piątek, 24 maja 2019

Manufaktura Czekolady House Blend Milk mleczna 44%


Jakiś czas temu Manufaktura Czekolad wypuściła dwa blendy - ciemny i mleczny - które występują w opakowaniach z różnymi szatami graficznymi. Nie wynika to z byle jakiego kaprysu, lecz z tytułu stworzenia kolekcji promującej i wspierającej polską sztukę plakatową. O idei przedsięwzięcia możecie przeczytać więcej na stronie internetowej Manufaktury Czekolady. Dla mnie oczywiście najistotniejsza była jakość samych blendów, które zakupiłam poprzez biokredens.pl. Po House Blend Milk o 44% zawartości kakao sięgnęłam susząc się przy ogniu w Darowie w Beskidzie Niskim.

Tabliczka nie różni się wyglądem od standardowych propozycji Manufaktury Czekolady. Zapewne grafika na opakowaniu zasugerowała mi nutę bananów w aromacie, lecz prócz niego pojawiła się zaskakująca ziołowość, urokliwa wanilia i akcenty drewniane. Przy pierwszym kęsie poczułam specyficzną szorstkość tabliczek z Manufaktury, którą wyjątkowo lubię. Tutaj przewrotnie połączona była jednak z aksamitem dobrze rozpuszczającej się w ustach mlecznej czekolady, co stanowiło kuszący i wciągający dualizm.


 Coś, co totalnie zdetronizowało mnie w tej tabliczce i czego zupełnie się nie spodziewałam - niesamowita ziołowość, płynąca jakby wprost z surowych ziaren kakao. Ziołowa, nieco ściągająca nuta była tu bardzo wyrazista (przywołując na myśl meksykańskie kakao), co w połączeniu z umiarkowanie słodką mlecznością, przyprawową wanilią oraz apetycznymi bananami i jabłkami - dało dzieło wyjątkowo wciągające. Nie wiem, czy to ogień rzucił urok na tę czekoladę, gdyż później podczas wyjazdu miałam okazję jeść dwie mleczne tabliczki od Manufaktury z kolekcji Smak Polski i zdradzę, iż owa ziołowość nie była w nich tak spektakularna. Odebrałam je jako o wiele zwyczajniejsze.

Natomiast mleczną House Blend z rozkoszą zdegustowałabym również w domowym zaciszu, rozkładając jeszcze raz każdy akcent w niej zawarty na części pierwsze. Urzekła mnie.


Skład: cukier, ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku, laska wanilii.
Masa kakaowa min. 44%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 553,2 kcal.
BTW: 11,6/53,2/32,9

środa, 22 maja 2019

Naive Tahini mleczna 42% Ekwador z sezamem


 Lubię czekolady z sezamem. Połączenie tych małych ziarenek bądź pasty z nich z kakaowym kopem w większości przypadków sprawiło mi dużo przyjemności. Stopniowo eksplorując litewską markę Naive, której tabliczki zakupiłam za pośrednictwem sklepu Sekretów Czekolady, mogłam skosztować ich wariacji na temat sezamu i mlecznej czekolady. Tahini zawiera w sobie 42% ekwadorskiego kakao połączonego zarówno z pastą sezamową, jak i z prażonymi ziarnami sezamu.

Sięgając po Naive Tahini warto zwrócić uwagę na wkładkę wewnątrz opakowania. Opisuje ona koncepcję ekwadorskiej kolekcji Naive (do której należy również próbowana rok temu Peanut Butter), przybliża występujące w produkcie nuty smakowe, a także proces produkcji tej konkretnej tabliczki. Ciekawostką są sugestie eksperymentów kulinarnych i degustacyjnych z użyciem Naive Tahini. My potraktowaliśmy ją jako energetyczny dopalacz podczas majówki w Beskidzie Niskim, co nie przeszkodziło nam w docenieniu walorów czekolady.


Niepodzielona na kostki tafla ozdobiona została dużym charakterystycznym logo marki. Wyraźnie widoczne były zatopione wewnątrz czekolady ziarna sezamu. Czekolada pachniała bardzo sezamowo, z przełamaniem przez iluzję słonego koziego mleka oraz kwiatowo-owocowe bogactwo ekwadorskiego kakao.


 Tahini rozpuszczała się w ustach dość masywnie, co od razu pozwoliło zidentyfikować udział pasty sezamowej. Przyznam, że pomysł na tę kompozycję był wyjątkowo udany. Jak na mleczną czekoladę o niezbyt wysokiej zawartości kakao Tahini okazała się mało słodka, wręcz roiło się w niej od smakowitych, aromatycznych nut. Zgodnie z sugestiami płynącymi z zapachu, mleko miało tu zacięcie koziego, co dodatkowo zostało podkręcone przez zawartości soli w składzie. Ekwadorskie kakao wniosło akcenty kwiatów, drewna i niedojrzałych owoców, co trzymało całość w niemalże wytrawnych ryzach. Sezam - zarówno w formie pasty, jak i prażonych ziaren - pięknie prezentował swój specyficzny smak, lecz nie wyrywał się nachalnie na pierwsze miejsce. Odczuwałam go jako jeden z elementów spójnej i zaskakująco bogatej układanki.


 Tahini potwierdza wniosek płynący z moich dotychczasowych degustacji czekolad z dodatkami od Naive - są one bardzo przemyślane, skupione na bardzo dobrym kakao, zaś dodatek jest tu tylko wieńczącym dzieła uzupełnieniem, jakoby innowacyjną interpretacją kakaowych ziaren.


Skład: ziarna kakao, cukier, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku, sezam, sól morska.
Masa kakaowa min. 42%.
Masa netto: 57 g.

poniedziałek, 20 maja 2019

Willie's Cacao Venezuelan El Blanco Raspberries & Cream biała 36% z malinami


Nigdy nie zapomnę rewolucyjnej El Blanco od Willie's Cacao, którą z czystym sumieniem mogę nazwać najbardziej charakterystyczną białą czekoladą bez dodatków, jaką kiedykolwiek wypróbowałam. Zabawne, iż obawiam się spróbować czystej El Blanco jeszcze raz, po czasie - bojąc się, że nowe doświadczenia przeinaczą dawne wspomnienia. Nie omieszkałam jednak wypróbować Raspberries & Cream od Willie's Cocoa, czyli El Blanco wzbogaconej o maliny (4% całości). Wiedziałam, że dodatek owoców i tak znacznie zmodyfikuje pierwotną wersję czekolady. Tabliczkę zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.


