Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wietnam. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wietnam. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 1 marca 2022

Benns Ethicoa Vung Tau ciemna 72% Wietnam


Dziś pragnę Wam zaprezentować drugą w mojej kolekcji czekoladę z malezyjskiej manufaktury Benns Ethicoa. Tym razem, mamy do czynienia z ziarnami z południowego Wietnamu, a dokładniej ze znanej nam już prowincji Ba Ria i położonego w nim portowego miasta Vung Tau. Właścicielem plantacji jest pan Tran Van Thanh, który od ponad piętnastu lat dba o najwyższą jakość owoców swojej pracy. Kupiona w sklepie Sekretów Czekolady ciemna tabliczka zawierająca 72% kakao ma charakteryzować się gładką teksturą, nutami czerwonych porzeczek, suszonych moreli oraz cynamonu. Do wykonania czekolady użyto kakao Trinitario, zebranego w 2020 roku, palonego średnio mocno i konszowanego przez 72 godziny.


Znad zabawnie uformowanych kostek chłoniemy jakby zwietrzały, mało intensywny aromat. Nieco klejąca podczas rozpuszczania się, otwiera przed nami łagodne ziemiste akcenty, palone, lecz dość płaskie i subtelne. Pojawia się przewrotna słodycz suszonych żurawin i moreli, a dalej przytulność chipsów bananowych oraz dobrze wypieczonych gofrów z delikatną posypką cynamonową i cukrem pudrem.  Pod koniec do głosu dochodzą ku mojemu zdziwieniu - jakby surowe ziarna kakao, napar z szałwii, lekowa goryczka. Poruszamy się wśród mrocznych akcentów zakurzonego, lakierowanego drewna, nadal opierając się na jasnym, owocowym tle. Jest niby ciekawie, ale jednak... jakoś bez szału.


Skład: ziarna kakao, nierafinowany cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 72%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 553 kcal.
BTW: 6/34/53.

piątek, 2 lipca 2021

Marou Lam Dong ciemna 74% Wietnam


Dziś przed Wami ostatnia posiadana przeze mnie tabliczka z wietnamskiej manufaktury Marou. Manufaktury, której asortyment zawsze bardzo mnie ciekawił, aż w końcu mogłam oddać się degustacyjnej przygodzie za sprawą sklepu Sekretów Czekolady. Tym razem podróżujemy do prowincji Lam Dong położonej w południowej części Wietnamu, w Regionie Płaskowyżu Centralnego - właśnie stamtąd pochodzą użyte do produkcji tej czekolady ziarna kakao.


Tabliczka posiada dość jasną barwę, pachnie... starym, przykurzonym kocem oraz masłem. Przewrotna orientalność!

Jej konsystencja jest zbita. W pierwszym kontakcie przypomina zmrożone, nieco skwaśniałe masło. Czekolada wydaje się wyjątkowo tłusta jak na Marou, co jest potęgowane przez nuty, jakie się w niej znajdują. Jest bowiem zbożowo i ziarniście, a także sporo tu prażoności. Wyczuwamy zbitą masę z ziaren słonecznika, ciemny chleb na zakwasie grubo posmarowany masłem, przypieczone wafelki, masło orzechowo-sezamowe, olej lniany. Z akcentów owocowych przebrzmiewają również jedynie takie olejowe, bowiem doszukałam się lucumy i awokado.

Generalnie czekolada jest "krótka" w odbiorze. Ów kwaskowato-prażony posmak szybko się urywa po rozpuszczeniu w ustach każdego kęsa; wraca dopiero po sięgnięciu po kolejny. Nawet przyprawowe tchnienie jedynie spowija szybkim ruchem to, co zdołaliśmy odkryć w tej tabliczce.


Skład: ziarna kakao i tłuszcz kakaowy (74%), cukier trzcinowy (26%).
Masa kakaowa min. 74%.
Masa netto: 80 g.
Wartość kaloryczna w 100 g: 595 kcal.
BTW: 8,7/26,3/41,3.

sobota, 12 czerwca 2021

Marou Mekong Kumquat Tien Giang ciemna 68% Wietnam z kumkwatem


Z ziarnami z wietnamskiej prowincji Tien Giang położonej w dolinie Mekongu zapoznałam się już w 70% ciemnej czekoladzie od Marou. Teraz, za sprawą tej manufaktury oraz sklepu Sekretów Czekolady, smakować ich mogłam w jeszcze innej odsłonie. 68% masy kakaowej urozmaicono dodatkiem suszonego kumkwatu - niedużego cytrusa azjatyckiego pochodzenia. Na szczęście, parę lat temu miałam możliwość spróbowania tego specyficznego owocu, toteż mogłam odnaleźć jakikolwiek punkt odniesienia.


Czystą Tien Giang wspominam jako jedną z ciekawszych tabliczek od Marou. Gdy wąchając wersję z kumkwatem poczułam woń słodkich perfum pomyślałam, że zapewne kumkwat zdominuje wszystko, co samo kakao miało do powiedzenia.

