sobota, 24 lutego 2018

Georgia Ramon Grünkohl & Senf biała 39% Dominikana z jarmużem i gorczycą


Decydując się na zamówienie czekolad niemieckiej marki Georgia Ramon w sklepie Sekretów Czekolady miałam spory dylemat. Oferta GR bardzo się rozrosła i najchętniej spróbowałbym wszystkiego, ale coś trzeba było wybrać. Prócz różnorakich single-origin zakupiłam kilka dziwactw, między innymi dziś opisywaną tabliczkę. Jest totalnie zakręcona i nie miałam zielonego pojęcia, czego się po niej spodziewać. Tym mocniej zielonego, iż sama czekolada również jest zielona ;). To "biała" czekolada z 39% zawartością tłuszczu kakaowego z Dominikany, wzbogacona o suszony jarmuż w proszku (13%) i ziarna gorczycy 5%. Takich dodatków jeszcze nigdy w czekoladzie nie spotkałam!


Zielone dziwadło otworzyłam 3 lutego podczas schodzenia ze szczytu Iliniza Norte. Podzieliłam się nią z Mężem, Ivanem i Leninem, czyli całą ekipą, jaka weszła ze mną na szczyt. Wzbudziła powszechne zainteresowanie, wszak wyglądała niezwykle oryginalnie - zieleń z żółtymi kuleczkami gorczycy. Pachniała ciekawie - dobrej jakości tłuszcz kakaowy mieszał się z jarmużem, który w postaci świeżej bardzo lubię. Musztardę też generalnie lubię, nie mówiąc już o czekoladzie, więc powinno być ok, ale... Po pierwszym kęsie cieszyłam się, że jest między kogo podzielić czekoladę.


Czekolada była ohydna. Chyba najohydniejsza z wszystkich dziwactw, jakie jadłam. Gorzka niczym zleżałe, nadpleśniałe warzywa. Szorstka i pylista. Dramat. Zdołałam zjeść tylko niewielki kawałek. Wzbudziła we mnie wielkie obrzydzenie i prędko otworzyłam inną czekoladę, byle tylko zamazać jej posmak w buzi. Nie sposób napisać nic więcej... Mój Mąż powiedział, że chyba otworzyłam ją dla nas za karę.

Jak widać, nie wszystkie odważne eksperymenty się udają. Grünkohl & Senf na tyle mnie przeraziła, iż podczas urlopu w Ekwadorze nie otworzyłam już żadnej tabliczki Georgia Ramon, choć zabrałam ich ze sobą kilka. To już nawet grzybowy Zotter był dla mnie bardziej znośny.


Za nami Cotopaxi o świcie... Wchodzimy na Ilinizę Norte.

Widok na nasze Corazón.



Za nami Iliniza Sur.

Cotopaxi <3



W oddali widać Chimborazo - najwyższy szczyt Ekwadoru.

Skład: tłuszcz kakaowy, surowy cukier trzcinowy, pełne mleko w proszku, suszony jarmuż w proszku 13%, ziarna gorczycy 5%.
Masa kakaowa min. 39%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 575 kcal.
BTW: 9/45/33

czwartek, 22 lutego 2018

Jordi's Chocolate mleczna 51% z owczym mlekiem


Dwie próbowane dotąd czekolady czeskiej marki Jordi's skradły moje serce swoją wyrazistością i oryginalnością (mowa o single-origin Honduras Xoco Farms 75% i Vien Nam Ben Tre 75%). Gdy sklep Sekretów Czekolady umożliwił mi zakup pozostałego, bogatego asortymentu Jordi's, nie omieszkałam zakupić kilku kolejnych egzemplarzy. Szczególnie ciekawiło mnie porównanie trzech wariantów mlecznych: krowiego, koziego i owczego. Całą trójkę zabrałam do Ekwadoru wiedząc, jak dobrze mleczne czekolady sprawdzają się na szlaku. Na pierwszy ogień poszła czekolada z owczym mlekiem, zawierająca 51% kakao (zresztą, całe wspomniane trio cechuje się właśnie taką zawartością składników kakaowych). Niestety nie wiemy, jakich dokładnie ziaren tutaj użyto - prawdopodobnie jest to blend.


Dotychczas miałam okazję wypróbować dwie czekolady z mlecznym mlekiem: od Zottera i od Domori. Warto zaznaczyć, iż Jordi's spośród nich charakteryzuje się najwyższym poziomem kakao. Mogło to dać bardzo ciekawy efekt, zwłaszcza, iż Zotter przy 36% zawartości kakao był błogo łagodny, zaś Domori przy 45% - wręcz ordynarny, bardziej mięsny niż mleczny. Jordi's miała subtelnie brązową barwę, co w połączeniu z jej ziarnistością i wrażeniem masywności, rzeczywiście obiecało wiele. Pachniała pięknie - głębią orzechowego kakao, sianem, delikatną jagnięciną i tłustym owczym jogurtem.


