poniedziałek, 19 października 2015

Michel Cluizel Los Ancones ciemna 67%


W ostatniej przesyłce z Sekretów Czekolady odnalazłam osiem 5-gramowych neapolitanek spod szyldu Michel Cluizel. Cztery różne czekoladki plantacyjne, z czterech odrębnych państw - po jednej dla mnie i mojego Męża. Zacierałam ręce na myśl o chwili, gdy w pewne sobotnie przedpołudnie zrzucimy z siebie karb obowiązków - by z otwartą głową i mocną kawą zasiąść do degustacji.

Najbliższe notki (z małą przerwą na Zottera) poświęcone będą właśnie tym czekoladkom.
Myślę, że wszystkie te czekolady będą wydawać się Wam przystępne ze względu na zawartość kakao nie przekraczającą 70%. Z racji, że warianty te są dostępne również w 70-gramowych tabliczkach wiem, że być może kiedyś wrócę do tych smaków - wszystko po to, by odkryć je na nowo i poczuć więcej. Gdy to zrobię, na pewno się tym z Wami podzielę, modyfikując neapolitankowe wpisy.

Nie wątpię bowiem w to, że mając do dyspozycji większą ilość plantacyjnej czekolady od Michel Cluizel będę mogła poczuć więcej, niż w pięciogramowej porcji. Dlaczego jestem aż tak pewna bogactwa i wartości tych czekolad? Michel Cluizel to francuska marka z rodzinnymi tradycjami. Wszystko zaczęło się od działalności cukierniczej, a następnie w jej ramach rodzina Cluizel zaczęła eksperymentować z kakao. Obecnie w normandzkiej manufakturze Danville produkuje się doceniane na całym świecie czekoladowe cuda. Firma rozszerzyła swoją działalność także na terenie USA. Przepiękna witryna internetowa Michel Cluizel jest wspaniałą wizytówką marki i kopalnią wiedzy na jej temat.



Dziś opisywana czekolada to kolejna obecna na moim blogu single-origin z Dominikany (pojawił się już dominikański Morin i Zotter z kooperatywy Yacao). Dzieło Michel Cluizel wywodzi się z konkretnej plantacji o nazwie Los Ancones. Wybaczcie, że nie będę rozpisywać się na jej temat, skoro w sieci wisi filmik o tej organicznej plantacji. Koniecznie obejrzyjcie.

 Los Ancones to utytułowana czekolada (jak zresztą wiele tabliczek od Michel Cluizel). Została zwycięzcą Soil Association Organic Food Awards w 2010 roku oraz zdobyła srebrny medal na International Chocolate Awards w 2012. W sieci roi się od recenzji tej tabliczki. Czytając je już po degustacji naszych neapolitanek aż rozbolała mnie głowa. Poczułam, że moje odczucia są takie biedne. Zastanawiałam się, jak ja w ogóle opiszę tą czekoladę. Potem otrząsnęłam się wiedząc, że próbując jedynie 5 gram Los Ancones doświadczyłam jedynie kawałka tego, co może nieść z sobą ta czekolada. I właśnie ów kawałek chcę Wam zaprezentować. Jeśli chcecie zapoznać się z opiniami innych czekoholików na temat Los Ancones, odsyłam tu i przede wszystkim tu.


Skosztowana jako pierwsza spośród naszych neapolitanek Los Ancones, w zapachu zdawała się nam być mocno palona i szorstka. Wyczuliśmy wiele nut drzewnych, kojarzących się z suchą korą oraz z węglem drzewnym, być może także ze skorupami orzechów. Pierwsze wrażenie, z którym stykamy się kładąc kawałek czekolady na języku to suchość papieru i wiórów, trudno rozpuszczalna przy pierwszym kontakcie, mająca w sobie surowość przesuszonych cytrusów. Wystarczy jednak chwilę poczekać, by ta pozorna nieprzystępność zamieniła się w coś dystyngowanie głębokiego, zamieniającego się w krem.

