciemną czekoladą o 70% zawartości kakao, nadziewaną dwoma ganaszami. Dolny, ciemniejszy, stworzony został na bazie ciemnej czekolady i wódki z ciemnego chleba. Górny, jasny - to ganasz z polenty i białej czekolady, wzbogacony o wódkę z białego chleba. Wszystko zostało doprawione wanilią i cynamonem.


Tabliczka pachniała głęboko i intensywnie - czekoladowym likierem oraz pikantnością dobrych pierniczków. W ustach rozpuszczała się gęsto i masywnie, choć jednocześnie z dużą dozą błogości i aksamitu. Intensywność ciemnej czekolady była tak soczysta, że aż kojarzyła się nam z dojrzałymi, nabitymi sokiem winogronami. Posmak dobrego czekoladowego likieru mieszał się ze złudzeniem miękkich, mocno korzennych pierniczków, odrobinę pikantnych. Pomyślałam o Bombardini wymieszanym z czekoladą.

Delikatności kompozycji nadawała jasna warstwa nadzienia. Wprawdzie też niosła ze sobą sporą dozę alkoholu, lecz w połączeniu z mięciutką kaszą kukurydzianą wymieszaną ze słodką białą czekoladą - wszystko zdało się bardzo przystępne.


Alkohol prezentował się tu niczym w dobrych pralinach. Wszystko było proste, choć wykwintne zarazem. Nieprzekombinowane i smakowite. Lubię takie Handscooped - wyraźnie skupione na głównych składnikach, bardzo konkretnie poprowadzone jednym torem. Bread Break zniknęła w naszych ustach w mig, smakowała bardzo...

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, mleko, syrop ryżowy, wódka z białego chleba, pełne mleko w proszku, masło, polenta, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, sól, wanilia, lecytyna sojowa, cynamon.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 512 kcal.
BTW: 6,4/34/37

piątek, 24 listopada 2017

Zotter Gourmet Journey to Peru ciemna 70% nadziewana czekoladą marakujową, ganaszem batatowo-marakujowym i ganaszem kukurydziano-limonkowym z brandy z cukru trzcinowego


Jak już wspomniałam przy recenzji Yacon Beer & Whisky, w ostatnich poczynaniach Zottera bardzo wyraźnie odznacza się zauroczenie Peru. Dla mnie to świetna nowina i z wielką radością wraz z nim odkrywam peruwiańskie czekoladowe skarby. Tym razem w serii Handscooped stworzył tabliczkę o bardzo kuszącej nazwie: Gourmet Journey to Peru. Poniżej tej nazwy na opakowaniu odnajdziemy wskazówkę, co jakie punkty odwiedzimy podczas owej podróży: marakuja, limonka, batat, kukurydza. Prosta ilustracja zdobiąca front opakowania zdaje się składać wszystkie te składniki w jeden dziwny twór. Niezwykle ciekawiła mnie ta kompozycja, zwłaszcza przez udział uwielbianej przeze mnie marakui. Swoją Gourmet Journey to Peru zakupiłam oczywiście dzięki biokredens.pl.


Zarówno nadzienie, jak i kuwertura, są w tej tabliczce dwuczęściowe. Z wierzchu tabliczkę pokrywa ciemna czekolada o 70% zawartości kakao, zaś pod nią leży cienka warstwa białej czekolady marakujowej. Dolny ganasz jest miękki i mnie zwarty od górnego - odznacza się barwą, która od razu wskazuje na udział marakui. I tak, dolny ganasz to marakujowo-batatowy miks skropiony limonką. Górna, bardziej zbita masa to kukurydziany ganasz wykonany z polenty (kaszy kukurydzianej), białej czekolady, brandy z cukru trzcinowego oraz całego mnóstwa limonek i cytryn. W składzie miejsce swe odnalazł także verjuice, czyli sok z niedojrzałych kwaśnych winogron - znany nam już z Verjuice Green Grapes. Jego dodatek tutaj nieco mnie zdziwił, zwłaszcza, że zdaje się on sporo mieszać w smaku, ale o tym za chwilę...