Rzeczywiście, porównując dziś opisywaną czekoladę do jej siostry, odnajdujemy mnóstwo modyfikacji wprowadzonych przez kumkwat. Mirabelka ze skórką pomarańczy, likier pomarańczowy, nie do końca dojrzałe brzoskwinie, perfumowana oranżada - czyli po prostu bukiet kumkwatowy. Niosła ze sobą wiele orzeźwienia i przyjemnie ją się jadło, z poczuciem oryginalności w każdym calu. Wydobywa się z niej też trochę maślaności, przetrąconej czarną jagodą, co pozwala odczuć przebrzmiewające echo samego kakao. Dość miękka i przytulna jak na Marou, pozostanie dla mnie miłym wspomnieniem.


Skład: ziarna kakao 60%, cukier trzcinowy 30%, tłuszcz kakaowy 8%, suszony kumkwat 2%.
Masa kakaowa min. 68%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 594 kcal.
BTW: 8/42/46.

czwartek, 27 maja 2021

Marou ciemna 100% Wietnam


Z dozą nieśmiałości sięgnęłam po Marou o 100% zawartości kakao. Już rzadko kupuję setki, ale zaopatrując się w Marou w sklepie Sekretów Czekolady akurat tą propozycją byłam zainteresowana. O ile dobrze rozumiem, stówka Marou prezentuje przegląd ziaren z różnych regionów Wietnamu, będąc niejako ukoronowaniem całej kolekcji czekolad tej manufaktury. Ciemnofioletowa, z lekkim popielatym nalotem, pachniała mi... kobiecymi rozgrzanymi udami, co wprawiło mnie w niemałą konsternację.


W ustach ta krucha i twarda zarazem tabliczka przybierała konsystencję lodową, co jakże pasowało mi do ogólnej powściągliwości czekolad od Marou. W połączeniu z kawową palonością kojarzyła się ona z mrożonym espresso. Dalej szliśmy w stronę kwaskowatego czerwonego wina, a także koniaku. Pomyślałam o suszonych skórkach mięsnych doprawionych na orientalną modłę i wypełniających aromatem całe pomieszczenie. Nie dawała mi spokoju również sugestia miąższystego korzenia pietruszki. 

W gruncie rzeczy, jak na setkę była to czekolada mocno wyważona. Nie otwierała przed nami bram do piekieł. Raczej jawiła się jako wykwintna i tajemnicza potrawa serwowana w klimatycznej dark restaurant. Tę aurę nieustannie podbijał erotyczny aromat, który naprawdę z niczym innym bardziej mi się nie kojarzył...


Skład: ziarna kakao.
Masa kakaowa 100%.
Masa netto: 60 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 625 kcal.
BTW: 12,8/50,6/29,5.

czwartek, 13 maja 2021

Marou Lait De Coco Ben Tre kokosowa 55% Wietnam


W przeciągu ostatnich miesięcy wypróbowałam wielu kokosowych czekolad. Dziś opisywana tabliczka, z 18% dodatkiem mleka kokosowego w proszku, to najłagodniejsza spośród posiadanych przeze mnie propozycji z wietnamskiej manufaktury Marou. Kupiona w sklepie Sekretów Czekolady Marou Lait De Coco to prócz mleka kokosowego 55% kakao z prowincji Ben Tre w delcie Mekongu oraz 18% cukru trzcinowego.


Względnie jasnej barwy tabliczka przyprószyła się już lekkim osadem. W zapachu nie czułam niczego poza delikatnym, mlecznym kokosem. W pierwszym kontakcie z podniebieniem czekolada zdawała się być mięciutka jak na Marou, by im dalej w las przekonywać nas, iż jednak ta marka zawsze kryje w sobie coś powściągliwego. Kokos nie mógł wybuchnąć pełnią swych możliwości, tego samego nie mogło uczynić również kakao. Zachowawczo, wszystkie składniki trzymały się w ryzach. Nawet cukier trzcinowy pieścił umiarkowaną słodyczą. Kakao zaś zachowywało się całkiem... kawowo, malując w głowie obraz kawy przyrządzonej na dość egzotyczną modłę, bowiem nie dość, że podlaną solidnie kokosowym mlekiem, to jeszcze przełamaną różnorodnymi, dusznymi przyprawami. Nie mniej jednak - nie poczułam się wielce porwana...


Skład: ziarna kakao i tłuszcz kakaowy 55%, cukier trzcinowy 27%, mleko kokosowe w proszku 18%.
Masa netto: 80 g.
Masa kakaowa min. 55%.
Wartość energetyczna w 100 g: 581 kcal.
BTW: 6,72/38,7/51,5.

czwartek, 29 kwietnia 2021

Marou Ben Tre ciemna 78% Wietnam

Prowincja Ben Tre to bodaj najpopularniejsza część Wietnamu jeśli chodzi o pochodzenie kakao w czekoladach single-origin. Dziś przenosimy się tam za sprawą Marou. Moja ekscytacja tą wietnamską marką z degustacji na degustację uspokajała się, choć jednocześnie każda kolejna czekolada pokazywała mi coś nowego, rozwijała paletę smaków oferowanych przez ziarna z Wietnamu. Asortyment czekolad Marou nabyłam w sklepie Sekretów Czekolady.

