poniedziałek, 30 lipca 2018

Manoa Hawaii Chocolate mleczna 50%


Gdy tylko została mi przedstawiona możliwość zamówienia za pośrednictwem sklepu Sekretów Czekolady tabliczek marki Manoa, nie zastanawiałam się ani chwili. To absolutnie unikatowa firma, działająca na Hawajach według zasady bean-to-bar. W Kailua, miejscowości położonej w nawietrznej części wyspy Oahu, produkują swe czekolady - przede wszystkim z kakao uprawianego również na Hawajach, na przykład w okolicach osady Hilo na Big Island (z takiego kakao wykonana została dziś opisywana czekolada). Nie wszystkie czekolady Manoa stworzone są z hawajskiego kakao, ale najbardziej zaintrygowały mnie właśnie one. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z hawajskim kakao, a specyfika wysp pozwalała mi sądzić, iż takowe czekolady będą się cechować unikatowym bukietem.


Jako pierwszą przyszło nam zdegustować mleczną czekoladę o 50% zawartości hawajskiego kakao. Prześlicznie opakowana maleńka tabliczka (to tylko 20 g!!!) nie jest podzielona na kostki (zresztą, co tu dzielić... to tak mała porcja...) - za to ozdobiona jest dużym logo firmy. Ciekawym rozwiązaniem widocznym we wnętrzu kartonika jest sparowanie czekolady z alkoholami: winem i piwem. Choć osobiście szkoda by mi było takiego ekskluzywnego maleństwa na łączenie z alkoholami, nawet bardzo dobrymi.

 Już sam zapach podpowiadał, że mleczna Manoa zafunduje nam wyjątkowe doznania... Owszem, wyczuwało się przyjemną, delikatną mleczność, lecz podszyta ona była nieprawdopodobną mocą i specyfiką kakao. Tak, jakby wulkaniczny popiół i lawę wymieszać z egzotycznymi, dojrzałymi owocami. Jakże mocno ta woń rozpalała wyobraźnię...


Ta lekko czerwonawa w odcieniu czekolada z przecudownym aksamitem rozpuszczała się w ustach, mimo to nie uciekając od razu. Pozostawiła na podniebieniu pewną masywność - myślę, że w dużej mierze wynikającą z jej bukietu. A bukiet okazał się właśnie taki, jak zapowiadał zapach. Było wyraźnie mlecznie, cudownie słodziutko - lecz cukier i mleko w żaden sposób nie zdołały zakryć olbrzymiej mocy kakao. Wulkaniczne klimaty, dzikie paloności i ziemistości, asfalt - te skojarzyły mi się z czekoladami z kakao indonezyjskiego. W tak przewrotny sposób łączyły się z uwodzicielską słodyczą egzotycznych owoców: ananasa, marakui i mango. Po prostu coś obłędnego.

Tym bardziej bolał fakt, iż nasz zachwyt został tak szybko przerwany... Z prostego powodu - czekolada się skończyła. Z racji, że oczywiście dzieliłam się nią z Mężem, każdy z nas spróbował jedynie 10 g. To malutko. To jak dwie neapolitanki... Wielkość to jedyna wada mlecznej Manoa. Wiele bym dała, być móc poczuć jej więcej...


Środkiem lipca wzięliśmy dwa dni urlopu i postanowiliśmy wyskoczyć sobie na przedłużony weekend w czeskie Karkonosze. Dobrze znamy te góry od polskiej strony, a przecież lwia ich część leży po stronie sąsiadów. Rankiem 19 lipca już zakwaterowaliśmy się w naszym hotelu na przedmieściach Szpindlerowego Młyna i ochoczo ruszyliśmy na szlak - zdobywając najpierw szczyt Medvedin.


Dalej kierowaliśmy się w stronę szczytów Harrachovy Kameny i Kotel, z których jedynie na ten pierwszy prowadzi oznaczony szlak. Choć widoczność nie była idealna, widoki z tamtych okolic i tak przysporzyły nam wielu wrażeń.


Dalej maszerowaliśmy w stronę Labskiej Boudy widocznej na zdjęciu poniżej. To właśnie tam w skupieniu zdegustowaliśmy dziś opisywaną czekoladę.


A po drodze, pomimo coraz to bardziej zachmurzonego nieba - podziwialiśmy piękno przyrody...


...między innymi Pancavskiego Vodospadu...


