środa, 24 maja 2017

Ritter Sport Johannisbeer Streusel mleczna z nadzieniem jogurtowym z kruszonką i czerwonymi porzeczkami


Choć dopiero co na Krzemieńcu zjedliśmy Starry Sky, po podejściu na Wielką Rawkę znów poczuliśmy deficyt cukru. Tego dnia mieliśmy już sporo kilometrów w nogach, ponadto widoki rozciągające się na ukraińską stronę wprowadzały w zachwyt i uderzały do głowy - wyrzut endorfin był nieprawdopodobny. Na Wielkiej Rawce zastaliśmy sporo ludzi, ale na szczęście nie odczuwało sie zgiełku. Poza tym, panowała tam bezwietrzna cisza, która jeszcze mocniej wtapiała nas w zieloną, bieszczadzką przestrzeń.

Tak zapatrzyliśmy się w panoramę z Wielkiej Rawki, iż krocząc dalej przed sobie w wielkim zachwycie, kolejną czekoladę otworzyliśmy dopiero na Małej Rawce - również prześlicznej widokowo. Choć piękno tego miejsca zasługiwałoby na najwykwintniejszą czekoladę, my wyciągnęliśmy prawdziwego cukrowego dopalacza. Już dawno nie kupowałam Ritter Sportów, ale dwa egzemplarze z wiosennej kolekcji przykuły mój wzrok w Netto i postanowiłam je zakupić ze specjalną myślą o górach.


Ritter Sport Johannisbeer Streusel to mleczna czekolada z nadzieniem inspirowanym jogurtowym ciastem z kruszonką i czerwonymi porzeczkami. Choć od pełnej tłuszczu palmowego, arcysłodkiej tabliczki Ritter Sport wolałabym zjeść autentyczne ciasto tego typu (moje smaki!), to w górskich warunkach nie pogardziłam tym słodzidłem. Sama czekolada była wybitnie słodka w sposób typowo cukrowo-mleczny, z dalekim echem kakao. Nadzienie było dla mnie odrobinę zbyt kwaśne - specyficzna kwaśność nie za bardzo pasowała tu do wysokiego poziomu słodyczy. Już wystarczyło, że czerwone porzeczki są kwaśne - spory udział jogurtu w proszku za mocno ową kwaśność nakręcał. Miłym, chrupkim elementem były oczywiście kawałki kruszonki, ale i tak moim zdaniem lepszym rozwiązaniem byłoby zatopienie ich w nadzieniu sernikowym... O tak! Liczę na takie połączenie u Zottera!

 A teraz podziwiajcie... Nasza trasa Krzemieniec - Wielka Rawka - Mała Rawka - Przełęcz Wyżniańska.





















Skład: cukier, tłuszcz palmowy, tłuszcz kakaowy, dekstroza, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, laktoza, jogurt w proszku z odtłuszczonego mleka 2,5%, śmietanka w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, maltodekstryna, mąka pszenna, tłuszcz mleczny, koncentrat soku z czerwonych porzeczek 2%, puree z czerwonych porzeczek 0,6%, lecytyna sojowa, sól, ekstrakt wanilii burbońskiej.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 563 kcal.
BTW: 5,5/36/53

poniedziałek, 22 maja 2017

Zotter Starry Sky biała ryżowa z cynamonem, kokosowymi gwiazdkami i sojowymi księżycami


Dziś opisywaną czekoladą otworzyliśmy w poniedziałek 1 maja na Krzemieńcu - bieszczadzkim szczycie leżącym na granicy trzech państw - Polski, Ukrainy i Słowacji. Wraz z recenzją Zotter Mitzi Blue Starry Sky uraczę Was relacją z drogi z Płaszy na Krzemieniec - wspaniałej trasy prowadzącej cały czas szczytami wzdłuż granicy ze Słowacją.

