sobota, 3 października 2015

Zotter Brazil 70% ciemna

Źródło: http://www.chocolatiers.co.uk/

 Lubię zestawienia czekolad single-origin w zotterowskich duetach Labooko Contest. Dwie tabliczki w jednym opakowaniu, które łączy ta sama zawartość masy kakaowej, a dzieli miejsce pochodzenia czy też inny czynnik - to idealny pretekst to bardziej rozbudowanej degustacji. To analiza porównawcza, określenie na bieżąco różnic. Ciężko o to jedząc dwie czekolady występujące w duetach Labooko osobno, w większym odstępie czasu. Dlatego też z wielką chęcią zakupuję Zottery z tej serii, pomimo występowania solo (2x 35 g tej samej czekolady w jednym opakowaniu) umieszczonych w nich wariantów.


Dziś opisywaną Brazil 70% również zakupiłam w duecie, jednak o koleżance z pary nie przeczytacie w następnej notce. Przyczyna jest prosta - sparowaną z Brazylią tabliczkę Peru 70% już jadłam i szczegółowo opisałam. Odkryłam to dopiero po otwarciu opakowania, gdy przeczytałam opis Peru 70% i z czymś mi się skojarzył. No tak... Criollo z regionu Amarru, 20 godzin konszowania - przecież to druga tabliczka z magicznego zestawu dwóch peruwiańskich siedemdziesiątek różniących się jedynie czasem konszowania! Zmyliła mnie zupełnie inna postać na opakowaniu Peru 70% i nie wpadłam na to, że będzie to ta sama czekolada (w końcu kakao mogło pochodzić z zupełnie innego regionu Peru, wykonanie również mogło być inne). Gdybym wiedziała, kupiłabym Brazil 70% solo, aby móc jej więcej posmakować. Choć z drugiej strony, miło było sobie przypomnieć tamtą czekoladę, skonfrontować doznania z napisaną wcześniej recenzją. Porównanie z Brazil 70% również było ciekawą przygodą, ale w dzisiejszym spisie skupię się tylko i wyłącznie na brazylijskiej czekoladzie.

 Każdy element procesu powstawania czekolady jest istotny dla końcowego efektu - od uprawy kakao, aż po temperowanie i formowanie w tabliczki. Zotterowska brazylijska czekolada ma w sobie ducha mistrzów jednego z bardzo istotnych etapów, przebiegających jeszcze na poziomie ziarna kakao przed jego wysuszeniem. Mowa o fermentacji. Brazylijscy farmerzy Vronsky i Laercio Rodriguez Mota są nazywani mistrzami fermentacji. Córka Zottera spędziła z nimi w dżungli wiele miesięcy ucząc się - dzięki czemu możemy skosztować Zotter Brazil 70%.


Zastanawiałam się, czy podczas degustacji tej tabliczki będzie wyczuwalny kunszt owej fermentacji. Czy zanotujemy jakąkolwiek różnicę? Coś naprawdę wyjątkowego? To moje pierwsze doświadczenie z brazylijskim kakao, więc nie mam jako takiego porównania bazującego na tym samym materiale. Najpierw w kwestii zapachu odnajdujemy w Brazil 70% dobrze znany nam chociażby w Morin Peru Chanchamayo 63% wyraźny akcent malin w pudrze. Z pozostałymi trudno identyfikowalnymi na początku nutami tworzył wrażenie świeżej, owocowej i bardzo przyjemnej kwaskowatości.

Smak od pierwszego kęsa wydaje się być bardzo głęboki, taki wprost do zapadania się. Nie jest to wciąganie przez muliste błoto - Brazil 70% roztacza przed nami niczym nie skażoną wolną przestrzeń. Wprawdzie ciężej rozpuszcza się w ustach, ale koniec końców tworzy w buzi delikatny lepki film. Od razu rzuca się nam bardzo miła słodycz, znów przywodząca na myśl delikatne czerwone owocowe, a przede wszystkim maliny w idealnym do konsumpcji etapie dojrzałości. Jagodowa owocowość najpierw wychodzi na pierwszy plan, by po chwili przepychać się z intensywną orzechowością. Mój Mąż bezapelacyjnie uznał, że w ostatecznym rozrachunku to orzechy wiodą tutaj prym. Stwierdził nawet, że jest to najbardziej orzechowa ciemna tabliczka bez dodatków, jaką dotąd próbowaliśmy. Nie do końca się z nim zgodzę (na przykład dla mnie bardziej orzechowa była chociażby Morin Sao Tome Uba Budo 63%, choć w niej było również wiele mleczności), ale faktem jest niebywała orzechowość Brazil 70%. Najpierw dominuje nugat z orzechów laskowych, bardzo gładki i naturalny, wykonany z drobniutko zmielonych orzechów - następnie pojawiają się również wyraźne nuty orzecha włoskiego. Zwieńczenie słodyczy jest wykwintne, z lekko pikantnym akcentem - coś, jakby pokuszono się o szczyptę najdelikatniejszego pieprzu wymieszanego z prawdziwą wanilią.