 Barwa tej przepięknej tabliczki (jak to u Marou bywa...) wydaje się być soczysta i przypudrowana zarazem. Pachnie duszno - kojarzy się z wiklinowym koszem, z upalnym lasem przed burzą. Spodziewałam się, że zaznam tu wiele przyprawowych akcentów, lecz w sferze aromatu jeszcze nie potrafiłam ich jasno zidentyfikować.

Z pierwszym kęsem wpadam w głębię i próbuję zorientować się we wszystkim, co się tutaj dzieje. Przede wszystkim uderza soczysta pomarańcza - sok, skórka, miąższ - wszystko na raz. Z czasem uspokaja ona się do nut papajowych, przełamanych delikatną śmietanką niczym w koktajlu. Znalazło się tu niespodziewanie również nieco czereśni. Następnie, spod owoców z coraz większą mocą wychodzą przyprawy: kardamon i gałka muszkatołowa. Akcenty wikliny i drewna mieszają się ze złudzeniem naftaliny, z czymś niebywale orientalnym przy okazji, perfumowanym, wręcz kadzidlanym.

 Intensywna owocowość i przyprawowość tej czekolady intrygowała i wciągała po czubek głowy. Przystępna soczystość mieściła w sobie całe mnóstwo orientalnych klimatów, które bez takiej sympatycznej bazy mogły stać się wręcz obciążające. Znów Marou oferuje coś dziwacznego - przyznam, że miesza mi tym w odbiorze i nadal trudno mi się jednoznacznie ustosunkować do twórczości manufaktury.

Skład: ziarna kakao i tłuszcz kakaowy 78%, cukier trzcinowy 22%.
Masa kakaowa min. 78%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 596 kcal.
BTW: 8,6/41,9/46,1.

niedziela, 11 kwietnia 2021

Marou Ba Ria ciemna 76% Wietnam

Można powiedzieć, iż moja ostatnia degustacja Marou była w pewien sposób przełomowa - w końcu ta wietnamska manufaktura zaczęła mnie zaskakiwać. Ciekawa byłam, czy owe intrygujące wrażenia znajdą swoją kontynuację. Sięgnęłam po tabliczkę wykonaną z kakao z niewielkiej prowincji Ba Ria, położonej w Regionie Południowo-Wschodnim Wietnamu nad Morzem Południowochińskim. Kupiłam ją oczywiście dzięki sklepowi Sekretów Czekolady.

Zdjęcia nie oddają tego, jak miękko i soczyście zarazem prezentowała się czekolada. Pachniała niczym masło, w które wtłoczono płatki kwiatów oraz cząstki pomarańczy, a na dodatek posypano odrobiną korzennych przypraw.

W smaku od razu bardzo mocno do boju wkroczyły czerwona pomarańcza z czerwonym grejpfrutem. Prezentowały się na tyle wyraziście, iż po łyku kawy, jaka towarzyszyła naszej degustacji, poczułam się tak, jakbym zapiła nią świeżo wyciskany sok. Wyłapałam nawet goryczkę białych skórek znajdujących się pomiędzy cytrusowym miąższem, która aż lekko drażniła podniebienie. Sprawiała też wrażenie subtelnego nagazowania. 

Z czasem stawała się coraz bardziej maślana, skupiając sobie wszystko to, co wyczułam w sferze zapachu. Przyprawy korzenne przybrały tu przytłumioną, jakby zwietrzałą formę, zaś najmocniej odznaczał się z nich cynamon. Cała czekolada nie była wielce dynamiczna, ale dziwaczna jak na Marou - przede wszystkim zaskakująco miękka w całkowitym odbiorze - zarówno jeśli chodzi o konsystencję, jak i nuty smakowe.

Skład: ziarna kakao i tłuszcz kakaowy (76%), cukier trzcinowy (24%).
Masa kakaowa min. 76%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 599 kcal.
BTW: 8,38/42,6/45,6.

wtorek, 30 marca 2021

Marou Tien Giang ciemna 70% Wietnam

Dziś za sprawą manufaktury Marou oraz niezastąpionego sklepu Sekretów Czekolady przenosimy się do wietnamskiej prowincji Tien Giang leżącej w delcie Mekongu. Z ziaren pochodzących z tamtejszych plantacji została stworzona czekolada, jak zwykle przepięknie opakowana, jak zwykle pachnąca z każdej strony azjatycką tajemnicą (ten niesamowity aromat opakowania!). 

