Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trufle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą trufle. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 21 września 2014

Wenschitz Sparkling Travel ciemna nadziewana białą truflą z mango i szampanem


Odkrywania twórczości austriackich czekoladników ciąg dalszy... :) Produkty Wenschitz od razu przykuły moją uwagę na sklepowej półce innsbruckiego sklepu. Trudno nie zawiesić oka na tak... kiczowatych opakowaniach, które mimo wszystko opatrzone są w ładne i oryginalne nazwy własne wyrobów. Sparkling Travel? O tak, nasza tegoroczna podróż w Alpy była pełna "sparkliness" (jeśli uciekać się do chyba trochę zapomnianego słowa oznaczającego radość i energię życia). A poza tym, dlaczego jeszcze czekolada Wenschitz miała być sparkling - musująca/iskrząca się? Ponieważ zawiera w sobie szampan. Szampan, mango, ciemna czekolada i trufla z białej czekolady... Połączenie na tyle ciekawe i wyjątkowe, że musiałam je wypróbować.

Otwarcie kartonika wprowadziło nas w niemałe zaskoczenie. Czekolada nie jest owinięta w papierek ani sreberko. Została podzielona na 4 prostokąty i opakowana w dwie wzorzyście wytłoczone, plastikowe tacki. Tacka spodnia opatrzona została w logo firmy, zaś tackę górną - tak jak czekoladę - podzielono na 4 części. Ozdobny wzór wyżłobiony na każdej z nich jest idealnym odzwierciedleniem wzoru zdobiącego każdą z czekoladek. Nadal nie możecie sobie tego zobrazować? Dobra, zrobię wyjątek od reguły i wkleję zdjęcie tabliczki... ;)


Wygląd elegancki i oryginalny, ale co dalej? Powiem szczerze, że i tak czy siak pierwszy rzut oka na powierzchnię tabliczki nie był najprzyjemniejszy. Naprawdę nie lubię, gdy czekolada się tak świeci. Zawsze kojarzyć mi się to będzie z tanimi pralinkami, choć może nie powinno... Przykładając nos bliżej czułam tylko i wyłącznie zwykłą ciemną czekoladę. Dobrą, ale nie zapowiadającą eksplozji smaków. Poza tym, w aromacie nic a nic nie zapowiadało, że w środku tabliczki kryje się jakiekolwiek nadzienie... A przecież nazwa produktu sugeruje, że wnętrze będzie naprawdę wyraziste.

Po pierwszym kęsie okazuje się, że warstwa czekolady jest pooookaźna. Mamy przyjemną goryczkę, wyważoną słodycz ale... kurczę, jest przeciętnie. Sam fakt 70-procentowej zawartości kakao sprawia, że czekoladę dobrze się je, ale fajerwerki nie wybuchły, ani fanfary nie rozbrzmiały. Bogactwa kakao to tu nie było. Paradoksalnie, mój Mężczyzna uznał, że... coś za mało czuć tu kakao :D.

 Nadzienia jest naprawdę mało i na dodatek jest nierówne - umieszczone w czekoladowych prostokątach jakby po przekątnej. W miejscach, gdzie jest do najmniej - praktycznie NIC nie czujemy. Ot, biało-żółtawe stałe nadzienie, o niezidentyfikowanym smaku. Czy też właściwie bez smaku... Trufla z białej czekolady? Mango? SZAMPAN??? :o

Dopiero tam, gdzie warstwa nadzienia jest grubsza, możemy wyczuć parę jego niezaprzeczalnych zalet. Po pierwsze, ma bardzo przyjemną konsystencję gęstego, lecz lekkiego musu. Po drugie - no w końcu czuję mango. Delikatne, ale jednak. Nie jakieś sztucznie pudrowe i nachalne - naturalna owocowa nutka. Ale zdecydowanie była ona zbyt subtelna, aby przebić się przez smak ciemnej czekolady - która znowuż wcale nie była jakaś nadzwyczajna.

