czwartek, 27 sierpnia 2015

Zotter HimbeerBlut ciemna nadziewana galaretką z krwawnika i malinowo-krwistym ganaszem


Nie boję się eksperymentów. Może nie we wszystkich dziedzinach życia, ale patrząc ogólnikowo i pobieżnie - jednak się nie boję. Na pewno zaś nie lękam się eksperymentowania z czekoladą, a wręcz ochoczo przyklaskuję takim wariacjom. Z tego powodu, co jakiś czas na moim blogu możecie spotkać ekstremalnego dziwaka zaklętego w tabliczkę. Na przykład - niedawno opisywany Zotter z pstrągową pianką, który okazał się być dla mnie nie lada gratką. Gdy tylko spostrzegłam, że mój ulubiony Zotter wypuścił na rynek czekoladę z... krwią, od razu wiedziałam, że muszę jej spróbować (koniec końców stało się to dzięki Czekolady Zotter Polska).

Eksperymenty Zottera nie są wymyślnym widzimisię starszego gościa, któremu od dobrobytu się w głowie poprzewracało. Za każdą próbą stworzenia czegoś nowego i oryginalnego idzie niebywała rzetelność wykonania, wysoka jakość składników, a także... idea. Krew w czekoladzie od Zottera to nie jest marna prowokacja, pozbawiona jakiegokolwiek sensu. Uprzedzając falę kontrowersji, Zotter tłumaczy, dlaczego postanowił stworzyć HimbeerBlut.

W wolnym tłumaczeniu (baaardzo wolnym), robi to tak: "HimbeerBlut powstała po prostu dlatego, że chcę kwestionować pewne granice tolerancji i wartości moralnych. Dlaczego przemysłowa hodowla zwierząt jest tolerowana, a kilka kropel krwi w czekoladzie to skandal? Zadaję sobie to pytanie: co jest bardziej skandaliczne? Stworzyliśmy świat organicznej hodowli w naszym Jadalnym Zoo, gdzie żyją najróżniejsze gatunki zwierząt - odpowiednio na świeżym powietrzu, malowniczo i prawdziwie. W ekorestauracji nasi goście mogą korzystać z żywności ekologicznej, która pochodzi bezpośrednio z naszych łąk i ogrodów. Krew w ogóle nie jest dla mnie obrzydliwa, jako dla zjadacza mięsa. Nie, to w rzeczywistości bardzo cenna substancja, która nie powinna być niepotrzebnie zmarnowana. To jest nasze holistyczne podejście i ludzie powinni ponownie stać się świadomi holistycznego wymiaru. Skąd pochodzi moje jedzenie i co za tym stoi?"



Z wykształcenia jestem zootechnikiem, stykanie się z hodowlą zwierząt to moja codzienność - i w pełni zgadzam się z ideą Zottera, traktując ją jako słuszną. Najważniejsza jest dla mnie świadomość tego co jemy - wybierając np. jaja z hodowli klatkowej lub ekologicznej wiedzmy, czym się różnią i z czym w ogóle związana jest produkcja jaj. Podejmujmy wybory świadomie, nie będąc przy tym heretykami. Zotter, przybij piątkę! Cieszę się, że trochę krwi od Twoich zwierzaków mogło trafić do mojej HimbeerBlut, zamiast do utylizacji. Na szczęście krew poubojową można wykorzystywać też w inne sposoby, przez co w rzeczywistości rzeźnej nie jest ona produktem w 100% zbytecznym i odpadowym.

Do degustacji HimbeerBlut przystąpiliśmy w popołudnie po naszych poprawinach, uskutecznianych w poznańskim multitapach piwnych do piątej rano. Krwista czekolada na znak zacieśnienia więzów krwi ;). Poza tym, zmyślny udział krwawnika w tej czekoladzie (brawo Zotter!), również bardzo przypasował do sytuacji. Krwawnik jest wszak bardzo aromatycznym ziołem o wielu dobroczynnych właściwościach - swoją nazwę nie zawdzięcza jedynie barwie kwiatów (choć w zasadzie tylko odmiany ogrodowe są intensywnie czerwone, odmiana dzika ma kwiaty białe). Jedną z funkcji tego gorzkiego zioła jest pobudzanie krążenia krwi (a przy tym działanie przeciwkrwotoczne), a także regulacja cyklu miesiączkowego i łagodzenie kobiecych dolegliwości. Jakże idealna czekolada na pierwszy dzień menstruacji! ;)



Pomimo upałów, nasza tabliczka trzymała się całkiem nieźle. Po jej rozpakowaniu dojrzeliśmy gładziutką, ciemnobrązowową taflę. Dopiero po podzieleniu na dwie części i percepcji dotykiem zaczęła poddawać się naporowi gorąca. Nie przeszkadzało to jednak w owocnej degustacji. HimbeerBlut pachnie bardzo nietypowo: barrrdzo ziołowo, wręcz leczniczo. Identyfikujemy koper, tymianek i kminek, mając przy tym skojarzenia z orientalnością oraz wonią sklepów z przyprawami w Marrakeszu. Spod wyrazistej przyprawowości i niemalże pikantności aromatu, nieśmiało przebąkuje kremowa ciemna czekolada wraz ze swoim kakaowym bogactwem.

