piątek, 15 stycznia 2021

Standout Chocolate Maya Mountain Belize ciemna 70%

Moje drugie podejście do szwedzkiej manufaktury Standout Chocolate to ciemna czekolada o 70% zawartości Maya Mountain Cacao pochodzącego z Belize, zebranego w 2017 roku. Ziarna Maya Mountain znam już chociażby z tabliczek od Chocolate Tree czy Dick Taylor. Nasze belizyjskie ziarenka były fermentowane w drewnianych skrzyniach przez 6-7 dni, a następnie suszone w cieniu przez 7-10 dni. Po połączeniu ich z cukrem trzcinowym, już w szwedzkim Kallered, otrzymaliśmy zgrabną 50-gramową taflę, która ma nas uraczyć nutami jeżyn, rodzynek i miodu. Standout Chocolate Maya Mountain Belize 70% kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

  Tabliczka o czerwonawym odcieniu, pachniała plejadą kwaskowatości oraz mokrą ziemią. Zdawałoby się, że jest to zapowiedź czegoś mocnego i poważnego. W ustach jednak prędko rozlała się soczystym aksamitem, często charakteryzującym ciemne Zotter Labooko. Nadal pozostało w niej mnóstwo kwasków, lecz sparowanych ze słodyczą - w efekcie otrzymaliśmy owocową, świeżą feerię. Eksplorowaliśmy nie do końca dojrzałe limonki, które zaklęte zostały w jakieś dziecięce galaretki, przez co ich niedojrzałość stała się czymś zupełnie niebanalnym. Poczuliśmy również budyń waniliowy posypany dorodnymi jeżynami i borówkami amerykańskimi. Odnaleźliśmy świeżutki cytrynowy lukier oraz duże, jędrne rodzynki. 

Pełna i okrągła w ustach, miała w sobie coś tak uroczo delikatnego, co nadawało jej rysu mlecznej czekolady. Owocowe subtelne kwaski zostały szczelnie otulone błogą czekoladowością - całość okazała się niezwykle lekka i przyjemna; w swej radości przypominająca o słonecznej wiośnie. Maya Mountain Belize to skrajne inne czekolada w porównaniu do swej siostry Urubamba Peru 70%, ale jakże przepiękna w tej swej odmienności.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 572 kcal.
BTW: 10/37/51.

środa, 13 stycznia 2021

Zotter White Wine mleczna 40% nadziewana karmelowym ganaszem z winem Muscaris i rodzynkami


Parę lat temu miałam okazję wypróbować już Zotter Handscooped z półsłodkim, musującym winem Muscaris - była to mleczna 50% Muscaris Grapes, a zastosowane w niej wino pochodziło z winiarni Hirschmugl. Obecnie w ofercie Zottera pojawiła się nowa tabliczka z winem Muscaris. Nazywa się po prostu White Wine, a od poprzedniczki różni się o 10% mniejszą zawartością kakao w kuwerturze oraz dodatkiem verjuice (soku z zielonych winogron). Poza tym, są to dwie bardzo podobne czekolady - obie bazują na karmelowo-maślanym ganaszu z winem Muscaris, w którym zatopiono rodzynki pijane owym winem; w obu mamy też dodatek grappy. Mimo to, jest jedna ważna różnica - tym razem Musaris stworzono z winorośli uprawianych w styryjskich winiarniach Zottera, w regionach Sennkogel i Edelsgraben, zaś samo wino powstało w Silberberdzkiej Akademii Witikultury. White Wine zakupiłam na foodieshop24.pl.

Od swej poprzedniczki, White Wine różni się też o wiele jaśniejszą barwą nadzienia. Pachnie niczym marcepan z brzoskwiniami okraszony alkoholem; wyraźnie czuć tu grappę, zaś łagodnego wina nie umiałabym się domyślić jedynie po zapachu. Urzeka gruba warstwa mlecznej czekolady.