Mam bardzo mieszane uczucia co do tego produktu. Był smaczny, ale oczekiwałam czegoś innego. Przede wszystkim spodziewałam się, że czekolada sama w sobie bardziej mnie urzeknie. Było jej sporo, więc mogła swobodnie dać nam popis - a ona tylko grzecznie się nam ukłoniła. Z drugiej strony, po tak ekstrawaganckim opisie nadzienia mogłam wiele wymagać. Mango powinno zaatakować mnie swoją soczystością, a przy tym spójnie łączyć się z goryczą kakao. Trufla z białej czekolady winna załagodzić wszystko swoją aksamitną słodyczą - tymczasem tą jasną masę trudno było zidentyfikować jako powstałą z białej czekolady. Zawartość szampana pozostaje uznać mi jako perfidny chwyt marketingowy - nie mam pojęcia, gdzie, jak i w którym momencie winnam go poczuć. Prawda jest brutalna - muszę zaprzeczyć tezie, że wnętrza nie ocenia się po opakowaniu. Tutaj i na zewnątrz, i w środku - mamy sporo KICZU.

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, śmietana, syrop glukozowy, puree z mango, pełne mleko w proszku, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, Marc de Champagne, woda, lecytyna sojowa, wanilia.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.

piątek, 1 sierpnia 2014

Lindt Black & White Cafe-Truffel biała nadziewana kawową truflą


Po wielkim zawodzie, jaki przyniosła nam degustacja Lindt Black&White Choco-Truffel, do kawowej wersji tej białej nadziewanej czekolady podchodziłam z dużą rezerwą. Nie byłam jednak z góry nastawiona na NIE, ponieważ mam duży sentyment do Lindta. Dotąd miałam także ogromne zaufanie do tej marki, ale ostatnio jest ono nadwyrężane. Mimo to, nadal daję im szansę. Trudno przez parę nieudanych produktów przekreślać od razu cały dorobek firmy.

Ze względu na upały, tabliczka przed degustacją chłodziła się w lodówce. Podobnie było z wersją z nadzieniem kakaowym, a więc tym łatwiej było nam te produkty porównać. Po rozdarciu sreberka pierwsze wrażenie było podobne, jak w przypadku nieszczęsnej poprzedniczki - czekolada nie uwodzi nas delikatnym maślano-waniliowym zapachem. Więcej tu ordynarnej słodyczy, mleka w proszku i waniliny. Przez to wszystko daleeeekim echem przebija się kawa.

Smak to znów słodycz całkiem przeciętnej białej czekolady. Dość tłusto, mało aksamitnie. Niestety, to znów nie jest ta cudowna biała czekolada Lindta, do której dotąd byliśmy przyzwyczajeni. 

Nadzienie nie jest wystarczająco mocno kawowe. To nie jest espresso, lecz cienka lura. Słodycz białej czekolady zbyt mocno przytłumia kawowe akcenty. Są one wyczuwalne, ale na pewno nie można tego nazwać w żadnym wypadku eksplozją smaków. 

Cafe-Truffel była smaczniejsza od Choco-Truffel, ale mimo to nadal nie sprostała naszym oczekiwaniom. Tutaj biała czekolada powinna rozpływać się w ustach i być lekka jak obłoczek, a moc kawy winna z ową delikatnością tworzyć kuszący kontrast. Tak nie było. Było do bólu zwyczajnie, prosto, na łatwiznę. Pomimo tego, że do składu znów nie można się przyczepić... Gorsze surowce? Mniej włożonego serca? Nie wiem, nie wiem gdzie leży przyczyna...

Generalnie rzecz biorąc, cała seria Black&White była chyba najgorszą kolekcją Lindta, jaką było nam dane spróbować. Paradoksalnie, bodaj najsmaczniejszą z tego nieszczęsnego tria była dla mnie Vanille-Truffel, którą zjedliśmy jako pierwszą - bo myśleliśmy, że będzie najsłabsza. Mój Ukochany uważa natomiast, że mimo wszystko Cafe-Truffel była smaczniejsza. Więc może nie jest aż tak źle ;).

