poniedziałek, 29 kwietnia 2024
Mike & Becky Juicy Mango Piura ciemna 65% Peru z mango
piątek, 26 stycznia 2024
Beskid Peru Piura Blanco Dark Roast ciemna 70%
poniedziałek, 22 stycznia 2024
Beskid Peru Piura Blanco Light Roast ciemna 70%
piątek, 15 grudnia 2023
Beskid x Sekrety Czekolady ciemna 75% Peru Piura Blanco Secret Roast
poniedziałek, 11 grudnia 2023
Orfeve Alto Piura Brut De Noir ciemna 70% Peru z chrupiącym cukrem
czwartek, 10 grudnia 2020
Maraná Piura Peru ciemna 80%
Ostatnie przeogromne zamówienie ze sklepu Sekretów Czekolady obfitowało w propozycje manufaktur, z którymi nigdy wcześniej nie miałam doczynienia. Jedną z nich jest Maraná - peruwiańska organiczna marka, posiadająca w swej ofercie trzy kolekcje tabliczek wykonanych z kakao z trzech regionów Peru: Piura, San Martín oraz Cusco. Przepięknie opakowane czekolady są obietnicą podróży do urokliwych zakątków tego wyjątkowego kraju. Moją przygodę z Maraná rozpoczęłam od 80% ciemnej czekolady wykonanej z ziaren Blanco uprawianych w Alto Piura, która według producenta miała zaprezentować nam przede wszystkim akcenty cytrusowe.
Po rozpakowaniu tabliczki doznałam niemałego szoku. Zdawało mi się wręcz, że ktoś tu się pomylił! Miałam mieć przed sobą czekoladę 80%, zaś była ona tak niebywale jasna i pachniała tak delikatnie, ze śmietankowymi nutami - w ciemno stwierdziłabym, iż mam do czynienia z czekoladą mleczną!
Pierwszy kęs pozwala nam się przekonać, że to rzeczywiście ciemna czekolada, ale absolutnie wyjątkowa. Aksamitnie gęsta z iluzją drobno sproszkowanych owoców, obłędnie śmietankowa, wyjątkowo delikatna z przyjemnymi cytrusowymi przebłyskami - to jest wprost nie do uwierzenia! Pierwsze doświadczenie z Maraná jest niczym ogłuszające uderzenie, wielki zachwyt. Śmietankowość stopniowo przechodzi w gładziutki waniliowy budyń, a następnie w ciepłą i świeżą drożdżówkę z takowym, dodatkowo oblaną cytrynowym lukrem.
Odnajdujemy różowe grejpfruty zanurzone w kremowym jogurcie, a także tchnienie smakowanego niegdyś w Kolumbii owocu lulo. Pojawia się czekoladowo-wiśniowy likier, dalej przechodząc w coraz to bardziej intrygujące akcenty jałowca, borówki brusznicy oraz niedopieczonego chleba.
Dawno nie próbowałam tak spektakularnej i zadziwiającej ciemnej, czystej czekolady. Maraná zrobiła wielkie wejście, co pozwala przypuszczać, iż kolejne tabliczki tej marki również zapewnią mi niebywałych doznań. Póki co - Piura Peru 80% to czekolada KONIECZNA do wypróbowania, magiczna w fuzji delikatności i niebanalnych smaków.
Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 80%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 644 kcal.
BTW: 8,87/51,86/35,54.
poniedziałek, 6 maja 2019
Georgia Ramon Fahrenheit 264 ciemna 82% Peru Piura Blanco Nacional
Fahrenheit 264 okazała się o wiele jaśniejsza i bardziej soczysta w barwie niż Fahrenheit 132, choć mogę to zrzucić na karb jej wieku (o wiele krócej przebywała w moich zapasach). Pachniała przewrotnie - świeżo usmażonymi naleśnikami posypanymi słodką papryką w proszku i polanymi miodem. Unosił się też nad nią obłoczek torfowy i orzechowy.
Pod koniec zdaje się być jeszcze bardziej rozgrzewająca. Pomyślałam o jakiejś dziwnej orzechowej nalewce, specyficznie przyprawionej. Oczami wyobraźni zobaczyłam butwiejące liście i opadłe owoce, leżące na rozgrzanej słońcem żyznej ziemi, pośród raz po raz rosnących wonnych kwiatów. Wyraźnie pojawiły się również pszenne sucharki.
