Pokazywanie postów oznaczonych etykietą physalis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą physalis. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 19 marca 2020

Kuná Physalis Salt ciemna 71% Ekwador z miechunką i solą


 Miechunka to bardzo specyficzny owoc. Wielu Polaków nadal nie miało z nim nigdy do czynienia. Te importowane owoce, które można kupić u nas, częstokroć nie odpowiadają w pełni smakowi, jaki siłą rzeczy oferują miechunki zjadane wprost w Ameryce Południowej. Wspomnienie świeżych jagód inkaskich pałaszowanych właśnie tam sprawia, iż ze szczególnym sentymentem sięgam po czekolady z miechunką, zwłaszcza te wyprodukowane w krajach pochodzenia owocu. Zakupiona w sklepie Sekretów Czekolady ekwadorska ciemna Kuná Physalis Salt 71% to właśnie taki szczególny smakołyk.


 Czekolada została stworzona z kakao Nacional oraz lokalnych odmian uprawianych przez Indian Kichwa w okolicach rezerwatu biosfery Sumaco. Sól w kompozycjach marki Kuná poznałam już w pozycji z kardamonem. Byłam szalenie ciekawa, jak połączy się z miechunką.

Dwe osobno opakowane klasycznie zdobione 30-gramowe tabliczki posypane zostały od spodu kawałkami suszonych miechunek i bardzo delikatnie przyprószone maleńkimi kryształkami soli. Czekoladki pachniały słodyczą miodową i nektarową, ze specyficzną miechunkową naleciałością.


 Czekolada sama w sobie odnalazła równowagę gdzieś pomiędzy gładkością a szorstkością, nie będąc nadmiernie powściągliwą, ani też nazbyt błogą. Powoli i nie za tłusto rozpuszczała się w ustach. Pełna była spokojnych owocowych nut: mango, marakuja, cytrusy, skórka pomarańczy. Odczuwałam, iż ta bądź co bądź niewinnie prezentująca się posypka z miechunki wywarła ogromny wpływ na całość odbioru czekolady. Dla mnie miechunka ma na tyle charakterystyczny, mocny aromat, iż przeniknął on wszystko. Jeszcze spotęgował owocowość czekolady, nadając jej rozpoznawalnego kwiatowo-miodowego polotu, z dziwnym miksem agrestu, marakui i ananasa.


 Same kawałki miechunki były dość miękkie, nieprzesadnie przesuszone, co czyniło odbiór czekolady jeszcze przyjemniejszym. Baza zdawała się układać w sposób nieco kawowo-ziemisty, bardzo spokojny, lecz owoce nieustannie ją przełamywały, nie pozwalając zbytnio myśleć o innych akcentach. Co ciekawe, nic a nic nie wyczułam tutaj soli. O ile w wersji z kardamonem miała ona znaczenie, tak tu zupełnie przepadła, niezauważona. Nie za bardzo wiem, co o tym myśleć, bo to mimo wszystko mogłaby być intrygująca konfrontacja smaków, nadająca kompozycji większej dynamiki.


Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, suszone miechunki, sól.
Masa kakaowa min. 71%.
Masa netto: 60 g (2x 30 g).
Wartość energetyczna w 100 g: 601 kcal.
BTW: 7/44/44.

sobota, 2 listopada 2019

Republica del Cacao Peru Aguaymanto & Milk Chocolate mleczna 35% z miechunką


Podczas moich podróży do Ameryki Południowej za każdym razem spotkałam się z marką Republica del Cacao. W Kolumbii zakupiłam ich tabliczki wykonane z kakao kolumbijskiego, w Ekwadorze z ekwadorskiego, no a teraz czas na Peru. O ile w Kolumbii zabrakło mi funduszy na zakupowe szaleństwo, tak w Ekwadorze pławiłam się w proponowanych przez Republica del Cacao smakołykach z ekwadorskiego kakao. Sklep peruwiańskiej Republica del Cacao odnalazłam na lotnisku w Limie. Niestety, ichniejszy asortyment jakoś mnie nie porwał - wybrałam jedynie dwie czekolady. 

Podczas długiego trekkingu wzdłuż Warty w Wielkopolskim Parku Narodowym i jego okolicach wypróbowałam pierwszą z nich. Aguaymanto & Milk Chocolate to mleczna czekolada o 35% zawartości ekwadorskiego kakao, wzbogacona o kawałki suszonej miechunki. Całkiem niedawno opisywałam inną czekoladę z tym owocem, a mianowicie Naive Incan Berry. W tabliczce od Republica del Cacao mamy jednak do czynienia z wyraźnymi kawałkami owoców zanurzonymi w mlecznej czekoladzie, natomiast w Naive miechunki zostały sproszkowane i wplecione w jednolitą masę wraz z ciemną czekoladą.


Zaskoczyła mnie niezwykła jasność tej tabliczki. Pachniała bardzo słodko, mlecznie i delikatnie zarazem, mając w sobie tchnienie tropikalnych owoców. W ustach rozpuszczała się miękko i błogo, pod tym względem kojarząc mi się nieco z Michel Cluizel Grand Lait 45%, choć od tego blendu była zdecydowanie mniej kakaowa. Tu kakao niosło ze sobą kwieciste nuty, ale słodycz i mleczność zbyt mocno je zasłaniały, abym mogła powiedzieć o nich coś więcej. Na szczęście spośród wręcz zanadto błogiej czekolady wyłuszczyć można dodatek, który niezwykle podnosi walory tabliczki.

Kawałków suszonej miechunki odnajdziemy tu bowiem mnóstwo. Są miękkie i jędrne zarazem, sprawiają wrażenie świeżych. Wyraźnie czuć, że jest to właśnie miechunka - pachnie i smakuje tak typowo, przywodząc na myśl rodzynki doprawione pieprzem, wymieszane z gęstym sokiem marakujowym. Forma zaserwowania owoców jest ogromnym plusem tej czekolady.



Aguaymanto & Milk Chocolate podsumować mogę jako słodkie paliwo, idealnie do skonsumowania w terenie podczas wysiłku, a także przy wielkiej ochocie na coś bardzo słodkiego. Bez dodatku wspaniałych miechunek sama czekolada mogłaby być dla mnie wręcz nieznośna w swej słodyczy.

Skład: cukier, pełne mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, suszone miechunki.
Masa kakaowa min. 35%.
Masa netto: 100 g.

piątek, 25 października 2019

Naive Incan Berry ciemna 65% Ekwador z miechunką


Otwierając kolejną z czekolad od litewskiego Naive, spodziewałam się znów magicznej wkładki ze szczegółowym opisem historii pomysłu na daną tabliczkę. Niestety takowej nie znalazłam. Nie wiem, czym kieruje się producent jeśli chodzi o wybiórcze umieszczanie tych oryginalnych wkładek w swych tabliczkach. Przejdźmy jednak do sedna - kolejną moją Naive, którą zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady, jest Incan Berry, pochodząca z serii Equator.

Kolekcja Equator - toteż ziarna kakao użyte w Incan Berry pochodzą z barwnego Ekwadoru. Mamy ich w tej tabliczce 65%. Pozostała część składu to cukier oraz owoce miechunki peruwiańskiej (inaczej jagody inkaskiej bądź physalis. Zaś po hiszpańsku aguaymanto lub uvilla :)). Niegdyś bardzo słabo znałam te owoce, a zakupione w Polsce często bywały mało dojrzałe, a przez to niesmaczne. Podróże po Ameryce Południowej przybliżyły mi jednak aromatyczne miechunki, które potrafią być niesamowicie soczyste i obezwładniające w swym słodkim, charakterystycznym smaku. W swych zapasach mam parę czekolad różnych marek z tym owocem, co bardzo mnie cieszy.



