środa, 30 grudnia 2015

Pacari Aji ciemna 60% z solą, kolendrą i chili


Czas na póki co ostatnią pełną tabliczkę z chili, jaką włączyłam do rywalizacji o złoty medal w dyscyplinie najlepszej pikantnej czekolady. O papryczkowych: Vivani, Manufakturze Czekolady oraz Menakao mogliście już poczytać na moim blogu. Tym razem przyszedł czas na Pacari. Dotąd miałam do czynienia z tą niemiecką marką jedynie raz - była to wspaniała surowa siedemdziesiątka. Pacari wyrabia czekolady z kakao ekwadorskiego i w swej ofercie ma wiele tabliczek z różnymi, głównie prozdrowotnymi dodatkami. Często możecie je spotkać w sklepie Sekretów Czekolady.

Wariant z chili w wykonaniu Pacari to czekolada o 60% zawartości kakao. Chili nie zostało postawione same do boju z ekwadorskim ziarnem. Producent dodał do tabliczki także kolendrę oraz sól. Pacari Aji to tabliczka należąca do serii Flavors of the Andes. Wnosi nowe spojrzenie na pikantną czekoladę - nadając jej jeszcze bardziej przyprawowy, bogatszy charakter.

 

 Do degustacji przystąpiliśmy dzień po wypróbowaniu Menakao Fruity & Spicy. Bardzo podoba mi się sposób opakowania czekolad Pacari - zgrabny kartonik kryje w sobie jeszcze bardzo estetyczne sreberko z zewnętrzną przyciągającą wzrok grafiką. 50-gramowa tabliczka została podzielona klasycznie dla Pacari na nieduże, lecz grube kostki. Wygląd czekolady w kolorze przytłumionego brązu zupełnie nie sugeruje, że mamy do czynienia z produktem obfitującym w przyprawy. To samo ma się w kwestii zapachu, który jest łagodny - nawet pomimo tego, że kryje w sobie wyraźne i charakterystyczne nuty. W aromacie dominuje ziemista, miodowa słodycz oraz świeżo mielona kawa.

Przy pierwszym kęsie od razu uderza nas bardzo wyrazista miodowa słodycz. Sugestia miodu będzie przewijać się w tej czekoladzie bardzo często, czasem dając bardzo realistyczne wrażenie, jakbyśmy wpakowali sobie do buzi łyżeczkę prawdziwego miodu. Zaraz po miodzie przychodzi iluzja prażonych ziaren słonecznika. Potem szybko przychodzi pikantność - chyba szybciej, niż w Menakao - ale tutaj jest ona zupełnie odmienna. Wiodącym prym elementem jest chili, lecz kolendra również bardzo zdecydowanie dochodzi do głosu. Fuzja tych dwóch przypraw sprawia wrażenie pieprzności, choć przecież pieprzu w składzie nie uświadczymy. To połączenie ma w sobie również coś orientalnego. Złudzenie to jest zapewne nasilane przez wyjątkową miodową słodycz czekolady.

 

 Sól również przebrzmiewa w całej kompozycji, ale jest tylko wieńczącym wszystko echem. Na pewno nie można posądzić ją o przesadność. Zresztą, pozostałe przyprawy również nie są przesadzone - ale jednak to chili z kolendrą robią tu większość roboty, sól tylko wieńczy sprawę. W zasadzie to chili przełamane jest kolendrą (przez co zdaje się być o wiele delikatniejsze), a wszystko to przyprószone zostało szczyptą soli. Przyprawowość w Pacari Aji jest naprawdę przebogata. Ponadto, stanowi ona niebywały, mocny kontrast z miodową słodyczą. Chwilami uczucia towarzyszące temu kontrastowi zdaję się być wręcz dziwaczne, ale ani przez moment nie przeszło mi przez myśl, że takie połączenie mi nie smakuje.

W całej tej swojej miodowości i przyprawowości czekolada jest ziemisto szorstka, w specyficzny sposób lepka - a jednak nie błotnista. Dość ciężko się rozpuszcza w ustach i można ją określić jako twardą i nieco chrupką - tak, jak skarmelizowane orzechy. Oprócz miodu, innym odcieniem słodyczy ekwadorskiego kakao jest właśnie karmel. Oh tak, jakże dużo jest w tej czekoladzie słodyczy!