Tabliczka pachniała przede wszystkim limonkowo, z nutą cytryny i alkoholu. Dopiero na dalszym planie wyczuwaliśmy marakuję oraz samą ciemną czekoladę. Cieszyłam się, iż oba ganasze różnią się od siebie konsystencją, bowiem zależało mi na wypróbowaniu ich z osobna. Część marakujowa, tak jak się spodziewałam, okazała się moja faworytką. Nie tylko ze względu za intensywnie słodki, specyficznie marakujowy smak, ale i przez lekką konsystencję gładkiego musu owocowego. Trudno mi wyrokować, jaki udział w całej kompozycji miały bataty, gdyż to marakuja rządzi w dolnym ganaszu i jest tylko odrobinę przełamana limonką.

Inaczej jest w przypadku górnego ganaszu. W swej konsystencji stoi gdzieś pomiędzy kukurydzianymi ganaszami z Lemon Polenta i Coffee and Grits. W smaku na pewno bliżej jej do Lemon Polenta, szczególnie przez udział brandy z cukru trzcinowego oraz kosmiczny dodatek cytrusów. Ten ganasz jest bardzo mocno cytrynowo-limonkowy, balansujący na granicy przesady i sztuczności (alkohol jeszcze to wrażenie podkręca). Gdy dodamy do tego kwaśny sok z winogron, to w ogóle robi się hardkorowo... Jeszcze raz powtórzę, nie wiem, po co on tam potrzebny?



Przy jedzeniu wszystkich warstw naraz marakuja zupełnie ginie pod natłokiem cytryny i limonki, nawet ciemna czekolada gdzieś umyka (wszak jest jej tak mało! a zastąpienie jej części białą czekoladą marakujową wcale nie dało żadnego efektu wow...). Miałam wrażenie, że i tak czekoladowa kuwertura przesiąknęła limonkami i cytrynami...

Gourmet Journey to Peru generalnie smakowała mi, ale nie była tym, czego się po niej spodziewałam. Wiele obiecująca nazwa tabliczki nie oddaje rzeczywistości. Kompozycja była przesadzona jeśli chodzi o natłok kwaśnych elementów. Większa ilość marakujowo-batatowego ganaszu byłaby zdecydowanie lepszym rozwiązaniem. Może nawet wykorzystanie jej jako jednolite nadzienie?



Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, syrop cukru inwertowanego, verjuice - sok z kwaśnych zielonych winogron, bataty, suszone marakuje, sok cytrynowy, mleko, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, koncentrat limonkowy, jogurt w proszku z odtłuszczonego mleka, kasza kukurydziana, brandy z cukru trzcinowego, masło, migdały, proszek karmelowy (odtłuszczone mleko, serwatka, cukier, masło), słodka serwatka w proszku, koncentrat soku cytrynowego, skarmelizowane mleko w proszku (odtłuszczone mleko w proszku, cukier), pełny cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, sól, wanilia, cynamon, olejek cytrynowy, chili Bird's eye, płatki róż, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier).
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 488 kcal.
BTW: 4,8/31/44

niedziela, 12 marca 2017

Zotter Coffee and Grits kawowa nadziewana ganaszem z kaszy kukurydzianej z whisky


Po spektakularnej Lemon Polenta z wielką ciekawością sięgnęłam po kolejną nową Zotter Handscooped (dzięki biokredens.pl) zawierającą w składzie kukurydzianą kaszę. Moja ciekawość była jeszcze większa, gdyż nadzienie z polenty wzbogacone zostało o whisky (tu: tradycyjny jej rodzaj pochodzący z austriackiej Styrii), a wszystko zostało otoczone kuwerturą z kawowej czekolady (wobec której mam sentyment szczególnie dzięki Cognac + Coffee).

Kawa z polentą ma być według Zottera jego wspomnieniem z dzieciństwa jeśli chodzi o śniadania, ale trochę mi nie pasuje, bo niby dlaczego dzieci miałyby jeść kaszę z kawą (bo na pewno już bez whisky!). W zasadzie mało mnie obchodziła geneza tego pomysłu - jeśli coś posiada czekoladę, kawę i whisky już ma u mnie plusa, a dzięki kaszy staje się jeszcze bardziej interesujące.


Czekolada pachniała smakowicie, w zasadzie nieco marcepanowo - choć migdałów wcale tu nie ma. Prawdopodobnie po prostu alkoholowa nuta na mlecznym i czekoladowym tle stworzyła taką iluzję. Obecność alkoholu była łatwo wyczuwalna w aromacie, zaś słody whisky spójnie łączyły się z delikatną kawą i wyrazistym kakao. Mleczno-waniliowe tło sugerowało kaszkę przyrządzoną w typowo dziecięcy sposób. Na tym etapie zaniepokoił mnie fakt dość słabej woni kawowej, no i nie spodobał mi się widok niemal jednolicie gładkiego w przekroju nadzienia - w końcu w Lemon Polenta tak bardzo urzekła mnie ziarnistość ganaszu.