To, jak uroczy wygląd posiada tabliczka, możecie zobaczyć na zdjęciach - prawdziwa różowa landryna, choć oczywiście całkowicie naturalna. Pachniała malinowo-śmietankowym ciastem na biszkopcie, w efekcie czego ślinianki momentalnie zaczęły intensywnie pracować. W ustach tworzyła odurzające aksamitem bagienko, zalewając je intensywnym smakiem mocno śmietankowych lodów z całym mnóstwem malin. Smak malin odnalazł tu wyważenie pomiędzy ich kwaśnością i dojrzałą słodyczą, zatopiony w niebywałej śmietankowości i umiarkowanej słodyczy.

Raspberries & Cream to absolutne niebo w porównaniu do niedawno próbowanego wegańskiego Zotter Labooko Raspberry-Coconut. Jeśli zaś mowa o analogicznej malinowej Labooko (to znaczy z dodatkiem krowiego mleka) - Raspberry - bardzo trudno przyrównać jej do malinowej Willie's Cacao, są bowiem zupełnie inne. W Raspberries & Cream mnóstwo jest aksamitu, zaś w Labooko Raspberry - sporo dzikości. Prostym porównaniem - Willie's to lody na bazie śmietanki, a Zotter - esencjonalny sorbet.


Skład: tłuszcz kakaowy, mleko w proszku 36%, surowy cukier trzcinowy, maliny 4%.
Masa kakaowa min. 36%
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 615 kcal.
BTW: 8,5/45,6/42,1

sobota, 18 maja 2019

Tibitó Caramel mleczna 40%


Choć chętnie odwiedziłabym Kolumbię jeszcze nie jeden raz, niezmiernie ucieszyłam się na wieść, iż aby zdobyć kolejne czekolady marki Tibitó wcale nie muszę odwiedzać tego przepięknego kraju. Niezawodny sklep Sekretów Czekolady wprowadził bowiem Tibitó do swego asortymentu. To dla mnie doskonała okazja, by wypróbować tabliczki, których nie udało mi się zakupić podczas podróży do Kolumbii.

Pod wieżą widokową na Zawodnej (Zawadnej), do której w Lany Poniedziałek ruszyliśmy z Sędziszowej przez Wielisławkę, przysiedliśmy na ławce by posilić się kawą z termosu oraz Tibitó Caramel. Jest to mleczna czekolada o 40% zawartości kolumbijskiego kakao (prawdopodobnie blend), która według opisu producenta miała charakteryzować się wyraźnymi nutami karmelu.



Czekolada posiadała urzekająco ciepłą barwę. Pachniała bardzo prosto i smacznie, a mianowicie dobrze wypieczonymi kakaowymi wafelkami. Kierując pierwszy kęs do ust popadliśmy w konsternację - Tibitó zaserwowało nam smakołyk niesamowicie prosty, lecz niezwykle atrakcyjny w swej prostocie. Caramel rozpuszczała się w ustach przyjemnie i z lekkim cieniem zadziornej szorstkości, racząc nas na tyle specyficzną i wyraźną słodyczą, iż kontrowersyjnie skojarzyłam ją sobie z ekskluzywną wersją Milki. Po czasie uznałam, że trafniejszym skojarzeniem będzie karmelowe mleczko z tubki, o parę tonów mniej słodkie niż to zwykle przy takich wyrobach bywa. W istocie, subtelnie palona i mleczna karmelowość stanowi wiodący temat w tej tabliczce, jednakże należy wspomnieć o wafelkowej kontynuacji. Odnalazłam tu mnóstwo nawiązań do zbóż, szczególnie do zbożowych chrupek czy płatków. Połączenie kakao, karmelu i wafla naturalnie poprowadziło nas w stronę popularnego batona Lion.

Jeśli macie ochotę na wykwintną mleczną czekoladę, nie sięgajcie po Tibitó Caramel. To słodycz na dobrym poziomie, ale prosta do bólu (choć na pewno nie można jej posądzić o bylejakość).


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku.
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 508 kcal.
BTW: 9,6/30/50

czwartek, 16 maja 2019

Zotter Two Angles mleczna 50% Ekwador i mleczna 50% z orzechami laskowymi


W Niedzielę Wielkanocną, gdzieś pomiędzy Radomicami a Wleniem, zatrzymaliśmy się na widokowej łączce by posilić się już trzecią czekoladą tego dnia. Trasa była długa, a pogoda piękna, co prowokowało do czekoladowych postojów. Tym razem z plecaka wyjęłam Zotter Labooko Two Angels, którą kupiłam na biokredens.pl. Jest to duet mlecznych czekolad, z którą jedną znam już i opisałam dawno tu dawno temu - mowa o Ecuador 50%. Nie poświęcę jej dzisiaj dużo czasu - uważam, że tamta stara recenzja jest o wiele cenniejsza, dokładniejsza staranna. Dodam tylko, że terenową degustację mlecznego Ekwadoru podsumowałabym jako płatki kwiatów i maliny wymieszane z mlekiem i zbożowymi płatkami. Kwiaty i zboża bardzo silnie mi się tu zarysowały, a cała czekolada zdawała się być mniej błoga, a bardziej zasadnicza niż podczas degustacji sprzed kilku lat.


Two Angels kupiłam przede wszystkim ze względu na drugi rodzaj czekolady: mleczną, również o 50% zawartości kakao, lecz wzbogaconą o 35% dodatek orzechów laskowych. Jaśniejsza od Ekwadoru tabliczka (przez wzgląd na zastosowanie orzechów nie tylko jako kruszonki, ale nugatu wtłoczonego w czekoladową masę), przecudownie pachniała esencjonalnym nugatem oraz tchnieniem korzennych przypraw. Orzechowa kruszonka zatopiona w czekoladzie wyglądała zabawnie niczym plamki pleśni.

