wtorek, 1 marca 2022
Benns Ethicoa Vung Tau ciemna 72% Wietnam
piątek, 2 lipca 2021
Marou Lam Dong ciemna 74% Wietnam
sobota, 12 czerwca 2021
Marou Mekong Kumquat Tien Giang ciemna 68% Wietnam z kumkwatem
czwartek, 27 maja 2021
Marou ciemna 100% Wietnam
czwartek, 13 maja 2021
Marou Lait De Coco Ben Tre kokosowa 55% Wietnam
czwartek, 29 kwietnia 2021
Marou Ben Tre ciemna 78% Wietnam
Prowincja Ben Tre to bodaj najpopularniejsza część Wietnamu jeśli chodzi o pochodzenie kakao w czekoladach single-origin. Dziś przenosimy się tam za sprawą Marou. Moja ekscytacja tą wietnamską marką z degustacji na degustację uspokajała się, choć jednocześnie każda kolejna czekolada pokazywała mi coś nowego, rozwijała paletę smaków oferowanych przez ziarna z Wietnamu. Asortyment czekolad Marou nabyłam w sklepie Sekretów Czekolady.
Barwa tej przepięknej tabliczki (jak to u Marou bywa...) wydaje się być soczysta i przypudrowana zarazem. Pachnie duszno - kojarzy się z wiklinowym koszem, z upalnym lasem przed burzą. Spodziewałam się, że zaznam tu wiele przyprawowych akcentów, lecz w sferze aromatu jeszcze nie potrafiłam ich jasno zidentyfikować.
Z pierwszym kęsem wpadam w głębię i próbuję zorientować się we wszystkim, co się tutaj dzieje. Przede wszystkim uderza soczysta pomarańcza - sok, skórka, miąższ - wszystko na raz. Z czasem uspokaja ona się do nut papajowych, przełamanych delikatną śmietanką niczym w koktajlu. Znalazło się tu niespodziewanie również nieco czereśni. Następnie, spod owoców z coraz większą mocą wychodzą przyprawy: kardamon i gałka muszkatołowa. Akcenty wikliny i drewna mieszają się ze złudzeniem naftaliny, z czymś niebywale orientalnym przy okazji, perfumowanym, wręcz kadzidlanym.
Intensywna owocowość i przyprawowość tej czekolady intrygowała i wciągała po czubek głowy. Przystępna soczystość mieściła w sobie całe mnóstwo orientalnych klimatów, które bez takiej sympatycznej bazy mogły stać się wręcz obciążające. Znów Marou oferuje coś dziwacznego - przyznam, że miesza mi tym w odbiorze i nadal trudno mi się jednoznacznie ustosunkować do twórczości manufaktury.
Skład: ziarna kakao i tłuszcz kakaowy 78%, cukier trzcinowy 22%.
Masa kakaowa min. 78%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 596 kcal.
BTW: 8,6/41,9/46,1.
niedziela, 11 kwietnia 2021
Marou Ba Ria ciemna 76% Wietnam
Można powiedzieć, iż moja ostatnia degustacja Marou była w pewien sposób przełomowa - w końcu ta wietnamska manufaktura zaczęła mnie zaskakiwać. Ciekawa byłam, czy owe intrygujące wrażenia znajdą swoją kontynuację. Sięgnęłam po tabliczkę wykonaną z kakao z niewielkiej prowincji Ba Ria, położonej w Regionie Południowo-Wschodnim Wietnamu nad Morzem Południowochińskim. Kupiłam ją oczywiście dzięki sklepowi Sekretów Czekolady.
Zdjęcia nie oddają tego, jak miękko i soczyście zarazem prezentowała się czekolada. Pachniała niczym masło, w które wtłoczono płatki kwiatów oraz cząstki pomarańczy, a na dodatek posypano odrobiną korzennych przypraw.
W smaku od razu bardzo mocno do boju wkroczyły czerwona pomarańcza z czerwonym grejpfrutem. Prezentowały się na tyle wyraziście, iż po łyku kawy, jaka towarzyszyła naszej degustacji, poczułam się tak, jakbym zapiła nią świeżo wyciskany sok. Wyłapałam nawet goryczkę białych skórek znajdujących się pomiędzy cytrusowym miąższem, która aż lekko drażniła podniebienie. Sprawiała też wrażenie subtelnego nagazowania.
