poniedziałek, 29 czerwca 2015

Lindt Excellence Cherry Intense ciemna z wiśniami i migdałami

 

Dziś w końcu nadszedł czas na recenzję nowej deserowej tabliczki Lindt Excellence z dodatkiem wiśni i migdałów. Wspominałam o niej opisując drugą letnią "nowość" z Lindta dostępną już od jakiegoś czasu w polskich sklepach - mowa o Lime Intense. Połączenie owoców z migdałami występowało w serii Excellence dotychczas tylko w popularnej Blueberry Intense. Moim zdaniem, jest to bardzo udany duet, więc ucieszyłam się widząc, że Lindt uciekł się do tego rozwiązania także w przypadku Cherry Intense. Szkoda tylko, że skład "preparatu wiśniowego" pozostawia sporo do życzenia - naprawdę chciałabym zobaczyć tutaj najzwyklejsze w świecie suszone bądź liofilizowane owoce. Albo chociażby kandyzowane!

Nim przejdę do wrażeń smakowych związanych z Cherry Intense, warto zatrzymać się dłużej przy naszej górskiej wyprawie z 6 czerwca, podczas której posililiśmy się tą tabliczką. Po szóstej rano podjechaliśmy na parking w Zawoi Podryzowane, skąd żółtym szlakiem podeszliśmy na Mosorny Groń. Cichy i spokojny szlak, na którym nie spotkaliśmy żywej duszy prócz zająca, sarny i jelenia. Na Mosornym Groniu słońce już mocno grzało pomimo wczesnej pory. Stamtąd grzbietem udaliśmy się na Cyl Hali Śmietanowej, a dalej już Głównym Szlakiem Beskidzkim na Policę (czyli najwyższy szczyt Pasma Policy). Stamtąd rozciągał się piękny widok na Tatry i Babią Górę. Dalej kontynuowaliśmy wędrówkę do Złotej Grapy i Kucałowej Przełęczy, mijając schronisko PTTK na Hali Krupowej. Wtedy jednak nie zatrzymywaliśmy się tam, lecz ruszyliśmy w stronę Okrąglicy. Generalnie, to nazwa tego schroniska jest błędna. Zarastająca Hala Krupowa znajduje się dopiero za Okrąglicą i to właśnie na niej przysiedliśmy w cieniu drzewa i skonsumowaliśmy Cherry Intense.

Skwar sięgał już zenitu, nad nami roztaczało się bezchmurne błękitne niebo, a dookoła nas... Hala Krupowa zafundowała nam zapierające dech w piersiach widoki. Nie spodziewałam się, że zobaczę stamtąd aż tak spektakularną i rozległą panoramę. Tatry, Gorce, Orawa... no czego tam nie było! A najlepsze jest to, że wszystko to jeszcze nieodkryte przed nami! To jeden z najpiękniejszych rozległych krajobrazów jakie widziałam dotąd w Beskidach. Zachwytom nie było końca. Polecam wszystkim to urokliwe miejsce! Koniecznie w pogodę z wybitną widocznością...

A gdzie poszliśmy dalej? O tym dowiecie się już wkrótce...


Znaleźliśmy więc jakieś skromne drzewko przy czerwonym szlaku wzdłuż Hali Krupowej. Z dna plecaka wyjęłam lindtowski kartonik wiedząc, że był tam dobrze ochroniony przed upałem. Wystarczyło jednak, że rozdarłam sreberko i wyciągnęłam tabliczkę w stronę słońca, aby zaczęła się ona roztapiać. Nie było na co czekać, trzeba było wcinać!

Dobrze znana mi deserówka Lindta nie mogła zawieść - to smaczny klasyk, sprawdzony w swej nieprzekombinowanej prostocie. Jej kakaowo-maślany zapach przeplatał się z rześkimi wiśniowymi nutami, które na szczęście nie budziły skojarzeń z tanimi galaretkami. Czuć tu było również bardzo delikatną migdałową sugestię.

Po podzieleniu tabliczki na kostki zauważyliśmy liczne i dość duże wiśniowe cząstki, wyglądające na całkiem soczyste. Oprócz tego, czekoladę przecinały cienkie migdałowe płatki (czy raczej słupki). Oba dodatki były jednak na tyle subtelne, że tabliczka nadal pozostawała lekką i nieprzeciążoną dużą ilością "wkładu".


Deserówka Lindta jak to deserówka Lindta - nic nowego tutaj nie poczułam, no i bardzo dobrze - nie oczekiwałam żadnych zmian od tego produktu. Preparat wiśniowy jak na swój ciulowy skład smakował całkiem przyzwoicie. To rzeczywiście był smak wiśni, a nie aromatyzowanego koncentratu, całe szczęście. W połączeniu z deserową czekoladą ich słodka soczystość, aromat i kwaskowatość wypadały naprawdę dobrze (pomińmy kwas cytrynowy w składzie, pomińmy...). To było wręcz rześkie - zapewne głównie dzięki udanej konsystencji tych owocowych cząstek. Nie były twarde, nie były gumowate, nie były też galaretkowate - jakiś kompromis pomiędzy wszystkimi opcjami. Były w sam raz, o. Chociaż nie, w sam raz to by były kawałki prawdziwych wiśni...

