Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piura. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Piura. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 29 kwietnia 2024

Mike & Becky Juicy Mango Piura ciemna 65% Peru z mango

 
Z ziaren Piura Porcelana Albino wyprodukowanych w 2021 roku przez Cooperativa Agraria Norandino w peruwiańskiej Castilli, brukselska para Mike & Becky stworzyła swoją Juicy Mango Piura 65%. Ta kupiona w sklepie Sekretów Czekolady tabliczka jest nader międzynarodowa - mango będące jego istotną częścią pochodzi z Burkina Faso! Bohaterem opakowania jest tym razem niedźwiedź andyjski, dla którego region Piura jest ważnym miejscem bytowania. Mike & Becky ponownie ukazuje nam najwyższe standardy, jak na opakowaniu opisać historię czekolady w sposób klarowny, rzetelny i ciekawy.

 
Tabliczka pachnie mlecznie, choć absolutnie nie ma tu dodatku mleka. Z początku czekolada wydaje się mocno kwaskowata - mango w połączeniu z peruwiańskim kakao daje wrażenie niedojrzałych owoców. Oscylują one wokół koktajlu z jabłek, pomarańczy, grejpfrutów, mango i cytryn. W zasadzie w ciemno nie odkryłabym tu mango jako dodatku - mógłby to być nawet jakiś nieznany mi egzotyczny owoc, albo po prostu kakao o niebanalnym profilu. Czekolada z biegiem degustacji łagodnieje, stając się coraz słodszą, z coraz wyraźniejszą iluzją mleczności. Jest bardzo gęsta w wyrazie. Ma w sobie dużo jasności, kierując myśli ku rozkwitającemu latu...

 
Skład: ziarna kakao 54%, cukier buraczany, tłuszcz kakaowy 11%, suszone mango z Burkina Faso.
Masa kakaowa min. 65%.
Masa netto: 60 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 553 kcal.
BTW: 6,6/40,7/41,3.

piątek, 26 stycznia 2024

Beskid Peru Piura Blanco Dark Roast ciemna 70%


Dzień po wypróbowaniu Peru Piura Blanco Light Roast 70% od Beskid Chocolate sięgnęłam po wersję Dark. Nie jest to idealna degustacja porównawcza, bo w zasadzie powinnam zderzyć obie propozycje bezpośrednio po sobie, za jednym posiedzeniem. Jednakże lubię, jak dana czekolada ma czas, by wybrzmieć swoją indywidualnością. A przez jedną dobę wrażenia dotyczące Light Roast nie zdołały się zatrzeć.

Dark Roast również jest bardzo słodka, ale mniej galaretkowo i landrynkowo; więcej w niej karmelu położonego na drewnianych nutach. Liczi zupełnie już nie odczuwam, a bardziej brzoskwinie i orzechy zatopione w palonym karmelu. Wiele bardzo specyficznych akcentów, jakie odnalazłam w Light Roast, tu jakby się rozmywa; kompozycja staje się bardziej jednolita. Zanurzamy się w karmelowej kawie, a na koniec w czekoladowym budyniu. To najbardziej klasyczna tabliczka spośród beskidzkich ciemnych czekolad stworzonych z peruwiańskich ziaren Peru Piura Blanco.


Skład: ziarna kakao, nierafinowany cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 439 kcal.
BTW: 10/30/54.

poniedziałek, 22 stycznia 2024

Beskid Peru Piura Blanco Light Roast ciemna 70%


Kakao Piura Blanco z peruwiańskiego regionu Alto Piura uprawiane przez spółdzielnię Norandino, zostało wykorzystane przez manufakturę Beskid nie tylko w wyśmienitym Secret Roast z Sekretami Czekolady. Beskid stworzył także czekolady o mniej sekretnych parametrach prażenia owych ziaren: wariant Light oraz Dark (aaa, czekaj... i tak nie podano konkretnych parametrów, ale przynamniej mamy tu jakieś odniesienie w skali do porównania). Dziś przedstawiam Wam wersję Light.