Na podniebieniu długo rozlewa się kawowo-lukrecjowa rozkosz, doprawiona kroplą słodkiego skondensowanego mleka. O tak, po przedarciu się przez suchość zapadamy się w bezkresną kawową głębię. Jest to wyciągnięcie z kawowego naparu wszystkich jego zalet, a przy tym wyzbycie się ewentualnej nadmiernej goryczki - poziom goryczki w tej czekoladzie oceniam bowiem na bliski zeru. W wielu miejscach w sieci przyrównywano to niby-kawowo-lukrecjowo-mleczne gęste odczucie do smakowania oliwek i myślę, że coś w tym może być.

W trzecim etapie przychodzi do nas odrobina kwaśności, która jest drobnym akcentem w rozlaniu się owocowości, a dominują w niej truskawki i wiśnie, może trochę śliwek. Na koniec zamienia się to w coś odrobinę pikantnego, by po chwili zaskoczyć miłą wanilią. Całość wydaje się być stateczna i poważna, a przy tym tajemnicza i rozbudzająca ochotę na więcej.


Już po zakończeniu degustacji wszystkich neapolitanek zgodnie z moim Mężem uznałam, że to właśnie Los Ancones stałaby w pierwszej kolejce do wypróbowania jeśli chodzi o pełnowymiarową, 70-gramową wersję. W tej czekoladzie dzieje się bardzo dużo, dlatego zdecydowanie przydałoby się jej nieco więcej, aby chwile spędzone na odkrywaniu jej dobrodziejstw nie były aż tak ulotne. W końcu to tylko pięciogramowe maleństwo, kawałeczek nieba... A już pojutrze przekonacie się, jak według Michel Cluizel wygląda czekoladowe niebo nad Madagaskarem.

Skład: ziarno kakao z plantacji Los Ancones w Dominikanie, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, strąki wanilii burbońskiej.
Masa kakaowa min. 67%.
Masa netto: 5 g.

38 komentarzy:

  1. Rzeczywiście po przeczytaniu recenzji stwierdzam,że ów nieba przydałoby sie znacznie więcej niż tylko 5g..Tyle dzieje się w tym małym kwadraciku..
    Jadłaś już Zottera z konopią i genache aroniowym? http://www.zotter.at/de/schoko-shop/handgeschoepfte-gefuellte-schokoladen/handgeschoepft/detail/product/kunst-duenger-fuer-geist-und-seele.html
    CUDO!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiam się, że wersja 70 g może być wstrząsem dla moich zmysłów :D.

      Jeszcze jej nie jadłam, ale ją mam :). Strasznie mnie ciekawi! Niedawno jadłam za to inną konopną Handscooped i jeszcze w tym miesiącu pojawi się na blogu.

      Usuń
  2. Lepszego poranka nie mogłam sobie wymarzyć! Twoja wspaniała recenzja, moje pyszne śniadanko... Jestem w niebie i chcę tu zostać ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakim niebem było próbowanie tej czekolady! :)

      Usuń
  3. Już wzmianka o lukrecji mnie wystarczająco zachęciła. Reszta już tylko utwierdziła mnie w przekonaniu, że będzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam, że masz te maleństwa - kiedy próbujesz?

      Usuń
    2. Następny weekend. Gdyby nie krótki termin aroniowego Zottera, spróbowałabym już dzisiaj. ;)

      Usuń
    3. Pierwsza (jeszcze nie wiem, która to będzie) 2-go, na umilenie poniedziałku.

      Usuń
    4. Dobrze mi to będzie poczytać po powrocie z gór :)

      Usuń
  4. Skoro w takim maleństwie można tyle znaleźć to co dopiero mówić o pełnowymiarowym produkcie. 5 gramów, próbuje to sobie porównać wagowo na kostki Milki żeby mieć jakieś wyobrażenie wielkości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, a ciekawe, czy po 5 gramach Milki dałoby radę napisać tak długą recenzję :>.

      Usuń
  5. Czytając recenzję nie wiem czy by mi smakowała, trochę wątpię (chyba że tą kroplę mleka skondensowanego bym silniej wyczuła :p), ale to opakowanie zapowiada niesamowitą czekoladowość :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo ona była niesamowicie czekoladowa! Dlaczego miałaby Ci nie smakować?