Nad czekoladą unosił się delikatny aromat kwaśnych owoców otulonych chłodnym wiatrem. W smaku, rozpościerającym się w ustach równie gęsto jak i aksamitnie, najpierw zaskakuje nas iluzja... mokrego kartonu. Samo to wrażenie było niezbyt przyjemne. Następnie ukazała się tropikalna słodycz mieszająca się z rześkim kwaskiem - wyłuszczyć można było niezbyt dojrzałą miechunkę, właśnie taką znaną z polskich marketów. Wyjątkowo gęsta czekolada coraz to mocniej uderzała w przecudnie owocowe nuty, przede wszystkim typowo miechunkowe (wszak właśnie ten owoc znajduje się w składzie), ale wyczuć można było również marakuję. Intensywność owocowości wzrastała tak, że już sama nie wiedziałam, czy płynie ona przede wszystkim z dodatku owoców, czy też z bogactwa ekwadorskiego kakao.


Zbliżając się do finiszu do akcji zaskakująco wkroczył znów mokry, gruby karton. Gdy przeszliśmy już przez te mocne, konsekwentne nuty - pojawił się spokój, wszystko się ustabilizowało. Przez całą degustację odnosiłam intrygujące wrażenie, że poszczególne składniki tabliczki połączono i wymieszano jakby przez przypadek. Dziwna kartonowość plus bardzo mocna owocowość to nie jest codzienna fuzja, lecz ta oryginalność smaku bardzo się przysłużyła Incan Berry. To nie była po prostu ciemna czekolada z owocami. Zresztą, Naive nie ma czekolad, które są "po prostu"...

Skład: ziarna kakao, cukier, tłuszcz kakaowy, miechunki.
Masa kakaowa min. 65%.
Masa netto: 57 g.

niedziela, 25 czerwca 2017

Pacari Goldenberries ciemna 60% z miechunką


Trzecią pełnowymiarową tabliczką od ekwadorskiego Pacari, jaką otrzymałam od Yarosa podczas naszego spotkania w Warszawie, była ciemna czekolada z dodatkiem miechunki. Tak jak w przypadku genialnej Pacari Passion Fruit, czekolada powstała z niesurowego ekwadorskiego kakao, zawiera go 60%, a posłodzona została cukrem trzcinowym.

Z chęcią sięgnęłam po kolejną czekoladę z miechunką, wywodzącą się z Ameryki Południowej. Wszak niedawno miałam okazję próbować zakupioną w Bogocie El Market Colombia Uchuva Picante. Oczywistością była dla mnie chęć porównania tych dwóch tabliczek, choćby powierzchownego.



Wąchając czekoladę pomyślałam o świeżo upieczonym maślanym cieście pełnym świeżych owoców. Cukiernicze skojarzenia związane z Pacari są niesamowite! W przekroju tej nie do końca gładkiej, nieco dzikiej z wyglądu tabliczki, z łatwością dostrzegamy dość spore kawałki suszonych miechunek, wielkością podobne do tych spotkanych w Uchuva Picante. Choć nie ujęłam tego na zdjęciach, możecie wierzyć mi na słowo - miechunek nie brakuje, a przy tym jest ich akurat tyle, że nadal pozwalają się skupiać na walorach samej ekwadorskiej czekolady.

 Czekolada jest przepyszna. Pacari po raz kolejny pokazało niebywałą klasę. Goldenberries uwodzi słodkością, rześkością, błogim rozpuszczaniem się w ustach. Wyczuliśmy przede wszystkim nuty orzechowe, ze szczególnym uwzględnieniem delikatnego masła orzechowego (bez soli). Pomimo bardzo dobrej jakości czekolady i tak kierowałam swe skupienie w stronę owoców. Wszak miechunki to kolejne owoce, które są moim smakowitym wspomnieniem z magicznej Kolumbii...


Choć czekolada sama w sobie była o wiele lepsza od Uchuva Picante, to forma owoców jest bardzo podobna. Tutaj również mamy do czynienia z bardzo dobrze spreparowanymi miechunkami, które nic nie straciły ze swojego smaku. Są cudownie kwaskowate i aromatyczne, leciutko gumowate, ale nadal autentyczne. Miechunka niosła w czekoladzie galaretkowaty posmak, niczym w milion razy podrasowanej Studentskiej! Znów przypomniałam sobie boskie zmrożone miechunki z Kolumbii... Wielką przyjemność podczas degustacji sprawiało szczególnie powolne rozpuszczanie czekolady, następnie pożądne wysysanie soku z owocowych kawałków. Smakowa petarda!