Smakiem zachwyciła wszystkich nas: mojego Męża, naszego przewodnika Ivana oraz mnie. W istocie okazała się wypośrodkowaniem między Domori a Zotterem. I tutaj pojawiły się motywy tak mocno owcze, że aż mięsno-owczarniane. Przykryte one były na tyle dużą dozą łagodności, takiej typowo mlecznej, jak i płynącej z wyważonego w nutach kakao - iż w żadną ze stron nie czułam się przeciążona. A przy tym sposób rozpuszczania się czekolady w ustach - z jednej strony gładki, ale również lekko proszkowy, strukturalny - dopełniał wrażenia idealnego balansu. Bardzo, ale to bardzo dobra czekolada, dzięki której Jordi's zbiera u mnie kolejne punkty.


2 lutego nie miał być dla nas wymagającym dniem. Podjechaliśmy wraz z Ivanem, naszym nowym znajomym Kanadyjczykiem Jacquesem oraz jego przewodnikiem Marco do podnóża wulkanu Illiniza - który wieńczą dwa szczyty mierzące powyżej 5000 m n.p.m. - północny i południowy. Następnego dnia przed świtem planowaliśmy wyruszyć na nieco niższy wierzchołek północny. Poprzedzającą noc spędziliśmy w klimatycznym schronisku Nuevos Horizontes położonym na przełęczy między Illinizą Sur a Norte. Tak więc 2 lutego naszym jedynym wysiłkiem fizycznym było bodaj dwugodzinne podejście z parkingu do schroniska. No, jeszcze kolejnym wysiłkiem była sama aklimatyzacja - w końcu mieliśmy spać aż na 4800 m n.p.m.



Wieczór w schronisku był wyjątkowy. Opiekujący się budynkiem Gatito zaserwował nam rewelacyjne jak na górskie warunki jedzenie. Choć w Nuevos Horizontes było tłoczno, o dziwo zupełnie mi to nie przeszkadzało. Czas spędzony w międzynarodowym towarzystwie na niewielkiej przestrzeni, gdy wszystkim przyświeca jeden cel - był naprawdę niezapomniany. Trudno było zasnąć...


Skład: owcze mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, ziarna kakao.
Masa kakaowa min. 51%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100g: 621 kcal.
BTW: 12/47/37

wtorek, 20 lutego 2018

Domori Cioccolato Fondente Extra ciemna 56% Ekwador Arriba


 1 lutego po śniadaniu w hostelu w Machachi przyjechał po nas nasz przewodnik Ivan, który miał z nami wejść na wszystkie następne szczyty w Ekwadorze. Samochodem terenowym ruszyliśmy do stóp położonego w niedalekiej okolicy wygasłego wulkanu Corazón, mierzącego 4790 m n.p.m. Był to nasz kolejny cel aklimatyzacyjny.

Na jego szczycie, zdobytym bez żadnych problemów i z czystą przyjemnością, otworzyłam Domori Cioccolato Fondente Extra, zakupioną niegdyś w sklepie Sekretów Czekolady. Ta tabliczka wprost czekała na taką okazję! Prosta, a przy tym szlachetna, no i jeszcze stworzona przez wybitną włoską markę z kakao Arriba wyhodowanego oczywiście w Ekwadorze!



 Przede wszystkim zadziwił mnie wygląd tabliczki. Wprawdzie podzielona była na charakterystyczne dla Domori kostki, ale pozbawione one były logo marki. Tym dziwniejsze, iż jedzona parę dni później analogiczna mleczna Domori już owe loga posiadała. A to Ci heca! To właśnie naszą Fondente Extra chciałam porównać z degustowaną poprzedniego dnia Hoja Verde 58%, wykonaną z tego samego kakao.

 Jak się pewnie domyślacie oglądając zdjęcia, na szczycie Corazón bardzo trudno było się w szczegółach skupić na cechach czekolady... Tym trudniej mi teraz wrócić do nich po czasie, podczas pisania recenzji. Najwyraźniej zapamiętałam po prostu różnice pomiędzy Domori, a o 2% bogatszą w kakao Hoja Verde. Domori była bardziej aksamitna i gęstsza, w bardziej inwazyjny sposób rozpuszczała się ustach, okazała się po prostu bardziej błoga (w końcu jedząc ją byłam siłą rzeczy bliżej nieba niż na Pasochoa ;)). Kwiatowe nuty były również bardzo wyraziste, ale mniej surowe - więcej było tu nut klasycznych, uderzających w stronę karmelu czy kawy (ale takiej słabiej prażonej). Domori wydała mi się słodsza od Hoja Verde, ale zanotowałam ową słodycz jako szlachetną, wyważoną. Słowem - wszystko to, czego mogłam spodziewać się po podobnej Domori.


Parę kadrów z drogi na Corazón...