Charakteryzuję ją duszny, słodki zapach, kojarzący się z liczi i syropem z brzoskwiń, a także z egzotycznymi landrynkami oraz orientalnie przyprawioną herbatą. Gładziutka i przyjazna w konsystencji czekolada, w smaku faktycznie jest bardzo słodka i nadal idąca w kierunku liczi oraz generalnie koktajlu z przeróżnych tropikalnych owoców. Na myśl przychodzą mi też tureckie galaretki, fistaszki w karmelu, rodzynki w likierze, zielone jabłuszko w czekoladzie... Smaki, które momentami trącą wręcz kiczem, ale niosą błogość.


Skład: ziarna kakao, nierafinowany cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 10/30/54.

piątek, 15 grudnia 2023

Beskid x Sekrety Czekolady ciemna 75% Peru Piura Blanco Secret Roast


Dziś przed Wami super ważna czekolada, czyli limitowana ciemna siedemdziesiątka Peru Piura Blanco Secret Roast stworzona we współpracy Beskid Chocolate z Piotrem Krzciukiem z Sekretów Czekolady przed Beskidzkim Festiwalem Czekolady 2023 (to właśnie na nim nabyłam swój egzemplarz). Apeluję, wspomagajcie sklep Sekretów Czekoladzie wszelkimi sposobami - nie wyobrażam sobie, jak mogłoby go zabraknąć! Ta tabliczka, z przedrzeźniaczem na okładce opakowania, jest mam nadzieję pierwszą z wieeeelu czekolad duetu Beskid + Sekrety. Wyszła bowiem obłędnie...


Unosi się nad nią lekki kawowy aromat, spod którego wypływa iluzja dojrzałych malin w karmelowym sosie. W smaku przeplatają się skrajności - palona goryczka z akcentem wonnego siana oraz owocowa, rześka słodycz. Konsystencja czekolady jest gęsta, ale nie oleista - raczej niczym skoncentrowany dżem z nugatem. Jest miękko i soczyście, gładko i delikatnie w strukturze, a tym samym smak ma wielką moc. Z klasą prezentują się czerwone owoce (wiśnia, żurawina) w kawowym karmelu, podane na ciepło na dobrze wypieczonych gofrach. Przychodzą do mnie skojarzenia ze stoutem, w którym utopione zostały dojrzałe śliwki oraz podprażone włoskie orzechy. Spróbujcie koniecznie, póki jeszcze jest na to szansa: https://sklep.sekretyczekolady.pl/ciemne-czekolady/1280-beskid-chocolate-peru-piura-blanco-75-secret-roast-kooperacja-z-sekretami-czekolady.html


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy nierafinowany.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 70 g.

poniedziałek, 11 grudnia 2023

Orfeve Alto Piura Brut De Noir ciemna 70% Peru z chrupiącym cukrem


Mam problem z serią Brut De Noir od genewskiej manufaktury Orfeve. Charakteryzuje się ona zastosowaniem skarmelizowanego, chrupiącego cukru, który totalnie zaburza mi odbiór walorów kakao. Tak było i tym razem, w przypadku tabliczki Alto Piura, stworzonej z 70% peruwiańskich ziaren Gran Blanco, zebranych w 2021 roku w dolinie Alto Piura. Zostały one prażone 45 minut w 105 stopniach Celsjusza, zaś czekoladę konszowano 65 godzin. Czekoladę kupiłam w ukochanym sklepie Sekretów Czekolady.


Zapach sugerował kwiaty podane na aksamitnej bazie, ale dostajemy chrzęszczące między zębami grudki i piasek, które naprawdę mnie irytują i cieszę się, że to ostatnia Brut De Noir w moich zapasach. Przez ów chrupiący cukier smaki są nierównomiernie rozłożone, ale udaje się mi wychwycić lekką kwaskowatość orzeźwiającego miąższu nie do końca dojrzałych owoców: głównie moreli i winogron. Do głosu dochodzi również delikatny miód akacjowy. Jeśli macie ochotę wypróbować Orfeve, zdecydowanie bardziej polecam klasyczną kolekcję Noir De Noir.