Błyszcząca, o pięknej przenikliwej barwie, brzmiąca niczym plastikowe płytki - Tien Giang pachniała mocną kawą z masłem i przyprawami korzennymi. Podobnie jak wcześniej próbowane Marou, powoli i powściągliwie rozpuszczała się w ustach, lecz ostatecznie doprowadzając nas do delektowania się gładką, lecz bardzo gęstą mazią.

Jednocześnie na początku degustacji miałam wrażenie lizania kamienia. Skojarzenia, jakie przychodziły do mnie, były doprawdy dziwaczne. Trochę słona i z tchnieniem świeżości zarazem, zdawała się przypominać deszczówkę, a także... tusz w niedawno wydrukowanej książce. Pomyślałam również o bardzo dojrzałych, wręcz już nieco przesuszonych czarnych jagodach, muśniętych miodem oraz przydymionych kadzidłem. Tak, początkowo Tien Giang wydawała się bardzo mroczna.

Raptem z tej ciemności i powagi wynurza się egzotyczna radość - koktajl z papai i mango, jogurt z brzoskwinią i marakują. Wszystko nam się rozjaśnia i rozwesela, choć jarzmo wcześniej odczuwanych nut nadal nas nie opuszcza. Odczuwamy tę czekoladę jako drogę, która prowadzi do góry, jest wynurzaniem się. To bodaj najciekawsza czekolada od Marou, jaką dotąd było mi dane próbować. Mam wrażenie, że wiele tajemnic ukrytych w tej tabliczce nie byłam w stanie wychwycić, a co dopiero opisać, na tyle przewrotnie grała na kubkach smakowych.

Skład: ziarna kakao i tłuszcz kakaowy (70%), cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 585 kcal.
BTW: 8,13/39,5/49,2.

poniedziałek, 8 marca 2021

Marou Dak Lak ciemna 70% Wietnam

Druga, po Dong Nai, czysta ciemna czekolada od wietnamskiej manufaktury Marou, którą pragnę Wam zaprezentować - stworzona została w 70% z kakao z prowincji Dak Lak, leżącej w południowej części Wietnamu. Przyozdobiona w piękny liliowy kolor, trafiła w moje ręce dzięki sklepowi Sekretów Czekolady. Ciemniejsza i soczystsza w swej barwie od poprzedniczki (pomimo nieco mniejszej zawartości kakao), pachniała kwaskowato, podążając w stronę kefiru i maślanki, otoczonych bujnym kwieciem.

 Tym razem również Marou okazała się dość niewylewna, powoli rozpuszczająca się w ustach, poważna i stateczna. Niespiesznie pieściła podniebienie mieszanką kwasków i słodyczy, tu już podążającą bardziej w stronę naturalnego jogurtu, do którego ktoś ekstrawagancko wkroił orientalne kwiaty. Pomyślałam też o lekko przypieczonym jabłku posypanym kardamonem i oblanym miodem.

Z czasem czekolada jeszcze bardziej poważniała, uwalniając wiele roślinnych i przyprawowych nut, najpierw nadal zanurzonych w aromatycznym miodzie (całe kwiaty nim otulone, wraz z liśćmi i łodygami). Dalej było coraz to wytrawniej: obecny wcześniej kardamon rozwinął się w stronę delikatnego anyżu i lukrecji, sugestii drewnianych oraz... znów pojawiło się liczi.

 Marou po raz kolejny częstuje nas czymś oryginalnie egzotycznym, choć przyznam, że nadal jest to dla mnie za mało odważna forma, jak na moje oczekiwania wobec tej marki (oraz potencjału wietnamskiego kakao).

Skład: ziarna kakao i tłuszcz kakaowy (70%), cukier trzcinowy 30%.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 605 kcal.
BTW: 5,7/43,1/45,5.

sobota, 20 lutego 2021

Marou Dong Nai ciemna 72% Wietnam

 Po niezbyt udanym pierwszym podejściu do od zawsze fascynującej mnie wietnamskiej marki Marou, jakim była czekolada z kawą arabika, zdecydowałam się sięgnąć po jedną z czystych single-origin, by prawdziwie się przekonać o potędze kakao z tego państwa w interpretacji manufaktury. Kupiona dzięki sklepowi Sekretów Czekolady, 72% ciemna Dong Nai została stworzona z ziaren uprawianych właśnie w prowincji Dong Nai leżącej w południowo-wschodnim Wietnamie.

Ponownie zachwyciłam się elegancją opakowań Marou, w tym papierem, który zdaje się tak niesamowicie orientalnie pachnieć. Mój Mąż uważa, że to zwyczajny zapach papieru, ale ja nie potrafię się z nim zgodzić.

Czekolada posiadała jasną i tak ciepłą barwę, iż budziła skojarzenia z mleczną. Pachniała też licznymi nabiałowymi akcentami, przełamanymi czymś tropikalnym - ot, świeże mleko pite na plaży, z czystego kaprysu. Pewna sugestia kwaskowatej śmietany zaprowadziła nas również do skojarzeń z lodowym deserem udekorowanym liczi oraz koktajlowymi wisienkami.