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, tłuszcz mleczny, śmietanka w proszku, miazga kakaowa, odtłuszczone mleko w proszku, kawa 1,2%, lecytyna sojowa, wanilina, ziarna wanilii.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 580 kcal.
BTW: 6,8/39/50

sobota, 19 lipca 2014

Lindt Black & White Choco-Truffel biała nadziewana truflą z ciemnej czekolady


Przyszedł czas na wielki powrót do lindtowskiej serii Black&White. W maju wypróbowaliśmy deserową Vanille-Truffel, która wydawała nam się potencjalnie najsłabsza z całej kolekcji. Białe tabliczki pozostawiliśmy na później. Nie ukrywam, specjalnie przetrzymywałam je w Magicznej Szufladzie - aby jeszcze bardziej nabrać na nie apetytu.

Od wczorajszego wieczoru chodziła za mną biała czekolada Lindta. Bardzo już zatęskniłam za tym niebiańskim smakiem. Dlatego też w sobotnie upalne przedpołudnie postanowiliśmy schłodzić nieco Choco-Truffel i dobrać ją jako towarzystwo do naszej leniwej kawy. Cóż, bardzo bardzo wiele oczekiwałam od tej czekolady. Jednak nie były to oczekiwania bezpodstawne - w końcu dotąd białe Lindty powalały mnie na kolana praktycznie zawsze.

Po rozdarciu sreberka już sam widok tabliczki wzbudza wątpliwości. Przez każdą kostkę przebija ciemne nadzienie, ale owe kosteczki nie są tak rozkosznie bielutkie, jak zazwyczaj. Są żółtawe. W taki sposób, jak zabarwione są nasze pospolite białe Wedle i im podobne. Chwila, ale przecież wygląd to nie wszystko. Dlatego przybliżam nos do powierzchni smakołyku i...

Szlag by to trafił! Gdzie maślany zapach białego Lindta? Aromat niczym, ale to absolutnie NICZYM nie odbiegał od naszych tanich białych czekolad. Porcja waniliny niczym w laczkach z chińskiego sklepu i lekko stęchłe mleko w proszku. No dobra, może przesadziłam. Ale mimo wszystko - jest to zapach diametralnie odmienny od tego, jakim zawsze raczył nas biały Lindt.

Kęs samej warstwy białej czekolady jeszcze bardziej nas dobija. Proszę państwa, to jest przeciętny szajs. Nie mogę w to uwierzyć. Potwornie się zawiodłam. Słodko i tłusto. Zero oznak tej błogiej aksamitności, którą przecież tak bardzo kochałam!!! Dawno żadna czekolada mnie tak nie wkurzyła... Tym bardziej dziwi fakt, że nie ma się absolutnie do czego przyczepić, jeśli chodzi o skład tego feralnego produktu...

Gdyby jeszcze chociaż nadzienie ratowało sytuację... Niestety, również jest przeciętne. Daleko jej do intensywnej, przepysznej mocy kakao, jaką charakteryzowało wnętrze Dark Chocolate Cookie. Ma zbitą konsystencję i wprawdzie wyczuwalne są w nim kakaowe akcenty, ale jest to wszystko totalnie nijakie. No i nie jest tak obfite, jak przedstawia obrazek na opakowaniu...

Nie daliśmy rady zjeść przy kawie wydzielonej dla nas porcji. I to wcale nie jest wina upału. Gdyby czekolada była przepyszna, szamalibyśmy ją z wielkim zadowoleniem nawet w największy skwar. A Choco-Truffel po prostu nas męczyła. Aż nie chce mi się wierzyć, że Lindt zrobił coś tak kiepskiego... Mam nadzieję, że Cafe-Truffel będzie choć odrobinę lepsza...

 Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, pełne mleko w proszku, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, miazga kakaowa, odtłuszczone mleko w proszku, lecytyna sojowa, wanilina.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 559 kcal.
BTW: 6,2/36/51

niedziela, 18 maja 2014

Lindt Black & White Vanille-Truffel ciemna nadziewana truflą waniliową


Pora porządnie rozkręcić na blogu cykl notek dotyczących niemieckich czekolad Lindta zakupionych za pośrednictwem Internetu. Dzisiejsza recenzja dotyczyć będzie pierwszej tabliczki z kolejnej lindtowskiej edycji niedostępnej w Polsce. Mowa tu o Black&White. Nadziewane tabliczki Lindta wyglądające w podobny sposób działają na mnie jak lep na muchy - dotąd większość z nich była wprost rewelacyjna (że wspomnę jedynie o Nice To Sweet You). Trzy czekolady Black&White to z pozoru klasyczne połączenia, a dobrze wykonany klasyk potrafi totalnie zmiażdżyć system... Dlatego też, byłam bardzo ciekawa, jak Lindt zabawi się kontrastującymi ze sobą barwami. Najpierw sięgnęłam po wyrób, od którego w zasadzie najmniej oczekiwałam. Waniliowe nadzienie otoczone deserową czekoladą. Celem dawkowania sobie przyjemności - od najmniejszej, do największej (bowiem pozostałe smaki zapowiadają się bardziej obiecująco).

Niestety producent nie podał zawartości masy kakaowej, ale obstawiam, że wynosi ona maksymalnie 50%. Ot, deserowa czekolada - która już na pierwszy rzut oka nie wygląda na niezwykle ciemną. Spod przyjemnego zapachu dobrej deserowej czekolady przebijają się mleczne i waniliowe aromaty. Delikatność.

Pierwszy kęs. Rzeczywiście, czekolada na pewno nie ma w sobie wysokiej zawartości kakao. Mogłaby być odrobinę bardziej gorzka, ze względu na fakt, iż nadzienie jest dość słodkie. Mimo wszystko, jest to smaczna deserowa czekolada. Kryje w sobie niemal zupełnie białe, jednolite i zbite nadzienie. Jest ono przede wszystkim baaardzo mleczne, co staje się oczywistością, gdy tylko zerkniemy na skład produktu. Warto zwrócić uwagę, że na trzecim miejscu w składzie czekolady znajduje się tłuszcz mleczny - przez co nadzienie jest doprawdy bardzo maślane (w dobrym słowa tego znaczeniu - nie jest to natrętna, nieprzyjemna tłustość). Plus do tego skojarzenia ze słodkim skondensowanym mlekiem. Lindt balansował na cienkiej linii i po pierwszej kostce bałam się, czy po kolejnej przypadkiem mnie nie zemdli. Tak się na całe szczęście nie stało, produkt świetnie się wybronił. I w gruncie rzeczy chciałabym, aby truflowe praliny miały w sobie nadzienie tego typu - słodkie i gładkie, ale bez żadnych eksperymentów z margaryną i sztucznymi aromatami.

Jeśli chodzi o wanilię, to cóż... Lindt się jakoś specjalnie nie popisał. Słodkie mleko dominuje w smaku nadzienia. Owszem, wanilia jest wyczuwalna, ale nie jako odrębna przyprawa. Jest łagodna, aż zbyt łagodna. Przydałoby się tu trochę mielonej laski wanilii - a mamy tylko ekstrakt i aromat. Eh, po białej Mount Momami z migdałami już zawsze będę oczekiwać od waniliowych słodyczy prawdziwego charakteru.

Vanille-Truffel to smaczna, łagodna czekolada. Bez ochów i achów, jakie nieraz fundował nam Lindt, więc trochę mi tego brakowało... Cóż, pozostaje mi mieć nadzieję, że dalej będzie już tylko lepiej!

