czwartek, 19 października 2017

Zotter Bolivia 90% ciemna


Dziś przed Wami czekolada, którą chciałam wypróbować od pierwszej chwili, gdy tylko dowiedziałam się o jej istnieniu. Różne koleje losu doprowadziły do tego, że całkiem późno zdecydowałam się na jej zakup, a następnie degustacje. W mojej czekoladowej przygodzie nieraz przekonałam się, że długie oczekiwanie na wypróbowanie wymarzonej czekolady może zakończyć się dwoiście - wielkim zachwytem lub wielkim zawodem. Jakże jednak wielkim zawodem miałaby być boliwijska tabliczka od Zottera, zawierająca aż 90% kakao? Moją pięknie opakowaną Zotter Labooko Bolivia 90% zakupiłam oczywiście dzięki foodieshop24.pl.


Otwierając opakowanie spodziewałam się wewnątrz wkładek długiego elaboratu na temat pochodzenia ziaren i całej historii stworzenia tej tabliczki. Zotter często tak robi, co bardzo mi odpowiada. Tymczasem, w przypadku Bolivia 90%, otrzymałam jedynie kilka zdawkowych informacji. Ot, kakao użyte do stworzenia tej czekolady zostało wyhodowane z boliwijskiej kooperatywie El Ceibo. Ponoć możliwość zakupu tego kakao jest bardzo utrudniona, co ma czynić z wyrobu Zottera prawdziwą perełkę lecz... strona internetowa El Ceibo przynosi nieco odmienne wnioski. Historia El Ceibo jest dość długa, sięga 1977 roku. Plantacja w regionie Alto Beni z roku na rok rozszerzała swoją działalność, między innymi zdobywając szereg certyfikatów. Dziś dzięki dość rozbudowanej stronie internetowej możemy poznać szereg czekoladowych wyrobów El Ceibo, nie tylko tabliczek single-origin, ale także całkiem pospolitych słodyczy. Może kiedyś uda mi się zdobyć czekolady bezpośrednio od El Ceibo, kto wie... Zwłaszcza, iż niektóre z nich stworzone zostały z udziałem ciekawych dodatków.


Urokliwie ciemne dwie tabliczki Labooko były aksamitne w dotyku i pachniały słodko, na tyle słodko, iż w ogóle nie przywodziły na myśl czekolady o aż 90% zawartości kakao. Pierwszy kontakt z podniebieniem okazał się szokiem w porównaniu do aromatu, bowiem Bolivia 90% zaprezentowała nam posmak kwaskowo-gorzkiego popiołu na dość pylistej konsystencji. Z wyczuwalnej w zapachu słodyczy nie pozostało nic. Przez chwilę przemknęło mi wspomnienie o High-End 96%, ale niewyobrażalne dla mnie było, aby Bolivia 90% miała okazać się siarkową siekierą. Na szczęście pierwsze smakowe wrażenie było tylko pozorem. Potem było już tylko łagodniej.


Z pierwotnej popielności czekolada przeistoczyła swą strukturę w nietypowy aksamit. Nie była to gładkość znana z innych tabliczek, ani też tłustość wynikająca z dużego udziału tłuszczu kakaowego. 22 godziny konszowana czekolada przybrała formę tafli gładkiej i jednorodnej, niby to delikatnej i miękkiej, ale jednak z dozą surowego charakteru wynikającą po prostu z wysokiej zawartości kakao.

Dominującą nutą smakową stały się czerwone grejpfruty oraz rabarbar, położone na palono-dymionym tle szlachetnego drewna, w finiszu złagodzonym iluzją jogurtu. Pomimo nut cytrusowych i nabiałowych, czekolada ta nie miała żadnego podobieństwa z Madagaskarem. Nie było tu ziemistości, a raczej przypalone ciasto. Kimiko skojarzyła ową nutę z mocno wypieczonymi wafelkami czekoladowymi. Myślę, że to był strzał w dziesiątkę.



Bolivia 90% porusza się cały czas w klimatach kwaśno-gorzkich, a jest przy tym szokująco łagodna, co skłania do skojarzeń jogurtowych. Zgodzę się z Kimiko, iż słodycz z tej czekoladzie to towar deficytowy - to przede wszystkim prosta i dosadna prezentacja boliwijskiego kakao. Surowego w swym popiele, kwaśnych owocach i palonym drewnie - a jednocześnie łagodnego w swym dziwacznym aksamicie. To bardzo specyficzna czekolada, którą trudno porównać z czymkolwiek innym. Na pewno długo zostanie w mojej pamięci i... warto było tak długo czekać na tę degustację.


Skład: masa kakaowa z Boliwii, surowy cukier trzcinowy, sól.
Masa kakaowa min. 90%.
Masa netto: 65 g (2x 32,5 g).
Wartość energetyczna w 100 g: 615 kcal.
BTW: 14/52/20.

2 komentarze: