czwartek, 17 grudnia 2015

Zotter Liquorice De Luxe ciemna mleczna nadziewana czekoladowo-lukrecjowym ganaszem z karmelem, anyżem, olejkiem miętowym i białą czekoladą


Nie ma ludzi obojętnych wobec lukrecji - albo się ją kocha, albo nienawidzi. Wróć... Postawiłam odważną tezę, a w zasadzie samą siebie mogłabym ulokować gdzieś po środku. Nie mam aż tak dużych doświadczeń z lukrecją, bym mogła wydać ostateczny wyrok o miłości - bowiem do nienawidzenia lukrecji naprawdę bardzo mi daleko. Owszem - potrafię wyczuć jej nuty w czystej czekoladzie, piwie i winie. Piłam piwo z rzeczywistym dodatkiem lukrecji, jadłam też lukrecjową czekoladę, nie mówiąc już o pijaniu mieszanek ziołowych z udziałem lukrecji - ale zawsze lukrecjowość trzymała się w ryzach, nie bombardowała kubków smakowych z olbrzymim nasileniem. Cukierków lukrecjowych nie jadłam chyba od dzieciństwa (oczywiście wtedy ich nie lubiłam). Chyba czas to zmienić. Pierwszym krokiem milowym w mojej prawdziwej lukrecjowej inicjacji miała być nowa tabliczka Zotter Handscooped - Liquorice De Luxe. Czekałam na lukrecjową czekoladę w ofercie Zottera, zadając sobie pytanie - dlaczego dopiero teraz zdecydował się na jej wypuszczenie?

 Odnoszę wrażenie, że wielu ludzi myli lukrecję z anyżem. I choć rzeczywiście nuty smakowe tych dwóch przypraw łączy podobna specyfika, to są to w końcu dwie zupełnie odrębne rośliny. W świecie przypraw używany jest korzeń lukrecji, natomiast przyprawiając anyżem stosujemy jego ziarna. Oba posiadają wiele dobroczynnych właściwości działających głównie na układ pokarmowy, ale także na inne części organizmu. Zarówno tytułowa lukrecja, jak i anyż znalazły miejsce w nowej czekoladzie Zottera. Żeby było jeszcze bardziej kontrowersyjnie - producent sięgnął również po olejek miętowy.


Pomimo otoczenia przez mleczną czekoladę o wysokiej 60% zawartości kakao, zatopienia w czekoladowym ganaszu i przyozdobienia płatkami białej czekolady - taki zestaw przyprawowych składników znacznie zawęża listę konsumentów, którzy świadomie sięgnęliby po tą czekoladę. Zotter zupełnie się tym nie przejmuje i jedzie z Liquorice De Luxe tam, gdzie lukrecja jedzona jest tonami przez wszystkich. Skandynawia ma fiksację na punkcie lukrecji. Nie bez kozery, próbowany przeze mnie wcześniej lukrecjowy Toms pochodził z Danii. 24 listopada ekipa Zottera odwiedziła Cafe Chocolat w norweskim Harstad, gdzie częstuje Liqorice De Luxe w wersji dwumetrowej, ważącej dwadzieścia kilo. Każdy może skosztować kawałek. Oczywiście wielka tabliczka rozchodzi się jak świeże bułeczki, a wszyscy są zachwyceni.

Źródło: facebook norweskiej Cafe Chocolat

Kimiko zdążyła już wcześniej opublikować swoją opinię na temat Liqorice de Luxe - teraz przyszedł czas na mnie. Już sam zapach rozpakowanej ze sreberka tabliczki bardzo zaskoczył mnie i mojego Męża - woń zapowiada głównie słodycz i głęboką mleczność. Było w niej coś, co kojarzyło się z kakaowym jabłecznikiem przyprawionym cynamonem. Lukrecjowo-anyżowe klimaty przebrzmiewały gdzieś w tle, lecz były na tyle dyskretne, że w ciemno nie posądziłabym tej tabliczki o dodatek tak charakterystycznych przypraw.


Po przekrojeniu ciemnej tabliczki o łagodnym mlecznym odcieniu wyraźnie zauważamy dwa płaty białej czekolady znajdujące się u góry i dołu nadzienia. Środek wypełnia ciemnobrązowy ganasz sprawiający wrażenie zbitego i szorstkiego, nieco piernikowego. Już pierwsze zatopienie zębów we wszystkich warstwach przekonuje nas jednak, że szorstkości tutaj nie spotkamy. Uderza nas kolejne zaskoczenie - w smaku pojawia się orzechowość, choć w składzie orzechy są nieobecne.