Drobne i delikatnie chrupiące kawałki orzechów laskowych stanowiły jedynie dopełnienie kompleksowej czekolady, w której kakao, cukier, mleko i orzechy odnalazły spójną równowagę. Tabliczkę na pewno można ocenić jako słodką, o wiele słodszą od Ecuador 50%, a wrażenie to potęgowane jest udziałem cynamonu i wanilii. Smak orzechów laskowych odznaczał się wyraziście, iście nugatowo komponując się z mlekiem i kakao. Wydaje mi się, że orzechy laskowe to jedne z tych orzechów, które dobra mleczna czekolada potrafi w smaku uszlachetnić, zamiast maskować ich specyficzną moc. Takie orzechowo-kakaowe bomby, które zaspokajają jednocześnie chętkę na cukier, jak i na coś naprawdę smacznego - to idealne rozwiązanie na górski szlak. Chętnie zakupiłabym Hazelnut solo. Warto zwrócić uwagę, że ta tabliczka zawierała więcej orzechów (bo 35%) niż Nougsus Hazelnut Nougat (tu: 29%), a także Hazelnut znany z bardzo dobrze wspominanego przeze mnie duetu Labooko Almond & Hazelnut (tu: 25%). Zotter z biegiem czasu nie żałuje orzechowego wkładu (pozostając przy słusznej jak na mleczną czekoladę zawartości kakao), za co chwała mu i cześć.

 
Czekolada mleczna 50% Ekwador.
Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, wanilia, sól.

Czekolada mleczna 50% z orzechami laskowymi.
Skład: surowy cukier trzcinowy, orzechy laskowe 35%, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, lecytyna sojowa, pełny cukier trzcinowy, sól, wanilia, cynamon.

Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 70 g (2x 35 g).
Wartość energetyczna w 100 g: 599 kcal.
BTW: 7,8/43/41

wtorek, 14 maja 2019

Georgia Ramon Peru Natural & Cocoa-Nibs Trinitario biała 45% z nibsami kakaowymi


 W wielkanocną niedzielę chcieliśmy z okolic zapory na Jeziorze Pilchowickim udać się do Dzikiego Wąwozu. Dopadła nas jednak lekka irytacja, gdy okazało się, że aktualnie oznaczony szlak prowadzi zupełnie inną drogą, niż przedstawiała do nasza mapa. Nim odnaleźliśmy faktyczne wejście do Dzikiego Wąwozu mieliśmy już obawy, czy aby na pewno nowe oznaczenia prowadzą właśnie tam. Aby opanować narastające nerwy intensyfikowane przez zmęczenie, zatrzymaliśmy się nad Bobrem w Pilchowicach na czekoladową degustację i kawę z termosu. Co zabawne (choć przez chwilę zrobiło się strasznie), drewniana ławka na której przysiedliśmy złożyła się pod nami jak zapałka wraz z towarzyszącym jej daszkiem i stołkiem. Na ukojenie nerwów idealna okazała się Georgia Ramon Peru Natural & Cocoa-Nibs Trinitario, czyli biała peruwiańska czekolada o 45% zawartości masła kakaowego, wzbogacona o kakaowe nibsy zatopione w jej wnętrzu. Tak jak wszystkie moje czekolady niemieckiej marki Georgia Ramon, zakupiłam ją w sklepie Sekretów Czekolady.


 Całkiem niedawno uwiodła mnie biała dominikańska Georgia Ramon Vanille, totalnie zdominowana przez wspaniałą wanilię z Tahiti. Teraz przede mną była niczym niezmącona peruwiańska biel, bowiem średniej i małej wielkości nibsy kakaowe zdawały się w ogóle nie zaburzać jej struktury i charakteru. Sama biała czekolada była niesamowicie aksamitna i lekka, umiarkowanie słodka i tłusta, a bardziej "obłoczkowa", niczym urokliwy sen. Majaczyły w niej subtelne nuty migdałów, kokosa i kwiatów. Nibsy kakaowe były soczystą kontynuacja białej czekolady, jej charakternym rozwinięciem - choć też nie można odmówić im łagodności. Relatywnie miękkie, pozbawione ordynarności, z akcentami drewniano-kawowymi - sprawiały, iż cała tabliczka stała się pełna i kompleksowa, zupełnie nie nudna - choć teoretycznie tak prosta.


 Nie umiem wybrać, czy smakowała mi bardziej od Vanille - to są po prostu dwie zupełnie odmienne czekolady. Obie warte wypróbowania, obie oryginalne, ciekawe, pyszne i doskonale wykonane.

 Skład: tłuszcz kakaowy, surowy cukier trzcinowy, pełne mleko w proszku, nibsy kakaowe. 
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 633 kcal.
BTW: 7/51/39

niedziela, 12 maja 2019

Michel Cluizel Grand Lait 45% Elaits Caramel Beuree Sale mleczna z maślanym karmelem i solą


W wielkanocną niedzielę ruszyliśmy od rana w znaną już z poprzednich wędrówek trasę z Wlenia do Płoszczyny przez Czernicę (ostatnio szliśmy ją jednak w drugą stronę). Główną motywacją do pokonania jeszcze raz tej trasy było wejście z okolic Płoszczynki nieoznaczoną ścieżką na szczyt Stromiec, który swą stożkową budową wyróżnia się w okolicy i już od dawna przyciągał moją uwagę. Ciekawość podsycała wiedza, iż na szczycie Stromca znajduje się szereg jaskiń, zaś na początku XX wieku znajdował się tu wspaniały punkt widokowy. Teraz wprawdzie szczyt Stromca jest gęsto porośnięty lasem, jednakże kusił on mnie, jak wiele kaczawskich tajemnic. Na szczycie rozsiedliśmy się na prowizorycznej ławeczce stworzonej ze zwalonego drzewa, by w cudnej słonecznej aurze zachwycać się Karkonoszami przebłyskującymi przez zieleniący się las oraz posilić się czekoladą od Michel Cluizel.

