wtorek, 13 października 2015

Zotter India 62% ciemna


W zestawie Labooko Contest, do duetu ze wspaniałą Loma Los Pinos przyłączona została intrygująca tabliczka z indyjskiego kakao. Serce tak mocno biło mi tuż po degustacji dominikańskiej czekolady, a tutaj czekało na mnie jeszcze takie orientalne cudeńko. Czułam, że prawdziwe palpitacje serca zbliżają się nieuchronnie...

  Wprawdzie istnieją czekoladowe marki bazujące tylko i wyłącznie na indyjskim kakao (chociażby Earth Loaf, opisywana już na blogu Chwile Zasłodzenia), ale to Zotter miał być moim pierwszym doświadczeniem z ziarnami z tej części globu. Zotterowska India 62% została wykonana z kakao wyhodowanego w stanie Kerala, położonym na Wybrzeżu Malabarskim. Kerala to niezwykłe miejsce na mapie Indii. Mówi się tam językiem malajalam, posiadającym swój odrębny alfabet. To stan, który stoi na najwyższym poziomie w Indiach jeśli chodzi o edukację i medycynę. Sama nazwa Kerala oznacza krainę palmy kokosowej. W Kerali prócz kakao i palmy kokosowej uprawia się herbatę, pieprz, wanilię, cynamon i kardamon. O mamo! To brzmi, jakby cała keralska ziemia przesiąknięta została tymi magicznymi aromatami.


Jako, że mieszkańcy Kerali są naprawdę kumaci, nie jest dla nich problemem uprawa kakao według zasad Fairtrade i Organic - czyli tak, jak lubi Zotter. Pochodzące z tych ziem ziarno wymaga szczególnego traktowania - Zotter uprażył, zmielił i skonsztował je według specjalnej receptury. Jakże byłam ciekawa, czy pełna ciemna czekolada bez dodatków rzeczywiście odzwierciedli ducha Indii? Wcześniej już jadłam doskonałą Namaste India z serii Zotter Handscooped, ale przecież była to tabliczka pełna przypraw, utkana na indyjski wzór, pełna tamtejszych inspiracji. Tu zaś mamy czyste kakao.

 Wąchając Indię 62% nie czujemy już mrowienia w nosie jak przy Loma Los Pinos. W pierwszym momencie odczuwamy wilgoć, a potem do głosu dochodzą akcenty tak mocne, że aż niedorzeczne. Cynamon? Może... Ale przede wszystkim jest to lukrecja i anyż, doprawione olejkiem z mięty. Dłonie zaczęły mi drżeć z podekscytowania.


Struktura tej czekolady jest twarda i sucha, przypominająca zbity kryształ. Kęs ciężko rozpuszcza się w ustach, pozostawiając w nich słodko-suchy posmak i swoistą ziemistość. Gdy już stopniowo rozleje się w ustach cały bukiet Indii 62%, doznajemy szoku. Totalnie detronizuje nas duszność najprawdziwszych, intensywnych przypraw. Przypraw, które dominują nad wszystkim w tej czekoladzie - a przecież wcale ich tam NIE MA! To, co wyczuliśmy w sferze zapachu, w smaku przychodzi ze zdwojoną siłą. Lukrecja prześciga się z anyżem, a między nimi wiruje mocna miętowa esencja. Do tego dochodzi nieprawdopodobna dawka kardamonu, do której przykolegowują się pieprz i cynamon. Obłęd.


 Gorycz i kwaśność praktycznie zupełnie tu nie występują. India 62% to czysta słodycz wyraziście doprawiona pikanterią. Konsumpcja tej czekolady była niczym zjadanie zmrożonego piernikowego kremu, aż suchego od bogactwa przypraw. Na pewno jest to czekolada mniej przystępna od Loma Los Pinos, esencjonalnie orientalna. Sucha ziemistość daje się cały czas odczuć na języku, tak, jakbyśmy spożywali miks zmielonych przypraw korzennych.


India 62% jest nieprawdopodobnie korzenna, z ziołową nutką - choć nie ma tu ani grama przypraw i ziół. Ta czekolada jest najlepszym przykładem na to, jak bardzo chłonne i plastyczne jest kakao. Potrafi smakować diametralnie różnie w zależności od metod obróbki, lecz przede wszystkim - znaczenie ma miejsce uprawy kakaowców. Jeśli ktoś nadal nie wie o co mi chodzi, gdy piszę o różnorodności czekolad single-origin, powinien wypróbować tego zotterowskiego duetu - tutaj różnice aż biją po głowie. 

 To pozycja obowiązkowa dla każdego fana korzeni - brak ich obecności w czekoladzie wprawia w niemałe zaskoczenie. Po degustacji Indii 62% będę teraz każdą tabliczkę single-origin odbierać jako podroż do krainy, skąd pochodzi kakao wykorzystane do produkcji czekolady. Mając świadomość, jakie przyprawy są uprawiane na ziemiach Kerali i czując je tak obezwładniająco intensywnie w keralskiej czekoladzie - już wiem, że Prawdziwa Czekolada posiadła tak pożądaną przeze mnie, wymarzoną moc. Moc teleportacji.


Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, sól.
Masa kakaowa min. 62%.
Czas konszowania: 16 godzin.
Masa netto: 35 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 581 kcal.
BTW: 8,7/41/42

34 komentarze:

  1. W czekoladzie najpiękniejsze jest to, że potrafi smakować różnie w zależności od obróbki, pola uprawy, etc.Niby ta sama zawartość kakao w 2-óch przykładowo tabliczkach 70% a diametralnie inne doznania, które pozostają w pamięci. skład miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, sól., a gdzie przyprawy o których mowa?! Właśnie, to magia kakao :))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie, za to właśnie kocham czekolady single-origin!

      Usuń
  2. Lukrecja? Anyż? Kardamon? Ziołowa nuta? No ja jestem zupełnie kupiona!
    Indyjskie kakao ma tyle rozmaitych nut smakowych, że... teraz to już wiem, że będę szukała jak najwięcej czekolad z kakao właśnie stamtąd.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja już wiem, że muszę sięgnąć po Earth Loaf!

      Usuń
  3. korzenna? Ziołowa? przyprawy jak anyż i kardamon mnie odrzucają... o nieee... :) Tak na nią liczyłam, ale to dla mnie za dużo. Piernik mi nie idzie, a przy tej czekoladzie zawału bym dostała :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja kiedyś też nie przepadałam za anyżem, ba, nie cierpiałam go. Uwierz, że to zupełnie inne doznanie, gdy czekolada smakuje anyżowo nie mając w sobie ani krzty anyżu. Zawał i owszem, ale z rozkoszy :D.

      Usuń
    2. kurde... sama nie wiem co teraz myśleć, robisz mi sieczkę z mózgu xDD :)
      Anyż zło, ale skoro go nie czuć...

      Usuń
    3. No przecież czuć go :>. Smakuje anyżowo, choć anyżu tu nie ma ;)

      Usuń
    4. Wiem, że ciężko sobie to wyobrazić.

      Usuń
  4. Lukrecja, anyż i mięta - dziękuję bardzo. Potem suchość i paleta innych okropieństw. Czekolada tak bardzo przegrywa z poprzedniczką. Nie przekonują mnie nawet korzenie, których (w połączeniu, nie osobno!) jestem fanką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Loma Los Pinos była zdecydowanie bardziej łagodna, natomiast ta czekolada mnie wręcz zszokowała. Wierzę, że dla niektórych to może być zbyt duży szok. Dla mnie bajka.

      Usuń
  5. Bardzo nas zaintrygowały te korzenne smaki choć wcale tych przypraw tutaj nie dodali :D Jednak lukrecja i anyż obniżają skutecznie nasz zapał :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przecież tu nie ma lukrecji i anyżu :>. Ciekawa jestem, czy same z siebie wyczułybyście akurat te przyprawy, których nie lubicie.

      Usuń
    2. Tak, wiemy, że ich tutaj nie ma ale ostatnio jadłyśmy ciastka w których ewidentnie czułyśmy kminek (oczywiście w składzie o nim nie było ani słowa) i skutkowało to tym, że ciacha rozdałyśmy, bo same nie dałyśmy rady ich zjeść :P

      Usuń
    3. A nie było czasem w składzie magicznego wyrażenia "przyprawy"? ;)

      Usuń
  6. MUSZĘ JĄ MIEĆ! Ostatnio zastanawiałam się od jakiej czekolady zacząć moją przygodę z ciemnymi. Teraz już nie mam żadnych wątpliwości! <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Korzenne nuty to to co tygryski lubią najbardziej w okresie jesienno-zimowym:)

    OdpowiedzUsuń
  8. Korzenne nuty w czekoladzie! Muszę ją mieć! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Skoro jest to pozycja obowiązkowa dla każdego fana korzeni to czuje, zę powinnam ją kupić. Kurcze, muszę w końcu przejrzeć dokładnie przejrzeć twoje wpisy i Kimiko i spisać na które Zottery zwrócić uwagę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hah, myślę, że to będzie bardzo trudne rozeznanie ;).

      Usuń
  10. Opakowanie przepiękne.
    A brak goryczy i kwaśności to wielki plus, zawsze mnie to w gorzkich czekoladach odstraszało.

    OdpowiedzUsuń
  11. Myślę że ta "korzeniowość" podbiłaby moje serducho :D

    OdpowiedzUsuń
  12. ,,Serce tak mocno biło mi tuż po degustacji dominikańskiej czekolady, a tutaj czekało na mnie jeszcze takie orientalne cudeńko." Zupełnie jak wtedy, kiedy tak dużo się zje? :D
    Prawda? Same przydatne rośliny tam hodują.
    Lukrecji nie znoszę, ale brzmi tak mocno kakaowo. Musi być nieziemska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, zupełnie inaczej. Wątpię, czy uprzednie zjedzenie 17,5 g Loma Los Pinos to dużo, a tyle właśnie ważyła połowa tabliczki z Dominikany.

      Lukrecja sama w sobie to zupełnie inna bajka. Tu mamy tylko lukrecjową iluzję. W połączeniu z tą całą przyprawowością daje obłędny efekt. Esencja indyjskiej ziemi.

      Usuń
  13. chciałabym spróbować gdyby nie te nieszczęsne lukrecje. tfu! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie demonizuj, przecież w składzie nie ma lukrecji! :>

      Usuń
  14. Ciekawe czy i ja bym te korzenne nuty wyczuła - jeśli tak, to bardzo bym się zawiodła, bo do czekolad nijak mi one nie pasują :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jako wielka fanka korzeni jestem jak najbardziej za ich posmakiem w czekoladzie. Nie mówiąc już o tym, że do czekolady niemal wszystko mi pasuje :D.

      Usuń