Cienko siekane migdały są bardzo drobne i delikatne. Wrażenia smakowe z nich płynące to tylko maleńki dodatek do całości. Jest to jednak dodatek bardzo przyjemny, szczególnie dla mnie - miłośniczki wszelkich orzechów. Stanowią miłe urozmaicenie całości.

Podsumowując - Cherry Intense wraz z Lime Intense to całkiem przyjemne propozycje Lindta na cieplejszy czas. Lime Intense ujęła mnie swoją naturalnością - w wersji wiśniowej jej zabrakło, choć punktację podbija dodatek migdałów. Będąc po wypróbowaniu nowych Excellence wypuszczonych na polski rynek stwierdzam, że nie mamy specjalnie czego żałować, iż nie pojawiły się u nas niemieckie wersje z physalis i granatem. Tylko wersja z acai jest godniejsza polecenia. Poza tym, Cherry i Lime Intense w porównaniu do nich są godniejsze uwagi.

Skład: cukier, miazga kakaowa, preparat wiśniowy 7% (cukier, wiśnie 34%, jabłko, błonnik ananasowy, kwas cytrynowy, alginian sodu, bez czarny, aronia, fosforany wapnia, aromaty), migdały 7%, tłuszcz kakaowy, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, aromaty.
Masa kakaowa min. 48%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 527 kcal.
BTW: 6,7/32/49

36 komentarzy:

  1. charlottemadness29 czerwca 2015 07:08

    Szkoda,że zamiast liofilizowanych cząstek wiśni producent zastąpił je "wiśniowymi galaretkami". Nie były one złe w smaku i nawet suma sumarum w połączeniu z lindowską deserówką stworzyły zgrany duet ;).Dodatek migdałów okazał sie strzałem w dziesiątkę. Dodawały one lekkiej "chrupkości".
    U mnie teraz króluje w degustacji Manufaktura - wanillia +mleko 60% kakao ;) Pięknie machnie wanilią. Na początku czujemy szorstkość lecz później błogo rozpuszcza się w ustach pozostawiąjąc po sobie nuty wanillii ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na szczęście nie były to galaretki! A migdały nadały uroku, fakt :).

      Haha, zaznacz sobie w kalendarzu 10 lipca - wtedy opublikuję recenzję tej czekolady z Manufaktury, o której napisałaś :)

      Usuń
    2. charlottemadness29 czerwca 2015 21:05

      Hehe :)) A ja zamówiłam Zottery i będą prawdopodobnie jutro :D (szczęśliwa, wreszcie będą namacalne :D )

      Usuń
    3. AAAAAAAAAAA!!!!! :D Ile zamówiłaś? Jakie? Ojejejjej! Opowiadaj! :D

      Usuń
    4. charlottemadness29 czerwca 2015 21:40

      6 początkowo ;)
      high end 96%
      goat's milch
      strawberry, pineaple + sweet pepper
      Himbeer und Kokos
      apple and carrots with ginger
      rice and soya shanghai

      Następnym razem będzie więcej :))

      Usuń
    5. Czad! Będziesz zachwycona! :) Czekam na relacje z degustacji :D.

      Usuń
  2. Wiśnie to kompletnie nie moja bajka, unikam czegokolwiek wiśniowego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skąd taka trauma? ;) A samych wiśni też nie lubisz?

      Usuń
  3. Kupując tę czekoladę miałam w głowie myśl, że co jak co, ale smakować mi z pewnością będzie. I widzę po twoim opisie, że miałam rację. Seria Excellence to naprawdę bezpieczne czekolady, a wiśnie są jednym z moich ukochanych dodatków.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście Excellence można nazwać bezpiecznymi czekoladami. Nawet jeśli nie są wybitne, to po prostu udają się i smakują.

      Usuń
  4. Mi bardzo smakowała, ale także mam ogromne zastrzeżenia, jeśli o skład "wiśni" chodzi.
    Co do wycieczek w taki upał, to tak, dobra czekolada w cieniu to najlepsze, co może taką wyprawę urozmaicić. :D Oprócz wspaniałych widoków, oczywiście.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że przynajmniej nie wypadły sztucznie. No i same wiśnie nie stanowiły 0,01% ;).

      Niestety w takich warunkach nie ma czasu na długie delektowanie się czekoladą. Po wyjęciu z plecaka tabliczka bardzo szybko zaczynała się upłynniać. Nawet zdjęcia robiłam w dużym pośpiechu.

