czwartek, 21 maja 2015

Lindt Excellence Acai Brombeere ciemna z jeżynami i acai


Dziś pragnę Wam zaprezentować drugą z trzech nowych deserowych tabliczek Lindt Excellence, w których przewodnią inspiracją są egzotyczne owoce. O pierwszej z nich, z dodatkiem cząstek granatu, możecie poczytać tutaj. Przede mną jeszcze degustacja tabliczki z dodatkiem physalis. 

O ile nasze rodzime jeżyny bardzo lubię i cenię, o tyle modnych jagód acai nigdy nie miałam okazji spróbować solo (nie liczę dodatków w ilości 0,1% w sokach czy herbatach). Biorąc pod uwagę fakt, że ponoć dla mieszkańców brazylijskich dżungli acai stanowią niemal połowę diety - to naprawdę nikłe doświadczenia. Nie wątpię w dobroczynną moc wszelkich ciemnych jadalnych owoców, ale szczerze powiedziawszy boom na egzotyczne superfoods jakoś bardzo mnie nie jara. Wolę pozostać przy naszych porzeczkach, jagodach, winogronach czy właśnie jeżynach - acai zostawiając dla mieszkańców Ameryki. Niemniej jednak - nowego Lindta zawsze warto wypróbować, nieprawdaż?

W tym miejscu chciałam zatrzymać się na chwilę przy całej otoczce związanej z degustacją Lindt Excellence Acai Brombeere. Ten akapit dedykuję właścicielce bloga rude-wloczykijowanie - na pewno ucieszy się z tego górskiego akcentu. Dziś opisywana czekolada ruszyła z nami na ostatni szlak podczas naszej Majówki w Beskidzie Małym. Z Rzyk Parciaków wspięliśmy się żółtym szlakiem w okolice Anuli, skąd wyruszliśmy na Leskowiec zdobywając go drugi raz podczas tej wyprawy. Nie dochodziliśmy już do schroniska, lecz przed nim zeszliśmy na czerwony szlak prowadzący do Krzeszowa. Podążając tym szlakiem zdobyliśmy Żurawnicę, będącą najwyższym szczytem Pasma Żurawnicy ciągnącego się po Suchą Beskidzką (w zasadzie to ta góra należy już do Beskidu Makowskiego). Czerwony szlak prowadzący z Krzeszowa na Żurawnicę był mocno zarośnięty i jak widać naprawdę rzadko uczęszczany. A przecież na samej Żurawnicy znajdują się ciekawe Kozie Skałki, a schodząc ze szczytu zielonym szlakiem (znów do Krzeszowa) mogliśmy obserwować przepiękny widok na Jałowiec, Babią Górę, Pilsko, Romankę i inne - moim zdaniem o wiele ładniejszy krajobraz, niż ten obserwowany z Leskowca! Warto było zahaczyć o Żurawnicę, naprawdę warto! Z Krzeszowa podchodziliśmy zielonym szlakiem przez Czarną Górę z powrotem w stronę Anuli, a dalej żółtym do Parciaków. Lindt Excellence Acai Brombeere została skonsumowana na polanie u stóp wyjątkowo urokliwej Żurawnicy.


Spoglądając na skład tej czekolady nie dziwi nas już 48-procentowa zawartość masy kakaowej. Deserówka od Lindta jest wszak tak przystępną i najzwyczajniej w świecie smaczną czekoladą, że nie ma się tu czego czepiać. Czepialstwo załącza się przy analizie cząstek jeżynowych, stanowiących 8% całego produktu. Dobrze chociaż, że koncentrat soku jeżynowego i puree z jeżyn stoją na dwóch pierwszych miejscach w składzie, ale dalsza litania dodatków już mniej mi się podoba. Naturalne susze z owoców zawarte w czekoladach - to jest to! 

Zaciekawił mnie proszek z acai umieszczony w samej masie czekoladowej, a nie owocowych cząstkach. Został on jednolicie wmieszany w tabliczkę w ilości 0,5% całości, co wbrew pozorom stanowi całkiem spory dodatek (bo spodziewałam się udziału acai na poziomie 0,00001% ;)). 

Tabliczka pachnie klasyczną przyjemnością, jaką zawsze oferuje lindtowska deserówka. Ten miły zapach wzbogacony jest o wyraźne nuty jeżynowo-jagodowe, niewzbudzające dziwacznych galaretkowatych skojarzeń (co miało miejsce we wcześniej wspominanej Excellence Granatapfel). Bardzo naturalne i zachęcające aromaty.