Z czasem stawała się coraz bardziej maślana, skupiając sobie wszystko to, co wyczułam w sferze zapachu. Przyprawy korzenne przybrały tu przytłumioną, jakby zwietrzałą formę, zaś najmocniej odznaczał się z nich cynamon. Cała czekolada nie była wielce dynamiczna, ale dziwaczna jak na Marou - przede wszystkim zaskakująco miękka w całkowitym odbiorze - zarówno jeśli chodzi o konsystencję, jak i nuty smakowe.
Skład: ziarna kakao i tłuszcz kakaowy (76%), cukier trzcinowy (24%).
Masa kakaowa min. 76%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 599 kcal.
BTW: 8,38/42,6/45,6.
wtorek, 30 marca 2021
Marou Tien Giang ciemna 70% Wietnam
Dziś za sprawą manufaktury Marou oraz niezastąpionego sklepu Sekretów Czekolady przenosimy się do wietnamskiej prowincji Tien Giang leżącej w delcie Mekongu. Z ziaren pochodzących z tamtejszych plantacji została stworzona czekolada, jak zwykle przepięknie opakowana, jak zwykle pachnąca z każdej strony azjatycką tajemnicą (ten niesamowity aromat opakowania!).
Błyszcząca, o pięknej przenikliwej barwie, brzmiąca niczym plastikowe płytki - Tien Giang pachniała mocną kawą z masłem i przyprawami korzennymi. Podobnie jak wcześniej próbowane Marou, powoli i powściągliwie rozpuszczała się w ustach, lecz ostatecznie doprowadzając nas do delektowania się gładką, lecz bardzo gęstą mazią.
Jednocześnie na początku degustacji miałam wrażenie lizania kamienia. Skojarzenia, jakie przychodziły do mnie, były doprawdy dziwaczne. Trochę słona i z tchnieniem świeżości zarazem, zdawała się przypominać deszczówkę, a także... tusz w niedawno wydrukowanej książce. Pomyślałam również o bardzo dojrzałych, wręcz już nieco przesuszonych czarnych jagodach, muśniętych miodem oraz przydymionych kadzidłem. Tak, początkowo Tien Giang wydawała się bardzo mroczna.
Raptem z tej ciemności i powagi wynurza się egzotyczna radość - koktajl z papai i mango, jogurt z brzoskwinią i marakują. Wszystko nam się rozjaśnia i rozwesela, choć jarzmo wcześniej odczuwanych nut nadal nas nie opuszcza. Odczuwamy tę czekoladę jako drogę, która prowadzi do góry, jest wynurzaniem się. To bodaj najciekawsza czekolada od Marou, jaką dotąd było mi dane próbować. Mam wrażenie, że wiele tajemnic ukrytych w tej tabliczce nie byłam w stanie wychwycić, a co dopiero opisać, na tyle przewrotnie grała na kubkach smakowych.
Skład: ziarna kakao i tłuszcz kakaowy (70%), cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 585 kcal.
BTW: 8,13/39,5/49,2.
poniedziałek, 8 marca 2021
Marou Dak Lak ciemna 70% Wietnam
Druga, po Dong Nai, czysta ciemna czekolada od wietnamskiej manufaktury Marou, którą pragnę Wam zaprezentować - stworzona została w 70% z kakao z prowincji Dak Lak, leżącej w południowej części Wietnamu. Przyozdobiona w piękny liliowy kolor, trafiła w moje ręce dzięki sklepowi Sekretów Czekolady. Ciemniejsza i soczystsza w swej barwie od poprzedniczki (pomimo nieco mniejszej zawartości kakao), pachniała kwaskowato, podążając w stronę kefiru i maślanki, otoczonych bujnym kwieciem.
Tym razem również Marou okazała się dość niewylewna, powoli rozpuszczająca się w ustach, poważna i stateczna. Niespiesznie pieściła podniebienie mieszanką kwasków i słodyczy, tu już podążającą bardziej w stronę naturalnego jogurtu, do którego ktoś ekstrawagancko wkroił orientalne kwiaty. Pomyślałam też o lekko przypieczonym jabłku posypanym kardamonem i oblanym miodem.
Z czasem czekolada jeszcze bardziej poważniała, uwalniając wiele roślinnych i przyprawowych nut, najpierw nadal zanurzonych w aromatycznym miodzie (całe kwiaty nim otulone, wraz z liśćmi i łodygami). Dalej było coraz to wytrawniej: obecny wcześniej kardamon rozwinął się w stronę delikatnego anyżu i lukrecji, sugestii drewnianych oraz... znów pojawiło się liczi.
Marou po raz kolejny częstuje nas czymś oryginalnie egzotycznym, choć przyznam, że nadal jest to dla mnie za mało odważna forma, jak na moje oczekiwania wobec tej marki (oraz potencjału wietnamskiego kakao).