      Usuń
  5. Kurczę, chciałabym ją mieć! Wiśnie, migdały i deserowo-gorzka Lindt? Eh, muszę ją dorwać!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic do stracenia, jest dość łatwo dostępna.

      Usuń
  6. Wiśnie i czekolada to jeden z naszych ulubionych połączeń, więc na 100% ta czekolada trafiłaby w nasz gust a zwłaszcza, że nie czuć sztucznego aromatu tych owoców :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiałam się tych wiśni, ale wyszło o wiele lepiej, niż przypuszczałam. Zapewne by Wam posmakowało :)

      Usuń
  7. Bardziej niż czekolady zazdroszczę Ci jednak tych wypraw! :)

    Co do samej czekolady właśnie. Wiśnie i ten gorzki smak kakao.. To idealne połączenie. Muszę przyznać, że z pewnością chciałabym spróbować tego cuda. Jednak.. No sama nie wiem jak to wyjdzie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czekoladę można kupić, a wyprawę zorganizować :D.

      Dużo goryczy tu nie było, a więcej wyważonej słodyczy. Posmakowałoby Ci, wierzę w to :)

      Usuń
  8. Ponieważ nie przepadam za czekoladami z twardymi i małymi kawałkami owoców, chciałam napisać, że z chęcią nazrywałabym sobie świeżych wiśni, ale to nie prawda. Świeżych wiśni nie lubię jeszcze bardziej niż czekolad z twardymi owocami. Przypomniała mi się za to Twoja czekoladowa (?) owsianka z tymi owocami. Kiedyś o niej pisałaś w komentarzu. I rzeczywiście, wyedy jest i owsianka, i czekolada, i owoce.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie lubisz świeżych wiśni???? :(

      Ajć, tak, wiśnie w moim ogrodzie już powoli dojrzewają... Niedługo ta pyszna owsianka! Nie czekoladowa, lecz mocno kakaowa :D.

      Usuń
    2. A, przepraszam. Zrób mi foto i wyślij na FB. Poważnie. Jestem ciekawa!

      Usuń
    3. Ok :D mogę Ci póki co wysłać jakieś inne owsianki ;)

      Usuń
    4. Ok, czekam. Jak mnie nie będzie, to i tak ślij, odbiorę sobie później.

      Usuń
  9. Wiśni nie lubię w czekoladzie, bo kojarzą mi się z tymi okropnymi pralinkami alkoholowymi, które kiedyś były produktem numer jeden, które wręczało się przy każdej okazji. Takich bombonierek przeszło przez moje ręce chyba dziesiątki. :D Chociaż jako, że to Lindt to chociaż nie lubię wygłaszać osądów bez spróbowania to jednak pewnie i tak byłoby to całkiem smaczne doznanie. :-) Lindt to jednak klasa sama w sobie jeżeli chodzi o czekoladę, bo z dodatkami to bywa różnie, sama wiesz. :-) Ja pewnie jej nie kupię ale gdyby mnie ktoś poczęstował to nie odmówiłabym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obawiałam się posmaku tych tanich pralinek, ale na szczęście tutaj go nie było. Łagodna kompozycja.

      Usuń
  10. jakie fajne adidaski hihihi ^^ twarda? hmmm... niee... nie dla mnie :D aczkolwiek wiśnie to ciekawa propozycja ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Adidaski, hahahhahhahhaha :D. Rozbroiłaś mnie :D

      Twarda... ale co twarda?

      Usuń
    2. przestań bo moja wyobraźnia ma zbyt duże pokłady, zakończmy temat :D adidaski ooo tak! :)

      Usuń
  11. połączenie wiśni i deserowej czekolady bardzo lubię, a na szlaku w górach każda czekoladę wręcz kocham! zazdroszczę górskich bezludnych wycieczek pozdrawiam i obserwuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawet najgorsza czekolada lepiej smakuje w górach :). Zawsze powtarzam, że nie ma czego zazdrościć - tylko trzeba działać! Również pozdrawiam i zapraszam częściej :)

      Usuń
  12. Mi chyba każda czekolada smakowałaby podczas takich górskich wycieczek ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest, chociaż Tai Tau wchodziła ciężko ;)

      Usuń
  13. Jeśli wiśnia i migdały, to propozycja dla mnie :) Szkoda tylko, że nie dodali kawałeczków wiśni, tak jak napisałaś ;) Ale pewnie i tak się skuszę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety najprostsze rozwiązania czasem okazują się najtrudniejsze.

      Usuń
  14. Preparat wiśniowy brzmi tajemniczo i patrząc jego skład, smakował by mi galaretkowo (podobnie jak borówki w blueberry intense, która mnie osobiście nie zachwyciła ;p). Szkoda, że nie dodają wiśni suszonych :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Galaretkowo smakował mi wsad z Granatapfel, tu było ciutkę lepiej. Też żałuję, że nie zastosowali najprostszego rozwiązania...

      Usuń