Skład: ziarna kakao, surowy cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 564 kcal.
BTW: 9/38/35.

czwartek, 10 grudnia 2020

Maraná Piura Peru ciemna 80%

 

 Ostatnie przeogromne zamówienie ze sklepu Sekretów Czekolady obfitowało w propozycje manufaktur, z którymi nigdy wcześniej nie miałam doczynienia. Jedną z nich jest Maraná - peruwiańska organiczna marka, posiadająca w swej ofercie trzy kolekcje tabliczek wykonanych z kakao z trzech regionów Peru: Piura, San Martín oraz Cusco. Przepięknie opakowane czekolady są obietnicą podróży do urokliwych zakątków tego wyjątkowego kraju. Moją przygodę z Maraná rozpoczęłam od 80% ciemnej czekolady wykonanej z ziaren Blanco uprawianych w Alto Piura, która według producenta miała zaprezentować nam przede wszystkim akcenty cytrusowe.

 

 Po rozpakowaniu tabliczki doznałam niemałego szoku. Zdawało mi się wręcz, że ktoś tu się pomylił! Miałam mieć przed sobą czekoladę 80%, zaś była ona tak niebywale jasna i pachniała tak delikatnie, ze śmietankowymi nutami - w ciemno stwierdziłabym, iż mam do czynienia z czekoladą mleczną!

Pierwszy kęs pozwala nam się przekonać, że to rzeczywiście ciemna czekolada, ale absolutnie wyjątkowa. Aksamitnie gęsta z iluzją drobno sproszkowanych owoców, obłędnie śmietankowa, wyjątkowo delikatna z przyjemnymi cytrusowymi przebłyskami - to jest wprost nie do uwierzenia! Pierwsze doświadczenie z Maraná jest niczym ogłuszające uderzenie, wielki zachwyt. Śmietankowość stopniowo przechodzi w gładziutki waniliowy budyń, a następnie w ciepłą i świeżą drożdżówkę z takowym, dodatkowo oblaną cytrynowym lukrem.

 

Odnajdujemy różowe grejpfruty zanurzone w kremowym jogurcie, a także tchnienie smakowanego niegdyś w Kolumbii owocu lulo. Pojawia się czekoladowo-wiśniowy likier, dalej przechodząc w coraz to bardziej intrygujące akcenty jałowca, borówki brusznicy oraz niedopieczonego chleba.

Dawno nie próbowałam tak spektakularnej i zadziwiającej ciemnej, czystej czekolady. Maraná zrobiła wielkie wejście, co pozwala przypuszczać, iż kolejne tabliczki tej marki również zapewnią mi niebywałych doznań. Póki co - Piura Peru 80% to czekolada KONIECZNA do wypróbowania, magiczna w fuzji delikatności i niebanalnych smaków. 

 

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 80%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 644 kcal.
BTW: 8,87/51,86/35,54.

poniedziałek, 6 maja 2019

Georgia Ramon Fahrenheit 264 ciemna 82% Peru Piura Blanco Nacional


Poprzednia peruwiańska Fahrenheit (132) od Georgia Ramon długo czekała w moich zapasach na degustację. Po kolejną Fahrenheit sięgnęłam już o wiele prędzej od czasu zakupienia jej w sklepie Sekretów Czekolady. To również 82% tabliczka, stworzona z ziaren Piura Blanco Nacional, jednakże zgodnie z nazwą - dziś opisywana czekolada zawiera w sobie kakao poddane procesowi prażenia w wyższej temperaturze (a mianowicie maksymalnie w 129 stopniach Celsjusza - nie jest już to więc czekolada surowa). Pozostałe procesy zachodzące w podwyższonej temperaturze (fermentacja, suszenie, mielenie, temperowanie) nie podgrzały jednak ziaren do temperatury wyższej niż 50 stopni. Ta czekolada również nie była poddana konszowaniu. Według producenta, winniśmy odnaleźć w niej nuty limonki, malin, orzechów oraz przypraw.

Fahrenheit 264 okazała się o wiele jaśniejsza i bardziej soczysta w barwie niż Fahrenheit 132, choć mogę to zrzucić na karb jej wieku (o wiele krócej przebywała w moich zapasach). Pachniała przewrotnie - świeżo usmażonymi naleśnikami posypanymi słodką papryką w proszku i polanymi miodem. Unosił się też nad nią obłoczek torfowy i orzechowy.