Grand Lait 45% Elaits Caramel Beuree Sale od francuskiego czekoladnika Michel Cluizel to 100-gramowa solidna tabliczka jaką zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady. Nie wyróżniono, z jakiego kakao została stworzona (przypuszczam, że to blend), zawiera go jednak 45% i jest to oczywiście czekolada mleczna. W swoim wnętrzu zawiera drobinki maślanego, słonego karmelu.


Pięknie zdobiona tabliczka pachniała mocno mlecznie z wyraźnym karmelowym zacięciem, a także lekko orzechowo. Od pierwszego kęsa odczułam, że jest to czekolada bardzo tłusta, a drobne kawałki karmelu momentalnie skojarzyły mi się ze skwarkami zanurzonymi w smalcu. Wiem, że to skojarzenie jest nieco paskudne, ale tak właśnie odebrałam tę czekoladę. Bardziej tłusta niż słodka, masywna, bardziej maślano-karmelowa niż kakaowa. Drobinki karmelu choć liczne i dość klejące, nie wchodziły jednak masowo między zęby, przez co były całkiem przyjemne w swej specyficznej słodyczy. Słoność czekolady była znacznie niższa niż w przypadku próbowanej dzień wcześniej Sea Flakes od Willie's Cacao.


Szczerze powiedziawszy, podczas degustacji karmelowej Michel Cluizel marzyłam o powrocie do Sea Flakes... Dla mnie była zdecydowanie zbyt tłusta jak na mleczną czekoladę, moc kakao gdzieś w tym wszystkim ginęła. Mój Mąż był za to niezwykle zadowolony i z chęcią powróciłby do tej czekolady, lecz on jest wielkim fanem chociażby konsystencji Bonnatów, więc nie ma się mu co dziwić. Ja wybaczam temu Cluizelowi i mimo wszystko nie oceniam go zbyt surowo, gdyż w terenowych warunkach w gruncie rzeczy taka tłusto-słodka czekolada okazała się świetnym dopalaczem, ale w warunkach domowej degustacji Grand Lait 45% Elaits Caramel Beuree Sale bardzo by mnie zmęczyła.

Skład: ziarna kakao, czysty tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, pełne mleko w proszku, karmel 18% (cukier trzcinowy, masło, pełne mleko, śmietana, syrop glukozowy, syrop sorbitolowy, lecytyna rzepakowa, sól morska z Guérande 0,02%).
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 565,1 kcal.
BTW: 6,8/40,2/44,6.

piątek, 10 maja 2019

Zotter Schoko zum Weisswein biała karmelowo-ananasowa z papryką, cynamonem i wanilią


Jednymi z ciekawszych w miarę świeżych propozycji od Zottera są 35-gramowe tabliczki Labooko Single proponowane do wspólnej degustacji z winem: odpowiednio białym i czerwonym. Idąc dalej tym torem, można było by się pokusić o skonstruowanie czekolad idealnie dopasowanych pod konkretne rodzaje win. Nie ma co jednak nadmiernie wybiegać przed szereg. Schoko zum Weisswein zakupiona na biokredens.pl, to biała czekolada z dodatkiem karmelizowanego mleka i suszonych ananasów, przyprawiona papryką, a także bardziej standardowo - cynamonem i wanilią. Do degustacji przystąpiliśmy niestety bez kieliszka dedykowanego wina, za to w bardzo malowniczym miejscu - na jednej z łąk rudawskich Karpnik.


Czekolada o słonecznie beżowej barwie pachniała zaskakująco, przywodząc na myśl grzyby, pizzę, lazanię, zapiekany ser. W ustach rozpuszczała się miękko i przyjemnie, jak to bywa z białymi Zotterami, momentalnie rozpościerając w nich naturalne orzeźwienie. Z jednej strony odczuwaliśmy tłustość i słodycz dobrej mlecznej czekolady, która sprawiała, że czuliśmy się beztrosko i przytulnie. Z drugiej strony, połączenie karmelu, ananasa i cytryn uwalniało z samej białej czekolady pokłady czegoś zupełnie nowego - dając zaskakujące orzeźwienie, ale też właśnie specyficzny serowo-migdałowy akcent, który majaczył już gdzieś w sferze zapachu. Samo połączenie karmelowej czekolady z ananasem wypadło już po prostu bardzo dobrze, to zresztą smaki świetnie uderzające w moje gusta.


W finiszu czuć było delikatny posmak papryki, który tym bardziej kierował tabliczkę w stronę zapiekanego sera. W połączeniu z cynamonem i wanilią, paprykowa mgiełka zdawała się być iluzją cierpkości wina osiadającej na języku. W całej swej świeżości i przewrotnym, acz łagodnym połączeniu słodyczy z wytrawnością - rzeczywiście kojarzyła się z białym winem i sama prosiła się o sparowanie jej właśnie z tym trunkiem. I choć od jakiegoś czasu nie mam zupełnie ochoty na alkohole, wylegując się na karpnickiej łące w towarzystwie Zotter Schoko zum Weisswein zamarzyłam o lampce lekko schłodzonego prosecco...