Nasza Dong Nai rozpuszczała się powoli, lecz wszechogarniająco. Masywnie, lecz bez nadmiernej tłustości. Jej konsystencja w ustach kojarzyła się z dość grubo zmielonym twarogiem, pomiędzy którym mnóstwo jest jeszcze serwatki - wszystko razem tworzy przyjemne twarogowe błotko, tu jeszcze podsycane iluzją twarogowego smaku. To złudzenie mleczności okazało się niesamowicie wciągające. Do głosu dochodzą cytryny, przełamane łagodnością miodu. Nieustannie w ów błogi twarożek wgryzają się owocowe nuty, pozwalające nam z uśmiechem myśleć o egzotyce wietnamskiej krowy. Pojawiają się soczyste pomarańcze, jakże specyficzna guawa, a także mus jabłkowy przełamany odrobiną liczi (nie przepadam za liczi; cieszę się, iż ten akcent nie był zbyt intensywny).

 Dong Nai cierpliwie i statecznie raczyła nas swoim twarogowo-owocowym bukietem, bez wielkiej ekstrawagancji, ale niosąc satysfakcję z niespiesznej degustacji. To łagodność, której w gruncie rzeczy nie spodziewałam się po Wietnamie w takim wydaniu. Jednakże to przecież dopiero początek mojej przygody z Marou...

Skład: ziarna kakao i tłuszcz kakaowy 72%, cukier trzcinowy 28%.
Masa kakaowa min. 72%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 592 kcal.
BTW: 8,48/40,6/48,2.

niedziela, 17 stycznia 2021

Marou Cafe Arabica Lam Dong ciemna 64% Wietnam z kawą

 
W końcu nadszedł ten wiekopomny dzień - pierwsza w mym życiu degustacja czekolady wietnamskiej marki Marou. Ileż ja się o niej naczytałam, ileż namarzyłam! Gdy tylko sklep Sekretów Czekolady umożliwił mi ich zakup, poprosiłam o cały aktualnie dostępny asortyment. Zaczęliśmy całkiem niepozornie - od ciemnej czekolady o 64% zawartości kakao uprawianego pośród lasów deszczowych dystryktu Madagui, wzbogaconej o 4% kawy arabika z chłodnych gór okalających miasto Da Lat. Zarówno kawa, jak i kakao, pochodzą z prowincji Lam Dong, położonej w południowym Wietnamie.
 
 
Podoba mi się jakże oryginalne, a zarazem klasyczne opakowanie czekolady, które na dodatek pachnie w niesamowity sposób, od razu przenosząc nas do odległego Wietnamu. Sama również przepiękna tabliczka, przesiąknięta jest wonią kawy z kardamonem, a także nutami ziemistymi i popielnymi.

Dość twarda, niespiesznie rozpuszcza się w ustach, rozpościerając w nich smak słodkiego kawowego stouta z gęstą pianą, przywołując także skojarzenia o cold brew. Może to też być po prostu kawa zaparzona z ziołowym miodem, gdyż mnóstwo jest tu nieoczywistych ziołowych akcentów. Było w niej trochę proszkowości, jakby z efektem musującym, nieco lekowym.

Kryła w sobie wiele, naprawdę wiele tajemnic. Niestety, w dużej mierze zostały one przykryte nadmierną słodyczą. Szczerze żałowałam, iż nie zaserwowano tu większego kakaowego kopa, który uczyniłby czekoladę wytrawniejszą i zapewne pozwolił pełniej rozwinąć się zarówno kakao, jak i kawie. Pod koniec degustacji byłam już po prostu zmęczona cukrem. Jestem jednak przekonana, że prawdziwe zachwyty nad Marou dopiero przede mną.
 

Skład: ziarna kakao i tłuszcz kakaowy 64%, cukier trzcinowy 32%, kawa 4%.
Masa kakaowa min. 64%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 573 kcal.
BTW: 8,49/37,4/50,5/

środa, 5 sierpnia 2020

Morin Vietnam Thanh Long ciemna 70%


Wspomnienie o wietnamskim Morinie długo towarzyszyło mi jako historia o czymś wyjątkowym, a przemijającym, ledwo tylko uchwytnym. Wszak od mającej miejsce ponad 5 lat temu poznańskiej degustacji czekolad Morin nastąpiła spora zmiana w moim podejściu do Prawdziwej Czekolady - o wiele śmielej się na nią otworzyłam. A to właśnie podczas niej miałam okazję wypróbować wietnamską czekoladę z francuskiej manufaktury Morin, której bezmyślnie wówczas nie zakupiłam i później nie  mogłam jej już dostać. Po latach, upolowałam ją w sklepie Sekretów Czekolady, zdając sobie sprawą, iż to na pewno już nie ta sama tabliczka. Nie mniej jednak, wypróbowane w międzyczasie wietnamskie propozycje innych marek (Erithaj, Jordi's, La Naya) nauczyły mnie, iż kakao z tego państwa jest absolutnie niezwykłe. Z tego tytułu, i tak z wielkim podekscytowaniem czekałam na degustację ciemnej Morin Vietnam Thanh Long 70%.


