piątek, 9 czerwca 2017

La Naya Orange & Juniperus mleczna 54% z olejkiem pomarańczowym i jałowcem


Przedostatnia z pięciu posiadanych przeze mnie tabliczek La Naya z dodatkami przedstawiała się wyjątkowo ciekawie. Wszystko za sprawą przyprawy, z którą nigdy dotąd nie spotkałam się w czekoladzie, co najwyżej w doprawieniu mięs i generalnie potraw wytrawnych. Mowa o jałowcu. Prócz tego, w mlecznej czekoladzie o 54% zawartości kakao miejsce dla siebie znalazł olejek pomarańczowy. Tabliczkę - kolejny element w całym obrazie, na który składają się poszczególne opakowania w kolekcji - zakupiłam oczywiście w sklepie Sekretów Czekolady.

Czekolada prezentowała się przepięknie, jak na La Naya przystało - to górskie uformowanie tabliczki jakże doskonale pasuje do degustacji na szlaku! Obecności dodatków nie było w czekoladzie widać, ale od razu było je czuć. La Naya Orange & Juniperus pachnie bardzo specyficznie, trudno to opisać. Smakowity mleczno-kakaowy aromat miesza się z wyrazistą, jakby żywiczną wonią.



Nasza La Naya bardzo miło, powoli i maślanie rozpuszczała się w ustach - niestety w pewnej mierze przez udział masła klarowanego... Nie mniej jednak, sam proces był przyjemny, zwłaszcza, że wiązał się z pieszczeniem kubków smakowych oryginalnymi nutami. Pomarańcza, tak często oklepana i wręcz ordynarna w czekoladach, tu została przełamana niesamowitym jałowcem. Ziołowo-leśny akcent położony na pomarańczy rzeczywiście tworzył iluzję żywicy. Mleczność i subtelna słodycz czekolady nie pozwalała nam odnieść wrażenia, że mamy do czynienia z wyrobem wytrawnym. To nadal była słodka mleczna czekolada, ale z prawdziwym tchnieniem lasu. Warto wypróbować Orange & Juniperus jako ciekawostkę, choć ja drugi raz chyba wolałabym sięgnąć po Honey & Bread Crumbs.


A w takiej oto uroczej miejscówce przyszło nam jeść La Naya Orange & Juniperus.


Zejście z Głębokiego Wierchu do Nowego Łupkowa, po przekroczeniu granicy lasu, zaoferowało nam zupełnie nowe widoki. Nadal znajdowaliśmy się na pustkowiach, lecz tym razem pośród łąk i strumieni. Raz po raz wyrastała przed nami stara jak świat kapliczka...


...bądź nowiutkie efekty pracy bobrów.


A takiego oto delikwenta spotkaliśmy przy schronisku Koniec Świata.




Stary cmentarz w Łupkowie to niezwykle urokliwe miejsce...




A takie harce odbywały się w naszym degustacyjnym strumyczku :)


Spokojna, prosta droga... Czysta radość!


Wracając autem z Nowego Łupkowa kupiliśmy przeróżne, przepyszne nalewki regionalne w jednym z punktów sprzedaży bieszczadzkiej nalewkarni, o której wspominałam w ostatniej recenzji Surovital.

Skład: miazga kakaowa, cukier, tłuszcz kakaowy, odtłuszczone mleko w proszku, masło klarowane, jałowiec 0,6%, lecytyna sojowa non-GMO, olejek pomarańczowy.
Masa kakaowa min. 54%.
Masa netto: 80 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 573 kcal.
BTW: 9/42/37

4 komentarze:

  1. Przez jakiś czas mnie ciekawiła, potem obstawałam, że może mi być za słodka, a teraz w sumie nie wiem. Rzeczywiście, może kiedyś jako ciekawostkę spróbuję, ale spieszyć się nie będę.

    O, regionalne nalewki! <3 Tak, to to wyłapałam. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Warto się skusić.

      Uwielbiam regionalne nalewki!

      Usuń
  2. Wyglada na to, że mieli ciekawy pomysł, bo ten olejek sam w sobie, to by mnie zniechęcił. Ale jednak zagrał z jałowcem, no i w dodatku 54% w mlecznej, to całkiem nieźle.

    OdpowiedzUsuń