piątek, 7 czerwca 2019

Manufaktura Czekolady Smak Polski Masło mleczna 44% z masłem klarowanym


Jak wspominałam przy okazji recenzji House Blend Milk od Manufaktury Czekolady, podczas wyprawy w Beskid Niski wypróbowałam jeszcze dwie mleczne czekolady (blendy) tej rodzimej marki. Należały one do serii Smak Polski, o zbyt przaśnych jak na mój gust grafikach na opakowaniach. Jedna z nich, o nazwie Piwo, znana jest mi jako Przewrót Mleczny i zdecydowanie wolałam ją w poprzedniej szacie graficznej. Gdzieś pomiędzy Hutą Polańską a Barwinkiem sięgnęliśmy po tabliczkę o nazwie Masło. Na froncie opakowania dziewczyna z wielkim natchnieniem ubija masło, zaś tekst na odwrocie głosi: "Prawdziwa polska czekolada, wyrabiana bezpośrednio z ziaren kakaowca, została dodatkowo uszlachetniona delikatnym polskim klarowanym masłem. W tej tabliczce można się zatracić niczym w maślanych oczach polskiej niewiasty". Co ciekawe, w umieszczonym powyżej opisie po angielsku, ostatnie zdanie jest inne, lecz brzmi jeszcze głupiej... No cóż, miałam nadzieję, że chociaż czekolada będzie dobra, wszak to Manufaktura. Polski Smak Masło zakupiłam na biokredens.pl.

  
 Zdradziłam się opisując House Blend Milk, że choć Polskie Smaki to również mleczne blendy o 44% zawartości kakao, to odczułam je jako mniej bogate. Nie wiem, co na to wpłynęło, ale naprawdę tak je odczułam. Czekolada Masło była delikatna, mniej szorstka niż to bywa u Manufaktury. Klarowane masło dało się odczuć przez specyficzną, właśnie maślaną tłustość i dodatkowy aromat. Na pewno było to przyjemna woń, choć ja po prostu lubię masło. Muśnięcie wanilii nadawało jej uroku, lecz podstawowe nuty były bardzo subtelne i słodkie w rozmyty sposób - nugat z orzechów laskowych, kawa z dużą ilością mleka, sernik z rodzynkami, dojrzałe banany oraz jabłka z szarlotki. Zabrakło owej przecudnej ziołowej nuty, która tak uwiodła mnie w House Blend Milk.

Cieszę się, że zabrałam Polski Smak Masło właśnie w góry, gdyż w warunkach wysiłku fizycznego sprawdziła się znakomicie. Nie polecam jej natomiast osobom, które chcą delektować się w domu wykwintną mleczną czekoladą. To dobra tabliczka, ale... czegoś jej brakuje. Tak jakby cepeliada z opakowania automatycznie odebrała coś cennego z wnętrza.


Skład: cukier, ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, odtłuszczone mleko w proszku, masło klarowane 4%, laska wanilii.
Masa kakaowa min. 44%.
Masa netto: 60 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 559 kcal.
BTW: 11,6/53,2/32,9.

środa, 5 czerwca 2019

Bonnat Morenita Mexique ciemna mleczna 65%


Przy okazji recenzji białej Bonnat z truskawkami wspominałam, iż w moich zapasach mam jeszcze Bonnata, którego degustacji jestem wyjątkowo ciekawa. O ciemnej mlecznej Morenita Mexique dowiedziałam się przeglądając wyniki International Chocolate Awards z 2017 roku. Choć mam mieszane odczucia wobec czekolad francuskiej marki Bonnat, to bezsprzecznie do tych najbardziej urokliwych w moim odczuciu należą ich tabliczki ciemne mleczne - jak choćby Asfarth czy Java, które wspominam przewspaniale. Gdy Morenita pojawiała się w sklepie Sekretów Czekolady bez zastanowienia po nią sięgnęłam. Gdzieś z tyłu głowy majaczyła obawa o to, czy masło kakaowe (tu dodatkowo podlane mlekiem) nie przyćmi całkowicie specyfiki meksykańskiego kakao, jak stało się to w ciemnej Selva Maya. W głowie przeważały jednak pozytywne wspomnienia związane z Asfarth i Javą, toteż do degustacji Morenity podeszłam wręcz w uroczystym nastroju. Rozsiadłam się na trawie pośród konarów drzew, z widokiem na Słowację, gdzieś pomiędzy Ożenną a Wolą Polańską w Beskidzie Niskim. Otworzyłam czekoladę i zanurzyłam się w doznaniach.


