piątek, 19 czerwca 2015

Lindt Excellence Physalis ciemna z physalis


Na moim blogu pojawiły się już dwie z trzech tabliczek Lindta z nowej egzotycznej kolekcji Excellence. Z tego co się orientuję, nie są one dostępne w polskich sklepach (swoje egzemplarze zakupiłam w Niemczech). Mogę Was pocieszyć faktem, że facebook polskiego oddziału Lindta pozwala wnioskować, iż będą u nas dostępne letnie nadziewańce Exotische Fruchte. Wracając do Excellence - wersje z cząstkami granatu oraz z acai i naszą rodzimą jeżyną szału nie zrobiły, choć zdecydowanie bardziej do gustu przypadła mi wersja jeżynowa. 

Na ostatnią z degustacji tego tria zostawiłam sobie czekoladę z dodatkiem physalis. Physalis to owoc, którego szczerze powiedziawszy nigdy dotąd nie próbowałam. Owszem, widuję go czasem na sklepowych półkach w dziale z owocami, ale nigdy się na niego nie skusiłam. Pewnie dlatego, że jest malutki, a cena też specjalnie nie zachęca. Najbardziej znanym przedstawicielem physalis (czyli inaczej miechunki) jest miechunka peruwiańska - znana również pod nazwą jagody inkaskej lub wiśni peruwiańskiej. To ją spotykamy w sklepach. Ponoć używana jest często w kuchni meksykańskiej, a ciekawostką jest fakt, że botanicznie należy do tej samej rodziny, co ziemniak (psiankowate). U nas w Polsce można uprawiać physalis, ale tylko gatunek miechunka pomidorowa, która to jest rośliną jednoroczną i łatwo dziczejącą.

 Po Lindt Excellence Physalis sięgnęliśmy w pierwszym dniu naszej czerwcowej wyprawy w okolice Babiej Góry. Tak jak wspomniałam w poprzednim wpisie, wolny czwartek upłynął nam na eksploracji Pasma Jałowca i Pasma Solnisk - położnych vis-a-vis Masywu Babiej Góry. Zrobiliśmy spokojną i przyjemną, 25-kilometrową ósemkę, zaczynając i kończąc w Zawoi Centrum. Podchodziliśmy stamtąd ku Przełęczy Przysłop, by dalej skierować się przez Kiczorę do Przełęczy Kolędówki. Stamtąd przez Przełęcz Opaczne podeszliśmy na Jałowiec. Szczyt ten niezwykle przypominał mi Leskowiec - tyle, że stojąc na Jałowcu Babia Góra była już praktycznie na wyciągnięcie ręki. Z Jałowca zeszliśmy do Przełęczy Cichej, skąd skierowaliśmy swe kroki w stronę Opuśnioka i Solnisk. Mijaliśmy zabudowania wsi Stryszawa w okolicy Klasztoru Sióstr Zmartwychwstanek, podziwiając starą góralską architekturę. Stamtąd znów zeszliśmy na Przełęcz Kolędówki, przez Jaworówkę schodząc do Zawoi Centrum. W okolicach Jaworówki ucięliśmy sobie słodką drzemkę na łące, po której nie wiedziałam, czy ta przyjemna wędrówka jest jawą, czy tylko miłym snem. Wcześniej, na ławce stryszawskiego przystanku autobusowego, zrobiliśmy sobie mały postój na kawę z termosu, dla której towarzyszką stała się właśnie Lindt Excellence Physalis.



Jako, że nigdy nie jadłam physalis, nie za bardzo wiedziałam, czego się spodziewać. Wprawdzie ta czekolada zawiera w sobie jedynie "cząstki z physalis" o niezbyt pochlebnym składzie, ale zawartość puree z physalis w ilości 21,5% w cząstkach sugerowało, że jednak coś będziemy mieli okazję poczuć. Tabliczka pachniała klasyczną deserową czekoladę Lindta - przyjemne kakao, bez wielkiego bogactwa, z maślaną nutą. Prosto i dobrze. Przez ów doskonale znany zapach przebijały się owocowe nuty - ni to jabłko, ni to brzoskwinia.

Sama czekolada oczywiście jest smaczna, w maślany sposób gładka, bardzo przystępna. O deserówce Lindta pisałam już wiele razy, skupmy się więc na odróżniającym tą tabliczkę dodatku. Bladopomarańczowe cząstki będące mieszaniną physalis, jabłek, cukru, syropu glukozowo-fruktozowego, mąki ryżowej, oleju palmowego, pektyn i kwasu cytrynowego - no cóż, nie są wybitnie naturalne. Na całe szczęście, pozbawione są gumowatości i twardości - Lindtowi udało się utrzymać dość neutralną strukturę tych drobinek, za co mu chwała.

