sobota, 4 kwietnia 2015

Morin Venezuela Chuao ciemna 70%



Przy ostatniej recenzji czekolady Morin napomknęłam, że chciałabym pochylić się jeszcze raz nad wszystkimi wariantami z tej francuskiej czekoladziarni, których miałam okazję skosztować podczas styczniowej degustacji w Pintej Klepce. Dzisiejszy wpis jest świetnym dowodem na to, że od myśli szybko przechodzę do czynów ;). Paczuszka z kilkoma tabliczkami Morin prędko znalazła się w moich czułych dla czekolad dłoniach. I tylko żałowałam, że nie posłuchałam porady-żartu znajomego - żeby po degustacji po prostu kupić je wszystkie, gdy tak bardzo nie mogłam się zdecydować, które wziąć. Przynajmniej wtedy nabyłabym czekoladę z kakao z Wietnamu, której zabrakło gdy kompletowałam moją paczuszkę... :( Jeżeli Wy chcecie również spróbować cudeniek od pana Morin - piszcie śmiało do mnie, coś wykombinujemy ;). Zachęcam z całego serca do kupna i osobistego wypróbowania tych czekoladowych rozkoszy!

W mojej dotychczasowej czekoladowej karierze jadłam wcześniej jeszcze jedną tabliczkę wykonaną z wenezuelskiego kakao z Chuao - była to wspaniała Amedei Chuao, sprezentowana mi przez Aurorę Czekoladową. Wenezuela jest w ogóle wyjątkowym krajem jeśli chodzi o kakao. Specyfika klimatu w tym państwie doprowadziła do możliwości uprawy wielu różnorodnych odmian kakao, bardzo aromatycznych - różniących się wyraźnie bukietem w zależności od regionu pochodzenia. Można rzec - co region Wenezueli, to zupełnie inne kakao. Ja póki co odkrywam Chuao - przedtem w interpretacji Amedei, a teraz Morin. A Chuao na mapie to maleńka miejscowość położona wśród gór. Malutkie królestwo wielkiego kakao. I to jeszcze w górach. Przecież to musi być boskie, to brzmi jak utkane specjalnie dla mnie ;).


Po Wenezuelę od Morina musieliśmy sięgnąć jak najszybciej, bo mocno gonił ją już termin ważności. Miało to swoje odzwierciedlenie w lekkim białym nalocie na powierzchni tabliczki, ale absolutnie nie wpłynęło na wrażenia degustacyjne. Zapach tej czekolady to sama przyjemność, zaskakująca fuzja wilgoci i suchości. Pierwsze i najmocniejsze skojarzenie to soczyste słodkie wiśnie, z naturalną nutką kwasku. Kolejne myśli to: buchająca wilgocią gleba, torf otoczony krystalicznie czystymi strumykami, fusy mocnej i suto posłodzonej kawy. Coś naprawdę kuszącego, przyciągającego, wwiercającego się przez nozdrza i opętującego cały mózg.

Kostki ciężko odłamują się od siebie, a gdy już ulegną naporowi palców - robią to z głośnym trzaskiem. Kawałki czekolady rozpuszczając się w ustach nie sprawiają wrażenia proszkowej czy też mocno suchej i ściągającej - w buzi robi się przyjemnie kremowo, choć kęsy wcale łatwo się nie roztapiają. Najtrafniejszym, choć dziwacznym określeniem na teksturę tej czekolady jest wilgotna kredka świecowa. Majacząca gdzieś suchość przykryta jest soczystymi akcentami.

W smaku pierwsze wrażenie to słodycz. Tak, słodkie i rześkie wiśnie zdominowały zarówno zapach, jak i smak. Najpierw są one i przez dłuższą chwilę nie pozwalają dojść do głosu kolejnym nutom. Następnie pojawia się mocne espresso z kapką tłustej i gładkiej śmietanki. Później natrafiamy na coś zaskakującego - jest to hipnotyzujący pikantny akcent. Coś pomiędzy chili a sosem sojowym. Ta intrygująca nuta pojawia się szczególnie podczas rozcierania kęsa po podniebieniu. Generalnie, w całej kompozycji zdecydowanie najmniej jest kwaśności - słodycz, gorycz i pikantność łączą się w upojnym uścisku. O dziwo, organizatorzy styczniowej degustacji zauważyli w tej tabliczce właśnie znaczną kwaśność. Według ich opisu: "Deserowa czekolada z Wenezueli uderza swoją owocowością. Ostry aromat kandyzowanych wiśni i suszonych śliwek, w smaku wysoka kwaśność. Kremowa, lekko pylista."

