niedziela, 20 grudnia 2015

Menakao Fruity & Spicy ciemna 70% z bird chili


 Sporo czasu minęło od momentu, gdy zdradziłam Wam moją chęć odnalezienia idealnej pełnej czekolady z chili. Lindt Excellence Chili, choć smaczny, odpadł w przedbiegach ze względu na zbyt niską zawartość kakao. Recenzując dwie ekwadorskie siedemdziesiątki: sprawiającą mi zawód Vivani oraz urzekającą Manufakturę Czekolady, miałam już w Magicznej Szufladzie dziś opisywaną tabliczkę, oraz czekoladę, po którą dla porównania sięgnęłam dzień później (lecz na blogu pojawi się za 10 dni). Tym razem, na pikantne degustacje wybrałam bardziej adekwatną porę roku, niż upalne lato.

Menakao Fruity & Spicy pojawiła się już na blogu Kimiko. Dla niej wydała się ona bardziej pikantna od tabliczki z Manufaktury Czekolady, toteż spodziewałam się prawdziwego killera. Jak w rzeczywistości odebrałam 70% czekoladę z madagaskarskiego kakao, wzbogaconą w chili odmiany bird's eye? Nim się o tym przekonacie - najpierw tradycyjnie parę słów o postaci z opakowania. Jest nim mężczyzna Bara, człowiek otwartych przestrzeni, koczowniczy pasterz z południowej części Madagaskaru. Wyłapywanie bydła zebu jest głęboko zakorzenioną tradycją wśród Bara, będącą okazją do udowodnienia swojej odwagi. Dla wielu z Was, sięgnięcie po ciemną czekoladę z chili to też wyczyn godzien nie lada odwagi... ;)

 

 Przyszedł czas na rozpakowanie naszej tabliczki. Podziwiać możemy jej taflę podzieloną na klasyczne dla 75-gramowych Menakao kostki - nie muśnięte nawet śladem jakiekolwiek dodatku (w przeciwieństwie do pikantnej propozycji Manufaktury, obsypanej suto papryczkami). Jak zwykle urzeka nas ciemnobordowy odcień madagaskarskiej czekolady.

Dzieleniu na kostki towarzyszy głośny, dźwięczny trzask. W zapachu czekolady nie ma ani odrobiny zapowiedzi chili. Jest to aromat bardzo delikatny, z wielością nut czerwonych owoców i lekko palonego drewna. Typowe, ukochane i urokliwe Menakao - z tymże, teraz w woni wyczuwamy przede wszystkim łagodną, słodką stronę czerwonych owoców - mocno dojrzałe maliny, soczyste truskawki, wygrzane na słońcu porzeczki. Łagodność zapachu była pewnym zaskoczeniem.

 

 Przy pierwszym kontakcie z zębami odczuwamy przyjemną chrupkość. Dalej, gdy poddajemy kęs jedynie pracy języka, do głosu dochodzi charakterystyczna surowość i szorstkość, mająca jednak w sobie mnóstwo przyjaznej słoneczności. Przez chwilę zdaje się być odrobinę proszkowo, ale owe wrażenie prędko łagodnieje, choć do samego końca tej czekolady nie można nazwać kremową.

W kwestii smaku, spod słodkich czerwonych owoców tak mocno odznaczających się w zapachu, przechodzimy w bardziej typową dla Menakao owocową dzicz. Mimo wszystko, nadal czekolada jest dość znacznie słodka, ale do głosu dochodzi również kwaśność. Stara dobra dzika róża, borówki, dereń i cała ekipa dzikiej owocowości kakao z doliny Sambirano. Słodko-kwaśny owocowy kop jest pierwszym smakowym wrażeniem, jakiego doświadczamy. I jest to wrażenie samo w sobie bardzo bogate.

 

 Czekolada zaczyna się rozwijać w swoim tempie. Do głosu chcą dojść: aromatyczne drewno palone w kominku, mocno skarmelizowany cukier, lekka kawowa goryczka. Coś je jednak zatrzymuje. Spod całej mocy kakao, nagle wynurza się chili. Uderza bez zapowiedzi. Robi to w sposób tak nagły i desperacki, jakby chciało w ostatniej chwili przypomnieć o swej obecności - urzeczone i początkowo onieśmielone bogactwem samego kakao. Porywcze chili nie staje się jednak odszczepieńcem. Łaskawe kakao od razu porywa je do harmonijnego tańca. I to kakao tutaj prowadzi.

Chili w tej czekoladzie jest świetne. Jego pikantność jest wyraziście wyczuwalna - o wiele bardziej niż w Vivani - a przy tym nie przytłacza ono bogactwa kakao (a to stało się w Manufakturze Czekolady, gdzie chili totalnie przejęło stery). Pomimo nagłego wyskoku chili, kompozycja jest bardzo wyważona. Utwierdzałam się w tym przekonaniu z każdą kolejną kostką.

