Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocet. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ocet. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 18 listopada 2024

Beskid Wild Willy mleczna 42% z suszoną wołowiną marynowaną w sosie sojowo-żurawinowym

 
W listopadowe popołudnie na przepięknym szczycie Großer Zschirnstein w Szwajcarii Saksońskiej wypróbowałam drugiej, tym razem mlecznej propozycji z kooperacji Beskid Chocolate i Wild Willy. Czekolada o 42% zawartości kakao ma w sobie drobinki suszonej ligawy wołowej marynowanej w sosie sojowo-żurawinowym. To połączenie okazało się przepyszne!
 
Jak w wersji ciemnej, obecność mięsa wcale nie jest oczywista. Natomiast tu - głęboko mleczna i kakaowa zarazem, słodziutka i miękka czekolada - doskonale komponuje się z lekko chrupiącymi kawałeczkami o smaku palonym, żurawinowym, wędzonym, sojowym. Połączenie, które bardzo wciąga, intryguje; niby lekko kontrastuje, ale jednak - pasuje! Polecam, nie tylko dla szczególnie odważnych.
 

 
Skład: cukier, ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, suszona wołowina 5% [ligawa wołowa, bezglutenowy sos sojowy (woda, nasiona soi, sól, ocet spirytusowy), suszona żurawina (żurawina, cukier, olej roślinny), ocet jabłkowy, sok z cytryny, przyprawy)], lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 42%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 533 kcal.
BTW: 12/35/57.

poniedziałek, 11 listopada 2024

Beskid Wild Willy ciemna 72% z suszoną wołowiną BBQ

 
Choć mięsa jem coraz mniej, z wielkim zaciekawieniem zamówiłam dwie czekolady z suszoną wołowiną, jakie we współpracy z Wild Willy wypuściła manufaktura Beskid Chocolate. O listopadowym zachodzie słońca na szczycie Gohrisch w Szwajcarii Saksońskiej, skosztowałam propozycji ciemnej, o 72% zawartości kakao z 5% dodatkiem ligawy wołowej przyprawionej suszonymi pomidorami, octem jabłkowym, solą, cebulą, papryką, burbonem i czosnkiem. To nie mój pierwszy raz z mięsnymi czekoladami, więc obaw nie miałam.


W sumie wyszło tak, że jest to dość klasyczna w wydźwięku ciemna czekolada. Niezbyt soczysta, palona, z podbiciem przez te mięsne drobinki, które wcale w nader oczywisty sposób nie są wyczuwalne jako mięso. Czasem ciemna czekolada miewa w sobie za sprawą kakao nuty wędzone, przyprawowe, pieczeniowe - i bardziej tak to tutaj odebrałam. A same przyprawy też jako tako nie wybijały się mocno nad samo kakao. Rzekłabym nawet, że z biegiem degustacji czekolada robiła się monotonna, niczym nowym już nie zaskakiwała. Za to wersja mleczna... O niej już wkrótce.
 
Skład: ziarna kakao, cukier, suszona wołowina 5% (ligawa wołowa, pomidory suszone, ocet jabłkowy, sól himalajska, nierafinowany cukier trzcinowy, cebula, papryka, burbon, czosnek, przyprawy), lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 72%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 437 kcal.
BTW: 13/30/50.

poniedziałek, 18 marca 2024

Zotter Käse + Mango-Chutney mleczna 60% nadziewana serowym ganaszem i kremem z mango


Kolejna Handscooped od Zottera zapowiadała się genialnie prosto i smakowicie. Käse + Mango-Chutney jest mleczną czekoladą o 60% zawartości kakao, w której wnętrzu kryje się sernikowy ganasz z praliną z orzechów włoskich i odrobiną grappy oraz chutney z filipińskim mango Preda, sokiem limonkowym, białym winem Muscaris z zotterowskiej winnicy oraz mnogością przypraw. Hmm, po tym opisie wydaje się już nie tak prosto, ale zapewniam Was - degustacja tej tabliczki jest esencjonalna i konkretna.

W moim odczuciu liczą się tu tak naprawdę tylko 3 składniki: mleczna czekolada, ser i mango. Reszta miała za zadanie udoskonalić je, uwypuklić. W moim egzemplarzu czekoladowa kuwertura była wyjątkowo gruba i rozkosznie rozpadała się pod naporem zębów, by następnie rozkosznie rozpuścić się swą soczystą słodyczą w ustach. A pod czekoladą kolejne cudowności. Mięciutkie serniczkowy ganasz, w którym orzechy podbiły przytulną serowość oraz aromatycznie błogi krem z mango. Alkohol i limonka? Owszem, wyczuwalne jedynie jako podbicie walorów mango, nie z osobna. Genialna kompozycja. Jedna z tych Handscooped, która mogłaby ważyć tak minimum 5 kilogramów!


Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, mleko, syrop cukru inwertowanego, ser topiony 3% (ser, śmietanka, woda, cytrynian trójsodowy), puree z mango 3%, jogurt w proszku z odtłuszczonego mleka, suszone mango 2%, syrop skrobiowy, białe wino Muscaris, orzechy włoskie, odtłuszczone mleko w proszku, orzechy nerkowca, grappa, koncentrat limonkowy, słodka serwatka w proszku, jabłkowy ocet balsamiczny, lecytyna sojowa, napój ryżowy w proszku (ryż, olej słonecznikowy, sól), koncentrat soku cytrynowego, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), sól, pełny cukier trzcinowy, wanilia, anyż, goździki, cynamon, chili Bird's eye.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 505 kcal.
BTW: 6,3/33/44.

poniedziałek, 19 lutego 2024

Zotter Sautanz Specktakel mleczna 60% nadziewana malinowym ganaszem z krwią wieprzową i nugatem z orzechów laskowych ze skwarkami wieprzowymi


Sautanz Specktakel z aktualnej kolekcji Handscooped jest w zasadzie połączeniem dwóch dawnych tabliczek od Zottera: Bacon Bits i HimbeerBlut. Tak, dobrze czytacie. Dziś opisywana czekolada kryje w sobie dwa nadzienia oddzielone cienką warstwą białej czekolady: malinowy ganasz z wieprzową krwią oraz nugat z orzechów laskowych ze skwarkami wieprzowymi. Wszystko to pokryte jest kuwerturą z mlecznej czekolady o aż 60% zawartości kakao. Zarówno skwarki, jak i krew pochodzą z Jadalnego ZOO Zottera, gdzie zwierzęta chowane są w sielskich warunkach.