...który spływa sobie do spektakularnego Labskiego Dulu (choć tak odmiennego od naszych pobliskich Śnieżnych Kotłów).




W Labskiej Boudzie urządziliśmy sobie przerwę czekoladowo-kawową.


Zdążyliśmy jedynie zejść do pobliskiego kolejnego wodospadu i rozpadało się nam... Z dalszej części dnia nie mamy już zdjęć, a wracaliśmy do Szpindlerowego Młyna przez Pramen Labe, Ruzencina Zahradka, Kozelski Hreben i Temny Kout.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 20 g.

piątek, 27 lipca 2018

Republica del Cacao Ecuador El Oro ciemna 67%


Po kolejną ekwadorską tabliczkę od Republica del Cacao, jaką zakupiłam tej zimy w firmowym sklepie w Quito, sięgałam z wielką ciekawością. Radość nieustannie towarzyszy mi przy eksploracji wyrobów tej marki, wspomnienia wracają... Tym razem wybraliśmy tabliczkę wykonaną z kakao z prowincji El Oro, słynącej przede wszystkim z rozlicznych upraw bananowców. Według producenta, czekolada z El Oro oferuje po prostu naturalną słodycz z delikatnymi aromatami owoców i kwiatów. Wystarczyło jednak abyśmy ją powąchali by przekonać się, że da nam ona o wiele więcej...


El Oro pachniała rześko, ale w sposób wcale nie owocowy czy kwiatowy. To był dla nas aromat ewidentnie słodko-deserowy, a przy tym szlachetny. Czekolada cała zdawała się posiadać wyjątkowo przystępną strukturę - wilgotną i delikatnie szorstkawą. Taką, która prowokuje do prędkiego znikania kolejnych kęsów. Podobna, jak w cudownej Los Rios chociażby...

I choć odmienna od Los Rios, rzeczywiście znikała tak samo szybko, pochłaniania z tak samo wielką pasją. Deserowe akcenty w sferze zapachu znalazły swe odzwierciedlenie w sferze smaku. Moją pierwszą myślą były lody waniliowe z kawałkami białej czekolady. Tak, paradoksalnie w ciemnej czekoladzie o 67% zawartości kakao znaleźliśmy namacalne skojarzenia z dobrą białą czekoladą! W El Oro odnaleźliśmy mnóstwo wyraziście słodkich, lecz niebanalnych nut. Prócz lodów, myśleliśmy również o waniliowych biszkopcikach. Posmak prawdziwej wanilii (bez dodatku  żadnej wanilii w czekoladzie!) był obezwładniający. Nasze skojarzenie można by było przyrównać również do waniliowego sernika (pojawiała się pewna nabiałowa nuta).


Dalej El Oro uderzała w drożdżówkowe klimaty. Delektowałam się iluzją świeżo upieczonej drożdżówki, z grubą maślaną kruszonką i słodziutkim chrupiącym lukrem. Wyróżnione przez producenta nuty owocowe i kwiatowe pojawiły się dopiero tutaj - jako rabarbar (przede wszystkim) i truskawki umieszczone w drożdżówce.

Po raz kolejny Republica del Cacao zachwyciła przede wszystkim niecodzienną świeżością czekolady wypuszczonej spod ich skrzydeł. Zupełnie nie wiem, jak oni to robią. Każda z tabliczek tej marki jest inna, lecz w zasadzie wszystkie mają w sobie ów magiczny pierwiastek świeżości, rześkości, życia. To magiczne i tak bardzo... południowoamerykańskie!


Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa.
Masa kakaowa min. 67%.
Masa netto: 50 g.

wtorek, 24 lipca 2018

Jakub Piątkowski Czekolada Honduras ciemna 70%


Honduras 70% to ostatnia czekolada z oferty Jakuba Piątkowskiego, jaka pozostała nam do degustacji. Wiem, że zebrała dość skrajne opinie, z różnych powodów... Jednak po prostu musiałam przekonać się na własnym podniebieniu, jak to z nią jest. Czekolady od Jakuba Piątkowskiego smakowały mi mniej lub bardziej, w zależności od kraju pochodzenia ziaren - nie mniej jednak ogółem jest to niesamowicie wyróżniająca się marka. Cały asortyment Jakuba zakupiłam poprzez sklep Sekretów Czekolady.