W przekroju widzimy grubą warstwę pięknej ciemnej czekolady o 70% zawartości kakao, która okala występującą na spodzie i u góry tabliczki warstwę ganaszu krwisto-malinowego, o barwie bordowo-brązowej. Po środku soczystością urzeka ciemnoczerwona galaretka z krwawnika (u Kimiko zdjęcia HimbeerBlut wyszły chyba bardziej reprezentatywne, pewnie jadła ją w mniejszym skwarze niż ja). Jak zwykle dopada mnie chwila zawahania - najpierw spróbować wszystkich warstw naraz, czy rozdzielić się od siebie? Ostatecznie, w pierwszej kolejności przegryzam się przez całość.



Najpierw wyczuwamy mega soczyste, kwaskowato-słodkie, autentyczne maliny. Eksplozję naturalnego owocowego smaku szybko detronizuje szalona przyprawowość, która wręcz gryzie w gardło. Szczególnie wyraźnie dochodzi do głosu tymianek, z pewną octową oraz kminkową sugestią. Takie akcenty ukryte w miękkim i gładkim ganaszu, zawierającym w sobie również nuty mleczne i migdałowe, wprowadzają kubki smakowe w niemałe zdziwienie. Po przebiciu się przez ten nietypowy ganasz natrafiamy na dość miękką galaretkę - zdecydowanie bardziej kruchą i plastyczną niż chociażby w Elderflowers. Ma ona w sobie sporo nietypowej goryczki podkręcającej tylko chwilę wcześniej wyczuwaną przyprawowość, a przy tym niesie ze sobą specyficzną rześkość. Po tych szalonych wrażeniach, robiącym papkę z mózgu, nagle usta zalewa przeogromna rozkosz ciemnej czekolady. Jest ona wybitnie kremowa jak na 70% kakao, słodko-kawowa, również ziołowa - ale w sposób delikatny. Bosko rozpuszcza się w ustach i sprawia, że totalnie się w nią zapadamy. Przynosi ulgę dla zmysłów skołatanych niecodziennym nadzieniem.

 Całość przypomina mocnoczekoladowe, pulchno-miękkie ciasto otoczone malinowym gęstym sosem, nietypowo przyprawione. Przyglądając się wszystkim warstwom po kolei, zauważamy jakże ciemnokrwista jest dusza tej czekolady. Absolutnie nie jest ona orzeźwiająca, ale też nie przytłaczająco ciężka. Swoją naturą kojarzy się z jesienią, nieuchronnie przechodzącą w wietrzno-wilgotną słotę. Błotnistość wyłaniająca się z tych wszystkich warstw rzeczywiście może budzić skojarzenie z krwią - gęstą, jeszcze wrzącą, aczkolwiek powoli zastygającą.


Krew w HimbeerBlut stanowi 2% całości i nie jest ona wyczuwalna w sposób dosadny i bezpośredni. Tak jak w Pink Coconut And Fish Marshmallow, Zotter bawi się z nami za pomocą gry konsystencji, kolorów i doboru przypraw. Poprzez doprawienie tymiankiem i kminkiem tak miękkiej, malinowo-mleczno-migdałowej masy - uzyskujemy nietypowy metaliczno-aptekarski posmak. Dodatkowo podkręcany jest on jeszcze gorzkawym krwawnikiem. Również miękka galaretka krwawnikowa to nie tylko zabawa konsystencją, barwą i smakiem, ale i ideą. W tym miejscu pragnę uspokoić antyfanów kminku - przyprawa ta nie jest tu wyczuwalna tak dosadnie jak np. w pieczywie czy kapuście doprawionej kminkiem. Najwyrazistsza jego nuta przepada w bogactwie występujących tu smaków, podrasowując jedynie krwiste skojarzenia.

