niedziela, 29 grudnia 2013

Trader Joe's ciemna z karmelem i czarną solą

Źródło: http://www.collectingcandy.com/wordpress/?p=10675

Kolejnymi amerykańskimi czekoladami Trader Joe's które otrzymałam, są trzy tabliczki z 70% zawartością kakao, zaopatrzone w różnorakie dodatki. W zależności od dodatków, na opakowaniu zostały umieszczone piękne ilustracje związane z nimi tematycznie. Dziś degustowana czekolada z karmelem i czarną morską solą zaopatrzona została więc w okładkę ze wzburzonym morzem... Czy czekolada ta wzniosła mnie wysoko na fale degustacyjnej rozkoszy? Niestety nie... Raczej wzburzyła moje nerwy... :(

Po odsłonięciu sreberka naszym oczom ukazała się apokalipsa. Tabliczka dość mocno się pokruszyła (a normalnie podzielona jest na duże kostki o średniej grubości) i... wylał się z niej karmel o płynnej konsystencji. Ale jak to? Naprawdę, byłam święcie przekonana, że karmel w Trader Joe's przybierze zupełnie inną formę. Byłam przeświadczona, że zastanę litą gorzką czekoladę, w której to zatopione będą drobinki karmelu i kryształki soli. Tymczasem tabliczka okazała się być nadziewana płynnym, lejącym się karmelem, który oblepiał wszystko dookoła. Jest to jedna z rzeczy, której nie cierpię w słodyczach! Wielki minus. Gdyby chociaż smak ratował sytuację... Niestety, tak się nie stało. Karmel był naprawdę przeciętny, na co szczególną uwagę zwrócił mój Ukochany - kojarzył mu się on z nadzieniem w tanich pralinkach. Był przede wszystkim bardzo słodki (dzięki bogu oszczędzono mu posmaku margaryny, co wynika z braku tłuszczy roślinnych w składzie). Sól w tym nadzieniu nie została równomiernie rozprowadzona - czasami nie czuć jej w ogóle, a momentami trafiamy na spore solne skupiska, które aż wykrzywiają twarz. Na domiar złego, tak niewyważone nadzienie zupełnie przyćmiewa gorzką czekoladę... Desperacko próbowałam oddzielić niesmaczne nadzienie od czekolady, aby móc chociaż nią się nacieszyć i eksplorować jej smak. Niestety, było to ciężkie zadanie - dlatego ciężko mi cokolwiek napisać na temat czekolady samej w sobie...

 A miało być tak pięknie... Ta urocza gadka umieszczona z tyłu opakowania... Że egzotyczna hawajska sól morska, że aromaty dymu, że wyrafinowane doświadczenie... Dla mnie: beznadziejny karmel (dlaczego, dlaczego nie został zamknięty w drobinkach? :( Takie nadzienia są STRASZNE!), zwyczajna sól w tragicznych proporcjach, a czekolada? Może i smaczna, ale nawet nie miałam okazji poczuć jej tak, jakbym tego chciała. Ogromne rozczarowanie...

Skład: ciemna czekolada (miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, ekstrakt z wanilii), karmel (śmietanka, syrop kukurydziany, cukier trzcinowy, woda, hawajska czarna sól morska, lecytyna sojowa), sól morska.
 Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 85 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 488 kcal
BTW: 4,6/32,6/48,8


sobota, 28 grudnia 2013

Trader Joe's ciemna 85%

Źródło: http://www.flickr.com/photos/shoppeolina/6900277005/

Trader Joe's to amerykańska sieć sklepów, mająca w swej ofercie szereg innowacyjnych produktów marki własnej, które z założenia mają wyróżniać się wysoką jakością. Więcej informacji o firmie odnaleźć można na stronie internetowej: http://www.traderjoes.com . Dzięki uprzejmości wspomnianego już wcześniej znajomego uzyskałam możliwość spróbowania kilku czekolad Trader Joe's. Co łączy je wszystkie? Każda z nich opakowana jest w pudełko zaopatrzone z bardzo ładne ilustracje. Takie opakowania po czekoladach są prawdziwym skarbem w rękach kolekcjonera.

Jako pierwszego zdecydowaliśmy się zdegustować klasyka - gorzka czekolada o zawartości min. 85% masy kakaowej. Jak podano na opakowaniu, ziarna kakao użyte do jej produkcji pochodzą z Kolumbii. Tabliczka podzielona jest na nieduże kostki ozdobione kwiatowym wzorem. Zapach to naprawdę solidna dawka kakao. Czuć moc. Nie ma na co czekać - czas wgryźć się do środka...

Tabliczka oczywiście łamie się na zębach ze specyficznym dźwiękiem, ale jak na tak wysoką zawartość kakao mógł być on jeszcze wyrazistszy. Wraz z pierwszym kęsem zapadamy się głęboooko w czarną kakaową otchłań. Jest gorzko i bardzo wytrawnie, a na sam koniec na języku pojawia się kojąca nuta słodyczy. W posmaku brak tłustości. Cała kompozycja nie wiedzieć czemu kojarzy mi się z mrocznym, iglastym lasem. Nie jest ona dla mnie owocowa, tak jak zaznaczono na opakowaniu. Bardziej kojarzy mi się ze smołą, ciężką żywicą i naprawdę surowymi klimatami. Dopiero gdzieś na samym końcu, jak echo  przebrzmiewają słodkie promyki słońca. Lubię takie czekolady i mogłabym się zajadać podobnymi na co dzień. Może wtedy potrafiłabym wyczuć i scharakteryzować w gorzkiej czekoladzie coś więcej, niż tylko kakao... 


Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, naturalny aromat waniliowy.
Masa kakaowa min. 85%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 625 kcal
BTW: 10/50/32,5

środa, 25 grudnia 2013

Wild Ophelia Smokehouse BBQ Potato Chips ciemna z chipsami ziemniaczanymi barbecue

Źródło: http://www.wildophelia.com/product/bbq-potato-chip/chocolate-bars

Druga (i niestety ostatnia) tabliczka amerykańskiej marki Wild Ophelia, która trafiła w nasze łapki, może konkurować w kontrowersyjności dodatków z uprzednio opisywaną Wild Ophelia Beef Jerky. Tym razem mamy do czynienia z ciemną czekoladą o 70% zawartości kakao w której umieszczono kawałki... chipsów ziemniaczanych z dodatkiem pikantnych przypraw! Pewnie każdemu z Was zdarzyło się kiedyś na imprezie zagryźć coś czekoladowego słoną przekąską (lub na odwrót). Z mojej perspektywy - nie są to najmilsze wspomnienia. Ot, nieprzemyślana sekwencja ruchów ręki z miseczki do miseczki, która kończy się dziwacznym posmakiem w ustach. Ufałam jednak, że produkty Ophelii są w pełni przemyślane. Nie mogą być inne! Dlatego znów gotowa byłam przyjąć na klatę najbardziej ekstremalne doznania smakowe. 

Wild Ophelia Smokehouse BBQ Potato Chips powstała we współpracy z regionalną, rzemieślniczą wytwórnią chipsów The Billy Goat Chip Company (rzemieślnicze chipsy... takie rzeczy tylko w USA! :D). Chipsy wprost z St. Louis produkowane są z wyselekcjonowanych ziemniaków odmiany Russet Burbank, rosnących na plantacjach Idaho. Na stronie internetowej Bill Goat Chip Company zapewnia, iż po spróbowaniu ich chipsów nigdy już nie wrócimy do popularnych marek masowych. Cóż, każdy produkt, do którego wkłada się serce, a nie tylko kasę - z natury jest smaczniejszy. Ja na szczęście dla swojej tuszy fanką chipsów nie jestem, więc w sumie wszystko mi jedno, jakie chipsy umieszczono w rzeczonej czekoladzie. Wiszą mi również kontrowersje jakie może budzić fakt, że Bill Goat Chip Company na swej stronie chwali się używaniem w produkcji oleju canola. Olej ten pochodzi z nasion rzepaku ze zmodyfikowaną genetycznie zawartością kwasów tłuszczowych (zmiana ich proporcji ku bardziej prozdrowotnym). Zdecydowanie godzien pochwały jest jednak fakt używania w procesie produkcji naturalnych przypraw - chipsy bez glutaminianu sodu i miliarda aromatów mogą okazać się prawdziwym przysmakiem. Hm... No może jednak chciałabym ich spróbować :D.

Nie dostałam jednak chipsów, lecz na całe szczęście coś co interesuje mnie o wiele bardziej - intrygującą czekoladę. Po wyjęciu z kartonika i sreberka, tak jak w przypadku Wild Ophelia Beef Jerky - ta tabliczka również nie budzi swym wyglądem i zapachem żadnych "podejrzeń" ;). Zaciągając się mocno aromatem czekolady czujemy intensywną woń kakao. Argh, znów zapowiada się przepyszna czekolada, tym razem gorzka... Dopiero na sam koniec odczuwam w nozdrzach nutę papryki. Maleńka zapowiedź tego, co poczuję zaraz...

Pierwszy kęs to zapoznanie się z główną bohaterką - pyszną gorzką czekoladą. Jest taka, jaka powinna być - aromatyczna, mocno kakaowa, bogata i głęboka. Żadnej podejrzanej tłustości czy kwaskowatości. Muszę jednak przyznać, że większe wrażenie wywarła na mnie mleczna czekolada od Wild Ophelia. Pewnie dlatego, że nie na co dzień jada się mleczne czekolady z 41% zawartością kakao. "Zwykła" 70% ciemna czekolada jest czymś bardziej powszednim, co nie zmienia faktu, że Wild Ophelia proponuje naprawdę dobry jakościowo gorzki przysmak. Warty grzechu teobrominowy kop.

