piątek, 3 października 2014

Wedel KarmelLove biała karmelowa z solonymi orzechami arachidowymi

 Źródło: www.wedel.pl

Ostatnie czekoladowe nowości na rynku popularnych, ogólnodostępnych czekolad wzbudziły moją ciekawość. Dlatego też na blogu pojawiła się notka o Milce z preclami. Kolejnym produktem, który chciałam przetestować, była czekolada z wedlowskiej serii KarmelLove. Wybór padł na wersję z solonymi orzeszkami. Innych opcji (bez dodatków oraz z wafelkami) nawet nie miałam zamiaru próbować. Dlaczego?

Muszę przyznać, że w ogóle podchodziłam do tych karmelowych czekolad jak pies od jeża. Jawiły mi się jako coś nieprawdopodobnie słodkiego, zalepiającego i zamulającego. Zresztą, ostatnie doświadczenia z białą czekoladę Wedla ( i ) nie sugerowały, że dostanę coś dobrego. A jednak ciekawość solonych orzeszków przeważyła... Była nadzieja, że to może zasmakować. No i też raz na jakiś czas warto dać ponownie szansę jakiejś marce, prawda? :)

 Tabliczka była kupiona z myślą, iż zjem swoją połowę gdzieś w pracy, w akcie desperacji i żądzy skoku insuliny. Resztę Ukochany również miał zawinąć do roboty. Stało się inaczej. Przed wyjazdem w Masyw Ślęży podjęliśmy szybką decyzję (jak wszystkie związane z tym wyjazdem ;)), że do plecaka oprócz Karmello pakujemy jeszcze jedną tabliczką. Bo na pewno się przyda gdzieś pod koniec trasy. Padło właśnie na Wedla. I bardzo dobrze!

Już niewiele drogi brakowało nam, aby powrócić do Sobótki, ale myśl o tym, że muszę jeszcze zasiąść za kierownicą i dowieźć Lubego bezpiecznie do domu - sprawiła, że potrzebowałam energetycznego kopa na koniec wędrówki. Przy Źródle Joanny powiedziałam: STOP, CZEKOLADA! - po czym zasiedliśmy na kamiennym murku dopijając resztki zimnej kawy z termosu. Plastikowe opakowanie Wedla zostało rozdarte. Zobaczyliśmy białą czekoladę w odcieniu o wieeeele ciemniejszym niż zazwyczaj - taki beżowy brąz, jasny karmel. Na całej swej powierzchni pokryta została kruszonką z orzeszków arachidowych. Hmm, wyglądała całkiem apetycznie.

Degustacja tej tabliczki była dla nas od początku do końca jednym wielkim SZOKIEM. Zapach momentalnie wzbudził skojarzenia z mlecznymi krówkami, za którymi mój Mężczyzna szaleje (i podkrada mi firmowe z bagażnika... ;)). Tona, tona krówek! No i nutka lekko solonych orzeszków w tle. Oj, zachęca do spróbowania!

Moi drodzy, TAK. To mi bardzo smakowało. Mojemu Ukochanemu również. Owszem, może było za mało aksamitnie jak na białą czekoladę. Owszem, nie rozpuszczała się niebiańsko w ustach. Owszem, może było odrobinę za tłusto, barrrdzo słodko, no i kawałki orzeszków mogły być większe. Ale pomiędzy tą czekoladą, a uprzednio próbowanymi przeze mnie białymi Wedla - jest po prostu olbrzymia PRZEPAŚĆ. 

Nie wiem, czy to ten karmelowy proszek czyni aż tak wielką różnicę, czy po prostu Wedel popracował mocno nad recepturą całości. Koniec końców do naszych rąk trafił naprawdę oryginalny produkt z charakterem. Smak samej czekolady to również niemal kubek w kubek odzwierciedlenie smaku dobrych krówek. Oj tak, barrrdzo karmelowo, ale nie była to cukrowa inwazja sama w sobie. Było tu dużo bardzo przyjemnej mleczności - bez stęchlizny i proszkowatości. Odbiega to od mojej wizji ideału białej czekolady, ale to nieistotne - ten produkt jest po prostu inny, nowy. I udany sam w sobie, choć chyba samej tabliczki bez dodatku orzeszków nie byłabym w stanie zjeść. Zbyt bardzo by mnie zamuliła.

Orzeszki arachidowe okraszone solą, okazują się być genialnym rozwiązaniem dla przełamania wyrazistej słodyczy karmelowej czekolady. Po prostu idealna fuzja smaków. Oboje uznaliśmy, że kawałki orzeszków mogłyby być większe, ale jesteśmy fanatykami orzechów, więc należy tu wziąć poprawkę ;). Jest ich wystarczająco dużo, aby je poczuć. Sól idealnie wszystko doprawia, przełamuje słodycz, podkreśla karmelowość. Rewelacja! Wedel bardzo, ale to bardzo pozytywnie mnie zaskoczył. Z chęcią powróciłabym jeszcze do tej czekolady.