Tradycyjnie już nie powinnam się rozwodzić nad smakiem samej deserowej czekolady od Lindta, jednak w tym wypadku mamy do czynienia z pewną odmiennością. Wszystko to przez spójne wkomponowanie w czekoladę proszku z acai. Dzięki temu zabiegowi, cała czekolada nabrała subtelnego jagodowo-winogronowego posmaku. Jagoda acai stała się jednością z deserową czekoladą, czyniąc ją bardziej odświeżającą i owocową. Taka dawka nietypowej soczystości była czymś niezwykle wskazanym podczas wysiłku fizycznego. Lindt miał naprawdę fajny pomysł, nie spodziewałam się tak wyraźnie wyczuwalnego efektu.

Cząstek jeżynowych nie ma sporo, ale myślę, że ich ilość jest zupełnie wystarczająca. Ich konsystencja bardzo mi odpowiadała - nie były ani twarde, ani gumowate. Okazały się bardziej przystępne, niż cząstki granatu w Excellence Granatapfel. Były one bardziej płaskie niż w tamtej czekoladzie i nieco mocniej zwarte. Ich ciemny, lecz lekko blady kolor wydawał się być naturalny - choć i tak odnajdziemy w składzie barwiący koncentrat soku z czarnej marchwi. Smak to nienarzucająca się i nieprzesłodzona jeżyna. Nie jest to jeżynowy, chamski kopniak - ale coś wyważonego. W zasadzie to dobrze - łatwo byłoby tu przeholować z usilnym podrasowywaniem owocowości. Tymczasem końcowy efekt był zaskakująco naturalny.

Bezapelacyjnie stwierdzam, że Acai Brombeere smakowała mi bardziej, niż Granatapfel. Swym brakiem nachalności i prostotą dobrych smaków idealnie skomponowała się z pięknymi widokami ze zbocza Żurawnicy. To była spokojna, lekka czekolada - tak jak spokojna i lekka jest moja dusza w górach.

Skład: cukier, miazga kakaowa, cząstki jeżynowe 8% (koncentrat soku jeżynowego 21%, puree z jeżyn 14%, cukier, syrop glukozowo-fruktozowy, mąka ryżowa, olej palmowy, pektyna, naturalny aromat, skórka cytryny, koncentrat soku z czarnej marchwi, kwas cytrynowy), tłuszcz kakaowy, proszek z acai 0,5%, lecytyna sojowa, naturalne aromaty.
Masa kakaowa min. 48%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 510 kcal.
BTW: 5,7/29/52

wtorek, 19 maja 2015

Zotter Rice Dark & White ryżowa ciemna i biała


Zotter przynosi wielką ulgę dla wszystkich tych, którzy kochają mleczne i białe czekolady - a jednak nie mogą ich jeść z jakichś powodów. Nietolerancja na mleko krowie nie jest już przeszkodą dla zajadania się mlecznymi czekoladami - Zotter stworzył rewelacyjne tabliczki na bazie mleka owczego oraz koziego. To dla Was mało? Nie chcecie w swoich czekoladach żadnych produktów pochodzenia zwierzęcego? A przy tym wcale nie macie ochoty na propozycje o bardzo wysokiej zawartości kakao? Nie ma sprawy! "Mleczne" i białe smakołyki znajdą się również dla Was. Jedną z całkowicie wegańskich propozycji wśród tabliczek z paramlecznym zacięciem jest zotterowska seria bazująca na proszku ryżowym (czyli tworem na kształt sproszkowanego mleka ryżowego). Składa się ona z dwóch czekoladowych tafli: białej oraz ciemnej o 50% zawartości kakao.


Nim przejdę do opisywania wrażeń smakowych, kilka słów ochrzanu dla osoby, która jest odpowiedzialna za tłumaczenie składu Zotterów na nalepkach. O ile "kwiaty kukurydzy" zamiast chabrów w Bouquet of Flowers można potraktować jako anegdotkę, o tyle błędy w tłumaczeniu składu Rice Dark & White to już grubsza sprawa.