Morin Venezuela Chuao 70% kojarzy mi się z długowłosą brunetką o barrrrdzo kobiecych kształtach, ubraną w czerwoną opinającą sukienkę. Ta czekolada jest potwornie romantyczna, kobieco wilgotna i ciepła. Wieczorowa. Jak intymna kolacja przy świecach. Z jednej strony jest delikatna i nadal wiele w niej niedopowiedzeń, a z drugiej - dobrze wiemy, jak piekielna drzemie w niej moc. Pysznie zniewalające :).

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 100 g.

37 komentarzy:

  1. charlottemadness4 kwietnia 2015 06:10

    Gorzka czekolada-> coś dla mnie ;) Ciekawe wrażenia smakowe ;)
    Ostatnio dorwałam :http://swiatslodyczy.blox.pl/2008/02/LINDT-Kirsch-Intense.html
    Gdy ją zobaczyłam uznałam,że nie przejdę obok niej obojętnie ;v. Była o dziwo w Intermarche, czego bym się nie spodziewała.
    Zakupiłam też coś z chilli; http://sklep-terra.pl/produkt/vivani-czekolada-gorzka-z-chili-bio-100g/
    i... ziarnami konopi ;P
    http://diabetyk24.pl/plamil-czekolada-z-ziarnami-konopii-z-ksylitolem-100g-o_1514.html
    Zapowiada się więc ciekawie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kirsch Intense nigdy nie spotkałam i ciekawi mnie, aczkolwiek chyba powinnam strzelić focha na Lindta po dziś wyprobowanej Excellence...

      Z Viviani nic nie probowalam, co zresztą widać na blogu ;). A na Plamil czailam sie w Galerii Slodyczy. Ostatnio kupilam jednak tabliczke z Manufaktury Czekolady z dodatkiem ksylitolu i dopiero gdy mi zasmakuje, to może sie skuszę na wdrożenie w temat ;)

      Usuń
    2. charlottemadness6 kwietnia 2015 20:17

      Foch na Lindt'a? :> A to ciekawe :>
      Jestem ciekawa jak wypadnie ta czekolada firmy Viviani którą zakupiłam :>

      Usuń
    3. Ano niestety foch na Lindta... Ale taki mały ;). Niestety kolejny duży na Rittera :P.

      Też jestem bardzo ciekawa Vivani, koniecznie daj znać!

      Usuń
  2. Jak zwykle po Twojej recenzji mogę napisać tylko jedno: zjadłabym. W ogóle chciałabym się bliżej przyjrzeć czekoladom tej firmy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jutro odezwę się do Ciebie w tej sprawie ;). Wrócę z gór, spokojnie usiądę do komputera i przedstawię Ci ofertę Morin ;).

      Usuń
  3. To musi być coś naprawdę nieziemskiego :) Nie wiem czy mam na tyle wyrafinowane podniebienie :) Brzmi pysznie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wystarczy się skupić i otworzyć głowę na nowe doznania :)

      Usuń
  4. W twoim opisie ta czekolada jawi się jako coś niesamowitego, jednak ja się nie oszukuje, że moje kubki smakowe wyczułyby to samo. Bardziej bym się skupiła na cierpkości kakao niż na niuansach smakowych.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podchodząc z nastawieniem, że będziesz skupiać się na cierpkosci - pewnie rzeczywiście by tak bylo ;).

      Usuń
  5. Ja się zgadzam z Czoko, ostatnio wyjątkowo mi podchodzą deserowe czekolady, ale ta chyba byłaby za ciemna i za cierpka na moje kubki smakowe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trudno powiedzieć :). Skoro przypasowaly Ci deserowki, to do wyzszej zawartosci kakao juz blisko ;).

      Usuń
  6. Wiśnie lepsze od malin, ale znów pikantność, ech. Podziękuję :P

    OdpowiedzUsuń
  7. Wygląda zupełnie zwyczajnie, ale ze względu na kawowy posmak, dla mnie, początkującej miłośniczki tego napoju - wspaniale.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kawowy posmak jest obecny w wielu ciemnych czekoladach :)

      Usuń
  8. Mimo, że wilgotna kredka świecowa do nas nie przemawia to nutka wiśni już o wiele bardziej nas ciekawi :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powtórzę się - te odczucia są bardzo subiektywne ;). Wilgotna kredka swiecowa to luźne skojarzenie, próba uchwycenia i nazwania wrazenia.