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz mleczny, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, śmietanka w proszku, laktoza, odtłuszczone mleko w proszku, aromaty, lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy, ekstrakt z wanilii.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 579 kcal.
BTW: 5,4/39/50

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Reber ciemna z pralinowym nadzieniem migdałowo-rumowym



W poprzedniej notce opisującej mleczną czekoladę marki Reber (wypełnioną nadzieniem z orzechów laskowych) wspomniałam, że zakupiłam w Almie jeszcze jedną tabliczkę wyprodukowaną przez tą austriacką firmę. Była to opisywana dziś tabliczka ciemna, z 60-procentową zawartością kakao. Muszę przyznać, że to na nią pierwszą zwróciłam uwagę - to ona była dla mnie atrakcyjniejsza na sklepowej półce. Stało się tak nie tylko ze względu na wyższy kakaowy woltaż, ale również przez to, iż migdały wygrywają u mnie w konfrontacji z orzechami laskowymi. Poprzednia degustacja tabliczki wyprodukowanej przez twórców pralin z Mozartem była przyjemna, aczkolwiek nie dostarczyła nam wyjątkowo porywających wrażeń. Tego spodziewałam się również po tej czekoladzie. Choć miałam cichutką nadzieję, że może będzie to jakaś rewelacja... W końcu pralinowe nadzienie migdałowo-rumowe, otoczone ciemna czekoladą - brzmi naprawdę kusząco.

Wygląd produktu jest jeszcze atrakcyjniejszy, niż w przypadku tabliczki mlecznej. Grube kostki zostały starannie i szczegółowo wygrawerowane, co przynosi bardziej spektakularny efekt na tabliczce ciemnej niż na mlecznej. Zapach również uświadamia nam, że Austriacy chcą, abyśmy otwierając ich wyrób poczuli się wyjątkowo. Gorzka czekolada z wyraźnym alkoholowym akcentem i delikatną migdałową nutą - wykwintność pierwszego sortu. Przynajmniej tak by się mogło wydawać. Ale co dalej? No właśnie, przejdźmy do smaku...

Ciemna czekolada jest dobrej jakości - nie jest przesłodzona, ale również nie jest arcywyjątkowa - ot, smaczna 60% tabliczka. Spod tej apetycznej czekoladowej pierzynki ukazuje się nam nadzienie, które także posiada ciemnobrązową barwę. Jego konsystencja jest bardzo przyjemna. Ciężko nazwać ją bardzo zbitą, ale nie jest na pewno płynna. Można rzec, że cechuje się sporą plastycznością, lekką ciągliwością, a przy tym miękkością. Należy przyznać, że nadzienie jest bardzo dobrej jakości - wystarczy spojrzeć na skład surowcowy. Nie tylko nie użyto tłuszczy roślinnych, ale również nie spotkamy tu wszechobecnego w dzisiejszych czasach syropu glukozo-fruktozowego. Śmietanka, masło i skondensowane mleko wiodą prym, nadając wnętrzu aksamitności. Spora dawka rumu (8,1% w nadzieniu) jest mocno wyczuwalna i tworzy dość radykalne w smaku trio wraz z kawą i kakao. Na pewno nie jest to połączenie dla osób nietolerujących alkoholowych pralin. Mi smakowało i nie miałam najmniejszego problemu z sięganiem po kolejne kostki...

Jedynym zawodem, jakiego mogę się doszukiwać w tym produkcie, jest zdecydowanie zbyt mała zawartość migdałów. Duży udział rumu skutecznie przyćmiewa ich smak. Na pewno z przyjemnością spróbowałabym pralin z ciemnej czekolady kryjących w sobie takie samo nadzienie, jak w tej tabliczce. Ale w środku powinien się wtedy jeszcze znajdować cały migdał... Oj tak, wtedy to byłby smak na bogato! :)


Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, kawowa śmietanka, masło, słodzone skondensowane mleko, rum (8,1% w nadzieniu), pełne mleko w proszku, migdały (2,5% w nadzieniu), sorbitol, inwertaza, laktoza, lecytyna sojowa, naturalne aromaty (rum, migdały).
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 543 kcal.
BTW: 5,8/36,4/44,9

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Lindt Creation Luscious Caramel mleczna nadziewana truflą i karmelem


Zabieraliśmy się do degustacji tej czekolady z pewną ostrożnością. Z jednej strony - postać karmelu potrafi zepsuć nawet najlepszy smakołyk, z drugiej - Luscious Caramel została wyprodukowana w francuskiej filii Lindta, co zwiększa prawdopodobieństwo jakichś niedociągnięć. Czy nie będzie zbyt słodko, sztucznie, twardo bądź lepko?