Mój Ukochany uznał, że Zotter mógł się jeszcze bardziej popisać, jeszcze bardziej uplastycznić krew. Podczas degustacji nieustannie poszukiwał smaku krwi, jaki czuł w ustach po młodzieńczych bijatykach - czy też po prostu po przegryzieniu wargi. Twierdził, że tutaj było tego za mało. Jestem innego zdania. Zotter w tej krwistej kontrowersji znalazł równowagę, postawił na moc niedopowiedzeń i skojarzeń. Gdy dziś patrzę na zdjęcia przekroju HimbeerBlut to aż się wzdrygam, gdyż przypomina mi rozszarpaną ranę wypełnioną na wpół skrzepniętą krwią. Wspomnienie konsystencji HimbeerBlut rozpuszczającej się w ustach z całą tą swoją dziwaczną ziołowością sprawia, że  posądzam siebie o wampiryzm. Natomiast błogo orgazmiczna ciemna czekolada prowadzi nas nie tyle do nieba, co do krwią płynącą piekielnej krainy.

To czekolada na raz, eksperyment doświadczalny, skłaniający do refleksji, produkt ideowy. Warto spróbować, przekonać się na własnym podniebieniu. W HimbeerBlut mnóstwo jest niebezpieczeństwa, a przy tym tyyyle rzeczywistości. Idea stworzenia tej czekolady dotyka przecież każdego dnia, gdy stajemy przed wyborem naszego pożywienia, gdy czujemy się czymś obrzydzeni, gdy coś bezmyślnie deklasujemy i wyrzucamy. A przecież warto na to wszystko spojrzeć kompleksowo, z góry. Dziękuję Zotterze za HimbeerBlut.


Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, puree z krwawnika 8%, syrop glukozowo-fruktozowy, mleko, migdały, suszone maliny 2%, krew 2%, masło, odtłuszczone mleko w proszku, koncentrat cytrynowy, jabłkowy ocet balsamiczny, pektyna jabłkowa, koncentrat z jeżyn, lecytyna sojowa, sól, proszek cytrynowy (cytryny, skrobia kukurydziana), kminek, wanilia, olejek tymiankowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 437 kcal.
BTW: 5,2/27/41


35 komentarzy:

  1. charlottemadness27 sierpnia 2015 05:45

    Na początku pomyślałam-"krew, niestety out", jednak po przeczytaniu recenzji, stwierdziłam,że nawet z chęcią bym skosztowała.Podoba mi się ta "gra smaków " w czekoladzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zotter jest mistrzem w grze smaków :). Nawet najbardziej kontrowersyjne połączenia okazują się być kuszące.

      Usuń
  2. Czas się przyznać, mnie krew brzydzi. Nie zjem mięsa z którego po upieczeniu wypływa delikatna czerwona posoka, nie ma mowy. Omal nie zemdlałam na widok pobierania krwi mojego kota. Nawet samo zdjęcie tej czekolady sprawiło, że zrobiło mi się lekko w głowie i w nogach, a to tylko przez psychikę, która nie pozwala zapomnieć, że jest w tym krew.Inne dodatki brzmią ciekawie, ale ta krew... jednak nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem Twojej reakcji, gdybyś dostała ją do zjedzenia w ciemno :)

      Usuń
  3. Czuję się zaszczycona, że podlinkowałaś moją recenzję. Rzeczywiście, jadłam ją w dość pokojowych warunkach. :D

    Widzę, że wrażenia mamy podobne. Dobra czekolada, ale wybitny eksperyment.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie przesadzaj z tym zaszczytem :D. Po prostu wiem, że moja recenzja jest pełniejsza w towarzystwie Twojej.

      Eksperyment fenomenalny. Teraz napalam się na nowego Zottera z lukrecją.

      Usuń
  4. Przepraszam ale nie mogę. Naprawdę zaczęłam czytać ale to co widzę po prostu mnie.. Nie brzydzi może. A skutecznie odstrasza :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No co Ty, aż takie straszne zdjęcia? ;)

      Usuń
    2. Na szczęście dla kubków smakowych to nie był horror :)

      Usuń
  5. a ja sie nie boje, często pije krwawnik na studiach niemalze codziennie, kaszanke zajadam az mi sie uszy trzesą... bierę :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I to mi się podoba! Piątka! Krew nie straszna, czym byśmy byli bez krwi ;)

      Usuń
  6. Czernina brzydzi mnie okrutnie, kaszankę zaś przestałam jeść w wieku... hm... 10 lat? W każdym razie w momencie, kiedy dowiedziałam się, że jest z krwi, Jak robię sobie na obiad wątróbkę, nigdy nie uda mi się jej oczyścić do końca, więc nawet widzę te kawałki szarej krwi o innej konsystencji. Ile się uda, tylko wybiorę widelcem, resztę jem z zamkniętymi oczami. Czekolady bym świadomie nie ruszyła, przykro mi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak jak w przypadku Czoko - bardzo jestem ciekawa Twojej reakcji na zjedzenie tej czekolady w ciemno :)