Tabliczka charakteryzująca się ciekawym, jakby zmatowionym brązem, pachniała czarną kawą z mocą korzennych przypraw, suchym wiatrem od pustyni oraz gęstym syropem z mango. Uhhh, sam aromat zapowiedział mi, iż dostanę moc wrażeń, której przecież tak pragnęłam, na którą tak czekałam.

Po pierwszym kęsie obudziły się we mnie skojarzenia z niedawno odkrytymi filipińskimi Auro, przede wszystkim przez wzgląd na mocną przyprawowość. Niemal namacalnie wyczuwalna sól morska również zrobiła spore wrażenie. Tuż za nią przyszedł kardamon w towarzystwie pieprzu i słodkiego cynamonu. Słodycz ta rozwinęła się w kierunku tropikalnych owoców takich jak papaja, mango i guawa, sprowadzonych wręcz do formy syropowej esencji. Przewijająca się nieustannie w tle przełamana paloność prowadziła do mocnej kawy podanej z kroplą gęstej śmietany.


Plejada wyrazistych smaków przy specyficznej, jakże wciągającej "morinowej" konsystencji czekolady, tylko powiększała urokliwość Vietnam Thanh Long 70%. Egzotyczna soczystość, owocowy azjatycki sos, wyszukanie przyprawiony deser... 100 g w przypadku Morina nigdy nie sprawia problemów z pochłonięciem na jeden raz przez dwie osoby - nawet przy takim bogactwie i intensywności, które po prostu dopieszczają zmysły...


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 562 kcal.
BTW: 12,8/39,1/35,3.

wtorek, 15 stycznia 2019

Alexandre ciemna 70% Vietnam Trinitario Marou Regio Tien Giang


 Spośród posiadanych przeze mnie tabliczek holenderskiej marki Alexandre, jako drugą (po tanzańskiej), zdecydowałam się napocząć czekoladę z kakao wietnamskiego. Ciągle coś niesamowicie ciągnie mnie do kakao z tego kraju, choć mam z nim bardzo małe doświadczenia. Zawsze intrygowała mnie sztandarowa marka operująca ziarnami z tego państwa - Marou - ale jeszcze nigdy dotąd nie miałam okazji na wypróbowanie czegokolwiek z ich asortymentu. Dzięki Sekretom Czekolady mogłam jednak zakupić czekoladę stworzoną przez Alexandre z kakao pochodzącego z plantacji należącej do Marou. Dziś opisywana tabliczka złożona jest w 70% z ziaren Trinitario od Marou, uprawianych w wietnamskim regionie Tien Giang.

Ten cytat z "The Chocolate Tester" umieszczony z tyłu opakowania - "1 of the Top 25 chocolatiers in the world" naprawdę mnie onieśmielał... Tanzańska czekolada wprawdzie nie pokazała mi nie wiadomo czego, lecz wszak czekały mnie jeszcze trzy szanse na to, by docenić Alexandre. Co pokaże nam Wietnam?


 Tabliczka nie była w rzeczywistości tak jasna, jak wyszło to na zdjęciach (niestety robionych przy sztucznym świetle, z moimi kiepskimi umiejętnościami fotograficznymi). Pachniała słodką mieszanką jesiennych owoców zestawionych z lekko zwietrzałym pieprzem i papryką w proszku. Intrygujące... choć trochę mało przekonujące jak na wietnamskie ziarno.

W ustach rozpuszczała się gęsto, głęboko, wilgotno - z szorstkimi drobinkami pod koniec. Dzięki temu jadło się ją naprawdę przyjemnie, a kolejne kosteczki znikały dość szybko. Nie była ciężka, lecz nie odnalazłam w niej również zdumiewającej dynamiki czy bogactwa, ani też szokującego wyrafinowania. Słowem - powtórka z Tanzanii, tyle, że reprezentująca inne nuty.


 Również odczuwałam tu śmietankowe skojarzenia, ale jawiące mi się jako dobrze wypieczona tarta z kremem śmietankowym, sosem cytrynowym i cząstkami kandyzowanych cytryn. Pomyślałam również o czarnej herbacie z plasterkami pomarańczy. Sporo było nut ziemistych, ale raczej dość łagodnych, właśnie słodkawych - uderzających w tony herbaciane i deserowe. Słodycz biegła również w kierunku dojrzałych gruszek oraz kruchych jabłek, delikatnie posypanych cynamonem i cukrem pudrem.

To jedna z tych czekolad, w której wyłapie się wiodące akcenty i... potem się ją po prostu je. Niczym mnie nie uwiodła, nie zaskoczyła. Okazała się być bardzo neutralna. Coraz to bardziej pozbawiam się złudzeń, że marka Alexandre w ogóle czymkolwiek mnie zaskoczy.


Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 580 kcal.
BTW: 8,7/43,2/34,6.

poniedziałek, 15 stycznia 2018

La Naya Vietnam Ben Tre ciemna 70%


 Wietnamskie kakao stanowi dla mnie wielką zagadkę. Dotąd w mojej czekoladowej przygodzie miałam do czynienia jedynie z wietnamskimi ziarnami pochodzącymi z regionu Ben Tre w delcie Mekongu. W przypadku degustacji ciemnej i mlecznej Erithaj Ben Tre przekonałam się, iż dodatek mleka przekształca wietnamskie kakao w atrakcyjniejsze dla mnie, wyciągając z niego więcej wyrazistości i nietypowych nut. W mlecznej La Naya Ben Tre 50% zaskoczył mnie wyraźny akcent... boczku, tym ciekawszy, iż występujący pośród pysznych łagodnych nut karmelu i miodu. W mojej kolekcji czekała jeszcze ciemna La Naya Ben Tre (70% zawartości kakao) i mając jeszcze świeżo w pamięci mleczną wersję, postanowiłam po nią sięgnąć pewnego sobotniego wieczoru.


 Moje tabliczki litewskiej marki La Naya zakupiłam za pośrednictwem sklepu Sekretów Czekolady. Zawsze był w nim szczególnie eksponowany prezentowy zestaw czekolad La Naya z dodatkami (pięć tabliczek, których opakowania tworzą jeden obraz - wszystkie były już recenzowane u mnie), ale moje najnowsze doświadczenia z single-origin od La Naya przekonują mnie, że również doskonale nadają się na prezent! Nawet nie wiem, czy nie bardziej... Pasują na chyba jeszcze bardziej elegancki upominek. Zewnętrzna część opakowania jest wyważona i skromna, natomiast środek jest poetycko bogaty. Znów odnalazłam wewnątrz kartonika grafiki związane z nutami smakowymi, które powinno się wyczuć w danej czekoladzie. Jest też piękny opis tych nut oraz samego wietnamskiego kakao. No i karteczka-wkładka o emocjach...


 La Naya kierując się zasadą bean-to-emotion tym razem przyrównuje czekoladę do określenia "sonder". Definiuje je odczucie, gdy pędząc pośród tłumu orientujemy się, że każdy mijany przez nas człowiek ma swoją własną niesamowitą historię - kompleksowe życie pełne emocji, zupełnie takie jak nasze, choć jednocześnie zapewne tak odmienne. To odczucie empatii i braterstwa, jakże ważne w dzisiejszym świecie. Ben Tre 70% ma wraz z obecną w sobie słodyczą i goryczką tworzyć harmonię - tak jak w życiu każdego z nas słodycze i gorycze muszą odnaleźć harmonię, by żyło nam się dobrze.


 Sugerowane przez producenta nuty czerwonych owoców oraz kawy wydawały mi się zbyt oczywiste na Wietnam... Wystarczyło jednak powąchać urokliwie górsko uformowaną tabliczkę, by przekonać się, że tym razem spostrzeżenia producenta będą bardzo trafne. Czekolada przecudnie pachniała kawą, lekko paloną z licznymi owocowymi i kwiatowymi, nieco wilgotną. Jednocześnie zapach sugerował, że odnajdziemy tu całkiem sporo słodyczy. Tabliczka charakteryzowała się dość jasną barwą, niemalże sugerującą obecność mleka - co widać dopiero na ostatnim zdjęciu - cóż, taki urok fotografowania czekolady po zmroku, przy sztucznym świetle.

 Z początku popiół, który jednak prędko przemienia się w bardziej tłustą i gładką, lecz rozpuszczającą się niespiesznie. Od początku słodycz i kwaśność owoców (ze szczególnym naciskiem jednak na kwaśność) przeplata się z subtelną goryczką kawy, jej przyjemną palonością i bukietem. Wyczuwamy cytrynę i grejpfrut, a potem rzeczywiście pałeczkę przjmują czerwone owoce. Pomyślałam o jagodach wprost z lasu, nie do końca dojrzałych czereśniach i malinach. Najbardziej trafnym przyrównaniem owej fuzji kwaśności ze słodyczą zdały mi się jednak truskawki jeszcze częściowo białe, ledwo tylko zaczerwienione u szypułki. Potem  pojawiło się trochę nektarowych, bardziej tropikalnych nut - sok z mango, z marakui. Słodycz chce walczyć z kwaśnością niedojrzałych jagód, która to staje się z czasem nawet bardziej cytrusowa - zataczając tym samym koło, do samego początku.