Inne czekolady z honduraskiego kakao jakie dotąd próbowałam pochodziły spod skrzydeł Valrhony i Jordi's. Według opisu na opakowaniu, Honduras w interpretacji Jakuba Piątkowskiego to "czekolada o wyraźnym smaku czarnej porzeczki i czerwonego grejpfruta. Całość otoczona ciepłą nutą karmelu". My w zapachu wyczuliśmy wyraziste kwiaty i pewną absurdalną fuzję świeżości i suchości. Aromat sugerował dużą dawką karmelu i orzechów, ze szczególnym naciskiem na orzechy włoskie.


Struktura czekolady była dość szorstka, co jest zupełnie typowe dla wyrobów Jakuba Piątkowskiego. Początkowa świeżość prędko przeszła w wyważone ściąganie, powściągliwość, proszkowość. Czekolada zdała się być typowo jesienna. Orzechy włoskowe otulone ziemistym, nie za słodkim karmelem - przewrotnie łączyły się z cierpkawym sokiem z czarnych porzeczek. O przemijaniu lata przypominały miąższ z wysuszonych pomarańczy oraz mało soczystych mandarynek. Generalnie były to akcenty tworzące wspólnie iluzję kompotu z suszonych owoców. Im dalej w las, tym nuty owocowe umykały robiąc miejsce jeszcze bardziej wysuszającym i kwaskowatym nutom tytoniowym i kawowym.


Rześkość zapowiedziana w zapachu w smaku odpłynęła na rzecz jakiejś smutnej sentymentalności. Nie wciągało się tej czekolady uszami i pomimo swej niewielkiej gramatury zamuliła nas pod koniec degustacji. Jak na pożegnanie z dotychczas wypuszczonymi czekoladami od Jakuba Piątkowskiego, Honduras 70% sprawił mi mały zawód... i na pewno nie był tak smaczny jak wcześniej wspomniane honduraskie tabliczki innych marek.


Skład: zmielone ziarno kakao z Hondurasu, nierafinowany cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 50 g.

sobota, 21 lipca 2018

Antidote mleczna 56% Ekwador z truskawkami i hibiskusem


8 czerwca mieliśmy już mniej czasu na górską wędrówkę. Po pierwsze musieliśmy się choć trochę wyspać po poprzednim dniu, a po drugie czekał nas jeszcze powrót do domu (poprzedzony obiadem w ulubionym Cynamonowym Słoniu). Postanowiliśmy odświeżyć sobie Stóg Izerski (oczywiście pieszo, nie kolejką), stamtąd ponownie udać się na lubiany Smrek, wrócić na Stóg Izerski (gdzie ostatecznie zdecydowaliśmy się na degustację dziś opisywanej czekolady - a dokładnie na tarasie schroniska), a dalej udać się przez Świeradowiec na Polanę Izerską i zejść do Świeradowa.

Dzień wcześniej po raz pierwszy skosztowaliśmy czekolady nowojorskiej marki Antidote, której asortyment został udostępniony przez sklep Sekretów Czekolady. Była to mleczna czekolada z solą o 56% zawartości ekwadorskiego kakao Arriba Nacional. Tym razem, zamiast soli, jako dodatku użyto truskawek i hibiskusa. Poza tym, jest to zupełnie ta sama mleczna ekwadorska czekolada.


Antidote po raz kolejny urzeka opakowaniem, po raz kolejny uwodzi charakterystycznymi kostkami. Teraz dodatkowo tabliczka została od spodu posypana delikatnymi kawałeczkami suszonych truskawek oraz płatków hibiskusa. Producent tego nie wyszczególnił, jednakże drobinki truskawek były na tyle miękkie i smaczne, iż jest wielce prawdopodobne, że są to owoce liofilizowane, a nie klasycznie suszone.

Teraz, bez obecności soli, ekwadorskie kakao w połączeniu z mlekiem i cukrem trzcinowym odkryło przed nami nieco inną twarz. Kwaskowata owocowość była już bardziej klasyczna i przystępna, lecz ponownie nie można by nazwać mlecznej czekolady od Antidote intensywnie słodką (co zresztą podkreśla sam producent - to nie są słodkie ulepki). Ponownie jednak budziła skojarzenia z jakąś wyidealizowaną gumą Mamba. Miękko rozpuszczała się w ustach, słodycz niosła ze sobą przede wszystkim mleczko-karmelkową i waniliową, ale i tak główną rolę grały liczne owoce (podobnie jak w opcji z rolą) oraz nuty kwiatowe. Z tego tytułu, dodatek truskawek i hibiskusa niczego tu nie rewolucjonizował, po prostu spoił się z czekoladą. Powiem nawet, że hibiskus gdzieś w tym wszystkim zaginął. Słodziutką, aromatyczną truskawkę czuło się wyraźniej, zaś hibiskus - w którym pokładałam spore nadzieje - po prostu zlał się z czekoladą, którą samą w sobie można określić jako nieco hibiskusową.