Zakupiona jesienią w foodieshop24.pl Starry Sky jest obok Softly Falls The Snow i Gingerbread członkinią bożonarodzeniowej zotterowskiej serii Mitzi Blue. Ponieważ na korzenne smaki mam ochotę przez cały rok, majówka była dla mnie także świetnym czasem na spróbowanie Starry Sky - przepięknie opakowanej czekolady. Jest to jedna z tych wyjątkowych Mitzi Blue, które nie posiadają małego dysku. Zamiast tego czekoladę ozdobiono trzema gwiazdkami z białej kokosowej czekolady i trzema księżycami z mlecznej sojowej czekolady - akurat po jednej sztuce dla każdego z nas. Bazę stanowi biała ryżowa czekolada z dużą dawką cynamonu.

Tak jak w przypadku Softly Falls The Snow, po krytycznej recenzji Kimiko do Starry Sky podchodziłam z rezerwą. Sam zapach tabliczki sprawił jednak, że zostałam kupiona! Był cudownie, przecudownie cynamonowy, a że naszą Starry Sky jedliśmy w towarzystwie Jack Daniels Fire popijanego z piersiówki - połączenie było piorunujące!


Fakt, piorunujące także pod względem słodyczy, a na to szczególnie narzekała Kimiko. Dla mnie na szlaku czekolada była idealna. Sama biała ryżowa czekolada to po prostu słodziutki kleik ryżowy z mnóstwem cynamonu. O dziwo, u mnie rozpuszczała się całkiem dobrze, nie musiałam czekać na eksplozję smaku, proszkowość jakoś mi umknęła - o wiele mocniej odczułam ją choćby w White Rice + Turmeric. Cynamon był wyborny, wciągająca słodki - słowem, właśnie tego potrzebowałam po wysiłku fizycznym. W domu na pewno Starry Sky nie smakowałaby tak dobrze, jak na świeżym powietrzu. Stąd też polecam ją szczególnie na takie okazje, ewentualnie na wielką chcicę na coś słodkiego i korzennego zarazem!

Białe kokosowe gwiazdki nie cechowały się wyjątkowo mocnym kokosowym smakiem - była to lekka, przyjemna nuta, świetnie zgrywająca się z dominującym cynamonem. Na pewno kokos był bardziej wyczuwalny niż soja - nie mniej jednak doskonale, że w sojowych księżycach pojawiła się miazga kakaowa. Muśnięcie kakao nadaje Starry Sky porządnego czekoladowego wymiaru i bez tego istotnego akcentu kompozycja może rzeczywiście byłaby zbyt ulepkowata.

Podsumowując, cała trójka bożonarodzeniowych Mitzi Blue szczególnie mnie ujęła. Z chęcią zakupiłabym je jeszcze raz i zabrała ze sobą na szlak. Wszystkie te tabliczki stawiam w ścisłej czołówce kolekcji Mitzi Blue, choć trzeba przyznać, żę są bardzo specyficzne. Dla osób najbardziej wrażliwych na słodycz najodpowiedniejsza będzie genialna Gingerbread.





Dziurkowiec okazał się równie urzekający jak Płasza...





Suszona wołowina to jedno z najlepszych paliw na górskim szlaku! Mniam!









Okolice urokliwiej Riabej Skały - najwyższego szczytu w słowackich Bieszczadach.



Zmierzamy w stronę Krzemieńca... 


Skład: tłuszcz kakaowy, surowy cukier trzcinowy, proszek ryżowy 22% (ryż, woda, olej słonecznikowy, sól), syrop glukozowo-fruktozowy, proszek sojowy 1% (soja, maltodekstryna, syrop kukurydziany), cynamon 0,5%, wiórki kokosowe 0,5%, proszek kokosowy 0,3% (mleko kokosowe, maltodekstryna), lecytyna słonecznikowa, sól, wanilia, proszek cytrynowy (cytryny, skrobia kukurydziana), lecytyna sojowa, anyż.
Masa kakaowa w sojowych księżycach min. 40%.
Masa netto: 65 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 521 kcal.
BTW: 0,3/35/51

sobota, 20 maja 2017

La Naya Raspberries & Pineapple ciemna 65% z malinami i ananasem


Płasza, szczyt o wysokości 1162 m n.p.m., zaoferował nam widoki zapierające dech w piersiach. Rozległa panorama rozciągająca się w każdą stronę, ukazująca bieszczadzkie pustkowia - uwalniała endorfiny, wprowadzała harmonię. Błękitne niebo i cieplutkie słońce zachęcało do zostania na szczycie na dłużej - po to, by po prostu kontemplować. To było idealnie miejsce na degustację czekolady.


