Staram się unikać sytuacji, gdy na moim blogu dwa razy pod rząd ukazują się produkty tej samej marki. Z drugiej strony lubię, gdy kolejność publikacji wpisów jest zbieżna z kolejnością wypróbowanych czekolad. Przedwczoraj zaprezentowałam Wam żurawinową deserówkę od Fin Carre, a już dziś mam dla Was słynną Crusti Choc z Lidla, również wyprodukowaną przez niemiecką firmę Solent. Słynną? Owszem. Gdy jeszcze dość intensywnie śledziłam forum Wizaż, wiele dziewczyn rozpływało się nad tym produktem. Zawsze sceptycznie podchodzę do takich opinii - w końcu Milka również jest bogiem dla tłumów, nieprawdaż? Z Fin Carre moje doświadczenia były jednak w większości pozytywne, dlatego nie obawiałam się wypróbować Crusti Choc.
Jak to się stało, że sięgnęłam po Crusti Choc? Odsyłam Was do poprzedniej notki, gdzie przeczytacie, że wraz z żurawinową koleżanką, chrupiąca pannica sporo naczekała się na swoją kolej w Magicznej Szufladzie. A gdy w końcu przyszła kryska na Matyska, obie tabliczki otworzyłam w jeden dzień. Do jednej kawy. W przeciągu pół godziny. Ja, która uwielbia delektować się dłuuugo jedną kosteczką czekolady, rozkładając ją na części pierwsze, chłonąc wszystkimi zmysłami. Tak, ja też miewam słodyczowe fanaberie. Połowa żurawinowej Fin Carre nie usatysfakcjonowała tamtego dnia mojej ciągoty do fuzji cukru z kakao, a w końcu drugą połowę grzecznie odłożyłam dla mojego Mężczyzny. Nie było rady, trzeba było jak najprędzej otworzyć kolejną tabliczkę! ;)
Czy Was również denerwuje fakt umieszczania tabliczek w opakowaniach w ten sposób, że dopiero po rozdarciu całego plastiku/papierka możemy obrócić czekoladą na drugą stronę i podzielić na kostki? Uchylając lekko opakowanie, dostrzegamy najpierw gładszą warstwę czekolady, co niezmiernie mnie irytuje - a ja lubię równo połamać sobie tabliczkę wzdłuż kostek. Dzielenie czekolad na kostki jeszcze przy zamkniętym opakowaniu, na czuja - jest dla mnie czynem barbarzyńskim. Nie mogę patrzeć, gdy ktoś tak robi - nawet gdy traktuje tak najpodlejsze czekolady. Przecież tabliczkę trzeba obejrzeć w całości, powąchać, pogłaskać, przywitać się z nią... ;)
Mnogość zbożowych chrupek jaka ukazała się moim oczom zaraz po otwarciu opakowania nieco mnie przeraziła. Momentalnie wyobraziłam sobie, że czeka mnie przedzieranie się przez ocean wysuszonych cząstek a'la preparowany ryż, ledwo tylko muśniętych czekoladą. Nic bardziej mylnego! Gdy tylko odwróciłam czekoladę i dojrzałam nietypowy, sympatyczny podział na wielokąty - już wiedziałam, że chrupki owszem, występują w tym produkcie w dużej ilości - ale tylko na spodzie tabliczki. Tak w zasadzie, to mogłam już taki wygląd wyrobu wywnioskować z obrazka na opakowaniu - ale ile już razy okładka swoje, a życie swoje ;)... W tym wypadku producent dość wiernie odzwierciedlił rzeczywistość na okładce, a to się ceni.
Biorąc pod uwagę niską cenę wyrobu, mleczna czekolada o standardowej 30-procentowej zawartości kakao pachnie nadzwyczaj przyjemnie. Mocno mlecznie i świeżo, bez nachalnej słodyczy, z subtelną nutką kakao i wanilii. Chrupki zbożowe są wariacją na temat ryżu, pszenicy i kukurydzy - nie mają jakiegoś bardzo wyrazistego smaku. Nie są twarde ani suche - okazały się być bardzo łatwe w obcowaniu. Wprowadzają odrobinę urozmaicenia bez specjalnych fajerwerków. Nie ziębiły mnie ani nie grzały - po prostu sobie były i lekko chrupały, nie zaburzając przy tym smaku czekolady samej w sobie. No, może wprowadzały subtelną nutkę słoności, co czyniło słodycz czekolady jeszcze bardziej znośną.
Tak, jak zapach tak taniej mlecznej czekolady od razu przypadł mi do gustu - tak również smak okazał się być całkiem w porządku. Ba, kostkę za kostką pochłaniałam bardzo napastliwie - świetnie zaspokajała mój apetyt na słodkości, miękko rozpuszczając się w ustach. Czekolada jest barrrdzo słodka, ale nie jest to słodycz zatrważająca, masakrująca i rozrywająca trzewia. Słowem - nie wali cukierniczką aż tak brutalnie, jak polskie Milki. Cukier nie zakrywa w pełni walorów, jakie niosą ze sobą dobrej jakości składniki mleczne i kakaowe. Dodatek masełka robi swoje - czekolada jest fajnie aksamitna. Solent tym razem nie przeholował z naturalnym aromatem - wanilia ładnie podkreśla całość tej prostej, a jakże smacznej kompozycji. Przyjemna mleczna czekolada harmonijnie okala nienarzucające się (pomimo swej mnogości) zbożowe chrupki - tworząc produkt naprawdę godny polecenia w swoim przedziale cenowym. Zwyczajnie, prosto, przystępnie - smacznie. W sam raz, gdy mamy chęć po prostu na coś słodkiego, bez większych bajerów.
Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, chrupki zbożowe 16% (mąka ryżowa, cukier, mąka kukurydziana, słód pszenny, gluten pszenny, kakao w proszku, sól, odtłuszczone mleko w proszku), miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, słodka serwatka w proszku, bezwodny tłuszcz mleczny, lecytyna słonecznikowa, naturalny aromat waniliowy.
Masa kakaowa min. 30%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 515 kcal.
BTW: 6,8/26,4/51,6