Kompozycja jest specyficzna. Skwarkowe drobinki są lekko chrupiące, wraz z orzechami laskowymi i migdałami generują odczuwalną tłustość. Owocowość malin i występującego w składzie czarnego bzu niespecjalnie się przebija - krwiste akcenty nie są oczywiste, wyrażają się pewną słodko-kwaśną nutą. Warto zauważyć, że użyto tu specyficznych przypraw, takich jak kminek, anyż czy olejek tymiankowy, które w znaczny sposób modyfikują kompozycję. Ciemna mleczna czekolada wszystko spaja mocnym uściskiem. W wielkim skrócie można Sautanz Specktakel nazwać nugatem w czekoladzie z dodatkiem czegoś dziwnego.


Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, orzechy laskowe 7%, pełne mleko w proszku, skwarki wieprzowe 3%, mleko, syrop cukru inwertowanego, odtłuszczone mleko w proszku, migdały, masło, suszone maliny 2%, krew wieprzowa 2%, syrop skrobiowy, jabłkowy ocet balsamiczny, koncentrat z czarnego bzu, lecytyna sojowa, sól, cynamon, pełny cukier trzcinowy, słodka serwatka w proszku, wanilia, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), kminek, kardamon, anyż, olejek tymiankowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 580 kcal.
BTW: 9,5/42/39.

czwartek, 25 października 2018

Zotter Saffron and Pistachios mleczna 40% nadziewana pistacjowym marcepanem z szafranem


Od dłuższego czasu pragnęłam wypróbować Saffron and Pistachios od Zottera, z magicznej serii Handscooped. Zawsze przed zamówieniem tej czekolady blokowały mnie upodobania Męża. Po pierwsze - nie przepada za pistacjami, a po drugie - przerażał go szafran. Tej arcydrogiej przyprawy skosztowaliśmy już w jednym nadziewańcu Zottera - była to bardzo kontrowersyjna tabliczka Basmati Rice with Saffron. Aby przekonać się, czy należy się bać Saffron and Pistachios, trzeba było po prostu spróbować... Swój egzemplarz kupiłam oczywiście poprzez biokredens.pl.


Saffron and Pistachios to mleczna czekolada o 40% zawartości kakao, kryjąca w sobie dwa nadzienia - pistacjowy marcepan i szafranowy ganasz. W zasadzie, skład tej tabliczki sprawił mi zawód. Marcepan tak naprawdę okazuje się zwykły - migdałowy, udział pistacji w całym produkcie wynosi jedynie 4% (tyle, by zabarwić ów marcepan i nadać mu leciutki posmak...). Szafranowy ganasz jest wprawdzie żółty, nawet wystają z niego niteczki szafranu - ale o dokładniejszym składzie producent nic nie mówi, a z listy składników trudno go wywnioskować. Na czym bazuje ów ganasz? Zapewne na mleku i maśle, w przeważającej mierze.

Tabliczka pachniała mieszaniną marcepanu, mlecznej czekolady i specyficznego, lekowego aromatu szafranu (Mąż od razu znalazł się myślami u dentysty i w szpitalu ;)).


Tak naprawdę, to w zapachu dzieje się więcej, niż w smaku. Całość nadzienia smakuje po prostu klasycznie marcepanowo, z dodatkiem bardziej maślanego nadzienia wzbogaconego w przyprawy - jak w dobrej bombonierce. Pistacje czuć w zasadzie tylko odrobinę, dominuje smak typowego marcepanu, lekko podkreślonego alkoholem. Smak szafranu umyka pod naporem bardzo smacznego marcepanu, po prostu wyczuwamy pewną nietypową ziołowość, subtelną.

W porównaniu do Basmati Rice with Saffron ta czekolada była anielsko delikatna i... trochę szkoda. Smakowała nam, szybko zniknęła w naszych ustach, ale nie znaleźliśmy w niej ni krzty czegoś głębszego. A z takiego połączenia składników mogło wyjść coś niecodziennie szałowego...

 
Skład: surowy cukier trzcinowy, marcepan (migdały, cukier, syrop cukru inwertowanego), tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, syrop glukozowo-fruktozowy, pistacje 4%, mleko, masło, ocet malinowy, słodka serwatka w proszku, wiśniowa brandy, odtłuszczone mleko w proszku, anyż, pełny cukier trzcinowy, sól, wanilia, lecytyna sojowa, szafran 0,02%, cynamon.
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 533 kcal.
BTW: 7,5/37/40

poniedziałek, 18 grudnia 2017

Zotter Gölles Apple Balsamico ciemna 70% nadziewana czekoladowym ganaszem z jabłkowym octem balsamicznym i grappą, galaretką z jabłkowego octu balsamicznego, białą czekoladą i nugatem z orzechów włoskich


Mało brakowało, a nie zamówiłabym dziś opisywanej czekolady. Podczas rozmowy z biokredens.pl na temat najnowszych nadziewanych Zotterów wyraziłam obawę, czy aby na pewno Gölles Apple Balsamico nie jest odpowiednikiem Sauerstoff pod zmienioną nazwą i szatą graficzną. Na szczęście doszliśmy do tego, że to inna tabliczka! Wprawdzie obie czekolady łączy kilka rzeczy - galaretka z jabłkowego octu balsamicznego oraz czekoladowy ganasz z miodem i grappą, jednakże różnice są na tyle zasadnicze, że koniecznie musiałam wypróbować także nowość. 