Jasna i cudownie ciepła w swej barwie Morenita, w wysyceniu brązem uplasowała się gdzieś pomiędzy Asfarth a Javą. Masywna, lecz miękka - roztaczała wokół siebie mleczny aromat przełamany w tle akcentem ziół, drewna, ziemi i dojrzałych owoców (czerwonych i tropikalnych). W ustach rozpuszczała się powoli, gęsto, tłusto, gładko - w połączeniu z mlecznością, tłustość czekolad Bonnat nabiera zupełnie nowego, o wiele przyjemniejszego wymiaru.

O dziwo, więcej odnalazłam tu Meksyku, niż w ciemnej Selva Maya 75%. Wysoka, bo 65% zawartość meksykańskiego kakao w Morenicie, zapewniła nam solidną dawkę nut krążących wokół świeżych i suszonych ziół, surowego ziarna kakao, aromatycznie palonego drewna, żyznej ziemi oraz feerii owoców zanurzanych w maślanym karmelu. W oddali majaczył pieprz w uścisku z wanilią, pojawiła się też pewna nugatowość. Morenitę odebrałam tak, jakby tłuste mleko połączenie z masłem kakaowym stało się lepszym nośnikiem smaków meksykańskiego kakao, niż przy dominacji samego masła kakaowego. Konsumując kosteczka za kosteczką uroczą Morenitę, wpatrywałam się w przepastną zieleń rozpościerającą się przede mną, łapałam promienie wiosennego słońca. Było mi błogo. Tak błogo, iż odleciałam w sen...


Na nowo odzyskałam wiarę w Bonnat. Z pełnym przekonaniem stwierdzam, że ciemne mleczne czekolady tej marki są najlepszym, co może nam ona zaoferować i polecam je każdemu. W niesamowity, bardzo charakterystyczny sposób łączą w sobie błogość mlecznej czekolady ze specyfiką zastosowanego kakao.

Skład: ziarna kakao, tłuszcz kakaowy, cukier trzcinowy, mleko w proszku.
Masa kakaowa min. 65%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 626 kcal.
BTW: 8/49/40,5.

poniedziałek, 3 czerwca 2019

Krakakoa Creamy Coffee mleczna 40% z kawą


Trudno stwierdzić, które z czekolad od indonezyjskiego Krakakoa bardziej mnie ciekawiły - czyste single-origin czy też wersje z dodatkami. Większość opcji z dodatkami zabrałam ze sobą w Beskid Niski - wybrałam te, które zdawały się być najłagodniejsze. Schodząc z widokowego szczytu Wysokie do wioski Ożenna przysiedliśmy przy drewnianej wiacie aby uzupełnić zapas energii. Po 50-gramowej Krakakoa Creamy Coffee oczekiwałam przede wszystkim urokliwego kawowego kopa. Zresztą, na tym wyjeździe przyszło mi kilkukrotnie podejść do czekolad z kawą, że wspomnę choćby kawolady od Pralusa.

Creamy Coffee to czekolada zawierająca 40% indonezyjskiego kakao, cukier trzcinowy, mleko i kawę (blend robusty i arabiki), doprawiona wanilią. Jako emulgator użyto lecytyny słonecznikowej. Kawową Krakakoa kupiłam w sklepie Sekretów Czekolady, tak jak pozostałe produkty tej marki.


Ta dość jasna tabliczka, z charakterystycznymi dla marki żłobieniami, pachniała niczym korzenna kawa z mlekiem. Wprawdzie spośród przypraw zastosowano tu jedynie wanilię, lecz to chyba wulkaniczna specyfika indonezyjskiego kakao doprowadziła to powstania takiej przyprawowej iluzji. Czekolada w ustach rozpuszczała się gęsto i błogo, z wyraźną tłustą mlecznością. Goryczka i aromat kawy wypełniały buzię raz z kakaowym uderzeniem i mleczną harmonią. Zastosowany wyrazisty blend robusty i arabiki świetnie zgrywał się z indonezyjskim kakao, w którym mnóstwo jest wulkanicznych wyziewów, ziemisto-dymnych nut. Dało to właśnie, podobnie jak w sferze zapachu, wrażenie muśnięcia korzennymi przyprawami. Samą wanilię bez wahania dało się zidentyfikować.

