niedziela, 18 listopada 2018

Zotter Walnut Nougat ciemna 70% nadziewana nugatem z orzechów włoskich


 Po Walnut Nougat, kolejnym nowym Zotter Handscooped zakupionym przez foodieshop24.pl, spodziewałam się bardzo wiele. Uwielbiam orzechy włoskie. Walnut Nougat z zotterowskiej serii Nougsus przysporzył mi swego czasu wiele radości. Tym razem miałam do czynienia z nadziewańcem - przecież to wręcz musiało być wspaniałe! Nie zarażałam się faktem, iż tabliczka jest wegańska, wszak same orzechy włoskie zatopione w ciemnej czekoladzie 70% - powinny "zrobić robotę". Zamiast mleka w składzie nadzienia pojawiła się soja, natomiast dodatkową cienką kuwerturę wykonano jeszcze z białej ryżowej czekolady. Prócz tego, całość doprawiona została solą, wanilią, cynamonem i anyżem.


 Całość pięknie pachniała drewnem i po prostu włoskimi orzechami, choć już w sferze aromatu pojawiła się jakaś nieczysta, kwaśna nuta. Nugat był dość tłusty, strukturą przypominający grubo zmielony hummus. Była w nim jakaś zwarta i zimna strukturalność, którą odbierałam jako nieprzyjemną. Orzechy włoskie, wbrew moim oczekiwaniom, nie rozwinęły się pełnym bukietem. Myślałam bardziej o lakierowanym blacie drewnianego stołu, ubrudzonym margaryną. Soja i ryżowa kuwertura były takimi przeszkadzajkami, wprowadzającymi za dużo pobocznych roślinnych nut. Po prostu było... za mało orzechowo, zbyt nijako.

Ta czekolada zamuliła mnie, znudziła. Nic mnie w niej nie porwało i to było aż przykre. Nugat włoski w postaci Nougsusa okazał się dla mnie o wiele bardziej odpowiedni, być może przez wzgląd na mleczność. Właśnie tam orzechy włoskie mocniej się otworzyły, a tutaj... po prostu rozmyły się. Szkoda... liczyłam na mojego faworyta!


 Skład: surowy cukier trzcinowy, orzechy włoskie, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, napój ryżowy w proszku (ryż, olej słonecznikowy, sól), proszek sojowy (soja, maltodekstryna, syrop kukurydziany), olej słonecznikowy, lecytyna sojowa, sól, lecytyna słonecznikowa, wanilia, anyż, cynamon.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 587 kcal.
BTW: 6/41/46


piątek, 16 listopada 2018

Alexandre ciemna 70% Tanzania Forastero Makwale Village Kyela


Przyszedł czas na pierwszą recenzję czekolady spod skrzydeł holenderskiej marki Chocolatier Alexandre. Jej asortyment zakupiłam swego czasu w sklepie Sekretów Czekolady. Ciekawiły mnie przede wszystkim ze względu na bardzo dokładne określenie pochodzenia ziaren, zaś twórca marki po prostu konkretnie podchodzi do tematu, odwiedzając osobiście każdą ze współpracujących z nią plantacji. 

Choć opakowania czekolad z Chocolatier Alexandre wyglądają oryginalnie i imponująco, lecz mają wiele mankamentów. Kartoniki otwierają się niczym książka, zaś w sama tabliczka schowana jest w plastikowym przezroczystym futerale. Sprawia on takie wrażenie, jakby w ogóle nie chronił czekolady przed czynnikami zewnętrznymi. Na domiar złego, na moich tabliczkach od Alexandre nie był zaznaczony termin przydatności do spożycia, co zdecydowanie wprowadziło mnie w zakłopotanie. Przy takiej formie opakowania tym bardziej trudno stwierdzić, kiedy czekolada jest jeszcze zdatna do degustacji i wyłapania wszystkich jej walorów...


Pierwsze moje doświadczenie z Chocolatier Alexandre to ciemna czekolada o 70% zawartości tanzańskiego kakao Forastero, uprawianego na plantacji w wiosce Makwale, położonej w regionie Kyela w pobliżu jeziora Malawi.

W istocie, 80-gramowa dość gruba tabliczka podzielona na spore kostki pokryła się lekkim nalotem. Wydawała się przyjemnie masywna, zaś w przekroju niejednolita, sugerująca szorstkość. Jej zapach wybitnie kojarzył mi się z wielkim weselnym tortem śmietankowym, upstrzonym przede wszystkim malinami, ale również wiśniami.


W smaku okazała się zaskakująco słodka. Pomimo tortowych skojarzeń w sferze aromatu, nie spodziewałam się aż tak wyrazistej słodyczy. Czekolada była niczym gęsty jogurt grecki, w którym zatopiono mnóstwo dojrzałych malin obtoczonych w cukrze pudrze. Dalej pojawiały się pewne skojarzenia z lodowymi deserami pełnymi pokruszonych biszkoptów, również lekko zmrożonych. Pomyślałam także o nie do końca rozmrożonym pszennym pieczywie. Ta jej beztroska deserowość ciekawie łączyła się z lekką szorstkością, taką, jakby źle rozpuścić kakao na mleku.

W dalszym etapie degustacji pojawił się tak lubiany przeze mnie ziołowy posmak surowego ziarna kakao, który nadał całej kompozycji świeżości. Było to niczym miętowy listek dekorujący tort. Była to pewna uwodzicielska octowość wymieszana z surowością drewna i przepalonym wręcz karmelem. Coś, co przypominało nam o tym, że jednak mamy do czynienia z ciemną czekoladą, a nie błogim deserkiem. Tanzania w interpretacji Alexandre była nieskomplikowana, lecz przyjemna. Nie wywołała we mnie ogromnego entuzjazmu i do kolejnych tabliczek tej marki podejdę raczej sceptycznie... być może bardzo mnie zaskoczą, oby pozytywnie!


Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 580 kcal.
BTW: 8,7/43,2/34,6.

środa, 14 listopada 2018

Zotter Ginger + Lemon ciemna 70% nadziewana cytrynowym ganaszem z białej czekolady i czekoladowym ganaszem z imbirem i likierem imbirowym


 Wobec kolejnej nowej Handscooped od Zottera, zakupionej przez foodieshop24.pl - miałam mieszane uczucia. Z jednej strony wiedziałam, jak śliskim może być połączenie cytryny i imbiru, z drugiej zaś - Lemon Mousse oraz Candied Ginger bardzo mi smakowały. Dziś opisywana Ginger + Lemon zdawała się być połączeniem dwóch wyżej wymienionych tabliczek. Mimo tego, pochodziłam do niej bez większego entuzjazmu - jak się okazało, słusznie.


 Ginger + Lemon to ciemna czekolada o 70% zawartości kakao, nadziewana dwoma ganaszami. Powyżej znajduje się cieńsza warstwa cytrynowego kremu na bazie białej czekolady, zaś poniżej czekoladowo-sojowy krem z imbirem i likierem imbirowym. Struktura obu nadzień była dość zbita (nie doczekałam się rozkosznej pianki rodem z Lemon Mousse), zaś zapach unoszący się nad tabliczką był mocno imbirowy, niestety z tendencją przechodzenia w stronę płynu do mycia naczyń.

W smaku imbir czuć mocno i od razu, jednak nie jest nader pikantny. Zlewa się z cytryną, a na dodatek przytłumiany jest mlekiem i specyficznym posmakiem soi. Do tego mamy sporo miodu, który byłby naprawdę w porządku, gdyby nie walcząca z nim cytryna z konotacjami chemicznymi. Znowu coś, czego Zotter wyzbył się przy Lemon Mousse, teraz wróciło ze zdwojoną siłą. Być może jest to kwestia, że imbir i cytryna jako w pewien sposób podobne sobie podejmują nierówną walkę. Cytryna miesza się z imbirem, w efekcie wszystko staje się zbyt bardzo mydlane, zamulające i przytłaczające. Sama ciemna czekolada, orzechowo-ziemista, również dokłada ciężkości.


 O wiele smaczniejszym imbirowym nadziewańcem od Zottera była wspomniana już wyżej Candied Ginger. Także, gdy próbowałam odseparować oba nadzienia w Ginger + Lemon, czekoladowo-imbirowy ganasz był o wiele smaczniejszy, także przez wzgląd na ciekawą alkoholową nutę wnoszoną przez imbirowy likier. W całości jednak cała kompozycja męczyła mnie i nie mam ochoty już więcej do niej wracać.

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, imbir, syrop ryżowy, soja w proszku (soja, maltodekstryna, syrop kukurydziany), likier imbirowy, sok cytrynowy, pełne mleko w proszku, miód, odtłuszczone mleko w proszku, koncentrat soku cytrynowego, mleko, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, sól, lecytyna sojowa, wanilia, anyż, cynamon.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 497 kcal.
BTW: 6,7/33/40.


poniedziałek, 12 listopada 2018

Mascarin ciemna 64% nadziewana kremem tamaryndowym i chili


 Podczas jednego z bardzo długich jesiennych spacerów postanowiliśmy posilić się kolejną z nadziewanych czekolad Mascarin, którą zakupiliśmy podczas naszego pobytu na wyspie Reunion. Mascarin jest marką produkującą słodkości właśnie na tej wyspie. Niestety nie jestem dokładnie poinformowana, czy w wyrobie czekolad korzystają jedynie z lokalnego kakao. Nie mniej jednak, zakup dziś opisywanej tabliczki zmotywowany był głównie ciekawością nadzienia wykonanego z owoców tamaryndowca. Tamaryndowce bardzo obficie porastają reuniońską ziemię. Ciemna czekolada o 64% zawartości kakao została użyta również w propozycji z tej samej kolekcji, zawierającej nadzienie ananasowe. Oba nadziewańce zwróciły moją uwagę także zawartością chili, które uwielbiam w czekoladach.


 Tak jak w ananasowej poprzedniczce, również tutaj nadzienie było półpłynne i kleiste. Sama czekolada szału nie czyniła i przypominała zwykłą bombonierkową ciemną czekoladę (choć na szczęście bez udziału odtłuszczonego kakao proszku - pod tym względem Mascarin trzyma klasę). Owoce tamaryndowca miałam okazję jeść dotychczas bodajże tylko w Ekwadorze, jako główny składnik sosu do ryby. Sos ów charakteryzował się nietypowym, słodko-pikantnym smakiem, nieco ziemistym przy tym. I taki styl miał u Mascarin tamarynd, choć słodycz była w oczywisty sposób wzmocniona cukrem, zaś pikantność - dodatkiem chili. Tu należą się podziękowania w stronę Mascarin, że tym razem pokusił się o dodanie prawdziwego chili, zamiast posługiwanie się tylko aromatem. Trudno mi stwierdzić, która z nadziewańców z chili tej marki smakowała mi bardziej - bo obie były raczej średnie, ale takie drobnostki w składzie liczą się dla mnie choćby dla samej idei.


Skład: ciemna czekolada (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy), nadzienie (pulpa z tamaryndów 14%, cukier, syrop glukozowy, tłuszcz kakaowy, skrobia ziemniaczana, lecytyna sojowa, aromaty, sorbinian potasu, naturalny aromat chili, sól, suszone chili 0,006%.
Masa kakaowa min. 64%.
Masa netto: 150 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 462 kcal.
BTW: 5,42/29/50.