 

Na początku wspominałam o nucie prażonego słonecznika. Później pojawia się ona jeszcze nie raz, mieszając się z ziemistością i kawowością, tworząc palono-prażony miks. Cały czas przewijający się miód prowadzi nas do skojarzeń z mieszanką prażonych nasion i orzechów zanurzonych w miodzie. Owocowe akcenty również tutaj goszczą. Przede wszystkim, dużą rolę odgrywają soczyste i miąższyste brzoskiwnie, prosto z syropu (czułam je także w Pacari Raw 70%). Zaraz po nich pojawia się dyniowy, gęsty mus - posypany karmelizowanymi pestkami dyni. Przez moment czujemy odrobinę czerwonych owoców. Odnalazłam tu również drobne sugestie anyżu i lukrecji.
 

 Ekwadorską przyprawową tabliczkę z wielką chęcią rozpuściłabym i spróbowała w płynnej formie, podaną na gorąco w filiżance. Odnoszę wrażenie, że sprawdziłaby się znakomicie jako rozgrzewający, wykwintny napój. Mój Mąż zasugerował, iż do takiego deseru można by było dolać kroplę Bombardino. Najpierw nie chciałam się z tym zgodzić, lecz po chwili stwierdziłam, że rzeczywiście ajerkoniakowo-rumowe klimaty całkiem nieźle by tu pasowały. Myśl o takim połączeniu nie była jednak dla mnie w pełni satysfakcjonująca. Miałam wrażenie, że piłam już kiedyś coś, co świetnie pasowałoby do Pacari Aji. Mąż pomógł mi w moich rozmyślaniach. Miałam na myśli ciężki, likierowy i syropowo-słodki imperialny stout Liquid Confidence z duńskiego browaru To Øl. W zasadzie, to piwo niespecjalnie mi smakowało, ale po degustacji Pacari Aji czułam się, jakbym odkryła je na nowo - choć przecież piłam je wiosną 2014 roku, gdy zabraliśmy butelkę ze sobą na Wielkanoc do Lądka Zdrój.
 

Pacari Aji przenosi do krainy arcysmacznych kontrastów. Między innymi przez odmienny zestaw przypraw trudno porównywać ją do dzień wcześniej jedzonej Menakao. Jedno jest jednak pewne - czuć, że te dwie czekolady wykonane zostały z ziaren kakao pochodzących z zupełnie odmiennych miejsc. Charakterystyka ekwadorskiego kakao w Pacari jest totalnie odmienna od tego, co serwuje nam Menakao. I choć do ponownej degustacji raczej wybrałabym Menakao Fruity & Spicy, to Pacari Aji również nie można odmówić oryginalności, smakowitości oraz jakości. To naprawdę godna uwagi czekolada, która niejednego zaskoczy. I zachwyci!

Skład: miazga kakaowa, pełny cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna słonecznikowa, sól, kolendra, chili.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 500 kcal.
BTW: 10/30/60

26 komentarzy:

  1. Kolejna z czekolad, która czasem spędza mi sen z powiek... Bardzo, bardzo chcę ją wreszcie spróbować, ale zauważyłam, że zniknęły ostatnio z Sekretów (liczę na ich powrót), a i jestem nieco zawalona czekoladami kupionymi parę miesięcy temu.
    Przynajmniej Twoją recenzją mogę się "podelektować" - tak pięknie ją opisałaś, że czuję się, jakbym to ja sama wyczuwała te poszczególne nuty.
    Swoją drogą, prażonego słonecznika to jeszcze chyba w żadnej czekoladzie nie czułam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też liczę na to, że wrócą!

      Prażony słonecznik tutaj był rzeczywiście wyjątkowy. Ja nie umiałam nazwać tego odczucia, pomógł mi Mąż. Bez jego uczestnictwa w degustacjach moje recenzje byłyby na pewno uboższe.

      Cieszę się, że recenzja się podoba :)

      Usuń
  2. Czytając smaki jakie tam odkryłaś mam wrażenie, że powinnaś pomagać producentom w nazywaniu ich czekolad :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo ciekawa tabliczka, połączenie miodu, chilli i kolendry i ten prażony słonecznik.. Ona wręcz krzyczy do mnie z ekranu że mam ją zjeść, mam niejasne wrażenie, że bardzo by mi smakowała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaskakujące nuty smakowe to to, co niesamowicie lubię w Prawdziwych Czekoladach :)

      Usuń
  4. Była bym zachwycona taką czekoladą i ten miód pycha:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pyszny miodek, choć miodu wcale tu nie ma :D

      Usuń
  5. Nie muszę pisać, że ta czekolada idealnie wpasowuje się w moje klimaty. Nie ma tu nic, na co mogłabym się skrzywić z niechęcią. Wszytko sprawia, że ta czekolada z opisu mi się bardzo podoba.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę, że czekolada z tak kontrowersyjnymi dodatkami wzbudziła duży entuzjazm! :)

      Usuń
  6. Twój opis jest bardzo, bardzo kuszący, w dodatku opakowanie jest piękne, niesamowicie mi się podoba. Co jest dziwne, bo nie jest to prosty design, za jakim przepadam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Te przyprawy na opakowaniu są po prostu urodziwe :D.