Skład: tłuszcz kakaowy, surowy cukier trzcinowy, pełne mleko w proszku, karmelizowane mleko w proszku (odtłuszczone mleko w proszku, cukier), odtłuszczone mleko w proszku, suszony ananas, papryka w proszku, lecytyna sojowa, pełny cukier trzcinowy, wanilia, sól, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), cynamon.
Masa netto: 35 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 589 kcal.
BTW: 6,6/41/49

środa, 8 maja 2019

Willie's Cacao Venezuelan Rio Caribe 44% Sea Flakes mleczna z solą morską


Na Wielką Sobotę zaplanowaliśmy sobie ponad trzydziestokilometrową pętlę, którą można ze spokojem nazwać: Rudawy Janowickie w pigułce. Minęło już 7 lat od naszych ostatnich wędrówek najpopularniejszymi szlakami Rudaw, toteż niezwykle przyjemnie było nam sobie je odświeżyć przy pięknej wiosenniej pogodzie. U stóp formacji skalnej o nazwie Fajka, mając już nieco kilometrów w nogach, postanowiliśmy posilić się jedną z czekolad od brytyjskiego Willie's Cacao, którą zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

Sea Flakes to mleczna czekolada o 44% zawartości wenezuelskiego kakao, pochodzącego z upraw w okolicach miasta Rio Caribe, składająca się również z ponad 20% pełnego mleka w proszku, a oprócz tego z cukru trzcinowego oraz niezwykle istotnego dodatku soli morskiej 0,6%. Czekolady z solą niezmiernie mnie ciekawią i zawsze chętnie próbuję nowych połączeń. Każde kakao, każdy rodzaj czekolady - potrafią zupełnie inaczej łączyć się z solą. Ponadto, stosowana w czekoladach sól również różni się od siebie. To generuje całą paletę możliwości.


Znam już dobrze ziarna z Rio Caribe w interpretacji Willie's Cacao. Miałam przyjemność zapoznać się z nimi już w dwóch innych tabliczkach: Milk of the Gods (również mlecznej czekoladzie zawierającą tyle samo masy kakaowej co Sea Flakes) oraz ciemnej Rio Caribe Gold 72%. Degustując Sea Flakes nie skupiałam się jednak na wspomnieniach tamtych smakołyków, chciałam z całej siły, na nowo, chłonąć to, co miałam przed sobą. Gładziutka Sea Flakes pachniała drewnem i kokosem - jeśli chodzi o kokos, jego aromat prezentował się bardzo kompleksowo - od skorupy, przez mleczko, po miąższ.

 Czekolada cudownie miękko i gęsto rozpuszczała się w ustach, bardzo intensywnie je wypełniając - czuło się ją każdym kubkiem smakowym, każdym receptorem. Zwarta kakaowo-mleczna esencja, rozkosznie słodka (nie za mocno), ze zbożowym posmakiem idealnie przypieczonych precli zanurzanych w tłustym, aromatycznym mleku. Gdzieś krążyła kawa, drewno i kokos. Cóż, już sama Milk of the God była nieziemsko pyszna, a teraz mieliśmy jeszcze niesamowicie przełamującą wszystko sól. Wyraźnie wyczuwaliśmy jej kryształki, które rozpuszczając się wraz z czekoladą dodatkowo podkręcały jej moc. Były z nią spójne - jak dobre ciasto francuskie podane ze słonym masłem. Słoność była wyrazista, lecz fenomenalne w Sea Flakes było to, iż zupełnie nie zaburzało to bogactwa kakao i przytulności mleka - a wręcz przeciwnie. Dzieło stało się jeszcze bardziej kompleksowe - gdybym miała teraz wybierać między Sea Flakes a Milk of the God, zdecydowanie sięgnęłabym po Sea Flakes.


Ponadto, już teraz zdradzę, że była to najlepsza czekolada, jakiej przyszło nam spróbować na naszym wielkanocnym wyjeździe.

Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, mleko w proszku 20,9%, tłuszcz kakaowy, sól morska 0,6%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 581 kcal.
BTW: 8,6/40,1/45,2

poniedziałek, 6 maja 2019

Georgia Ramon Fahrenheit 264 ciemna 82% Peru Piura Blanco Nacional


Poprzednia peruwiańska Fahrenheit (132) od Georgia Ramon długo czekała w moich zapasach na degustację. Po kolejną Fahrenheit sięgnęłam już o wiele prędzej od czasu zakupienia jej w sklepie Sekretów Czekolady. To również 82% tabliczka, stworzona z ziaren Piura Blanco Nacional, jednakże zgodnie z nazwą - dziś opisywana czekolada zawiera w sobie kakao poddane procesowi prażenia w wyższej temperaturze (a mianowicie maksymalnie w 129 stopniach Celsjusza - nie jest już to więc czekolada surowa). Pozostałe procesy zachodzące w podwyższonej temperaturze (fermentacja, suszenie, mielenie, temperowanie) nie podgrzały jednak ziaren do temperatury wyższej niż 50 stopni. Ta czekolada również nie była poddana konszowaniu. Według producenta, winniśmy odnaleźć w niej nuty limonki, malin, orzechów oraz przypraw.

Fahrenheit 264 okazała się o wiele jaśniejsza i bardziej soczysta w barwie niż Fahrenheit 132, choć mogę to zrzucić na karb jej wieku (o wiele krócej przebywała w moich zapasach). Pachniała przewrotnie - świeżo usmażonymi naleśnikami posypanymi słodką papryką w proszku i polanymi miodem. Unosił się też nad nią obłoczek torfowy i orzechowy.


Szybko i gładko rozpuszczała się w ustach, otulając podniebienie delikatnym filmem. Kryła w sobie nuty raczej ciepłe, kojarzące się z późnym latem. Była tak samo mocno słodka, jak i kwaśna - jednakże w ciemno dałabym jej mniej procent kakao, niż 82. Na początku urzekała miodem i kwiatowym nektarem wymieszanym z lekko ukwaszoną śmietanką oraz serwatką ściągniętą ze świeżego sera. Spośród owoców wyczuliśmy niedojrzałe brzoskwinie i maliny, a także czerwone porzeczki - te dla odmiany przejrzałe. Kwaśności szły też w stronę ciężkiego żytniego chleba oraz soku z limonki.

Pod koniec zdaje się być jeszcze bardziej rozgrzewająca. Pomyślałam o jakiejś dziwnej orzechowej nalewce, specyficznie przyprawionej. Oczami wyobraźni zobaczyłam butwiejące liście i opadłe owoce, leżące na rozgrzanej słońcem żyznej ziemi, pośród raz po raz rosnących wonnych kwiatów. Wyraźnie pojawiły się również pszenne sucharki.