Skład proszku ryżowego zamieszczony na nalepce przedstawia się inaczej, niż w rzeczywistości. Ponadto, kolejność poszczególnych surowców w całym składzie jest różna na oryginalnym opakowaniu i na nalepce. Nie chce mi się już nad tym rozwodzić i przytaczać szczegółów, ale dwa najbardziej irytujące błędy chcę Wam wyłuszczyć. Już wyżej wspomniałam, że ciemna tabliczka zawiera 50% masy kakaowej. Nie wiem, od kiedy cyfry arabskie pisze się inaczej po polsku i angielsku, ale na nalepce widnieje informacja o 40% kakao. Już zupełnie rozbroiła mnie lecytyna sojowa w składzie czekolady białej - skoro producent w opisie smakołyku umieszczonym wewnątrz opakowania (białe napisy na czarnym tle) wyraźnie zaznacza, iż z zamysłem zastosowano lecytynę słonecznikową. 


Porankiem w Beskidzie Małym, przed wyruszeniem na kolejny długi szlak - zdecydowaliśmy się na to ryżowe doładowanie energetyczne. Na pierwszy ogień poszła tabliczka biała. Czekolada w pięknym beżowym odcieniu, kusząco pachnąca... czym? Pachnąca ryżem gotowanym na śmietance z wanilią (choć przecież śmietanki tu nie ma, ale organizm daje się oszukać i odnajduje tutaj akcenty tłuściutkiego mleka. Przypuszczam, że jest to m.in. efekt użycia bardzo dobrego tłuszczu kakaowego). 

Słodycz tej czekolady jest bardzo zbalansowana, rzeczywiście kojarząca się z ryżowym deserem doprawionym waniliowym cukrem trzcinowym. Przygotowanym w domu, a nie kupionym w sklepie w plastikowym kubeczku. Wyczuwamy tutaj trochę proszkowatości, ale o dziwo koniec końców łatwo rozpuszcza się ona na języku. Przepyszna delikatna czekolada o wyjątkowej i wyrazistej nucie smakowej. Jedząc w ciemno taki smakołyk po chwili zastanowienia zapewne dojdziecie do tego, że jest w niej ryż. Tabliczka subtelna i zarazem nieco surowa.


W drugiej kolejności przyszedł czas na ciemną czekoladę ryżową. Posiadała barwę jaśniejszą, niż niejedna popularna deserówka - był to po prostu ciepły brąz o nieco pastelowym charakterze. Pachniała również w sposób ciepły, bogaty, orzechowo-kawowo-słodko-ziemisty. Po doświadczeniu z białą czekoladą zostaliśmy uderzeni czymś baaardziej sensualnie świdrującym w nosie, ale i tutaj bezapelacyjnie dawał znać o sobie ryż - przedzierając się przez feerię kakaowego bogactwa.

O ile biała wersja była nieco proszkowa, tak tutaj zostajemy zalepieni gęstą ryżowo-kakaową mazią. Tłustość i słodycz w wykwintnym wydaniu, rozwijają się wraz z paletą tych orzechowo-kawowo-ziemistych nut o których wspomniałam przy zapachu - ostatecznie zaklejając podniebienie (i mózg) mocnym ryżowym uderzeniem. Skojarzenie, które nie mogło mnie opuścić podczas degustacji tej czekolady, to ciamkanie bardzo gęstego kleiku ryżowego - w którym to oczywiście rozpuszczono bardzo dobrą czekoladę.

Zotter Rice Dark & White to nie są słodkości tylko dla wegan i osób unikających nabiału pod każdą postacią. To przede wszystkim czekolady dla każdego, kto poszukuje niebanalnych smaków i dodatków zawartych w pełnych czekoladach. Z chęcią powróciłabym do tej ryżowej pary - nie umiem ocenić, która jej część bardziej mi smakowała. Obie w zupełnie inny sposób pokazywały, co ryż może wnieść do świata czekolad. Kolejny mistrzowski eksperyment wypuszczony z rąk Zottera.

Biała czekolada ryżowa.
Skład: tłuszcz kakaowy, surowy cukier trzcinowy, proszek ryżowy 25% (ryż, woda, olej słonecznikowy, sól), lecytyna słonecznikowa, syrop glukozowo-fruktozowy, lecytyna słonecznikowa, sól, wanilia.
Masa netto: 35 g.