Owe drobinki są dość słodkie, ale w sposób przede wszystkim owocowy. Nie znając smaku samego physalis, obstawiałabym mieszankę jabłek z brzoskwiniami, okraszonymi pudrowo-perfumową nutą, taką trochę duszno-kwiatową. Wydawało mi się, że takie zestawienie smakowe będzie odświeżające, ale okazało się być odrobinę przymulające.

Cóż tu właściwie więcej powiedzieć o tej czekoladzie? Wersja z acai i jeżynami nadal pozostaje dla mnie lepsza. Ta tabliczka nie zachęciła mnie nawet specjalnie do tego, by w końcu kupić prawdziwe physalis. Było smacznie, lecz nie zapamiętam tego smaku na dłużej. Być może physalis jest samo w sobie mało charakterne, albo po prostu niespecjalnie uderza w moje gusta. Teraz, podczas pisania recenzji naszła mnie refleksja, że posmak w tej czekoladzie przypomina nieco owoc kaki (persymonę), za którym nie przepadam - tak więc wszystko staje się jasne. Ot, ciekawostka.

Skład: cukier, miazga kakaowa, cząstki z physalis (puree z physalis 21,5%, koncentrat jabłkowy, cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, mąka ryżowa, olej palmowy, pektyny, kwas cytrynowy), tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, naturalne aromaty.
Masa kakaowa min. 48%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 513 kcal.
BTW: 5,7/29/53

42 komentarze:

  1. charlottemadness19 czerwca 2015 05:50

    Zagadką tej w czekoladzie jak dla mnie jest physalis.Gdzieś ta nazwa owocu obiła mi się o uszy ,nie wiem jakiego smaku się spodziewać.W necie szukając info "dokształciłam" się o fakt,że jego smak jest zbliżony do truskawek, agrestu.
    Ta wersja widać była przeciętna,skoro nie zapamiętałaś smaku na dłużej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Truskawki i agrest... Jajks, w tej czekoladzie na pewno tego nie było. Bez zjedzenia prawdziwego physalis trudno jest mi się określić.

      Usuń
  2. Nie wiedziałam, ze Lindt w swojej ofercie ma takie cuda.
    Bardzo jestem ciekawa smaku :)
    Czy można ja kupić przez internet? :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno można ją kupić przez internet - chociażby Allegro.

      Usuń
  3. Wow, szkoda, że takich wyszukanych smaków nie ma w Polsce ;) Świeże Physalis jadłam i były bardzo smaczne, suszone mam, ale jeszcze nie było degustacji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze powiedziawszy bardziej cieszy mnie fakt, że pojawiły się u nas letnie nadziewańce. Z tych owocowych nowych Excellence tylko wersja z acai jest w miarę warta uwagi.

      Usuń
  4. Miechunkę jadłam jedynie suszoną, w takiej mieszance z Lidla ;) Powiem szczerze, że smakowała mi, dlatego bardzo jestem ciekawa tej czekolady ;) Może kiedyś uda mi się spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda tylko, że w tym Lindtcie nie ma kawałków czystej suszonej miechunki...

      Usuń
  5. Mam suszone Physalis, które czeka na degustacje; ) A ta czekolada, sądząc po wyglądzie wydaje się być bardzo smaczna, szkoda że w Polsce takich nie ma :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moim zdaniem szału nie zrobiła i wielce nie ma czego żałować.

      Usuń
  6. Mam suszone Physalis, które czeka na degustacje; ) A ta czekolada, sądząc po wyglądzie wydaje się być bardzo smaczna, szkoda że w Polsce takich nie ma :/

    OdpowiedzUsuń
  7. Mam suszone Physalis, które czeka na degustacje; ) A ta czekolada, sądząc po wyglądzie wydaje się być bardzo smaczna, szkoda że w Polsce takich nie ma :/

    OdpowiedzUsuń
  8. Seria Excellence chyba nigdy nie zawodzi :)
    Ale fakt, wybór w Polsce mógłby być większy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zawieść nie zawodzi, ale ta czekolada tyłka i tak nie urywa ;)

      Usuń
  9. Tę z acai kupiłam jakiś czas temu w sklepie firmowym Lindt'a, ale dwie pozostałe... hm, trochę kuszą, ale nie wiem, czy się na nie zdecyduję. Raczej poczekam gdzieś na promocję, jak się pojawią w sklepach.