 Gdy już czekolada rozpuści się w ustach, natrafiamy na cienkie płatki chipsów. Kurczę, ta gorycz kakao naprawdę zaskakująco się z nimi łączy! Mamy do czynienia z delikatnie chrupiącymi chipsami, w których smaku dominuje papryka, sól, suszony pomidor, prażona cebula. Są wyraźnie wyczuwalne na tle czekolady i w pierwszym wrażeniu zdecydowanie z nią kontrastują. Ale już po chwili, gorycz i słodycz czekolady odnajduje tajemną nić porozumienia ze słonością, pikantnością i lekką kwaskowatością chipsów. Cała gama smaków na raz, no oprócz jednego - na całe szczęście nie ma tu umami ;). Tak, glutaminian sodu zaburzył by tą dziwaczną spójność fuzji pięciu smaków. Dobrze więc, że to akurat TE chipsy, że to prawdziwe przyprawy... W końcu natura to chaos, ale paradoksalnie tworzy harmonijną całość!

 W przeciwieństwie do Wild Ophelia Beef Jerky, tej czekolady nie nazwałabym delikatną. Bardziej pasuje do niej miano przewrotnej - zaskakuje, ale jednak smakuje. Jest wyrazista, poszczególne składniki wyczuwalne są tu zdecydowanie mocniej. Degustacja Wild Ophelia Smokehouse BBQ Potato Chips była ciekawym doświadczeniem. Na niektóre ekstremalne doznania człowiek decyduje się tylko raz, jednak mi ta czekolada zasmakowała na tyle mocno, że sięgnęłabym po nią ponownie bez wahania. Na pohybel przyzwyczajeniom kubków smakowych do klasycznych połączeń! :)

Skład: ciemna czekolada (miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, wanilia), miodowe pieczone chipsy ziemniaczane BBQ wędzone dymem z amerykańskiego orzecha białego (ziemniaki, olej słonecznikowy i szafranowy, miód w proszku (suszony syrop trzcinowy, miód), sól morska, cebula w proszku, pomidor w proszku, papryka, ekstrakt z drożdży, grzybki drożdżowe, papryczki chilli, czosnek w proszku, kwas cytrynowy, ekstrakt z papryki, naturalny aromat wędzonego dymu z amerykańskiego orzecha białego (maltodekstryna, naturalny aromat dymu z amerykańskiego orzecha białego), chipsy ziemniaczane BBQ (ziemniaki Russet, olej canola, sól, cebula, czosnek, przyprawy, cukier), przyprawy BBQ, sól morska, masło klarowane.  
 Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 57 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 535,7 kcal
BTW: 7,1/39,3/50

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Wild Ophelia Beef Jerky mleczna z suszoną wołowiną i przyprawami

Źródło: http://slightindulgence.com/chocolate.asp

Dzięki uprzejmości pewnego znajomego moja Magiczna Szuflada ma okazję gościć kilka wyjątkowych czekolad przywiezionych wprost ze Stanów Zjednoczonych. Zostawienie dla mnie paru kostek takich specjałów było przemiłym gestem, za który jeszcze raz serdecznie dziękuję! :)

Ciężko się było zdecydować, której z podarowanych tabliczek spróbować jako pierwszej. W końcu wybór padł na totalnie zaskakujący produkt marki Wild Ophelia. Zapraszam do odwiedzenia strony internetowej tej firmy http://www.wildophelia.com, na której to można zapoznać się z jej smakowitą ofertą, a także z ideą związaną z tworzeniem tych pyszności. Dziecięca walka z nudą przywiodła Ophelię do eksperymentowania z jedzieniem, co po latach znalazło swoje odzwierciedlenie w nietypowych połączeniach, które stosuje w słodyczach produkowanych pod szyldem Wild Ophelia. Nietypowych, lecz na tyle kuszących, że ślinka cieknie mi na myśl o każdym z nich... Ponadto, kolejną innowacją jest współpraca z lokalnymi farmerami i rzemieślnikami dostarczającymi głównie organicznych surowców do produkcji czekolad. Wszystko to wyróżnia markę Wild Ophelia - mamy do czynienia z naturalnymi i nadzwyczaj oryginalnymi produktami. Czy dało by się tak w Polsce...?

Krowa kojarzy się z czekoladą nie tylko ze względu na Milkę. Sproszkowane produkty mleczne są popularnym składnikiem wyrobów czekoladowych. Co jednak można zrobić, aby czekolada była jeszcze bardziej "krowia"? Stworzyć mleczną czekoladę z dodatkiem wołowiny! Na to właśnie wpadła Ophelia i zrealizowała swój szokujący na pierwszą myśl pomysł - we współpracy z farmerami z Idaho, hodującymi swoje krowy na rozległych pastwiskach. W jakiej formie mięso zostało użyte do produkcji czekolady? Otóż, umieszczono w niej kawałki tradycyjnego beef jerky. Jerky to wołowina pokrojona w podłużne kawałki, posolona i wysuszona. Może być również podwędzana i marynowana. Ten przysmak można zakupić także w Polsce - to zrozumiałe, że cena nie jest niska - ale warto się skusić.

Tyle słowem wstępu - czas na degustację! Wyciągamy naszą porcję z kartonika i ze sreberka. Wąchamy i... hm, na tym etapie nie wyczuwamy nic podejrzanego :). Uderza nas głęboki, bogaty zapach charakterystyczny dla bardzo dobrej mlecznej czekolady. Harmonijna fuzja mleka i kakao - na etapie percepcji zapachowej trudno się domyślić, co czeka na nas w środku...

Pierwszy kęs. Wow. To, co poczuliśmy rzeczywiście było szokujące. Dlaczego? Nie, nie uderzył nas ordynarny smak mięsa i przypraw. Poczuliśmy PRZEPYSZNĄ mleczną czekoladę. 41% masy kakaowej gwarantuje moc kakao na odpowiednim poziomie, złagodzoną w wykwintny sposób aksamitem mleka i wanilii. Jestem gotowa nawet stwierdzić, że jest to NAJLEPSZA mleczna czekolada, jaką jadłam w swoim dotychczasowym życiu. Głębia smaku, jakiej niepowstydziła by się niejedna gorzka czekolada. REWELACJA.

To coś niesamowitego, że przy tak oryginalnych dodatkach sama czekolada potrafiła nadal wysunąć się na pierwszy plan! Dopiero gdy pozwalamy kęsowi powoli rozpuścić się w ustach, reszta obfitego składu surowcowego zaczyna przed nami odkrywać swoje wdzięki. Kawałki jerky są maleńkie. Ich struktura budzi skojarzenie z rozdrobnionymi suszonymi owocami. Po rozgryzieniu ich przekonujemy się, że są bardzo słone. Rzeczywiście wyczuwalny jest mięsny posmak, kojarzy się on z mocno wysuszoną słoną kiełbasą dobrej jakości. Zaznaczę jednak, że jest to jedynie delikatny posmak. Coś, co bez przeszkód zgrywa się z genialną mleczną czekoladą. 

Wśród przypraw, zdecydowanie pierwsze skrzypce gra sól. Przekonałam się nieraz, że sól w czekoladzie jest bardzo fajna, więc zupełnie mi to nie przeszkadzało. Czosnek, cebula, pieprz i papryka dają o sobie znać subtelnym echem dopiero na sam koniec - już po przełknięciu śliny. To unikalna, genialna feeria doznań - najpierw powala nas boska mleczna czekolada, potem kontrastuje ona z słonymi i lekko wędzonymi drobinkami, by na sam koniec uświetnić wszystko szczyptą warzywnych przypraw.

Przed degustacją Wild Ophelia Beef Jerky byłam przygotowana na wszystko. Przyjęłabym na klatę nawet fakt, gdyby ten produkt swym radykalizmem zmiażdżył definicję aksamitu mlecznej czekolady. Spodziewałam się, że poczuję więcej wędzonych nut, które może aż przyćmią kakao i mleko. Byłam przygotowana na to, że czosnek, pieprz i cebula brutalnie spenetrują moje kubki smakowe. Tymczasem, całość okazała się być zaskakująco... DELIKATNA. To najświętsza prawda, że dobra jakościowo czekolada skomponuje się z nawet najbardziej wyszukanymi dodatkami. Tutaj nie było żadnej przesady. Była czysta harmonia smaków - pomimo na pozór tak skrajnych i kontrowersyjnych połączeń.


Skład: mleczna czekolada (cukier, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, wanilia), organiczne beef jerky 3,63% (organiczna wołowina, organiczny odparowany syrop trzcinowy, woda, organiczny sos sojowy (woda, organiczne ziarna soi, sól, organiczny alkohol), organiczny ocet z cydru jabłkowego, sól, organiczna papryka, naturalny aromat dymu, organiczny czarny pieprz, organiczna cebula w proszku, organiczny czosnek w proszku)), wędzona sól Alder, wędzona papryka.
 Masa kakaowa min. 41%.
Masa netto: 57 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 535,7 kcal
BTW: 7,1/35,7/53,6

sobota, 21 grudnia 2013

Milka Toffee Wholenut mleczna z nadzieniem mleczno-karmelowym, karmelem i całymi orzechami laskowymi

Źródło: http://www.ocenwszystko.pl/p4534,milka-toffee-wholenut.html

Zgrzeszyłam, możecie mnie biczować! Kupiłam Milkę i to za własne pieniądze... Choć nie ma dla mnie usprawiedliwienia (kajam się!), to spróbuję je znaleźć. Jasny gwint, za czasów gdy jeszcze tolerowałam Milki zawsze chciałam spróbować Toffee Wholenut i nigdy nie miałam ku temu sposobności. A tu trafiła się okazja - 300 g tabliczka kosztowała w Carrefourze jedynie 6,99 zł (regularna cena to niemal zawsze ponad 10 zł). Raz się żyje, a co mi tam. Przeboleję, że miałabym za tą siódemkę Lindta Excellent, albo piwko z AleBrowaru. Pakując ją do koszyka pomyślałam: nie otruję się próbując tej czekolady po kosteczce do kawy (w najgorszym wypadku wyżrę sam orzech ze środka), a najwyżej trochę ją styram na blogu ;). Ale fakt faktem, wstyd mi się było przyznać Ukochanemu do tego zakupu :P.