Było w tej czekoladzie coś, co mogłabym nazwać typowo peruwiańskim - pewnie przez silne powinowactwo z ziemią i kwiatami. Przyznam jednak, że surowy Fahrenheit jakoś mocniej zapadł mi w pamięć.

Skład: miazga kakaowa Peru Piura, surowy cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 82%.
Masa netto: 50 g. 
Wartość energetyczna w 100 g: 537 kcal.
BTW: 15/44/25

sobota, 4 maja 2019

Krakakoa Lidung Kamenci Kalimantan ciemna 75%


 Dziś pragnę Wam przedstawić moje pierwsze doświadczenie z bardzo ciekawą indonezyjską marką Krakakoa. Ich tabliczki zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady. Krakakoa produkuje według zasady bean-to-bar, naciskając jednocześnie na zasadę farmer-to-bar, ceniąc pracę lokalnych farmerów, których plantacje działają w spójności z ochroną środowiska naturalnego.

Moja pierwsza czekolada od Krakakoa - Lidung Kemenci Kalimantan - zawiera 70% kakao pochodzącego z Kalimantan, czyli indonezyjskiej części wyspy Borneo. Dokładniej, ziarna wywodzą się z małych, bioróżnorodnych plantacji w kabupatenie (powiecie) Malinau, leżącym we wschodzniej części Kalimantanu.


Czekolady od Krakakoa to dość grube, choć ledwie 50-gramowe tabliczki, nietypowo podzielone na przepiękne "botaniczne" kostki. Lidung Kemenci Kalimantan łamała się miękko, choć jednocześnie zdawała się kryć w sobie wiele bogatej objętości, pachnąc ziemiście, owocowo i rześko jednocześnie. W ustach rzeczywiście zachowywała się jakby była nadmuchana objętościowo, nieco w nich rosła - ale przy tym nie była lekka i pusta. Stopniowo zalepiała niczym mokra glina, nie przytłaczając nas tym samym tłustością, lecz prezentując kolejne nuty smakowe.

Przede wszystkim wiele było w niej ziemi i skał - torfu, glinianej doniczki wypełnionej żyzną glebą, a także nadmorskich skał oblewanych przez wzburzone fale. Wyraźnie powracał do mnie akcent ogniska gaszonego wodą, zwilżonego popiołu - osnutego przy tym morską bryzą i wilgocią tropikalnego lasu. Wśród owoców odznaczał się agrest, pomelo, odrobina pomarańczy i niedojrzałe banany. Z czasem czekolada łagodniała, przywodząc na myśl dojrzałe, lecz delikatne gruszki w cynamonie. Myślałam o roślinnych, przytłumionych nutach tofu i naturalnego hummusu. Pod koniec czekolada wybitnie kojarzyła mi się z nieco rozgotowanymi owsianymi płatkami górskimi, uwalniającymi pełnię swego łagodnego, lecz specyficznego smaku.


 Lidung Kemenci Kalimantang to czekolada łagodna, aczkolwiek bardzo bogata i ciekawa, nietypowa także pod względem konsystencji. Już zacieram ręce na myśl o kolejnych degustacjach. Wszak kakao z Indonezji od zawsze jest dla mnie szczególnie intrygujące.

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 600 kcal.
BTW: 8/42/44

czwartek, 2 maja 2019

Domori Costa D'Avorio ciemna 70%


 Gdy w sklepie Sekretów Czekolady pojawiły się nowe propozycje od włoskiego Domori, bez wahania je zakupiłam, nie przyglądając się nawet, co sobą przedstawiają. Po prostu traktuję degustację nowości do Domori niemalże jako swój obowiązek - musiałam ich spróbować. Choć jak to z Domori bywa, terminy przydatności nie goniły mocno, pewnego sobotniego poranka miałam z Mężem ochotę na coś drobnego i szlachetnego. 25-gramowe maleństwo od Domori pasowało takiej zachcianki idealnie, choć ziarna z Wybrzeża Kości Słoniowej skłaniały do refleksji. Z drugiej strony - trudno, by Domori sięgnęło po niearomatyczne kakao. Z zaciekawieniem rozpakowaliśmy tabliczkę o 70% zawartości ziaren pochodzących z upraw pomiędzy wioskami Oulaidon i Lilebe (gdzież to jest w ogóle, Google Maps nic nie pokazuje! ;)).

Śliczna, głęboko ciemna, wpadająca w odcienie bordo i fioletu cieniutka czekolada pachniała... pikantną pizzą z anchois, gorącym i chrupkim ciastem z sosem pomidorowym, pieprzem i papryką. Przez chwilę nie mogłam wyjść z podziwu zaciągając się tym obrazowym zapachem. Następnie aromat poszedł bardziej w akcenty śmietankowe, z roślinną nutą - pomyślałam więc o mleku kokosowym.


 Już zapomniałam, jak Domori potrafi być cudownie gęsta i esencjonalna... Costa D'Avorio pozwoliła nam się zatopić właśnie w tej wspaniałej, syropowej, inwazyjnie czekoladowej konsystencji, którą dać potrafi bodaj jedynie Domori. Czekolada okazała się wyraziście kwaśna, uderzając od początku w stronę surowego ziarna kakao i bukietu ziół. Wraz z słodyczą wyłaniającą się w tle pojawił się przecier w niedojrzałych papierówek oraz świeżo zerwany z ogrodu rabarbar. Bogactwo urokliwych kwaśności pozwoliło nam odnaleźć także zakwas chlebowy oraz miękkie jeszcze orzechy laskowe.

Tak jak w zapachu, w smaku czekolada również z czasem stawała się coraz łagodniejsza - pokazując nam śmietankowy nugat oraz jogurt z konfiturą jabłkową. Pod koniec dla kolejnego kontrastu, wróciła ziołowość surowego ziarna kakao, podążając także w kawowe strony.


 Costa D'Avorio okazała się dla mnie sporym zaskoczeniem. Bardzo kompleksowa i charakterystyczna, mieszcząca w sobie feerię smaków - bez wątpienia mogę ją nazwać jedną z najciekawszych czekolad single-origin bazującą na kakao z Wybrzeża Kości Słoniowej. Domori to jest jednak prawdziwa klasa...