Skład: ziarna kakao i tłuszcz kakaowy (70%), cukier trzcinowy 30%.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 605 kcal.
BTW: 5,7/43,1/45,5.
sobota, 20 lutego 2021
Marou Dong Nai ciemna 72% Wietnam
Po niezbyt udanym pierwszym podejściu do od zawsze fascynującej mnie wietnamskiej marki Marou, jakim była czekolada z kawą arabika, zdecydowałam się sięgnąć po jedną z czystych single-origin, by prawdziwie się przekonać o potędze kakao z tego państwa w interpretacji manufaktury. Kupiona dzięki sklepowi Sekretów Czekolady, 72% ciemna Dong Nai została stworzona z ziaren uprawianych właśnie w prowincji Dong Nai leżącej w południowo-wschodnim Wietnamie.
Ponownie zachwyciłam się elegancją opakowań Marou, w tym papierem, który zdaje się tak niesamowicie orientalnie pachnieć. Mój Mąż uważa, że to zwyczajny zapach papieru, ale ja nie potrafię się z nim zgodzić.
Czekolada posiadała jasną i tak ciepłą barwę, iż budziła skojarzenia z mleczną. Pachniała też licznymi nabiałowymi akcentami, przełamanymi czymś tropikalnym - ot, świeże mleko pite na plaży, z czystego kaprysu. Pewna sugestia kwaskowatej śmietany zaprowadziła nas również do skojarzeń z lodowym deserem udekorowanym liczi oraz koktajlowymi wisienkami.
Nasza Dong Nai rozpuszczała się powoli, lecz wszechogarniająco. Masywnie, lecz bez nadmiernej tłustości. Jej konsystencja w ustach kojarzyła się z dość grubo zmielonym twarogiem, pomiędzy którym mnóstwo jest jeszcze serwatki - wszystko razem tworzy przyjemne twarogowe błotko, tu jeszcze podsycane iluzją twarogowego smaku. To złudzenie mleczności okazało się niesamowicie wciągające. Do głosu dochodzą cytryny, przełamane łagodnością miodu. Nieustannie w ów błogi twarożek wgryzają się owocowe nuty, pozwalające nam z uśmiechem myśleć o egzotyce wietnamskiej krowy. Pojawiają się soczyste pomarańcze, jakże specyficzna guawa, a także mus jabłkowy przełamany odrobiną liczi (nie przepadam za liczi; cieszę się, iż ten akcent nie był zbyt intensywny).
Dong Nai cierpliwie i statecznie raczyła nas swoim twarogowo-owocowym bukietem, bez wielkiej ekstrawagancji, ale niosąc satysfakcję z niespiesznej degustacji. To łagodność, której w gruncie rzeczy nie spodziewałam się po Wietnamie w takim wydaniu. Jednakże to przecież dopiero początek mojej przygody z Marou...
Skład: ziarna kakao i tłuszcz kakaowy 72%, cukier trzcinowy 28%.
Masa kakaowa min. 72%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 592 kcal.
BTW: 8,48/40,6/48,2.
niedziela, 17 stycznia 2021
Marou Cafe Arabica Lam Dong ciemna 64% Wietnam z kawą
Dość twarda, niespiesznie rozpuszcza się w ustach, rozpościerając w nich smak słodkiego kawowego stouta z gęstą pianą, przywołując także skojarzenia o cold brew. Może to też być po prostu kawa zaparzona z ziołowym miodem, gdyż mnóstwo jest tu nieoczywistych ziołowych akcentów. Było w niej trochę proszkowości, jakby z efektem musującym, nieco lekowym.
Kryła w sobie wiele, naprawdę wiele tajemnic. Niestety, w dużej mierze zostały one przykryte nadmierną słodyczą. Szczerze żałowałam, iż nie zaserwowano tu większego kakaowego kopa, który uczyniłby czekoladę wytrawniejszą i zapewne pozwolił pełniej rozwinąć się zarówno kakao, jak i kawie. Pod koniec degustacji byłam już po prostu zmęczona cukrem. Jestem jednak przekonana, że prawdziwe zachwyty nad Marou dopiero przede mną.