Najpierw uszczknęłam kawałek kawowej czekolady i... hmm, nie byłam zachwycona. Owszem, jest to dobra czekolada - Zotter musiał to zrobić dobrze - ale do pary z whisky spodziewałam się czegoś o wiele bardziej wyrazistego. Dostałam smaczną mleczną czekoladę w której kawa zdawała się być jedynie niuansem płynącym z bogactwa kakao. Być może po pobycie w Kolumbii nic już dla mnie nie będzie takie samo, no ale ocena w moich oczach jest jednoznaczna. Zresztą, mój Mąż też nie rozkoszował się kawowością, której po prostu... zabrakło. Zdecydowanie intensywniej czułam kawę w kuwerturze Cognac + Coffee, gdzie wraz z czekoladowym ganaszem pełnym koniaku tworzyła piorunujące połączenie.


Ganasz rzeczywiście okazał się dla mnie zbyt gładki i wydelikacony, a tak bardzo chciałam poczuć ziarnistość polenty. Tu przypominała ona dość mocno rozgotowaną papkę dokładnie wymieszaną z masłem i mlekiem. Rzeczywiście idealna potrawa dla dziecka, ale ja już od dawna nie jestem małą dziewczynką. Kukurydziany posmak jest delikatny i raczej przykrywany przez mleko i wanilię. Tym bardziej dodatek whisky (i próba dodania kawy) pasują tu jak pięść do nosa.

Dziwi mnie fakt, że whisky znalazło się tak wysoko w składzie. Owszem, w smaku nie da się jej nie zauważyć - próbuje pieścić podniebienie słodami i procentami - jednakże jej udział w całości kompozycji dalece odbiega od moich oczekiwań. Po Coffee and Grits spodziewałam się niebanalnej struktury i ciekawego zestawienia mocnych smaków. Otrzymałam bardzo łagodną tabliczkę, ni to dla dzieci, ni to dla dorosłych - zawieszoną gdzieś pomiędzy, ale za nic nie dającą się przylepić także do zbuntowanego nastolatka. Szkoda, zwłaszcza, że tak bardzo podoba mi się grafika na opakowaniu, sugerująca wyważoną i raczej wytrawną kompozycję. W porównaniu z wieloma nowościami w serii Handscooped Coffee and Grits wypada dość blado i sądzę, iż szybko o niej zapomnę.


Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, mleko, whisky, miazga kakaowa, syrop cukru inwertowanego, kasza kukurydziana, odtłuszczone mleko w proszku, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, mielone ziarna kawy, wanilia, lecytyna sojowa, sól, kawa w proszku, cynamon.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 483 kcal.
BTW: 5,7/31/40

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Zotter Lemon Polenta ciemna 60% nadziewana ganaszem z kaszy kukurydzianej z cytryną, brandy z cukru trzcinowego, migdałami i przyprawami


Gdy 12 listopada zeszliśmy w końcu na żółty szlak przy samym Przyborowie postanowiliśmy, że w najbliższej wiacie przystanku autobusowego zorganizujemy sobie degustację czekolady, popijając ją resztą kawy z termosu. Wiata była jedynym sensownym miejscem ku temu, bowiem nieustannie zacinał śnieg. Z plecaka wyjęłam niezbyt zimową propozycję od Zottera, która za to miała wprowadzić trochę słońca w ten zamglony dzień. Dziś przed Wami kolejna nadziewana nowość od austriackiego mistrza czekolady - Lemon Polenta (zakupiona jak zawsze dzięki biokredens.pl).

Gwoli ścisłości, tak naprawdę nie jest to nowość, lecz wielki powrót. Lemon Polenta była już niegdyś dostępna w ofercie Zottera; jej recenzję (opakowanie z inną szatą graficzną) można znaleźć na Chocablog. Zapewne producent wprowadził pewne zmiany w składzie i proporcjach, dlatego trudno będzie porównywać te dwie recenzje.