Szybko i gładko rozpuszczała się w ustach, otulając podniebienie delikatnym filmem. Kryła w sobie nuty raczej ciepłe, kojarzące się z późnym latem. Była tak samo mocno słodka, jak i kwaśna - jednakże w ciemno dałabym jej mniej procent kakao, niż 82. Na początku urzekała miodem i kwiatowym nektarem wymieszanym z lekko ukwaszoną śmietanką oraz serwatką ściągniętą ze świeżego sera. Spośród owoców wyczuliśmy niedojrzałe brzoskwinie i maliny, a także czerwone porzeczki - te dla odmiany przejrzałe. Kwaśności szły też w stronę ciężkiego żytniego chleba oraz soku z limonki.

Pod koniec zdaje się być jeszcze bardziej rozgrzewająca. Pomyślałam o jakiejś dziwnej orzechowej nalewce, specyficznie przyprawionej. Oczami wyobraźni zobaczyłam butwiejące liście i opadłe owoce, leżące na rozgrzanej słońcem żyznej ziemi, pośród raz po raz rosnących wonnych kwiatów. Wyraźnie pojawiły się również pszenne sucharki.


Było w tej czekoladzie coś, co mogłabym nazwać typowo peruwiańskim - pewnie przez silne powinowactwo z ziemią i kwiatami. Przyznam jednak, że surowy Fahrenheit jakoś mocniej zapadł mi w pamięć.

Skład: miazga kakaowa Peru Piura, surowy cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 82%.
Masa netto: 50 g. 
Wartość energetyczna w 100 g: 537 kcal.
BTW: 15/44/25

poniedziałek, 9 kwietnia 2018

Pacari Piura Quemazón ciemna 70%


Jak wspomniałam w recenzji Pacari Esmeraldas 60%, wizytując sklep Pacari na głównym placu w Quito miałam nadzieję, iż uda mi się tam zakupić ciężko dostępne rarytasy tej ekwadorskiej marki. Którąś z limitowanych serii, coś, co rzeczywiście będę mogła uznać jako zdobycz. Niestety nie trafiłam na nic zupełnie unikatowego, choć w zasadzie dziś opisywaną Piura Quemazón 70% można jednak zaliczyć do nieklasycznej oferty Pacari. Ta single-region tabliczka wykonana została wyjątkowo nie z ekwadorskiego, lecz z peruwiańskiego kakao - pochodzącego z graniczącego z Ekwadorem regionu Piura.


W porównaniu do pozostałych single-region od Pacari, Piura Quemazón okazała się wyjątkowo jasna w swej barwie. Można ją by było nawet posądzić o bycie ciemną mleczną czekoladą. Pachniała... w sposób dziwnie perfumowy, przywodzący na myśl nietypowe tropikalne owoce, lakierowane drewno oraz gotowane grzyby. Aromat przygotował mnie na dziwactwa w sferze smakowej...

Tabliczka była wyjątkowo twarda jak na Pacari, lecz w ustach poczęła rozpuszczać się w dość typowy dla tej marki sposób. Uwolniła tym samym pewną zamazaną słodycz, która była przede wszystkim owocowa. Czuliśmy niedojrzałe, twarde jeszcze brzoskwinie. Prócz tego - kwaskowate śliwki z kompotu, gruszki, a także suszone śliwki i morele. Dalej pojawiły się bardziej egzotyczne owoce znane mi z Ameryki Południowej - unaoczniły mi się więc kwaskowate soki z borojó i z lulo, a także nasze rodzime białe porzeczki. Do głowy przyszło mi także... masło, ale absolutnie nie ze względu na tłustość - lecz przez posmak oraz konsystencję.


Po mojej refleksji dotyczącej masła mniej przestałam zwracać uwagę na nuty owocowe, a Piura Quemazón otworzyła się przede mną od innej strony. Zawilgotniałe drewno przechowywane w piwnicy, a także huby rosnące na spróchniałym drzewie - to kolejna twarz tej czekolady. Wyczułam specyficzne nuty sojowe, z czym zgadzam się z Kimiko. Powróciła perfumowość, którą ostatecznie zidentyfikowałam jako różowe wino. Pomyślałam także o tłustym twarogu oraz czymś na kształt podfermentowanego kokosa.

Piura Quemazón okazała się bardziej pierwotna niż ostatnio próbowane single-region od Pacari. Więcej tu było surowości oraz ostrych, dziwacznych nut - tym ciekawiej, iż szczególnie na końcu degustacji odbierałam już tę czekoladę jako łagodną. Nie uderzyła dokładnie w moje gusta (bo nadal moją faworytką w tej kwestii pozostaje Esmeraldas), a jednak jest bez wątpienia bardzo ciekawą i godną zainteresowania tabliczką. Nie dziwię się, iż otrzymała złoto na International Chocolate Awards w 2013 roku, ponieważ niełatwo będzie mi o niej zapomnieć. Mam nadzieję, że pozostałe rzadziej dostępne perełki od Pacari jeszcze kiedyś trafią w moje ręce...


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 50 g.

piątek, 16 lutego 2018

Zotter Mousse au Chocolat "Piura" 82% ciemna nadziewana czekoladowym musem


 Mousse au Chocolat "Piura" wśród licznych nowych nadziewańców Zottera zdaje się być prawdziwą oazą spokoju i klasyki. Podczas gdy wielu nowościom z serii Handscooped przypisać można balansowanie na granicy przekombinowania, dziś opisywana czekolada charakteryzuje się jednym z najprostszych, a przy tym najszlachetniejszych składów surowcowych w tej kolekcji. W składzie stoją kolejno: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, masło, tłuszcz kakaowy, syrop cukru inwertowanego, chili Bird's eye. Samego kakao mamy aż 82%, a jest to kakao nie byle jakie, lecz criollo z peruwiańskiego regionu Piura. O tyle ciekawego w tym przypadku, iż czekoladę dano mi było jeść w... sąsiadującym z owym regionem Ekwadorze! A kupiłam ją jak zawsze w swojskim biokredens.pl.


 Wystarczyło powąchać czekoladę by przekonać się, iż rzeczywiście Mousse au Chocolat "Piura" jest wyjątkową Handscooped. Pachniała jak wzorowa single-origin, tyle, że z bardziej maślanym zacięciem (w końcu masełko w składzie jest). Uwodziła dość roślinnym bukietem aromatów, co było tym urokliwsze, iż jadłam ją wśród zieleni - wyposzczona od żywej przyrody, której brakuje w Polsce zimą. W przekroju tabliczka prezentowała swe dość zbite nadzienie, które zdawało się być ziarniste, nieco poduszkowate, suche - o dobrych kilka tonów jaśniejsze od kuwertury wykonanej z 82% czekolady.


 W ustach konsystencja czekolady okazała się jednak wcale nie sucha. Wszystko było oczywiście mocno czekoladowe, ale nie w sposób "ordynarnie klasyczny", jak to zwykł nazywać mój Mąż - osoba, która o dziwo nie cierpi czekoladowych lodów, ciast itp. Kakao użyte w Mousse au Chocolat "Piura" było na tyle bogate, iż nie pozwalało się nudzić tudzież zamulić. Fakt, konsystencja nadzienia była nietypowa jak na Handscooped, wyczuwało się dużą zawartość kakao podkręconą jeszcze mocną kuwerturą - przez co trudno nazwać ją gładką i aksamitną, lecz właśnie... ordynarna też w żaden sposób nie była. Może masło wszystko łagodziło? Tego po prostu trzeba spróbować. Ogrom kwiatowo-roślinnych nut przebijających się przez tę czekoladę był prawdziwie kuszący i intrygujący. Wokół mnie było zbyt wiele innych intensywnych bodźców, bym mogła w pełni je wyłapać i opisać, tak więc Drodzy Czytelnicy... to zostaje w Waszej gestii! Bo spróbować warto!