Ciemna La Naya Ben Tre bardzo, ale to barrrdzo pasowała do towarzystwa kawy, głównie przez zgrywające się z nią kawowe nuty - kęs popity kawą sprawiał wrażenie jedności i wydawało mi się, że kawa wyciągała jeszcze więcej walorów z tej czekolady. Spodziewałam się dziwniejszych nut, nie mniej jednak czekolada okazała się bardzo kompleksowa, wielopłaszczyznowa, a przy tym w pełni harmonijna i urzekająco soczysta w swych smakowych przeplatankach. Nie mogę za to pojąć, jakim cudem w wersji mlecznej mleko tak zmodyfikowało to kakao, że wyczuwaliśmy smak boczku? Tak jak przy Erithaj, powtórzyło się wrażenie, iż Wietnam w ciemnych i mlecznych wydaniach to zupełnie inna bajka. A z ciemną Erithaj, naszą La Nayę łączyły chyba tylko kawowe akcenty... A to Ci Ben Tre! Ładnie mi namieszało w głowie kakao z tego regionu, no ładnie...


Skład: ziarna kakao, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 60 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 555 kcal.
BTW: 7/41/34

środa, 20 grudnia 2017

Jordi's Chocolate Viet Nam Ben Tre ciemna 75%


Z wielkim zaciekawieniem sięgnęłam po kolejną single-origin wykonaną przez czeską markę Jordi's Chocolate. Moje pierwsze doświadczenie z ich Honduras Xoco Farms 75% było zaskakująco pyszne, toteż jeszcze przed spróbowaniem dziś opisywanej Viet Nam Ben Tre 75% zdecydowałam się zakupić kilka następnych Jordi's poprzez sklep Sekretów Czekolady. Jeśli chodzi o wietnamskie kakao, dotąd miałam okazję próbować czekolad wykonanych z kakao jedynie z rejonu Ben Tre - ciemnej od Erithaj oraz mlecznych od Erithaj i La Naya. Ciemna Ben Tre od La Naya jeszcze czeka na swoją kolej, więc na razie nie porównam jej z Jordi's.


Viet Nam Ben Tre wydawała się być nieco jaśniejsza i żywsza w barwie od koleżanki z Hondurasu, choć brąz obu tabliczek i tak był bardzo żywy, przepiękny. Czekolada pachniała nam cytrusami i bananami, a także ziemią i ogniskiem - mocne, apetyczne połączenie aromatów.

W swej strukturze czekolada okazała się niemalże orzechowo chrupiąca, a przy tym rozpływająca się w ustach esencjonalnie, z od razu ujawniającą się intensywnością nut smakowych. Owa esencjonalność ponownie skojarzyła mi się z Domori, choć konsystencja nie była aż tak gęsta i syropowa jak w przypadku włoskiej marki. Momentami jednak było i tak bardzo wyraziście i jednoznacznie, co zakrawało o syrop.


To jak było z tymi nutami? Najpierw mocno uderzyły świeże i mokre orzechy włoskie, takie jeszcze nie do końca dojrzałe, które dopiero co spadły z drzewa. Wstęp zdominowała urokliwa kwaśność, z elementami kwasku cytrynowego i niedojrzałych śliwek. Następnie do głosu dobijały się przyprawy, i to nie byle jakie - gałka muszkatołowa i kardamon. Wraz z wilgotnymi orzechami dały mi one obraz starej szafy z aromatycznego drewna, kryjącej w sobie skarby przeszłości. Był to specyficzny kompleks aromatów, który skojarzył mi się także z... sierścią konia. Tak naprawdę, trudno mi nazwać, jaką dominującą nutę tutaj wyczuwałam - a czuć było coś naprawdę charakterystycznego.


Kwaśność i przyprawowość poczęła nabierać także tłustości i słodyczy. Moja wyobraźnia poszła najpierw w stronę żurku, a później do kartoflanki lub kremu z kukurydzy - podanych z kwaśną śmietaną i marynowanym chili, lekko podwędzonym. Czekolada zalała mi aromatyczną masą całe usta tak, jakbym... hmmm... zajadała surowe ciasto piernikowe? O tak, wyraziste smaki właśnie tak się mieszały.

Na koniec zaszokowało mnie owocowe orzeźwienie, niczym świeżo wyciśnięty sok. W Hondurasie były to maliny, teraz mieliśmy do czynienia z wiśniami, może też z czarnymi porzeczkami. Wyczuwalne na początku orzechy laskowe przemieniły się teraz w marcepan.


Viet Nam Ben Tre 75% skończyła się szybciej, niż zdążyłabym ją porządnie ogarnąć umysłem. Atakowała pyszną wyrazistością. Zakochałam się w recenzji tej czekolady umieszczonej na blogu Commodities Connoisseur. Mój opis może jest mniej wartościowy, ale... na pewno przekonuje do tego, iż Jordi's Chocolate jest wartą uwagi marką, robiące bogate czekolady. Mimo to, z perspektywy czasu ciężko mi ocenić, czy była ciekawsza od Erithaj Ben Tre Vietnam 70%. Wracając do tamtej recenzji i porównując jej z dzisiejszą dochodzę tylko do jednego wniosku - kakao z Wietnamu to szokujące bogactwo smaków.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 602 kcal.
BTW: 9/43/44