Ciemna czekolada ryżowa.
Skład: surowy cukier trzcinowy, miazga kakaowa, tłuszcz kakaowy, proszek ryżowy 21% (ryż, woda, olej słonecznikowy, sól), wanilia, sól.
Masa kakaowa min. 50%.
Masa netto: 35 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 554 kcal.
BTW: 2,4/38/51

niedziela, 17 maja 2015

Ritter Sport Honig-Salz-Mandel mleczna z solonymi migdałami w miodzie


Co roku Ritter Sport wypuszcza na rynek jakąś nową tabliczkę, która po upływie 12 miesięcy znika (bezpowrotnie?) ze sklepowych półek. Na opakowaniach tych edycji widnieje napis "Unsere Sorte des Jahres". W 2012 roku był to Edel-Nuss Mix, w 2013 Kokos, a w 2014 Vanille-Mousse (po ten smak nie sięgnęłam, gdyż niespecjalnie mnie interesował). W tym roku Ritter wziął na warsztat solone migdały w miodzie, które postanowił zatopić w swej mlecznej czekoladzie.

Tak jak przypuszczacie, mój zakup Honig-Salz-Mandel to kolejna szansa dana Ritterowi. Czekolady z całymi migdałami zawsze mają u mnie większe prawdopodobieństwo na osiągnięcie punktu zjadliwości (koniec końców można przecież wydłubać z niedobrej tabliczki same migdały, nieprawdaż? ;)). Poza tym sól w czekoladzie działa na mnie jak lep na muchy. Mniejsza o to, że miód zawarty w tym produkcie to na bank wyrób sztuczny, ewentualnie mieszanka miodów spoza UE. Tak naprawdę najważniejsze dla mnie w degustacji tej czekolady było to, by choć odrobinę mi smakowała.


Oczywiście, że Honig-Salz-Mandel została przez nas zabrana na górski szlak - raz, że trochę zachowawczo, dwa - że w końcu są tutaj sycące i wartościowe migdały. Otworzyliśmy ją już po wielu przebytych kilometrach, przysiadając na pieńkach gdzieś pomiędzy Leskowcem a Potrójną. Jak możecie zauważyć na wyżej dołączonym zdjęciu, tabliczka jest suto naładowana dużymi migdałami, co zachęca do sięgnięcia po pierwszą kostkę. Niestety, jej zapach był już dla nas mniej zachęcający. Wąchając tą mleczną czekoladę od Rittera nie czułam ani świeżości mleka, ani bogactwa kakao. Aromat podprażonych migdałów ledwo co przedzierał się przez pospolity zapach cukrowej gęstwiny. Tanio i płasko.

W kwestii smaku niestety niewiele się zmienia i nie zostajemy pozytywnie zaskoczeni. Ta mleczna czekolada po prostu mi nie smakowała. Była słodka, plastikowa i... to tyle. Więcej nie jestem w stanie o niej powiedzieć. Po odkryciu pierwszych wrażeń smakowych, gdy brałam kęs do ust pragnęłam, by czekolada jak najszybciej rozpuściła się i zginęła w czeluściach mojego żołądka. Ledwo tylko muskając kubki smakowe... Nie mogłam tak po prostu jej gryźć i połykać, bo przecież otoczone przez nią zostały migdały, które z definicji nie mogą być złe.


Migdały są dorodne, podprażone, niezbyt mocno skarmelizowane, delikatnie posłodzone. Skłamałabym, gdybym nie napisała, że były pyszne. Ritter Sport umiejętnie zajął się tym dodatkiem - to pokazał mi zmysł smaku - bo skład niestety mówi coś innego. Dla mnie absolutnie niewyobrażalne jest to, by umieszczony na opakowaniu skład "solonych migdałów w miodzie" był zgodny z realiami. Przecież to, co widzicie na zdjęciu powyżej to autentyczne migdały, a nie jakieś niezidentyfikowane migdałowe obiekty, w których zawartość rzeczonych orzechów wynosi jedynie 18%. Albo doznałam porażenia zmysłów, albo ktoś strzelił solidną gafę. Ewentualnie po prostu czegoś nie rozumiem ;).

Niestety sól, która pomogłaby mi przejść przez cukrowe morze tej mlecznej czekolady, była wyczuwalna w minimalnym stopniu. Odzywała się słabym echem gdzieś pod koniec przegryzania migdałów, nie wnosząc do kompozycji niczego innowacyjnego i ekscytującego. Antyfani miodu nie powinni mieć problemu z konsumpcją tej czekolady - migdałom nie towarzyszy typowy miodowy posmak, sprawiają wrażenie nadzwyczajniej w  świecie delikatnie skarmelizowanych. 