      Usuń
  7. Nie wiemy czy przełamałybyśmy się aby ją spróbować, bo właśnie ten metaliczny posmak krwi najbardziej nas otrząsa. Z jednej strony czekolada intryguje swoją innością ale czy ją kiedyś kupimy to nie jesteśmy do tego przekonane ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo charakterystyczna i nietypowa czekolada. Myślę, że nawet pomimo opisów u Kimiko i u mnie - czytelnikom trudno wyobrazić sobie ten smak. Dziwactwo :)

      Usuń
  8. Też lubię smakować nowości i nietypowych połączeń jednak mnie krew odstrasza i to skutecznie. Niemniej absolutnie nie przeszkadza mi, że komuś to odpowiada i lubi krwiste mięso i mięso w ogóle. :-) Sam jednak pomysł i przełamywanie granic przez Zottera dla mnie jest niesamowite i bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Idea jest super, a to, czy ktoś przekona się do wypróbowania tej czekolady - jest już kwestią gustu.

      Usuń
  9. No proszę jaka prozdrowotna czekolada:)

    OdpowiedzUsuń
  10. Jezuuu, te nazwy rozwalają na łopatki! :D

    OdpowiedzUsuń
  11. Faktycznie wygląd tej czekolady jest bardzo gore xD
    Czytam jak wszyscy się brzydzą i chyba jestem jakaś wynaturzona, ale jadłabym. W ogóle mnie to nie brzydzi, a jedynie intryguje i sprawia, że odzywaja sie we mnie wampirze instynkty :D Ziołowatość jest kusząca, bo własnie sobie dzisiaj pomyślałam, że spróbowałabym czekolady z ziołami, najlepiej z taką mieszanką bylinek, jak w Kofoli np.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gore podkręcony przez wysoką temperaturę ;).

      To bardzo intrygująca czekolada - cieszę się, że nie jestem jedynym freakiem, których ta tabliczka pociąga :D

      Usuń
  12. Nie mam nic przeciwko krwi jako takiej i jej widok wcale mnie nie przeraża, ale zwierząt nie jadam, więc ich krwi także nie planuję. Choć jak na tą czekoladę patrzę, to wygląda bardzo smakowicie i widać, że skrywa w sobie jakąś tajemnicę ;) A była by jeszcze bardziej ciekawa, gdyby ta krew była ludzka :p Może Zotter kiedyś wpadnie na taki pomysł i stworzy np. czekoladę ciemną z suszonymi wiśniami i ludzką krwią - to by było ciekawe połączenie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huh, nie wiem, jak wygląda użycie krwi ludzkiej w pożywieniu w obliczu prawa ;)

      Usuń
  13. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  14. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  15. Czekolada bardzo odważna i barwo dla osoby która ją wymyśliła:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jemy kaszankę,czerninę,krwiste steki,ledwo upieczoną polędwice czy jagnięcinę to z czekolada ma być inaczej?

      Usuń
    2. No dokładnie. Nawet osoby, które brzydzą się bardziej krwistymi potrawami muszą mieć świadomość, że z kurczaka też płynie krew. Ba, z kury znoszącej jaja na podwórku u babci, kupowanej przez wegetarian z miasta też w końcu krew się poleje. I dobrze, żeby i ta krew się nie zmarnowała.

      Usuń
  16. Krwawnik - mi także to skojarzyło się z krwią! :D Jakże by inaczej.
    Przyznam, że twórca tych czekolad ma ciekawe pomysły i już się nie mogę doczekać, aby kiedyś choć jednej spróbować - a na pewno zrobię to jeszcze przed śmiercią. Dobrze chyba, że zbliżają się moje urodziny, święta...
    No i czekolada z krwią... coś dla wampirów. 3:D Ale zioło ma ciekawą nazwę z którą już się gdzieś chyba spotkałam...
    ,,Jedną z funkcji tego gorzkiego zioła jest pobudzanie krążenia krwi (a przy tym działanie przeciwkrwotoczne), a także regulacja cyklu miesiączkowego i łagodzenie kobiecych dolegliwości. Jakże idealna czekolada na pierwszy dzień menstruacji! ;)" Czyli coś wprost dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekam w takim razie na relację z degustacji Twojego pierwszego Zottera!

      Może wypróbuj herbatki z krwawnika :)

      Usuń