Creamy Coffee jeszcze bardziej rozbudziła moją ciekawość wobec Krakakoa z dodatkami. Kawowa wersja łączy w sobie słodko-mleczną łagodność z charakterem kawy i specyficznego kakao.

Skład: miazga kakaowa, cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku, kawa, lecytyna słonecznikowa, wanilia.
Masa kakaowa min. 40%.
Masa netto: 580 kcal.
BTW: 6/48/50.

sobota, 1 czerwca 2019

Zotter Schoko zum Rotwein ciemna mleczna 75% z porzeczkami i wiśniami


Po zaskakująco przepysznej Schoko zum Weisswein przyszedł czas na skosztowanie czekoladowej propozycji Zottera do sparowania z winem czerwonym. Schoko zum Rotwein, którą zakupiłam oczywiście na biokredens.pl, to ciemna czekolada o 75% zawartości kakao (blend Vintage 2017), złagodzona odrobiną mleka w proszku, wzbogacona porzeczki, wiśnie i nutkę cytryny (a w zasadzie: wzbogacona o białe owocowe czekolady - porzeczkową i wiśniową - tak charakterystyczne dla Zottera). Na szlaku prowadzącym do Krempnej, ponad Kątami w Beskidzie Niskim - czekolada ta stała się substytutem lampki szampana wzniesionej w toaście z okazji moich kolejnych urodzin.

Czekolada w istocie pachniała porzeczkami i wiśniami, dodatkowo samo kakao wnosiło ze sobą nuty malin oraz licznych cytrusów. Mój Mąż w kwestii smaku w pierwszej kolejności zwrócił uwagę na cytrusy (szczególnie grejpfruty), co było dla mnie niemałym zaskoczeniem. Ja odebrałam cytrusy w tej czekoladzie jako jedynie pewne tchnienie świeżości, kwaskowaty akcent umieszczony gdzieś w tle. Tak, jak w czerwonym winie często taninowa cierpkość wieńczy dzieła, tak tu ukazało się ściąganie niczym w skórkach cytrusów.


Nie odczułam tego jednak jako najistotniejszej nuty w Schoko zum Rotwein. Dla mnie ta czekolada była przede wszystkim aksamitnie łagodna (odrobina mleka w proszku robi swoje), gęsto i miękko rozlewała się w ustach. Roztaczała w nich soczystość i uwodzicielski bukiet porzeczek oraz wiśni. W zasadzie bliżej jej było do wina półsłodkiego niźli wytrawnego. Owoce świetnie komponowały się z i tak dość lekkim kakao, a jednak charakternym, niosącym nieco akcentów drewna, kawy i czerwonych owoców właśnie. Miałam wrażenie, że dodatek owoców jedynie dopełnia owocowość wynikającą z zastosowanego blendu.

W istocie, Schoko zum Rotwein doskonale komponowałaby się z czerwonymi winami uderzających mocno w strony czerwonych owoców, a przecież mnóstwo jest właśnie takich trunków, nieraz zaskakująco soczystych (także pomimo swej wytrawności). Drewniano-cytrusowy finisz połączony przewrotnie z miękką mlecznością również przywodził na myśl tą wyjątkową przyjemność, gdy taniny przeplatają się z gładkością klarownego napoju. Choć Schoko zum Weisswein była w mym odczuciu o wiele bardziej oryginalna, to również wersja inspirowana czerwonym winem sprawiła mi wiele radości.


Skład: miazga kakaowa, surowy cukier trzcinowy, tłuszcz kakaowy, suszone porzeczki, odtłuszczone mleko w proszku, suszone wiśnie, lecytyna sojowa, proszek cytrynowy (koncentrat soku cytrynowego, skrobia kukurydziana, cukier).
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 35 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 582 kcal.
BTW: 7,4/43/38.