Gdybym miała sięgnąć jeszcze raz po którąś z mlecznych czekolad od Antidote, zapewne wybrałabym wariant z solą. Był bardziej nieoczywisty, choć gdy zamawiałam obie tabliczki spodziewałam się, że będzie odwrotnie.

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku, pełny cukier trzcinowy, truskawki, hibiskus, wanilia, lecytyna słonecznikowa.
Masa kakaowa min. 56%.
Masa netto: 65 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 615 kcal.
BTW: 12/46/40

środa, 18 lipca 2018

Taza Wicked Dark ciemna 95% z prażonym kokosem


Popołudniem 7 lipca na skałkach Frydlantske Cimburi w czeskich Górach Izerskich sięgnęliśmy po kolejną czekoladową markę, z którą nie mieliśmy nigdy wcześniej do czynienia. Mowa o Taza Chocolate, z siedzibą w Somerville w amerykańskim stanie Massachusetts. Firma chlubi się tym, iż wytwarzane przez nią czekolady wyrabiane są tylko z ziaren kakao mielonych w ręcznie rzeźbionych granitowych młynkach. Szkoda, że tylko niektóre ich wyroby mają dokładnie określone pochodzenie ziaren - według strony internetowej Taza korzysta z różnych organicznych plantacji w Ameryce Środkowej i Południowej. Między innymi, dziś opisywana czekolada od Taza nie posiada wyszczególnionego kraju pochodzenia kakao. Za to marka niesamowitą wagę przykłada właśnie do surowego sposobu rozdrabniania ziaren oraz do mnogości prawilnych certyfikatów. Moje tabliczki Taza zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady

 Z serii Wicked Dark zdecydowałam się kupić dwie czekolady. Jedna z nich zawiera dodatek prażonego kokosa i to właśnie ją rozpakowaliśmy na skałkach Frydlantske Cimburi. Jak na 95% zawartość kakao, tabliczka była dość jasna. A może nie - jasna to złe słowo - jej barwa była wysycona czerwienią, wręcz wiśniowa. Dopiero po przełamaniu tafli widać było zarówno dodatek kokosowych płatków (bo wiórkami nie do końca można je nazwać), jak i specyficzną, bardzo szorstką i gruboziarnistą strukturę samej czekolady. Od razu można dostrzec, że kakao zostało zmielone w bardziej surowy sposób niż w większości dziś spotykanych czekolad.


Prawdę powiedziawszy gdyby nie ciekawa struktura, sama czekolada byłaby ciężka do zniesienia. Wyraziście goryczkowa, choć nie jakoś specjalnie głęboka. Mocno ziemista, z octowymi przebłyskami kwaśności - jedynie lekko okraszona karmelowością cukru. Chropowata struktura o dziwo nadaje jej pewnej paradoksalnej soczystości, a jest to szorstkość o kilka poziomów większa niż chociażby w tabliczkach Manufaktury Czekolady. Płateczki kokosa, przyjemnie uprażonego, stanowią świetny dodatek. Naprawdę genialnie wpasował się on w strukturę czekolady, a także w jej smak - jest doskonałym przełamaniem. W swych zapasach posiadam jeszcze analogiczną tabliczkę z imbirem i śmiem wątpić, czy imbir tak samo dobrze sprosta zadaniu jak kokos.

Taza stworzyła rzeczywiście dość pokręconą, nietypową, nieco ekstremalną czekoladę - na pewno nie jest ona dla każdego. Wprawdzie mam wrażenie, że ów prymitywny sposób mielenia wcale nie wpłynął jakoś szczególnie na bukiet smaków - jest on raczej przytłumiany przez narzucającą się konsystencję. Jako ciekawostka warto ją jednak wypróbować. Szczególnie zadowoleni powinni być fani kokosowych ciemnych czekolad.