Zapach przyciąga kolejne obawy - barrrdzo, barrrrdzo słodki. Wystarczył jednak jeden kęs, aby poczuć ulgę - ów charakterystyczny posmak mlecznej czekolady Lindta miażdży wszystko. Uwielbiam ten smak kakao przełamany mleczną delikatnością. Lindt robi to doskonale i jakiekolwiek nie byłoby nadzienie - sama czekolada punktuje. I to ona jest tutaj gwoździem programu.

Karmel jak to karmel - naprawdę słodki, ale o odpowiedniej konsystencji - ani zbyt zbity, ani też nie lejący się. Dobrze komponuje się z nieprzesłodzoną czekoladą. Truflowa warstwa nadzienia w połączeniu z tak intensywnymi dwoma innymi smakami gdzieś umyka. Może to i dobrze - zapewne w większości składa się z tłuszczy roślinnych, a posmak margaryny w czekoladzie nigdy nie jest pożądany.

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, skondensowane słodzone pełne mleko w proszku (pełne mleko w proszku, cukier), tłuszcz mleczny, tłuszcze roślinne, laktoza, cukier inwertowany, syrop glukozowy, odtłuszczone mleko w proszku, lecytyna sojowa, ekstrakt słodowy jęczmienny, aromat naturalny, wanilina, kawa.
Masa kakaowa min. 30%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 543 kcal
BTW: 6/33/56

środa, 31 lipca 2013

Das Exquisite ciemna nadziewana musem czekoladowym z truflą






Magiczną Szufladę trzeba opróżniać również z tych mniej atrakcyjnych smakołyków, a takimi po ostatnich degustacjach wydają się być czekolady Das Exquisite. Skład produktu był jednakże dość obiecujący - zero tłuszczy roślinnych i udziwniaczy. Tak, skład jest zdecydowanie dobrą stroną tej tabliczki. Zawartość węglowodanów na poziomie 41,4 g zapowiada, że nie będziemy mieć do czynienia z maksymalnie przesłodzoną wariacją na temat deserowej czekolady. Szczerze powiedziawszy, spodziewałam się czegoś barrrrdzo intensywnie czekoladowego, z posmakiem alkoholowym - jak w pralinkach. Gdyby tak było - byłabym zadowolona, lubię takie połączenia. Niestety... było słabiutko.

Czekolada pokryta była białym nalotem, ale siedziała już trochę w Magicznej Szufladzie, przeżyła wahania temperatur i podróż pociągiem - więc i tak cud, że się nie rozpuściła ani nie połamała. W smaku i zapachu - bardzo przeciętna. Ot, zwyczajna czekolada. Nie ma tego mocno kakaowego akcentu, jakiego się spodziewałam. Samo nadzienie również nie wyróżnia się niczym szczególnym. Alkohol jest praktycznie niewyczuwalny (choć dla wielu osób zapewne będzie to zaletą). Aż naszła mnie ochota na wypróbowanie podobnej czekolady od Lindta... Coś czuję, że mogłoby to być zabójcze dla Das Exquisite porównanie. 

Byłam żądna ataku teobrominy... Ta tabliczka mi tego nie zafundowała. Jedynie cukier trochę podskoczył, no i może maleńka ilość endorfin się wydzieliła... ;). Za mało. Za mało jak na Mousse Au Chocolat.

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, śmietana, ajerkoniak, kakao w proszku, syrop glukozowy, lecytyna sojowa, lecytyna słonecznikowa, aromat.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 553 kcal


piątek, 29 marca 2013

Lindt biała z nadzieniem pomarańczowo-truflowym


Tabliczka widziana dotąd jedynie w niemieckich katalogach Lindta, zauważona na półce w Almie sprawiła, że aż się zakrztusiłam :D. Cena nieistotna, muszę ją mieć! No i mam :D. Jako, że mój Ukochany był akurat u mnie, długo w Magicznej Szufladzie nie poleżała ;).

