Z Pilska zeszliśmy z powrotem na Górę Pięciu Kopców, a stamtąd czarnym szlakiem udaliśmy się ponownie w kierunku Hali Miziowej, mijając je jednak górą. Skierowaliśmy swe kroki na szlak niebieski, prowadzący szczytami w stronę znanej nam już dobrze Hali Rysianka. Jesienią zeszłego roku, gdy eksplorowaliśmy Beskidy kwaterując się w Węgierskiej Górce, odwiedziliśmy Rysiankę idąc z Węgierskiej Górki przez Halę Boraczą, Redykalny Wierch i Lipowski Wierch, a wracając poprzez Romankę i Abrahamów.
Tym razem, idąc na Rysiankę od strony Pilska, zdobyliśmy Tanecznik, Munczolik, Palenicę i Trzy Kopce. Niestety, w tym paśmie żaden ze szczytów nie był oznaczony choćby małą tabliczką przy szlaku. Razi mnie to tym bardziej, iż wiem, że w Beskidzie Małym niemal każdy szczycik jest oznaczony tabliczką z nazwą i wysokością. Zawsze jakoś tak raźniej się idzie, no i łatwiej wtedy o orientację w przestrzeni - szczególnie docenia się takie oznakowanie w zalesionym terenie.
Gdy wyszliśmy już na Halę Rysianka doznaliśmy szoku. Choć zeszłego roku pogoda wcale nie była zła, dopiero teraz przekonaliśmy się, czym jest dobra widoczność na Hali Rysianka. Gdy patrzę teraz na fotografie stamtąd pochodzące aż nie chce mi się wierzyć, że zostały one wykonane w środku jesieni.
Po chwili kontemplacji widoków na ławeczce przy schronisku, ruszamy dalej znaną trasą przez Przełęcz Pawlusią na Romankę. Podziwiamy Babią Górę i Pilsko co rusz z nieco innej perspektywy.
Schodząc z Romanki skierowaliśmy się w inną stronę, niż rok temu. Udaliśmy się do Sopotni Wielkiej - najpierw niebieskim szlakiem przez Majcherowkę i Kotarnicę, następnie schodząc na szlak czarny. Będąc już w wiosce, usiedliśmy na ławce w pobliżu wodospadu, celem dopicia reszty kawy z termosu. Z plecaka wyjęłam jedną z posiadanych przeze mnie czekolad Grand Candy.
O tej armeńskiej firmie pisałam już tutaj. Zdradziłam wtedy, że nasz przewodnik sprezentował mi parę tabliczek rodem z tej erywańskiej fabryki słodyczy. O ile z Grand's uporaliśmy się dość szybko, tak pozostałe dwie czekolady spod szyldu Grand Candy pozostawiłam sobie na kolejny wyjazd w góry. Wiedziałam, że to mogą być niezbyt miłe sensualne spotkania z czekoladowymi produktami, dlatego wolałam uporać się z nimi na szlaku, gdzie przynajmniej posłużą jako dopalacz energetyczny.
Dziś opisywana czekolada to tabliczka ciemna o bezpiecznej, 60% zawartości kakao - podbitej niestety udziałem kakao w proszku. Wypakowana z kartoniku i sreberka zaprezentowała nam swe duże płaskie kostki, ozdobione firmowym grawerem. W podejrzany sposób świeciła się i pachniała... No niestety, pachniała najtańszą bombonierką - w której to pośledniej jakości kakao w proszku desperacko próbuje tłumić zwyczajność cukru, a do tego doprawione jest wszędobylską etylowaniliną.
Czekolada okazała się być idealnym przykładem na to, czym jest tabliczka wykonana z kakao masowej produkcji, nie z odmian aromatycznych. O ile o Prawdziwej Czekoladzie można się rozpisywać w nieskończoność, co rusz odkrywać ją na nowo - tak o tej nie jestem w stanie napisać zbyt wiele, bo po prostu bym zmyślała. Nie mogę stwierdzić nic ponadto, że smakowała jak nieprzesłodzona polewa z tanich pralin, była lekko gumowata i trąciła plastikiem. W innych warunkach niż górski szlak nie sprawdziłaby się wcale, a w Beskidach przynajmniej okazała się być energetyczna zapchajdziurą. Stwierdzam, że wraz z Lindt Sommerlaune Limette-Buttermilch beskidzki piątek nie był udany pod względem czekolad.
Energicznym krokiem obraliśmy szlak żółty, który zaprowadził nas do Łabysówki i Przełęczy Przysłop. Zmierzch zbliżał się wielkimi krokami, a my stojąc na rozstaju dróg zastanawialiśmy się, czy zamiast schodzić bezpośrednio do Korbielowa nie zahaczyć jeszcze w bok o Halę Malorka. Koniec końców zrezygnowaliśmy z tego planu, czego teraz oczywiście żałuję, bo prawdopodobnie zdążylibyśmy dojść na Malorkę akurat na sam zachód słońca. Wolę o tym za dużo nie myśleć, bo takie "jednak tam nie poszliśmy i nie mamy zielonego pojęcia, jak tam jest" spędzają mi zawsze sen z powiek. Był ktoś na Malorce? Warto?
Zeszliśmy do Korbielowa tuż pod Karczmę Pod Borami i tam zatrzymaliśmy się na kolację. W sporym lokalu byliśmy tylko my i jedna para. Przeszczęśliwi, przy obfitym posiłku, snuliśmy plany odnośnie kolejnego dnia górskiej wędrówki...
Skład: miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, kakao w proszku, cukier, wanilina, lecytyna.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 522 kcal.
BTW: 7,5/35,1/45,8






