      Usuń
  7. Tabliczka bez całego opakowania niby niepozorna, tak zwyczajnie wygląda ale kryje w sobie takie ciekawe smaki :)

    OdpowiedzUsuń
  8. charlottemadness30 grudnia 2015 13:52

    Sól, kolendra i chili -takie połączenie nie mogło zawieść!
    Wszystko idealnie wpasuje się pod moje gusta, nic tylko wgryźć się w tą tabliczkę ale czy ów taki moment nastąpi? :<

    PS1:wróciłaś do publikacji co 2 dni ? :>
    PS.2.próbowałaś może tego Linta świątecznego, co dostałaś na urodziny? :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. charlottemadness30 grudnia 2015 13:53

      tfu.. na imieniny :P

      Usuń
    2. Czy nastąpi - to już w dużej mierze zależy od Ciebie :D.

      Powróciłam, ale nie wiem czy na długo.

      Próbowałam parę dni temu. Moim zdaniem nie jest wart tak wysokiej ceny, nie mniej jednak - smaczny :).

      Usuń
    3. charlottemadness30 grudnia 2015 21:30

      Pytałam się w kwestii Lindta,gdyż w Carrefourze ma być promocja na wszystkie produkty Lindta do 12 stycznia bodajże -20%%, więc zastanawiam się nad zakupem.Po przecenie kosztowałaby jakieś 13-14 zł :>

      Chciałabym, by ten moment nastał...tyle,że te ceny lekko mnie przytłaczają. :< Koszty przesyłki też nie bardzo przyjazne cenowo ;/
      Na ten czas mogę się jedynie nacieszyć Zotterami :D
      W ostatnich degustacjach:
      http://www.zotter.at/en/choco-shop/hand-scooped-filled-chocolates/hand-scooped/detail/product/gray-poppy-with-cherries.html
      oraz
      http://chwile-zaslodzenia.blogspot.com/2015/12/zotter-gingerbread-ciemna-z-piernikiem.html

      Kimiko ma rację,to najlepszy piernik na świecie, jaki można zjeść!

      Co do Zottera z makiem i wiśniami...Byłoby wybornie, gdyby dodali więcej maku.Kandyzowane wiśnie dały czadu i to one odgrywały główną rolę w tej tabliczce.W smaku wisienkom nie można nic zarzucić.Kwaśnutkie i winne...Natura sama w sobie.

      Usuń
    4. To widziałaś w ogóle tą świąteczną czekoladę w Carrefourze? Ja spotkałam ją tylko w Empiku. Za 13-14 zł jak najbardziej warta zakupu.

      Gray Poppy with Cherries jeszcze czeka na degustację, a Gingerbread nie zamawiałam... Akurat się na nią nie załapałam w momentach, gdy składałam zamówienia.

      Usuń
  9. Ziemista, szorstka, anyż, lukrecja, chilli, miód, sól...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem, że więcej dla mnie? :D

      Usuń
    2. i moją porcję chętnie Ci oddam :D ziemista, szorstka, sól- spoko... ale reszta... nieeeeeeeee! :D Przynajmniej 60 ^^

      Usuń
    3. Ja akurat nie pogardziłabym 70-tką w tym przypadku - czuć, że to kakao miało dużo do zaoferowania :)

      Usuń
    4. Tak, tym razem zdecydowanie DUŻO WIĘCEJ dla Ciebie :)

      Usuń
  10. Kolendra i chilli? Uwielbiam! Ja chyba powinnam mieć jakiś zakaz wchodzenia Twojego bloga. :D Jak nie ciągnie mnie do słodyczy, to jak widzę takie cuda, to mam ochotę wszystkiego spróbować, uwielbiam takie "inne" smaki, niespotykane, czasem dziwne, ale właśnie piękne w tej swojej "dziwności".

    OdpowiedzUsuń