W nowym octowym nadziewańcu kuwertura to ciemna czekolada o 70% zawartości kakao (w Sauerstoff była to ciemna mleczna pięćdziesiątka), zaś galaretka z jabłkowego octu balsamicznego została uwięziona pomiędzy cienkimi warstwami białej czekolady. Ponad i pod galaretką mieszczą się dwa różne nadzienia. Na dole - analogiczny do Sauerstoff czekoladowy ganasz doprawiony miodem i grappą, tutaj wykonany również z udziałem jabłkowego octu balsamicznego. U góry - nugat z moich ukochanych orzechów włoskich. W obliczu tego bogactwa zastanawiałam się nawet, czy tabliczka nie będzie przekombinowana...

Jabłkowy ocet balsamiczny użyty do stworzenia tej czekolady podchodzi z styryjskiej destylarni Gölles. Po stworzeniu octy Gölles poddawane są leżakowaniu w dębowych beczkach, co nadaje im wyjątkowego aromatu. 



Czekolada pachniała miąższystym ciastem orzechowym, bardzo esencjonalnym, z grubą polewą czekoladową. W przekroju tabliczka ukazała w pełnej krasie swe bogactwo. Zadziwiła mnie grubość białej czekolady, która jak się okazało wcale nie przeszkadzała, nie uczyniła całości zbyt słodką. Po wgryzieniu się we wszystkie warstwy z zaskoczeniem stwierdziliśmy, iż kompozycja imituje smak... wytrawnego białego wina. Sama galaretka octowa kojarzyła się nam ze smakiem winogron, zaś cała reszta - fuzja orzechów, białej czekolady i leżakowanego octu, plus oczywiście alkohol z grappy - daje bardzo smakowite winne skojarzenie. Dolna warstwa jest właściwie odzwierciedleniem nadzienia z Sauerstoff, więc nie będę się nad nią rozpisywać - najistotniejszy efekt tworzyła dla mnie w tej tabliczce spójna całość.


Podobnie jak w Sauerstoff czekolada nie jest octowa w dosłownym słowa tego znaczeniu. Jest bardzo złożona, delikatnie słodka, zakrawająca o wytrawność. Galaretka stanowiąca serce tabliczki jest miękka i jędrna niczym domowy dżem, taka winogronowo-jabłkowa, po prostu pyszna! Nadaje całości świeżości, bez niej Gölles Apple Balsamico byłaby może aż za wytrawna. Kryje w sobie wiele ciężkich nut, ale bardzo smakowitych, pełnych. Była jednak smaczniejsza od Sauerstoff, przede wszystkim przez wyrazistość orzechów włoskich i ciemnej czekolady.

Gölles Apple Balsamico przenosi nas do ciepłego jesiennego ogrodu. Siedzimy na ławce, pijąc białe wino pośród winorośli i drzew orzecha włoskiego. Moje obawy wobec przekombinowania tej czekolady były niesłuszne. Spójność to jej wielka zaleta, jest też przy tym dość poważna i melancholijna. Przepysznie romantyczna.



Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, jabłkowy ocet balsamiczny, tłuszcz kakaowy, orzechy włoskie, syrop cukru inwertowanego, pełne mleko w proszku, miód, masło, mleko, odtłuszczone mleko w proszku, grappa, proszek sojowy (soja, maltodekstryna, syrop kukurydziany), pektyna jabłkowa, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, koncentrat soku cytrynowego, sól, lecytyna sojowa, wanilia, cynamon, anyż.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 492 kcal.
BTW: 5,4/30/48

wtorek, 28 listopada 2017

Zotter Gin & Lemon ciemna mleczna 60% nadziewana czekoladowym ganaszem z ginem i kremem cytrynowym


Zotter w wielu swych nowych Handscooped uplasował na szczególnym miejscu cytryny. Przeszkadzało mi to chociażby w Gourmet Journey to Peru, gdzie w końcu cytryna wcale nie powinna grać głównej roli. Za to w Blueberries on Lemon Cream chociaż cytryny okazały się nieco przesadzone, nie można było Zotterowi za wiele zarzucić - w końcu cytryny występowały w samej nazwie czekolady, a to zobowiązuje. Podobnie jest w przypadku dziś opisywanej czekolady - Gin & Lemon - którą kupiłam oczywiście w biokredens.pl.


Nie jestem wielką faną ginu. W swoim życiu wypiłam tego trunku bardzo mało. W zasadzie obce mi są nuty smakowe występujące w tej jałowcówce, toteż czekoladę traktowałam po prostu jako ciekawostkę z akcentem alkoholowym. Za to moja Przyjaciółka jest fanką ginu z tonikiem i w tym miejscu serdecznie ją pozdrawiam! Trza będzie jej sprezentować Gin & Lemon, co by przekonać się, czy rzeczywiście gin jest wyczuwalny. Gin wykorzystany w naszej czekoladzie został stworzony w Destillerie Farthofer z Dolnej Austrii. Nazywa się O.Gin i jest trunkiem organicznym - wiadomo, inaczej Zotter by po niego nie sięgnął.


Ucieszył mnie fakt, że tym razem Zotter nie podzielił kuwertury na dwie części. W Gin & Lemon dwuwarstwowe nadzienie zostało oblane tylko i wyłącznie ciemną mleczną czekoladą o 60% zawartości kakao, czyli pysznym klasykiem w Zotter Handscooped. Jedzenie wszystkich warstw naraz od razu wzbudziło mój zawód - ponownie Zotter przesadził w cytryną! Jest na tyle mocna i w tak specyficzny sposób łączy się z alkoholowym posmakiem, iż przypominała mi dość mocną cytrynówkę domowej roboty. Nie takiego smaku szukałam w tej czekoladzie!

Na dłuższą metę cytryna przybiera nawet posmak płynu do naczyń. Jej obecność została jeszcze podkręcona koncentratem grejpfrutowym i octem, przez co kwaśność stoi na wysokim poziomie. Prędko zdecydowałam się na jedzenie dwóch ganaszów oddzielnie, przez co mogłam sobie kwaśność dawkować, a przy tym delektować się kuwerturą oraz bardzo przyjemnym ganaszem czekoladowym z dodatkiem ginu. Generalnie warstwa cytrynowa jest bardziej strukturalna od gładziutkiego ganaszu czekoladowego. Kilka razy zdawało mi się, iż odnalazłam w niej cząsteczki cytryn. Wraz z mlecznym posmakiem mocna cytryna weszła na pułap graniczący z obrzydzeniem. Nie obraziłabym się, gdyby tej warstwy nadzienia było o wiele mniej.


