poniedziałek, 23 września 2013

SuroVital ciemna surowa z migdałami, białą morwą i kawą





Zachęcona degustacją czekolady Smoky Joe, nie omieszkałam się przy najbliższej okazji sięgnąć kolejny raz po coś naprawdę dobrej jakości. Nie mogłam przejść obojętnie obok promocji w Almie na produkty firmy SuroVital. Spośród czterech tabliczek, jakie owa marka ma w swojej ofercie, po długim namyśle wybrałam właśnie tą. Teraz już wiem, że będę czekać na kolejną promocję, aby skosztować także pozostałej trójki.

 W przypadku tego typu smakołyków, warto odwołać się do informacji, jakie producent zawarł na opakowaniu (a samo opakowanie to sklejany od góry kartonik - schludny i skromny zarazem - bardzo ładne). Otóż, mamy do czynienia z certyfikowanym produktem ekologicznym. Każdy składnik tej czekolady pochodzi z upraw ekologicznych. Ileż to na moich studiach nasłuchałam się o rolnictwie ekologicznym... Nie jestem jego przeciwniczką ani też fanatyczką, staram się na to zagadnienie patrzeć w sposób jak najbardziej trzeźwy. Cena tej czekolady nie zniechęciła mnie zupełnie do zakupu (na promocje poluję zawsze i wszędzie ;)), więc nie mam powodów, aby psioczyć, że jest to produkt w 100% eko.

Dlaczego czekolada jest surowa? Informacja na opakowaniu mówi, iż: "Rozcieranie i konszowanie nieprażonego ziarna kakaowego odbywa się w temperaturze niższej niż 45 stopni Celsjusza, co pozwala na zachowanie pełnej wartości antyoksydacyjnej oraz bogactwa makro i mikroelementów". Dobra, super, ale w takim razie dlaczego tylko 55% kakao? :D Jak miało być zdrowo w pełni i na bogato, to powinno być więcej... 

Kolejne akapity na odwrocie opakowania mówią nam o tym, z jak niespotykanym połączeniem składników mamy do czynienia. Zapewniają, że jest to pobudzenie dla wszystkich zmysłów... "Wykwintna kombinacja smaków łączy gorzka nutkę czekolady i kawy z łagodną słodkością migdałów. Cała tabliczka wzbogacona jest roztartymi morwami dodającymi kompozycji miodowego akcentu". To wszystko brzmiało na tyle ciekawie, że właśnie dlatego skusiłam się akurat na tą tabliczkę.

No i cukier palmowy. Z nim w czekoladach jeszcze się nie spotkałam. Ponoć ma w sobie bogactwo witamin i minerałów, niesie ze sobą subtelną słodycz, no i do tego wszystkiego ma niski indeks glikemiczny. Nic, tylko wcinać - wszak "cukier krzepi" ;). Tja :D.

Dobra. Otwieramy kartonik. Producent życzy nam "Smacznego", a oczom ukazuje się zgrabne maleństwo opakowane w folię. Maleństwo, ale dość grube, co w tym przypadku jest dużym plusem. Na połowie tabliczki wyrzeźbiony jest wyraz COCOA, taki jak widniejący na opakowaniu. Druga połowa ma klasyczną formę kostek. Oryginalnie i estetycznie. Czas zerwać folię i zacząć pobudzać te nasze i tak mocno pofiksowane zmysły ;).

Zapach to oczywiście dooobre kakao, ale w delikatnej formie. Pierwszy kęs i... ah, ten cudny dźwięk! Tylko dobra czekolada łamie się z tym głębokim dźwiękiem. Poezja dla uszu! :)

Co mamy w środku? Hm, zdziwienie. Myślałam, że zobaczę choć drobinki migdałów czy morwy. Wszystkie dodatki zostały jednak zmielone w pył, widoczny jedynie jako jaśniejsze smugi wewnątrz tabliczki. No i właśnie ten fakt wprawił mnie w zakłopotanie. Przyznam się bez bicia - gdyby ktoś dał mi spróbować tą czekoladę w ciemno, miałabym problem ze zidentyfikowaniem użytych tutaj dodatków...

Całość? Bardzo smaczna. Ukochanemu także barrrdzo smakowała. Cóż, jest to staranie wykonany produkt i ta specyficzna moc kakao niezwykle nas urzekła. Bo nie był to gorzki walec, który przejechał nam po łbach, ale właśnie coś wykwitnie subtelnego. Może to zasługa zastosowanych dodatków... Może. Rzeczywiście, można tu się doszukać skojarzeń z miodem. Słodycz jest właśnie taka miodowa, inna. 

Nazwa "Cappucino migdałowe" jest bardzo trafna. Bo kawa tutaj też nie jest siekierą, ale majaczącą się gdzieś po kubkach smakowych przyjemną łagodnością. Generalnie, cała kompozycja skłania do zastanowienia się nad tym każdym rozkosznie łamiącym się na zębach kęsem - skąd ja znam te nuty smakowe? Nic nie było tu bezpośrednie, żaden składnik nie narzucał się... I choć przecież tak bardzo lubimy mocne wrażenia - podobało się nam. Delikatność też ma moc. Magia niedopowiedzeń.


Skład: surowe ziarno kakaowca, cukier palmowy, tłuszcz kakaowy, migdały 9%, morwa biała 2,8%, kawa mielona 0,5%.
Masa kakaowa min. 55%.
Masa netto: 50 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 594 kcal
BTW: 6,6/45/36,8


7 komentarzy:

  1. O, myślę, że chyba bym się skusiła na tą tabliczkę, tylko najpierw poszukam co to do diabła morwa ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno miałaś do czynienia z morwą, tyle, że nie wiesz, że to tak się nazywa :D

      Usuń
  2. Ja polecam tabliczkę z jagodami goji i surowym kakao - tam dodatki są w całości ;)
    Bardzo lubię te surowe czekolady aczkolwiek dla mnie sa trochę za mało gorzkie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ta z acai i wiśniami nie ma dodatków w całości?

      Usuń
    2. A to nie wiem, nie jadlam.

      Usuń
  3. Miałam ci Basiu napisać jak ją spróbuje:) . Czekolada pyszna i specyficznie rozpada się pod naporem zębów,nie za słodka i cudownie lekka kawowa taka kawa na letnie upalne dni z dużą ilością mleczka pycha pycha . mam kilka Niemieckich czekolad espresso teraz nie wiem jak nie odbiorę jak ta leciutka kawa tak mi smakowała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pytanie, czy te espresso będą jakieś wyjątkowo mocne ;)

      Usuń