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 25 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 563,5 kcal.
BTW: 9/38,5/41,5

wtorek, 30 kwietnia 2019

Zotter Peru Malingas 72% ciemna


Peruwiańskie kakao z okolic wioski Malingas leżącej w dolinie rzeki Piura znam już dzięki Original Beans i ich tabliczce Piura Malingas 75%. Kolejną okazją do eksplorowania tych peruwiańskich rejonów zafundował nam Zotter wraz z jedną ze swych nowszych propozycji wśród Labooko single origin - Peru Malingas 72%. Czekoladę zakupiłam oczywiście na biokredens.pl.

Ostatnimi czasy Zotter mocno rozbudował opis swych czekolad na opakowaniach, podając na tacy mnogość nut zapachowych i smakowych, jakimi charakteryzują się poszczególne smakołyki. Fotografuję je, abyście mogli przyjrzeć się tym dokładnym opisom. Naturalnie, nie zawsze w pełni się z nimi zgadzam - między innymi dlatego degustowanie czekolad jest tak fascynujące. Choć dana czekolada jest jedna, każdy może wiązać z jej smakiem różne skojarzenia. Każdy do jej opisu może wnieść coś nowego.


Czekolada pachniała w sposób wytrawnie deserowy - przypieczonym spodem czekoladowego ciasta, czarną herbatą z lukrecją, kawą z migdałowym syropem. Jak to klasyczny Zotter, w konsystencji była idealnie gładka. Smak o dziwo zamiast tak odznaczającej się w aromacie deserowości, okazał się niesamowicie dynamiczny pod względem owocowych kwasków. Sok lał się z nadgryzionego jabłka, cierpkimi akcentami uderzały nas grejpfruty, lekko szczypała w język cytryna i limonka - uładzone urokliwą słodyczą marakui. Dalej pojawiły się również  naturalne, mało słodkie galaretki z wiśni i malin otoczone ciemną czekoladą.

Delikatność tej czekolady znajduje się w dziwacznym balansie. Ociera się o karmel i śmietankowość, ale brakuje jej kroku, by rzeczywiście wypełniła się tymi nutami. Pozostaje bardzo tropikalna, choć w sposób zrównoważony - pieszczący podniebienie subtelnymi kwaskami. Jej przyprawowość, znamienita szczególnie w sferze zapachu, w smaku przyjmuje postać kawy cold brew - przyprawy są jakby rozmyte, lekkie, chłodne.


Choć znalazłam z tym Zotterze sporo podobieństw do Original Beans stworzonej z ziaren z tego samego regionu, odnoszę wrażenie, iż Zotter stworzył coś o wiele bardziej złożonego i ciekawego. Intrygujące było to, iż pomimo tak wielu hamulców, jakie odnalazłam w tej czekoladzie (szła w stronę przypraw, karmelu, śmietanki - ale jednak zawróciła), w przedziale w którym postanowiła się ostatecznie rozwinąć pokazała i tak specyficzną dynamikę. Przez owe hamulce wcale nie odczułam jej jako mniej bogatą, a wręcz przeciwnie. Tabliczka okazała się konsekwentna.


Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 72%.
Masa netto: 70 g (2x 35 g).
Wartość energetyczna w 100 g: 584 kcal.
BTW: 8,8/43/34

niedziela, 28 kwietnia 2019

Georgia Ramon Cahabón Estate Guatemala ciemna mleczna 62% Cooperative Fedecovera Q'eqchi Mayas Farmers Trinitario


Po Brasilien 60% przyszedł czas na kolejną ciemną mleczną czekoladę w wykonaniu niemieckiej Georgia Ramon. Tym razem sięgnęliśmy po tabliczkę o 4% bogatszą w kakao, bazującą na ziarnach gwatemalskich. Guatemala 62% stworzona została z kakao uprawianego w gminie Cahabón w północnej części Gwatemali, słynącej głównie z pozyskiwania szlachetnego drewna: mahoniu i cedru. Kakao zaklęte w ciemną mleczną tabliczkę wywodzi się spod skrzydeł FEDECOVERA (La Federación de Cooperativas de las Verapaces) - federacji zrzeszającej 42 kooperatywy niewielkich producentów wysokiej jakości kakao, kawy, kardamonu i herbaty. FEDECOVERA to przede wszystkim Majowie, z grup etnicznych Q´eqchí i Pocomchí. Tą, jak wszystkie inne czekolady od Georgia Ramon, zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady.

Ciemniejsza niż Brasilien 60%, nasza Guatemala 60% wyglądała jednak równie aksamitnie i soczyście, zapowiadając już samą aparycją coś złożonego i pysznego. Z dotyku była przyjemnie miękka, delikatna. Pachniała słomą i solą morską wymieszaną z kakaowymi, mocno karmelowymi krówkami ze śmietaną i masłem.


W smaku rzeczywiście urzekła nas soczystością, od samego początku. Od razu uderzyła w nuty serowe - pomyślałam o serze wędzonym wprost w bacówce, o śmietanie przesiąkniętej wonią wędzonki, a także - co bardzo znamienne dla tej czekolady - o rozpadającym się, kremowym miąższu pleśniowego sera. Guatemala 60% okazała się bardzo śmietankowa w nieoczywisty sposób. Gdzieś tam przemknęła również roztopiona mozzarella oraz - idąc już w kolejne strony - rozpadające się w ustach ciasto (kruchy spód od sernika) i kawa podana z mlekiem oraz przyprawami korzennymi.

Pod koniec degustacji, gdy już przebrnęliśmy przez szereg nabiałowych wariacji, przebrzmiał nie do końca dojrzały orzech włoski oraz feeria leśnych owoców - wracając jednak do nabiału - ukrytych w kremowym jogurcie. Bardzo ważnym jest, iż cała tabliczka była naprawdę mało słodka (surowy cukier trzcinowy stoi na ostatnim miejscu w składzie!), przez co każda z nut jawiła nam się intensywniej. Można było ją wyłuszczyć bez przeprawiania się przez morze cukru.