 

Pomimo tego, że chili nie zmasakrowało mi buzi, Fruity & Spicy zaspokoiła mój głód na pikantną czekoladę. Dlaczego? Przede wszystkim dlatego, że znam już w miarę dobrze smak kakao od Menakao i wiem, że chili po prostu piękne i zgrabnie się w niego wkomponowało. Stało się wisienką na torcie, która nadal swobodnie pozwalała mi nacieszyć się klasycznymi nutami smakowymi zawartymi w Menakao. Dwa słowa: Fruity & Spicy idealnie opisują tą tabliczkę. Owocowość madagaskarskiego kakao, pikantność bird chili - a oprócz tego, znalazło się jeszcze miejsce dla palonego drewna, karmelu i kawy. Początkowo zepchnięte na dalszy plan przez desperackie wyjście z cienia w wykonaniu chili - później znów dochodzą do głosu. Ponadto, bardzo często przewija się również tak lubiana przeze mnie w Menakao szorstka nabiałowa słodycz, kojarząca się z kefirem. Wszystko jest takie świeże i lekkie.

W 2013 roku na Academy Of Chocolate Fruity & Spicy otrzymała brązowy medal w kategorii czekolad z dodatkami. Great Taste Awards dwukrotnie nagrodziło ją złotym medalem. Ja od siebie również wręczam jej złoto. Wszystko tutaj idealnie mi pasowało. To była dzikość, jaką sobie wymarzyłam. Chili po prostu wzbogaciło i tak obfity bukiet madagaskarskiej czekolady. Szkoda tylko, że po zmianie szaty graficznej opakowań czekolad Menakao, producent uciął temu wariantowi 7% zawartości kakao. Jakoś nie chce mi się wierzyć, że wyszło to jemu na dobre...


Skład: ziarna kakao z Madagaskaru, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa non-GMO, bird chili.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 75 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 620,66 kcal
BTW: 10,30/46,38/40,51
  
PS Kolejna dawka madagaskarskiej radości została zaaplikowana oczywiście dzięki Sekretom Czekolady! :)

26 komentarzy:

  1. charlottemadness20 grudnia 2015 06:10

    Sądziłabym,że będzie tu bardzo ostro, ale wyszło zrównoważono.Chilli nie przyćmiło pysznej czekolady( choć w Manufakturze mi to nie przeszkadzało).Owocowość madagaskarskiego kakao, pikantność bird chili świetnie tu się zgrywają ;)

    Ostrość chilli dopiero poczujesz w Zotterze Chilli Birds Eye :P
    Tam dopiero zaznasz ognia :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Madagaskarskie kakao zrobiło tutaj większość roboty. Bez jego specyficznego bogactwa chili nie byłoby tak urokliwe.

      W tym tygodniu przyjechało do mnie kilka Zotterów, ale Chili Birds Eye jeszcze nie mam ;).

      Usuń
  2. "Dla niej wydawała się bardziej pikantna od tabliczki z Manufaktury Czekolady" - teraz tak sobie myślę, że na pewno nie wydawało mi się, a po prostu tak było, bo wróciłam do mojego wpisu i popatrz na ilość posypki: http://chwile-zaslodzenia.blogspot.com/2015/10/manufaktura-czekolady-ekwador-70-kakao.html W Twojej z Manufaktury było jej o wiele więcej (dlaczego ja mam takiego pecha?!).

    Co do tej... hm, dziwne, że ja odebrałam ją jako taką ostrą, że aż "czekoladowość" mi w niej uciekała. Zgodzę się jednak z tym, że była rewelacyjna.

    Już nie mogę się doczekać Zottera Chili Bird's Eye, o którym charlottemadness wspomniała, ale z moim "szczęściem"... paczka wróciła do nadawcy, bo poczta uznała, że po moim adresem nikt nie mieszka. I jeszcze tyle stresu w czasie, kiedy tyle paczek na poczcie się przewija i wszystko jest opóźnione. :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście coś masz pecha z tymi posypkami... Dobrze, że publikujemy zdjęcia na swoich blogach i możemy porównać niejednorodność zjadanych przez nas tabliczek tego samego typu.

      Moim zdaniem specyfika madagaskarskiego kakao dodawała uroku chili, zgrywała się z nim w przepiękny sposób. Może tym razem to u Ciebie więcej sypnięto chili? :) Tym razem wizualnie tego nie porównamy, bo w końcu wszystko wmieszano w jednolitą masę.

      Uh... To już wiem, dlaczego Mikołaj z Zottera dzwonił pytając, czy na pewno wszystko ok z moją przesyłką. Siedem moich Zotterów doszło do mnie bez problemu w tym tygodniu, ale też się o nie martwiłam w przedświątecznym okresie. Chili Birds Eye jednak nie zamawiałam. Jakie kolejne Zottery zasiliły Twoje zapasy?