Gdy nadszedł czas na wyciągnięcie Toffee Wholenut z Magicznej Szuflady okazało się, że tabliczka się połamała... A przecież w Magicznej Szufladzie miała tak wygodnie! Cóż, jej format nie jest zbyt trafny - przy 300 gramach i dość miękkiej strukturze lepiej sprawdzałby się kształt kwadratowy. Na sklepowych półkach duże Milki łamią się często gęsto...

 Próbujemy. Niestety ułamany pasek prędko zaczyna topić się w palcach... Boję się wąchać, żeby znów nie uświadomić sobie, że sacharoza potrafi mieć zapach :P. Pierwszym kęsem przebijam się przez warstwę mlecznej czekolady docierając do grubego mleczno-karmelowego nadzienia o jasnej barwie. Na tym etapie odczuwam tylko słodycz. Cukier, cukier i jeszcze raz cukier - taki niefajny, taki aż do porzygu... To jasne nadzienie to prócz cukru jeszcze solidna dawka tłuszczy roślinnych, co niestety czuć... Te "mleczne" nadzienia w Milce czy Wedlu są dla mnie nie do przejścia :(. W Toffee Wholenut to miała być chyba jakaś marna imitacja czegoś na kształt karmelowego mleka skondensowanego - a przypominało to bardziej słodzoną margarynę.... Gdyby jeszcze sama czekolada była smaczna... Ale nie. Nie wyczuwam tu nawet krzty kakao, choćbym nie wiem jak bardzo się starała. Nawet go nie widzę, bowiem czekolada ma bardzo blady odcień... Gdzie te deklarowane 30% masy kakaowej, ja się pytam?

Zanurzam się głębiej. Trafiam na karmel, o dziwo nie wypływał on w tempie ekspresowym zalepiając wszystko dookoła. Jego konsystencja była znośna, choć koło jędrnego karmelu z Lindt Salted Caramel to on nawet nie leżał. W porównaniu do powyżej opisanych elementów tabliczki wypada on nie najgorzej. Gdzieś tam, pod toną cukru przebija się delikatna słoność i ratuje całą sytuację. 

W końcu docieram do sedna, czyli orzecha laskowego. Tak jak przypuszczałam - jest to najmocniejsza strona Toffee Wholenut. Nie jest to żadne odkrycie, w końcu orzechy same w sobie są pyszne. 

Mimo wszystko nie żałuję, że zgrzeszyłam. Chciałam spróbować i tyle. Nie było aż tak źle, jak się tego spodziewaliśmy. Czekolada jest według nas o wiele bardziej zjadliwa, niż chociażby Milka Daim. Jestem w stanie zrozumieć, że smakuje ludziom, ale sama nie jestem w stanie zjeść na raz więcej niż jeden pasek. Po prostu jestem zasłodzona na amen (a należę do osób potrafiących zjeść z pół blachy dobrego ciasta na raz :P).

Skład: cukier, tłuszcze roślinne, tłuszcz kakaowy, orzechy laskowe 8%, odtłuszczone mleko w proszku, serwatka w proszku, miazga kakaowa, syrop glukozowy, tłuszcz mleczny, śmietanka w proszku 1,8%, odtłuszczone mleko zagęszczone słodzone, glicerol, pasta z orzechów laskowych, lecytyna sojowa, syrop cukru skarmelizowanego 0,41%, syrop cukru inwertowanego, aromaty, sól.
Masa kakaowa min. 30%.
Masa netto: 300 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 560 kcal
BTW: 5,9/36,5/52

środa, 18 grudnia 2013

Ritter Sport Whole Almonds mleczna z migdałami


Podczas przedświątecznych zakupów z Ukochanym natknęliśmy się w Tesco na Rittersport Whole Almonds przecenioną z powodu zbliżania się do upływu terminu ważności. Ponieważ nie mieliśmy jeszcze okazji jej próbować, bez namysłu zdecydowaliśmy się na okazyjny zakup.

Zapach. Nie wiem, czy jest to kwestia faktu, że produkt nie był już pierwszej świeżości, czy też w zamyśle właśnie w ten sposób miał pachnieć - ku naszemu zaskoczeniu aromat prażonych migdałów przytłumił zupełnie kakaowe nuty. Przechodząc do smaku, okazało się, że i w tym przypadku calutka czekolada przesiąknęła migdałami. Mi to zupełnie nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie - jeśli rzeczywiście jest to forma nadgryzienia przez ząb czasu, to oby wszystko starzało się tak pięknie! :)

Mleczna czekolada Rittersport sama w sobie jest dość słodka (jak zawsze), jednak zdecydowanie mieści się w granicach tolerancji. Mleko i kakao nie są mocno zaakcentowane, kryją się gdzieś pod typowo cukrową słodyczą (może to też kwestia lekkiego zwietrzenia), ale naprawdę nigdy nie mierziło mnie to w produktach tej marki - po prostu są dla mnie poprawne i smakują mi. Dodatkowo, przesiąknięcie aromatem migdałów sprawia, że całość jest jeszcze smaczniejsza. Nie ma szału, ale przyjemność z jedzenia jest, jak najbardziej :).

A same migdały? Jakże często w czekoladach z orzechami odczuwamy żal, że użyto ich zbyt mało. Tym razem czekała na nas miła niespodzianka - było ich akurat w sam raz. Chrupiące, mocno podprażone (niektóre może aż zanadto), aromatyczne. Na stronie producenta zostajemy poinformowani, że pochodzą z upraw kalifornijskich - jeden z dużych plusów witryny Rittersport to informowanie klienta o poszczególnych surowcach używanych w produkcji łakoci.

Polecam każdemu miłośnikowi migdałów w czekoladzie. Ciekawa jestem, czy w wypadku świeższej czekolady również ów efekt przesiąknięcia migdałami byłby tak intensywny.

Skład: cukier, migdały 23%, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, mleko pełne w proszku, laktoza, mleko otłuszczone w proszku, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, aromat naturalny.
Masa kakaowa min. 30%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 546 kcal
BTW: 9/45/40

sobota, 14 grudnia 2013

Wedel biała z cząstkami kakaowymi

Absurd. W Magicznej Szufladzie czekają na degustacje prawdziwe skarby, a ja sięgam po słodycze dla pospólstwa ;). Cóż, aby móc w pełni docenić coś wyjątkowego nie można nieustannie pławić się w luksusach - trzeba zafundować sobie czasem dawkę przeciętności. Z tego też powodu, póki co, na blogu pojawi się parę recenzji bardzo popularnych i ogólnodostępnych marek. W Magicznej Szufladzie znajduje się jednak kilka wyczekanych pyszności, do których konsumpcji i opisu z pewnością zasiadać będę z wypiekami na twarzy - warto więc jeszcze podsycić swój apetyt i odłożyć je na później... :) Oj, to będą dopiero recenzje! Ale tymczasem...

Wedel wydał ostatnio limitowaną edycję białych czekolad z dodatkami. Ponieważ zawsze miałam problem z nader entuzjastycznym reagowaniem na edycje limitowane, jakiś czas temu postanowiłam sobie, że nie skuszę się na zakup limitek Wedla (ani tym bardziej Milki). Miałam przede wszystkim na myśli tabliczki nadziewane, w których dżemowe nadzienie i posmak margaryny były dla mnie nie do zniesienia - faszerowanie się tak niesmaczną chemią było zwyczajnie stratą kasy. Limitowane białe czekolady zachęciły mnie jednak składem bez zarzutu. Dlatego postanowiłam spróbować i skonfrontować produkty Wedla z naprawdę dobrymi białymi czekoladami, jakie jadałam ostatnimi czasy. W promocji Carrefoura "kup jedno, a drugie dostaniesz za 50%" zakupiłam 2 tabliczki: z cząstkami kakaowymi oraz z bakaliami.

Po otwarciu plastikowego opakowania ukazuje się naszym oczom hmm... no nie do końca biała czekolada. Ma ona raczej żółtawy odcień, co nie wygląda zachęcająco. Upstrzona jest jednak kawałkami ziarna kakao, co umila niezbyt elegancką prezencję właściwego surowca. 

Zapach przywołuje dawne wspomnienia, nie do końca miłe. To jest zapach taniej, kiepskiej białej czekolady. Niektórzy mogą kojarzyć ten zapach z aromatem właściwym dla białej czekolady, ale ja po spróbowaniu wielu białych pyszności już nie dam się oszukać... 

Smak. Jest bardzo słodko. Nie jest to przyjemna śmietankowo-waniliowa słodycz, lekka jak obłoczek... To raczej starość, ciężkość, zwyczajność. Nie ma boskiego rozpływania się w ustach, nie ma wzruszeń. Szczerze? Gdyby w tabliczce nie były zatopione kawałki ziaren kakao, bardzo ciężko byłoby mi zjeść wydzieloną wcześniej porcję. Karmelizowane ziarna kakao ratują sytuację. Z każdym kęsem czekam tylko na nie. Goryczkowe, chrupiące, no po prostu mocno kakaowe - wprowadzają choć nutę przyjemności w jedzeniu tego przeciętniaka. Bez nich było by słabiutko.

 Mój Ukochany, dzięki któremu przekonałam się do białej czekolady sam stwierdził, że to nie jest to, co lubi najbardziej. Nawet ja w swej ocenie okazałam się bardziej łaskawa dla tego produktu niż On. Skład tabliczki jest czysty, więc skąd te przykre doznania? Jakże wiele zależy od produkcji masowej i widocznie niezbyt wysokiej jakości surowców...

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, mleko pełne w proszku, karmelizowane cząstki kakaowe 5% (ziarno kakaowe, cukier), lecytyna sojowa, aromat.
Masa netto: 100 g
Wartość energetyczna w 100 g: 585 kcal
BTW: 4,9/38/55

czwartek, 5 grudnia 2013

Lindt Weihnachts Marzipan marcepan w białej i ciemnej czekoladzie


Lindt Weihnachts Marzpian nie jest wprawdzie tabliczką czekolady, lecz marcepanowym batonem - jednak nie wyobrażam sobie, aby jego recenzja nie pojawiła się na moim blogu. Takie smakołyki trudno utrzymać dłużej niż jeden dzień w Magicznej Szufladzie - musieliśmy go skosztować do pierwszej pitej po zakupie kawy (a kupiliśmy go w Carrefourze - znaleziony na półce z świątecznymi słodkościami).

Uwaga, będzie zagadka matematyczna! Baton to 100% wartości wyjściowej: podzieliliśmy go na 2 równe części, stąd ja otrzymałam 50% i mój Ukochany 50%. Komu bardziej smakował, jeżeli ja po wypiciu 1/4 kawy miałam 40% wartości wyjściowej, zaś mój Ukochany po wypiciu 1/4 kawy miał 0%? :D

Otóż odpowiedź jest bardziej biologiczna, niż matematyczna. Nam obojgu baton smakował tak samo - czyli bardzo bardzo bardzo! Różnica tkwi w zmienności osobniczej ;). Gdy mojemu Ukochanemu coś wyjątkowo smakuje, nie może powstrzymać się przed kolejnymi zachłannymi kęsami - baton wypełnił całą jego paszczę w trybie natychmiastowym :D. Ja natomiast skubałam smakołyk małymi kawalątkami, badając dokładnie jak smakują wszystkie składniki razem i z osobna, mrucząc i upajając się każdym kęsem. Mój Mężczyzna dzielnie zniósł konieczność obserwacji spożywania pozostałej mi części marcepanu, podczas gdy jego porcja już poddawana była działaniu soku żołądkowego. Chwała mu za to ;) . Nie oddałabym swojej reszty!

 Marcepan od Lindta jest wilgotny, pulchny i aromatyczny. Booooskoo migdałowy z alkoholowymi przebłyskami. No i dla urozmaicenia - zatopione z nim zostały drobinki kandyzowanych owoców (wśród nich na pewno znalazły się morele). Świetny efekt, zwłaszcza, że owoce były mięciutkie i delikatne. Marcepan oblany jest od góry białą czekoladą z wzorem z deserowej czekolady. Cały dół pokrywa zaś deserowa czekolada. Górna warstwa jest grubsza niż dolna. Jak dla mnie, obie warstwy mogłyby być zdecydowanie bardziej obfite - lindtowskiej czekolady nigdy za wiele. Ale w końcu to marcepan w czekoladzie, a nie czekolada z marcepanem, więc wybaczam :).

 100-gramowy baton to niby ta sama gramatura, jak w przypadku standardowej tabliczki czekolady - ale tu każdy z nas ze spokojem wszamałby takie 100 g... Chciało się jeszcze, oj chciało. Nie zamulał nadmierną słodyczą, a wręcz w jakiś sposób orzeźwiał swoją rozmaitością. Kocham marcepan i kocham Lindta, więc ten produkt wyniósł mnie na wyżyny degustacyjnej ekstazy ;). Pyszności!

Skład: cukier, migdały 26%, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, orzechy laskowe, owoce kandyzowane, miazga kakaowa, alkohol, laktoza, odtłuszczone mleko w proszku, aromaty, inwertaza, lecytyna sojowa.
 Masa kakaowa w białej czekoladzie min. 25%.
Masa kakaowa w ciemnej czekoladzie min. 45%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 499 kcal
BTW: 8,3/27/52

sobota, 30 listopada 2013

Lindt Salted Caramel mleczna nadziewana solonym karmelem


Pora na ostatnią tabliczkę z najnowszej edycji Nice To Sweet You. Niejednokrotnie wspominałam - karmel w czekoladzie może być albo totalnym fiaskiem, albo spektakularnym sukcesem. W przypadku Lindta spodziewaliśmy się raczej sukcesu. Inna sprawa, że jak mój Ukochany stwierdził, nawet gówno oblane czekoladą Lindta byłoby zjadliwe ;).

 Wgryzamy się w przecudowną mleczną czekoladę. Ona u Lindta nigdy nie zawodzi. Głębia mleczności i kakao, totalny odjazd. 

Dostajemy się do warstwy nadzienia.  I tu czeka na nas pozytywne zaskoczenie. Karmel jest bardziej płynny niż stały, lecz jego konsystencja jest na tyle spójna, że nie wylewa się z kostki i nie oblepia palców. Skład produktu straszy ogromną ilością cukru, ale czego innego się spodziewać przy obfitym wypełnieniu karmelem. Całe szczęście, jego słodycz została umiejętnie przełamana solą. Sól sprawia, że pozornie zamulające połączenie cukru i skondensowanego mleka, staje się czymś rewelacyjnie smacznym - aż chce się sięgać po kolejną kostkę.

Salted Caramel to według mojego Ukochanego najbardziej udana tabliczka z najnowszego tria Nice To Sweet You. Dla mnie wygrywa Dark Chocolate Cookie. Bezsprzecznie jednak, cała seria jest warta spróbowania.

Skład: cukier, syrop glukozowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, tłuszcz mleczny, miazga kakaowa, mleko skondensowane, laktoza, glukoza, odtłuszczone mleko w proszku, lecytyna sojowa, sól, ekstrakt słodu jęczmiennego, naturalne aromaty.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 516 kcal
BTW: 4,9/30/56

środa, 27 listopada 2013

Edbol ciemna z orzechami laskowymi i cząstkami wiśniowymi


Bydgoska Fabryka Galanterii Czekoladowej Edbol jest producentem m.in. czekolad marek własnych dla kilku marketów. Dotychczas napotkałam wyroby tej firmy w Biedronce, Lewiatanie oraz Polo. Klasyczne dyskontowe propozycje marki Edbol to na przykład mleczna z całymi orzechami laskowymi czy mleczna z malinami i migdałami. Ciemnej z orzechami laskowymi i wiśniami nie widziałam dotąd na żadnej z marketowych półek, toteż zainteresowała mnie jej obecność w Biedronce. Zdecydowaliśmy się na zakup.

 Tabliczkę ładnie zapakowano w kartonik i sreberko. Jest cienka i podzielona na duże kostki - czyli tak, jak lubię. 60% masy kakaowej nie jest wielkim wynikiem, ale biorąc pod uwagę fakt, że dyskontowe czekolady bywają nazywane gorzkimi już przy 50% jej zawartości - nie ma na co narzekać. Poza tym, 60% kakao to dość optymalny poziom, który odpowiada większości konsumentów. 

Tak, ta czekolada jest zdecydowanie przystępna dla zwykłego zjadacza czekolady :). Kakao w zapachu nie uderza z wielką mocą, jest delikatne i przełamane owocową nutą. W smaku również czekolada jest bardzo delikatna. Gorycz i słodycz są przyjemnie zbalansowane. 

Orzechy laskowe obecne w czekoladzie zostały dość drobno pokruszone, ale jak na mój gust jest to idealna wielkości przy tak cienkiej tabliczce. Poza tym, jest ich na tyle sporo, że zdecydowanie są wyczuwalne, nadając czekoladzie dodatkowych atutów. Orzechy w czekoladzie to dla mnie zawsze zaleta :). Uwielbiam!

Przejdźmy teraz do wiśni... Nie, zdecydowanie - cząstki wiśniowe to w tym przypadku trafniejsze sformułowanie. Jedną z niewielu rzeczy, do których naprawdę można się przyczepić w przypadku tego wyrobu jest kilometrowy skład owych cząstek. Sam przecier wiśniowy stanowi jedynie niewielki procent całości. To właśnie z tego powodu nie doszukamy się tutaj wyraźnego wiśniowego akcentu, jakiego nadałoby czekoladzie zastosowanie suszonych czy liofilizowanych owoców. Posmak wiśni w tej tabliczce kojarzy się bardziej z dżemem bądź kompotem. Nie jest to jednak rzecz, która przekreśla dla mnie tą czekoladę. Całość przypadła mi do gustu, choć nie zrobiła szału - ale przecież wcale się tego nie spodziewałam sięgając po ów smakołyk. Jego cena nie była wysoka, a w zamian otrzymujemy całkiem przyzwoity produkt.