 Przyzwyczajona do tego, iż Handscooped z ciemnym nadzieniem częstokroć zawierają alkohol, gdzieś tam uparcie go szukałam. Najpierw zdawało się, że mi go brakuje. Potem doszłam do wniosku, że gdzież tam. Po co Zotter miałby skupiać się na pochodzeniu kakao w nadziewańcu, by potem naruszać jego bukiet alkoholem. Bardzo dobrze, iż on tu się nie znalazł - nawet w najszlachetniejszej formie. Może ciut ciut brakuje kompozycji soczystości, ale... obawiam się, że specyfika kakao mogłaby stracić, gdyby nadzienie stało się bardziej soczyste. Niech zostanie tak jak jest. Ciekawy nadziewaniec, na dodatek tak elegancko opakowany...


 



 Nowy Rok zaczęłam nie od postanowień, ale od działania! To się nazywa spełnianie marzeń z grubej rury... W sylwestrową noc podjęliśmy decyzję, a 2 stycznia kupiliśmy bilety lotnicze - już na 29 stycznia! Pomysł, który od dawna chodził nam po głowie, w końcu miał zostać zrealizowany. Śmieję się, iż w końcu wykrakałam ten Ekwador. Zawsze chciałam zobaczyć Quito, zawsze chciałam zobaczyć Aleję Wulkanów... Dlaczego marzenie miało tylko nim pozostać?





 Po długiej podróży w końcu znaleźliśmy się tam... Tak blisko ukochanej Kolumbii, z wielką chęcią dalszej eksploracji Ameryki Południowej. Gdy taksówkarz wiózł nas do hostelu z lotniska, słońce już zachodziło. Spoglądałam za szybę i łzy stanęły mi w oczach. To się dzieje naprawdę! Ukochany Mąż rzekł: "Chciałaś, to masz!". Prawda!

30 stycznia od rana ruszyliśmy zwiedzać słoneczne, piękne Quito. Degustacja dziś opisywanej czekolady odbyła się na zboczach charakterystycznego wzgórza El Panecillo (śmiesznie nazywać wzgórzem coś, co wznosi się powyżej 3000 m n.p.m.!), widocznego na powyższych zdjęciach.





 Muzeum miasta, sklep Pacari, sklep Republica del Cacao, sklep Kallari...



Spacery po starej i nowej części miasta, po licznych parkach... Zrobiliśmy sobie ładną rozgrzewkę przed wulkanami, nawet pomimo tego, iż odpuściliśmy sobie górujący nad Quito wulkan Pichincha. Wierzę jednak, że i na niego przyjdzie czas...

 

Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, masło, tłuszcz kakaowy, syrop cukru inwertowanego, chili Bird's eye.
Masa kakaowa min. 82%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 601 kcal.
BTW: 8,5/49/25

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Morin Pérou Piura Lait 48% mleczna


Jakże przyjemnie usiąść wraz z Mężem i Najlepszą Przyjaciółką z kawą i dobrą czekoladą w niedzielnie południe, leniwie regenerując się po całonocnej imprezie! Tak się składa, że ostatnio próbowaną przeze mnie tabliczkę francuskiej marki Morin dzieliłam się również z moją Przyjaciółką, więc miała okazję zaznajomić się nieco z tą wyjątkową marką. Tym razem sięgnęłam po Pérou Piura Lait 48%, czyli mleczną czekoladę o 48% zawartości kakao, pochodzącego z leżącego na północy Peru regionu Piura. Już dawno temu miałam okazję degustować ciemną interpretację tego kakao, wykonaną przez Morina (jeszcze w poprzedniej szacie graficznej). Dlaczego właśnie Morina wybrałam ponownie do podzielenia się z większą ilością osób niż tylko mój Mąż? To wiecie już z recenzji Bonnat Surfin - 100 g czekolady pozwala na przyzwoity poczęstunek! Kocham duże i solidne tabliczki z manufaktury Morin!

Morin Pérou Piura Lait 48% zakupiłam w niezastąpionym sklepie Sekretów Czekolady.


Tak, solidna tabliczka podzielona na klasyczne kostki, jej ciepła jasna barwa... Już sam wygląd rozbudza apetyt, a co dopiero zapach. Nasza Pérou Piura Lait 48% pachniała kozim mlekiem, co tak często spotykam w dobrych mlecznych czekoladach - gdy szlachetne kakao spotyka się z mlekiem przy wyważonym udziale cukru. Odnaleźliśmy tu również nuty karmelowe i lekko kokosowe, a także zwiastujące obecność owocowości w kwestii smaku. Na pewno nie spodziewaliśmy się wysokiego poziomu słodyczy.