Następnie rodzą się ewidentne skojarzenia z czekoladowym ciastem piernikowym. Wśród korzennych akcentów przychodzi do nas lukrecja - lecz mimo wszystko przyprawowość ganaszu utrzymana jest w akcentach piernikowych, z anyżowym zacięciem. Cała kompozycja zdaje się być zaskakująco słodka, co zapewne podkręcone jest przez warstwy białej czekolady. Dopiero po przełknięciu kęsa wyraźnie pojawia się charakterystyczny słonawo-korzenny posmak lukrecji, pozostający na języku. W połączeniu z całą resztą nut smakowych jest on bardzo przystępny. Ba, mój Mąż baaardzo sceptycznie podchodzący do lukrecji uznał, że taką lukrecjową czekoladę może jeść non stop.



Skosztowanie samej ciemnej mlecznej czekolady prowadzi do konkluzji, że jest ona gładka, słodka i bardzo orzechowa - stąd zapewne orzechowe wrażenia już od samego początku konsumpcji. Ma też w sobie wiele paloności, które z mlecznym posmakiem tworzą bardzo przyjemne wrażenie orzechów prażonych w karmelu, zatopionych następnie w dobrej czekoladzie. Wraz z ganaszem czekolada tworzy baaardzo czekoladowy deser, gdzie jeszcze bardziej uwypukla się paloność. Wszak w ganaszu występuje dodatek karmelu, ale bogactwo kakao jeszcze bardziej intensyfikuje karmelowość, dodatkowo uwypuklając iluzję orzechów. Jak już wyżej wspomniałam, ganasz okazuje się bardzo gładki, w maślany sposób rozpuszczający się w ustach - choć nie można mu odmówić zbitej treściwości.


Gdy każdy z nas zjadł już nieco swojej części, nuty lukrecji i anyżu odznaczały się na podniebieniu coraz wyraźniej. Muszę przyznać, że zawartej tutaj lukrecjowości towarzyszyła przyjemna kawowa goryczka, co bardzo mi się podobało. Zapewne kakao po prostu tak zgrabnie połączyło się z lukrecją. Olejek miętowy zawarty w składzie pojawia się pod koniec, intensyfikując wrażenie lukrecjowości i... nieco je oszukując, przekształcając. Dziwna miętowa nuta nieco mi przeszkadzała i wolałabym więcej lukrecji bądź anyżu zamiast jakiegokolwiek udziału mięty w tej kompozycji. Miętę pozostawmy świetnej Chocolate Mint. Trudno oddzielające się od reszty warstw płaty białej czekolady są mleczno-słodkie i miło waniliowe, stanowią przede wszystkim o zwiększeniu poziomu słodyczy - czyniąc Liquorice De Luxe jeszcze bardziej przystępną i mniej ekstremalną.


Liquorice De Luxe to przede wszystkim kompozycja mocno sycąca i dość ciężka - niczym solidny, piernikowo-czekoladowy tort. Na pewno nie ma tu mowy o strasznej, porażającej anyżowości i lukrecjowości. Przyprawy grają tu istotną rolę, ale więcej do powiedzenia ma bogactwo kakao - zarówno w czekoladzie, jak i ganaszu. Biała czekolada dodatkowo wszystko nam łagodzi, przez to lukrecjowe nuty stają się tutaj jeszcze bardziej wykwintne, nieco przewrotne, jak w jakimś luksusowym likierze. Jedyne, co mi tutaj ewidentnie przeszkadzało, to udział mięty.

Było smacznie, ciekawie, jak się okazuje całkiem przystępnie nawet dla antyfana lukrecji. Pewna ciężkość kompozycji czyniła ją wytrawnym deserem, choć z drugiej strony wykwintnej słodyczy tutaj nie brakowało. Mój wewnętrzny głos pragnący robienia wszystkiego na maksa był pomimo wszystko nieco zawiedziony, że Zotter nie pokusił się o prawdziwe turbolukrecjowe doładowanie, na anyż bijący po garach. Producent jednak nie pozwolił nam zapomnieć, że Liquorice De Luxe to nadal przede wszystkim czekolada.



Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, pełne mleko w proszku, tłuszcz kakaowy, mleko, syrop cukru inwertowanego, lukrecja w proszku, proszek karmelowy (odtłuszczone mleko, serwatka, cukier, masło), anyż, pełen cukier trzcinowy, wanilia, lecytyna sojowa, cynamon, olejek miętowy.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 70 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 476 kcal.
BTW: 8,1/33/37 

26 komentarzy:

  1. charlottemadness17 grudnia 2015 06:18

    Tak jak już pisałam u Kimiko, brakowało mi znacznie większej "gry" przypraw. Całość porównałabym jak to określiłaś trafnie do piernikowo-czekoladowego tortu, któremu za mało sypnęliśmy przypraw.
    Bardzo liczyłam na tą tabliczkę ale wyszło trochę przeciętnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hmm, gdyby to był rzeczywiście tort, na pewno nie nazwałabym go przeciętnym i za mało przyprawionym. Ta tabliczka dla mnie przeciętna nie była, choć rzeczywiście mogłaby być mocniej przyprawiona, skoro nazywa się Liquorice De Luxe.

