piątek, 5 lutego 2016

Zotter Ecuador Arriba Los Rios 75% ciemna



Dzień przed degustacją Domori Arriba Hacienda Victoria sięgnęliśmy po zotterowską, o 5% bogatszą w kakao interpretację ekwadorskiego ziarna Arriba. Tym razem, kakao pochodzi z prowincji Los Rios, która wprawdzie sąsiaduje z prowincją Guayas (od lat ziarna były tam zresztą transportowane z Los Rios, bowiem Guayaquil jest miastem portowym) - lecz już taka pozornie nieduża odległość wiążę się z odmienną charakterystyką kakao rosnącego w obu regionach.

Za Sekretami Czekolady, Arriba z Los Rios to przede wszystkim: "figi, lukrecja, drewno, cytrusy, lekkie owoce". Niestety nie mam zbyt dużej możliwości porównania swoich wrażeń z innymi czekoholikami publikującymi recenzje w sieci, bowiem dziś opisywana czekolada to świeżynka w ofercie Zottera. Na szybko wyszukałam, iż tabliczki z ziaren Los Rios wykonuje także Pacari i Valdivian, z czego Pacari wydaje mi się łatwiej uchwytne - może kiedyś pojawi się u mnie porównanie z Zotterem.




We wnętrzu opakowania znajdujemy sporo informacji na temat wyjątkowego kakao, jakim jest Arriba. Wszak zajmuje ono szczególne miejsce wśród odmiany Forastero, cechując się wyjątkowo bogatym smakiem, a także... historią. Zotter Arriba Los Rios 75% to ukłon w stronę ekwadorskiej tradycji - region Los Rios słynął ze swego kakao już w siedemnastym wieku. Czas konszowania tej czekolady w mojej ulubionej austriackiej manufakturze wynosił 20 godzin. Tak jak w przypadku Domori Arriba Hacienda Victoria, producent przy opisie wyrobu zwrócił szczególną uwagę na kwiatowe nuty w nim występujące.

Gdy dwie 35-gramowe tabliczki ukazały się już nam w pełnej krasie zauważamy, że są one wyjątkowo ciemne - podobnie jak w przypadku ekwadorskiej Domori. W miarę dobrze oddaje to jedynie drugie zdjęcie w tym wpisie.



Zapach jest zgoła odmienny od Domori - o wiele bardziej żywiołowy. Woń sugeruje, że czekolada będzie słodziutka i mocno soczysta. Kwiaty rzeczywiście prędko przychodzą na myśl, lecz tym razem absolutnie nie jest to pogrzebowy wieniec, a raczej świeżo rwany kolorowy bukiet ze słonecznych, zroszonych rabatek. Po kwiatach do głosu dochodzą pomarańcze, które szybko oddają miejsce miętowej sugestii oraz innym ziołom. Czekolada zdaje topić się w rękach, tak przyjemnie subtelną ma konsystencję - bo w rzeczywistości wcale się łatwo nie roztapia pod wpływem dotyku. Odkrywanie tej czekolady jeszcze przed posmakowaniem napawa radością, wprowadza w stan ekscytacji. A co dalej?


Dalej jest jeszcze bardziej dynamicznie i ekscytująco! W smaku momentalnie uderzają nas bardzo wyraziste orzechy laskowe. Całą swą mocą i naturalnością rzucają się na pierwszy plan. Są podprażone, a przy tym nieprzesuszone i idealnie jędrne. Spod nich wychodzi kwaśność, niezwykle soczysta i wilgotna. Jest to kwaskowatość świeżych i pełnych płatków róż, wilgotnych od rosy. Jest to również rześkość owocowego sadu, w których rosną aromatyczne morele oraz dojrzałe wiśnie. Pojawia się tu również nieco pomarańczy, a także grejpfrut - choć ten nie jest aż tak oczywisty, jak to zdarza się w niektórych czekoladach.

Tak, czekolada jest jakby słodko-kwaśna, a także przyjemnie tłusta - w orzechowy sposób. Czuć, że zastosowano tutaj tłuszcz kakaowy najwyższej jakości. Kakaowa masa rozpuszcza się w ustach z niezwykłą łatwością, jest gładka na maksa, a przy tym lepi się w gliniany sposób. Na końcu, pozostawia na języku coś drapiącego, jakby pieprznego. Z każdym kęsem odkrywałam te doznania na nowo i nie mogłam się nimi nacieszyć!



Pomimo radosnej owocowości jest w tej czekoladzie również sporo mroku - a wynika on z licznych palonych nut. W połączeniu z gliniastym zalepianiem kojarzyły mi się one z bryłami węgla, a także z ogniskiem palonym w wilgotnym lesie. Palone nuty płyną po części z orzechowości, ale w dalszych etapach degustacji przybliżają się one do mocno palonej kawy z dodatkiem orzechowego aromatu.