Jestem przeogromnie ciekawa, jak odbierzemy gwatemalskie kakao w interpretacji Georgia Ramon bez udziału mleka. Gdzie zaprowadzą nas owe ziarna bez tak silnego wpływu mleka (19% składu), które magicznie modyfikowało czystą moc ziaren.

Skład: miazga kakaowa z Gwatemali, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku 19%, surowy cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 62%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 601 kcal.
BTW: 10/50/29.

czwartek, 25 kwietnia 2019

Taza Chocolate Mexicano ciemna 50% z wanilią


Do serii Chocolate Mexicano od amerykańskiej marki Taza podchodziłam z dużym dystansem, lecz podczas jednych z ostatnich zakupów w sklepie Sekretów Czekolady coś mnie ukłuło w sercu, gdy zobaczyłam dostępną wersję z wanilią. Opcje z cynamonem oraz z chili wypróbowałam zabierając je na magiczną wyspę Reunion i być może po ich degustacjach po prostu pozostał mi sentyment związany z miejscem. Stwierdziłam, że wariant waniliowy będzie przyjemny do przetestowania również gdzieś na górskim szlaku. Ostatecznie Taza z wanilią została skonsumowana podczas spaceru Wąwozem Myśliborskim. 

Gwoli przypomnienia - Chocolate Mexicano to kolekcja mająca imitować tradycyjne meksykańskie czekolady, wyrabiane z kakao mielonego tradycyjną metodą w granitowych młynkach. Szkoda tylko, że smakołyki, które także kształtem mają przypominać meksykańską czekoladę, wykonane są tak naprawdę z ziaren uprawianych w Republice Dominikany. Ot, niewiele znaczący szczegół.


Dwa krążki ważące razem 77 g pachniały ziemiście, kojarząc się wręcz z zastygłą lawą. Miały też w sobie zaskakującą nutę karmelu, przywodzącą na myśl klasyczną krówkę ciągutkę, jednak stworzoną z udziałem kakao. Zapowiadało się słodko i surowo zarazem.

W przekroju dostrzegliśmy to, co dla Tazy charakterystyczne - grubo przemielone kakao z widocznymi licznymi kryształkami cukru (wszak kakao i cukier występują tu w proporcji 1:1). Ta specyficzna szorstkość wydała mi się wyjątkowo przyjemna. Rzeczywiście było mocno karmelowo, co przełamane zostało ziemistą i ziołową nutą, uderzającą gdzieś w stronę surowych ziaren kakao. Cukier chrupał i słodził, kakao uderzało bezpardonowo - a po tych wszystkich mało subtelnych, a jednak przyjaznych doznaniach, do głosu dochodziła wanilia, układając się harmonijnie na języku swą łagodną przyprawowością.


Kolejna Chocolate Mexicano spisała się w terenie wzorowo. Choć przypomina bardziej ciastko, niż czekoladę, paradoksalnie sprawiła mi więcej radości niż jedzona tego samego dnia rano wegańska Zotter Labooko... Nie spodziewałam się, że ta czekoladowa ciekawostka pozostawi po sobie mimo wszystko tyle miłych wspomnień.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, ziarna wanilii.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 77 g.

poniedziałek, 22 kwietnia 2019

Zotter Raspberry-Coconut biała malinowo-kokosowa


Podczas sentymentalnego powrotu na jeden z ulubionych szlaków na Pogórzu Kaczawskim (a dokładnie w Parku Krajobrazowym Chełmy), przesiadując u stóp starej wieży widokowej na Radogoście, postanowiłam wypróbować jedną z najnowszych wariacji Zotter Labooko, jaką zakupiłam na biokredens.pl. Raspberry-Coconut jest wegańską białą czekoladą o 11% zawartości suszonych malin, w której zamiast mleka krowiego użyto mleka kokosowego. Dodatkowo tabliczka została skropiona sokiem z cytryn i przyprawiona wanilią. Choć samo połączenie malin i kokosa brzmi pysznie, to byłam sceptycznie nastawiona do tego wegańskiego rozwiązania, obawiając się czegoś mdłego i mało charakternego. Czy moje wątpliwości były słuszne?


Tabliczka wyglądała atrakcyjnie, jak to z owocowymi, kolorowymi Labooko bywa. W zapachu kokos i malina równoważyły się, pojawiła się nuta rozgotowanego ryżu. Niezbyt łatwo rozpuszczała się w ustach, zostawiając specyficzną roślinną szorstkość, jaką często można spotkać w wegańskich białych Zotterach. W smaku dominowały maliny, choć z początku jakby przytłumione, z czasem coraz to bardziej kwaskowate. Coś jednak nieustannie ciągnęło je w dół i nie pozwalało się w pełni rozwinąć w ich naturalnej soczystości i świeżości.


Kokos przebrzmiewa jedynie w oddali, stanowiąc niezbyt solidną bazę. Zdecydowanie wolałabym, aby prócz mleka kokosowego dodano tu również kokosowego miąższu - wtedy kompozycja nabrałaby ciała i charakteru, a może i same maliny ukazałyby nam się w większym kontraście. Raspberry-Coconut była umiarkowanie słodka, zdawała się wręcz natrętnie prozdrowotna i na dłuższym dystansie męczyła czymś, co spokojnie mogę nazwać brakiem głębi. Niestety, ale prawdziwe mleko w białych czekoladach częstokroć czyni horrendalną różnicę. Od tego modnego eksperymentu zdecydowanie wolałabym klasyczną białą czekoladę z mlekiem, z zatopionymi w niej kawałkami malin i kokosa. Ten Zotter wypadł po prostu mało czekoladowo i w gruncie rzeczy nudnie.


 Skład: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, suszone maliny 11%, proszek kokosowy 6% (mleko kokosowe, maltodekstryna), lecytyna sojowa, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier), wanilia, sól.
Masa netto: 70 g (2x 35 g).
Wartość energetyczna w 100 g: 579 kcal.
BTW: 1,1/39/54