sobota, 29 lipca 2017

Zotter Lactose-free Cow's Milk mleczna 50%


Z zamówienia na zamówienie kurczy mi się oferta dostępnych na foodieshop24.pl tabliczek Zottera, których jeszcze nie próbowałam. Z tego powodu, zaczynam sięgać po czekolady, do których nic mnie specjalnie nie ciągnie. Mając jednak świadomość, że Zotter jest mistrzem eksperymentu, nie martwię się, że coś mi nie zasmakuje. Tak było w przypadku Lactose-free Cow's Milk, czyli mlecznej Labooko o 50% zawartości kakao, wykonanej na bazie mleka pozbawionego laktozy. Dla mnie laktoza nie jest problemem. Nie mniej jednak dobrze, że dostępna jest na rynku wysokiej jakości czekolada bez laktozy, po którą mogą sięgnąć osoby nietolerujące tego cukru. Ja moja tabliczkę (czy raczej dwie 35-gramowe tafle) zabrałam ze sobą w góry, a co!


Nigdy wcześniej nie jadłam mlecznej czekolady bez laktozy. Byłam ciekawa, czy wyczuję jakąkolwiek różnicę. Soczyście brązowa tabliczka po przełamaniu ukazała swe lekko szorstkie oblicze. Pachniała przepysznie tłustym mleczkiem oraz orzechowo-kawowym bogactwem kakao. Na tym etapie było całkiem normalnie i sympatycznie, tylko ta szorstkość w przekroju nieco mnie intrygowała.

Po pierwszym kęsie wpadłam w lekką konsternację. Czekolada, jak to z mlecznymi Zotterami bywa, rozkosznie rozpuszczała się w ustach, jednakże w istocie pozostawiała specyficzną, przyjemną szorstkość - dodatkowo intensyfikującą kakao. Dałabym jej więcej procent kakao, niż w rzeczywistości posiada - na pewno z 60%. Zdawała się być pozbawiona pewnej cząstki słodyczy, charakterystycznej dla mlecznych czekolad - przez co kakaowa moc uwypuklała się z każdą chwilą coraz mocniej. No tak, w końcu wyzbycie się cukru mlecznego musi niwelować jakąś słodką cząstkę, nadal pozostawiając przy tym mleczną gładź w buzi. Teraz mleczna czekolada nabrała jakby wytrawnego zacięcia, podkreślonego łagodną wanilią.

Zdecydowanie - czuć różnicę w porównaniu do standardowych mlecznych czekolad. Było to smaczne, ciekawe doświadczenie. Polecam Lactose-free Cow's Milk nie tylko osobom nietolerującym laktozy, ale także tym, którzy mają ochotę odkryć nowe, mniej słodkie oblicze mlecznej czekolady - które nie zależy bezpośrednio od zawartości masy kakaowej, a tym bardziej od rodzaju zastosowanych dodatków.


Patrząc zdjęcie tytułowe pewnie zastanawiacie się, gdzie mnie znowu wywiało... Może w końcu głębsza eksploracja naszych rodzimych Tatr? O nie, na pewno nie w pełni sezonu. Na lipcowy urlop wyruszyłam tam, gdzie w górach mogłam odnaleźć samotność i spokój. Wprawdzie z Mężem, Weroniką i dwoma lokalnymi przewodnikami, ale jednak spokój (to jeszcze nie tłum). Korzystając z tegorocznego zniesienia wizy z okazji organizacji targów EXPO i zimowej uniwersjady, wyruszyliśmy do Kazachstanu. W sobotę 8 lipca wylecieliśmy z Warszawy, by z przesiadką w Mińsku udać się do Ałmaty - byłej stolicy Kazachstanu, położonej na południowym-wschodzie, w pobliżu granicy z Kirgistanem, w nie tak dużym oddaleniu także od granicy z Chinami.


Do Ałmaty dolecieliśmy o świcie. Podróż wiązała się z zagięciem czasoprzestrzeni - czas przyspieszył się nam o cztery godziny. Taksówka zawiozła nas pod hostel Loco, z małymi przebojami - trza było pytać o drogę podpitego Kazacha wyprowadzającego na spacer swojego kota. W końcu udało nam się odebrać klucze do hostelu w całodobowym sklepie (szok, ile sklepów i lokali jest tam otwartych non stop). Po szybkim prysznicu zalegliśmy na podłogowych leżankach, odsypiając wrażenia podróży. Gdy przedpołudniem obudziły mnie już na dobre głosy współtowarzyszy, wyjście z klimatyzowanego pokoju na dwór było szokiem. Trafiliśmy na falę upałów - temperatura w mieście przekraczała 35 stopni. Nie zniechęciło nas to jednak przez wyruszeniem na miasto - oczywiście pieszo. Tego dnia, w skwarze zrobiliśmy dobrych kilkanaście kilometrów - trzeba było jednak rozgrzać się przed wyruszeniem w góry!