Wracając jeszcze do samych ziaren, producent na stronie internetowej wskazuje, iż po tej tabliczce należy się spodziewać karmelowości i lekkiej kwaśności. Plantacje, z których pochodzi wykorzystane tutaj kakao, są częściowo nawadniane. Grupa producentów opiekujących się uprawami szkoliła się w wenezuelskim regionie Chuao - procesy związane z zajmowaniem się ziarnem po zbiorze wyglądają tak samo jak tam. Uprawa w regonie Piura jest organiczna i daje w 35% białe ziarna.


Czekolada rozpuszcza się powoli, przede wszystkim przez wzgląd na masywność kostek. Ma dość znaczne ciało, wypełnia usta nie do końca gładką masą, ale przyjemną i klarowną - na pewno nie można tu mówić o proszkowości czy piaskowości. Nie tworzy jednak błogiego błotka, jest w swej strukturze mocno wypośrodkowana. Przez tą swoją masę z początku zdała mi się być znacznie tłusta. Gdy dodamy jeszcze początkowy silny akcent koziego mleka przechodzący po chwili w specyficzną goryczkę - przestraszyłam się, że mleczna Pérou Piura okaże się podobna do mlecznej Akesson's Brazil Fazenda Siempre Firme 55% (która wybitnie mi nie smakowała). Na szczęście czekolada od Morin prędko zmieniła swój bukiet - poszedł on w zupełnie inną stronę.


Mało słodka w typowo cukrowy sposób, mleczna bardziej w sposób kozi niż krowi - a mimo to zdecydowanie karmelowa. Masywna, ale nie przesadnie tłusta. Z wyrazistą goryczką pojawiającą się przy przełykaniu rozpuszczanego kęsa - kojarzącą się dość nietypowo, bowiem z mocno podprażonymi wiórkami kokosowymi. Tłustość i ciało tej czekolady doskonale pasowała mi do kokosa, do skarmelizowanych wiórków, pełnych aromatu. Świeższe nuty owocowe, lekko kwaśne, pojawiające się obok tej goryczki przywodziły na myśl także skórkę pomarańczy. Wyczuliśmy również wędzoność sera, co odrobinę przybliżyło Piurę do fenomenalnej mlecznej Tibitó Meta.

Wyważona i nie jakoś bardzo szałowa, ale jednak zapadająca w pamięć. Przyjemna do degustacji z przyjaciółmi - zawiera ciekawe nuty łatwe do wyłapania, bez konieczności szczególnego skupienia się nad nią. Moja pierwsza mleczna czekolada od Morin wypadła całkiem miło, szczególnie dzięki ciekawej transformacji w stronę prażonego kokosa. Okazała się idealnie dobrana do sytuacji, podtrzymując dzięki temu mój wyjątkowy sentyment do marki Morin.


Skład: ziarna kakao, pełne mleko, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 48%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 589 kcal.
BTW: 8,4/42,2/41

środa, 15 czerwca 2016

Cacaosuyo Piura Select ciemna 70%


Cacaosuyo jest w pełni peruwiańską marką firmy Theobroma Inversiones z siedzibą w Limie. Swoje czekolady single-origin wytwarza wyłącznie z rodzimych ziaren, najczęściej bazując na kakao Piura (wywodzącego się z regionu Piura). Nazwa marki to wariacja oczywiście na temat słowa kakao oraz wydarzenia pod nazwą Marsz Czterech Suyos, protestu ważnego we współczesnej historii Peru. Pierwszy kontakt z Cacaosuyo miałam podczas kwietniowej kameralnej degustacji w Łodzi, gdzie wypróbowałam dziś opisywaną czekoladę, czyli czystą Piura Select o 70% zawartości kakao. Była to moja pierwsza czekolada oparta na białych ziarnach Piura. Zaraz po niej w trakcie degustacji sięgnęłam po Piura od Pacari, ale dla siebie w ten czas zakupiłam jedynie Cacaosuyo. Koniecznie chciałam zweryfikować w domu pewną bardzo charakterystyczną nutę smakową jaką odnalazłam w Piura Select i podzielić się nią z Ukochanym.