Nabrałam ogromnego apetytu na dalsze rozpracowanie asortymentu Pacari. Nieustannie mam cichą nadzieję, że kiedyś uda mi się zrobić to u samego źródła... Goldenberries to kolejna świetna owocowa tabliczka z Ekwadoru. Choć zastosowano tu owoce w zupełnie innej formie niż w Passion Fruit, również zrobione to zostało bardzo dobrze (choć Passion Fruit jest dla mnie bezsprzecznym faworytem!). Myślę jednak, że gdyby Pacari do swej miechunkowej kompozycji dodało jeszcze chili (tak jak w Uchuva Picante), doprowadziłoby to mnie do totalnej ekstazy...



Skład: masa kakaowa, cukier trzcinowy, suszone miechunki 5%, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa. 
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 548 kcal.
BTW: 7/36/49

wtorek, 25 kwietnia 2017

El Market Colombia Uchuva Picante ciemna 53% z miechunką i chili


W Niedzielę Wielkanocną również znaleźliśmy się w schronisku na Turbaczu, choć podążając tam zupełnie inną drogą niż dnia poprzedniego. Na trasie z tego dnia skupię się w kolejnych wpisach, dziś umieszczając na końcu notki zdjęcia z dalszego przebiegu trasy z Wielkiej Soboty. W niedzielę również oddaliśmy się degustacji czekolady pod Turbaczem, tym razem dokonując jej w murach schroniska, bowiem pogoda była bardziej kapryśna niż dnia poprzedniego. Żeby odczarować tę bardziej zimową niźli wiosenną aurę, sięgnęłam po wspomnienie Kolumbii - tabliczkę zakupioną na lotnisku El Dorado w Bogocie. Spośród licznej oferty kolekcji Chocolates Exoticos de Colombia marki El Market (opakowania inspirowane sztuką Barniz de Pasto) wybrałam tylko jeden egzemplarz, który najbardziej mnie zainteresował.
 

Po samej czekoladzie nie spodziewałam się niczego górnolotnego - to tylko 53% deserówka, no ale jednak wykonana z kolumbijskiego kakao. Najbardziej intrygował mnie zastosowany dodatek - suszone owoce miechunki (physalis), dodatkowo doprawione chili. Dotychczas jadłam tylko jedną czekoladę z udziałem tego owocu, była to Lindt Excellence Physalis. Podczas wyprawy do Kolumbii miałam okazję spróbować świeżych miechunek - było to na plantacji kawy Don Manolo, gdzie jako przekąskę podano nam zmrożone owoce, które smakowały genialnie! (Nawiasem mówiąc, większość świeżych miechunek dostępnych w polskich marketach sprowadzanych jest właśnie z Kolumbii - sprawdziłam!).


Nasza 80-gramowa tabliczka okazała się być dość błyszcząca, pachniała słodko i orzeźwiająco zarazem. Sama czekolada rozpuszczała się w ustach bardzo szybko, niczym czekoladowy sos czy likier. Słodka maź wypełniała buzię pieszcząc aromatycznym bukietem kakao, łagodnym, lecz w pełni satysfakcjonującym szczególnie po wysiłku fizycznym. Tak jak przypuszczałam - czekolada nie zafundowała nam złożonego bogactwa doznań, ale jej ciekawa konsystencja przypominająca czekoladową lawę wraz z jej likierowo-kakaową słodyczą była po prostu przyjemna w swej prostocie.