Jedząc taką czekoladę, chciałoby się zatrzymać czas. A tu kostka znika za kostką, niepostrzeżenie... Dlaczego to już koniec? - oboje zadawaliśmy sobie to pytanie, oblizując się ze smakiem po spałaszowaniu całości. Odlot. To się nazywa niebiańska rozkosz. Idealna biała czekolada Lindta. Żadnego kwasu, czysta delikatność mlecznej słodyczy. Nadzienie? Wyborne! Aksamitnie truflowe, gładkie i mięciutkie. Mleczne. No i gwóźdź programu - olejek pomarańczowy - który nadał tej subtelnej istocie prawdziwie zmysłowego charakteru.

Jeszcze jakiś czas po degustacji czułam w ustach potwornie przyjemną teksturę tej czekolady... Zapamiętam ją na długo!

No i brawa za brak tłuszczu roślinnego w składzie nadzienia. Da się? Da się!

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, tłuszcz mleczny, śmietanka w proszku, otłuszczone mleko w proszku, lecytyna sojowa, olejek pomarańczowy, aromat.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 598 kcal.



czwartek, 31 stycznia 2013

Wawel deserowa z nadzieniem truflowym


Styczeń był miesiącem niezwykle bogatym w degustacje czekolady. Wszystko dzięki sesji, przygotowaniom do uzyskania tytułu inżyniera, oraz duuużej ilości czasu spędzonej z Ukochanym, który wspierał mnie w intelektualnych wysiłkach :).

Ostatnia styczniowa czekolada to wyprodukowana przez Wawel dla Biedronki deserowa z nadzieniem o smaku truflowym. Jest to ostatnia tabliczka będąca upominkiem od koleżanek z roku, której recenzja się tutaj pojawi. Owszem, w skład prezentu wchodziła jeszcze Magnetic piernik ze śliwką, ale wcześniej już miałam okazję próbować tej deserowej czekolady z Wawelu. A że żadna czekolada nie pojawi się na tym blogu dwa razy, po prostu pominę jej recenzowanie. Warto jednak dodać, że Magnetic z nadzieniem o smaku piernika ze śliwką, był bodaj najsmaczniejszą i najbardziej udaną czekoladą z całej trójki nadziewanych deserowych tabliczek produkowanych dla Biedronki przez Wawel.

Mój Ukochany uznał, że Wawel z nadzieniem truflowym to najgorsza czekolada jaką jedliśmy od dawna. Mój osąd na jej temat nie jest aż tak surowy. Owszem, nie podoba mi się skład tej tabliczki - zawartość tłuszczu roślinnego w samej czekoladzie + tłuszcz roślinny utwardzony w nadzieniu. Do tego dużo cukru i syropu glukozowego... Trudno. Jednak nadal pozostaje to czekolada deserowa, o zawartości kakao min. 43% - a to znacznie podnosi walory smakowe produktu. Ponadto, mam słabość do nadzień z wyczuwalną nutą alkoholu, a dodatkowym plusem jest dla mnie również zastosowanie zagęszczonego mleka. W tej tabliczce, nadzienie jest mniej zwarte niż w przypadku caffe latte i piernika ze śliwką. Nie jest jednak zupełnie płynne, pozostaje w kremowej konsystencji. 

Nie jest to wyrób wyjątkowy. Pomimo to, moim zdaniem i tak utrzymuje dobry poziom pod względem smaku w swojej kategorii cenowej.