Skład: miazga kakaowa, cukier, orzechy laskowe 6%, cząstki wiśniowe 5% (przecier jabłkowy, przecier wiśniowy 7%, syrop glukozowo-fruktozowy z pszenicy, cukier, glicerol, błonnik pszenny, tłuszcz palmowy, pektyny, ekstrakt z marchwi, jagody i czarnej porzeczki, kwas jabłkowy, aromat), kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglierolu, aromaty.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 519 kcal
BTW: 8,7/33,3/41,1

poniedziałek, 25 listopada 2013

Lindt Creation Creme Brulee mleczna z nadzieniem mlecznym z karmelizowanym cukrem i wafelkami


Lubię takie niespodzianki - podczas wyprawy po ulubione grahamki do Biedronki zauważyłam Lindt Creation Creme Brulee w bardzo przystępnej cenie... Kto by się tego spodziewał! Od razu zamieniłam się w przebierającą nóżkami dziewczynkę z wielkimi błyszczącymi oczami, które błagają: "Skaaarbie, kuuup!!!" Skarb kupił, a jakże ;). Zwłaszcza, że sam uwielbia Lindta.

Muszę się przyznać, że nigdy dotąd nie miałam okazji jeść prawdziwego creme brulee. Wynika to z tego, że będąc w restauracjach zawsze jako deser wygrywały wszelkie ciasta bądź lody. Creme brulee zostawiałam na "zaś potem", a w domu nie odczuwam potrzeby samodzielnego wykonywania takich dań. Doskonale wiem, czym jest creme brulee, no ale właśnie... Smakowego odniesienia brak.

Jednak nie przeszkadzało mi to zupełnie w czerpaniu przyjemności z degustacji Lindt Creation Creme Brulee. Ba, owa przyjemność była naprawdę bardzo duża... Lindt wyczarował coś cudownego - przewyższając moje oczekiwania.

Tak jak ostatnio jedzona przeze mnie tabliczka z serii Creation, czyli Rhum Raisins - Creme Brulee została wyprodukowana przez filię francuską firmy. Ten produkt również nie odbiegał jakością od szwajcarskich wyrobów, co bardzo mnie ucieszyło. 

Największym atutem jest jak zwykle sama czekolada. Bardzo kakaowa jak na mleczną, nieprzesłodzona, z śmietankową nutą. Delikatna, lecz nie wątła ;) . Zjadanie warstwy czekolady sponad nadzienia sprawiało mi niewypowiedzianą przyjemność. 

A nadzienie? Biały krem o idealnej konsystencji. Znów procentuje duży udział tłuszczu mlecznego, a brak tłuszczy roślinnych - nadało to nadzieniu cudowny, maślany smak. W owym kremie zatopione są kawałki wafelków i karmelizowanego cukru. O wafelkach rozpisywać się nie będę - są na tyle malutkie i jest ich tak niewiele, że w żaden sposób nie rzutują na całokształt. Natomiast karmelizowany cukier jak najbardziej... Spore kryształy, w żaden sposób nie przypominające żelowego ulepka. Chrupkie, mocno wyczuwalne na zębach. W smaku... intensywnie kakaowe i palone, wręcz goryczkowe. A to Ci heca! Mniam!

 Lindt Creation Creme Brulee wydawała mi się być dość niepozorną, nawet i skromną tabliczką na tle innych smaków w ofercie Creation. Tymczasem, kryje ona w sobie naprawdę wiele dobrego. Proste połączenie smaków wykonane z ogromną pieczołowitością. Klasa.

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku 15%, tłuszcz mleczny 9%, miazga kakaowa, laktoza, cukier karmelizowany (cukier, tłuszcz kakaowy) 3%, całkowicie odtłuszczone mleko w proszku, cząstki waflowe (mąka pszenna i kukurydziana, cukier, wodorowęglan sodu, olej palmowy) 1%, lecytyna sojowa, ekstrakt słodu jęczmiennego, aromaty (jajo, wanilina).
Masa kakaowa min. 30%.
Masa netto: 150 g.

piątek, 22 listopada 2013

Lindt Dark Chocolate Cookie ciemna z kremem czekoladowym i kawałkami ciemnego ciasta



Prawdziwy dylemat - co wybrać jako pierwszy z pozostałych nam produktów Nice To Sweet You? Dark Chocolate Cookie czy Salted Carmel? Mojego Ukochanego przekonał napis na opakowaniu: Experience Your Dark Side, dlatego tym razem sięgnęliśmy po czekoladowe ciasteczko. Uznał, że on już odkrył moje ciemne strony (swoje jak mniemam również ;)), więc nic nie stało na przeszkodzie aby i prawdziwie ciemna strona Nice To Sweet You wyjawiła nam wszystkie swe tajemnice...

Niestety na opakowaniu nie podano jakże istotnej informacji o zawartości masy kakaowej. Węglowodanów jest w składzie całkiem sporo i nie wróżyło to dobrze... Oprócz tego bardzo zaintrygowała mnie niespotykanie wysoka zawartość tłuszczu mlecznego - w składzie znajdował się na trzecim miejscu, przed tłuszczem kakaowym! Rzeczywiście tajemnicza ta Dark Side...

Rozrywamy sreberko. Zapach - świeże, wilgotne i ciężkie ciasto czekoladowe. Już przepadłam... Wgryzam się w pierwszą kosteczkę i... No i przepadłam już zupełnie!!! Ahhh!!!

Obstawiam, że sama czekolada nie ma więcej niż 50-parę procent masy kakaowej - co nie zmienia faktu, że jest pyszna - jak to Lindt. Zresztą, ja zawsze lubiłam deserową czekoladę, nie ma co ukrywać. Ale w tym przypadku, deserowa czekolada w połączeniu z nadzieniem daje MEGA kakaowego kopa. Nie spodziewałam się, że aż tak mi zawróci w głowie. Genialne wykonanie.

Nadzienie jest wprost rewelacyjne. Rzeczywiście czuć, że ma w sobie dużo masła, co okazało się być ciekawą innowacją. Jest bardzo gładkie, przypomina mi masę czekoladową w dobrym jakościowo torcie szwarcwaldzkim. Tak, gładziusieńkie, rozpływające się w ustach nadzienie... A w nim... Chrupiące i zarazem mięciutkie okruchy kakaowego ciasta. Uwielbiam ten efekt! A dookoła dobra deserowa czekolada... Huh, gdyby zawierała więcej masy kakaowej pewnie serducho by mi z piersi wyskoczyło od ataku teobrominy - i bez tego Dark Chocolate Cookie okazało się być prawdziwą czekoladową bombą!

Paradoksalnie, mojego Ukochanego aż przytłoczyła czekoladowość tej tabliczki i stwierdził, że bardziej przypadło mi do gustu Apple Crumble. A ja? Tak jak pogodziłam się ze swoją ciemną stroną, tak pokochałam ciemną stronę Nice To Sweet You ;). Naprawdę, czekoladowe fajerwerki uderzały mnie z każdej strony kiedy jadłam Dark Chocolate Cookie. Czekolada, krem, ciasto. Wszystko byłoby pyszne z osobna, a razem? To już totalna masakra. Moich zachwytów nie było końca, może aż do przesady. Ale cóż poradzić, że "gdy mi jest dobrze, moja dusza mruczy" :). Jeśli ktoś nie pogardziłby wariactwem taki jak ciasto murzynek okraszone gałką lodów czekoladowych z kawałkami czekolady i sosem czekoladowym to... Dark Chocolate Cookie jest zdecydowanie dla niego :)

Skład: cukier, miazga kakaowa, tłuszcz mleczny, tłuszcz kakaowy, kakao o obniżonej zawartości tłuszczu, laktoza, mąka pszenna, odtłuszczone mleko w proszku, olej palmowy, lecytyna sojowa, kakao w proszku, wanilina, sól, dwuwęglan sodu, wodorowęglan amonu, węglan potasu.
Masa netto: 100 g
Wartość energetyczna w 100 g: 544 kcal
BTW: 5,3/34/51

środa, 20 listopada 2013

Lindt Apple Crumble mleczna z kremem jabłkowym i kawałkami ciasta


Wyprawa do Niemiec zakończyła się sukcesem - najnowsza kolekcja Nice To Sweet You trafiła w moje łapki! Szczególnie cieszyłam się właśnie na tą czekoladę, dlatego sięgnęliśmy po nią jako pierwszą z nowej trójki. Dotąd nadziewane tabliczki z tej serii powalały mnie na łopatki, a Apple Crumble + lindtowska mleczna czekolada? To brzmiało naprawdę BOSKO!!!

Ulubiony kartonik, żywozielone sreberko. Z uwagą rozrywamy... Bah! Aromat zielonego jabłuszka, leciutki i zwiewny, wkomponowany w boską mleczną czekoladę. Jak to jest, że wszystkie zapachy tak cudnie wpasowują się w Lindta? Zapowiada się ciekawie... 

Pod solidną otoczką wyśmienitej czekolady chowa się jasne nadzienie. Jest przede wszystkim mleczne w smaku, ale czegoś mi w nim brakowało... Zatopione są w nim kawałeczki suszonych jabłek i okruchy ciasta - te elementy nadają przyjemną chrupkość nadzieniu, którą tak bardzo uwielbiam w tabliczkach Nice To Sweet You. Pomimo wyczuwalnych kawałków ciasta, całość budzi skojarzenia raczej nie z crumble czy szarlotką, ale z biszkoptowym ciastem ze startymi jabłkami zatopionymi w galaretce. Trochę szkoda, bo spodziewałam się czegoś bardziej trącającego maślaną kruszonką i typowo kwaskowatym jabłkiem. Czegoś z prawdziwym kopem, niczym chrupiąca gorąca i aromatyczna szarlotka polana gęstym czekoladowym sosem... Tymczasem, za dużo "zielonego jabłuszka" odnalazłam w tym wszystkim, zbyt dużo wydelikacenia. Mój Ukochany był tą kompozycją zachwycony, no a ja się odrobinkę zawiodłam. Ale tylko odrobinkę :). Bo i tak było pysznie! Co nie zmienia faktu, że Lindt mógły ciutkę tą czekoladę podrasować, bo w takim połączeniu smaków drzemie ogromny potencjał.