Jak już wspomniałam, ciemny czekoladowy ganasz z dodatkiem ginu to zupełnie inna bajka. Wyraziście kakaowy, z niebanalną alkoholową nutą, niosącą ze sobą akcenty ziół, igliwia i skórki pomarańczy - aksamitnie rozpuszczał się w ustach, toteż z kuwerturą zgrywał się pięknie.

Zazwyczaj po degustacji tabliczek Handscooped czuję wraz z Mężem wielki niedosyt - 70 g podzielone na pół to za mało pyszności na jeden raz. W przypadku Gin & Lemon byliśmy jednak w zupełności nasyceni po swoich porcjach - cytryna po prostu przytłaczała. Nie chciałabym wracać do tej czekolady, a zjedzenie całych 70 g samemu na raz byłoby dla mnie bardzo męczące. Mam nadzieję, że w kolejnych nowych Handscooped cytrynowa mania Zottera nie będzie się już ujawniać, a przynajmniej nie w tak ordynarny sposób.



Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, gin, syrop cukru inwertowanego, odtłuszczone mleko w proszku, sok cytrynowy, słodka serwatka w proszku, pełny cukier trzcinowy, koncentrat soku cytrynowego, sól, wanilia, koncentrat grejpfrutowy, lecytyna sojowa, jabłkowy ocet balsamiczny, cynamon, anyż, goździki, kardamon, piołun.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 509 kcal.
BTW: 7,5/34/36

sobota, 4 marca 2017

Zotter Cheesy Chocolate ciemna mleczna 60% nadziewana ganaszem z sera topionego, orzechów włoskich, białej jogurtowej czekolady z jabłkowym octem balsamicznym


Dzisiaj przed Wami jedna z najbardziej intrygujących propozycji spośród nowych Zotter Handscooped zakupionych przeze mnie w biokredens.pl. Miała to być tabliczka wypełniona prawdziwym serowym nadzieniem - nie sernikowym, tylko właśnie serowym! Ciemna mleczna kuwertura o 60% zawartości kakao otula wnętrze wypełnione rzemieślniczym serem topionym powstałym w austriackiej Styrii. Oprócz sera, nadzienie składa się z nugatu z orzechów włoskich, białej jogurtowej czekolady i jabłkowego octu balsamicznego. Wszystko doprawione zostało mocą przypraw - chili, wanilią, anyżem, cynamonem, solą i cytryną. W składzie udział swój ma także soja.


Gdy po przekrojeniu tabliczki na pół zauważyłam niemalże zupełnie jednolite jasnobeżowe nadzienie zdziwiłam się, porównując je ze zdjęciem zaprezentowanym na stronie producenta (są na nim ewidentnie dwie warstwy). Zresztą, na fotografiach u Kimiko Cheesy Chocolate również wydaje się mieć jedną warstwę nadzienia.

Wiedziałam, że przewrotny Zotter zafunduje nam w tej tabliczce coś wyjątkowego, nieoczywistego. W recenzji Kimiko odnajdziemy porównanie do camemberta zamkniętego w tabliczce czekolady. Zaś ja wraz z Moim Mężem - mieliśmy zupełnie inne, zaskakujące skojarzenia. Jakie?


Już sam zapach Cheesy Chocolate niebywale kojarzy się nam z... piwem, a dokładniej z podwędzanym stoutem np. Smoky Joe. W smaku odnaleźliśmy kontynuację tego skojarzenia, które zostało z nami jako dominujące aż do końca degustacji. Oczywiście bez żadnych problemów i domysłów odnaleźliśmy tutaj smak samego sera, który balansował gdzieś pomiędzy skondensowanym serkiem homogenizowanym, dobrej jakości topionym a esencjonalnym wędzonym serem. Właśnie owe wędzone nuty oraz kremowa konsystencja przypominająca pianę w syropowym stoucie tak zdecydowanie prowadziły nas w stronę piwa. Gdy dodamy do tego jeszcze bogactwo smaku wprowadzone przez samą czekoladę, niby-słodowe nuty wyraźne dzięki orzechom włoskim i soi - wszystko składa się na wspaniałą piwną iluzję. Zatapiamy się w czekoladowo-serowym asfalcie, w intrygującym aromacie palonego drewna, starego i szlachetnego.


Czekolada oferuje nam jeszcze więcej. Czekoladowo-serowa fuzja dalej kojarzy się nam z... grillowaną kiełbasą, mocno okopconą. Podano ją z musztardą - skojarzenie to występuje zapewne dzięki obecności balsamicznego octu jabłkowego.

Cheesy Chocolate była dla mnie niezwykle smaczną, bardzo nieoczywistą tabliczką. Dzięki swej kremowej konsystencji i feerii zmieniających się, oryginalnych smaków - szybko znikała, ale chciało się jej więcej i więcej. To kolejny genialny eksperyment Zottera i bodaj jedna z najbardziej udanych nadziewanych nowości.


Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, mleko, ser topiony (ser, śmietana, woda, cytrynian trisodowy), syrop cukru inwertowanego, orzechy włoskie, jogurt w proszku z odtłuszczonego mleka, odtłuszczone mleko w proszku, słodka serwatka w proszku, soja w proszku (soja, maltodekstryna, syrop kukurydziany), pełny cukier trzcinowy, koncentrat soku cytrynowego, sól, jabłkowy ocet balsamiczny, lecytyna sojowa, wanilia, proszek cytrynowy (koncentrat cytrynowy, skrobia kukurydziana, cukier), cynamon, chili Bird's eye, anyż.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 506 kcal.
BTW: 8,2/35/39

niedziela, 13 listopada 2016

Zotter Asparagus Season ciemna 70% nadziewana migdałowo-maślanym ganaszem z białej czekolady ze szparagami, białym winem, jabłkowym octem balsamicznym i wanilią


Sezon na szparagi już daaawno za nami... Czy ktoś w ogóle jeszcze pamięta, że parę miesięcy temu noce były tak krótkie, dni tak słoneczne, a szparagi wraz z truskawkami jeść można było non stop? Uwielbiam ten czas, gdy codziennie na obiad zajadam się jędrnymi, świeżymi szparagami - najprościej w świecie przyrządzonymi na parze, bez żadnych eksperymentów. Bez wątpienia, należą one do moich ulubionych warzyw.

