wtorek, 29 listopada 2016

Chocolat Factory Grenade ciemna 60%


Dziś przed Wami kolejna single-origin od barcelońskiej Chocolat Factory. Tym razem przeniesiemy się do niewielkiej Grenady, z której to wcześniej miałam okazję próbować tylko jednej czekolady - wyjątkowej propozycji francuskiej manufaktury Morin. Jak już wspomniałam przy recenzji degustowanej tuż przed Grenadą Sao Tome, opakowana w czerwień tabliczka była od swej poprzedniczki bardziej błyszcząca i ciemniejsza (choć pewnie zdjęcia nie oddają tego za bardzo).

Grenada wydaje się także intensywniej pachnieć - bardziej perfumowo i przyprawowo. Wyczuwa się tu mniej typowego kakao, jakim uraczyła nas tabliczka z Sao Tome. Poczułam się trochę tak, jakbym zanurzyła nos w jutowy worek z przyprawami. Pojawiła się także w tle pewna plastikowa nuta.


Czekolada również okazała się być znacznie słodka, lecz w tym wypadku mieliśmy do czynienia z pudrową, wręcz landrynkową słodyczą. Grenada posiada odmienną strukturę niż Sao Tome - lekko chropowatą i proszkową, rozpuszcza się trochę gorzej - mniej błotniście, a bardziej kleiście. W słodyczy odnajdziemy wiele ziołowych nut, które przypominają w swej specyfice wyjątkowe meksykańskie tabliczki Maria Tepoztlan.


Nieustannie przedzieramy się przez słodycz truskawkowych i pomarańczowych landrynek z pudrową posypką, by w końcu dość do dziwnego chłodzącego efektu. W finiszu pojawia się posmak jak po cukierku typu Mentos lub po wypiciu słodzonej herbaty ziołowej z dużym udziałem mięty.

Podsumowując, Grenada okazała się mniej oczywista niż klasyczna i przewidywalna Sao Tome, jednak obie czekolady nie ujęły mnie jakoś szczególnie. Przypuszczam, że prędko o nich zapomnę. Nie zachęciły mnie w żaden sposób do dalszego eksplorowania bądź co bądź dość bogatego asortymentu hiszpańskiej Chocolat Factory.


Skład: masa kakaowa z Grenady, cukier, tłuszcz kakaowy, lecytyna sojowa, wanilia.
Masa kakaowa min. 60%.
Masa netto: 25 g.
Wartość energetyczna w 100 g: 500 kcal.
BTW: 7/38/53

8 komentarzy:

  1. Truskawkowe i pomarańczowe landrynki z pudrową posypką... niby wiem, jak to jest z nutami w czekoladzie, że czasem przyjemnie można odebrać coś, co wydaje się absurdalne, lub coś, czego normalnie by się nawet nie tknęło, ale to porównanie i opis całości przeważa u mnie nad zdecydowanym "nie". :P
    PS Dalej nie mogę się nadziwić, że mają po 25 g. Na zdjęciach wyglądają na porządne tablice na pewno mające 100 g.

    OdpowiedzUsuń
  2. Te landrynki jakoś do mnie nie przemawiają. Kojarzą mi się trochę z latami 90' :D Z jednej strony to przyjemne wspomnienia najlepszych lat życia, ale z drugiej wszystko tam kojarzy mi się z taniością, brakiem polotu ze względu na ograniczone na tamte czasy możliwości i słodyczami, które są po prostu słodkie ale i przy tym jakieś dziwnie mdłe.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to wszystko po prostu wyczarowało kakao ;)

      Usuń
  3. Szkoda, że taka mało ciekawa, może gdyby dali więcej miazgi nie wydawałaby się taka słodka i nabrała charakteru. Ciekawe z jakiego gatunku kakao była zrobiona? Forastero?

    OdpowiedzUsuń
  4. charlottemadness29 listopada 2016 21:05

    Posmak landrynkek z posypką? To zdecydowanie nie moje nuty.Trochę nijaka i płaska :>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwłaszcza, że następnego dnia jadłam Domori :P

      Usuń