środa, 5 sierpnia 2020
Morin Vietnam Thanh Long ciemna 70%
Wspomnienie o wietnamskim Morinie długo towarzyszyło mi jako historia o czymś wyjątkowym, a przemijającym, ledwo tylko uchwytnym. Wszak od mającej miejsce ponad 5 lat temu poznańskiej degustacji czekolad Morin nastąpiła spora zmiana w moim podejściu do Prawdziwej Czekolady - o wiele śmielej się na nią otworzyłam. A to właśnie podczas niej miałam okazję wypróbować wietnamską czekoladę z francuskiej manufaktury Morin, której bezmyślnie wówczas nie zakupiłam i później nie mogłam jej już dostać. Po latach, upolowałam ją w sklepie Sekretów Czekolady, zdając sobie sprawą, iż to na pewno już nie ta sama tabliczka. Nie mniej jednak, wypróbowane w międzyczasie wietnamskie propozycje innych marek (Erithaj, Jordi's, La Naya) nauczyły mnie, iż kakao z tego państwa jest absolutnie niezwykłe. Z tego tytułu, i tak z wielkim podekscytowaniem czekałam na degustację ciemnej Morin Vietnam Thanh Long 70%.
Po pierwszym kęsie obudziły się we mnie skojarzenia z niedawno odkrytymi filipińskimi Auro, przede wszystkim przez wzgląd na mocną przyprawowość. Niemal namacalnie wyczuwalna sól morska również zrobiła spore wrażenie. Tuż za nią przyszedł kardamon w towarzystwie pieprzu i słodkiego cynamonu. Słodycz ta rozwinęła się w kierunku tropikalnych owoców takich jak papaja, mango i guawa, sprowadzonych wręcz do formy syropowej esencji. Przewijająca się nieustannie w tle przełamana paloność prowadziła do mocnej kawy podanej z kroplą gęstej śmietany.
wtorek, 15 stycznia 2019
Alexandre ciemna 70% Vietnam Trinitario Marou Regio Tien Giang
Ten cytat z "The Chocolate Tester" umieszczony z tyłu opakowania - "1 of the Top 25 chocolatiers in the world" naprawdę mnie onieśmielał... Tanzańska czekolada wprawdzie nie pokazała mi nie wiadomo czego, lecz wszak czekały mnie jeszcze trzy szanse na to, by docenić Alexandre. Co pokaże nam Wietnam?
W ustach rozpuszczała się gęsto, głęboko, wilgotno - z szorstkimi drobinkami pod koniec. Dzięki temu jadło się ją naprawdę przyjemnie, a kolejne kosteczki znikały dość szybko. Nie była ciężka, lecz nie odnalazłam w niej również zdumiewającej dynamiki czy bogactwa, ani też szokującego wyrafinowania. Słowem - powtórka z Tanzanii, tyle, że reprezentująca inne nuty.
To jedna z tych czekolad, w której wyłapie się wiodące akcenty i... potem się ją po prostu je. Niczym mnie nie uwiodła, nie zaskoczyła. Okazała się być bardzo neutralna. Coraz to bardziej pozbawiam się złudzeń, że marka Alexandre w ogóle czymkolwiek mnie zaskoczy.
poniedziałek, 15 stycznia 2018
La Naya Vietnam Ben Tre ciemna 70%
Skład: ziarna kakao, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa.
środa, 20 grudnia 2017
Jordi's Chocolate Viet Nam Ben Tre ciemna 75%
W swej strukturze czekolada okazała się niemalże orzechowo chrupiąca, a przy tym rozpływająca się w ustach esencjonalnie, z od razu ujawniającą się intensywnością nut smakowych. Owa esencjonalność ponownie skojarzyła mi się z Domori, choć konsystencja nie była aż tak gęsta i syropowa jak w przypadku włoskiej marki. Momentami jednak było i tak bardzo wyraziście i jednoznacznie, co zakrawało o syrop.
Na koniec zaszokowało mnie owocowe orzeźwienie, niczym świeżo wyciśnięty sok. W Hondurasie były to maliny, teraz mieliśmy do czynienia z wiśniami, może też z czarnymi porzeczkami. Wyczuwalne na początku orzechy laskowe przemieniły się teraz w marcepan.
Viet Nam Ben Tre 75% skończyła się szybciej, niż zdążyłabym ją porządnie ogarnąć umysłem. Atakowała pyszną wyrazistością. Zakochałam się w recenzji tej czekolady umieszczonej na blogu Commodities Connoisseur. Mój opis może jest mniej wartościowy, ale... na pewno przekonuje do tego, iż Jordi's Chocolate jest wartą uwagi marką, robiące bogate czekolady. Mimo to, z perspektywy czasu ciężko mi ocenić, czy była ciekawsza od Erithaj Ben Tre Vietnam 70%. Wracając do tamtej recenzji i porównując jej z dzisiejszą dochodzę tylko do jednego wniosku - kakao z Wietnamu to szokujące bogactwo smaków.