piątek, 9 września 2016

Domori mleczna 45% z oślego mleka


Po porównawczej degustacji owczej i koziej Domori (nieuchronnie porównywanych z analogicznymi Zotterami), przyszedł czas na jeszcze bardziej nietypowe mleczne połączenia wypuszczone spod skrzydeł prestiżowej włoskiej marki. Mowa o czekoladach stworzonych na bazie 45% kakao Criollo wzbogaconych o mleko ośle oraz wielbłądzie. Oba warianty zestawiłam razem w jednej degustacji, mając tym samym pierwszą styczność z mlekiem zarówno oślim, jak i wielbłądzim. Biorąc pod uwagę moje podróże być może wkrótce przekonam się, jak smakują solo. Tymczasem musiałam zdać się na eksperymenty Domori (możliwe do wypróbowania oczywiście dzięki Sekretom Czekolady).

Do oślego mleka i tak było mi bliżej niż do wielbłądziego, bowiem niegdyś piłam mleko kobyle. Było dość wodniste, mało tłuste, słodkawe z pewnym orzechowym zacięciem. Teraz, rozpakowując obie porównywane 25-gramowe tabliczki bez trudu zauważyłam, iż wersja ośla jest dużo jaśniejsza od wielbłądziej. Porównując BTW obu czekolad dostrzegamy, iż ośla zawiera o wiele mniej tłuszczu, co zgadzało by się z niską tłustością mleka kobylego (bądź co bądź, dość mocno zbliżonego do mleka kobiety).




Woń nie sugerowała obecności prawdziwego mleka, kojarzył się raczej z mlekiem roślinnym. Czekolada pachniała soją, orzechami, a także sianem. Już przy pierwszym kontakcie z językiem okazała się być dość gumowata i klejąca, wręcz lepka. Rzeczywiście nie wyczuwaliśmy tu klasycznego mlecznego posmaku, lecz coś na kształt miksu mleka sojowego, ryżowego i orzechowego, może także owsianego.

Czekolada okazuje się być dość mocno słodka, z przyjemnym karmelowo-palonym zacięciem. Nie jest to typowo cukrowa słodycz, a raczej coś przewrotnego, momentami kojarzącego się ze słodyczą słodziku oraz przez swą kleistość z... paskudnymi Zotterami jaglanym i gryczanym (ośla Domori była na szczęście milion razy smaczniejsza, ale przebłysk ze skojarzeniem powstał).



Podczas dalszej degustacji, nieustanne obcowanie z kleistością i karmelowością sprawia, iż zdajemy się obcować z lekko smażoną konsystencją, czymś podobnym także do dobrej jakości suszonego mięsa. Po takich doznaniach ośle mleko nieźle mnie zaintrygowało i nie odpuszczę sobie ewentualnej okazji na jego wypróbowanie (to samo zresztą tyczy się oślego mięsa). Patrząc jednak przez pryzmat samej czekolady, warianty z owczym i kozim mlekiem okazały się dla mnie bardziej kuszące.

Ośla Domori to czekoladowa ciekawostka zawierająca w sobie parę dziwnych niuansów, ale generalnie szału nie zrobiła. Tuż po jej degustacji przyszedł czas na wypróbowanie tabliczki wielbłądziej i za to tutaj... hmm, na tę recenzję musicie poczekać jeszcze kilka dni!



Skład: cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, mleko ośle 22,5%, masa kakaowa Criollo.
Masa kakaowa min. 45%.
Masa netto: 25 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 581 kcal.
BTW: 5,5/39/51

10 komentarzy:

  1. charlottemadness9 września 2016 06:31

    Gdy przeczytałam,że ta tabliczka ma jakiś pierwiastek posmaku tabliczek Zottera jaglanego i gryczanego mój zapał do Domori z oślego mleka lekko opadł.Ale na szczęście nie to jakiś tam mały procent tego posmaczku.Wielbłądzia jeszcze mnie bardzkiej intryguje.No cóż,kolejne recenzja już w niedzielę,więc niedługo :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Dla osoby która próbowała już naprawdę niezwykłych kombinacji smakowych to faktycznie taka czekolada to może nic niesamowitego, ale dla takiego pospolitego konsumenta jak ja co wychował się na zwykłej milkowej mlecznej to już taka czekolada strzela fajerwerkami. :D Osły widziałam tylko jako dziecko w zoo, nawet w sumie nigdy nie myślałam o nich jako o zwierzętach dających mleko choć oczywiście wiedziałam, że je dają. Nie myślałam jednak o nich w tej kategorii. Ciekawe, chętnie bym spróbowała. Na plus, że jego smak przypomina mleka roślinne, które uwielbia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno jest to unikat wśród mlecznych czekolad!

      Usuń
  3. Mimo, że piszesz, że owcze lepsze, to oślego i tak sobie nie odpuszczę, muszę spróbować. A tym wielbłądzim zaintrygowałaś, czekam na recenzję :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Już miałyśmy pisać, że czekolada na oślim mleku to niebywałe połączenie aż tu nagle wspomniałaś o wielbłądziej wersji :D Cóż za delikatesy :P

    OdpowiedzUsuń
  5. Zgadzam się, że szału nie zrobiła. Jako ciekawostka fajna, ale jako czekolada... trochę mi nie pasowała. Za słodka. Jednak ile to ja bym zrobiła, żeby spróbować ośle mleko!

    OdpowiedzUsuń