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, kawałki solonych orzechów arachidowych 10% (orzechy arachidowe, sól), proszek karmelowy 8,9% (mleko odtłuszczone, serwatka, cukier, masło, aromat), serwatka w proszku, lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglicerolu, aromat, sól.
Masa netto: 90 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 558 kcal.
BTW: 8,5/34/54

25 komentarzy:

  1. "Na pewno się nie skuszę" - to Twoje słowa :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Na mnie czeka Karmellove bez dodatków. Teraz mam dylemat i już sama nie wiem, za co brać się w pierwszej kolejności, bo co chwilę ktoś dodaje wpis o tym, co mam i okazuje się, że to jest fantastyczne. Hmm, może na przekór zacznę od czegoś całkiem innego? ;) To dobra myśl, bo jak przystąpię do konsumpcji polecanych na blogach to już nie będę pijana zachwytem ich autorów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karmellove bez dodatków ja bym się bała. Słodycz może być nie do przejścia, chociaż ten krówkowy posmak... Przecież krówek potrafię troochę zjeść, więc... ;)

      Usuń
    2. Bez obaw. Jak to w jednym w moich wpisów ujęłam: "o mojej granicy tolerancji słodkości w słodyczach śpiewał Jason Derulo w utworze Sky’s The Limit", a więc słodycz Karmellove mi nie straszna :D

      Usuń
  3. Uwielbiam Twoje opowieści :D
    Prawda, że nie taki straszny karmelowy Wedel? :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też lubię te swoje opowieści na blogu, bo staram się w nie włożyć całą beztroskę, jaka towarzyszy naszym degustacjom.

      Wedel nie taki straszny jak go malują :D. Szkoda, że w innych nowościach już się tak nie popisał...

      Usuń
  4. Weź, ten szok, że Wedel zrobił smaczną białą czekoladę jest nie do opisania. I zgodzę się z tym, ze całość jest nieco za słodka, szczególnie z wafelkami ale biorąc pod uwagę firmę dobre i to.
    Tylko podobno do stałej oferty ma wejść tylko wersja podstawowa, bez dodatków. Z orzeszkami i wafelkami to tylko limitka. Mam nadzieję, że to głupie plotki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli orzeszkowa będzie w stałej ofercie, to już wiem co mój Facet będzie wpierdzielał w pracy do kawy ;) . Po takiej taniości - super sprawa.

      Usuń
  5. Muszę ją w końcu spróbować! Mam w zapasach ale jakoś jej nie ufam bo to kurczę Wedel, noo...:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie ufałam, ale zostałam totalnie zaskoczona :)

      Usuń
  6. Ej, a mnie ta z cząstkami kakaowymi właśnie smakowała, była taka słodko-gorzka, dobra jak na Wedla. Ale te karmelowe to mistrzostwo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś Ty, dla mnie była straszna! Już wolałam tą z bakaliami.

      Usuń
  7. Mam w planach zakup tych wedlowskich karmelowych czekolad, jestem bardzo ciekawa ich smaku. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z orzeszkami polecam z całego serca, co do reszty - nie wypowiem się :)

      Usuń
  8. kurcze miałam kupić! Kupowałam i zawsze okazywało sie że to czysta. Bardzo mi smakowała!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy przed kupnem przeczytać, co jest napisane na opakowaniu :D

      Usuń
    2. oj tak, zgadza się ale jakoś tak sie działo.... ze sama nie wiem czemu zawsze czystą brałam ostatecznie. Była jeszcze chyba z wafelkiem:)

      Usuń
    3. Koniecznie zaczaj się na tą z orzeszkami ;) Warto!!!

      Usuń
  9. Kupiłam ją jakoś od razu po opuszczeniu głowy producenta nawet nie wiedząc, że to nowość, użyłam jej do tarty mieszając z mascarpone, aczkolwiek myślałam, że będzie bardziej.. biała. Dobra, ale nie powaliła mnie. W tarcie swoją rolę spełniła jak najbardziej natomiast drugi raz raczej po nią nie sięgnę ;)
    PS świetny pomysł na bloga, pierwszy raz się z takim spotykam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem jak wygląda sprawa z wersją czystą, ale IMO ta z orzeszkami nadaje się super do konsumpcji solo, do ciasta bym jej nie użyła :)

      Dzięki i zapraszam częściej! :)

      Usuń
  10. Podobnie zabierałam się za ta czekoladę ;). Ale połączenie słodko-słone mnie przekonało. I nie żałuję. Jest to twór jak nie Wedla.
    Szkoda tylko, że ta z orzeszkami to wersja limitowana ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej żałuje tego mój Facet, który teraz regularnie ją kupuje i zajada w pracy.

      Usuń
  11. aktualnie mam tę czekoladę w szufladzie w pracy i ja sobie podjadam, jest dość interesująca w smaku. Jak ją po raz pierwszy spróbowałam w domu to mi nie posmakowała, ale w pracy to co innego - smakuje jak praca - tak słodko-słono :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe porównanie do pracy! Choć bardzo lubię gorzką czekoladę, to nie wiem czy chciałabym aby moja praca była gorzka :D

      Usuń