niedziela, 17 kwietnia 2016

Klingele Chocolade Green Dream ciemna 68,6% z orzechami laskowymi i rodzynkami


Wiem, że niektórzy czytelnicy czekali na ten moment, więc uroczyście ogłaszam, że wraz z dzisiejszym wpisem rozpoczynam relacje z naszego wielkanocnego wypadu w góry! Tym razem, naszym celem stał się fragment Beskidu Wyspowego, położonego pomiędzy Beskidem Makowskim, Kotliną Sądecką i Gorcami. Kolejne pasmo, o którego istnieniu nie wie wiele osób, a mija się je (i kilka innych pasm) chociażby w drodze z Krakowa do popularnego Zakopanego. Pasmo bardzo charakterystyczne, bo występują w nim odosobnione szczyty (lub grupy szczytów), położone pomiędzy dolinami i przełęczami. Wędrówka od szczytu do szczytu nie wiążę się więc tam z sunięciem cały czas grzbietem gór, lecz schodzeniem góra-dół i robieniem przewyższeń. W tegoroczną Wielkanoc pierwszy raz odwiedziliśmy te góry, a że jeszcze sporo zostało nam do zobaczenia, będziemy wracać tam nieraz.

http://www.beskidwyspowy.com/
http://www.odkryjbeskidwyspowy.pl/


Po całonocnej jeździe samochodem około godziny 7:30 w Wielki Piątek trafiliśmy do naszego pensjonatu Skalna Grota w Mszanie Dolnej. Mając tego dnia do zrobienia niezbyt wymagający dla nas szlak, idealny na rozgrzewkę - bez pośpiechu zjedliśmy śniadanie, przebraliśmy się, przepakowaliśmy i... zaparzyliśmy kawę. O czekoladzie, którą raczyliśmy się tuż przed wyjściem w góry będziecie mogli poczytać pojutrze.

Pierwszego dnia nie wyruszaliśmy bezpośrednio z Mszany Dolnej. Podjechaliśmy autem do wsi Szczyrzyc. Plan naszej trasy możecie zobaczyć tutaj. Nie jest on w pełni dokładny - w rzeczywistości trasa była nieco dłuższa, ponieważ na powyższym portalu nie mogliśmy zaznaczyć podejścia i zejścia na górę Grodzisko (niebieski szlak w stronę Poznachowic Górnych). Generalnie rzecz ujmując, naszym celem tego dnia było rozpracowanie Pasma Cietnia.



 Wyruszając z parkingu pogodę mieliśmy cudowną - było ciepło i słonecznie. Taka aura pozostała z nami do końca dnia. Wspominając zeszłoroczne wielkanocne przebijanie się przez zaspy śnieżne w Beskidzie Małym, poczułam wielką ulgę (jeszcze na domiar złego, podczas tamtego wyjazdu gorączkowałam...). Zielony szlak na Ciecień prowadzi najpierw wzdłuż wyeksponowanych winnic, by następnie wejść w las, którym to już bez punktów widokowych podążamy aż na lekko posypany śniegiem szczyt Cietnia 829 m n.p.m.


 Sam szczyt Cietnia jest zalesiony, jednak będąc na nim koniecznie trzeba pamiętać o odbiciu w bok i zejściu lasem odrobinę w dół, w stronę wsi Wiśniowa. Chwila drogi wystarczy, by znaleźć się na polanie na Cietniu, bardzo widokowej, upodobanej przez paralotniarzy. Tak się złożyło, że też ich tam spotkaliśmy.

 
 Po powrocie na szczyt Cietnia obraliśmy dalej szlak niebieski. Wędrując nim dotarliśmy na kolejny szczyt w Paśmie Cietnia - Księżą Górę 649 m n.p.m. Wchodząc tam byliśmy przekonani, że znajduje się na nim wieża widokowa. Jakież było nasze zdziwienie, gdy na polanie na wierzchołku Księżej Góry znaleźliśmy jedynie ołtarz i ławki. Okazało się, że drewniana wieża widokowa owszem, była na Księżej Górze jeszcze dwa lata temu, lecz została rozebrana przez wzgląd na ryzyko zawalenia się.

W tle widać Ciecień.


Na Księżej Górze mój Mąż wyraził chęć na kawę i coś słodkiego. Przysiedliśmy więc w okolicach ołtarza polowego, wyjęliśmy termos i... fragmenty dwóch tabliczek Klingere Chocolade, jakie otrzymałam od Olgi z livingonmyown.pl.


 Jako pierwsza pod ostrzał poszła ciemna czekolada z orzechami laskowymi i rodzynkami, należąca do linii Green Dream, tak samo jak wcześniej opisywana wersja z limonką. Przypomnę, iż Green Dream to seria czekolad od niemieckiej Klingere Chocolade w pełni ekologiczna i fair trade. Szczerze powiedziawszy, wali mnie to w momencie, gdy widzę, że w czekoladzie nie użyto tłuszczu kakaowego, za to sypnięto odtłuszczonego kakao w proszku. Za to już na wejściu produkty tej marki mają u mnie wielkiego minusa. Z recenzją Olgi możecie zapoznać się tutaj.