Nadzienie okazuje się bardzo gładkie, wręcz śliskie. Nie znajdziemy w nim całych rodzynek, a jedynie ich rozdrobione fragmenty. Mnóstwo tu alkoholowej soczystości położonej na karmelowej bazie: jak z rękawa sypią się skojarzenia z koglem moglem, bezą, ajerkoniakiem. Podkręcona alkoholem karmelowość pozwala wyłonić także brzoskwinie i jasne winogrona; sama obecność wina nadal pozostaje nieoczywista. Trochę tu niebanalnej ziołowości, a mnóstwo świeżości i filuternej słodyczy. O dziwo, łagodna mleczna czekolada wcale mi nie przeszkadzała ani mnie nie zasłodziła. Tym większym jest to dla mnie zaskoczeniem, iż dawną Muscaris Grapes odebrałam jako przeraźliwie słodką. Ciekawe, na ile zmieniła się moja percepcja, a na ile są to po prostu naturalne różnice między tymi dwoma czekoladami.

Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, syrop skrobiowy, białe wino Muscaris, miazga kakaowa, odtłuszczone mleko w proszku, masło, grappa, rodzynki, karmelizowane mleko w proszku (odtłuszczone mleko w proszku, cukier), słodka serwatka w proszku, verjuice (sok z zielonych winogron), pełny cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, wanilia, sól, cynamon, ziele angielskie.
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 529 kcal.
BTW: 5,5/34/47.

poniedziałek, 11 stycznia 2021

Maraná San Martín Peru ciemna 80%

Po doskonałej Maraná Piura Peru 80%, w następnej kolejności sięgnęłam po osiemdziesiątkę z kolekcji San Martín. Peruwiańska manufaktura Maraná, której asortyment mam okazję eksplorować dzięki sklepowi Sekretów Czekolady, w serii San Martín posiada trzy czekolady, z czego dziś opisywana jest najobfitsza w kakao. Ziarna wykorzystane w San Martín Peru 80% pochodzą z okolic miasta Tarapoto leżącego w departamencie San Martín i należą do wariantu genetycznego Amazónico. W niedalekiej odległości od Tarapoto już zaczyna się Puszcza Amazońska; producent obiecuje, iż podczas degustacji zabierze nas w tropikalną podróż...

Ta tabliczka posiadała już ciemniejszą barwę od poprzedniczki, więc absolutnie nie wprawiła mnie w konsternację swoim wyglądem. Ot, elegancko podzielona i ozdobiona, przyjemne gruba tafla. Łamana z głośnym trzaskiem, pachniała kwieciem zanurzonym w greckim, tłustym jogurcie.

W ustach układała się sycąco i pełnie, zalewając konsystencją czekoladowego budyniu, co świetnie łączyło się z wrażeniem ciepła i przytulności, jakie dawała. Mocno do głosu dochodziły owoce, lecz nie takie, jakich można by się spodziewać po amazońskim pochodzeniu ziaren. Wyczułam bowiem przede wszystkim pieczone jabłko oraz rodzynki w rumie, dzięki czemu w wyobraźni namalował mi się obraz wyśmienitego strudla. Później wszystko poszło jeszcze bardziej w wypiekową stronę, kojarząc się ze świeżymi owsianymi ciasteczkami z dodatkiem sezamu (tu szczególnie dało się wyczuć jego specyficzną kwaskowatość).

W porównaniu do swej siostry z Piura, San Martín wypadła dość blado. O wiele mniej złożona, poprawna, lecz zupełnie nie spektakularna. Jeszcze trochę czekolad Maraná przede mną, a ta dość zwyczajna degustacja wcale nie umniejszyła mojej ciekawości.


 Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 80%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 644 kcal.
BTW: 8,87/51,86/35,54.

sobota, 9 stycznia 2021

Fjåk 45% Milk Haiti Nibs & Oak Smoked Salt mleczna 45% Haiti z nibsami kakaowymi i wędzoną solą

Fjåk to wyjątkowa marka. Jak sami o sobie piszą jej twórcy, to pierwsza manufaktura bean-to-bar w Norwegii, położona w Hardangerfjord. Mam możliwość zapoznania się w ich asortymentem dzięki sklepowi Sekretów Czekolady. W pierwszej kolejności sięgnęłam po 45% Milk Haiti Nibs & Oak Smoked Salt, czyli mleczną czekoladę o 45% zawartości kakao z Haiti, posypaną kakaowymi nibsami oraz solą wędzoną dymem dębowym. Owa sól ma tradycyjne pochodzenie norweskie - wywodzi się z Bodø, portowego miasta leżącego za Kołem Podbiegunowym.

Kakao użyte do wykonania czekolady zakupiono za pośrednictwem PISA (Produits Des Iles SA), o której to firmie pisałam już przy okazji haitańskich tabliczek od Georgia Ramon (ciemna 80% i mleczna 58%). Przywołując mój opis PISA z jednej z tamtych recenzji, firma ta godnie wspiera farmerów w tym jednym z najbiedniejszych państw świata. PISA zakupuje ziarna od 1373 zarejestrowanych farmerów organicznych i jest odpowiedzialna także za proces fermentacji - dzięki czemu może sprzedać kakao drożej, a także w lepszej, kontrolowanej  jakości. Plantacje produkujące od PISA położone są w regionie Acul du Nord, gdzie kakao rośnie wraz z ziemniakami chińskimi, awokado, mango, cytrusami i bananami.

Tabliczka prezentuje się przepięknie. Z jednej strony jest wprawdzie podzielona na bardzo klasyczne kostki, ale posypka wykonana została obłędnie. Nibsy wyglądają na soczyste, wyselekcjonowane i wysokiej jakości, zaś pomiędzy nimi skrzą się lepkie plamki wędzonej soli. Samo opakowanie przyciąga wzrok, ale raczej swą prostotą i skromnością.

Gdy powąchałam taflę, poczułam się, jakbym siedziała w wygodnym fotelu tuż przed rozpalonym kominkiem, popijając gorącą mleczną czekoladę. Woń palonego drewna i mlecznej przytulności była doprawdy zniewalająca; przenosiła mnie pamięcią do bardzo przyjemnych chwil...


Wraz z pierwszym kęsem zanurzamy się w gęstym, słodkim mleczku... Pływamy w miękkim karmelu oraz w gryczanym miodzie. Czekolada jest niebywale delikatna, przeuroczo słodka, o nutach orzechów nerkowca oraz gofrowego ciasta. Było w niej coś oszałamiająco skórzanego, ale złagodzonego przez karmelowo-mleczną słodycz w taki sposób, że aż zdawało się to nieprawdopodobne. Myślę, że owo skórzane wrażenie było znacznie podbite przez samą sól.

Sól wędzona w dębowym dymie występuje tu jako doskonały aktor, uwypuklający zalety pysznej mlecznej czekolady. Jej posmak kojarzył mi się... z dobrą  panierką oraz z wędzoną wołowiną najdelikatniejszego sortu. Nie jest przesadzona, choć wyraźnie ją czuć - w połączeniu z tak dobrą czekoladą to niebywała zaleta.

Kakoawe nibsy również spisały się znakomicie. One już wyglądały świetnie, co przełożyło się na doznania smakowe. Miały w sobie lekki kawowy posmak, a poza tym cudnie zgrywały się z samą czekoladą. Nie za twarde, soczyste, po prostu cudowne - jedne z lepszych, jakie kiedykolwiek było dane mi jeść.

Wpadłam z zachwyt. Po cichu liczę na to, iż Fjåk również w swych kolejnych propozycjach przeniesie mnie do czekoladowego nieba.

 Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, nibsy kakaowe, sól wędzona dębowa.
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 53 g.