Jak widać na powyższym zdjęciu, na spodzie tabliczki widoczne są liczne wybrzuszenia - oto właśnie suszone miechunki - całe owoce oraz ich fragmenty. Gdy po roztopieniu się czekoladowej słodkiej lawy docieramy do owoców, są one miłą niespodzianką. Nieprzesuszone, lecz nadal jędrne i soczyste, orzeźwiająco kwaskowe, specyficznie słodkie - po spróbowaniu świeżej miechunki z łatwością potrafiłam odgadnąć, że to właśnie ten owoc. Miechunka bądź co bądź trudna jest do porównania z innym smakiem, mieszcząc w sobie nuty jabłek, kaki, brzoskwiń i nie wiadomo czego jeszcze. Już sama oryginalność miechunki czyniła tabliczkę ciekawą, ale to nie koniec!


Przecież mamy jeszcze chili! Chili zaskakuje, wypływając na wierzch w trakcie ciamkania orzeźwiającego physalis. Nie jest bardzo mocno, ale i tak bezsprzecznie wyczuwalne, doskonale zgrywając się z czekoladową lawą (jakże to sformułowanie doskonale pasuje do tej tabliczki, szczególnie teraz, gdy do głosu doszło jeszcze chili!). Zawadiacka pikantność nadaje czekoladzie zupełnie nowej twarzy, uzupełnia jej słodycz i rześkość owoców, nadając temu, co najpierw wydawało się proste - oryginalnej złożoności.


El Market Colombia Uchuva Picante to ciekawa kompozycja, która doskonale spisała się w górskich warunkach. Dodała energii, orzeźwiła, a także rozgrzała do dalszego marszu. Egzotyczne smaki zaintrygowały i sprawiły, że na pewno zapamiętam na długo tę barwnie opakowaną tabliczkę - jedną z wielu czekoladowych pamiątek z ukochanej Kolumbii.

Na Turbaczu.

 Z Turbacza na Stare Wierchy.


Okolice Maciejowej.

Powrót do Niedźwiedzia przez Olszówkę.

Skład: cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, suszone miechunki, chili, lecytyna sojowa non-GMO, naturalny aromat waniliowy.
Masa kakaowa min. 53%.
Masa netto: 70 g.

piątek, 19 czerwca 2015

Lindt Excellence Physalis ciemna z physalis


Na moim blogu pojawiły się już dwie z trzech tabliczek Lindta z nowej egzotycznej kolekcji Excellence. Z tego co się orientuję, nie są one dostępne w polskich sklepach (swoje egzemplarze zakupiłam w Niemczech). Mogę Was pocieszyć faktem, że facebook polskiego oddziału Lindta pozwala wnioskować, iż będą u nas dostępne letnie nadziewańce Exotische Fruchte. Wracając do Excellence - wersje z cząstkami granatu oraz z acai i naszą rodzimą jeżyną szału nie zrobiły, choć zdecydowanie bardziej do gustu przypadła mi wersja jeżynowa. 

Na ostatnią z degustacji tego tria zostawiłam sobie czekoladę z dodatkiem physalis. Physalis to owoc, którego szczerze powiedziawszy nigdy dotąd nie próbowałam. Owszem, widuję go czasem na sklepowych półkach w dziale z owocami, ale nigdy się na niego nie skusiłam. Pewnie dlatego, że jest malutki, a cena też specjalnie nie zachęca. Najbardziej znanym przedstawicielem physalis (czyli inaczej miechunki) jest miechunka peruwiańska - znana również pod nazwą jagody inkaskej lub wiśni peruwiańskiej. To ją spotykamy w sklepach. Ponoć używana jest często w kuchni meksykańskiej, a ciekawostką jest fakt, że botanicznie należy do tej samej rodziny, co ziemniak (psiankowate). U nas w Polsce można uprawiać physalis, ale tylko gatunek miechunka pomidorowa, która to jest rośliną jednoroczną i łatwo dziczejącą.