Rok temu w sezonowej ofercie Zottera pojawiła się nadziewana czekolada o nazwie Asparagus Season. Wtedy dziwnym trafem przeoczyłam jej zamówienie. W tym roku nie mogłam sobie odpuścić. Czekałam wytrwale na moment, aż chłopcy z
biokredens.pl zamówią te niezwykłe tabliczki. I choć miałam swój egzemplarz w Magicznej Szufladzie jeszcze dawno przed nadejściem jesieni, postanowiłam otworzyć ją dopiero w tej ponurej porze - gdy tęsknota za szparagowym sezonem będzie już naprawdę silna.


Asparagus Season można nazwać nieco szaloną, eksperymentalną kompozycją. Jak bowiem inaczej traktować tabliczkę, gdzie pod kuwerturą z ciemnej czekolady o 70% zawartości kakao kryje się ganasz na bazie białej czekolady, masła i migdałów, uświetniony 7% dodatkiem szparagów, podlany białym austriackim winem Gruner Veltliner oraz jabłkowym octem balsamicznym, doprawiony wanilią, cynamonem i płatkami róż. To brzmi naprawdę wyjątkowo i zapewne nie każdy odważyłby się na wypróbowanie takiej kompozycji. W naszej blogosferze czekoladę recenzowała już Kimiko, która była na szparagową tabliczkę równie mocno napalona co ja.

Wraz z Mężem z wielką ciekawością rozpakowaliśmy skarb. Nad ciemną niczym do bólu dojrzałe wiśnie kuwerturą kryjącą tajemnicze wnętrze unosił się intrygujący octowy zapach z maślanymi przebłyskami. Od razu skojarzył mi się z aromatem szparagów ze słoika, zaprawionych w occie. Pojawiła się również subtelna nuta alkoholowa, od razu wskazująca na udział białego wina. Wszystkie nuty zapachowe wraz z głębią kakao układały się w mojej głowie w jedno dziwne skojarzenie... Przekonałam się co do niego także po wgryzieniu się w czekoladę.



Pewnie zas zaskoczę, albo nawet pomyślicie, że jestem chora na umyśle - ale mój Mąż przyznał mi pełną rację. Pierwsze wrażenia związane z eksplorowaniem bogactwa tej kompozycji kojarzą się z... końskim kałem. Specyficzny poniuch wilgotnej stajni i lekko przesuszonego końskiego gnoju, mieszający się z sianem i słomą. Spokojnie, czytajcie dalej, nie plułam nią jak w przypadku Kandierte Preiselbeeren. Wręcz przeciwnie... pomimo tak kontrowersyjnych skojarzeń momentalnie wciągnęłam się w degustację. W sumie, aromatyczne szparagi w połączeniu z białym winem jak najbardziej mogą uderzać w stajenne klimaty... Przypuszczam, że nie byłoby to dla wszystkich oczywiste, ale być może ktoś, kto spędził w stajni tyle czasu co ja, mimo wszystko przyzna mi rację. Co ważne, taka fiksacja układa się w głowie podczas jedzenia kuwertury i nadzienia razem - znaczy się, że kakao też dokłada tu do pieca.


Przy próbowaniu samej czekolady przekonujemy się jednak, że i ona mocno przesiąknęła bogactwem nadzienia, niosąc jednak ze sobą nieco orzechowych oraz kwiatowych nut. Łatwo się rozpuszcza w ustach, a że białe wnętrze robi to jeszcze łatwiej... Asparagus Season bardzo szybko znika. 

Samo nadzienie okazuje się być bardzo mleczne, gładkie i aksamitne. Pomimo bazowania na białej czekoladzie jego słodycz jest bardzo wyważona. W smaku wnętrze jest niczym delikatna główka szparaga podsmażona na maśle, podlana białym winem. Pojawia się również nuta migdałów, niczym przy posypaniu potrawy leciutkimi migdałowymi płatkami. Spośród przypraw najwyraźniej odznacza się wanilia, która cudnie podkreśla maślaność i mleczność kompozycji. Dalej pojawia się również sugestia jabłkowego musu, co rzucam na karb udziału jabłkowego octu balsamicznego. Ta specyficzna winność i octowość nieustannie przewija się, podkreślając walory szparagów i cudnie kontrastując z słodziutką maślanością.


Asparagus Season niesamowicie mnie wciągnęła. Szczególnie uwodzicielska okazała się aksamitna, rozpływająca się konsystencja. Samo odwołanie do moich ukochanych szparagów było na tyle wyraźne, a przy tym wyważone, iż kompozycja zupełnie skradła moje serce. Czekolada ta jest niczym wykwintny krem ze szparagów, przyprawiony w odważny sposób. Jakże miłe wspomnienie lata...


Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, szparagi 7%, syrop kukurydziany, masło, słodka serwatka w proszku, białe wino, ocet balsamiczny jabłkowy, odtłuszczone mleko w proszku, migdały, nierafinowany cukier trzcinowy, sól, wanilia, lecytyna sojowa, cynamon, płatki róż, proszek cytrynowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 512 kcal.
BTW: 6,7/38/34

poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Zotter Kandierte Preiselbeeren mleczna kasztanowa nadziewana borowikowym ganaszem z kandyzowaną żurawiną, rumem, orzechami włoskimi, octem balsamicznym, soją i rozmarynem


Pojawienie się w ofercie Zottera tabliczki Kandierte Preiselbeeren podziałało na mnie jak lep na muchy. Wprawdzie sama nazwa produktu nie zdradza w pełni, co znajduje się w środku - wszak znaczy tyle co "kandyzowane owoce żurawiny", a one kontrowersyjnym dodatkiem do czekolady absolutnie nie są. Wystarczy jednak rzut oka na opakowanie by wiedzieć, że coś jest na rzeczy. Skład mówi nam wszystko. Oto mleczna kasztanowa czekolada z ukrytym w środku borowikowym ganaszem. BOROWIKOWYM. No, tego jeszcze nie grali - dotąd grzybów w czekoladzie nie próbowałam, a po eksperymentach z innymi dziwactwami od Zottera MUSIAŁAM sięgnąć również po ten wariant. Prócz borowików, w ganaszu znajdziemy również tytułowe kandyzowane owoce żurawiny, a także orzechy włoskie, jabłkowy ocet balsamiczny, rum, olejek rozmarynowy, chili, cynamon, sól i wanilię. Szaleństwo!