Było w tej czekoladzie coś, co mogłabym nazwać typowo peruwiańskim - pewnie przez silne powinowactwo z ziemią i kwiatami. Przyznam jednak, że surowy Fahrenheit jakoś mocniej zapadł mi w pamięć.
poniedziałek, 9 kwietnia 2018
Pacari Piura Quemazón ciemna 70%
Tabliczka była wyjątkowo twarda jak na Pacari, lecz w ustach poczęła rozpuszczać się w dość typowy dla tej marki sposób. Uwolniła tym samym pewną zamazaną słodycz, która była przede wszystkim owocowa. Czuliśmy niedojrzałe, twarde jeszcze brzoskwinie. Prócz tego - kwaskowate śliwki z kompotu, gruszki, a także suszone śliwki i morele. Dalej pojawiły się bardziej egzotyczne owoce znane mi z Ameryki Południowej - unaoczniły mi się więc kwaskowate soki z borojó i z lulo, a także nasze rodzime białe porzeczki. Do głowy przyszło mi także... masło, ale absolutnie nie ze względu na tłustość - lecz przez posmak oraz konsystencję.
Piura Quemazón okazała się bardziej pierwotna niż ostatnio próbowane single-region od Pacari. Więcej tu było surowości oraz ostrych, dziwacznych nut - tym ciekawiej, iż szczególnie na końcu degustacji odbierałam już tę czekoladę jako łagodną. Nie uderzyła dokładnie w moje gusta (bo nadal moją faworytką w tej kwestii pozostaje Esmeraldas), a jednak jest bez wątpienia bardzo ciekawą i godną zainteresowania tabliczką. Nie dziwię się, iż otrzymała złoto na International Chocolate Awards w 2013 roku, ponieważ niełatwo będzie mi o niej zapomnieć. Mam nadzieję, że pozostałe rzadziej dostępne perełki od Pacari jeszcze kiedyś trafią w moje ręce...
piątek, 16 lutego 2018
Zotter Mousse au Chocolat "Piura" 82% ciemna nadziewana czekoladowym musem
Mousse au Chocolat "Piura" wśród licznych nowych nadziewańców Zottera zdaje się być prawdziwą oazą spokoju i klasyki. Podczas gdy wielu nowościom z serii Handscooped przypisać można balansowanie na granicy przekombinowania, dziś opisywana czekolada charakteryzuje się jednym z najprostszych, a przy tym najszlachetniejszych składów surowcowych w tej kolekcji. W składzie stoją kolejno: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, masło, tłuszcz kakaowy, syrop cukru inwertowanego, chili Bird's eye. Samego kakao mamy aż 82%, a jest to kakao nie byle jakie, lecz criollo z peruwiańskiego regionu Piura. O tyle ciekawego w tym przypadku, iż czekoladę dano mi było jeść w... sąsiadującym z owym regionem Ekwadorze! A kupiłam ją jak zawsze w swojskim biokredens.pl.
W ustach konsystencja czekolady okazała się jednak wcale nie sucha. Wszystko było oczywiście mocno czekoladowe, ale nie w sposób "ordynarnie klasyczny", jak to zwykł nazywać mój Mąż - osoba, która o dziwo nie cierpi czekoladowych lodów, ciast itp. Kakao użyte w Mousse au Chocolat "Piura" było na tyle bogate, iż nie pozwalało się nudzić tudzież zamulić. Fakt, konsystencja nadzienia była nietypowa jak na Handscooped, wyczuwało się dużą zawartość kakao podkręconą jeszcze mocną kuwerturą - przez co trudno nazwać ją gładką i aksamitną, lecz właśnie... ordynarna też w żaden sposób nie była. Może masło wszystko łagodziło? Tego po prostu trzeba spróbować. Ogrom kwiatowo-roślinnych nut przebijających się przez tę czekoladę był prawdziwie kuszący i intrygujący. Wokół mnie było zbyt wiele innych intensywnych bodźców, bym mogła w pełni je wyłapać i opisać, tak więc Drodzy Czytelnicy... to zostaje w Waszej gestii! Bo spróbować warto!