      Usuń
    2. I właśnie m.in. ze względu na takie ciekawe skojarzenia uwielbiamy Twoje recenzje :D

      Usuń
  9. Mam poważne wątpliwości czy potrafiłabym dostrzec tyle nut smakowych w jednej czekoladzie i zawsze Cię za to podziwiam ;) I chociaż zapach torfu czy ziemi do mnie zbytnio nie przemawia, to jestem pewna, że smak tej czekolady jest magiczny ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, jest magiczny - bo dzieje się tu naprawdę dużo i każdy kęs przynosi nowe przyjemności. Aby to dostrzec trzeba sięgnąć po odpowiednio zrobione czekolady i po prostu otworzyć głowę :)

      Usuń
  10. Kurcze, następnym razem wybieram się z Tobą na takie degustacje! :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W domu też można sobie zrobić degustacje :D

      Usuń
  11. Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale te kostki kojarzą mi się z tanimi czekoladami :P
    Wszystkie nutki smakowe do mnie przemawiają oprócz chilii/sosu sojowego. Ja po prostu nie mogę mieć ostrego dodatku w czekoladzie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi już przestały. Cenię sobie prostotę, gdy jest solidnie wykonana - nic nie przynosi mi większych rozczarowań jak przerost formy nad treścią.

      A dodatku pikantnego przecież tu nie ma! To czysta magia kakao ;).

      Usuń
    2. I ta magia mnie przeraża właśnie :D

      Usuń
    3. Ale to nie jest czarna magia! ;)

      Usuń
  12. Nie przepadam za wiśniami, ale po lekturze Twojego posta poważnie zastanawiam się na spróbowaniem tej czekolady :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyle, że tu nie ma ani grama wiśni - wszystkie dostrzezone przeze mnie nuty smakowe wynikają z bogactwa kakao. Jutro odezwe sie do Ciebie jak wroce z gór w sprawie Twojej chęci wyprobowania takich czekolad :).

      Usuń
  13. Ej, pytanie zupełnie serio, bo pytam ekspertkę :)

    Taka różnorodność w smaku kakao jest możliwa? Zdaję sobie sprawę, że Wawel 70% może smakować inaczej niż Lindt 70%. Ale tu podajesz smaki, których próżno szukać na liście składników. Ktoś kiedyś mówił, że czekoladę (dobrą czekoladę) można traktować jak wino. mimo, że produkt ten sam, wytwarzany z tego samego... może zaskakiwać bukietem doznań. To może być aż tak widoczne, znaczy wyczuwalne?

    Kurde. Słodka pikantność (polecana i przez Ciebie) u Lindta to pozycja to pozycja "must try", ale coś z nutką chilli, bez chilii - niezłe. Na plus (tak, plus!) przemawia fakt, że czekolady nie dostanę od ręki. Tzn. nie w osiedlowym sklepie. Nawet nie w wielkim markecie. Mógłbym się skusić.

    Za dużo tego u Ciebie. Za dużo :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, że jest możliwa taka różnorodność! Gdyby było inaczej, nikt nie organizował by podobnych degustacji. Jest bardzo podobnie jak z winem. Czekolady wszak różnią się od siebie pochodzeniem ziaren kakao, a następnie ich obróbką. To ma ogromny wpływ na ostateczny bukiet. Jestem przekonana, że w czekoladzie jesteśmy w stanie wyczuć doslownie wszelkie smaki, z jakimi mieliśmy do czynienia.

      Serdecznie zapraszam do skuszenia się ;). Warto spróbować. Jutro odezwę się w kwestii szczegółów.

      Za dużo? Będzie jeszcze więcej :D

      Usuń
    2. No to nieźle. Niektóre rejony, w winiarniach, puszczają zakorkowanym butelczynom muzykę, wierząc (a może... wiedząc?!), że to polepsza smak. Magia :)

      W tej chwili będę miał pewnie paczkę z Niemiec, kilka różnych nowych smaków, także chwilowo przystopuję. Patrzę jeszcze co można do niej dorzucić ;)

      Niemniej - jeśli tylko kubki smakowe nastawię na coś więcej niż 3 rodzaje czekolady 70% kakao zjedzone w życiu - dam Ci znać. Serio - ja jeszcze nie znam nawet podstaw.

      Dziękuję za info - wykorzystam :D

      Usuń
  14. wes mi proszę zdradź skąd ty masz pieniądze na te wszyyyystkie czekolady, toż to tortura dla takich osób jak ja! :D tylko pozazdrościć...;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staram się tak dysponować finansami, aby zawsze mieć kasę na swoje pasje. Poza tym ciężko pracuję na to, by potem móc oddawać się przyjemnościom :).

      Usuń
    2. i to mi się podoba :)

      Usuń