Skład: ziarna kakao, kokos, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 95%.
Masa netto: 70 g.

niedziela, 15 lipca 2018

Antidote mleczna 56% Ekwador z solą


Nareszcie - weekend w górach, z ukochanym Mężem. Choć zdawać by się mogło, że dopiero co wróciliśmy z gór (wszak zabawiliśmy tam przy okazji długiego weekendu związanego z Bożym Ciałem) - wszystkie kolejne weekendy pracowałam w delegacji, więc naprawdę zapragnęłam już aktywnego wypoczynku wraz z najdroższą osobą. Decyzja o wyjeździe była spontaniczna. Zadzwoniliśmy do sprawdzonego pensjonatu w Świeradowie Zdrój, pytając o jeden wolny nocleg. Z naszego miasta w Góry Izerskie jest względnie blisko, więc nie trzeba się było długo zastanawiać. W sobotę 7 lipca wstaliśmy przed świtem, by po dziewiątej być już w czeskich Hejnicach, po uprzednim zameldowaniu się w Świeradowie. W planach było zrobienie szlaku, który dwa lata temu totalnie nas zauroczył. Pisałam o nim przy okazji recenzji Zotter Heaven on Earth (Nut Delight), Chocolate Amatller Ecuador 85%, Zotter Walnut Nougat.

 Przesiadując na skałkach Ptaci Kupy w przyjemnym słońcu, owiewani leciutkim wiatrem - oglądaliśmy cudowną panoramę i zajadaliśmy się naszą pierwszą czekoladą nowojorskiej marki Antidote. Sięgnęliśmy po mleczną czekoladę o 56% zawartości ekwadorskiego kakao Arriba Nacional (Ekwador mnie ostatnio prześladuje i bardzo dobrze!) z dodatkiem soli. Zakupiłam ją w sklepie Sekretów Czekolady.


Mając pierwszy raz do czynienia z Antidote, zostałam po pierwsze urzeczona oryginalnymi opakowaniami, a po drugie formą tabliczek, która zdaje się być tak beztroska, dziecięca... Zresztą, sam producent na odwrocie opakowania apeluje, abyśmy obudzili w sobie dziecko. Może ja nie do końca chcę, lubię siebie najbardziej taką, jaką jestem teraz - w pełni potrafiącą docenić istotę chwili. A kosteczki Antidote wydawały się tak miękkie i aksamitne... Tabliczka pachniała bardzo owocowo, słodziutko z kwiatowym przełamaniem i głęboko mleczną nutą. Dało się wyczuć waniliowe akcenty (wanilia jest obecna w składzie). Nie wiedzieć czemu, woń i cała miękkość czekolady skojarzyła się nam z gumami Mamba. Akurat tutaj było to bardzo miłe skojarzenie.

Czekolada rozpuszczała się w ustach z pełną miękkością, zgodnie z moim przypuszczeniem. Od razu na czoło wysunęła się sól, która jednak nie odznaczała się kontrastem od reszty czekolady, lecz paradoksalnie z każdym kolejnym kęsem stanowiła jej spójność. Doszło to do takiego etapu, że nie potrafiłam odróżnić co jest tutaj mlekiem, co kakao, a co solą. Tłuściutka, aromatyczna mleczność naszej Antidote urozmaicona została nie przede wszystkim karmelowym posmakiem pełnego cukru trzcinowego, lecz bogactwem ekwadorskiego kakao. To Arriba takie, jakie kojarzy mi się ze sztandarowym - mocno owocowe, mocno kwiatowe, a przy tym lekko przytłumione, przyprószone ziemią.


Czekolada rozpuszczała się w ustach z pełną miękkością, zgodnie z moim przypuszczeniem. Od razu na czoło wysunęła się sól, która jednak nie odznaczała się kontrastem od reszty czekolady, lecz paradoksalnie z każdym kolejnym kęsem stanowiła jej spójność. Doszło to do takiego etapu, że nie potrafiłam odróżnić co jest tutaj mlekiem, co kakao, a co solą. Tłuściutka, aromatyczna mleczność naszej Antidote urozmaicona została nie przede wszystkim karmelowym posmakiem pełnego cukru trzcinowego, lecz bogactwem ekwadorskiego kakao. To Arriba takie, jakie kojarzy mi się ze sztandarowym - mocno owocowe, mocno kwiatowe, a przy tym lekko przytłumione, przyprószone ziemią.