Czekolada zostawia w buzi pełną, głęboką karmelowość i leciutką mleczną słodycz. Goryczka w finiszu pojawia się bardzo lekka, po przełknięciu, co jest konsekwencją paloności i mimo wszystko znacznej kwaśności. Ponadto, na koniec pojawia się dziwna szorstkość, przypominająca drobinki przypraw. To właśnie ów pieprzowy akcent, ale także odrobina chili - wszystko przed odczucie przyjemnego drapania w gardle. Może jest tu też nieco gruboziarnistej ziołowej soli, która zdaje się buzować wraz z wodą górskich strumieni. Generalnie, w połączeniu z dominującą w tej czekoladzie tłustą aksamitnością - tekstura okazuje się być niesamowicie intrygująca, po prostu świetna. Dzięki połączeniu gładkości i strukturalności, dodatkowo sprawia wrażenie sycącej.



Zotter Arriba Los Rios 75% jest energetyzująca, żywa, euforyczna! Niesamowicie dużo się w niej dzieje, odnajdujemy tu wiele różnych smaków i struktur, co chwila zmieniających się. Czekolada smakowała mi coraz bardziej z każdym kęsem, fundując naprawdę niesamowitą rozkosz, niewyobrażalną przyjemność. Jestem bardzo zaskoczona, bowiem nie spodziewałam się, że ten niepozorny Zotter wywrze na mnie tak ogromne wrażenie. Ja po prostu się zakochałam! Nawet mój Mężczyzna, obserwując mnie rozkoszującą się każdym kawałeczkiem czekolady - ekhm, no jakby to napisać - odleciał. On sam nie ekscytował tym Zotterem tak bardzo jak ja, nie mniej również uznał ją za wyjątkowo smaczną i głęboką.

W mojej opinii Zotter totalnie pozamiatał tą czekoladą, tworząc kompozycję diabelsko żywiołową. Domori zaprezentowało Arribę w totalnie innym stylu - bardziej poważnym i esencjonalnym. Tym razem, to Zotter ujął mnie mocniej. Naprawdę mnie zachwycił...

...ale na jeszcze większe zachwyty przyjdzie dopiero czas. Nastał bowiem czas przygody! Przez najbliższe dwa tygodnie kolejne wpisy na moim blogu będą publikowały się automatycznie, bowiem wyjeżdżam z Mężem na urlop, spełniać nasze kolejne górskie marzenia. Trzymajcie kciuki za powodzenie naszej wyprawy!


Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, sól.
Masa kakaowa min. 75%. 
Masa netto: 70 g (2x 35 g).
Wartość energetyczna w 100 g: 545 kcal.
BTW: 8,3/43/29

32 komentarze:

  1. charlottemadness5 lutego 2016 06:24

    Mam ją w swoich zapasach!
    Już nie mogę się doczekać, kiedy ją spróbuję.Brzmi bardzo obiecująco.Chyba "zaburzy kolejkę degustacyjną" i ją szybciej wypróbuję :V
    Szerokiej drogi! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale narobiłam Ci smaka, co? :D

      Nie dziękuję! :>

      Usuń
  2. No, dobrze pomyślałam, planując wybrać ją przy zamówieniu, jakie złożę w przyszłym tygodniu! :D
    Moje smaki - już nie mogę się doczekać.
    Trzymam kciuki za wyprawę, oczywiście. Ja już tylko aby do wiosny dotrwać - wreszcie także będę mogła wyruszyć w góry (po Alasce musiałam przystopować z wyjazdami, bo u mnie to jednak zawsze wyjazdy na dłużej - odległości i znalezienie czasu).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie ją bierz!

      Współczuję Ci tej odległości od gór... Choć z drugiej strony na moją nadchodzącą wyprawę też byś miała daleko ;)

      Usuń
  3. Chyba nie potrafię wyobrazić sobie tej głębi smaku :D
    Życzę Ci szczęśliwej podróży w towarzystwie pysznych czekolad (no i męża oczywiście :D)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Barrrdzo bogaty smak, coś niesamowicie smakowitego!

      Dziękuję!

      Usuń
  4. Faktycznie dynamiczna czekolada, jak zwykle 'złapię' konkretny punkt do którego nawiążę w komentarzu, tak tutaj musiałabym zacytować całość i dodać "wow" :D
    Zazdroszczę wyprawy, tak chętnie wyrwałabym się z Warszawy! Oczywiście trzymam kciuki za powodzenie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To po prostu było jedno wielkie WOW.

      Dziękuję!

      Usuń
  5. Po jedzeniu takiego cuda potem trudno dojść do siebie :D
    Życzymy wspaniałego urlopu i na pewno wzięłaś ze sobą mnóstwo wspaniałych czekolad do degustacji :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja miałam trudności z dojściem do siebie :D.