A poniżej oczywiście Cotopaxi... Znów boski wulkan kusił niemiłosiernie swym wyglądem, prezencją przy idealnej pogodzie.



A poniżej po prawej stronie widać dwa szczyty wulkanu Iliniza - południowy i północny.


A to już sam Corazón. To stary wulkan, mocno już wyerodowany - skalisty teren znajduje się jedynie w widzianych poniżej okolicach szczytowych.


Tam gdzieś za chmurami jest Ocean Spokojny...




Na szczycie z Ukochanym...


A tu już schodzimy.



Po powrocie do Machachi oczywiście nie omieszkaliśmy udać się na kolejną włóczęgę wypełnioną odwiedzaniem lokalnych knajpek.

Skład: cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 56%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 557,5 kcal.
BTW: 6,5/39,5/46,5

niedziela, 18 lutego 2018

Hoja Verde ciemna 58% Ekwador Arriba


Markę Hoja Verde poznałam dzięki Sekretom Czekolady. Pierwszą czekoladę od nich, jaką miałam okazję próbować, była wyjątkowa, bardzo owocowa setka. Hoja Verde jest firmą ekwadorską, tworzącą swe czekolady wyłącznie z tamtejszego kakao Arriba. Dwie ich tabliczki zabrałam ze sobą do Ekwadoru, przywożąc tym samym drzewo do lasu. Na miejscu przekonałam się, że obok Pacari, tabliczki Hoja Verde są najłatwiej dostępnymi czekoladami single-origin w Ekwadorze. W wielu miejscach bez problemu zdobyć było można cały ich asortyment. Ja jednak podczas moich czekoladowych zakupów w Quito nie zdecydowałam się na ani jedną Hoja Verde. Mogę je kupować przez Sekrety Czekolady, a będąc w Ekwadorze wolałam się skupić na trudniej dostępnych lokalnych wyrobach. Zresztą, jeszcze parę czekolad od Hoja Verde miałam zamyszkowanych w Polsce, bowiem gdy je kupowałam (całkiem niedawno!), nie miałam jeszcze zielonego pojęcia, iż wybiorę się do Ekwadoru! :)


Po 58% ciemną czekoladę od Hoja Verde sięgnęliśmy na ~4200 m n.p.m. szczycie wulkanu Pasochoa - naszego pierwszego celu aklimatyzacyjnego podczas wyjazdu do Ekwardoru. Otwierałam ją z myślą o  porównaniu z tabliczką innej marki wykonaną z tego samego kakao, posiadającą podobną jego ilość - będzie o niej traktować kolejna recenzja, jaka pojawi się na moim blogu. Nasza Hoja Verde pięknie prezentowała swój łagodny brąz w pełnym słońcu, a jej duże i grube kostki kusiły miąższystym przekrojem. Choć sama tabliczka ma jedynie 50 gram, dzięki takiemu solidnemu wykonaniu, można ją naprawdę POCZUĆ.


Choć znów percepcję czekolady utrudniały mi cudowne widoki i ogrom wrażeń związanych z górami, szczególnie rzuciła nam się w smak specyficzna surowość tej czekolady, jak na tak niską zawartość kakao. Choć rozpuszczała się gładko i w sposób bardzo pełny (ta jej masywność!), miała w sobie wiele surowych, kwiatowych nut - kontynuując tym samym tendencję z Zotter Mousse au Chocolat "Piura". Tak, jakby Ekwador swą zielenią generował roślinne nuty w degustowanych czekoladach! Umiarkowanie słodka, wyważona, o specyficznych nutach, również z pewnym jabłkowym akcentem - ponownie zaciekawiła mnie i była swoistym "rozcieńczeniem" setki.


31 stycznia o ósmej rano z naszego hostelu w Quito odebrał nas Henry, który terenowym autem zawiózł nas do stóp wulkanu Pasochoa - górującego nad miasteczkiem Machachi, w którym mieliśmy nocować przez wiele następnych dni. Od wejścia na szlak największym kusicielem w okolicy był Cotopaxi - jedna z najpiękniejszych gór, jaką można sobie wyobrazić (zdjęcie powyżej) i jeden z naszych głównych celów podczas wyjazdu...


Pasochoa z jeden strony porośnięta jest trawami, zaś od strony Machachi - pierwotnym, chronionym lasem. To właśnie po tamtej stronie znajdował się krater - rozerwany wiele lat temu wielkim wybuchem.



Zdobycie pięknej Pasochoa nie przysporzyło nam żadnych problemów. Na szczycie cieszyliśmy się pięknymi widokami, ciszą i... dziś opisywaną czekoladą.




A poniżej już Machachi, do którego dowiózł nas Henry. Takie wulkaniczne widoki mieliśmy z ogrodu naszego hostelu - Casa del Montañero.



Po rozgoszczeniu się udaliśmy się na pierwszy spacer po Machachi, które prędko zdobyło nasze serca.





Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 58%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 574 kcal.
BTW: 8/38/52