Skład: cukier, pełne mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, tłuszcze roślinne (kokosowy, palmowy), odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz mleczny, jabłko, mąka pszenna, lecytyna sojowa, laktoza, syrop glukozowo-fruktozowy, naturalny aromat jabłkowy, koncentrat soku cytrynowego, sól, aromaty, dwuwęglan sodu, wodorowęglan amonu, pektyna, ekstrakt słodu jęczmiennego, ekstrakty przypraw, ekstrakt z wanilii burbońskiej.
Masa netto: 100 g
Wartość energetyczna w 100 g: 546 kcal
BTW: 7,1/34/52

niedziela, 17 listopada 2013

Lindt Creation Rhum-Raisins mleczna z nadzieniem z rodzynek i rumem


Gdy pierwszy raz dostrzegłam tą nowość Lindta od razu wiedziałam, że musi być moja. Połączenie smaków niezwykle mnie kusiło, choć nie do końca wiedziałam, czego się po nim spodziewać. No i stosunkowo dawno nie jadłam słodyczy z Lindta - stęskniłam się...

...a po otwarciu Creation Rhum-Raisins moja miłość do Lindta powróciła z mocą uderzenia pioruna. Zapach przepysznej, lindtowskiej mlecznej czekolady jest nie do podrobienia - tutaj dodatkowo został okraszony alkoholowymi i owocowymi nutami. Muszę przyznać, że choć produkty Lindta wyprodukowane w siedzibie francuskiej, dotąd delikatnie odbiegały jakością od szwajcarskich - Creation Rhum-Raisins jest wyjątkiem. Już pierwszy kęs sprawił, że moje kubki smakowe zostały przeniesione do raju. Po pierwsze: cudowna mleczna czekolada z typowym dla Lindta śmietankowym akcentem, w której smak kakao nie gubi się pod nadmiarem cukru. Po drugie: rewelacyjne nadzienie. Tak, naprawdę mnie urzekło. Miało kremową konsystencję, ale nie lejąca się, nie lepiąca się i nie tłustą (brak dodatku tłuszczy roślinnych robi swoje!). Mocno rumowe z mleczną nutą - genialnie komponowało się z warstwą czekolady. No i dodatkowo, w nadzieniu zatopione były drobinki zmacerowanych w rumie rodzynek - świetne urozmaicenie i wzbogacenie smaku. Wszystko było mocno wyczuwalne z osobna: zarówno kakao, jak i mleko, rum oraz rodzynki. A razem... Obłęd :).

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, laktoza, rodzynki zmacerowane w rumie (rodzynki, rum) 3%, rum ciemny 2%, całkowicie odtłuszczone mleko w proszku, cukier inwertowany, syrop glukozowy, tłuszcz mleczny, sorbitol pszenny i kukurydziany, lecytyna sojowa, ekstrakt słodowy jęczmienny, aromaty naturalne.
Masa kakaowa min. 30%.
Masa netto: 150 g.

piątek, 15 listopada 2013

enerBio Schoko-Knusper Riegiel mleczna z chrupkami ryżowymi i nadzieniem z mielonych orzechów laskowych


EnerBio to rossmannowska marka obejmująca wyroby spożywcze wyprodukowane ze składników pochodzących z kontrolowanych biologicznie upraw. Tak przynajmniej głoszą napisy na opakowaniach - cokolwiek by to nie znaczyło, bo certyfikatu UE o rolnictwie ekologicznym jakoś tam nie dostrzegłam (w przeciwieństwie chociażby do czekolad SuroVital, które ów certyfikat posiadają). Zwał jak zwał, rozwodzić się nad tym nie będę - i tak nie przywiązuję do tego dużej wagi. Schoko-Knusper Riegiel zakupiłam tylko dlatego, że w moim Rossmannie znalazłam go w koszu z wyprzedażami. Zbliżający się termin ważności spowodował obniżkę ceny tego batonika o ponad połowę więc żal było nie spróbować. W regularnej cenie raczej bym się na niego nie skusiła.

Mamy 40-gramową czekoladkę podzieloną na 6 grubych kostek. Batonik po rozpakowaniu z papierka i sreberka wygląda kusząco i elegancko. Pachnie dobrej jakości mleczną czekoladą, więc zachęcona szybko decyduję się na pierwszy kęs. Pod grubą warstwą rzeczywiście smacznej mlecznej czekolady kryje się spora ilość ryżowych chrupek otoczonych sowicie mocno orzechowym nadzieniem o kremowej konsystencji. W produkcji smakołyku użyto cukru trzcinowego, co już rzutuje u mnie na plus, bowiem bardzo mi odpowiada specyficzny posmak tego cukru w słodyczach. Lekkie chrupki ryżowe uświadamiają mi, że zdecydowanie jest to lepsze rozwiązanie niż preparowany ryż w konsumowanych ostatnio przeze mnie czekoladach z Biedronki. Nadzienie pomimo udziału tłuszczy roślinnych nie ma nieprzyjemnego posmaku - dominują tu orzechy, w bardzo przyjemny sposób komponujące się z głębią mlecznej czekolady. Całość bardzo mi smakowała, choć mój Ukochany uznał, że trzy kostki to za mało by "cokolwiek poczuć" ;).

Skład: 
Czekolada pełnomleczna: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, śmietana w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, ekstrakt z wanilii burbon.
Chrupiące nadzienie orzechowo-nugatowe 44%: surowy cukier trzcinowy, tłuszcz palmowy, mielone orzechy laskowe 9%, ryż dmuchany 6% (mąka ryżowa, słód jęczmienny, sól morska), pełne mleko w proszku, kakao w proszku, olej słonecznikowy, ekstrakt z wanilii burbon.
Masa kakaowa min. 33%.
Masa netto: 40 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 581 kcal
BTW: 7,1/39,2/48,7

środa, 13 listopada 2013

Zetti Bambina Erdbeer Mascarpone mleczna z nadzieniem mlecznym z orzechami laskowymi, truskawkami, mascarpone i karmelem


 Spacerując pomiędzy półkami w niemieckim markecie, oprócz czekolad Lindta niedostępnych w Polsce, szukaliśmy czegoś oryginalnego także innych marek. Niepozorna Zetti Bambina przykuła naszą uwagę urozmaiconym nadzieniem. Napis na opakowaniu głosi, iż mamy do czynienia z: "pełnomleczną czekoladą z 70% nadzieniem z orzechów laskowych, pełnego mleka, truskawek, mascarpone i 5% karmelu". To mogło być albo bardzo złe, albo bardzo dobre, dlatego skusiliśmy się na ten produkt.

Tabliczka nie jest podzielona na kostki - wygląda dokładnie tak, jak przedstawia fotografia na opakowaniu. Nadzienie posiada również taką barwę. Jeśli chodzi o formę, Zetti Bambina przypomina fuzję ręcznie robionych tabliczek Pichler oraz wypełnionych grubą warstwą nadzienia Bohme.

Zdecydowanie, nadzienie przeważa w tym smakołyku. Jest bardziej twarde i zbite, niż w Bohme. Mleczna czekolada pokrywa wnętrze bardzo cienką warstwą, którą tak naprawdę odczuwa się dopiero wtedy, kiedy kęs pozostawi się chwilę na języku celem rozpuszczenia kakaowej otoczki. Trudno więc rozwodzić się nad tym, jakiej jakości jest sama mleczna czekolada. Na pewno jest dość słodka, ale nie budzi jakichś dużych zastrzeżeń.

Przejdźmy do nadzienia, bowiem jest go naprawdę bardzo dużo i można o nim wiele napisać. Przeraża fakt wielu form cukru w nim zastosowanych. Generalnie Zetti Bambina to w ponad 60% czysty cukier, ale nie zalepia i nie zamula, jak mogłoby to sugerować. Myślę, że stanowi o tym przede wszystkim owe zbicie nadzienia i różnorodność dodatków. Wszystkie dodatki są rozdrobnione i połączone w mleczno-cukrowej tafli. Pierwsze skrzypce gra truskawka, ale nie narzuca się zanadto jakimiś sztucznymi aromatami. Jest delikatnie przełamana karmelem, co daje dość ciekawy efekt. Orzechy są najsłabiej wyczuwalne, ledwo majaczą gdzieś w tle.

Miałam obawy, że degustacja tej czekolady będzie totalną tragedią, ale nie było tak źle. Całość okazała się być całkiem przyjemna. Ciekawa odmiana - pomimo tony cukru i kilometrowego składu - dała radę. Swoją drogą, muszę zapolować na inne tabliczki marki Zetti, które znalezione w internecie na pierwszy rzut oka wydają się bardziej wpasowywać w mój gust. Wspomnę chociaż o ciemnej z kawałkami banana oraz 88% kakao z guaraną... Ta ostatnia - to dopiero musi być moc!