O tej czekoladzie musiałam myśleć w kategorii dopalacza energetycznego, ponieważ na jakiekolwiek górnolotne doznania smakowe nie było tu miejsca. To już Olympia była dla mnie łatwiejszą do przejścia ciekawostką, choć osiągnęła jeszcze wyższy poziom słodyczy niż Honig-Salz-Mandel. Stojąc kolejny raz przed wyborem: Haselnuss-Cookies czy dziś opisywana czekolada - bez wahania wybrałabym jednak Honig-Salz-Mandel. Mogę więc postawić tą tabliczkę pośrodku w mojej klasyfikacji wiosennych zmagań z marką Ritter Sport.

Skład: cukier, solone migdały w miodzie 23% (migdały 18%, cukier, miód 0,8%, oleje roślinne: rzepakowy, ostowy, słonecznikowy; sól, maltodekstryna), tłuszcz kakaowy, miazga kakaowa, pełne mleko w proszku, laktoza, odtłuszczone mleko w proszku, tłuszcz mleczny, lecytyna sojowa, naturalny aromat.
Masa kakaowa min. 30%.
Masa netto: 100 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 562 kcal.
BTW: 8,7/35/51

piątek, 15 maja 2015

Zotter Tutti Frutti biało-mleczna z malinowym sutkiem, suszonymi porzeczkami, truskawkami, malinami i mango


Dziś opisywana czekolada została przeze mnie zakupiona jeszcze w Galerii Słodyczy i wraz z kilkoma innymi Mitzi Blue już trochę przeleżała w Magicznej Szufladzie. Na to leżakowanie wpłynął jedynie względnie długi termin ważności, bo Tutti Frutti sama się prosi o to, by jak najszybciej po nią sięgnąć. Chęć posiadania tego Zottera była dla mnie oczywista choćby dlatego, by zachować na pamiątkę to przepiękne opakowanie. Grafika na nim umieszczona jest chyba najśliczniejszą spośród wszystkich czekolad które dotąd próbowałam. Aż ma się wrażenie, że Andreas Gratze będący autorem tego projektu inspirował się filmem Kigsajz. Raz, że grafika jest urocza sama w sobie - to na dodatek przywodzi na myśl dwie z trzech największych przyjemności w moim życiu. Chodzi o seks i chodzenie po górach. Trzecia wielka przyjemność czeka na nas w środku - mowa oczywiście o czekoladzie.

Tutti Frutti jest naprawdę wymyślna. Uwodzi nas wieloma aspektami. Urzekający jest słodziutki malinowy suteczek umieszczony pośrodku - można być pod wrażeniem autentyczności, przecież on wygląda jak odlew! Ciekawi wyjątkowa czekolada, która jest miksem czekolady białej oraz mlecznej. Kto z Was miał wcześniej okazję spróbować takiego wynalazku? Ponadto, całość została posypana mieszanką suszonych owoców. Ta utrzymana w ciepłych tonacjach barw Mitzi Blue to wielka przyjemność dla oka. Tak jak nie mogę się napatrzeć na opakowanie, które właśnie dzierżę w ręku - tak po jego otwarciu rozkoszowałam się widokiem samej czekolady. A sięgnęliśmy po nią w Beskidzie Małym, tuż przed wyjściem na kolejny długi szlak... W naszym pokoju w Rzykach wczesnym rankiem oprócz zapachu mocnej kawy unosiła się szalona fuzja aromatów wyraziście kakaowych, otulonych mlekiem i soczystością owoców.


Z racji tego, że i tak dzieliłam się z Ukochanym czekoladą na pół - najpierw zajęliśmy się malinowym sutkiem, do którego mieliśmy łatwy dostęp po przekrojeniu produktu. Wspominając nieco zbyt mdłą Labooko Fruit Blueberry nie za bardzo wiedziałam, czego mam się spodziewać po malinowej czekoladzie. Przypomnę, że tego typu owocowe tabliczki w wykonaniu Zottera to białe czekolady, gdzie część mleka zastąpiono sproszkowanymi owocami. Z drugiej strony wiedziałam, że Zotter potrafi wykonać obłędne owocowe nadzienia w serii Handscooped (że wspomnę chociażby o boskich Himbeer und Kokos i Ribisel Chili Rock). Jak więc wypadło to malinowe cacuszko?