 Po Lindt Excellence Physalis sięgnęliśmy w pierwszym dniu naszej czerwcowej wyprawy w okolice Babiej Góry. Tak jak wspomniałam w poprzednim wpisie, wolny czwartek upłynął nam na eksploracji Pasma Jałowca i Pasma Solnisk - położnych vis-a-vis Masywu Babiej Góry. Zrobiliśmy spokojną i przyjemną, 25-kilometrową ósemkę, zaczynając i kończąc w Zawoi Centrum. Podchodziliśmy stamtąd ku Przełęczy Przysłop, by dalej skierować się przez Kiczorę do Przełęczy Kolędówki. Stamtąd przez Przełęcz Opaczne podeszliśmy na Jałowiec. Szczyt ten niezwykle przypominał mi Leskowiec - tyle, że stojąc na Jałowcu Babia Góra była już praktycznie na wyciągnięcie ręki. Z Jałowca zeszliśmy do Przełęczy Cichej, skąd skierowaliśmy swe kroki w stronę Opuśnioka i Solnisk. Mijaliśmy zabudowania wsi Stryszawa w okolicy Klasztoru Sióstr Zmartwychwstanek, podziwiając starą góralską architekturę. Stamtąd znów zeszliśmy na Przełęcz Kolędówki, przez Jaworówkę schodząc do Zawoi Centrum. W okolicach Jaworówki ucięliśmy sobie słodką drzemkę na łące, po której nie wiedziałam, czy ta przyjemna wędrówka jest jawą, czy tylko miłym snem. Wcześniej, na ławce stryszawskiego przystanku autobusowego, zrobiliśmy sobie mały postój na kawę z termosu, dla której towarzyszką stała się właśnie Lindt Excellence Physalis.



Jako, że nigdy nie jadłam physalis, nie za bardzo wiedziałam, czego się spodziewać. Wprawdzie ta czekolada zawiera w sobie jedynie "cząstki z physalis" o niezbyt pochlebnym składzie, ale zawartość puree z physalis w ilości 21,5% w cząstkach sugerowało, że jednak coś będziemy mieli okazję poczuć. Tabliczka pachniała klasyczną deserową czekoladę Lindta - przyjemne kakao, bez wielkiego bogactwa, z maślaną nutą. Prosto i dobrze. Przez ów doskonale znany zapach przebijały się owocowe nuty - ni to jabłko, ni to brzoskwinia.

Sama czekolada oczywiście jest smaczna, w maślany sposób gładka, bardzo przystępna. O deserówce Lindta pisałam już wiele razy, skupmy się więc na odróżniającym tą tabliczkę dodatku. Bladopomarańczowe cząstki będące mieszaniną physalis, jabłek, cukru, syropu glukozowo-fruktozowego, mąki ryżowej, oleju palmowego, pektyn i kwasu cytrynowego - no cóż, nie są wybitnie naturalne. Na całe szczęście, pozbawione są gumowatości i twardości - Lindtowi udało się utrzymać dość neutralną strukturę tych drobinek, za co mu chwała.

Owe drobinki są dość słodkie, ale w sposób przede wszystkim owocowy. Nie znając smaku samego physalis, obstawiałabym mieszankę jabłek z brzoskwiniami, okraszonymi pudrowo-perfumową nutą, taką trochę duszno-kwiatową. Wydawało mi się, że takie zestawienie smakowe będzie odświeżające, ale okazało się być odrobinę przymulające.

Cóż tu właściwie więcej powiedzieć o tej czekoladzie? Wersja z acai i jeżynami nadal pozostaje dla mnie lepsza. Ta tabliczka nie zachęciła mnie nawet specjalnie do tego, by w końcu kupić prawdziwe physalis. Było smacznie, lecz nie zapamiętam tego smaku na dłużej. Być może physalis jest samo w sobie mało charakterne, albo po prostu niespecjalnie uderza w moje gusta. Teraz, podczas pisania recenzji naszła mnie refleksja, że posmak w tej czekoladzie przypomina nieco owoc kaki (persymonę), za którym nie przepadam - tak więc wszystko staje się jasne. Ot, ciekawostka.

Skład: cukier, miazga kakaowa, cząstki z physalis (puree z physalis 21,5%, koncentrat jabłkowy, cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, mąka ryżowa, olej palmowy, pektyny, kwas cytrynowy), tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, naturalne aromaty.
Masa kakaowa min. 48%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 513 kcal.
BTW: 5,7/29/53