Zotter dotąd nie zawodził mnie w swoich nietypowych połączeniach z rybą, krwią i boczkiem, a więc nie miałam powodów do odczuwania obaw. Na dodatek, recenzja Kimiko pokazała mi, że rzeczywiście nie ma się czego bać. Gdzieś tam w głębi odczuwałam jednak pewien lęk przed degustacją tej czekolady, choć rzadko kiedy boję się sięgać po nowe. Moi drodzy, kobieca intuicja to jednak jest wielka moc... OSOBY BARDZIEJ WRAŻLIWE PROSZONE SĄ O ZAPRZESTANIE CZYTANIA RECENZJI.



Gdy przyszedł dzień degustacji, zabrałam Kandierte Preiselbeeren do pokoju ze względnie najlepszym światłem. Rozpakowałam ją i zaczęłam robić zdjęcia. Już na tym etapie coś mi nie pasowało. Sama kasztanowa kuwertura zdawała mi się dziwnie oślizgła, lecz totalnie pozamiatał mój Mąż, który nagle wszedł do pokoju przywiedziony podejrzanym zapachem. "Baśka, dlaczego tutaj śmierdzi g**nem?". Początkowo go wyśmiałam, ale po kilku sekundach zupełnie poluzowałam wyobraźnię nastawioną na bardziej wykwintne aromaty i... przyznałam mu rację.


Z początku myślałam, że to tylko jakiś żart, durne skojarzenie. Po przekrojeniu tabliczki wypełniający ją brązowy ganasz z zatopionymi solidnymi kawałkami żurawin również nie wyglądał zbyt atrakcyjnie, no ale w końcu powinien smakować, a nie wyglądać. Z trwogą wzięłam do ust pierwszy kęs tego podejrzanie wyglądającego i podejrzanie pachnącego tworu i pozwoliłam mu się w nich swobodnie rozpuścić. Kęs nie zdążył jednak całkowicie unicestwić się w mojej buzi. Nim to nastąpiło... wyplułam go.

Kasztanowa kuwertura okazuje się być bardzo słodka, wydaje się słodsza niż w A Piece of Forest. Ma wyraźny ziemniaczany posmak i sama w sobie smakowała mi o wiele mniej niż we wspomnianej wyżej czekoladzie. Mimo wszystko, solo jest jeszcze znośna, za to jedzona wraz z nadzieniem totalnie mnie odrzucała...



Specyficzna słodycz kasztanowej czekolady połączona ze smakiem nadzienia stawała się dla mnie katorgą. W nadzieniu rzeczywiście bardzo mocno odznaczają się borowiki i można je zidentyfikować od pierwszego kontaktu z kubkami smakowymi. Mój Mąż uznał, że to bardzo dobrze doprawiony krem borowikowy i... fakt, rzeczywiście tak jest, ale dla mnie to połączenie stało się nie do przejścia. Mój Ukochany zszokował mnie, bowiem naprawdę dobrze radził sobie z tą degustacją i dzielnie bawił się odkrywaniem smaków. Ja oddałam mu większość swojej części, ponieważ jedzenie Kandierte Preiselbeeren było dla mnie prawdziwą torturą.

Intensywność borowików w połączeniu ze słodką kasztanową czekoladą i lekko nadkwaśniałymi orzechami włoskimi spotęgowanymi przez dodatek jabłkowego octu balsamicznego dawało piorunujący efekt. Żeby jeszcze tego było mało, dodatkowej słodyczy i kwaskowatości nadawały spore kawałki kandyzowanej żurawiny zatopione w mazistym nadzieniu. Swoista "galaretkowatość" żurawin plus mazistość ganaszu jeszcze bardziej obrzydzały mi degustację. Totalnym gwoździem do trumny okazały się być dla mnie jeszcze dwa dodatki: olejek rozmarynowy oraz rum. Olejek rozmarynowy nadawał kompozycji lekowego posmaku, zaś rum... W połączeniu z pozostałymi smakami tworzył w mojej buzi efekt, jakbym zwymiotowała na kacu po wypiciu ogromnej ilości jakiejś podłej wódy.



Do teraz, gdy tylko przypomnę sobie smak tej czekolady robi mi się niedobrze. W życiu nie pomyślałabym, że jakiegokolwiek Zottera odbiorę w tak zły sposób - a naprawdę nie są mi straszne przeróżne smakowe eksperymenty. Jak wspomniałam wyżej, mój Mąż mający na co dzień większą blokadę wobec nowych smaków potraw, świetnie bawił się podczas degustacji i bez problemów zjadł większość tabliczki, nie mogąc się nadziwić tą szaloną kompozycją. Ja też się nadziwić nie mogłam, ale miałam spore wątpliwości, czy Zotter nie przebrał miarki. Czy dobór składników, przypraw, gry konsystencji - był wykonany z premedytacją?! Wybaczcie, ale przez cały czas kontaktu wszelkich moich zmysłów z tą czekoladą miałam ewidentne skojarzenia z ludzkimi odchodami. Z małym akcentem wymiocin. Moja akceptacja wariackich pomysłów na czekoladę napotkała w tym momencie na nieprzekraczalną granicę. Wolałabym zjeść naraz 300 g nadziewanej Milki zamiast wracać do tej czekolady... Ciężko mi uwierzyć w to, co piszę, bo za nic się nie spodziewałam takiego przebiegu degustacji - już dawno nie jadłam czegoś tak odrzucającego.


PS Jeśli mimo wszystko czujecie się skuszeni - odsyłam z pytaniami o tą tabliczkę do biokredens.pl.