Deserowych skojarzeń, jakie przychodziły nam do głowy podczas degustacji Brazil 70% było mnóstwo. Maliny zapiekane pod orzechową kruszonką, dobrze doprawiona sałatka z orzechami i świeżymi owocami - oba warianty podane z lodowym musem czekoladowym, zmrożone gładkie masło orzechowe. Odczuwamy przytłumioną podpaloną owocowość (taką przypieczoną), niezwykle sycącą (lecz nie ciężką). Bardzo, ale to bardzo chciałabym spróbować tej czekolady w konfrontacji z nieistniejącą niestety Brazil 90%. Siedemdziesiątka była bowiem tak czysta w smaku, że aż nieprawdopodobna. W porównaniu z dziewięćdziesiątką, wykonaną na bazie tak samo fermentowanych ziaren, przekonałabym się, czy aby dodatek cukru trzcinowego po prostu nie uładził dodatkowo Brazil 70%.

Ta czekolada była bardzo harmonijna, pozbawiona goryczki i przykrego kwasu. Jedzona zaraz po Peru 70% wydawała się smaczniejsza, a może po prostu łatwiejsza i przyjemniejsza - bez żadnych przeszkadzajek, bez ściągania, suchości, goryczki, błota, jakichkolwiek niejednoznaczności. Wyglądało to tak, jakby ta mistrzowska fermentacja zabiła w Brazil 70% wszystkie drażniące nuty, prowadząc nas do czystej esencji najdelikatniejszych kakaowych nut (co ważne - bez posmaku mleczności jak w wielu innych ciemnych czekoladach o bardziej subtelnym smaku). Brazil 70% zapamiętałam jako czekoladę wyczyszczoną i uładzoną - aż do tego stopnia, że w gruncie rzeczy pisząc recenzję dwa tygodnie po jej degustacji, trudno by mi było dokładnie przywołać w pamięci charakterystykę jej smaku gdybym nie korzystała z notatek i nagrań. Było to bardzo ciekawe doświadczenie - Vronsky i Laercio Rodriguez Mota rzeczywiście zaczarowali to brazylijskie ziarno. Czy może po prostu brazylijskie kakao zaczarowało ich?


Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, sól.
Czas konszowania: 18 godzin.
Masa kakaowa min. 70%.
Masa netto: 35 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 603 kcal.
BTW: 10/46/34

23 komentarze:

  1. Oba warianty jadłam ok 2 tyg temu ;) Mam takie same doznania co Ty.Jest b. delikatna. orzechowa z nutą wanilli, pozbawiona wszelkiego kwasu, który nie wszyscy akceptują w gorzkich czeko.Jest delikatna i bezpieczna dla tych,co dopiero rozpoczynają przygodę z gorzkimi czekoladami.Jest harmonijna , co nadaje jej lekkości.Podsumowując, po prostu pyszna ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brazil 70% to niesamowita harmonia - cieszę się, że też to dostrzegłaś. A jak odebrałaś Peru 70%?

      Usuń
  2. Kiedyś, jak skończą mi się ciekawsze Zottery do próbowania (ojj, czy kiedyś to nastąpi?), spróbuję i tej. Czasem człowiek potrzebuje właśnie czegoś prostego i pysznego.
    A wypadki... chodzą po ludziach. Też mi się zdarzyło kupić czekoladę, którą już jadłam, jednak w moim przypadku było gorzej: to był Lindt Eiscafe (zapomniałam, że jedna sztuka już leży w mojej szufladzie), którego nie zmogłam nawet jednej tabliczki. (Moja mama się cieszyła.)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Single-origin od Zottera mają u mnie specjalne miejsce i oprócz wariacji Handscooped zawsze zamawiam również trochę ciemnych pełnych.

      Tutaj nie miałam jak się domyślić, że to ta sama czekolada. Z Lindt Eiscafe rzeczywiście nieciekawie, choć fakt, zawsze można kogoś obdarować.