Suteczek rozpuszcza się w ustach pozostawiając po sobie lekką, nienachalną proszkowatość. Jest w wyraźny sposób malinowy z wszystkimi tego konsekwencjami: ma w sobie zarówno charakterystyczną dla tych owoców słodycz, jak i kwaskowatość. Owocowość jest tu zdecydowanie bardziej charakterna, niż w przytoczonej wyżej jagodowej koleżance. To tak, jak zrobić mleczny koktajl z naprawdę solidnym udziałem świeżych malin, nieznacznie go posłodzić cukrem trzcinowym i nadać mu formę stałą. Pychotka!

Po rozpracowaniu sutka przyszedł czas na pierwsze doświadczenie z biało-mleczną czekoladą. Proszę wyobraźcie sobie mleczną czekoladę o podwyższonej zawartości kakao wysokiej jakości, w której to słodycz płynie przede wszystkim z dobrego mleka w proszku oraz owocowo-karmelowych nut zawartych w samym kakao. Udział cukru trzcinowego i tak czy siak wpływa na bardziej subtelne odbierane słodyczy, niż gdybyśmy użyli rafinowanego cukru z buraków cukrowych (nie mówiąc już o dużych jego ilościach). Czujecie ten wyjątkowy smak? Ok, no to teraz idziemy dalej.

Następnie wyobraźcie sobie niebiańsko aksamitną białą czekoladę. Przyjemnie gładko-tłustą, również bardziej mleczną, niż cukrową. Niezwykle subtelną, w której wszystkie walory podkreślone są naturalną wanilią. Czujecie to? Teraz połączcie te dwie wyjątkowe czekolady w jedno, zespólcie je dokładnie mieszając. Ten arcydelikatny miks został dodatkowo przyprawiony szczyptą cynamonu. Nie nadaje on jednak kompozycji pikantności. Cynamon jest tutaj zawarty na takim poziomie, który wzbogaca go wyłącznie o złudną słodką nutę. Mieszanka dwóch rodzajów czekolad okazała się być obłędnie pysznym rozwiązaniem.

Tak naprawdę dodatku suszonych owoców w tej Mitzi Blue mogłoby już nie być - sam sutek i biało-mleczna czekolada robią w pełni robotę. Smakołyk jednak nie bez przyczyny nazywa się Tutti Frutti, więc owocowa posypka staje się istotnym, wieńczącym kompozycję elementem. Tutaj pojawia się uwaga - wolałabym, aby kawałki owoców były bardziej miękkie. Skład sugeruje, że owoce zostały wysuszone, a nie zliofilizowane - liofilizacja zachowałaby więcej ich naturalnych walorów (o czym mogłam się przekonać chociażby w bardzo smacznej czekoladzie Pelczar). Całe szczęście kawałki owoców nie zostały posłodzone i bez problemu można zidentyfikować po samym smaku, z jakimi gatunkami mamy do czynienia. Chyba najmniej wyraziste w tym owocowym kwartecie jest mango, a szkoda, bo nie jest częstym dodatkiem w słodkościach (choć u Zottera miałam z mango już do czynienia dwa razy: klik i klik).

Choć nie próbowałam jeszcze wielu Mitzi Blue, to z czystym sumieniem mogę okrzyknąć Tutti Frutti jedną z tych najbardziej wyjątkowych. Totalnie oszalałam na punkcie całej otoczki wizualnej, a walory smakowe również zawładnęły moim sercem. Wszystko w tej czekoladzie było piękne. Z łatwością potrafię przywołać w pamięci wspaniały smak tego biało-mlecznego nieba z owocowym zacięciem.

Skład: tłuszcz kakaowy, surowy cukier trzcinowy, pełne mleko w proszku 20%, miazga kakaowa, syrop glukozowo-fruktozowy, słodka serwatka w proszku, odtłuszczone mleko w proszku, suszone porzeczki 1%, suszone truskawki 1%, suszone mango 1%, suszone maliny 1%, pełny cukier trzcinowy, lecytyna sojowa, wanilia, sól, cytryna w proszku (cytryna, skrobia kukurydziana), cynamon.
Masa netto: 65 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 589 kcal.
BTW: 7,2/41/46