Skład: surowy cukier trzcinowy, pełne mleko w proszku, borowiki, pełne mleko, miazga kakaowa, cukier puder, syrop glukozowy z cukru inwertowanego, kasztany w proszku, borowiki w proszku, rum, orzechy włoskie, odtłuszczone mleko w proszku, masło, jabłkowy ocet balsamiczny, proszek sojowy (soja, maltodekstryna, syrop kukurydziany), lecytyna sojowa, sól, wanilia, olejek rozmarynowy, cynamon, chili Bird's eye, anyż.
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 490 kcal.
BTW: 6,4/31/44

czwartek, 7 kwietnia 2016

Zotter Sauerstoff ciemna mleczna nadziewana galaretką z octu balsamicznego i czekoladowym ganaszem z miodem i grappą


Zotter Sauerstoff to czekolada, którą zamówiłam wraz z pozostałymi nowościami Handscooped oraz z opisanymi już tabliczkami G.Nuss.Tafel jeszcze przed moim wyjazdem do Meksyku. Tak jak kilka innych nadziewanych nowości, urzekła mnie swoim nietypowymi składnikami. W Sauerstoff zastosowano bowiem solidną dawkę jabłkowego octu balsamicznego, zaś wykrzywiające buzie rozbrykane dzieciaki uwidocznione na opakowaniu sugerują wysoką kwaśność produktu. Nie dajcie się jednak zwieść - nie jest to wyrób dla dzieci, przypominający chociażby kwaśne żelki. W składzie widnieje bowiem alkohol (grappa).

Generalnie, Sauerstoff posiada mało skomplikowany skład jak na tabliczkę z serii Handscooped. Mamy tu ciemną mleczną czekoladę o 50-procentowej zawartości kakao, kryjącą w środku galaretkę z octu balsamicznego przełożoną czekoladowym kremem. Galaretka jak zawsze u Zottera posiada bardzo naturalny skład - jako zagęstnik użyto pektyn jabłkowych. Bazą czekoladowego kremu (oczywiście prócz kakao) jest mleko, masło i miód, użyto również wspominanej wyżej grappy. Całość doprawiono cytryną, wanilią i szczyptą soli. Czy rzeczywiście wykrzywi nas od tej czekolady?



Zapach tabliczki, również po jej przekrojeniu, sugeruje jedynie lekką kwaskowatość. Woń niesie ze sobą przede wszystkim woń wybornej mlecznej czekolady o podwyższonej zawartości kakao, zwieńczony alkoholową nutą. Genialnym elementem z Sauerstoff jest sama czekolada - chrupiąca, słodziutka, głęboko mleczna, odświeżająca, z ziołowym posmakiem bez elementu duszności. Sama soczysta przepyszność. Przegryzając się przez wszystkie warstwy tabliczki przekonujemy się, iż również jest ono przede wszystkim pysznie mleczno-słodkie, stanowiące płynną kontynuację czekolady. Jak na ten skład, wydaje się ono być bardzo zachowawcze w smaku, to znaczy nie popadające w żadną skrajność.



Stanowiąca serce produktu galaretka od razu przypomniała mi wszystkie inne, świetne galaretkowe Zottery. Zotter ponownie wykonał genialną galaretkę, przypominającą bardziej domowej roboty dżem. Jest ona bardzo miękka, a octowe nuty idealnie przeplatają się w niej z przyjemną słodyczą. Naprawdę, jest ona mało kwaśna w stosunku do tego, czego się spodziewałam. Nie wiem, czy mam tego żałować, bo i tak wypadło to bardzo smacznie, no i niezwykle naturalnie. Co ważne, nie zdominowała ona wybornego smaku czekolady i czekoladowego kremu.
 
 Czekoladowy ganasz pięknie uzupełnia moc pysznej czekolady. Jest odrobinę szorstki w strukturze, przez co dobrze trzyma w ryzach nieco rozlazłą galaretkę. Ganasz jest przede
wszystkim kakaowo-mleczny, delikatnie maślany. Słodycz, jaką z sobą niesie jest zdecydowanie miodowa i również bardzo naturalna. Krople grappy wmieszane w ową miodową masę wyciągają z stąd pewne pokłady kwaśności, które wraz z lekką szorstkością kremu mogą kojarzyć się z grudkami od kwaśnych żelków. Alkohol sam w sobie również podkreśla walory wyrazistego kakao.



W kwestii kwaśności wszystko mieści się tutaj w cytrynowej normie, na dodatek umiejętnie wymieszanej z miodową słodyczą i pozostałymi składnikami. Na koniec degustacji pojawia się pewna przyprawowa wytrawność, będąca miłym zwieńczeniem tej wbrew pozorom delikatnej kompozycji. Poprzez swą nazwę i okładkę wielu konsumentów zapewne zrezygnuje z wyboru tej czekolady, lecz zrobią to niesłusznie. Nie jest to czekolada ani trochę hardkorowa, lecz bardzo wyważona i nieprzekombinowana. Było na tyle smacznie i prosto, że sama już wątpię, czy zamieniłabym ten smak na oczekiwany przeze mnie octowy mocny kwach. Zotter w tej tabliczce po prostu okiełznał ocet, nadając mu dziecięcej niewinności. Ocet jest psotny, tym bardziej w towarzystwie alkoholu i kakao, ale koniec końców i tak leje miód na nasze serca - w tym wypadku całkiem dosłownie.



Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, jabłkowy ocet balsamiczny, syrop cukru inwertowanego, pełne mleko, miód, grappa, masło, pektyna jabłkowa, sól, koncentrat soku cytrynowego, laski wanilii w proszku.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 460 kcal.
BTW: 5,5/28/44

sobota, 7 listopada 2015

Zotter Basmati Rice with Saffron ryżowa nadziewana ryżem basmati i białą ryżową czekoladą z szafranem i octem malinowym


Najnowsze czekolady Zottera urzekły mnie swoją różnorodnością i pomysłowością. Zresztą, jakże mogło by być inaczej - w końcu to Zotter, kopalnia czekoladowych eksperymentów! Jednym z nowych wariantów, który od razu przykuł mój wzrok, była ryżowa Zotter Handscooped inspirowana pewną potrawą, a mianowicie ryżem basmati z szafranem. I choć ekipa z Czekolady Zotter Polska poinstruowała mnie, że ten Zotter jest cholernie specyficzny, nie wahałam się przed zakupem. Ba, jeszcze bardziej podkręciło to moją ciekawość.