      Usuń
    2. Bo papierowa suchość i cytrusowe nuty to trochę nie moje smaki :P

      Usuń
  6. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  7. I to jest opcja dla mnie, takie małe czekoladki na spróbowanie, czy w ogóle odpowiadałaby mi ciemna i wytrawna forma. Mam kilka takich (nie tej firmy oczywiście) w domu, a termn kończy się w grudniu, więc recenzji spodziewaj się jeszcze w tym roku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jakie masz?

      Dokładnie, to naprawdę świetne rozwiązanie dla Ciebie! Musisz wypróbować :D.

      Usuń
  8. Takie 5 gram narobiła Wam niezłego smaka na więcej :D Ale fajnie mieć taką mini wersję, bo przynajmniej można popróbować wszystkich smaków a potem własnie dokupić duże tabliczki tych co najbardziej przypadły do gustu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego już się czaję na ten zestaw: http://sklep.sekretyczekolady.pl/produkt/pralus-podroz-dookola-swiata-10-neapolitanek (a raczej na dwa zestawy, bo dzielenie się 5 gramową neapolitanką na pół z Mężem to przesada :D).

      Usuń
    2. Chyba sobie taki zestaw (albo też dwa) pod choinkę wymarzymy xD

      Usuń
    3. Świetny pomysł! Jak już, to koniecznie dwa zestawy!

      Usuń
  9. Lukrecja,oliwki rany cóż to musi być za czekolada:) fajnie,że takie maleństwa można kupić i wypróbować i wybrać później pełnowymiarowy produkt.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na oliwki sama bym nie wpadła - recenzje w sieci pomogły mi skojarzyć z nimi zbitek wyczuwalnych niuansów.

      Usuń
  10. Urocze opakowanie :)
    A lukrecja i oliwki, no cóż, nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi też się bardzo podobają te opakowania. Proste, schludne, eleganckie.

      Ciekawe, może Ty byś wyczuła w Los Ancones coś zupełnie innego? :)

      Usuń
  11. Nie moja bajka, ale z przyjemnością wzbogaciłam swoją wiedzę i zasób słownictwa! Z każdą notką coraz bardziej mnie zadziwiasz bogactwem języka! :D Pewnie dużo czytasz ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! No to Cię zdziwię - nie czytam WCALE. Serio, nie pamiętam już, kiedy przeczytałam jakąś książkę...

      Usuń
    2. O___O szok... ... ... żartujesz sobie!? Powiedź błagam, że tak xDD

      Usuń
    3. Nie żartuję ;). No dobra, przedwczoraj do poduszki sięgnęłam po książkę mojego Męża i coś tam poczytałam. Nie wiem, kiedy tę książkę skończę i czy w ogóle skończę ;). Uzupełniam się z moim Mężem. To on czyta, a ja lepiej niż On piszę :P.

      Usuń
  12. Nigdy nie przypuszczałem, że za czekoladą kryje się tak wiele, a tu się okazjuje że mamy czekoladę od tych powszechnienie znanych niekoniecznie najlepszych po prawdziwe perełki smakowe :) A do tego Ty jesteś istną pasjonatką ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moja pasja cały czas się rozrasta dzięki takim intrygującym czekoladom :).

      Usuń
  13. Masz jakiś szósty zmysł jeśli chodzi o czekolady. Jestem pod wrażeniem :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakiż znowu szósty zmysł :D. Po prostu chłonę czekoladę wszystkimi zmysłami i skupiam się nad doznaniami. Zresztą, dopiero się tego uczę.

      Usuń
  14. Tyle bogactwa w takim małym wnętrzu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto jest próbować neapolitanek, ma się wtedy możliwość naprawdę szerokich porównań.

      Usuń
  15. Nie ma nadmiernej goryczki, jak wspaniale. To porównanie skondensowanego mleka rozbudziło moją ciekawość tak jak i wspomnienie o lukrecji, której w życiu nie próbowałam. Całość wydaje się taka cudownie surowa ze względu na wygląd, ale już smak to prawdziwy wachlarz różnych doznań i to mi się niezwykle w niej podoba.

    OdpowiedzUsuń