Wiewióra widniejąca na opakowaniu jest urocza i na tym moje komplementy się kończą. Osiągnięcie 68,6% pułapu zawartości kakao zostało zrealizowane przez oszustwo, i tyle. Mimo to, naprawdę cieszyłam się, że będę mogła na szlaku zjeść czekoladę z orzechami. Spójrzcie tylko, jak te orzechy wyglądają... W nietypowy sposób rozdrobnione, pozbawione skórki - są do niczego nie podobne i również nijak smakują. Niby lekką chrupią, ale tak naprawdę giną. Ilość rodzynek już w ogóle woła o pomstę do nieba. Zarówno mój Ukochany, jak i ja, mieliśmy do dyspozycji po dwie kostki. Każdemu przypadła jedna maleńka rodzynka. To zdecydowanie za mało. Czekolada pod względem dodatków została wykonana byle jak.

Zresztą w ogóle została wykonana byle jak... Nie wiem Olga, może moje usta nie są wystarczająco gorące, ale to pieroństwo za nic nie chciało się bagienkowo rozpuszczać - a taką cechę zanotowałaś podczas swojej degustacji. Zresztą, wcale się nie dziwię braku rozpuszczania, skoro w czekoladzie nie ma tłuszczu kakaowego - a to on rozpuszcza się w temperaturze ciała.

Czekolada sama w sobie jest na tyle płaska w smaku, że nie mam pojęcia, co jeszcze więcej mam o niej pisać. Może to, że zahaczała o wiórowatość i nieco przypominała mi plastikowe wynalazki z armeńskiej Grand Candy. Mój Mąż stwierdził, że Green Dream jednak była smaczniejsza od Grand Candy, ale cóż - nadal jest to dla mnie kategoria tej samej bylejakości. W tym wypadku nawet gorszej - bo konsument może się złapać na eko i fair trade certyfikaty myśląc, że ma do czynienia z produktem z wyższej półki. Smak i wykonanie niestety o tym nie świadczą.



Po tej czekoladzie zjedliśmy jeszcze po dwie kostki z kolejnej tabliczki Klingere Chocolade (recenzja ukaże się 21 kwietnia) i ruszyliśmy dalej. Zeszliśmy z Księżej Góry i udaliśmy się na niższą Cublą Górę 508 m n.p.m., tym razem nieoznakowaną. Nieopodal spotkaliśmy urodziwą kapliczkę z 1869 roku. Wychodząc z lasu, znaleźliśmy się na Przełęczy pod Grodziskiem, na której ulokowanych zostało kilka domostw. Jakże zacisznie jest móc tam mieszkać... Rozpoczęliśmy podejście na Grodzisko 618 m n.p.m., ale o tym poczytacie już wkrótce...


Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, orzechy laskowe 2,5%, rodzynki 2,5%, odtłuszczone kakao w proszku, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 68,6%.
Masa netto: 85 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 539,2 kcal.
BTW: 8,6/39,9/31,4

34 komentarze:

  1. charlottemadness17 kwietnia 2016 06:40

    Jak widać w tym przypadku wygląd odzwierciedla smak tabliczki :>
    Cieszę się,że rozpoczął się turnus recenzja-górskie szlaki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co miesiąc się będzie coś u mnie górsko działo :D

      Usuń
  2. Jej,znowu relacje z wycieczek! :D
    A czekolada mnie zachęciła tylko tą wiewiórką,ciekawe jak ja bym ją odebrała :) Czy też bagienkowo,czy niebagienkowo? :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też jestem ciekawa :). Z drugiej strony, wersja słodzikowa z owocami leśnymi Tobie smakowała, a mi nie... Recenzja już wkrótce.

      Usuń
  3. Jedynie wygląd jest zachęający. biorąc pod uwagę cenę to lepiej kupić Lindta Excellence, który pewnie ma bogatszy smak.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wygląd ma fajny, a już zwłaszcza opakowanie, bo ta wiewióra no kurde, urocza jest. :D
    Ciekawi mnie właśnie to bagienko - jest czy go nie ma? :D Dla mnie to kluczowa sprawa, bo nie ma NIC gorszego dla mnie niż sucha czekolada, która nie rozpuszcza się błogo w buzi. Dlatego właśnie nie lubię takich z nadmiarem dodatków bo one często własnie powodują, że nijak chce się ona rozpuszczać, a tylko mi ranią podniebienie. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I na wiewiórze urok się kończy ;).

      Jak dla mnie, tutaj w ogóle nie było bagienkowatości. Dziś za to jadłam wspaniale bagienkową czekoladę... Ah!

      Usuń
  5. Jej, Beskidy ^.^ Idealnie się składa, będę pokazywać mamie twoje wpisy i wreszcie zmobilizuje ją, żeby spełniła jeden ze swoich małych celów i pojechała w Beskidy. Utarło się że co rok jeździmy w Tatry, no ale ileż można!
    Tak jak pisałam u Olgi, tak tu napiszę: czemu nie ma więcej dobrych czekolad z rodzynkami?! Długi czas miałam na taką ochotę :/ Chyba kiedyś się przełamię i kupię Bellaromkę z bakaliami. Ta wygląda tutaj jakoś mniej pociagająco..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jest tyle cudnych gór w Polsce, jeździć tylko w jedne to grzech! Same Beskidy to materiał na wieeeele wyjazdów, tak samo Sudety.