      Usuń
    2. Całe szczęście, że mam jeszcze jedną (chociaż malutką - 25 g) tabliczkę. :D

      Właśnie jeszcze nie zasiliły. Te nowinki, o których pisałyśmy, Chili Birds Eye, Cherries with Vanilla, Coffee Toffee i Labooko Bolivia 90-tka. Mam nadzieję, że jak najszybciej wyślą je ponownie i tym razem poczta wykona swoje zadanie, bo jak nie... to nie wiem co. Tak samo mam problem z Lindt'ami - od 9-go utknęły gdzieś we Wrocławiu i w poniedziałek kobieta, która mi je wysłała, ma zacząć interweniować. Nie mam już siły do poczty.

      Usuń
    3. Ciekawe jak w mniejszym wariancie będzie przedstawiał się udział chili.

      Ja prócz wspominanych wcześniej przez nas nowości mam trzy tabliczki G.Nuss na które czaiłam się od dawna. Zabiorę je w lutym na urlop :).

      Usuń
  3. Chciałam ją kiedyś zamówić, ale akurat wtedy jej nie było na stanie Skoro chili było w tej czekoladzie wyraźniejsze niż w Vivani to myślę, że przy jedzeniu tej rozpoczęłabym taniec pod tytułem "wody! wody dajcie!" ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niekoniecznie musiałoby tak być. W Menakao do głosu dochodzi również niesamowite bogactwo kakao, o wiele obfitsze niż w Vivani. To ono sprawia, że chili nie przytłacza.

      Usuń
  4. Takie zrównoważenie ostrości ze smakiem czekolady może i Angelikę nawet by przekonało :P Choć nie... pewnie nie :P
    Ale ja z kolei bardzo chciałabym ją spróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kakao jest tutaj absolutnie boskie. Pikantność robi swoje, ale cudnie współgra z kakao. Jeśli ta Menakao nie wydałaby się dla Was zbyt ostra, na pewno pod względem czysto czekoladowym podbiłaby Wasze serca.

      Usuń
  5. Lindta z chili nawet lubię, ale właśnie - za mało w nim kakao, ciekawa jestem tej tabliczki, mogłaby być dobra.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu kakao rządzi! Polecam z całego serca :)

      Usuń
  6. Fuj, zarzuciłyście mi tu z czoko jakimiś czili i chcecie biednego człowieka wykończyć przed świętami. Proszę się poprawić i wstawić coś z kremowym nadzieniem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że kolejny wpis bardziej Cię zadowoli, fanko czerwonego wina :).

      Usuń
    2. Myślę więc, że mój czwartkowy zadowoli Ciebie.

      Usuń
  7. Polubiłam się z korzennymi dodatkami to może i chilli nie byłaby taka stracona? :-) Muszę przyznać, że nie wiem czy to te zbliżające się święta i alternatywa jedzenia rzeczy, których na codzień nie jem, ale ta czekolada właśnie z dodatkiem chilli, której normalnie bym nie spróbowała nawet mnie ciekawi! Poza tym to 70 więc jeszcze nie przekracza mojej granicy tolerancji kakao. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak wyborne kakao, jakim raczy nas Menakao - świetna sprawa na świąteczny eksperyment smakowy ;)

      Usuń
  8. Ty powinnaś zarabiać gruby hajs na tych recenzjach - kto tak pisze jeszcze w tych czasach?! Smakowita ta Twoja poezja :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za komplementy! :) Nie wiem, kto mógłby mi dawać ten gruby hajs ;).

      Usuń
  9. Takie połączenia to ja lubię:). Ja dostałam ostatnio Lindt chilli z wiśnią,jadłam ją bardzo dawno temu i nie pamiętam czy mi smakowała.

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj ostra czekolada to nie moje klimaty, jedynie imbir potrafię docenić, ale chilli mocniejsze niż w Lindcie.. O nie :P
    Intrygujące są te twarze z opakowań Monako :) Delikatnie zasugerowałam rodzeństwu, że chciałabym taką czekoladę na święta, teraz pytanie, czy coś z tego wyjdzie..:D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakie znowu Monako? :P Chcesz konkretnie tą czekoladę, czy jakąś inną tej firmy? Skoro tak Cię razi chili tutaj, a na pewno jest mocniejsze niż w Lindtcie... Nie wiem, jak dla mnie i tak warto spróbować! :D

      Usuń
    2. Tfu tfu Menakao, dzięki telefonie.. Właściwie to parę mnie ciekawi, np. ciemna z solą i nibsami kakaowymi albo mleczna z wanilią. Wierzę, że ta też jest wspaniała, ale raczej bym przy niej wymiękła xD

      Usuń
    3. Mleczna z wanilią oraz Deep & Fruity to moim zdaniem obowiązkowa klasyka!

      Usuń