Skład: cukier, pełne mleko w proszku 29%, tłuszcz kakaowy, syrop glukozowy, orzechy laskowe 5%, miazga kakaowa, truskawki 2%, mascarpone w proszku 2%, jabłko, masło, skondensowane odtłuszczone mleko, syrop cukru inwertowanego, mąka ryżowa, koncentrat soku wiśniowego, koncentrat soku z czarnej marchwi, syrop fruktozowy, pektyna, skrobia modyfikowana, kwas cytrynowy, cytrynian sodu, olej palmowy, lecytyna sojowa, naturalne aromaty.
Masa kakaowa min. 30%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 461 kcal
BTW: 8,2/20,4/60,5

niedziela, 10 listopada 2013

Schuetzli mleczna z siekanymi orzechami laskowymi i nugatem


Ta czekolada okazała się być najsłabszą z wypróbowanej przez nas trójki Schuetzli - co nie znaczy, że nie była smaczna. Po prostu niczym nas nie zaskoczyła. Jest mlecznie, jest orzechowo, jest kakaowo... Smaki jak najbardziej w porządku (swoją drogą, fajnie komponowały się ze stoutem, który piłam w górskiej knajpie podjadając ową czekoladę ;)). Troszkę zawiodłam się na nadzieniu - choć nie wiem, czego innego mogłabym się po nim spodziewać. Może oczekiwałam czegoś jeszcze bardziej zbitego w formie? Czegoś bardziej oszałamiająco orzechowego? Jeśli chodzi o czekoladowy nugat, chyba nadal mocno żywe są we mnie wspomnienia po chorwackiej Bajaderze - stąd moja tęsknota za taką intensywnością smaku. W Schuetzli kawałeczki orzechów laskowych jak najbardziej na plus - swoją wielkością pasują one do zastosowanego nadzienia. Warto zauważyć, że nadzienie pozbawione jest dodatków tłuszczy roślinnych - daleko więc mu do posmaku margaryny - jednakże rozmaitość mlecznych produktów w proszku rozmywa gdzieś tą pożądaną przeze mnie orzechowość. Ale jest ok. Czekolada do przyjemnego skonsumowania, bez głębszego zastanawiania się :).

Skład: cukier, orzechy laskowe 22%, tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, śmietanka w proszku, pełne mleko w proszku, serwatka w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, naturalny aromat.
Masa kakaowa min. 30%.
Masa netto: 100 g
Wartość energetyczna w 100 g: 562 kcal
BTW: 6,4/36/51,3

piątek, 8 listopada 2013

Schuetzli ciemna z migdałami


 Tydzień Alpejski w Lidlu wiązał się z pojawieniem się w ofercie tegoż marketu kwartetu szwajcarskich czekolad. Jedną z nich, białą z nadzieniem migdałowo-śmietankowym, próbowaliśmy rok temu i okazała się być wprost rewelacyjna! ( http://theobrominum-overdose.blogspot.com/2012/10/schuetzli-biaa-z-nadzieniem-migdaowo.html ) W tym roku postanowiliśmy zakupić dwie inne tabliczki z tej serii - mleczna z nadzieniem kakaowym wydała się być nam najmniej atrakcyjna, toteż pozostała na półce sklepowej.

Posiadane przez nas tabliczki Schuetzli wyskoczyły z Magicznej Szuflady z okazji wypadu w góry. Orzechowe czekolady na szlaku to jest to! Na pierwszy rzut z plecaka wypakowana została czekolada gorzka z migdałami. Żadna tam deserowa - jest 74% masy kakaowej, czerń jak noc. Wielkim sukcesem dla mnie jest to, że mój Ukochany potrafi się w końcu delektować czekoladą o tak wysokiej zawartości kakao. Zjedliśmy ją z dużą satysfakcją. Nie mam jej nic do zarzucenia pod względem smaku - po prostu lubię moc kakao. Migdały jak zawsze przepyszne - jedyne, do czego mogę się przyczepić to to, że mogłoby być ich więcej. Ale to praktycznie stała gadka przy jakichkolwiek czekoladach z orzechami :). No i spójrzcie tylko na BTW i porównajcie z innymi czekoladami... Dwa razy mniej cukrów niż w produktach, które przeciętny Kowalski traktuje jako pełnoprawne czekolady. Aż chce się jeść mając pewność, że ten przypływ endorfin który nas czeka, jest wynikiem ataku teobrominy, a nie sacharozy ;).

Skład: miazga kakaowa, migdały 18%, cukier, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, tłuszcz kakaowy, serwatka w proszku, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, miazga z orzechów laskowych, naturalny aromat.
Masa kakaowa min. 74%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 558 kcal
BTW: 11,7/42,7/25,3

środa, 6 listopada 2013

Meybona mleczna


Przed Wami historia o tym, że zwykła mleczna czekolada może być... niezwykła. Po pierwsze, sprezentowane mi tabliczki zawsze traktuję wyjątkowo, a to ślicznie opakowane cacuszko było upominkiem przywiezionym z Niemiec przez koleżankę. Po drugie, czekolada została skonsumowana w górach, jako dopalacz na szlaku, a to mówi samo przez się... :) 

Bardzo cieszy mnie fakt, że dzięki temu upominkowi miałam okazję poznać markę Meybona. O samej firmie i jej ciekawej ofercie rozpiszę się za chwilkę - najpierw przejdę do sedna, czyli do ofiarowanej mi tabliczki.

Tabliczka została klasycznie opakowana w papierek i sreberko, co nigdy nie zawodzi. Na przodzie wesoła ilustracja i miły napis - jak się okazało, Meybona oferuje szeroki asortyment takich właśnie upominkowych, kolorowo zapakowanych czekolad. Mnóstwo sympatycznych różności, o czym można się przekonać odwiedzając podstronę firmy dotyczącą właśnie takich dedykowanych tabliczek: http://www.meybona.de/produkte/grussschokolade.html Owce na mojej czekoladzie znalazły się nie bez przyczyny... :) A ponadto ten "ułatwiacz relaksu"... No i jak się nie uśmiechnąć? :)

Rzut oka na odwrót opakowania i... wow! Zostało podane pochodzenie ziaren kakao (w tym wypadku jest to Ekwador), a takie informacje pojawiają się na mlecznych czekoladach baaardzo rzadko. Skład? Nienaganny, naprawdę godzien podziwu. Do tego zawartość masy kakaowej na poziomie 36% w mlecznej czekoladzie też jest rzadkością. Producent nie oszczędza na tym, co dobre - to się chwali!

A jaka była sama czekolada? Cóż, nie zasmakuje fanom mleczno-cukrowych ulepków. W porównaniu do tego, z czym kojarzymy sobie zazwyczaj mleczną czekoladę - ta jest naprawdę mało słodka. Przez 36% kakao całość nabiera zupełnie odmiennego charakteru. Mleczność schodzi na drugi plan, pierwsze skrzypce gra delikatne kakao. Do czego to porównać? Hm... Zróbcie sobie kakao do picia instant, taki słodzony syropem glukozowym gotowy proszek z emulgatorami. A potem rozpuście w gotującym się mleku naturalne kakao w proszku i sami dosłodźcie cukrem. Porównajcie. Różnica będzie ogromna, i dla wielu dla niekorzyść dla drugiego rozwiązania. No ale tak jest i w przypadku tej czekolady. Przyzwyczajeni do podrasowanej chemią przeciętności nie umiemy czerpać przyjemności z prostoty skarbów natury.

Więcej o Meybona? Oprócz serii upominkowych czekolad mają w swej ofercie totalne rewelacje, na których myśl cieknie mi ślina do pasa... Warto odwiedzić stronę internetową firmy i przekonać się samemu... Szczególne wrażenie zrobiła na mnie bogata oferta tabliczek "kolażowych", posypanych przeróżnymi dodatkami -> http://www.meybona.de/produkte/markenprodukte/collage-schokolade/motive.html Argh, cały asortyment mógłby być mój!!! Chyba trzeba wybrać się gdzieś dalej w głąb Niemiec, niźli tylko do marketu przy granicy...

 Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku 23%, miazga kakaowa, lecytyna sojowa, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 36%.
Masa netto: 100 g.

wtorek, 5 listopada 2013

Trumpf ciemna z ryżem preparowanym i malinami


Oto druga wybrana przeze mnie 50-gramowa tabliczka z serii marki Trumpf wyprodukowanej dla dyskontu Biedronka. Jeśli ktoś ma ochotę na jakiś mały słodki grzeszek - wybierając tą czekoladę popełnia mniejsze zło. Biorąc pod uwagę skład produktu, wypada on milion razy lepiej od popularnych wafelków czy batonów - a więc stanowi ciekawą alternatywę.

Niestety tak jak w przypadku wcześniej opisywanej tabliczki - i ta dość mocno się kruszy. Spód znów bardzo obficie pokryty jest ryżem preparowanym, co przy niezbyt grubej czekoladzie niesie ów nieprzyjemny efekt rozpadania się w dłoniach. Godne pochwały jest zastosowanie liofilizowanych owoców zamiast cukrowych granulek - jednakże maliny nie są mocną stronę tego produktu. Całość kompozycji wydaje się być dość kwaskowata. Coś namolnie próbowało zepsuć mi przyjemność jedzenia wyrobu o 60% zawartości kakao. Może za wiele aromatu, a za mało autentycznych malin? A może to po prostu sprawka preparowanego ryżu, który wnosi ze sobą specyficzną nutę smakową? Coś mi tu nie gra, coś zawadza... Ale nie umiem wprost stwierdzić co. Średniak. Jednak ryż podany w takiej formie nie jest dla mnie.

Skład: miazga kakaowa, cukier, kakao w proszku o obniżonej zawartości tłuszczu, ryż preparowany 12%, tłuszcz kakaowy, liofilizowane kawałki malin 1%, lecytyna sojowa, polirycynoleinian poliglicerolu, naturalny aromat malinowy, ekstrakt z wanilii. 
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 474 kcal
BTW: 7,4/26/47

niedziela, 3 listopada 2013

Trumpf biała z ryżem preparowanym i wiórkami kokosowymi


Serię czekolad z ryżem preparowanym wyprodukowała dla Biedronki firma Trumpf. Dwie małe tabliczki Chocco wrzuciłam spontanicznie do koszyka podczas zakupów w tymże dyskoncie przed wyjazdem w góry. Smaków dostępnych jest więcej - ja sięgnęłam po te, które najbardziej mnie zaciekawiły. Uznałam, że sprawdzą się jako szybka słodka przekąska na szlaku (każdy pretekst jest dobry, żeby spróbować czegoś nowego - zwłaszcza, jeśli skład produktu nie odstrasza z kilometra, a cena jest baaardzo niska). 