      Usuń
  3. Maliny z najlepszego stadium, pychotka. Aż szkoda, że nie wtopiono w czekoladę ich pestek. W ogóle mam wrażenie, czytając Twoje wpisy, że co druga czekolada (albo częściej) ma nutę malin. Aż nie chce mi się ich jeść. Za to orzechy i brak goryczy super.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest! Maliny, jak i w ogóle czerwone owoce - to nuty często przewijające się w ciemnych czekoladach. Na szczęście dla Ciebie, orzechy też się często pojawiają. Brak goryczy również:).

      Usuń
  4. Nie konczą się te Zottery, i ciągle mnie wystawiasz na próbę, ale pocieszam się, że jest 70% to dla mnie za mocna xDDD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przeczytałaś opis? ;) Wątpię, że byłaby za mocna. Była gładziutka i słodziutka.

      Oj, nie kończą się Zottery - nadal będą bohaterami co drugiej recenzji ;).

      Usuń
    2. Źle to określiłam i napisze Ci jak chłop na granicy xDD jak wchodzą procenty w czekoladzie podane np 70% to już automatycznie zapala mi się lampka... ooo będzie cierpko i nie kupuje. Pisząc, chwilkę znajdę, : głęboki, taki wprost do zapadania się- smak to uznałam, że musi być naprawdę kakaowa w smaku xDD Bo pisząc, że jest słodka- nic mi to nie mówi naprawdę. Bo dla mnie słodkość musi być naprawdę powyżej przeciętnej żebym nazwała ją sama z siebie słodką. Moja siostra mówi mi często, że coś przesładzam, ale ja tego nie czuję. Ervishe jak kupowałam czekolade to powiedziała, że od 70 procent może być, więc uznałam, że dla was znawczyn to na pewno i przepraszam za określenie: chleb jest słodki :) Nie gniewaj się, ja mam spaczone kubki smakowe, wiecznie wam o tym pisze na blogu :)

      Nie wiem jak przeżyje te zottery xDD

      Usuń
    3. Gdy moje doświadczenia z ciemnymi czekoladami ograniczały się do tych za max. 3 zł ze sporym udziałem kakao w proszku - to nie ma bata, zawsze było cierpko.

      A wrażliwości na słodki smak można się nauczyć (jak i na każdy inny). Pisze to osoba, która 10 lat temu niedojadała obiadu, by zaraz zrobić sobie rozpuszczalną kawę z chemiczną śmietanką w proszku i jeść do niej horrendalną ilość najtańszych ciastek.

      Usuń
    4. no to widzę, że mnie rozumiesz :) Cieszę się ^^

      Jak to zrobiłaś? Czyżbyś odstawiła wszystkie przyprawy w tym sól i cukier? :)

      Usuń
    5. Przez pewien okres w ogóle nie jadłam słodyczy. Zupełnie inaczej zaczęłam je odbierać po tej przerwie.

      Usuń
  5. Pieprz z nutką wanilii mnie przekonał oj bardzo:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przyprawowe nuty w czekoladach bez przypraw są dla mnie zawsze intrygujące i smakowite.

      Usuń
  6. Takie dwa różne zestawienia z jednym opakowaniu to faktycznie genialny pomysł :D Fajnie potem z bliską osobą pobawić się "w wyczuj pięć różnic w smaku obu tabliczek" :D
    A tak w ogóle dzisiaj jesteśmy po degustacji Zottera i jak tylko będziemy miały czas to opiszemy jak najszybciej (choć nie tak pięknie jak ty to robisz) i pojawi się notka we wtorek :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na pewno wyczułybyście więcej niż pięć różnic :D. Ale fakt faktem, to bardzo ciekawa zabawa!

      Super, nie mogę się doczekać!

      Usuń
  7. Przeczytałam i przepadłam. Też chcę ją spałaszować :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Skoro w tej czekoladzie smak jest delikatniejszy to sama rozumiesz, że to po nią bym sięgnęła. Ja akurat goryczki czy kwaskowego smaku nie lubię, stąd takie proste i surowe kakao byłoby lepszym rozwiązaniem zwłaszcza, że nie jest ono suche i proszkowe, a przyjemnie gładkie z tego co zrozumiałam. Dla mnie brzmi kusząco. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To naprawdę czekolada wyczyszczona z wszelkich newralgicznych smaczków.

      Usuń
  9. Twoje opisy sprawiają, że zaczynam się ślinić do monitora.
    Delikatny smak jest zawsze na tak, ostrzejsze smaki z większą zawartością kakao raczej nie są dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tu było bardzo delikatnie, było się do czego ślinić :D

      Usuń