    A te nowinki od Lindt'a też mnie jakoś nie zachwycają. Znaczy, nie jadłam, ale nie brzmią na tyle ciekawie, by kupić i nie myślałam, że to o Lindt'cie kiedyś napiszę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w którym firmowym sklepie ją kupiłaś? Wersja z acai to najlepszy wybór.

      Usuń
  10. Jabłko w czekoladzie nie jest moim smakiem, także nie będę się rozwodził nad tabliczką jako całością. Poczytać, fajnie... ale kupić - nawet jakby była dostępna - bym nie kupił. Może gdybym pochłonął już całą resztę smaków.

    PS. Podlinkowane mleczne czekolady są już w sklepach. Widziałem przynajmniej 3? nowe tabliczki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A w jakich sklepach widziałeś?

      Usuń
    2. W zwykłym, normalnym Carrefourze. Musiała być dostawa, bo i inne Lindt'y, Ritter Sporty szczelnie wypełniały regały.

      Usuń
  11. Nie wiem jak smakuje miechunka, ale wiem jak smakuje owoc Kaki (nazwa koszmarna), więc skoro porównałaś te smaki to mniej więcej wiem czego się spodziewać. I jestem zainteresowana :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No widzisz, mi kaki zupełnie nie przypadło do gustu. Zresztą, być może sama miechunka smakuje inaczej, no ale tutaj mieliśmy "cząstki physalis" ;)

      Usuń
  12. I ja również nigdy nie miałam do czynienia z tym owocem - jak również z samą Lindtowską czekoladą :)

    Połączenie smaków wydaje się ciekawe, jednak dla mnie chyba zbyt "ciężkie" i jak sama napisałaś - przymulające :)

    Piękny krajobraz w tle!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Huh, podczas tego wyjazdu było mnóstwo o wiele piękniejszych krajobrazów!

      Usuń
  13. Chociaż lubię duże kostki ale takie bardziej grubaśne, które są hojnie wypełnione dodatkami, tak jednak ta kojarzy mi się z takim minimalizmem i elegancją, które w takich wyrobach uwielbiam i już tylko z tego względu bym kupiła. Dodatkowo nie jadłam takiego dodatku w czekoladzie to zawsze też przemawia na jej plus i zachęca. :-) A Exotische Fruchte są już dostępne w Carrefour. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Boję się zaglądać do Caffefoura, a mam go pod domem ;d

      Usuń
  14. Hm, wielokrotnie widziałam już ten owoc (chociaż nigdy w formie dodatku do produktu), a też nigdy nie próbowałam.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ta mnie nie interesuje, więc czy jest dostępna czy nie - wsio mi jedno. Physalis jadłam i są całkiem dobre, choć obrzydza mnie ich tłusta powłoka. A czekolady przedstawione w linki FB, tak napisała Vela, już są :) Poluję na nie, tylko niekoniecznie za tę cenę :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie jest jakoś wyjątkowo warta zainteresowania, więc się nie dziwię.

      A w jakiej cenie spotkałaś?

      Usuń
    2. Ja nie spotkałam, dostałam info od Eweliny. 15 zl w Carrefourze :/

      Usuń
    3. 15 zł??? Trzeba czekać na promocje...

      Usuń
  16. Nawet też owocu physalis nigdy nie jadłyśmy choć swego czasu w dzieciństwie takie (jak to mówiliśmy) "okrągłe poduszeczki" rosły u sąsiadki na ogródku xD Ale jakoś specjalnie nas nie ciągnie do ich spróbowania :P
    A te nowe nadziewańce już od dłuższego czasu widujemy w sklepie z niemiecką żywnością i nadal zastanawiamy się czy warto kupić :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba muszę kupić te Lindty i zweryfikować :D

      Usuń
  17. owoce kocham <3 a czekolada w takim razie nieźle mnie zaciekawiłą :D chociaż znasz mój stosunek do Lindta :D :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tam, pewnie jeszcze nieraz zdołasz się do Lindta przekonać!

      Usuń
  18. Te wzbogacone wersje mnie nie kuszą. teraz zajadam się klasyczną 70% czekoladą tej firmy i baaaardzo mi smakuje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sama bym wolała, żeby tych wersjach z dodatkami bazą była 70% czekolada, a nie deserówka.

      Usuń
  19. ej a gdzie mój komentarz, jeszcze go nie studiowałaś? aaa... teraz rozumiem... dobra to spadam xDD

    OdpowiedzUsuń
  20. Właśnie jest u mnie w chemii niemieckiej nieopodal bloku i zastanawiam się czy brac czy nie? . Nie zawiodłam się,że u Ciebie znajdę jej opis")

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Po wariant z acai i jeżynami idź na pewno, physalis można potraktować jako ciekawostkę.

      Usuń