Niemal pięć lat temu miałam okazję próbować meksykańską Mokayę od Michel Cluizel w formie neapolitanek. Pamiętam, jak bardzo mnie wówczas urzekła, zaś czekolady innych marek stworzone z kakao z Meksyku nie raz podbiły moje serce w kolejnych latach trwania czekoladowej przygody. Podczas składania jednego z zamówień w sklepie Sekretów Czekolady pomyślałam, że świetnie by było poczuć Mokayę po latach w pełnym wymiarze - to samo uczyniłam wszak z Pralus Venezuela (recenzja neapolitanek i wersji pełnowymiarowej). W upalne sierpniowe przedpołudnie zasiedliśmy do degustacji...
Umyślnie nie czytałam przed degustacją dawnej recenzji. Po pierwsze, nie chciałam się niczym sugerować, zaś po drugie - jakże wiele mogło się zmienić przez tyle lat w rzemieślniczej czekoladzie! Mimo wszystko, miałam świadomość, że trudno będzie obie wersje Mokayi porównywać. Słuszniej będzie potraktować je jako dwie odrębne historie.
Matowa tabliczka (niestety, zapewne część owego matu powstała z winy letnich temperatur) pachniała świeżością i słodkimi wiśniami. W ustach momentalnie uraczyła nas gęstością, a przy tym iluzją delikatnego rozwodnienia (bardzo słaba kawa?). Poczułam się otulona. Wgryzałam się w miękką, jeszcze ciepłą czekoladową drożdżówkę z węgierkami. Nieśmiało narastać chce niby ziołowa goryczka, ale bardzo harmonijna i spokojna słodycz wygrywa - koktajl z truskawek, malin i wiśni podany z rzemieślniczymi lodami waniliowymi.
Dalej rzeczywiście do głosu dochodziła odrobina ziół (stewia?), może szczypta lukrecji. Pojawił się również orzech laskowy. Z czasem w czekoladzie odczułam coraz więcej soczystości: słodkiego mango oraz dojrzałej papai, odrobinę przyprószonych delikatnym pieprzem.
Pełnowymiarowa Mokaya okazała się doskonałą propozycją na lato; o wiele lżejszą, niż zapamiętałam ją w formie neapolitanek. Pełna, lecz nie zapychająca. Esencjonalna, ale nie przytłaczająca. Świeża, lekka, słodka, z egzotycznymi niuansami - całkiem spokojna jak na Meksyk. To było ciekawe doświadczenie - nie spodziewałam się, iż meksykańskie ziarna w interpretacji Michel Cluizel ukażą aż tak przyjazną twarz.
Skład: ziarna kakao, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, wanilia burbońska.
Masa kakaowa min. 66%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 572,9 kcal.
BTW: 6,5/41,7/46,6.
Trudno uwierzyć, że tak tak późno się zdecydowałaś na jej spróbowanie. Mimo niskiej zawartości kakao, to jedna z najciekawszych propozycji Cluizela.
OdpowiedzUsuńKawa i rozwodnienie? Ja to rozwodnienie przypisałam winogronom.
OdpowiedzUsuńZioła...? Faktycznie, choć ja tam czułam w niej raczej zmielone przyprawy. Stewia - ja się upieram przy swojej lukrecji. Co by to nie było, rzeczywiście nadało jej rześkiego wydźwięku.