      Usuń
  2. Właściwie też znam sporo osób, którym lukrecja jest dość obojętna.
    Zgadzam się z recenzją. Taki bardzo delikatnie przyprawiony czekoladowy tort (ale wciąż pyszny, dlatego nie zgadzam się z kolei z charlottemadness, bo według mnie przeciętnie nie było). W sumie dobra odskocznia od propozycji o wiele bardziej ekstremalnych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie to też na pewno nie było przeciętne. W końcu to nadal czekolada i mimo nazwy produktu to kakao grało tu główną rolę.

      Usuń
  3. wow czekolada 20 kilo na samą myśl robi sie przyjemnie:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wolę 20 kg przeróżnych czekolad do mojej dyspozycji :D.

      Usuń
  4. Ostatnio przekonałam się do anyżu i lukrecji... w herbacie! Dlatego w czekoladzie pewnie też byłabym zadowolona. Jedyne co to... podobnie jak u Ciebie wadzi mi ta mięta. No na co ona tam komu...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lukrecja i anyż potrafią świetnie wypadać w herbatach, zgadzam się!

      Usuń
  5. Wygląda pięknie, opakowanie też ma piękne, ale ja mam ciarki na samą myśl o lukrecji.

    OdpowiedzUsuń
  6. Mmmmm lukrecja, anyż i olejek miętowy :D czyli to co lubimy najbardziej :D Mimo dobrej recenzji same z siebie nie zdecydowałybyśmy się na tą tabliczkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem Waszej reakcji po wypróbowaniu w ciemno!

      Usuń
    2. Haha, bo jeszcze byście się zdziwiły! :D

      Usuń
  7. Trzeba przyznać, że to ryzykowne połączenie. Dla wielu połączenie lukrecji, anyżu i mięty jest definicją "bleurh". A mi ta czekolada wydaje się nawet ciekawa :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje coraz to szersze otwarcie na świat czekolad naprawdę mnie raduje! :)

      Usuń
  8. Ja, ja jestem obojętna na lukrecję, bo jeszcze jej nie próbowałam :D Z chęcią zaczęłabym od tego Zottera, ale jednak olejek miętowy.. Nie cierpię mięty w czekoladzie ;-;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Musiałabyś spróbować Chocolate Mint od Zottera ;).

      Usuń
  9. Genialna czekolada. Jest wszystkim tym, czego nienawidzę. Postaram się zapamiętać nazwę i będę się nią posługiwać zawsze wtedy, gdy ktoś mnie zapyta, czego nie lubię w słodyczach.

    Wiem, że próbowałaś jak najkrócej wytłumaczyć różnice pomiędzy lukrecją a anyżem, ale nadal nie rozumiem. Żelki i skandynawskie słodycze to... lukrecja? A anyż jest gdzie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj przestań, aż tak źle nie mogło być!

      Anyż jest często w pierniczkach, ciastkach korzennych. Wiele go w herbatach ziołowych. Można też kupić cukierki anyżowe i wódkę anyżówkę.

      Usuń
    2. Anyżowa wódka, rzeczywiście jest taka. I cukierki z anyżem też kojarzę. W pierniczkach? Tu mnie zaskoczyłaś, bo pierniczki lubię, chyba że to jakieś specjalne pierniczki-blerniczki. Muszę kupić produkt anyżowy i lukrecjowy i porównać.

      Usuń
    3. W wielu pierniczkach w składzie jest anyż. Przyjrzyj się. Ja dziś u klienta jadłam bardzo dobre ciastko z wyraźnie wyczuwalnym anyżem. Szkoda, że nie wiem, jakiej to produkcji - poleciłabym Ci jako dobry przykład.

      Usuń
  10. Nie wiem czy kawowa goryczka chwyciłaby mnie za serce, ale pozostałe składniki...chyba tak ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz lukrecję, to na pewno by Ci przypadła do gustu.

      Usuń
  11. Biała warstwa wygląda zachęcająco, ale po składzie zdaje się być to czymś strasznie słodkim.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A co takiego strasznie słodkiego jest w składzie?

      Usuń