Gładziutka ciemna czekolada o 60% zawartości kakao przykrywa gwoździa programu - kaszę kukurydzianą (polentę) w towarzystwie cytryny. ów niebanalny duet uświetniony został jeszcze przez brandy z cukru trzcinowego, migdały oraz szereg przypraw: sól, wanilię, cynamon, płatki róż oraz chili. Samej cytryny jest w naszym smakołyku naprawdę sporo: 5% soku cytrynowego, 3% koncentratu owego soku, a ponadto mamy jeszcze olejek cytrynowy i proszek cytrynowy. Brzmi jak orzeźwiająca bomba!

Czekolada pachnie orzechowo-owocowym bogactwem kakao okraszonym alkoholem oraz pomarańczowo-cytrynową świeżością. Wąchając Lemon Polenta poczułam się tak, jakby ktoś mi przed nosem obierał ze skóry pomarańcze i wyciskał sok z cytryn. Tłuściutka i soczysta ciemna czekolada o dziwo nie przesiąkła za mocno tak intensywnie zapowiadającym się nadzieniem. Nadal możemy bez przeszkód cieszyć się jej bogactwem solo i w zasadzie warto to zrobić choć przez chwilę, bowiem wyraziste nadzienie rzeczywiście przyćmiewa nieco smaczną czekoladę przy degustowaniu całości bez podziału na części.


Żółciutko-beżowe nadzienie sprawia wrażenie sypkości - są to w końcu posklejane różnymi dodatkami ziarenka polenty. Przekrój moim zdaniem wygląda przepięknie i bardzo apetycznie. W konsystencji wyraźnie wyczuwa się grudki kaszy ugotowanej na miękko, zlepionej słodkim migdałowo-mlecznym kremem. W uroczym przekroju widać także obecność licznych przypraw, które na początku degustacji uderzają bardzo mocno, zdając się wręcz dominować w całej kompozycji. Tak jednak nie było. Już po chwili przekonujemy się, iż najistotniejsza jest tutaj CYTRYNA.


Cytryna zaskakująco zgrywa się z łagodną polentą otoczoną słodkim kremem z wyrazistymi przyprawami. Bez skrupułów atakuje swą autentycznością, rześką kwaśnością - momentami aż do przesady. W połączeniu z grudkami kaszy zdaje się smakować niczym oranżada w proszku, ale taka bardziej naturalna niż ta, którą doskonale pamiętamy z dzieciństwa. Przebrzmiewający raz po raz alkoholowy posmak przywołuje na myśl cytrusowy, dość lekki drink z palemką. 

Lemon Polenta to bardzo oryginalne i dość odważne połączenie. Trudno mi było sobie wyobrazić, jak będzie smakował taki zestaw. Tymczasem Zotter po raz kolejny mnie zaskoczył. Nie spodziewałam się aż takiej przyprawowości, tak wyważonego alkoholu, tak przyjemnej w konsystencji polenty otoczonej kremem, no i... tak mocnej i pysznej zarazem cytryny. Warto spróbować!


Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, sok cytrynowy 5%, mleko, syrop inwertowany, kasza kukurydziana 3%, koncentrat soku cytrynowego 3%, brandy z cukru trzcinowego, migdały, odtłuszczone mleko w proszku, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, sól, lecytyna sojowa, wanilia, cynamon, olejek cytrynowy, płatki róż, chili Bird's eye, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier).
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 488 kcal.
BTW: 6,8/34/37

środa, 24 września 2014

Zotter Marillen-Butterbrot mleczna nadziewana kremem morelowym i kremem z wódki z białego chleba


Gdy drżącymi rękoma przeglądałam po kolei czekolady Zottera w sklepie w Innsbrucku, Marillen-Butterbrot od razu wpadła mi w oko. Nazwa była na tyle ciekawa, że nie zagłębiając się w skład produktu zdecydowałam się go kupić. Morele i maślany chleb? Morele jako składnik nadzienia - rozumiem jak najbardziej, a na dodatek bardzo bardzo lubię te owoce. Ale maślany chleb? Czyżby Zotter pokruszył czerstwe kromki i oblał czekoladą, zamiast poczęstować nimi konie? ;) Otóż nie! Moje zdziwienie było jeszcze większe, gdy doczytałam o co w tym wszystkim chodzi.

 W składzie znajduje się "Weissbrotschnaps" czyli w wolnym tłumaczeniu wódka z białego chleba. Wpisując powyższe wyrażenie w google natrafiłam na stronę producenta owego dziwactwa. Oprócz wódki z białego pszennego chleba możemy kupić również taką z chleba pełnoziarnistego (pewnie zdrowsza, haha ;)). Domniemam, że jest to lokalny niemiecki wyrób - pierwszy raz spotkałam się z czymś takim. Ciekawe, prawda?