Pomimo wyraźnej mleczności i pozornej łagodności, czekolada była bardzo bogata jak na mleczną. Miała w sobie pewną dynamikę - za którą odpowiedzialna zdawała się być właśnie sól. Kakaowa plejada owoców - moreli, mango, truskawek, malin, porzeczek - i wonnych kwiatów - najpierw grała solo (no, nieustannie przy akompaniamencie szczypty soli), potem scaliła się z mlekiem i karmelowym cukrem, a na koniec zamieniła się w dziwny kwaśnawo-słony duet. Całość sprawiała wrażenie mało słodkiej, niebanalnej, trochę zwariowanej, no i na pewno nie nazwałabym jej mleczną czekoladą dla dzieci. Zbyt wiele się tu działo, zbyt odważne fuzje i przemiany się w niej wydarzyły. Była w nieoczywisty sposób pyszna i okazała się znakomitym wprowadzeniem do dalszej eksploracji asortymentu Antidote - co zamierzam czynić.


Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku, pełny cukier trzcinowy, wanilia, sól, lecytyna sojowa 0,5%.
Masa kakaowa min. 56%.
Masa netto: 65 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 584 kcal.
BTW: 9/46/40

czwartek, 12 lipca 2018

Domori Trinitario Intenso ciemna 90%


Z serii blendów Trinitario od Domori na moim blogu pojawiła się już 70tka i 80tka. W takim razie przed setką czas jeszcze na 90tkę! Domori Trinitario Intenso 90% zakupiłam jeszcze w wersji 75-gramowej w sklepie Sekretów Czekolady, wraz z jej siostrami o innej zawartości kakao. Byłam ciekawa, jak w moje gusta uderzy Intenso... W końcu Rotondo i Deciso dość znacznie się od siebie różniły.


Zapach Intenso był o dziwo upajająco słodki. Gdy pozostawiłam na chwilę rozpakowaną taflę, jej aromat prędko wypełnił cały pokój. To była słodycz leśno-łąkowa, ale właśnie - więcej było tu słodkich akcentów niż w Deciso. Dobry miód, kwiatowy pyłek, ziołowa herbata, surowe kakao. Mój Mąż wspomniał o świeżo upieczonym cieście.

Zgodnie ze słuszną zawartością kakao, rozpuszczała się powoli i dość topornie. Uwolniła w ustach piołunową, lecz wciągająco przyjemną goryczkę przełamaną słodyczą skrystalizowanego miodu. Dalej jest coraz bardziej gładko, w pewnym momencie wręcz maślanie (masło posypane drobnym kakaowo-ziołowym proszkiem). Po jakimś czasie wydawało mi się nawet, że Intenso jest łagodniejsza od osiemdziesiątki... Odnaleźć w niej można było przy tym wytrawność dobrego wina i świeża nutka grejpfruta.


Dłuuugie, smolisto-piaskowe rozpuszczanie się, z kwaśnym drapaniem w podniebienie - kończy się ciekawym atakiem wilgoci, wilgoci mchu i grzybowych kapeluszy - z takimi właśnie posmakami. Intenso pokazała nam skarby lasów i łąk. Miała tą łąkową duszność, podobnie jak Deciso, ale jednak została ona mocniej przełamana apetyczną wilgocią. Sprawiała również wrażenie cieplejszej od Deciso, co ponownie zadziwiało. Niosła ze sobą iluzję suszonych pomarańczy, w których zostało jeszcze sporo miąższu.

Kolejna tabliczka z kolekcji blendów Trinitario okazała się niebywale przyjemna jak na tak wysoki pułap kakao, choć znów nie wstrząsnęła wszystkimi moimi zmysłami tak, jak często to bywało z Domori.


Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 90%.
Masa netto: 75 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 596 kcal.
BTW: 13/48/23,5

poniedziałek, 9 lipca 2018

Zotter Guatemala 75% ciemna


Zotter naprawdę zaszalał w swych najnowszych Labooko. Zaoferował nam parę naprawdę oryginalnych propozycji, jak czekolada z ziaren z Togo czy z Gwatemali. Tą drugą pragnę Wam dziś zaprezentować. I choć obecnie w moich zapasach mam już także inne tabliczki z gwatemalskiego kakao, Zotter Guatemala 75% zajmie szczególnie miejsce w moim sercu choćby z tego powodu, że jest moją pierwszą.

Z gwatemalskich regionów Cagabón i Polochic wywodzą się unikatowe, pierwotne hybrydy kakao Trinitario i Criollo, kultywowane przez kooperatywę FEDECOVERA. Podobnie jak Ecuador Seversal 75%, również dziś opisywana czekolada stworzona została z ziaren prażonych metodą SNR.

