środa, 17 sierpnia 2016

Pralus Caracas Trinitario 75% ciemna


Dzień po degustacji Bonnat Haiti postanowiłam sięgnąć po stugramową 75-tkę innej francuskiej firmy - mowa oczywiście o Francois Pralus. Nazwa tabliczki pozwala niemal za pewnik obrać, iż wykonana została z kakao Trinitario pochodzącego z Wenezueli, z rejonu jej stolicy Caracas. Jak się okazuje, prawda jest inna. Dziś opisywana czekolada to blend wenezuelskiego Trinitario i Forastero z Ghany. Wprowadzająca w błąd nazwa nie stanowi dla mnie pozytywu. Cóż, czekolada i tak czy siak musiała się wykazać, a że przepadam za Pralusem - z radością otworzyłam się na doznania płynące z tej kakaowej mieszanki (zakupionej oczywiście dzięki Piotrowi z Sekretów Czekolady).


Solidna tabliczka podzielona na kostki w charakterystyczny dla Pralusa sposób sprawia wrażenie eleganckiej i roztrzepanej zarazem. Pełno na niej rys, przebarwień, drobinek - przez co wygląda bardzo urokliwie. Jej zapach jest bardzo delikatny, niemal niewyczuwalny, co niezwykle mnie zaskoczyło. Tak, jakby dosłownie muśnięto ją aromatem, który choć lekki, był niezwykły, bo grejpfrutowo-różany.
 
  
W strukturze najpierw Caracas wydaje się być zaskakująco podobna do Bonnat Haiti. Po chwili jednak odczuwamy jej specyficzną wodnistość (?), miękką błotnistość, gliniastą lepkość. Jest gładka, smukła i soczysta, a ową soczystość możemy pięknie podziwiać w przekroju (niestety nie udało mi się uchwycić tego na zdjęciu). Jest tak delikatna pomimo swej pozornej masywności, iż łamie się wręcz bezgłośnie. Jest niesamowicie uładzona, bardzo kremowo-lodowa, pełna spokoju. Ciężko mi było wyłapać w tej krainie łagodności jakieś szczególnie wyraziste tony. Mam wrażenie, że typowe dla Pralusa bardzo długie konszowanie jeszcze bardziej zintensyfikowało owe subtelności. Również typowego dla Pralusa prażenia akurat tutaj niespecjalnie doświadczymy.


Leniwie rozpuszczając w ustach kolejne kęsy w głowie tworzyła mi się układanka: śliwkowe powidła, wiśnie, róże, mało słodkie i dość suche jabłka (na blogu One Golden Ticket wspomniano o migdałach i kokosie - może właśnie to było coś na ich kształt). Nie zabijała bogactwem, lecz jej miękkość była niesamowita. Łagodnie słodka, bez mocno palonych czy asfaltowych nut, jest tylko powierzchownie muśnięta ziemistością i przyprawowością, bardzo subtelną karmelnowością.

Sięgając po Pralus Caracas spodziewałam się mocnych wrażeń, a dostałam coś zupełnie odmiennego. Trzeba mieć nastrój na tak spokojną czekoladę, wtedy z pewnością pomoże się zrelaksować i da dużo radości. Nie trzeba się nad nią mocno zastanawiać, można w pełnej beztrosce cieszyć się czekoladową harmonią. Zaskakujący spokój i lekkość, idealne na szczególnie leniwe dni...



Skład: ziarna kakao, czysty tłuszcz kakaowy, cukier, lecytyna sojowa non-GMO.
Masa kakaowa min. 75%.
Masa netto: 100 g.

12 komentarzy:

  1. charlottemadness17 sierpnia 2016 06:23

    Ta tabliczka kojarzy mi się z beztroskim latem,gdzieś wśród drzew i kwiatów :>

    OdpowiedzUsuń
  2. Mój Pralus na blogu jutro. Ten wydaje się przystępniejszy....... Muszę kupić sobie zbroję, bo mnie zakatrupisz :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nie lubię takiego nalotu na czekoladzie. Czekolada wydaje się całkiem sympatyczna:) . Ja dziś idę do Tesco z zamiarem kupienia surowej czekolady o smaku cappuccino :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Taki nalot to jest nawet urokliwy!

      Daj znać jakie wrażenia!

      Usuń
  4. Powidła i wiśnie super, róża trochę mniej ale i tak pewnie te smaki łączą się w przepyszny sposób :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I na dodatek nie wymagający jakiejś dogłębnej kontemplacji.

      Usuń
  5. Taka spokojna czekolada też jest fajna, nie samym Domori człowiek żyje :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czasem przyda się coś przyjemnie monotonnego.

      Usuń
  6. Ta największa kostka jest najbardziej kuszącą kostką na świecie! Ja niestety uwielbiam każdą czekoladę :<
    >FOXYDIET<

    OdpowiedzUsuń