Przepięknie opakowaną kolekcję pięciu czekolad z dodatkami od litewskiej firmy La Naya zakupiłam swego czasu w sklepie Sekretów Czekolady. Jak dotąd, na blogu pojawiła się tylko jedna tabliczka z serii - ciemna Strawberries, Cinnamon & Chili, zjedzona zimą w Karkonoszach. Teraz, w cudnej wiosennej aurze sięgnęliśmy po kolejny ciemny wariant, również o 65% zawartości kakao (niestety nie wiemy, jakiego pochodzenia są zastosowane ziarna). Raspberries & Pinneapple, jak sama nazwa mówi, wzbogacona została w maliny i ananasy - w formie liofilizowanej, rozdrobnionej do tego stopnia, iż idealnie gładko wkomponowały się w czekoladową masę. Wyjątkowy kształt tabliczek La Naya sprawia, że doskonale pasują one do górskich eskapad (choć równy podział na trzy osoby nie był najłatwiejszy).


Czekolada pachniała przede wszystkim malinowo. Maliny były jednak tak skrzętnie wkomponowane z aromat samej ciemnej czekolady, że nie odczuwało się ich jako dodatku. Malinowe akcenty zdawały się wypływać z bogactwa kakao, pełnego cytrusowo-kwaskowatych nut. Obecności ananasa w sferze zapachu nie domyśliłam się.

Nasza La Naya przyjemnie, powoli rozpuszczała się w ustach. Robiła to z szorstkim, lekko dzikim zacięciem - mimo wszystko tworząc w ustach miłe czekoladowe bagienko. Miała w sobie przede wszystkim wiele kwaskowatości - takiej typowo kakaowej, która w niezwykły sposób mieszała się z kwaskiem pochodzącym z owoców. W Strawberries, Cinnamon & Chili podobne wrażenie niosło połączenie truskawek i kakao. Tutaj, maliny zagrały pierwsze skrzypce. Kojarzyły mi się z nie do końca dojrzałymi owocami zanurzonymi w ciepłej czekoladzie dobrej jakości. Ananasowe sugestie przebijały się gdzieś w tle. Nie był to jednak rozkosznie słodki ananas, lecz również nie do końca dojrzały, twardawy. Uzupełniał kwaskowaty bukiet czekolady o kolejną nutę.


W całości, Raspberries & Pinnapple niosła ciekawe kwaskowate orzeźwienie, łagodne i przystępne. Czekolada utrzymywała nie najgorszy poziom słodyczy, pojawiało się też trochę goryczkowatych kakaowych nut - przez to degustacja nie była monotonna. Nie sprowadzała się też do zdominowania czekolady przez owoce. La Naya rozdrabniając owoce na proch potrafi zaczarować ciemną czekoladę na tyle, iż gubimy się, na ile swego udziału w całokształcie miało samo kakao. Owoce są tu mądrymi, sprytnymi chochlikami. Na górskim szlaku kompozycja spisała się doskonale, lecz tak jak w przypadku mojej pierwszej La Naya - w domu, przy większym skupieniu, niemożność oddzielenia kakao od owoców zapewne byłaby dla mnie irytująca.


Spójrzmy jeszcze raz na naszą piękną Płaszę... Jakże doskonałe było przebywanie tam w samotności! Choć na szczycie zmieściłoby się wielu ludzi, rozkoszowałam się faktem, iż ten rejon nie jest najbardziej popularny w Bieszczadach. Zdecydowanie zasługuje na wielkie uznanie i docenienie - to bodaj jedno z moich ulubionych miejsc!






Z Płaszy podążaliśmy dalej wzdłuż granicy ze Słowacją, na kolejny szczyt - Dziurkowiec. Odkryte przestrzenie, widok na cały nasz dalszy szlak, na nieznaną nam część Słowacją oraz świetliste Połoniny które gdzieś wcześniej potraktowały nas śniegiem i wiatrem... Ah...






Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, liofilizowane maliny 2%, liofilizowany ananas 7,5%, lecytyna sojowa non-GMO.
Masa kakaowa min. 65%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 539 kcal.
BTW: 7/390/36