Zotter Labooko Guatemala 75% zakupiłam na foodieshop24.pl.


Zapach był aksamitnie orzechowo-owocowy, sugerował czekające nas multum gładkości i słodyczy. O dziwo położona na języku zdaje się być z początku szorstkawa i "mało wylewna". Nawet wydawała mi się proszkowa i mocno ściągająca, co z początku tak mnie zszokowało, iż nie byłam w stanie wyłowić i nazwać żadnej nuty smakowej. Dalej nadal rozpuszczała się z pewną rezerwą, lecz stopniowo zaczęła łagodnieć. Z uderzenia kakaowego chaosu wyłoniło się kawowe ściąganie, w szokujący sposób przechodzące w słodycz morelowego miąższu i ponownie zatapiający się w goryczy morelowych pestek. Potem czułam już raczej skórkę podprażonych migdałów, zwieńczoną łagodną i orzeźwiającą kwaśnością gładkiego kefiru, wymieszanego z dojrzałymi owocami czarnego bzu. Nagle znalazłam się jakby po zupełnie drugiej stronie tęczy.


Zotterowską Guatemalę próbowałam wspólnie z Ecuador Seversal 75% i z tego tytułu ta druga wypadła tak szczególnie blado - choć pod względem zapachu to Seversal zdawała się więcej oferować. Guetemala jest paradoksalnie palono-soczysta i ekspansywna, pomimo tego, że w rozpuszczaniu się wyzbyta jest błogiego aksamitu, jaki nieraz posiadały Labooko. Mimo to, zostawia film na podniebieniu, zapełniający je bukietem sprzecznych smaków. Choć na początku nie przyszło mi to do głowy, z pomocą przyszedł mój Mąż - czekolada nie jest aksamitna, lecz tłusta, co nie wyklucza jednocześnie jej ściągających ciągotek.

To było spektakularne. Niesamowite, jak blada zdała się ekwadorska czekolada w porównaniu do gwatemalskiej. Dzięki Zotterowi nabrałam ogromnej ochoty na dalszą eksplorację kakao z tego państwa. Ponadto, zdaje mi się być ono tak charakterystyczne, jak meksykańskie, choć oczywiście w swej charakterystyce odmienne. Świetna pozycja, konieczna do wypróbowania. Czekoladowa moc i nieoczywistość!


Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 70 g (2x 35 g).
Wartość energetyczna w 100 g: 596 kcal.
BTW: 8,9/46/32

piątek, 6 lipca 2018

Zotter Ecuador Seversal 75% ciemna


Ekwadorska Labooko, jaka ostatnimi czasy pojawiła się w ofercie Zottera bardzo mnie zaciekawiła. Zarówno dzięki Sekretom Czekolady, jak i dzięki wyprawie do Ekwadoru, ostatnimi czasy dane mi było spróbować wiele czekolad z ekwadorskiego kakao. Wydawało mi się, że Arriba Nacional z prowincji Los Rios w rękach Zottera musi okazać się arcydziełem. Kakao użyte do wyprodukowania Ecuador Seversal 75% wyhodowane zostało na plantacjach wyselekcjonowanych przez rodzinną, ekwadorsko-niemiecką firmę Seversal, na którego czele stoi dr. Juan Salinas.

Jak parę innych nowych Zotterów Labooko, ziarna do Ecuador Seversal zostały uprażone specjalną metodą SNR, która polega na dodawaniu wody do ziaren podczas ich prażenia. Delikatna mgiełka obniża temperaturę prażenia, przez co bukiet smakowy ma stać się jeszcze bardziej rozbudowany i wysublimowany.

Zotter Labooko Ecuador Seversal 75% zakupiłam poprzez foodieshop24.pl.


W pierwszej chwili zachwycił mnie zapach świeżo mielonej kawy. Prędko stał się on cięższy niż frywolny i lotny aromat wprost z młynka, przeszedł w ciężkie fusy wymieszane z odrobiną ziemistego alkoholu, może whisky. W smaku okazała się nad wyraz delikatna. Rozpuszczając spokojnie kęs w ustach czekałam, aż zadziwi czymś spektakularnym. Tymczasem aż do końca degustacji było zadziwiająco płasko jak na Zottera, choć jednocześnie nietypowo.