      Myślę, że te widoki przytłumią nawet najlepszą czekoladę!

      Usuń
  6. Nie ma to jak wypad w góry - życzę dobrej pogody, bo jak jest pogoda to w górach reszta musi być świetna. Jeżeli chodzi o porównianie z Pacari, to będzie to ryzykowne zadanie. Pacari robi chyba tylko surowe czekolady, a to, że nie prażą ziarna w wysokiej temperaturze, bardzo zmienia smak. Surowa czekolada to zupełnie inny rodzaj czekolady, trochę trudno ją porównywać z klasyczną. Nasz Surovital też robi surowe, ale one są bardziej zbliżone smakiem do klasycznych czekolad, niż Pacari, które w smaku jest dosyć, hmm... nietypowy. Od Pacari najbardziej mi pasują czekolady smakowe, zwłaszcza ta z trawą cytrynową.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pogoda musi się udać!

      Wątpię w to, że wszystkie czekolady od Pacari są surowe. Raczej tylko te - http://www.pacari.com/collections/raw-bars-1 . Mi klasyczna 70% surowa od Pacari bardzo smakowała i rzeczywiście różniła się od SuroVital, ale obie mi przypasowały i tak czy siak. Ze smakowych Pacari jadłam wersję z chili, kolendrą i solą, oraz ze spiruliną (ta ostatnia dopiero pojawi się na blogu). Doznania skrajne :)

      Usuń
    2. O, rzeczywiście nie wszystkie, ta z trawą cytrynową nie jest surowa, może dlatego mi tak smakowała. Tą 70% też próbowałem i surową z czarnymi jagodami z Andów.

      Usuń
    3. Musiałabym zjeść więcej Pacari i to w krótkich odstępach czasu, żeby rzeczywiście wyłuszczyć najważniejsze różnice pomiędzy ich czekoladami surowymi i klasycznymi.

      Usuń
  7. Mmm, "orzechowość" w czekoladach bardzo do mnie przemawia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czytam twoją recenzję rozkoszując się przepyszną 70%, która może nie wywołuje, aż takiej ekscytacji, ale ma trochę wspólnych cech z tym Zotterem. Więc teraz ten Zotter będzie mi się tylko pozytywnie kojarzył i z chęcią go kupię, jak tylko będę miała okazje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jaka to 70%? Mów no szybko! :D

      Usuń
    2. Manufaktura Czekolady: Dominikana, rany jaka ona jest dobra <3

      Usuń
    3. Dominikana jest świetna, mi bardziej od czystej smakowała ta z imbirem (lubię imbir), muszę jeszcze spróbować tej z żurawiną.

      Usuń
    4. Domikinańskie czekolady od Manufaktury jeszcze przede mną. Czoko, rozumiem, że jutro u Ciebie recenzja tej tabliczki? Szkoda, że przeczytam ją pewnie dopiero po urlopie.

      Usuń
  9. Bawcie sie dobre na urlopie! :)
    A opis ten czekolady mnie zachwycil, obstawiam, ze sama czekolada tez by taking zrobila. Najbardziej zacheca mnie orzech laskowy I nuta platkow róż...

    OdpowiedzUsuń
  10. Skład się jakoś specjalnie nie wyróżnia. Miłego wyjazdu :-).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A czym miałby się wyróżniać. Dobre kakao wystarczy!

      Dziękuję!

      Usuń
  11. Szukałam tego rozgrzewającego momentu, ale nie wiem, gdzie nastąpił. Kiedy na wielkiej, zielonej i wiosennej łące zsunęło Ci się ramiączko od stanika? W hiszpańskim ogródku wśród pomarańczy i grejpfrutów, gdzie bezwiednie przejechałaś dłonią po udzie? A może w małej i ciasnej chatce, tuż nad filiżanką orzechowej kawy? Pewnie to cała podróż przez te krainy zrobiła na Wężu (albo wężu Węża) takie wrażenie, a ja niepotrzebnie szukam jednego zdania.

    Za późno na to, ale i tak życzę udanych chwil ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Nawet mój Mężczyzna, obserwując mnie rozkoszującą się każdym kawałeczkiem czekolady - ekhm, no jakby to napisać - odleciał." Mało romantyczne i wyszukane sformułowanie, wiem :D

      Dzięki, było bosko!

      Usuń
  12. Tak, to widziałam. Chodziło mi o moment jedzenia czekolady (które składniki wyczułaś), a nie tekstu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu nie chodziło o nutę smakową przywołującą podniecające wspomnienia, lecz o fakt, iż tak delektowałam się z błogością tą czekoladą, aż mój Wąż odleciał na mój widok takiej rozanielonej ;)

      Usuń