piątek, 11 września 2020

Beskid Drip Coffee Madagaskar Ambanja Bio ciemna 70% z kawą Kenia Nduma 13%


 Jedna z nowszych serii naszej rodzimej manufaktury Beskid z Węgierskiej Górki - Coffee Time - to dla mnie nie lada gratka. Nie są to kawolady w zrozumieniu Pralusa (czyli tabliczki, w których kakao całkowicie zastąpiono przez kawę: tu recenzje ciemnej i mlecznej), ale różnorakie fuzje kakao i kawy z różnych regionów, w różnych proporcjach, spojone cukrem trzcinowym, czasem przełamane mlekiem. Poszczególne propozycje w kolekcji Coffee Time zostały nazwane niczym popularne napoje kawowe.

Kawowe przyjemności z Beskidu zakupiłam w sklepie Sekretów Czekolady, krótko przed tym, gdy manufaktura zwiększyła gramatury swych czekolad do 60 g. Ja dysponowałam jeszcze wersjami 50 g, w starszej szacie graficznej.


 W pierwszej kolejności sięgnęłam po Drip Cofee (czyli kawa filtrowana), będącą ciemną czekoladą o 70% zawartości dobrze znanego mi już z wyrobów Beskidu madagaskarskiego kakao Ambanja Bio (ciemna, mleczna). Jako dodatek kawowy zastosowano 13% udział kenijskich ziaren Nduma, które są opisywane jako wyjątkowo cytrusowe, z nutami wytrawnego wina.

Tabliczka cechowała się przepięknie soczystym, zachęcającym wyglądem. Pachniała kwiatami, buraczaną melasą oraz syropem klonowym otulonym gęstym espresso.


 W ustach okazała się błogo mięciutka, co okazało się wspaniałym kontrastem do mocy, jaką prezentowała w smaku. Dominowały w niej wyraziste kwaski z orzechowym zwieńczeniem. Kwaskowość miała przede wszystkim owocowy wymiar, choć wyczuwaliśmy, że płynęła niemalże po równi z kenijskiej kawy, jak i z madagaskarskiego kakao. Pojawiły się niedojrzałe jeszcze wiśnie, miąższ czerwonych porzeczek oraz ściągający różowy grejpfrut. W oddali dopełniała kompozycji delikatnie palona słodycz, utrzymana w tonacji melasowej i klonowej, z odrobiną prawoślazu oraz karmelizowanych orzechów.

Jeśli pozostałe propozycje Coffee Time będą tak ciekawe, jak Drip Coffee, Beskid bardzo wysoko podniesie się w moim manufakturowym rankingu. Duet czekolady z kawą to zawsze dobry pomysł, ale solidne i pomysłowe wykonanie tym bardziej się chwali! Między taką czekoladą a chociażby niedawno opisywaną Taza Coffee przepaść jest olbrzymia.


Skład: ziarna kakao Madagaskar Ambanja Bio 70%, cukier trzcinowy, kawa Kenia Nduma 13%.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 50 g.

środa, 9 września 2020

Taza Super Dark ciemna 85%


 Kolejną zabraną przez nas w góry czekoladę Taza (kupioną za pośrednictwem sklepu Sekretów Czekolady) zjedliśmy na szczycie Trójgarbu. Mexican-Style Super Dark to dwa krążki ciemnej czekolady o 85% zawartości kakao, które przed wymieszaniem z gruboziarnistym cukrem trzcinowym zostało zmielone na tradycyjnych granitowych młynkach.

Podczas degustacji tej tabliczki nieustannie towarzyszyło nam wrażenie, iż coś jest w niej byle jakie. Niby super ciemna, ale mocy oraz bukietu kakao nie sposób było wyczuć, a co dopiero się nimi delektować. Szorstkość charakterystyczna dla amerykańskiej marki Taza oczywiście wystąpiła, jednakże z racji wysokiej zawartości kakao mniej tu było karmelowego tchnienia, jakie wnosiła większa zawartość cukru trzcinowego w bardziej deserowych wariantach. Nieco sucha, nieco ziemista, niemal zupełnie bez wyrazu. Jedna z zupełnie najmniej godnych zapamiętania propozycji od Taza.


Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy.
Masa kakaowa min. 85%.
Masa netto: 77 g.

niedziela, 6 września 2020

Michel Cluizel Plantation Mokaya ciemna 66% Meksyk


 Niemal pięć lat temu miałam okazję próbować meksykańską Mokayę od Michel Cluizel w formie neapolitanek. Pamiętam, jak bardzo mnie wówczas urzekła, zaś czekolady innych marek stworzone z kakao z Meksyku nie raz podbiły moje serce w kolejnych latach trwania czekoladowej przygody. Podczas składania jednego z zamówień w sklepie Sekretów Czekolady pomyślałam, że świetnie by było poczuć Mokayę po latach w pełnym wymiarze - to samo uczyniłam wszak z Pralus Venezuela (recenzja neapolitanek i wersji pełnowymiarowej). W upalne sierpniowe przedpołudnie zasiedliśmy do degustacji...

 Umyślnie nie czytałam przed degustacją dawnej recenzji. Po pierwsze, nie chciałam się niczym sugerować, zaś po drugie - jakże wiele mogło się zmienić przez tyle lat w rzemieślniczej czekoladzie! Mimo wszystko, miałam świadomość, że trudno będzie obie wersje Mokayi porównywać. Słuszniej będzie potraktować je jako dwie odrębne historie.


 Matowa tabliczka (niestety, zapewne część owego matu powstała z winy letnich temperatur) pachniała świeżością i słodkimi wiśniami. W ustach momentalnie uraczyła nas gęstością, a przy tym iluzją delikatnego rozwodnienia (bardzo słaba kawa?). Poczułam się otulona. Wgryzałam się w miękką, jeszcze ciepłą czekoladową drożdżówkę z węgierkami. Nieśmiało narastać chce niby ziołowa goryczka, ale bardzo harmonijna i spokojna słodycz wygrywa - koktajl z truskawek, malin i wiśni podany z rzemieślniczymi lodami waniliowymi.

Dalej rzeczywiście do głosu dochodziła odrobina ziół (stewia?), może szczypta lukrecji. Pojawił się również orzech laskowy. Z czasem w czekoladzie odczułam coraz więcej soczystości: słodkiego mango oraz dojrzałej papai, odrobinę przyprószonych delikatnym pieprzem.



 Pełnowymiarowa Mokaya okazała się doskonałą propozycją na lato; o wiele lżejszą, niż zapamiętałam ją w formie neapolitanek. Pełna, lecz nie zapychająca. Esencjonalna, ale nie przytłaczająca. Świeża, lekka, słodka, z egzotycznymi niuansami - całkiem spokojna jak na Meksyk. To było ciekawe doświadczenie - nie spodziewałam się, iż meksykańskie ziarna w interpretacji Michel Cluizel ukażą aż tak przyjazną twarz.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 66%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 572,9 kcal.
BTW: 6,5/41,7/46,6.

czwartek, 3 września 2020

Taza Chocolate Coffee ciemna 55% z kawą



Najbardziej popularne czekolady amerykańskiej marki Taza produkowane są w postaci krążków, pakowanych po dwa. Dotychczas, gdy kupowałam wyroby Taza w sklepie Sekretów Czekolady, owa seria "krążkowa" nosiła nazwę Chocolate Mexicano. Najnowsze zakupy pozwoliły mi się przekonać, iż producent nie wprowadza już konsumentów w błąd. Wprawdzie metoda rozdrabniania kakao przez Taza tradycyjnie pochodzi z Meksyku - granitowe młynki - a również forma krążka jest również dla tego regionu dość specyficzna. Chocolate Mexicano sugerowało jednak, iż kakao użyte do wyrobu czekolad z serii pochodzi właśnie z Meksyku, a nigdy tak nie było (zwykle w sieci pojawiały się informacje o Haiti i Republice Dominikany). Obecnie są to jedynie czekolady Mexican-Style. W drodze z Wielkiej Sowy do Walimia wypróbowaliśmy 55% deserowy wariant z kawą.


O ile w wersjach z wanilią czy cynamonem, nie wspominając już o chili chipotle, dodatki były oczywiste do zidentyfikowania (choć nigdy przesadnie mocne) - w przypadku Taza Coffee trudno mi było się doszukiwać wyrazistości kawy. Ot, była to po prostu szorstka Taza, przypominająca bardziej kakaowe ciastko niż czekoladę, z grubymi ziarnami trzcinowego cukru. Kawowy akcent mógł pochodzić równie dobrze wprost od kakao - naprawdę, nie odczułam jej jako wyjątkowo kawowej. To taka czekolada do zjedzenia i zapomnienia. Gdybym próbowała jej w domu, a nie jako energetyczny dopalacz w górach - pozostawiłaby po sobie duży niedosyt.

Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, ziarna kawy.
Masa kakaowa min. 55%.
Masa netto: 77 g.