Pierwszy kontakt z czekoladą jest bardzo pozytywny, bowiem dociera do nas smakowicie kuszący kokosowy aromat. Jak się potem okazało, był to niestety jedyny tak intensywny pozytywny bodziec, jakiego dostarczył ten smakołyk. Spód tabliczki bardzo obficie zapełniony jest przez preparowany ryż, przez co produkt łatwo się kruszy. Może gdyby czekolada była grubsza, efekt ten zostałby ograniczony? Sama czekolada jest bardzo słodka i niestety daleka od boskich aksamitnych białych czekolad, jakie miałam okazję jadać ostatnimi czasy... Przypomniałam sobie, jak smakuje słaba biała czekolada. Kokos w smaku również gdzieś przepada, tekstura wiórków jest praktycznie niewyczuwalna - wszystko przytłacza preparowany ryż. Kurczę, chrupki ryżowe wypadłyby tutaj milion razy lepiej - choć wtedy producent zapewne dosłodziłby je toną cukru, co suma sumarum i tak zakrawałoby o porażkę... Podsumowując - pomysł na smakołyk ciekawy i oryginalny, ale samo wykonanie niestety kiepskie...

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, ryż preparowany 12%, mleko odtłuszczone w proszku, mleko pełne w proszku, wiórki kokosowe 5%, śmietanka w proszku, laktoza, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, polirycynooleinian poliglierolu, naturalny aromat kokosowy, ekstrakt z wanilii.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 546 kcal
BTW: 5,6/32/58



poniedziałek, 28 października 2013

Trumpf Schogetten mleczna


Po wspaniałej nocy i wspaniałym poranku ruszasz do pracy, a dookoła urok swój roznosi magiczna jesienna aura. Wydaje Ci się, że w tej pięknej prostocie rzeczy nic Ci do szczęścia nie brakuje, gdy nagle... ktoś częstuje Cię czekoladą. Po prostu, w ramach akcji promocyjnej. Nie jest to wprawdzie jakieś gorzkie cudo, ale zwykła mleczna Schogetten - bez szału. Ale w takiej chwili to wystarczy, żeby jeszcze bardziej poszerzyć uśmiech na twarzy. Czekolada jest w porządku, pozwalasz jej spokojnie rozpuszczać się w ustach, nie zasładasz się od samego zapachu, lecz zwyczajnie... czujesz się jak dzieciak cieszący się chwilą, który mógłby całą buzię umorusać kakaową mazią. Czyste szczęście :). Jak dobrze czerpać radość z prostych rzeczy!

piątek, 25 października 2013

Edeka Weisse Crisp biała z orzechami laskowymi i chrupkami zbożowymi


Przedstawiam Wam dzisiaj niemiecką czekoladę, która znajduje się w ofercie popularnej firmy Chateau - jednak ja zakupiłam ją w sieci Edeka, jako produkt marki własnej. Smakołyk zapowiadał się ciekawie i rzeczywiście jego konsumpcja okazała się być czystą przyjemnością. Biała czekolada jest przede wszystkim bardzo mleczna i delikatna - taka, jaką lubimy najbardziej. Cały spód tabliczki usiany jest zbożowymi chrupkami o idealnej twardości. W górnej warstwie zaś zatopione są kawałki siekanych orzechów laskowych, wyśmienicie komponujących się ze smaczną białą czekoladą. Nie mam się do czego przyczepić - bardzo fajna słodkość, godna polecenia fanom białej czekolady i orzechów.

Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, siekane orzechy laskowe 15%, chrupki zbożowe 8% (mąka ryżowa, mąka pszenna, cukier, słód pszenny, dekstroza, gluten pszenny, sól), śmietanka w proszku, laktoza, serwatka w proszku, lecytyna sojowa, naturalne aromaty.
Masa netto: 200 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 565 kcal
BTW: 7,6/36,7/50,4

sobota, 19 października 2013

Lauenstein Confiserie ciemna z rozmarynem, pieprzem kajeńskim, solą morską i limonką


 W Poznaniu na ulicy 27 Grudnia znajduje się bardzo ciekawy sklep La Casa, w którym zaopatrzyć się można w produkty sprowadzane z najróżniejszych części Europy: słodkości, kawy, herbaty, alkohole... La Casa na mapie mojego miasta znajduje się już od paru lat. Kilka razy tam wstąpiłam ale dziwnym trafem zawsze wychodziłam z pustymi rękoma - przekładając zakupy na późniejszy termin. Ostatnio napis przy wejściu głoszący, iż lokal jest do wynajęcia, oraz zastąpienie połowy półek sklepowych wieszakami z garniturami zapaliły mi czerwoną lampkę w głowie. To już chyba ostatni dzwonek na zakupy w La Casa! Weszłam do środka i przyjrzałam się asortymentowi czekolad, który niestety od mojej poprzedniej wizyty w tym miejscu został znacznie uszczuplony. Jeśli chodzi o tabliczki, znajduje się tam tylko kilka smaków wyprodukowanych przez niemiecką markę Lauenstein. Spośród dostępnych tam czekolad wybrałam tą najbardziej oryginalną - 67% Cacao Rosmarin Limette Pfeffer. Opakowana była w eleganckie pudełeczko z okienkiem i ochronną folię, z dołączoną książeczką przedstawiającą pozostałe słodkości oferowane przez tą markę.

Wielka szkoda, że w La Casa dostępnych jest ledwie kilka smaków z Lauenstein. Jak się przekonałam, firma ta ma bardzo bogatą ofertę czekolad - nie dość, że wysokiej jakości, to jeszcze z naprawdę zaskakującymi i kuszącymi dodatkami... Nawet mleczne czekolady mają w sobie wysoką zawartość kakao (45%!) i zawsze jesteśmy poinformowani, z jakich ziaren kakao została wytworzona konkretna tabliczka. Przeglądając ofertę Lauenstein zostałam oczarowana... Mam nadzieję, że kiedyś będzie dane mi spróbować czekolad z orzechami makadamia i curry, pieprzowo-pomarańczowo-brzoskwiniowej, czy też pieprzowo-truskawkowej... I wcale nie boję się takich połączeń.  Degustacja 67% Cacao Rosmarin Limette Pfeffer dała mi do zrozumienia, że absolutnie nie ma się czego obawiać - trzeba śmiało odkrywać nowe lądy!

  67% Cacao Rosmarin Limette Pfeffer ani chwili nie poleżała w Magicznej Szufladzie - wraz z Ukochanym już kolejnego dnia po zakupie zdecydowaliśmy się na jej spróbowanie. Nasza tabliczka powstała z wenezuelskich ziaren kakao Rio Caribe. Jest to podgatunek kakao Trinitario, będącego krzyżówką rzadkiego Criollo i popularnego Forastero. Zastosowane dodatki, w pełni naturalne - zaskakują i na maksa zaciekawiają. 67-procentowa zawartość masy kakaowej wydaje się być optymalna do czerpania radości z połączenia kakao i dodatków. Przy takiej ilości kakao jedno nie powinno przyćmiewać drugiego, lecz całkiem przeciwnie - kakao i dodatki winny uzupełniać się wzajemnie i podkreślać swe walory. Tego się spodziewałam - i tak też było. Podekscytowani rozpakowujemy tabliczkę podzieloną na 8 dużych kostek, posypaną w wierzchu obfitą ilością mielonego pieprzu, kryształkami soli i suszonym rozmarynem...

Wąchamy. Wielkie wow. Czuć, że będzie ostro! Czekolada jeszcze nigdy tak nie pachniała... Coś cudownego - głębia kakao jest nadal wyczuwalna, pomimo tego, że ukryta jest pod zniewalającym ziołowym aromatem. Tak jakby leżeć na skąpanej w słońcu dzikiej łące... 

Pierwszy kęs. Kolejne wielkie wow. Od razu uderza nas bardzo mocny pieprzowy akcent. Naprawdę, mega pikantny. Nie sprawia on jednak, że mielibyśmy ochotę wydłubywać zmielony pieprz z czekolady - bowiem zaskakująco dobrze komponuje się z naprawdę wspaniałym kakao, podkreślając jego intrygującą, słodko-gorzką dwoistość. Tak, sama czekolada rozpływa się rozkosznie w ustach, jest wyjątkowa... A dodatki jeszcze tą wyjątkowość uwypuklają! Wróćmy więc do nich... Rozmaryn, użyty zarówno w formie suszu, jak i olejku - powala na kolana żywiczno-korzennymi nutami. Bardzo intensywnie wyczuwalna jest również sól, która pozostawia na języku czysty morski smak. Świetnie łączy się z olejkiem limonkowym, nadającym cytrusowej świeżości. Nie dość, że górska łąka, to teraz jeszcze morska bryza...

Szok. Tak, ta czekolada jest szokująca. Totalnie zniewala niespotykaną feerią smaków i aromatów. Nieziemsko rozgrzewająca i rześka jednocześnie... Absolutna czekoladowa głębia, w której ma się ochotę zatopić. Tak, utonąć w solno-limonkowym morzu, zatracić w ziołowo-pieprzowej łące. Nie bójcie się eksperymentów - naprawdę warto!!!

 Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, pieprz kajeński, lecytyna sojowa, rozmaryn, sól morska z Maldon, olejek rozmarynowy, olejek limonkowy.
Masa kakaowa min. 67%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 531 kcal
BTW: 6/40,9/35,9