      Z rodzynkami pyszna była Zotter Cheese-Walnut-Grapes!

      Usuń
    2. Ach nie mów mi o niej, ze dwa miesiące się na nią czaiłam bo miałam informację że już jest w sklepach, a nigdzie nie mogłam jej znaleźć :<

      Usuń
    3. Masz dystrybutorów Zottera na miejscu, może odezwij się do nich?

      Usuń
  6. Muahaha, wreszcie coś, czego nie zazdroszczę, bo znam i też mam zamiar odwiedzić jeszcze nie raz (mówię o Beskidzie Wyspowym), chociaż teraz... trochę tęsknię (uziemienie w domu, z dala od gór i jakichkolwiek wypraw).

    Właśnie to jedna z tych czekolad, które irytują mnie podwójnie, bo to, że się nie rozpuszcza i w ogóle to oczywiście minus, ale takie zachęcające opakowanie (dużo osób może się skusić na to, że naturalne itp.)... Już lepiej by nie pracowali nad grafiką, a nad jakością czekolady chociaż parę minut dłużej posiedzieli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co dokładnie obeszłaś w Beskidzie Wyspowym? Czekam na relację :).

      Nie mam ochoty na inne warianty od Klingere, naprawdę nie są warte zachodu.

      Usuń
  7. Wszystko przez Jezusa, pisałam Ci :P Tylko do orzechów się zgadzam - smaku za bardzo nie miały. No i rodzynki, mi też przypały ze dwie sztuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie czekolada też nie miała smaku, może rzeczywiście Jezus zawinił :(

      Usuń
  8. Rodzynek jak kot napłakał, bo sama byłam ich ilością rozczarowana :( No i ja jeszcze trafiłam na okropne gnioty. A smak samej czekolady w sobie bardzo mi odpowiadał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ughh, może rzeczywiście ze mną jest coś nie tak.

      Usuń
  9. Czyli tabliczka w sam raz na raz aby zaspokoić pragnienie na czekoladę i się zbytnio przy niej nie gimnastykować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mojego pragnienia na czekoladę nie zaspokajała :(

      Usuń
    2. Bo Twoje podniebienie już nie należy do takich zwykłych jak nasze :D

      Usuń
    3. Rozpaskudziłam się po prostu ;)

      Usuń
  10. Co za rozczarowanie :( Ja tak się rozczarowałem czekoladą Divine, którą wczoraj kupiłem. Dodatki fajne, kakao niby z Ghany z małej spółdzielni, ale smak samej czekolady jakiś taki słaby, płytki i wyblakły - niby 70% a smakowała jak jakaś 30% :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie ją kupiłeś? No to rzeczywiście nieciekawe doświadczenie i duży zawód... Nie próbowałam dotąd tej marki.

      Usuń
    2. Kupiłem na Eko-Bazarze, nie lubie kupować przez Internet bo potem są różne dziwne akcje z transportem (nie pilnują temperatury, łamią tabliczki etc.). Druga Divine, którą właśnie jem smakuje lepiej, może miałem gorszą chwilę i smak mi się stępił? A może tamta taka jest? Ta pierwsza była z mango i kokosem, druga z karmelem i solą.

      Usuń
    3. A dodatki smaczne były w tej pierwszej? Czy one też nie zagrały?

      Usuń
    4. Dodatki akurat zagrały, ta pierwsza czekolada była wręcz kokosowa z kawałkami (sporymi) soczystego mango. Ale sama czekolada gdzieś zniknęła. W tej z solą i karmelem czekolada była wyraźniejsza, sól w porządku, ale ten karmel to trochę jak kryształki cukru, takie malutkie kawałki. Smakował też cukrowo, chyba te kawałki były za małe, żeby coś się dało z nich wyciągnąć.

      Usuń
    5. Gdyby w tej pierwszej czekolada była ok, to czułabym się skuszona. W drugiej nie pasują mi te kryształki karmelu.

      Usuń
  11. Urocza ta wiewiórka :) Rozśmieszyła mnie nieco zawartość kakao :D

    OdpowiedzUsuń
  12. No to czekam na ,,wielkanocne relacje". Chyba w Beskidy będę miała (prawdopodobnie) wycieczkę.
    Zaszaleli z zawartością kakao, nie ma co. Może i płaska w smaku, ale przynajmniej fajnie wygląda. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A gdzie dokładnie? Beskidy są duże ;).

      Mi tam się nawet wygląd niezbyt podoba (prócz wiewióry na opakowaniu! :D)

      Usuń
  13. Urocza ta ruda kita:) . Ja nie lubię takich drobniutkich orzechów,wolę całe od takich czekolad wole się trzymać z daleka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też zazwyczaj wolę całe orzechy. Drobinki mogą być w nadzieniu, ale w niektórych Zotterach nawet drobinki się świetnie spisały :)

      Usuń