Samego trunku nie miałam okazji skosztować, ale za to trzymałam w łapkach czekoladę, która miała go w składzie 5%. Bogatsi w wiedzę, w jakiej formie chleb znalazł się w tabliczce czekolady - nadal nie mieliśmy zielonego pojęcia, czego się po niej spodziewać. Po rozwinięciu sreberka mogliśmy się zaciągnąć przyjemnym kakaowo-mlecznym zapachem, okraszonym nutą migdałów i suszonych moreli. Aromat alkoholu był praktycznie niewyczuwalny.

Forma tabliczki to oczywiście nadal niepodzielona na kostki, gruba tafla. Producent na opakowaniu informuje nas o dwóch warstwach nadzienia, jednak moje oko dostrzega jedną masę w odcieniach jasnego pastelowego brązu i morelowego beżu. Zmysł smaku sugeruje zaś, że składniki rzeczywiście zostały porozkładane w różnych proporcjach w spodniej i wierzchniej części nadzienia.

Nie przypuszczałam, iż z każdym kolejnym kęsem Marillen-Butterbrot będzie nam serwować aż tak mistrzowską, bogatą roszadę smaków. Mamy tutaj tyyyyle wszystkiego, że pozwalając rozpuścić się kawałkowi czekolady w ustach, co chwila napotyka nas coś nowego. Cienka warstwa świetnej jakościowo mlecznej czekolady stanowi kropkę nad i. Mój Mężczyzna jednoznacznie stwierdził, że poskąpienie czekoladowej polewy jest dla nadziewanych tabliczek Zottera dobrodziejstwem. Nadzienie jest na tyle bogate i smakowite, iż należy je chłonąć, bez tłumienia go solidną dawką wykwintnej czekolady. Nie do końca się z tym zgodzę - w końcu czekolada zawsze powinna być najważniejsza...

Nadzienie to przede wszystkim maślano-mleczna delikatność, pośród której co rusz napotykamy na coraz to kolejne intensywne smaki. Pojawiają się morele - posmak zarówno tych suszonych, jak i świeżych. No i na dodatek czujemy w buzi ich drobne kawałki. Mamy mielone migdały, które jak widać na dobre wpisują się w konwencję nadziewanych czekolad Zottera. Jeśli ktoś nie lubi migdałów, to po prostu ma pecha...

Ponadto, zbożowe klimaty pojawiają się w tej czekoladzie często. Koronnym wśród nich jest oczywiście chleb. Dodatek Weissbrotschnapsa przejawia się posmakiem podobnym do kwasu chlebowego, rozmoczonej piętki wypieczonego chleba. Alkohol, który ze sobą niesie - znów możemy potraktować jako sprytną przyprawę podkręcającą zmysły - bowiem za żadne skarby nie czuć tutaj ordynarności wódki! Osoby nieprzepadające za połączeniem czekolady i alkoholu absolutnie nie muszą się bać tego wyrobu. Kolejnym zbożowym elementem w zotterowskiej układance jest kasza kukurydziana. Kasza kukurydziana? A i owszem! I to taka przyrządzona z masełkiem! Być może to siła autosugestii, ale ja znalazłam miejsce dla kaszy wśród feerii doznań smakowych, jakie niosła Marillen-Butterbrot.

Podkręćmy jeszcze to wszystko szczyptą wanilii, cynamonu i kroplą soku z cytryny - a otrzymamy zaskakującą, oryginalną kompozycję. Nie mam pojęcia, jak Zotter wpadł na coś takiego. Jak wymyślono to, że tak dziwaczna kompozycja będzie naprawdę spójna i smakowita. To wieloskładnikowe, dopracowane danie. Kłaniam się w pas i już nie mogę się doczekać kolejnych atrakcji, jakich dostarczy nam Zotter.

Skład: cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, syrop glukozowo-fruktozowy, wódka z białego chleba pszennego 5%, miazga kakaowa, pełne mleko, migdały, puree z moreli 3%, masło 2%, odtłuszczone mleko w proszku, suszone morele 2%, kasza kukurydziana, nierafinowany cukier trzcinowy, serwatka w proszku, lecytyna sojowa, sól kuchenna, ziarna wanilii, cynamon, płatki róż, cytryna w proszku.
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 70 g.