Przyzwyczajona do tego, iż Handscooped z ciemnym nadzieniem częstokroć zawierają alkohol, gdzieś tam uparcie go szukałam. Najpierw zdawało się, że mi go brakuje. Potem doszłam do wniosku, że gdzież tam. Po co Zotter miałby skupiać się na pochodzeniu kakao w nadziewańcu, by potem naruszać jego bukiet alkoholem. Bardzo dobrze, iż on tu się nie znalazł - nawet w najszlachetniejszej formie. Może ciut ciut brakuje kompozycji soczystości, ale... obawiam się, że specyfika kakao mogłaby stracić, gdyby nadzienie stało się bardziej soczyste. Niech zostanie tak jak jest. Ciekawy nadziewaniec, na dodatek tak elegancko opakowany...
Nowy Rok zaczęłam nie od postanowień, ale od działania! To się nazywa spełnianie marzeń z grubej rury... W sylwestrową noc podjęliśmy decyzję, a 2 stycznia kupiliśmy bilety lotnicze - już na 29 stycznia! Pomysł, który od dawna chodził nam po głowie, w końcu miał zostać zrealizowany. Śmieję się, iż w końcu wykrakałam ten Ekwador. Zawsze chciałam zobaczyć Quito, zawsze chciałam zobaczyć Aleję Wulkanów... Dlaczego marzenie miało tylko nim pozostać?
Po długiej podróży w końcu znaleźliśmy się tam... Tak blisko ukochanej Kolumbii, z wielką chęcią dalszej eksploracji Ameryki Południowej. Gdy taksówkarz wiózł nas do hostelu z lotniska, słońce już zachodziło. Spoglądałam za szybę i łzy stanęły mi w oczach. To się dzieje naprawdę! Ukochany Mąż rzekł: "Chciałaś, to masz!". Prawda!
30 stycznia od rana ruszyliśmy zwiedzać słoneczne, piękne Quito. Degustacja dziś opisywanej czekolady odbyła się na zboczach charakterystycznego wzgórza El Panecillo (śmiesznie nazywać wzgórzem coś, co wznosi się powyżej 3000 m n.p.m.!), widocznego na powyższych zdjęciach.
Muzeum miasta, sklep Pacari, sklep Republica del Cacao, sklep Kallari...
Spacery po starej i nowej części miasta, po licznych parkach... Zrobiliśmy sobie ładną rozgrzewkę przed wulkanami, nawet pomimo tego, iż odpuściliśmy sobie górujący nad Quito wulkan Pichincha. Wierzę jednak, że i na niego przyjdzie czas...
Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, masło, tłuszcz kakaowy, syrop cukru inwertowanego, chili Bird's eye.
poniedziałek, 4 grudnia 2017
Morin Pérou Piura Lait 48% mleczna
Wracając jeszcze do samych ziaren, producent na stronie internetowej wskazuje, iż po tej tabliczce należy się spodziewać karmelowości i lekkiej kwaśności. Plantacje, z których pochodzi wykorzystane tutaj kakao, są częściowo nawadniane. Grupa producentów opiekujących się uprawami szkoliła się w wenezuelskim regionie Chuao - procesy związane z zajmowaniem się ziarnem po zbiorze wyglądają tak samo jak tam. Uprawa w regonie Piura jest organiczna i daje w 35% białe ziarna.
Wyważona i nie jakoś bardzo szałowa, ale jednak zapadająca w pamięć. Przyjemna do degustacji z przyjaciółmi - zawiera ciekawe nuty łatwe do wyłapania, bez konieczności szczególnego skupienia się nad nią. Moja pierwsza mleczna czekolada od Morin wypadła całkiem miło, szczególnie dzięki ciekawej transformacji w stronę prażonego kokosa. Okazała się idealnie dobrana do sytuacji, podtrzymując dzięki temu mój wyjątkowy sentyment do marki Morin.
środa, 15 czerwca 2016
Cacaosuyo Piura Select ciemna 70%
Cacaosuyo jest w pełni peruwiańską marką firmy Theobroma Inversiones z siedzibą w Limie. Swoje czekolady single-origin wytwarza wyłącznie z rodzimych ziaren, najczęściej bazując na kakao Piura (wywodzącego się z regionu Piura). Nazwa marki to wariacja oczywiście na temat słowa kakao oraz wydarzenia pod nazwą Marsz Czterech Suyos, protestu ważnego we współczesnej historii Peru. Pierwszy kontakt z Cacaosuyo miałam podczas kwietniowej kameralnej degustacji w Łodzi, gdzie wypróbowałam dziś opisywaną czekoladę, czyli czystą Piura Select o 70% zawartości kakao. Była to moja pierwsza czekolada oparta na białych ziarnach Piura. Zaraz po niej w trakcie degustacji sięgnęłam po Piura od Pacari, ale dla siebie w ten czas zakupiłam jedynie Cacaosuyo. Koniecznie chciałam zweryfikować w domu pewną bardzo charakterystyczną nutę smakową jaką odnalazłam w Piura Select i podzielić się nią z Ukochanym.