Krążąc wzdłuż szerokich arterii miasta, na szczęście obficie zadrzewionego, dotaraliśmy pod górę Kok Tobe. To zaskakujące, w jak wielu ostatnimi czasy odwiedzonych przeze mnie miastach znajduje się widokowy punkt usadowiony na szczycie wzgórza - z czego na większość z nich można wjechać kolejką. Wystarczy wspomnieć Bogotę, Tbilisi czy Malagę. Tak samo było w przypadku Ałmaty.




Niby podobnie jak w Bogocie na Monserrate, a jednak zupełnie inaczej - z jednej strony widok na ogromną metropolię, z drugiej na monumentalne szczyty... (w Kolumbii bosko zazielenione, tutaj ze śnieżnymi czapami.




Wiedzeni ciekawością (i wizją biwakowego jedzenia przez najbliższe dwa tygodnie) zasiedliśmy w pustej, ekskluzywnej restauracji na szczycie Kok Tobe, zamawiając kazachski specjał - stek z koniny. Nie zawiodłam się.





Po zjeździe z Kok Tobe dalej krążyliśmy po Ałmaty, odwiedzając co ciekawsze punkty w mieście. Część z nich zostawiliśmy sobie na ostatni dzień wyjazdu. Gdzie tylko się dało wpadaliśmy na kawę czy też ciekawe drinki, co by nasycić się jeszcze cywilizacją przed wyruszeniem w górską dzicz. Skwarnym wieczorem piłam piwo z tutejszą Rosjanką na schodach naszego hostelu, próbując się dogadać zlepkiem kilku języków. Zbliżająca się górska przygoda już buzowała mi w głowie...



Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku bez laktozy, wanilia, sól.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 70 g (2x 35 g).
Wartość energetyczna w 100 g: 566 kcal.
BTW: 8,5/41/39

8 komentarzy:

  1. Od mamy często słyszałam, jaki to niesmaczny jest nabiał bez laktozy i czekolady bez niej nigdy mnie nie zainteresowały. Szorstkość i brak elementu słodkawości trochę mnie zaciekawiły, ale chyba nie na tyle, by spróbować. W mlecznych w sumie właśnie tę naturalnie mleczną słodycz lubię, więc tutaj...

    Tutaj do zazdroszczenia to mam piękne zdjęcia, albo właściwie zapowiedź, tego co piękne do zobaczenia przede mną. :D Miasto to jeszcze nie moje klimaty, ale te pochowane w oddali szczyty już mówią za siebie... Tak swoją drogą, chyba bym nie odważyła się zostawić najciekawszych punktów na koniec, bo u mnie zawsze na koniec coś wypada. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na nabiał bez laktozy bez konieczności bym się nie zdecydowała, ale ta czekolada to zupełnie inna sprawa. Bardzo jestem ciekawa Twoich odczuć, więc mam nadzieję, że kiedyś się skusisz :).

      Lubię piesze, luźne przechadzki po obcych miastach. Oczywiście są one tylko dodatkiem do reszty wyjazdu - głównym celem są góry.

      U nas też teoretycznie coś wypadło (wykorzystaliśmy wszystkie dni zapasowe w górach), ale koniec końców jeden wieczór w Ałmaty przed odlotem wystarczył nam na dopełnienie planu miejskiego.

      Usuń
  2. Próbowałem jej z ciekawości, całkiem w porządku. Chociaż mleczna bez cukru to był ciekawszy z pomysłow Zottera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zdecydowanie, mleczny Zotter bez cukru to wyjątkowy wynalazek. Jednakże tej bez laktozy bliżej do klasycznej mlecznej czekolady - zależy, kto na co ma smaka.

      Usuń
  3. To trochę zaskakujące, że ta czekolada była mało słodka.
    Laktoza jest prawie bez smaku, w nabiale bez laktozy jest już enzymatycznie rozłożona na galaktozę i glukozę, która sprawia, że np. mleko smakuje jakby ktoś do niego sypnął cukru, i to sporo (tak ze dwie łyżeczki na szklankę).
    Może Zotter dokonał jeszcze jakiegoś dodatkowego zabiegu?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Być może sam fakt użycia aż 50% wysokiej jakości kakao sprawił, że czekolada po prostu taka była - inne nuty w niej przeważały, zamiast typowo mlecznej słodyczy.

      Usuń
  4. charlottemadness29 lipca 2017 12:55

    Od Zottera ostatnio mnie nic nie ciągnie,przez co na razie zawiesiłam u Nich zamawianie.Na razie korzystam ze sklepu Sekretów Czekolady.
    Też jak powyżej zdziwiłam się,że czekolada była bardziej wytrawna niż słodka.Kiedyś spróbowałam mleko bez laktozy i smakowało taj,jakby było doprawione cukrem.
    Zdjęcia jak zwykle zapierające dech w piersiach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szok! Ciekawi mnie, jak może wypalić się ciekawość w eksploracji asortymentu Zottera... Ja zamawiam czekolady zarówno z foodieshop24.pl, jak i z Sekretów Czekolady.

      Chyba po prostu kakao dało tu mocno czadu. Ewidentnie odebrałam ją jako mniej słodką.

      Usuń