Ryżowa kuwertura o 50% zawartości kakao kusiła, bo miałam już w końcu bardzo miłe doświadczenia z Labooko Contest Rice Dark & White. Choć basmati z szafranem nigdy nie jadłam, to ryż basmati solo cenię za oryginalny, kwiatowo-orzechowy bukiet. Jest to szlachetna odmiana uprawiana głównie w Indiach, która przed obróbką może dojrzewać nawet parę lat - a wtedy już w ogóle staje się wielkim rarytasem dla koneserów. W czekoladzie Zottera oczywiście znalazł się normalny ryż, ale otoczenie go niebanalną czekoladą i tak czyni go wyjątkowym.

O wyjątkowości samego szafranu nikogo przekonywać nie muszę. Jest to najdroższa przyprawa świata, wyrabiana ze znamion słupków kwiatu Crocus sativus. Głównym producentem jest Iran, lecz popularność zdobył w wielu narodowych kuchniach - chociażby marokańskiej czy indyjskiej. Ze względu na kosztowność, w wielu potrawach zostaje podmieniany na kurkumę. Kurkuma równie dobrze barwi, ale nie nadaje specyficznego posmaku. Nie miałam w swym życiu świadomych doświadczeń z daniami doprawionymi szafranem, stąd moja rozbudzona ciekawość przed wypróbowaniem szafranowej czekolady. Zresztą, Basmati Rice with Saffron to nie jedyna zotterowska wariacja na temat szafranu. W ofercie znajdują się jeszcze tabliczka Saffron and Pistachos oraz Balleros Walnuts with Saffron.



Po naszą ryżowo-szafranową czekoladę sięgnęliśmy tego samego dnia, co po tajemniczą panienkę, którą zaprezentuję pojutrze. Zotter stał się naszym podwieczorkiem po 28-kilometrowym spacerku pieszo na... cmentarz. Oto jak łączyć przyjemne z pożytecznym w momencie, gdy na Wszystkich Świętych planuje się wyjazd w góry.

Przykładając nos do soczyście brązowej, wpadającej w czerwień tafli, wyczuwamy o dziwo alkohol. Jeszcze raz spojrzałam na skład, ale alkoholu się nie doszukałam. Uznałam więc, że to po prostu iluzja, chochlik wyrządzony zapewne również przy udziale samego kakao. Po chwili zresztą, alkoholowe wrażenie umyka pod doznaniami związanymi z wąchaniem dobrze przyprawionej, orientalnej potrawki z ryżu.



Ogromną zaletę Basmati Rice with Saffron jest gruba jak na Zotter Handscooped warstwa czekolady. Po podważeniu nożem odchodzi ona łatwo od nadzienia solidnym płatem, przez co bez problemu możemy posmakować jej samej. Od razu powracają miłe wspomnienia związane z Rice Dark, bo to właśnie na niej bazuje kuwertura. Ciekawa fuzja bukietu kakao z posmakiem ryżowego kleiku jest tutaj podszyta jeszcze wyraźną kwaśnością. Mam wrażenie, że nadaje ona jeszcze większej orientalności całej kompozycji. Próbowana wraz z warstwą nadzienia, mimo wszystko słodka czekolada przynosi kubkom smakowym prawdziwą ulgę bowiem... wnętrze Basmati Rice with Saffron jest totalnie zakręcone.

Jak widzicie na zdjęciach, nadzienie ma przepiękną, żywo żółtą barwę. Jest ono bardzo wilgotne (wręcz mokre) i posiada konsystencję kleiku dla dzieci. Z rozkoszą zanurzyłam nim zęby i o ile konsystencja jest naprawdę zachęcająca, to smak wręcz mnie zszokował. Ryż? Ok, mamy tu ryż. Jako basmati niekoniecznie bym go zidentyfikowała, ale jednocześnie nie mówię nie. Cudnie wilgotna masa przesiąknięta jest bowiem czymś octowo-aptecznym. Szczerze powątpiewałam, czy jest to sprawka tylko i wyłącznie szafranu. Doczytałam, że w składzie znajduje się również ocet malinowy. Jasny gwint, mam wrażenie, że sporo on tu namieszał i jestem potwornie ciekawa, jak smakowałaby ta tabliczka bez jego udziału. Tymczasem musiałam się zadowolić tym co obecnie zaoferował nam Zotter.



Smak żółtego wnętrza był potwornie specyficzny. Przyszła nam na myśl popsuta bombonierka, jodyna oraz syrop na gardło na bazie alkoholu. Poczułam się jak w szpitalu, albo - jeszcze dosadniej - u dentysty. Dokładnie tak, jakby chwilę temu dentysta coś grzebał mi przy zębach. Ja się dentysty nie boję, ale osoby panikujące na samą myśl o wizycie u stomatologa mogą doznać traumy po spróbowaniu tej czekolady.

Nie wiem, kto był głównym winowajcą tej sytuacji - szafran czy ocet malinowy? Może oboje w duecie poczynili ten sadystyczny występek? Szlag, dla mnie Basmati  Rice with Saffron było nieziemsko ciekawym doświadczeniem i wgryzałam się w czekoladową taflę z maniacką zawziętością - ale liczę się z tym, że większość z Was by tą tabliczką pluła. Czegoś takiego nie dostarczyła mi jeszcze żadna czekolada. Jestem ciekawa, jak długo ryżowo-szafranowy wariant przetrwa w ofercie Zottera. To jest absolutnie szalone... Kto jeszcze ma odwagę spróbować?


Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, napój ryżowy w proszku (ryż, olej słonecznikowy, sól), miazga kakaowa, napój ryżowy, syrop cukru inwertowanego, ocet malinowy, ryż basmati, sól, lecytyna słonecznikowa, szafran, wanilia.
Masa kakaowa min. 50%. 
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 459 kcal.
BTW: 2,3/29/47