Wzorzyste, barwne opakowanie przyciąga wzrok. Solidny kartonik kryje tabliczkę o dość grubych kostkach, która ochroniona jest jeszcze bardzo łatwo otwieralną powłoczką. Po jej rozcięciu uderzył mnie niezwykle mocno prażony aromat, który po chwili przekształcił się w coś bardziej nabiałowego. Tabliczka pokryta jest cieniutkim białym nalotem, który łatwo schodzi pod wpływem dotyku. Jak już wspomniałam powyżej, w aromacie na pierwszy rzut odznacza się paloność, coś jak gorący popiół wprost z paleniska. Zapach jest generalnie miękki, ma w sobie też mnóstwo nut soczystych, grillowanych owoców: mango i melona, przede wszystkim melona. Woń zwieńczona jest wyraźną sugestią... pleśniowego sera. To jest właśnie ta nuta, która tak bardzo zaintrygowała mnie w Piura Select.
W smaku przeważają odcienie kwaśności. Mój Mąż mówił o cytrusach (słodkie pomarańcze i grejpfruty), ja nadal upierałam się na melony i mango. Czekolada posiada bardzo specyficzną strukturę, porowatą i miękką. Jest drobno piaskowa, niczym gąbeczka. Po uderzeniu owocowości pojawia się nabiałowość, tłusta i orzeźwiająca. Dalej przemienia się ona w iluzję pleśniowego sera. I tak, owa pleśniowość była dla mnie teraz mniej wyrazista, niż podczas degustacji w Łodzi. Tam, po spróbowaniu wcześniej już innych czekolad, była ona dla mnie wręcz przytłaczająca. Wówczas ciężko wisiała na podniebieniu, narastała w ustach, teraz zdawała się być o wiele świeższa.
W zasadzie nie odnalazłam w Piura Select jakiejkolwiek goryczki, no może drobny akcent kawowej prażoności (ale jak w kawie ze śmietanką). Jest po prostu kwaskowato-słodka, nabiałowo-owocowa. Doszłam do wniosku, że posiada ona dość jasny kolor jak na siedemdziesiątkę - wydaje się, jakby dodano tu odrobinę mleka. Bardzo dobrze rozpuszcza się w ustach, choć robi to w bardzo specyficzny, drobno piaskowy sposób - ale mimo to maziście. Rozpościera się w buzi niczym sypki piasek z tropikalnych plaż.
Po pierwszym owocowo-serowym uderzeniu wyczułam nieco nadpleśniałych orzechów. Specyficzna pleśniowa nuta, wilgotna, przewija się nieustannie. Przeplata się z mango i melonem, przy czym ten ostatni ostatecznie zidentyfikowałam jako miodowy. Jest tu również troszeczkę brzoskwini. Spod sera pleśniowego wychodzi też coś łagodniejszego, może kefir - odnalazłam tu pewne podobieństwo do Menakao. Na końcu pojawia się dziwna słodycz, jakby ktoś uprażył melona pod panierką z sera pleśniowego i polał to miodem. Nie byle jakim miodem - bardzo skojarzył mi się ze skrystalizowanym miodem malinowym, jaki niedawno zakupiłam w Zakopanem. Wilgoć i piasek łączące się w tej kompozycji z wszystkimi obecnymi nutami smakowymi sprawiają, że czujemy się, jakbyśmy jedli świeży deser na tropikalnej plaży.
Piura Select to kolejna czekolada dobra na ciepłą porę. Nie ma w niej niczego męczącego, choć być może zależy to od warunków degustacji - wszak przy pierwszym podejściu do niej wydawała mi się o wiele cięższa. Teraz była świeżością, z jedynie drobną zawiesistością. Z radością wykorzystam każdą okazję na zapoznanie się z pozostałym asortymentem Cacaosuyo.
Skład: masa kakaowa, cukier.