Wzorzyste, barwne opakowanie przyciąga wzrok. Solidny kartonik kryje tabliczkę o dość grubych kostkach, która ochroniona jest jeszcze bardzo łatwo otwieralną powłoczką. Po jej rozcięciu uderzył mnie niezwykle mocno prażony aromat, który po chwili przekształcił się w coś bardziej nabiałowego. Tabliczka pokryta jest cieniutkim białym nalotem, który łatwo schodzi pod wpływem dotyku. Jak już wspomniałam powyżej, w aromacie na pierwszy rzut odznacza się paloność, coś jak gorący popiół wprost z paleniska. Zapach jest generalnie miękki, ma w sobie też mnóstwo nut soczystych, grillowanych owoców: mango i melona, przede wszystkim melona. Woń zwieńczona jest wyraźną sugestią... pleśniowego sera. To jest właśnie ta nuta, która tak bardzo zaintrygowała mnie w Piura Select.


W smaku przeważają odcienie kwaśności. Mój Mąż mówił o cytrusach (słodkie pomarańcze i grejpfruty), ja nadal upierałam się na melony i mango. Czekolada posiada bardzo specyficzną strukturę, porowatą i miękką. Jest drobno piaskowa, niczym gąbeczka. Po uderzeniu owocowości pojawia się nabiałowość, tłusta i orzeźwiająca. Dalej przemienia się ona w iluzję pleśniowego sera. I tak, owa pleśniowość była dla mnie teraz mniej wyrazista, niż podczas degustacji w Łodzi. Tam, po spróbowaniu wcześniej już innych czekolad, była ona dla mnie wręcz przytłaczająca. Wówczas ciężko wisiała na podniebieniu, narastała w ustach, teraz zdawała się być o wiele świeższa.

 
  
 W zasadzie nie odnalazłam w Piura Select jakiejkolwiek goryczki, no może drobny akcent kawowej prażoności (ale jak w kawie ze śmietanką). Jest po prostu kwaskowato-słodka, nabiałowo-owocowa. Doszłam do wniosku, że posiada ona dość jasny kolor jak na siedemdziesiątkę - wydaje się, jakby dodano tu odrobinę mleka. Bardzo dobrze rozpuszcza się w ustach, choć robi to w bardzo specyficzny, drobno piaskowy sposób - ale mimo to maziście. Rozpościera się w buzi niczym sypki piasek z tropikalnych plaż.


Po pierwszym owocowo-serowym uderzeniu wyczułam nieco nadpleśniałych orzechów. Specyficzna pleśniowa nuta, wilgotna, przewija się nieustannie. Przeplata się z mango i melonem, przy czym ten ostatni ostatecznie zidentyfikowałam jako miodowy. Jest tu również troszeczkę brzoskwini. Spod sera pleśniowego wychodzi też coś łagodniejszego, może kefir - odnalazłam tu pewne podobieństwo do Menakao. Na końcu pojawia się dziwna słodycz, jakby ktoś uprażył melona pod panierką z sera pleśniowego i polał to miodem. Nie byle jakim miodem - bardzo skojarzył mi się ze skrystalizowanym miodem malinowym, jaki niedawno zakupiłam w Zakopanem. Wilgoć i piasek łączące się w tej kompozycji z wszystkimi obecnymi nutami smakowymi sprawiają, że czujemy się, jakbyśmy jedli świeży deser na tropikalnej plaży.


Piura Select to kolejna czekolada dobra na ciepłą porę. Nie ma w niej niczego męczącego, choć być może zależy to od warunków degustacji - wszak przy pierwszym podejściu do niej wydawała mi się o wiele cięższa. Teraz była świeżością, z jedynie drobną zawiesistością. Z radością wykorzystam każdą okazję na zapoznanie się z pozostałym asortymentem Cacaosuyo.


Skład: masa kakaowa, cukier.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.