Skład: czekolada 64% (cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz roślinny, lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglicerolu, aromat), cukier, czekolada 5,7% (cukier, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, tłuszcz roślinny, lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglicerolu, aromat), syrop glukozowy, tłuszcz roślinny utwardzony, mleko w proszku odtłuszczone, mleko zagęszczone słodzone (mleko, cukier), spirytus, śmietanka kremowa, żółtko w proszku, aromat.
Masa kakaowa min. 43%.
Masa netto: 102 g
Wartość energetyczna w 100 g: 485 kcal

sobota, 22 grudnia 2012

Lindt Creation Mint Supreme gorzka z białym nadzieniem truflowym i sosem miętowym


Pewność doskonałej jakości gorzkiej czekolady oraz zaciekawienie unikatowym nadzieniem zachęciły mnie do zakupu tej wyprodukowanej we Francji tabliczki Lindta.

Po rozdarciu sreberka uderza nas intensywny zapach kakao oraz mięty. Nadzienie otoczone jest dość grubą warstwą gorzkiej lindtowskiej czekolady, którą tak uwielbiam... Mamy tu do czynienia z solidną dawką kakao - miazga kakaowa znajduje się na pierwszym miejscu listy składników. Tak powinno być w przypadku wszystkich ciemnych czekolad!

Samo nadzienie jest dwuczęściowe. Sos miętowy ma półpłynną konsystencję, nie jest lepki. Cechuje się głębokim miętowym smakiem, który w połączeniu z goryczą czekolady stanowi solidną bazę bukietu aromatów tego produktu. Duet tak intensywnych smaków sprawia, że biała część nadzienia jest praktycznie niewyczuwalna. Dopiero po oddzieleniu od reszty składników, można poczuć jego delikatny, mleczno-migdałowy smak.  

Generalnie tabliczka ma charakter bardziej wytrawnego deseru, niż typowej słodkości. Koneserzy gorzkiej czekolady będą zadowoleni, zaś osoby nastawione typowo na poszukiwanie czegoś słodkiego - już mniej. Ja się delektowałam :). Choć nie ukrywam, że intensywniejszy smak kremu migdałowego zdecydowanie powiększyłby wartość tej czekolady.

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, tłuszcz mleczny, pełne mleko w proszku, cukier inwertowany, syrop glukozowy, krem migdałowy (migdały, cukier), stabilizator pszenny i kukurydziany, sorbitol, laktoza, naturalna wanilia Bourbon, lecytyna sojowa, naturalny aromat miętowy, chlorofile, wanilina.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 150 g


piątek, 31 sierpnia 2012

Lindt Truffel Chocolat mleczna nadziewana truflą czekoladową

Skład: cukier, pełne mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, miazga kakaowa, odtłuszczone kakao w proszku, lecytyna sojowa, laktoza, całkowicie odtłuszczone mleko w proszku, ekstrakt słodowy jęczmienny, aromat.
Masa kakaowa min. 30%.
Masa netto: 100 g
Wartość energetyczna w 100 g: 548 kcal

Lindt Truffel Eierlikor mleczna nadziewana truflą ajerkoniakową

Masa netto: 100 g
Wartość energetyczna w 100 g: 515 kcal

Lindt Truffel Marc De Champagne mleczna nadziewana truflą Marc De Champagne

Skład: cukier, pełne mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, syrop glukozowy, miazga kakaowa, Marc De Champagne 6%, tłuszcz mleczny, mleko skondensowane, całkowicie odtłuszczone mleko w proszku, aromaty, lecytyna sojowa, laktoza, skoncentrowany sok cytrynowy, ekstrakt słodowy jęczmienny.
Masa kakaowa min. 30%.
Masa netto: 100 g

piątek, 17 sierpnia 2012

Trapa mleczna truflowa


Kupiona w Almie. Że niby takie super hiszpańskie czekolady z głęboką historią? Dla mnie poniżej przeciętnej - wszystkie trzy, które próbowałam. Ogromny zawód.

poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Goplana mleczna likierowo-truflowa

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, tłuszcz roślinny, śmietanka w proszku, mleko w proszku pełne, mleko w proszku odtłuszczone, syrop glukozowy, sorbitol, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, spirytus 2%, lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglicerol, aromaty.
Masa kakaowa w czekoladzie mlecznej min. 27,5%
Masa netto: 90 g
Wartość energetyczna w 100 g: 505 kcal