Ecuador Seversal z ziemisto-fusiastej kwaśności kawy, okraszonej odrobiną miodu, prowadzi nas w kwaski owocowe, a nawet bardziej orzechowe - jak w niedojrzałych orzechach włoskich. Była w niej pewna wodnistość, rozmytość, roślinność. Tak, jakby wysokozmineralizowaną wodę wymieszać z pyłkiem kwiatowym. Gorzkawo-kwaśne włókna łodyg łąkowych roślin przeplatały się z ich naturalną sprężystą wilgocią.


To była dziwna czekolada. Dziwna zarówno jak na Arribę (choć kwiatowe nuty są w niej częste, ale tu zostały podane w zupełnie nowy sposób), jak i na Zottera. Biorąc pod uwagę, że spodziewałam się fajerwerków i trzęsienia ziemi, Ecuador Seversal sprawiła mi zawód. Zawód tym mocniej odczuwalny, iż degustację tej czekolady przeplataliśmy próbowanej innej Labooko... Ale jej recenzja już wkrótce.

I jeszcze jedno... To jest aż nie do uwierzenia, że inna 75-tka od Zottera stworzona z kakao z Los Rios TAK BARDZO mi smakowała. Kontrast był ogromny...


Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 70 g (2x 35 g).
Wartość energetyczna w 100 g: 596 kcal.
BTW: 8,9/46/32

wtorek, 3 lipca 2018

Domori Trinitario Deciso ciemna 80%


Na powrót do domu z Piwniczej-Zdrój w niedzielę 3 czerwca wybraliśmy sobie wyjątkową czekoladę. Próbowana parę dni wcześniej na górskim szlaku Domori Trinitario 70% Rotondo wywarła na nas ogromne wrażenie. Pierwsza nasza tabliczka z serii blendów Trinitario wypuszczonej stosunkowo niedawno przez boskie-włoskie Domori różniła się znacznie od spektakularnych wyczynów Domori do których byliśmy przyzwyczajeni - a jednak uwiodła nas swą kompleksowością i zdecydowanymi nutami. Teraz, w samochodzie, popijając duże cappuccino, sięgnęliśmy po osiemdziesiątkę tego samego blendu, w solidnym wymiarze 75 g - zakupioną oczywiście w sklepie Sekretów Czekolady.

Producent zapowiada, że Deciso charakteryzuje się czystym i mocnym aromatem, z nutami cytrusów i białych kwiatów. W istocie, ku mojemu sporemu zdziwieniu, nie potrafiłam z zapachu odnaleźć tych doskonałych wiśni cechujących Rotondo. Deciso pachniała zupełnie inaczej - kwiatami, ziołami (z naciskiem na miętę pieprzową), przyprawami. W ustach zachowywała się w sposób bardziej gliniasty i zalepiający, z wyraźną suchością na końcu. Oj, zdecydowanie czuć w niej było większą moc kakao. Cieszyłam się, że wzięłam do jej towarzystwa cappuccino, bowiem zwykła czarna kawa zbyt ostro kłóciłaby się z Deciso - to mogłoby być za wyraziste zestawienie zdecydowanych smaków.


Przytłumiona wilgotna słodycz w Deciso kojarzyła się z fusami kawy słodzonej ziołowym miodem. Zaklejała buzię z pewną specyficzną granulowatością. Ziołowo-owocowe, cierpkie nuty kojarzyły się z naparem z ziół z przewagą mięty i szałwii, zawierającej w sobie także suszone owoce oraz hibiskus (o tak, zdecydowanie był tu hibiskus). Napar ten jednak podany był na zimno - pomimo swej duszności kwiatowych akcentów, czekolada była raczej pochmurna i mglista, kojarząca się z chłodem.

To zaskakujące, jak wielką różnicę może poczynić sama zawartość kakao w czekoladach stworzonych z tego samego blendu ziaren. Deciso była charakterystyczna tak jak Rotondo, ale w zupełnie inny sposób. Brakowało mi w niej jakiegoś dynamicznego przełamania. Czegoś, co wyrwałoby nas z impasu błądzenia po zamglonej łące. Rotondo porwała mnie ze sobą, zaś Deciso... nie, do niej wolałabym nie wracać. Domori nieraz pokazało nam już ciężkie tabliczki, ale zazwyczaj były one takie, że szło by się za nimi jak w bagno, jak w ruchome piaski. Intrygująco wciągały w swą czekoladową rozpustę, a tu... tutaj brakowało tej urzekającej inwazyjności.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 80%.
Masa netto: 75 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 580 kcal.
BTW: 11,5/43/32